Pokrewne Namiętności i inne archiwalia

poniedziałek, 17 października 2016

Spontaneous Music Orchestra – szukaj i reaguj, czyli 141 minut skondensowanego pomysłu na zbiorową improwizację


Dyscyplina i wolność w żmudnym procesie kolektywnej, zbiorowej improwizacji – dwa pozornie przeciwstawne bieguny niesamowitej zabawy w muzykowanie. Cztery dekady temu, wielki i niepowtarzalny John Stevens, skutecznie zrealizował kilka szalonych pomysłów na przebieg zdyscyplinowanej, acz spontanicznej improwizacji w dużej grupie muzyków. Projekt jego życia – Spontaneous Music Ensemble - na okoliczność muzykowania w wymiarze wieloosobowym przybrał nazwę Spontaneous Music Orchestra.

Dziś, za sprawą Martina Davidsona i jego Emanem Records, trafia do nas podwójny dysk dokumentujący tamte muzyczne ekscesy. Choć trafia do nas materiał, który jest jedynie reedycją, co więcej okrojoną o kilka dźwięków w stosunku do pierwotnych wydawnictw, to wartość tej muzyki i jej ponadczasowość (cechy rosnące wraz z upływem czasu w tempie geometrycznym), sprawiają, iż koniecznie trzeba się nad nimi tu i teraz pochylić.

Podwójna płyta Spontaneous Music Orchestra Search and Reflect. Directed by John Stevens konsumuje trzy dotychczasowe, pojedyncze wydawnictwa Emanem – całość krążka Mouthpiece (2000), analogową część Plus Equals (1975/2001) i dwa wybrane fragmenty Trio and Triangle (1982/2008), te rozgrywane w dużym składzie. Łącznie trafia do nas dziś prawie 141 minut muzyki SMO.




Search and Reflect – szukaj i reaguj, to podstawowa zasada improwizacji w grupie. Stevens trenował ten pomysł w mniejszych grupach już pod koniec lat 60. ubiegłego stulecia. Słuchaj współtowarzyszy i reaguj na to, co oni grają. Banalna zasada, tkwiąca u podstaw każdej udanej improwizacji.

Od początku lat 70. Stevens i jego ówczesne, muzyczne alter ego, czyli Trevor Watts, prowadzili cykliczne, cotygodniowe warsztaty improwizatorskie, głównie z udziałem młodych muzyków. Do zabawy w dźwięki lubili także zapraszać publiczność (efekt jednego z takich zaproszeń usłyszeć możemy na dysku For You To Share – nagraniu z roku 1970, także firmowanym nazwą SMO). W owych spotkaniach warsztatowych uczestniczyło na ogół od 20 do 30 muzyków. Gdy efekt poczynań warsztatowych zaczął przybierać kształt, jaki zadawalał Johna i Trevora, od roku 1973 rozpoczęto profesjonalne rejestrowanie takich nagrań. Jako pierwszy światło dziennie ujrzał LP Plus Equals, który jest częścią omawianego dziś wydawnictwa. Trafił on do dystrybucji w 1975r. Muzykowanie w takim kształcie, John kontynuował mniej więcej do początku kolejnej dekady. Po tym okresie, nagrania takie – jeśli w ogóle miały miejsce – nosiły już charakter incydentalny.

Na dyskach Search and Reflect słyszymy m.in. kilka realizacji idei Sustained Piece (Trwający kawałek). Każdy z muzyków gra swój nieprzerwany dźwięk, tak długo, jak tylko wytrzyma w sensie fizycznym. Po złapaniu oddechu, gra już inny, także trwający dźwięk. W dużej grupie wykonawczej te zestawy dźwięków nakładają się na siebie, tworząc jednolity, lekko modulowany, akustyczny dron. Na pierwszym dysku słyszymy Sustained Piece w wersji instrumentalnej i wokalnej. Z kolei, na dysku drugim – jako fragment większej całości - trafia do nas Sustained Plus, będący długim, dość naturalnym składnikiem łączącym początkowy Search and Reflect, z finalną, kilkunastominutową, całkowicie swobodną improwizacją (rozpoczętym zresztą przez dzikie mikrosolo Evana Parkera).

Bardzo warsztatowy charakter ma fragment One-Two. John narzuca rytmiczny dwudźwięk, niczym metaliczny metronom (a może … zegar z kukułką), a muzycy podłączają się pojedynczymi dźwiękami pod pierwszy sygnał Stevensa lub pod drugi. Cała, kilkunastoosobowa załoga wpada w trans i … muzyka milknie dopiero w momencie, gdy kolektywna dwudźwiękowa improwizacja zlepi się w jedno pasmo (taka koncepcja grana w duecie Stevens-Watts, na innych wydawnictwach, nosi nazwę Flower).

Zupełnie wyjątkowym pomysłem jest … nieco szalona koncepcja Mouthpiece. Muzycy zaczynają od wydawania niewokalnych dźwięków ustami w dość dowolny i nieuporządkowany sposób (oczywiście pod czujnym okiem Stevensa). W dalszej kolejności te nieartykułowane mlaskania, chrząkania, gardłotoki i ślinotoki, przekształcają się w głosy ludzie, nie rzadko wykrzykiwane podniesionym tonem. Dopiero po tym sporym pasusie wokalnym, muzycy biorą do rąk i ust instrumenty i zaczynają wydawać z nich dźwięki. Trochę przypomina to koncepcję The Great Learning Corneliusa Cardew. Finał osiągany jest w euforii i ekstatycznym tańcu. Pojedyncze, rytmiczne klaskanie ze strony muzyków, powoli i systematycznie scala się z … oklaskami publiczności, która w dużym uniesieniu dziękuje muzykom za koncert. Dwadzieścia cztery minuty występu z Ealing Technical College z listopada 1973 roku, które koniecznie musicie poznać i w skupieniu wysłuchać.




Niespełna półtora roku później, dziesięcioosobowa Spontaneous Music Ensemble zostaje rozszerzona o kolejnych jedenastu muzyków z warsztatów, by zrealizować koncepcję Plus Equals. 40 minutowa, wyjątkowa ekspozycja składa się z fragmentu szukania i reagowania, by po długim fragmencie trwającego, zbiorowego wielodźwięku, osiągnąć ekstazę w kolektywnej, wolnej improwizacji. Warto zauważyć, iż sam Stevens skupia się na dyrygowaniu, incydentalnym akcentowaniu kierunków improwizacji, grając na kornecie, a za zestaw perkusyjny chwyta dopiero pod sam koniec utworu.

Wydawnictwo Search and Reflect, kończą nagrania z roku 1981. Koncert w Notre Dame Hall gra trio Spontaneous Music Ensemble (obok Stevensa, Nigel Coombes na skrzypcach i Roger Smith na akustycznej gitarze), który zostaje w jego trakcie rozwinięte do Nonetu, który ma zrealizować pomysł Triangle. Muzycy ustawieni zostają w trzy trójkąty. W ramach każdego z nich, muzycy słuchając się w skupieniu, reagują na dźwięki grane przez współtowarzyszy. Podobnie reagują na siebie, już w ujęciu trójkąt na trójkąt. Muzyka zlepia się niczym wiotka pajęczyna i oplata nasze uszy, nie pozwalając na swobodny oddech. Ta nieśpieszna i bardzo skupiona narracja, w niektórych momentach, dowodzi nieco pokrętnej tezy, iż nie wszystkie genialne pomysły Stevensa sprawdzały się na etapie realizacji, ale – umówmy się w tym miejscu – ta drobna ambiwalencja pozwala nam jedynie, przez krótki moment, nie pisać recenzji z najnowszego wydawnictwa Emanem Records w pozycji na kolanach. Ekstrakt z koncepcji Static (5:31), realizowany w tentecie (do trzech trójkątów dołącza piano), wieńczy ten niebywały spektakl wolnej i … jakże zdyscyplinowanej improwizacji w dużej grupie.

W powyższych nagraniach, obok zupełnie nieznanych, młodych i jurnych uczestników stevensowych warsztatów, udział wzięła cała plejada doskonałych muzyków brytyjskich (m.in. Evan Parker, Paul Rutherford, John Russell, Ron Herman, Larry Stabins, Dave Panton, Alan Tomlinson, Herman Hauge, Ian Brighton, Howard Riley, John Corbett, Lol Coxhill, Maggie Nicols, czy Robert Calvert). Co ciekawe, do dziś nie udało się Martinowi Davidsonowi ustalić dokładnej listy obecności na nagraniach, zamieszczonych na krążku Mouthpiece (cały pierwszy dysk). Zatem, ciągle przed nami niezbadane historie związane z ideą muzyki spontanicznej Johna Stevensa. A pełna lista płac dysku drugiego jest już do odczytu na okładce wydawnictwa, a także – choćby - na stronie discogs.com.


****

Rzadko w przypadku zaawansowanej muzyki improwizowanej, przywołać możemy teksty drukowane w prawdziwych gazetach i czasopismach. Zatem z tym większą satysfakcją odnotowuję poświęcenie aż sześciu kolumn przez znamienite i poczytnie (chyba ciągle) brytyjskie pismo muzyczne The Wire, artystycznym dokonaniom Johna Stevensa i Trevora Wattsa, tak po szyldem SME/SMO, jak i w innych konfiguracjach personalnych. Całość nazwana została Przewodnikiem po muzyce Spontaneous Music Ensemble i jest dostępna w numerze 392 (październikowym). Artykuł zdaje się kompetentny i świetnie się go czyta, a okraszony jest ciekawymi zdjęciami (SME grające w Paryżu na … basenie, w strojach kąpielowych – to hit absolutny!). Jedynie, co mnie negatywnie zaintrygowało, to fakt pominięcia w tak obszernym opracowaniu płyty… Quintessence, którą na tych łamach, nie będąc w swoim sądzie osamotnionym, uznałem za najwybitniejsze osiągnięcie Johna Stevensa i SME.


****

Na koniec dwa słowa z redakcyjnej kuchni. Od pewnego czasu pracuję nad drobną monografią formacji Detail, którą w latach 1981-1994 tworzyli John Stevens i Frode Gjerstad. Ustaliłem już wszystkie fakty dotyczące niezwykłej współpracy tejże pary, dogłębnie odsłuchałem wszystkie pięć płyt CD, jakie pozostały po tej grupie. Ciągle jednak nie udało mi się dotrzeć do trzech płyt, jakie dostępne są jedynie na winylach. Zaangażowałem w ten proces nawet jedynego żyjącego muzyka pierwotnego składu Detail, który te krążki posiada. Jednak, póki co, nie udało mi się wejść w ich posiadanie (choćby w formie cd-rip’s). Jeśli zatem ktokolwiek z czytających tę opowieść posiada którąkolwiek z poniższych płyt, proszę o pilny kontakt – przez komentarz lub adres e-mailowy zamieszczony na boczku Trybuny.

Okhela „To Make A Fire” (Afinity, 1984).

Ness (Impetus Records, 1986).

Way It Goes/ Dance Of The Soul (Impetus Records, 1988).



2 komentarze:

  1. Czytając akapit poświęcony Detail uśmiechnąłem się lekko bo w ostatni czwartek ,w przerwie między setami ,rozmawiałem z FG o Detail'u ,pytałem o możliwość dostania płyt ( mnie z kolei brakuje Way it Goes i Last Detail ) -ale nie zrobił mi nadziei na wznowienia.Niestety.Pozdrawiam i czekam na artykuł o Detail'u. Krzysztof

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam. Będę zobowiązany za kontakt mejlowy: brommba1@o2.pl.
    Pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń