Pokrewne Namiętności i inne archiwalia

sobota, 28 września 2019

Serries, Webster & Lisle! Kodian Trio strikes for the III time!



Już za kilka dni, na finał pierwszego dnia New Wave Of Impromptu – 3.Spontaneous Music Festival, w poznańskim Dragonie zagra Kodian Trio. Dirk Serries (gitara elektryczna), Colin Webster (saksofon altowy) i Andrew Lisle (perkusja) świętować będą ukazanie się trzeciego studyjnego albumu formacji. Nim to nastąpi, winniśmy zatem bezwzględnie poznać jego zawartość. Handlowa premiera płyty III, którą dostarcza Trost Records (CD), przypadała na 27 września, czyli na wczoraj. Pięć soczystych improwizacji, 49 minut i jedna sekunda (nagranie dokonane w Holandii, White Noise Studio, Winterswijk, w roku ubiegłym).




Aura otwarcia spektaklu, która będzie też jego aurą zamknięcia, a w tak zwanym międzyczasie permanentną aura całego nagrania – to dynamiczny, agresywny, jakże kolektywny free jazz. Gitara z post-rockowym zębem, pełnokrwisty drumming i zagotowany od pierwszego zadęcia, masywny saksofon altowy, to elementy składowe tej niebywałej gry.

Od pierwszej sekundy wchodzimy do tej rzeki umoczeni po samą szyję, od razu w główny jej nurt. Napotykamy muzyków, którzy świetnie reagują na siebie, z wysokim poziomem reaktywności, niesionych niemałym bagażem wspólnych doświadczeń. Dopiero w szóstej minucie muzycy odnajdują pierwszą chwilę oddechu, mikro przestrzeń na łyk czegoś mocniejszego, by po chwili ponownie ruszyć na podbój wszechświata – krew, pot i wielka radość! Drugą opowieść rozpoczyna imitacyjna zabawa gitary i altu. Pełna zgoda, co do poziomu intensywności przekazu, zostaje osiągnięta w ułamku chwili. Wchodzi perkusja i koło zamachowe tej niebywale energetycznej maszynerii zostaje puszczone w ruch. Narracja jeszcze bardziej nabiera cielesności i błyskotliwej szorstkości. Pod koniec czwartej minuty na gryfie gitary dzieją się już prawdziwe szaleństwa, czemu sprzyja wyjątkowo kompulsywny drumming. Obok roztańczony alt śpiewa kolejne partie piekielnej arii - sięga szczytu, a ogień całej narracji płonie już niezwykle wysoko. Ostatnie dwie minuty przynoszą pozorne spowolnienie, które skomentowane zostaje pasażem fonii, która wytrzymuje jedyne taki epitet - hard rock attack!

Trzecia część, najbardziej rozbudowana, trwająca blisko kwadrans, zaczyna się perkusyjną introdukcją. Usadowieni na przeciwległych flankach – gitarzysta i alcista – wgryzają się umiejętnie w rytm serwowany przez perkusistę, czystym wrzaskiem swoich dobrze już rozgrzanych instrumentów. W czwartej minucie pojawiają się pierwsze, nieco spokojniejsze przebiegi, które dodatkowo eksponują mistrzowską klasę wszystkich muzyków. W ciszę schodzą ostatecznie po kolejnych dwóch minutach. Gitara zdaje się szukać ambientowego mroku, alt tłumi emocje i buduje małe, dronowe ekspozycje, wokół pada grad talerzy. Dźwięki wręcz dotykają zewnętrznej powłoki ciszy. Po 12 minucie trio perfekcyjnie wychodzi w bardziej dynamiczną ekspozycję, choć gitara nie opuszcza ambientowej przestrzeni. Finałowa eskalacja smakuje wyjątkowo.

Czwarta opowieść znów zaczyna się kolektywnie, ale stadium wysokoenergetycznego dynamizmu nie jest jeszcze udziałem muzyków. Ślą sobie wzajemnie małe zadziory, ich dyskusje dźwiękowe śmiało można określić naszym ulubionym terminem call & responce. Gitara smakuje post-rockowymi psychodelikami, perkusja i alt też świetnie czują się w takiej sferze bytowania. Narracja buduje się bardzo zwinne, zdaje się mieć jednak nieco więcej powietrza pomiędzy dźwiękami, zwłaszcza w porównaniu do dwóch pierwszych odcinków. Po czasie pełnowymiarowy, jazz-rockowy drumming kreuje realia improwizacji, pozostałe zaś instrumenty zwinnie dokładają do ognia. Rytm, metafizyczny śpiew werbla i tomów, koło zamachowe w pełnym galopie – tak oto Andrew Lisle chce być zapamiętany z III-ej płyty! W 7 minucie mocną ekspozycję proponuje Serries, Webster komentuje ją twardą stroną dysz swojego saksofonu. Czas na pieśń zamknięcia, którą inaugurują, nie pierwsze już dziś, zwinne imitacje gitary i altu. Perkusja po chwili wahania, dołącza się z dużą dawką energii wewnętrznej. Mocny flow całości zdobią urywane frazy i niedopowiedziane komentarze. Gaz dociskany do deski, iskrzy sypią się spod kół! W 5 minucie drobne hamowanie, bystry dialog altu i perkusji, a w ramach riposty – metaliczna kipiel gitary. Fire music till death, mine or yours! Do utraty tchu, cytując kolejnych klasyków!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz