Pokrewne Namiętności i inne archiwalia

wtorek, 24 marca 2020

Lisbon String Trio! Sediments & Rhetorica!


Ernesto Rodrigues (altówka), Miguel Mira (wiolonczela) i Alvaro Rosso (kontrabas) powołali do życia Lizbońskie Trio Strunowe cztery lata temu, edytorsko zaistnieli zaś w roku 2017, gdy udostępnili światu od razu sześć albumów (bodaj o jednym z nich pisaliśmy na tych łamach). Kolejne epizody dostarczali wielbicielom kameralnej, swobodnej improwizacji dość regularnie, jakkolwiek z nieco mniejszą częstotliwością. W sumie doczekaliśmy się jak dotąd dwunastu płyt tria, przy czym aż w jedenastu przypadkach były to edycje trio +1.  Wydawcą wszystkich płyt w formacie CD jest – co z zrozumiałe – Creative Sources Records.

Rok 2020 Lisbon String Trio otwarli płytą Sediments, którą nagrali z gościnnym udziałem jednego z naszych ulubionych, iberyjskich drummerów Gabriela Ferrandiniego. Rok poprzedni zaś zamknęli płytą Rhetorica z udziałem innego członka słynnego RED Trio, pianisty Rodrigo Pinheiro. Właśnie o tych dwóch płytach chcemy Wam dzisiaj opowiedzieć.




Sediments, November 18th 2019 live at O'Culto da Ajuda, Lisbon, the Creative Fest XIII, 31:34

Perkusyjne otwarcie - liczeni krawędzi, sprawdzanie jakości naciągu membrany na werblu – i szmer na strunach altówki łagodnie wprowadzają nas w klimat koncertu. Ferrandini od pierwszych chwil szuka narracji, ale póki co, raczej tonie w ciszy oczekiwania. Struny wydają pojedyncze fonie dla podkreślenia owego stanu dramaturgicznego napięcia. Jednak już po 2 minutach śmiało możemy ogłosić, iż narracja została uformowana. Free chamber czynione jest w tempie dalekim od typowego slow motion, w czym zasługa głównie nadaktywnego drummera, która nie pozwala na sekundę zawahania. Następujące po kilku minutach pozorne zejście w obszar ciszy zdaje się być jedynie pretekstem do wzrostu dynamiki opowieści. Gabriel stymuluje i napędza flow, kameralna zaduma, to nie jest jego naturalne środowisko. W 8 minucie na gryfie kontrabasu pojawia się smyczek, dając sygnał do drobnego, barokowego spowolnienia. Tło trzyma jednak … dynamiczny taniec pałeczek perkusyjnych na talerzu. Prawdziwa cisza spowija nas na moment po kolejnych dwóch minutach. Struny oddychają spokojnie, a Gabriel liczy misy i małe talerzyki, które zabrał ze sobą na koncert. Kind of dark chamber in slow motion as well! – notuje bystry recenzent. W upływie 13 minuty viola zaczyna harcować, ale pozostałe smyki trzymają ją w ryzach dramaturgii. Deep drumming wzmaga nastrój tajemniczości. Rozkołysane chamber z czasem nabiera jednak pewnego rodzaju dynamiki – dobre expo staje się udziałem szczególnie altówki. Po 18 minucie łyżkę jazzu i swobodnego drummingu dorzuca Ferrandini. Strunowce w komentarzu kolebią się od prawej do lewej i wiszą w błyskotliwym suspendzie

Ponowne pojawienie się smyczka na gryfie kontrabasu stanowi kolejny stempel jakości. W 23 minucie tempo delikatnie rośnie, co w dużej mierze jest skutkiem aktywności aktówki i perkusji. Nie na długo jednak, albowiem narracja znów staje w miejscu i cudownie rozbrzmiewa - raz rozkwita, innym razem tuli się w wielobarwne pąki. Perkusyjne szczoteczki w galopie, to następny pomysł Gabriela, który doprowadza jednak narrację na skraj … kolejnej ciszy. Pojedyncze struny altówki drżą, te z wiolonczeli płyną wąskim strumieniem. Zwinne szczoteczki, dźwięczne talerze, a także mała polerka strun budują finałową część koncertu. Perkusja w pełnym rozkwicie i lekko zwieszone strunowce kreują zjawiskowe zakończenie, które ma swoje tempo, ale czynione jest delikatnie, niemal na palcach. Brawo!




Rhetorica, July 4th 2018 live at Timbuktu studio, Lisbon, 50:39

Pojedyncze dźwięki klawiszy, strun, smyczków, mała, jakże kameralna rozgrzewka, w trakcie której każdy z instrumentów frazuje odrobinę inaczej. Struny wyswobodzone ze schematów, klawisze piana bardziej w klasycznej toni. Skupienie, któremu towarzyszy wewnętrzny niepokój, aura tajemniczości. Narracja systematycznie narasta, bardzo kolektywnie, z dbałością o niuanse brzmieniowe, rodzaj free chamber z post-jazzowym zębem. Na finał pierwszej z czterech zaplanowanych historii piękne expo ze strony altówki. Introdukcja drugiego epizodu odbywa się na lekkich strunach, przy wtórze deep piano – wszystkie wszakże reakcje na zaciągniętym ręcznym. Filigranowa, ale i mroczna opowieść. Znów perełki na gryfie altówki, piano, które brzmi jak czwarty strunowiec, wreszcie szelest swobodnych preparacji. W drugiej części opowieści nadchodzi czas na smukłe drony wprost ze strun, rodzaj delikatnych macanek z ciszą. Powrót do dynamiki czyniony jest po mistrzowski, przy perfekcyjnej komunikacji. Na finał muzycy stąpają na placach, produkując niemal metafizyczne, mikroskopijne fonie!

Trzecia opowieść budzi się przy pojedynczych frazach klawiszy, a struny akcentują swoją obecność dokładnie w tej samej konwencji. Po chwili piano zapuszcza jazzowego bakcyla, kusi, ale altówka, wiolonczela i kontrabas zachowują bezpieczny dystans. Flow cudownie faluje – od kameralistyki do open jazzu, od open jazzu do kameralistyki. Świetna dramaturgia! Pianista wydaje się ustanawiać tu zasady, pięknie towarzyszy mu alcista, a pozostali muzycy bystrze reagują. Równie błyskotliwa jest kolejna faza – krok ku dynamice, półgalop, w którym muzycy są precyzyjni i dosadni, podobnie jak to miało miejsce w okowach ciszy. W drugiej części najdłuższej historii, garść jazzu spod klawiszy, w komentarzu zaś strunowym moc zmyślnych preparacji, co tworzy intrygujący dysonans estetyczny. Krok do przodu, dwa kroki do tył, raz szybciej, raz wolniej - what ever we want! Gdy piano płynie po klawiszach, strings budują drony, gdy piano postawi na kreatywny minimalizm, te drugie, każde ze smykiem, doprowadzą opowieść do zakończenia wyjątkowej urody.

Wreszcie finał owego studyjnego koncertu – mocne uderzenia w klawisze, szorowanie przedmiotem o przedmiot, dźwięki nad wyraz głośne, jak na kanony tego spotkania. Metoda call & responce – ta jedyna zawsze ma rację bytu! Chamber na wolnym wybiegu, gdy swobodny jazz stoi u bram! Kolejne smyczki stawiają stemple barokowego piękna, piano aktywizuje ruchy. Dynamiczny finał może zaskakiwać, ale zdaje się być najwłaściwszym wyborem artystów. Na koniec definitywny schodzą w mrok wyjątkowo tajemniczej kameralistyki. W roli gaszących światło, smukłe, drobne smyki.


Podziękowania dla Krzysztofa za udostępnienie nagrań!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz