wtorek, 5 września 2017

Zwerv! Dos Reis! Lencastre! Sousa! Rybicki-Kozera! Rasmussen! Shepherds Of Cats! Aging! Hanslip! Sloth Racket! Sobanski! – Kolejna porcja świeżych owoców dla wciąż gnijących warzyw!


Lato ma się definitywnie ku końcowi. Wrzesień trzeźwiąco oblewa nas deszczem od pierwszych swych godzin, przynajmniej na wschód od świata ciepłego. Definitywny zatem czas na kolejną zbiorówkę recenzji z nowych płyt. Do podsumowania kolejne cztery miesiące i ćwierć setki płyt z muzyką improwizowaną.

Dziś wszakże według nieco innej formuły – do omówienia wybrałem bowiem jedynie jedenaście z nich. Bo są świeże, niosą ciekawe dźwięki, a ich autorami są muzycy na dorobku, którym się chce, i którym udaje się być nowatorskimi lub choć trochę oryginalnymi.

Po omówieniu tych pachnących świeżaków, dwie dość długie listy pozycji, których tym razem nie omówimy. Pierwszą, bo czasu zabrakło, choć same one warte są tego, by do nich kiedyś powrócić. Drugą – bo to po prostu dość słabe (wtórne) płyty są...

Trybuna Muzyki Spontanicznej nieodwracalnie stawia na młodych, tych mniej znanych, ale za to krwiście intrygujących!




Raoul van der Weide/ George Hadow/ Henk Zwerver/ Ziv Taubenfeld/ Luis Vicente  Zwerv - Live (Creative Sources, 2017)

Krnąbrne deklaracje, to ponoć sól dziennikarstwa, a wyjątki od reguły -  proza życia. Pierwsza dziś płyta, to artystyczne zderzenie trzyosobowej młodości, jak najbardziej licującej ze stawianiem na nowe nazwiska w muzyce improwizowanej, z parą doskonałych weteranów. Kwintet zwie się Zwerv, a jego nazwa na wprost wynika z personaliów mało znanego, choć wiekowo zaawansowanego gitarzysty i chyba siły sprawczej tej inicjatywy – Henka Zwervera. Wspomaga go inny niemłodziak, kontrabasista Raoul van der Weide (także perkusjonalia). Horda młodzieży w składzie, to Ziv Taubenfeld na klarnecie basowym, George Hadow na perkusji i jeden z naszych ulubieńców, Luis Vicente na trąbce. Koncert z amsterdamskiego Zaal 100 dostajemy w sześciu trakach, a trwa on niewiele ponad trzy kwadranse.

Muzyka od samego startu jest gęsta, ma zwartą, kolektywną fakturę. Jeśli klarnet dmie bardziej melodycznie, to trąbka woli sytuacje sonorystyczne (dęciaki atakują separatywnie, na przeciwległych flankach). Rozbudowana sekcja rytmiczna pędzi samym środkiem przestrzeni akustycznej i zdolna jest do wielkich czynów improwizatorskich (dużo dźwięków w jednostce czasu). Świetnie odnajduje się w tym wrzącym tyglu pomysłów gitarzysta, który lubi wyjść na czoło i stawiać wymagania młodszym od siebie. Kontrabasista także ma tu kilka wartościowych, indywidualnych incydentów (doskonale kooperuje z gitarą, choćby w pierwszym fragmencie). W trzeciej części narracja silnie usadawia się w jazzie i czuć nawet kropelki swingu na czołach muzyków (tu i w wielu momentach kapitalnie pracuje klarnecista), a gitara plecie błyskotliwe historie w klimatach niemal reinhardowskich. W czwartej części, na zasadzie kontrastu, muzycy ponownie uciekają w gęste free improv, a w piątej Zwerver wręcz przypomina kolejną reinkarnację Dereka Baileya! Zadziorny, kolektywny zryw, znów odrobinę swingujący (ach, ta sekcja!). Finałowa rozbiegówka pachnie swobodą i deklaratywnym podejmowaniem jedynie słusznych decyzji artystycznych. Świetna robota dęciaków (konwulsyjny duet Vicente z gitarą!). Burza oklasków po wybrzmieniu. Wielopokoleniowy, międzynarodowy kwintet w swobodnej zabawie w improwizację, umoczoną po kolana w dobrym jazzie. Brawo!




Marcelo dos Reis  Cascas (Cipsela Records, 2017)

Być może jeden z najciekawszych europejskich muzyków improwizujących młodego pokolenia, portugalski gitarzysta Marcelo dos Reis, gości na tych łamach z każdą swoją nową płytą. Nie inaczej jest z jego pierwszą płytą solową!

Cascas (tak nazywał go Ojciec w czasach, gdy był dzieciakiem) przynosi siedem odrębnych stylistycznie opowieści na preparowaną i niepreparowaną gitarę akustyczną z nylonowymi strunami. Swoisty koncert własnych życzeń! Piękne historie, zmysłowo zagrane i perfekcyjnie zrealizowane pod względem akustycznym.

Początek dynamiczny, wręcz rockowy, aż chciałoby się zanucić buntowniczą pieśń o utracie wolności. Melodia, harmonia, akustyczny zadzior. Druga opowieść w barokowej, bogatej stylistyce, pełnej flażoletów i konstruktywnych repetycji. Kunszt, technika gry, wyobraźnia zdają się być tu znacznie ważniejsze od samego procesu improwizacji, który na Cascas jest raczej ornamentem, zdobieniem, a nie celem samym w sobie. Trzecia – smyczek na strunach, klimat muzyki dawnej. Rezonans, znów repetycja. Mięsista, urocza historia. Cudownie pętli się i eskaluje. Czwarta – pustynne, arabskie skale, coś na kształt dalekowschodniego dubu. Pętle na strunach i samogrające pudło rezonansowe gitary. Jakby grały trzy instrumenty! Orkiestra solowa! Piąta – niczym harfa, zmyślna mandolina. Strunowa epopeja o niepoliczalnych płaszczyznach piękna. Znów odrobinę barokowa, niemal mantryczna w sposobie narracji, aż chciałoby się wejść pomiędzy struny. Chyba najwspanialszy fragment płyty! Szósta i siódma – jeśli którekolwiek części Cascas są do siebie podobne, to właśnie dwie ostatnie na płycie. Nieco folkowe w aurze, pełne bogactwa brzmieniowego, utkane cekinami i złotymi literami. No i odrobina smutku na pożegnanie. Saudades lśniące zachodzącym słońcem. Doskonała płyta!




José Lencastre Nau Quartet  Fragments Of Always (FMR Records, 2017)

Twardo trzymamy się mojej ulubionej Portugalii. Czas na pure jazzowy kwartet! Pianistę Rodrigo Pinheiro i kontrabasistę Hernaniego Faustino znają chyba wszyscy, którzy choć trochę siedzą w gatunku. Zapewne inaczej jest w przypadku braci Lencastre. Joao jest perkusistą, zaś Jose saksofonistą, a przy okazji także liderem Nau Quartet, którego pierwszą płytę mam przyjemność w tej właśnie chwili recenzować. Dwanaście ścieżek, blisko godzina zegarowa studyjnej rejestracji z grudnia ubiegłego roku. Wydaje zacne FMR Records!

Pierwsze sześć utworów (all music by the musicians, ale improwizacje uprawiane wedle przygotowanych scenariuszy), to suita z krótkimi, muzycznymi Aforyzmami. Płynna narracja czterech równorzędnych partnerów, z silnymi inklinacjami do free (czy Nau w nazwie należy rozumieć, jako Now, czyli współczesny? – zapytuje dociekliwy recenzent). Kompetencji nie brakuje, bystrości i przytomności w procesie improwizacji także. Zwinne, filigranowe pasaże wprost z klawiatury fortepianu, potężny tembr kontrabasu na granicy przesteru (kanon u Faustino), uroczy sound altu, enigmatyczny i konkretny dramaturgicznie, wreszcie aktywna perkusja, dość bystra i gadatliwa. Kolejne pół tuzina kompozycji na płycie, to już odrębne, często rozbudowane opowieści, zwłaszcza 17 minutowy fragment tytułowy. Gęsta, kolektywna i bardzo sprawna improwizacja. W jedności siła, choć najwięcej do powiedzenia ma tu pianista (nawet ma wystawne solo). Ciekawie gra Jose, jakby się ślizgał po dyszach (slide sax?). Fragment kolejny, to intrygująca, molekularna ekspozycja, trochę w klimatach upalonej chamber music (z pewnością, to najlepszy fragment płyty). Tańczący wąż, tytuł kolejnej pieśni, to chyba epitet przynależny świetnie improwizującemu alciście. Saksofonista z każdą minutą płyty zwinnie się eskaluje, ma coraz więcej do powiedzenia i udaje mu się nawet zagadywać pianistę! Rozgrzany, szaleje na scenie, zdecydowanie jest już tu królem polowania. Dwa ostatnie fragmenty, to udane próby tłumienia emocji i dedynamizacji narracji. Prawdziwie jazzowa kameralistyka. Świetna robota!




Gigantiq feat. Pedro Sousa  Rooms Over Views (Grain Of Sound, 2017)

W ramach ostatniego już dziś akcentu portugalskiego, niezwykle pasjonujące spotkanie progresywnej i niebanalnej elektroniki formacji Gigantiq (personalnie - Nuno Moita i André Gonçalves) z  improwizującym saksofonem tenorowym, w rękach młodego, ale już niebywale sprawnego i kreatywnego muzyka, jakim jest Pedro Sousa (szukaj stosownego feature na tych łamach, opisującego jego dorobek artystyczny).

Płyta zawiera siedem rozbudowanych improwizacji. Elektronika i żywy instrument świetnie się uzupełniają (zwłaszcza, gdy ten drugi w skowycie sonorystycznym doskonale wkleja się w dźwięki generowane na kablach lub tak zwinnie je imituje, iż nie potrafimy wskazać, które z nich pochodzą od żywego instrumentu), nie stronią również od wchodzenia w improwizacyjne zwarcia. Zdarzają się fragmenty bardziej ilustracyjne, ale nie burzą one bardzo pozytywnego stosunku recenzenta do całości materiału muzycznego.

Rooms Over Views, to przy okazji kolejne świadectwo jakości muzycznych poczynań Pedro Sousy. Muzyk ten nie ma jeszcze w dorobku wielu nagrań, ale każde następne wnosi coś nowego do naszej wiedzy o jego umiejętnościach, wyobraźni muzycznej i pomyśle na uprawianie improwizacji, zarówno tej o jazzowej proweniencji, jak i tej, dla której inspiracją jest muzyka elektroniczna, czy noise-rockowa. Jeśli ktoś nie kojarzy jeszcze tego nazwiska, koniecznie proszę je zapamiętać. 




Rybicki/ Kozera  Xu (Multikulti Project, 2017)

Czas na krajowego świeżaka, baa, z udziałem muzyków, których personalia zapewne większości z nas są całkiem nieznane. Mateusz Rybicki na klarnecie i klarnecie basowym oraz Zbigniew Kozera na kontrabasie. Incydentalnie muzycy będą też korzystać z perkusjonalii (kalimba). Dziesięć swobodnych improwizacji, 33 minuty rejestracji z Wrocławia, sprzed dwóch lat.

Przyczajony klarnet, silny kontrabas i zestaw mikropowieści, punktów zapalnych, enigmatycznych zaczynów do rozbudowanych porcji improwizacji (być może na koncertach). Sporo udanych wycieczek w kierunku free, bez skrępowania i artystycznych wątpliwości. Skupienie, dokładność i adekwatność. W mojej ocenie muzycy lepiej realizują się w szybszych narracjach. Te spokojniejsze nie ustrzegają się nieuzasadnionych chwil zadumy i dramaturgicznego zawieszenia. Klarnecista lubi poszaleć, choć nie zawsze starcza mu odwagi. Kontrabas zwinnie płynie przez płytę, szkoda jedynie, ze muzyk nie zabrał ze sobą na nagranie smyczka. Ciekawy kontrapunkt estetyczny wprowadza w bodaj dwóch fragmentach kalimba. Jest lekka w brzmieniu, delikatnie tajemnicza i niedookreślona.

Ta niezwykle kameralna muzyka dużo zyskuje przy bliższym, niejednokrotnym odsłuchu. Odcinek szósty ma zaszyty w sobie trans, pachnie miętową mantrą, co jest zasługą głównie kontrabasisty. Świetny numer! Na finał dwie kalimby. Czekamy na ciąg dalszy!.




Mette Rasmussen/ Tashi Dorji/ Tyler Damon  To The Animal Kingdom (Trost Records, 2017)

Nim na rozbudowany finał dzisiejszej zbiorówki przeniesiemy się do Zjednoczonego Królestwa, na krótki moment zabawimy w Kanadzie.

Tam bowiem zarejestrowano nowe nagranie Mette Rasmussen. Saksofonistka ta zalicza się do sporego już grona skandynawskich kobiet, który zgłębiają świat free jazzu, dmąc w mocne dęciaki. Dziewczyny mają niezłą promocję ze strony starszych kolegów, na ogół się je chwali, a samej Mette nawet przypina etykietę odkrywcza. Pan Redaktor jest dalece wstrzemięźliwy w ferowaniu tego typu wyroków, ale płyty tej Pani śledzi dość skrupulatnie.

W rzeczonej Kanadzie Mette zagrała niezwykle ekspresyjny koncert free w bardzo ciekawym towarzystwie. Na perkusji amerykański młodziak Tyler Damon, a na gitarze elektrycznej…. prawdziwe odkrycie!!!! Facet nazywa się Tashi Dorji i pochodzi z Bhutanu (czy ktoś wie, gdzie leży ten kraj? Tak, tak, w sercu Himalai!). Książkę możnaby z miejsca napisać, cóż muzyk ten wyprawia na gitarze podłączonej do prądu. Jest siłą, mocą i napędem tej eksplozywnej improwizacji. Gra wszystko, co mu ślina na język przyniesie i dodatkowo, raz po raz, wpada w konwulsyjny, rytmiczny trans, który uroczo dewastuje nasze oczekiwania, co do przebiegu narracji. Dotrzymać mu kroku, tak w aspekcie muzycznym, jak i emocjonalnym, nie jest łatwo, ale Mette daje radę, co być może stanowi dla niej wyjątkowy komplement.

Muzyka iskrzy, eksploduje i ryje nam beret, jakże konstruktywnym hałasem. Wydał Trost Records, zatem nie powinniście mieć problemu z zakupem tej płyty. Zróbcie to koniecznie! A ja tymczasem zagłębię się w dyskografię Tashiego. A nie jest ona mała.




Shepherds Of Cats & David Andrew McLean ‎ Shepherds of Cats & David McLean (Tombed Visions, 2017)

Kasetowy label z Manchesteru Tombed Visions wciąż dostarcza nowej i intrygującej muzyki. Tu powracamy do angielsko-polskiej trupy artystycznej Shepherds Of Cats. Ich poprzednią płytę, z gościnnym udziałem puzonisty Guntera Heinza, omawialiśmy na jednej z poprzednich zbiorówek. Dziś dostajemy długi zestaw dźwięków (2 CD-r), nagrany zresztą koncertowo we Wrocławiu, gdzie gościem grupy był angielski saksofonista David McLean, przy okazji szef wydawnictwa.

Muzyka Shepherds jest wielowymiarowa, multigatunkowa i dalece eklektyczna, równie bogata w wydarzenia, jak rozbudowane jest używane przez muzyków instrumentarium (Adam Webster – wiolonczela, głos, Jan Fanfare – gitara elektryczna, głos, loops, Aleksander Olszewski - perkusjonalia, głos, dęciaki, Dariusz Błaszczak – syntezator, loops, David McLean – saksofon tenorowy, syntezator, inne dęciaki oraz Maciek Piątek - videoprocessing). Tu każdy dźwięk ma rację bytu, każdy pomysł artystyczny jest akceptowalny. W porównaniu do poprzedniczki, SOC + McLean zdaje się być bardziej dynamiczna, istotnie w wielu momentach post-rockowa (częste używanie bardzo rytmicznych perkusjonalii), z dużą porcją nieco zwariowanej (pozytywnie) improwizacji na dowolny temat, a także, co stanowi tu już zasadę, znaczącym udziałem melodeklamacji. Dużo wnosi do tej zabawy McLean, który potrafi dynamizować poczynania zespołu ostrymi i bystrymi pasażami swojego ognistego saksofonu.

Jeśli to nagranie ma jakąś wadę, to jest nim jego długość. Skrócenie płyty choćby o połowę (trwa prawie 140 minut) znacznie podniosłoby jej wartość.




Aging ‎ Suitable For Night (Tombed Visions, 2017)

Kolejna nowość z Tombed Visions, także z udziałem Davida McLeana na saksofonie tenorowym. Formacja nazywa się Aging, a skład jej uzupełniają: Andy Patterson – kontrabas, Jon Perry – perkusja oraz Sebastien Perrin – saksofon tenorowy, fortepian. Tym razem muzyka wydana została na kasecie i dla przeciwwagi (patrz: wyżej) trwa niewiele ponad 30 minut. To bodaj trzecia pozycja w dyskografii Aging.

Płyta zawiera trzy skomponowane i wykonane na rockowo, w zasadzie bez improwizacji, nowe standardy (tak przynajmniej brzmią) i jeden szalony fragment w zdrowej konwencji silnie rozwichrzonego free (dodatkowo z damskim głosem). Cała płyta to jakby opowieść o jednej rozrywkowej nocy grupy zagubionej we wszechświecie młodzieży, gdzie jest czas na dojście (pierwszy), czas eksplozywnej zabawy w podejrzanym damskim towarzystwie (drugi, tytułowy, ów rozwichrzony) i wreszcie czas na wybudzenie (trzeci, Pocałunek Mokrego Asfaltu), a potem trudną drogę do domu (czwarty).

Gdyby cała płyta powstała w estetyce tytułowego fragmentu, recenzent byłby niezwykle zadowolony. Niestety stanowi on wyjątek. Mało zadziorny, nieco sztampowy wodewil w typie The Lounge Lizards, wersja dla mniej wtajemniczonych.




Mark Hanslip ‎ Church (Tombed Visions, 2017)

Czas na ostatnią dziś premierę TV. Ponownie kaseta, znów niewiele ponad 30 minut muzyki, którą firmuje młody i ciekawy saksofonista Mark Hanslip. Do pomocy wziął sobie trójkę muzyków: pianistę Stephena Grew (znamy go choćby ze wspólnych nagrań z Trevorem Wattsem), gitarzystę Eda Williamsa (gra tylko na pierwszej stronie) i człowieka obsługującego laptopa – Alexandra Cutterige’a. Tytuł płyty nie ma ukrytych treści. Nagranie powstało bowiem w obiekcie sakralnym.

Muzyka jest stuprocentowo improwizowana, zawiera dźwięki silnie osadzone w estetyce free, zakorzenione zarówno w jazzie, jak i muzyce współczesnej. Bogata w świetne duetowe ekspozycje saksofonisty i pianisty, dodatkowo wspierane niebanalnym szarpaniem strun przez gitarzystę. Dużo w tej muzyce przestrzeni, dystansu do granych dźwięków i po prostu jakości.

Trochę dramaturgicznego fermentu, nie do końca przypadającego mi do gustu, dostarcza tu facet z komputerem (zwłaszcza na drugiej stronie, gdy brak gitarzysty sprawia, że ma dużo przestrzeni do zagospodarowania). Wydaje mi się, że jego ewentualny brak dodałby tej muzyce wartości.




Sloth Racket  Shapeshifters (Luminous Label, 2017)

Pozostajemy w Manchesterze! Siostrzany label Luminous proponuje nam nagranie kwintetu, który funkcjonuje pod nazwą własną Sloth Racket. A w jego składzie saksofonista tenorowy Sam Andreae (poznaliśmy się przy okazji poprzedniej prezentacji nowości z Tombed Visions – ABC Trio), saksofonistka barytonowa Cath Roberts, gitarzysta Anton Hunter, kontrabasista Seth Bennett i perkusista Johnny Hunter (brat?).

Cztery bardzo zwinne, kompetentne i dalece kolektywne free improvisations (choć za każdym z traków autorsko ukrywa się barytonistka), grane także w podgrupach (choćby świetny dialog tenoru i kontrabasu w pierwszym fragmencie). Muzyka bywa zarówno zadziorna, jak i wyciszona i melancholijnie niemal melodyczna (sporo interesujących dialogów obu saksofonów, np. w drugim numerze). W części finalnej muzycy chętnie brną w prawdziwie freejazzową eskalację. Całe nagranie mieści się w trzech kwadransach, jest zatem nieprzegadane i nie zawiera w sobie zbędnych przystanków scenariuszowych.

Muzyka, która póki co, nie stawia recenzenta do pionu, ale która ma swój niezaprzeczalny, dalece bezpretensjonalny urok. Nazwiska zapisane w kajecie, podobnie jak nazwa formacji, ku świetlanej przyszłości tej muzyki i tych muzyków.




Sobanski/ Orrell/ Anstey/ McMurchie  Texturologie (European Improvisation Scene, 2017)

Na finał dzisiejszej zbiorówki świeżych owoców, kolejna płyta z Anglii, także realizowana po części przez … polskiego muzyka (tamże zresztą od lat osiadłego). Myślę o gitarzyście Mariuszu Sobańskim, który doświadczony na polu awangardy rocka, coraz chętniej zapuszcza się w meandry swobodnej improwizacji.

Przed nami koncertowe nagranie z maja br. (Festiwal Gateway to Another Dimension), poczynione przez Mariusza przy wsparciu saksofonisty Jake’a McMurchie, kontrabasisty Paula Ansteya i perkusisty Tony’ego Orrella.

Cztery dość dynamiczne, chwilami hałaśliwe improwizacje, naznaczone rockowym sznytem i niebanalną psychodelią (głównie z inspiracji gitarzysty). Muzyka płynie zwartym strumieniem, improwizacje muzyków przeplatają się wzajemnie i zwinie uzupełniają. Rytm i pokrętna melodyka są tu stałymi elementami składowymi, co pozwala muzykom unikać płycizn i zawieszania narracji. Kolejna płyta, kolejne nazwiska do zapamiętania!


****

Lista płyt, które mniej lub bardziej mi się podobały w ostatnich miesiącach, ale jak dotąd ich nie zrecenzowałem:

Daniel Levin/ Ingebrigt Hĺker Flaten/ Chris Corsano  Spinning Jenny (Trost Records, 2017)

Daniel Levin Quartet  Live At Firehouse 12 (Clean Feed, 2017)

Mat Maneri/ Evan Parker/ Lucian Ban  Sounding Tears (Clean Feed, 2017)

CP Unit  Before The Heat Death (Clean Feed, 2017)

Fred Frith, Hans Koch  You Are Here (Intakt Records, 2017)


Lista płyt, których nie zrecenzowałem, bo słuchając ich, nie usłyszałem dźwięku, który byłby dla mnie czymś nowym i intrygującym:

Ballister  Low Level Stink (Dropa Disc, 2017)

Zack Clarke  Random Acts Of Order (Clean Feed, 2017)

Johannes Bauer/ Peter Brötzmann  Blue City (Trost Records, 2017)

Peter Brötzmann/ Heather Leigh  Sex Tape (Trost Records 2017)

Peter Brötzmann/ Steve Swell/ Paal Nilssen-Love  Live In Tel Aviv (Not Two Records, 2017)

Lean Left (Ken Vandermark, Terrie Ex, Andy Moor, Paal Nilssen-Love)  I Forgot To Breathe (Trost Records, 2017)

Tim Daisy/ Michael Thieke/ Ken Vandermark  Triptych (Relay Recordings, 2017)

Ken Vandermark/ Klaus Kugel/ Mark Tokar  Escalator (Not Two Records, 2017)

Eric Revis Quartet  Sing Me Some Cry (Clean Feed Records, 2017)



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza