Pokrewne Namiętności i inne archiwalia

sobota, 21 stycznia 2017

Warsaw Improvisers Orchestra – wydarzyło się czternastego marca roku piętnastego


Styczeń to ulubiony miesiąc każdego recenzenta. Lista płyt poprzedniego roku sporządzona, bywa, że opublikowana, można spokojnie odpoczywać i czekać na moment, aż w odtwarzaczu muzyki dowolnego formatu wyląduje płyta, która…. zrujnuje zarówno żmudnie odbudowywany spokój, jak i całe roczne podsumowanie best of….

Mnie ta upiorna chwila wydarzyła się 10 stycznia. Wtedy bowiem trafiła do mnie (od razu do stosownego odtwarzacza) płyta Warszawskiej Orkiestry Improwizatorów, zatytułowana – wg idei mistrza Anthony’ego Braxtona – miejscem i datą powstania nagrania.

Od prawie pierwszego dźwięku bezwstydnie się w tym nagraniem zauroczyłem. Kilkukrotny powrót do niego generował kolejne pokłady przyjemności, poniekąd także fascynacji i już na progu bieżącego tygodnia, jednego mogłem być pewien – moją listę płyt roku 2016 można o kant d… roztrzaskać.

Płyta Warsaw Improvisers Orchestra winna bowiem to zestawienie otwierać!




Czas i miejsce zdarzenia: CSW Laboratorium, Zamek Ujazdowski, Warszawa 14.03.2015, nagrane na żywo z udziałem publiczności.

Ludzie i przedmioty: Ray Dickaty - dyrygent (2-3), Patryk Zakrocki – skrzypce, altówka, dyrygent (1), Piotr Dąbrowski – instrumenty perkusyjne, Michał Kasperek – perkusja, Rafał Dedyński – perkusja, Hania Piosik – głos, Marcin Gokieli – głos, Antonina Nowacka – głos, Piotr Mełech – klarnety, Łukasz Kacperczyk – syntezator analogowy, Stanisław Welbel – saksofon sopranowy, Philip Palmer – saksofon altowy, Jan Małkowski - saksofon altowy, Bartek Tkacz - saksofon tenorowy, Mateusz Franczak - saksofon tenorowy, Michał Maota - saksofon tenorowy, Maciej Rodakowski - saksofon tenorowy, Natan Kryszk - saksofon barytonowy, Michał Jerzy Gałgin - saksofon barytonowy, Marcin A. Steczkowski - kornet/ FX, Olgierd Dokalski – trąbka,  Jacek Mazurkiewicz – kontrabas, Tymon Bryndal – gitara basowa, Ksawery Wójciński – kontrabas, Daria Wolicka – flet, Jerzy Sergiusz Malanowicz – klawisze, zabawki/ FX,  Jakub Buchner – gitara elektryczna, Łukasz Czekała – skrzypce, Zbigniew Chojnacki – akordeon, Dominik Mokrzewski – perkusja.

Jak gramy: trzy fragmenty (This…,That..., …and the Other…), skomponowane przez członków Orkiestry, pod czujnym okiem dyrygenta, stanowią postawę do kolektywnych i indywidualnych wypowiedzi improwizacyjnych.

Efekt finalny: 78 minut muzyki, trzy kompozycje z tytułami, wydane jako Warsaw Improvisers Orchestra CSW 14_03_2015 (Fundacja Słuchaj!, 2016). Fragmenty (krótsze wykonania?) w/w kompozycji zostały także wydane na monofonicznej kasecie (druga jej strona), jako Bouchons D'Oreilles / Warsaw Improvisers Orchestra ‎– Split (Monofonus Press/ Astral Spirits, 2015).

Przebieg wydarzeń/ subiektywne spostrzeżenia: Słowotok wrażeń, impresji i skojarzeń wywołanych muzyką, poprowadźmy zgodnie z tytułami kompozycji zawartych na krążku.

Ten…Rozgrzewka lekko przegrzanych filharmoników, w dziurawych dżinsach, otwiera tę epopeję kolektywnej improwizacji wprost z batuty. Towarzyszy jej elektroakustyczne skupienie, improwizacyjna czujność i dbałość o pojedynczy dźwięk. Wyjście z aranżacyjnego klinczu dokonuje się pięknym, akustycznym wielogłosem armii instrumentów. Tupanie selektywnymi dźwiękami, otrzepywanie kurzu z ramion, niechybnie prowadzi ten 30-osobowy ansambl ku pierwszej, iście freejazzowej eskalacji, która w oczywisty sposób wyostrza zmysł obserwacji recenzenta.  Swoboda, wolność, konstruktywna anarchia trzymana w ryzach obsesyjnej dyscypliny. Doświadczamy pełnego spektrum estetyczno-stylistycznego, jakby każdy z muzyków WIO przyszedł tu z trochę innej, muzycznej strony i miał ambicje pokazać walory swojego ulubionego gatunku. Jest całkiem filharmoniczne zadęcie, jest rockowy sznyt, są jazzowe inkrustacje, jest elektroakustyczny splin. W tym wszakże fragmencie większej całości dominuje spokojna, lekko nostalgiczna narracja. Skupienie w opozycji do wrzasku, przy wykorzystaniu przebogatego instrumentarium.

… Tamten. Startujemy na ostro, w konwulsjach. Zbiorowe crescendo łamie stygmat pierwszego utworu na sposób wstrząsający. Atak nuklearny po niełatwej wiośnie ludów! Kto przysnął w trakcie pierwszego utworu (wszak jesteśmy na koncercie!), ten nie dozna teraz kolektywnego katharsis. Wokalna euforia wbija nas w fotel o marmurowym oparciu…. subtelną, klasycznie piękną arią. Take the music, let the music take you…Dwie Panie, jeden Pan, ale ile płaszczyzn niepoliczalnego…Operowe interludium toczy się na tle, ledwie sugerowanego akustycznie, pasażu strunowców. Delikatnie oniryczny klimat, podkreślany czystym brzmieniem trąbki, trafia na wokalny zadzior, istotny punkt zaczepienia dla budowania fundamentu nowej improwizacji. Gitara elektryczna szuka zaczepki, zachęca do grzechu, generując soczysty dysonans poznawczy, wzbudza potrzebę ucieczki w kierunku pierwszej eskalacji. Muzyków, widzów, świat wokół, dopada rytm, który idzie do nas wprost z piekła i systematycznie narasta (w okolicach 10 minuty). Grany ołowianymi strunami chóru kontrabasów, będzie nas nikczemnie deptał przez kolejny kwadrans. Orgia armii rozpalonych dęciaków będzie mu wtórować, podkreślać go i moralnie uwznioślać. Krzyk dobrowolnie ciemiężonych także okaże się pomocny w dziele niszczenia/ tworzenia. Nerw życia, klaster śmierci, zaszyty gdzieś na pograniczu percepcji, ginący w oparach mentalnie cytowanego The Great Learning Corneliusa Cardewa. Wraz z muzykami toczymy się w kierunku boleśnie nieznanego. Holistyczne i eksplozywne stemple solowej histerii (który z dęciaków gra tu najpiękniej?!) przeplatają wokalne komentarze w dobrym literacko smaku. A rytm pulsuje, rytm jęczy, skowycze bardziej niż mógłby to sobie wyobrazić sam Allen Ginsberg, wyje i trwa, organizując instrumentalne zabawy w podgrupach. Wokalne orgazmy, dęte eskalacje, krew, pot i łzy. Po 26 minucie rytm… delikatnie ustaje. Na wokandę wchodzi lubieżny akordeon i szuka ordynarnie zaczepki, organizując - zupełnie przy okazji - przestrzeń akustyczną pod kolejny ekspansywny trip tej historii. Dopada nas kolejny wokalny szczyt – Anioł vs. Diabeł, który nie ma płci. Wszystko smakuje jednak tylko czyśćcem, bo nie ma tu zwycięzców, ani tym bardziej pokonanych. Rytm powraca nieproszony, stanowczo nakłaniając do tańca. Ale to chocholi taniec, ze smutkiem i kwaśnymi łzami. Nowonarodzeni ruszają marszowym krokiem w jedynie słusznym kierunku. Koniec kompozycji osiągamy w powszechnym szczęściu i przemoczonych z emocji t-shirtach z wulgarnymi napisami. Wybrzmienie całości – po nocy spędzonej na moralnym zatraceniu – ma smak całkowicie niezasłużonego poranka.




… i jeszcze inny. Finał dany jest w ręce armii uczłowieczonych wokalistów. Oniryczny, zmyślnie klasycystyczny, z pojękującą elektroakustyką w tle. Jakby lekko upalony Górecki mieszał chochlą w ogniu piekielnym i nie był świadom konsekwencji. Komentarz artystyczny jest udziałem klarnetu basowego, który dobrą melodią przypomina o powinnościach wobec historii tym, którzy mieli czelność zapomnieć….Osiemdziesiąt sekund konwulsyjnych oklasków wieńczy dzieło! Doskonałe!

Coda recenzenta: Perfekcyjna realizacja nagrania, zarówno w zakresie nagłośnienia samego koncertu, jak i w trakcie masteringu. Bogaty, wielowymiarowy scenariusz kompozycji, z iście barokowym przepychem, istotnie postmodernistyczny na etapie realizacji.

  
****


Warsaw Improvisers Orchestra funkcjonuje artystycznie od roku 2013. Osobą sprawczą i najistotniejszą w jej szeregach, jest brytyjski saksofonista, rezydent warszawski, Ray Dickaty. Wywodzący się z rockowej, nowofalowej sceny brytyjskiej lat 90. ubiegłego stulecia, muzyk od dawna uprawia muzykę improwizowaną. Przez szeregi WIO przewinęło się do tej opory około 50 młodych, głównie polskich muzyków, zarówno mających doświadczenie na polu muzyki improwizowanej, jak i przychodzących do niej z innych gatunków, tudzież muzycznych inspiracji. WIO stale pracuje, czasem koncertuje, żyje.

CSW 14_03_2015 to ich pełnowymiarowy debiut fonograficzny. Wnikliwi czytelnicy Trybuny pamiętają zapewne zachwyty, jakim obdarzona została Orkiestra w trakcie relacji z ostatniego Festiwalu Ad Libitum, gdzie po społu z Philem Mintonem, zagrała ekstatyczny koncert finałowy imprezy.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz