Pokrewne Namiętności i inne archiwalia

wtorek, 30 stycznia 2024

Jean-Luc Guionnet & Lê Quan Ninh! Those whose fathers never met!


Muzyków, których album za moment odczytamy, znamy dobrze lub bardzo dobrze. Francuski saksofonista nie stroni od free jazzu (choćby The Ames Room), ale zdaje się, że jego prawdziwą bajką jest eksperymentalna elektronika, tudzież zaawansowane techniki wydobywania dźwięków z instrumentu dętego, blaszanego. Z kolei francuski perkusjonalista o wietnamskich korzeniach, krążący po obrzeżach świata swobodnej improwizacji od kilkudziesięciu lat, nagrywa na tyle rzadko, iż być może nie mieliśmy zbyt wielu okazji, by przekonać się, jak wspaniałym jest artystą. To samo możemy zresztą powiedzieć o jego partnerze, który równie rzadko improwizuje wyłącznie na akustycznym instrumentarium.

Wiele wskazuje na to, iż spotkanie we francuskim Nancy, dwa lata temu, jest pierwszą wspólną rejestracją tych artystów w duecie. Dodajmy już na samym wstępie – niezwykle zmysłową, poczynioną w dalece zjawiskowej akustyce, po części medytacyjną, wreszcie perfekcyjnie zbudowaną pod względem dramaturgicznym. Jakakolwiek chwila z tego dość długiego nagrania nie wydaje się być zbyteczna, a całości winniśmy słuchać w maksymalnym skupieniu, bo w obszernych fragmentach wypełniona jest dźwiękami posadowionymi tak blisko ciszy, jak tylko jest to możliwe.

Panie i Panowie, Jean-Luc Guionnet & Lê Quan Ninh!




Pierwsza i czwarta opowieść trwają po kilka minut, druga i trzecia po kilkanaście, zaś finałowa ekspozycja, to ponad dwadzieścia pięć minut dźwiękowego rytuału o niepoliczalnych zasobach piękna. Artyści startują tu z poziomu ciszy zupełnej i tamże kończą swą podróż po upływie ponad godziny zegarowej. Oddech matowego saksofonu i delikatne drżenie metalowych akcesoriów perkusjonalnych, to aura pierwszej improwizacji - filigranowej, minimalistycznej, nasyconej ceremoniałem oczekiwania na to, co być może nigdy nie nadejdzie. Druga opowieść snuje się wokół fraz preparowanych, wydzielonych dramaturgicznie porcjami gęstej ciszy. Drżący werbel i saksofonowe parchanie lepi się tu w mgławice rezonansu i szumu, z czasem zaś formuje w zwarte, dronowe, niekiedy delikatnie pulsujące strumienie dźwięków. Muzycy coraz częściej powtarzają wykreowane frazy, wpadając w wielominutową medytację. Po pewnym czasie flow zdaje się narastać, potem równie efektownie przygasać.

Trzecia część w swym początkowym stadium, to plejady drobnych, niekiedy preparowanych dźwięków, które wchodzą w całkiem bystre interakcje. Nie brakuje wszechobecnej ciszy, ale improwizacja okazjonalnie potrafi nabrać sporej intensywności, niesiona saksofonowymi świdrami i nad wyraz aktywnymi perkusjonaliami. Bywa wypełniona pełnymi dźwiękami, bywa tkana jedynie z dętego szumu i rytmicznych mikrozdarzeń na werblu i talerzach. Czwarta odsłona sprawia wrażenie precyzyjnie zaplanowanej. Budowana jest krótkotrwałymi akcjami, dzielonymi dużymi plastrami ciszy. Perkusjonalia drżą i szeleszczą, okazjonalnie przyjmując formę drummingu, saksofon oddycha wyjątkowo szerokim pasmem - od gęstego szumu do dętego pisku. Jakkolwiek cała historia wydaje się być wyjątkowo filigranowa.

Ostatnia opowieść ma kilka faz – skupione otwarcie, intrygujące rozwinięcie i niebywałą, wielominutową finalizację. Początek tkany jest z drobiazgów, ale nasycony podskórnym rytmem. Incydentalnie frazy saksofonu wydają się być dość mocne, ale ich brzmienie łagodzi cisza wypełniająca swoją obecnością każdy etap narracji. Obłoki rezonansu w rytuale medytacyjnego spowolnienia bywają tu kontrapunktowane drobnymi, dynamicznymi akcjami, które wcale nie są posadowione zbyt daleko od estetyki free jazzu. Improwizacja, wciąż sycona rytmem, systematycznie obniża jednak poziom intensywności, zdaje się zamierać w szumiącej ciszy. W połowie utworu muzycy zaczynają niespodziewanie pogwizdywać, po czym zanurzają się na wiele minut w medytacji lepionej z drżących, rezonujących fraz. Całość formuje się w dość mroczny, ale na poły melodyjny dron. Improwizacja zastyga w ruchu. Trwa i zdaje się nie mieć końca.

 

Jean-Luc Guionnet & Lê Quan Ninh Those whose fathers never met (Bandcamp’ self-released, DL 2023). Jean-Luc Guionnet – saksofon altowy oraz Lê Quan Ninh – instrumenty perkusyjne. Nagrane w CCAM, Vandœuvre-lès-Nancy, wrzesień 2022. Pięć improwizacji, 66 minut.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz