Pokrewne Namiętności i inne archiwalia

piątek, 9 lipca 2021

Diego Caicedo & Live at Dragon! And some news about 5. Spontaneous Music Festival and Spontaneous Live Series!


Czwarta, zdegenerowana edycja poznańskiego Festiwalu Muzyki Spontanicznej odbyła się w roku ubiegłym niemal u progu drugiej fali pandemii zła. Kolejna edycja tegoż przedsięwzięcia artystycznego planowana jest na pierwsze trzy dni października tego roku i wszyscy mają wielką nadzieję, iż zdąży przed … czwartą falą wiecznej zarazy.

Dziś przy okazji wspominania o Festiwalu chcemy sięgnąć po pierwszą dokumentację foniczną czwartej jego edycji, jaka została oficjalnie opublikowana! To solowy koncert gitarzysty Diego Caicedo, który otworzył trzeci dzień ubiegłorocznego zlotu zakochanych w swobodnej improwizacji, a który dziś dostępny jest dla świata w plikach elektronicznych na bandcampie artysty. Dokładnego adresu szukajcie na końcu dzisiejszej opowieści. A tuż przed jej końcem, dla tych, którzy cierpliwie przeczytają relację Pana Redaktora z odsłuchu nowej płyty Caicedo, garść informacji o piątej edycji Festiwalu, a także o nowościach płytowych, jakie towarzyszyć będą tej imprezie, oczywiście zawierających kolejne nagrania z poprzedniego roku. Najpierw jednak zatopmy się w dźwiękach gitary elektrycznej. Dodajmy, iż koncert odbył się dokładnie 9 października 2020 roku w poznańskim Dragonie, w wersji albumowej składa się z dwóch improwizacji, które trwają łącznie 35 minut i 40 sekund.

 


Muzyk zaczyna swój występ na samym dnie ciszy. Pierwsze długie, ambientowe frazy docierają do nas z głębokiej, niemal martwej przestrzeni, z mrocznej strefy dźwiękowego niebytu. Delikatne strugi fonii noszą znamiona dźwięków pochodzących z gitary, ale być może nie bylibyśmy tego pewni, gdyby nie opis płyty. Muzyk kreuje efektowne pętle, swoiste dead loops, które kręcą się wokół własnej osi, zdają się oplatać nasze receptory słuchu z rosnącą troskliwością, a aura black ambientu brać w nawias wszelki kontakt z rzeczywistością. Po upływie piątej minuty w strumieniu martwych dźwięków zaczynają pojawiać się pierwsze gitarowe mikro sprzężenia, które przypominają krzyk. Jego energia kinetyczna rośnie, aż do momentu, gdy całkowicie zdominuje ciągnące się w nieskończoność plamy ambientu. Owa post-metalowa plądrofonia z czasem nabiera syntetycznego wymiaru i adekwatnej gęstości, po czym zaczyna poszukiwać pewnej struktury rytmicznej, godnej rockowych pierwowzorów. Dźwięki płyną wartkim, ale wciąż matowym strumieniem, aż do momentu, gdy zaczną przypominać umierający szczebiot hard-rocka, a nawet figurę stylistyczną godną death metalu w stanie agonii. Sam finał tej części ginie w hałasie przypominającym wielkie, ponadmiejskie metro. Także z tej plejady fonii Caicedo w mgnieniu oka jest w stanie zbudować zmysłowy loop, który niedługo potem efektownie gaśnie.

Druga improwizacja stawia nas na baczność od pierwszej sekundy. Czerstwe tempo i szary blask strumienia dźwięków, który płynie niczym gęsta struga krwi sącząca się z tygrysiej rany. Muzyka nabiera dynamiki, łamie sobie kark o dramaturgiczne przełomy, szuka drobnych, rockowych eskalacji. Owa prosta metaforyka narracji zdaje się być jednak permanentnie wtłaczana w poświatę mroku i dramaturgicznej desperacji. Można odnieść wrażenie, iż za rogiem tej opowieści czai się mocna sekcja rytmiczna, gotowa do startu. Skupiony gitarzysta nie dopuszcza jej jednak do głosu. Jego post-metalowy flow po upływie pięciu minut zaczyna systematycznie rozwarstwiać się, pękać w szwach, rozlewać coraz szerszym korytem, tracić dynamikę, ale wciąż pozostawać dalece intensywnym. Caicedo buduje kolejne loopy, których zadaniem jest przywrócić narracji odpowiednią gęstość, ale już w trybie masywnego, post-gitarowego ambientu. Mrok i trwoga, suspens i nieuchronność nieskończoności. Ta plejada wyjących, długich dźwięków zaczyna przypominać wielkie intro do epickiego koncertu black metalowego, gdy wszyscy, łącznie z publicznością, czekają na pierwszy gitarowy atak furii. Siła wewnętrznego krzyku i zewnętrznej czupurności. Opowieść znajduje dla siebie niewielki szczyt, po czym w połowie czternastej minuty wyrusza w drogę powrotną, w kierunku nicości, na samo dno ciszy, tam, gdzie ta martwa podróż miała swój początek. Po chwili oczekiwania muzyk dostaje jakże zasłużoną porcję oklasków od publiczności, o której istnieniu zapomnieliśmy w trakcie owych niemal 36 minut.

 

*****

 


Zgodnie zatem z anonsem zawartym na początku tego tekstu, z radością informujemy, iż 5.Spontaneous Music Festival odbędzie się w dniach 1-3 października 2021 roku w Klubie Dragon, w Poznaniu przy ul. Zamkowej 3. Ta edycja nie ma jeszcze nazwy własnej, ale znany już jest praktycznie zestaw muzyków, których gościć będziemy w tym roku. Wszelkie wszakże informacje oczywiście obarczone winny być klauzulą „o ile zaraza pozwoli”, zarówno w zakresie egzystencji całej imprezy, jak i w szczególności, co do obecności poszczególnych artystów.

Wśród gości, którzy przyjadą lub przylecą do Poznania z zagranicy, na deskach Dragona odnajdziemy najprawdopodobniej: portugalskiego gitarzystę Marcelo Dos Reisa, jego rodaka, wiolonczelistę Guilherme Rodriguesa, niemieckich artystów - puzonistę Matthiasa Müllera i perkusistę Christiana Mariena, meksykańskiego wibrafonistę i perkusistę Emilio Gordoę, wreszcie francuskie trio TOC, czyli perkusistę Petera Orinsa, klawiszowca Jeremiego Ternoya i gitarzystę Ivanna Cruza. Polska wataha improwizatorów będzie w tym roku bardzo kolorowa i jak zwykle niemała: saksofonistka Paulina Owczarek, pianistka Anna Jędrzejewska, wokalistka Małgorzata Zagajewska, perkusista Wojtek Kurek, wreszcie stali rezydenci festiwalowi, jego współgospodarze – pianista Witold Oleszak oraz gitarzysta Paweł Doskocz. Szczegółowy line-up na razie znajduje się w fazie prenatalnej, a o jego szczegółach informować będziemy na bieżąco na stronie facebookowej Spontaneous Music Festival, na falach internetowego Radia Kapitał (www.radiokapital.pl) *), a także, co właśnie czynimy, na łamach Trybuny Muzyki Spontanicznej, która obok Dragon Social Club jest współorganizatorem imprezy.

 

*****

 

Ubiegłoroczna edycja Festiwalu Muzyki Spontanicznej, mimo kilku turbulencji personalnych, zaowocowała wieloma ekscytującymi koncertami, które będą sukcesywnie pojawiać się na oficjalnych wydawnictwach. Jak zauważyliśmy powyżej, ów proceder rozpoczął Diego Caicedo. W dalszej kolejności planowane jest wydanie koncertu tria Hung Mung w ramach barcelońskiego labelu Discordian Records, a także tria Jasper Stadhouders/ Wojtek Kurek/ Paweł Doskocz (nagranie jest na etapie wyboru wydawcy na realnym nośniku). Natomiast na samej już nowej odsłonie Festiwalu, dokładnie 1 października 2021 roku, przewidziana jest światowa premiera kolejnych płyt z serii wydawniczej Spontaneous Live Serries. Pod numerem 006 znajdziemy dwa sety zagrane na ubiegłorocznym festiwalu przez puzonistę Matthiasa Müllera (kwartet i trio). Kolejne płyty, wszystkie w formacie CD, to: 007 – El Pricto i kompozycja Electric Guitar Quintet oraz 008 - Degenerative Spontaneous Orchestra dekonstruująca muzykę Chopina, Szymanowskiego i Karłowicza. Tu także trzymamy mocno kciuki, by wszystkie plany edytorskie zostały zwieńczone powodzeniem.

 

Na zakończenie obiecany adres do nowej płyty Diego Caicedo:

https://diegocaicedoleon.bandcamp.com/album/diego-caicedo-live-at-dragon

 

*) Kolejna audycja Spontaneous Music Radio, już 19-a, emitowana będzie na wskazanej stronie internetowej w najbliższą niedzielę, 11 lipca, o godzinie 18.00



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz