Pokrewne Namiętności i inne archiwalia

wtorek, 10 marca 2020

Evan Parker & Paul Lytton in the next generation’ Collective Calls!


Z monografii Evana Parkera W poszukiwaniu atrybutów wyjątkowości *):

Evan Parker i Paul Lytton poznali się przypadkiem w 1969r., raczej na polu towarzyskim, by po roku wspólnych prób zdecydować się wystąpić publicznie po raz pierwszy. Szukali wspólnego języka, by odnaleźć go pośród zgiełku tradycyjnych instrumentów akustycznych, tych stricte jazzowych (saksofony i perkusjonalia), jak i tych nieco odległych od tej stylistyki (np. okaryna), wspartych zarówno sporą porcją elektroniki i preprodukcji, jak i przedmiotami własnej produkcji (np. lyttonphone).

W trakcie 7 lat wspólnych muzycznych poszukiwań stworzyli swoisty archetyp współczesnej muzyki improwizowanej. Jednocześnie doprowadzili do nieosiągalnego dla zwykłych śmiertelników poziomu wzajemnego zrozumienia i generowania ekstremalnej synergii, jaka może powstać ze spotkania dwóch muzyków. Nie byłoby takiego tria jak Parker/Guy/Lytton, gdyby nie lata budowania wzajemnych relacji pomiędzy genialnym saksofonistą i wiecznie poszukującym perkusistą. Za „życia” duet doczekał się trzech LP - Collective Calls (Urban) (Two Microphones) (Incus, 1972), At The Unity Theatre (Incus, 1975) i RA (Ring, 1976), które po prawie dwóch dekadach zostały uzupełnione o dwa zestawy nagrań z różnych miejsc i okazji koncertowych, wydane przez Martina Davidsona w jego niezastąpionym EMANEM – Three Other Stories i Two Octobers (rejestracje z lat 1971-75).

Od owych, jakże zamierzchłych czasów Parker i Lytton nagrali mnóstwo płyt, na tysiącu z nich spotkali się osobiście, ale nigdy … nie były to już nagrania w duecie. Oczywiście grywali w duecie koncerty, choćby w trakcie krakowskich wizyt New Orchestra Barry Guya (na przełomie poprzedniej i obecnej dekady **), ale na ich nowe nagranie - uwiecznione na krążku - czekać musieliśmy do roku 2020! Jego zawartość, to studyjna rejestracja, poczyniona w Experimental Sound Studio (Chicago) w marcu roku 2019, a zatem z okazji 50-lecia nawiązania owej fantastycznej współpracy (notabene, w przededniu 75. urodzin saksofonisty). Płytę w formacie CD dostarcza szwajcarski Intakt Records, pod wszystko mówiącym tytułem Collective Calls (revisited) (jubilee). Całość nagrania trwa 55 minut i 12 sekund, składa się z jedenastu swobodnych improwizacji, których tytuły zaczerpnięto z prozy Eliasa Canettiego. Sprawdzamy, co dzieje się w trakcie każdej z nich.




Ceremonia otwarta zostaje uderzeniem w talerz, który spokojnie rezonuje aż do pełnego wybrzmienia. Echo drżących powierzchni płaskich i szum perkusyjnych szczoteczek w oczekiwaniu na pierwsze westchnienie tuby saksofonu tenorowego. Dość suche jeszcze wnętrze dęciaka kreuje długie, posuwiste akapity narracji. Muzycy nakręcają się spiralnie, nie gubią jednak posmaku ciszy i niezbędnej przestrzeni pomiędzy dźwiękami. Na finał wpadają w niezobowiązujący półgalop, czynią to z gracją wędrujących wysokim wzgórzem nastolatek. Druga opowieść zaczyna się w ciszy perkusjonalii. Pojedyncze, lekkie uderzenia w płaskie przedmioty. Dysze saksofonu szeleszczą drobinkami melodii – prawdziwa specjalność zakładu, od pół wieku, a może jeszcze dłużej. Muzycy budują typową dla siebie narrację, zbudowaną z dźwięków, które znamy doskonale i które równie intensywnie kochamy – pozbawione nadmiernych eksperymentów, zmysłowe free improv z post-jazzowymi korzeniami. Trzecią improwizację otwiera tym razem łagodny saksofon, który wraz z rezonującymi talerzami, w dużym skupieniu szuka odpowiedniej dynamiki i szybką ją znajduje. Następny epizod, czwarty – szczoteczki na cichym werblu podrygują i szeleszczą dynamicznie. Tenor tańczy wokół nich, także wokół własnej osi. Parker wpada w swój ulubiony oddech cyrkulacyjny, a pasmo fonii płynie nad jego głową niczym stado dzikich gęsi. Towarzyszy mu ambientowe tło drżących talerzy, czyniąc ten odcinek jednym z najpiękniejszych na całej płycie.

Perkusyjne intro w bardzo wolnym tempie otwiera piątą improwizację. Dłuższa przypowieść, którą można skwitować językiem Szekspira – Lytton in his best! Parker wchodzi pod koniec drugiej minuty. Po kilku jego dłuższych frazach na jednym oddechu, muzycy wchodzą w swobodną, znów jakże typową dla siebie narrację. Tempo dyktuje drummer, a całość wybrzmiewa na raz wyjątkowo efektownie. Szósta historia rodzi się w suchej tubie saksofonu. Martwy taniec, który rezonuje z czymś metalicznym w oddali. Gra na zaciągniętym ręcznym, pełna artystycznych wątpliwości i drobiazgowej perfekcji. Po wejściu w tryb właściwy Lytton wpada w półgalop, tryska energią 20-latka. Parker trzyma krok, ale delikatnie temperuje jego emocje. Nim ostatecznie wybrzmią, ogień free jazzu połączy ich jednak nad wyraz skutecznie. Kolejna część sięga po najgłębsze zasoby ciszy i skupienia – talerze drżą, tuba jątrzy kropelkami potu. Przejście z najbardziej wytłumionego fragmentu płyty w płynny, ekstatyczny galop, to kolejny przykład dramaturgicznej perfekcji tego duetu. Ósmy epizod i dysze, które wiercą się na starcie, tuż nad tajemniczymi przedmiotami, ugniatanymi na werblu. Parker łapie głęboki oddech i wpada w swobodny strumień dźwięków, pozbawionych choćby sekundy ciszy. Po niedługiej chwili narracja znów staje się bardzo intensywna, przy czym to saksofonista wiedzie tu prym, zionąc ogniem na prawo i lewo. Na wybrzmieniu seria pięknych pętli i równie efektownych znaków zapytania.

Uderzenie w gong, talerz, metalową misę – rytuał ciszy, zaniechania, oczekiwania. Cisza goni tu dźwięki, a nie na odwrót. Po paru sekwencjach tenor zaczyna się nagrzewać, a perkusja stawiać miarowe stemple. Po czwartej minucie emocje osiągają już stan wrzenia. Dziesiąta improwizacja – miarowy drumming na samych talerzach, molekularny do granic możliwości. Po minucie pojawiają się wątłe parsknięcia z tuby, szukające mikroelementów melodyki. Krok wprzód i moc znów jest z nimi – Lytton stawia na dynamikę, Parker na śpiewną precyzję i nieco przewrotną lirykę. Ostatnia minuta, to samotny ambient drżących talerzy – kolejny peak albumu! Te ostatnie otwierają także finałowy odcinek płyty, a spokojny dron saksofonowy wplata się pomiędzy zimne, metalowe części perkusjonalii. Jeden oddech, feeria ulotnych dźwięków. Tło rezonuje i oddycha coraz gęstszym powietrzem. Na finał zupełny muzycy wybierają swoją ulubioną na tej sesji dynamikę. Zasady ustanawia Lytton, egzekucja należy do Parkera.


*) tu dla przypomnienia całość tekstu 

**) w ramach krótkiej lekcji matematyki: dekada lat dziesiątych XXI stulecia zaczęła się 1 stycznia 2011 roku, a zakończy 31 grudnia roku 2020


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz