wtorek, 10 maja 2016

Kjaer! Cirera! Malfon! Azaiez! Vicente! Schultze! Andorra! Prats! – The Youth Are Getting Restless! *


Uwaga! Nazwiska muzyków wylistowane w tytule dzisiejszej opowieści być może mówią nam jeszcze niewiele. Być może – o, zgrozo! – nie mówią jeszcze zupełnie nic. A zatem błąd kardynalny na samym wstępie.

Przynajmniej czworo z nich wnikliwi obserwatorzy Trybuny mieli okazję już poznać. Pierwszą z tych okoliczności było roczne resume 2015 (odnajdziecie je na liście najpopularniejszych postów tego bloga), na którym pojawiły się – skąd inąd doskonałe – produkcje Alberta Cirery i Luisa Vicente.  Drugie spotkanie, to skromna opowieść o kilku smakowitych produkcjach netowego labelu z Barcelony – Discordian Records (przy okazji absolutny hit wśród postów, zresztą za sprawą jednego wpisu na najpopularniejszym portalu społecznościowym, poczyniony przez muzyka z Katalonii, który zaskoczony został faktem, iż w dalekiej Polsce ktoś w ogóle słucha jego muzyki). To tu zetknąć się można było z personaliami Ramona Pratsa, Dona Malfona i – ponownie – Alberta Cirery.

Dość jednak tych wynurzeń redakcyjnych, które zasadniczo kręcą jedynie Autora. Czas przejść do meritum i rzucić w wir rzeczywistości wirtualnej kilka ważnych wydawnictw, które bezwzględnie należy wysłuchać. Oczywiście istotny jest wspólny mianownik dla sześciu poniższych pozycji. Padł zresztą w tytule tej opowieści.

Idzie młodość, także na scenie free improv/free jazz. I niech nam szacunek dla naszych wspaniałych weteranów, w wieku naszych rodziców, nie przesłania oglądu rzeczywistości zdecydowanie non-wirtualnej. W Europie gra się mnóstwo wspaniałej muzyki, a grają ją także muzycy (na ogół przed lub w okolicach czterdziestych urodzin), których nazwiska mówią nam stanowczo zbyt mało.




Julie Kjaer 3 (with John Edwars & Steve Noble)  Dobbeltgaenger (Label Clean Feed, 2016)

Zacznijmy od młodej i temperamentnej Dunki, z którą być może ktoś zetknął się już przy okazji Large Unit Paala Nilssena-Love (ten jest z nami od lat, ale rocznikowo spokojnie można go zaliczyć jeszcze do kasty młodych). Krążek wydany dla portugalskiego wydawcy jest po prawdzie jej debiutem pod własnym nazwiskiem. Panna (Pani?) nie idzie na łatwiznę i debiut ów popełnia nie gdzie indziej, jak w londyńskim Vortexie, mając przy boku prawdziwie już posągowe postaci europejskiego free improv – Johna Edwardsa i Steve’a Nobla. Materiał muzyczny – podany w sześciu odcinkach – to dość uporządkowana improwizacja, realizowana w oparciu o kilka gotowych pomysłów, głównie ze strony Julie (pod jednym fragmentem widnieją podpisy wszystkich muzyków). Bazą dla tych nieskromnych igraszek muzycznych jest zdecydowanie rytm. To wokół niego koncentrują się, chwilami bardzo kolektywne, improwizacje całej trójki. Permanentne ogrywanie rytmu jest tu zajęciem podstawowym. Kjaer robi to doprawdy wyjątkowo interesująco, łamiąc co chwila metra, skale i środki wyrazu. Rzekłbym, że jej gra, nawet jak na kanony free, jest zmyślnie pokrętna, a dodatkowo nie jest bynajmniej obfita w długie, solowe kawalkady akordów. Dwójka Brytyjczyków myśli podobnie, przeto efekt końcowy musi być więcej niż bardzo dobry.
Dokonania Julie będziemy pilnie śledzić, zwłaszcza, iż jest ona obecnie w trakcie rejestracji nagrań w trio z ciekawymi Pannami (Paniami?) z Great Britain, które poznaliśmy przy okazji opowieści o Kwintecie i Sekstecie Alexa Warda – Hannah Marshall i Rachel Musson.

  


Albert Cirera/ Carlos Zingaro  Croniques 4 (Discordian Records, 2016)

To już czwarta część Kronik Alberta Cirery, katalońskiego saksofonisty, przy okazji rezydenta lizbońskiego. Po trzech duetowych spotkaniach rówieśniczych (vs. saksofon, vs. „wiolonczelo-skrzypce”, vs. kontrabas), tym razem trzy kwadranse skromnego zwarcia z prawdziwym weteranem, Carlosem Zingaro i jego improwizującymi skrzypcami. I znów jest to piękna opowieść. Nieśpieszna narracja, raczej w spokojnych klimatach Alfamy, z dala od zgiełku i natrętnej nowoczesności Oriente i mostu Vasco Da Gama (uwaga! jesteśmy w Lizbonie), choć nie brakuje też ostrych wymian zadań, kwitowanych pociesznymi przekomarzaniami ojca i syna. Najdosadniej wybrzmiewa molowe Suffering, gdy w grze obu muzyków aż skowycze tytułowe cierpienie, choć nie popadamy w klimaty saudade znad brzegów Tejo (tu gramy free improvisation na 110%, dodam dla jasności sytuacji).
Kolejna doskonała Kronika w wykonaniu Cirery, który w każdym z wymienionych spotkań gra inaczej, stosuje inne środki artystycznego wyrazu i niemal wchodzi w skórę swego interlokutora. Na Czwórce gra używając saksofonu (jak zawsze), a brzmi jakby grał … na skrzypcach!




Don Malfon/ Nuno Rebelo/ Ramon Prats  Inner Mechanics (Discordian Records, 2015)

Parę ciepłych słów o Malfonie padło już na tych łamach, gdy polecałem jego bardzo udany duet z Agusti Fernandezem (także dostępny via. Discordian). Tym razem Don w towarzystwie zdecydowanie bardziej rówieśniczym – Nuno gra na gitarze elektrycznej, a Ramon uroczo bębni w powierzchnie płaskie. On sam dmie ochoczo i bardzo osobistym soundem w saksofon altowy i barytonowy. Niegwałtowna, czyniona raczej spacerowym krokiem, pikantna improwizacja. Jak to często bywa u diskordianistów, opowieść bardzo krótka (niewiele ponad dwa kwadranse), zatem bez zbędnych dłużyzn. Trzy przyczajone kocury trą pazurami o szybę. Nie wpuszczajcie ich do środka, bo zrobią demolkę!




Agustí Fernández/ Yasmine Azaiez/ Núria Andorra  Future Memories (Discordian Records, 2016)

I jakby nam było mało, raz jeszcze kataloński Discordian. Tym razem ich najnowsza produkcja. Najbardziej znanemu muzykowi free z Katalonii Agusti Fernandezowi - jak zwykle na pianie, i to silnie preparowanym - towarzyszą w trakcie kreowania Wspomnień Przyszłości dwie młode i dalece interesujące Panie (Panny?) – Yasmine Azaiez na skrzypcach i Nuria Andorra na perkusjonaliach. Ta pierwsza (zdecydowanie przed 30-ą) po prawdzie debiutuje na scenie muzyki improwizowanej, druga zaś ma w dorobku diskordianowym ledwie dwie skromne ekspozycje (obie w doskonałym towarzystwie Toma Chanta) i nic nie wskazuje na to, by dyskografia obu była bardziej rozbudowana. A zatem Papa Agusti i dwie nieskromne pretendentki. Ponad 50 minut swobodnej improwizacji, o wielu wszakże obliczach. Z jednej strony absolutnie free improv na bazie silnych preparacji pianisty i perkusistki, z drugiej sporo fragmentów kameralistycznej zadumy w całkiem współczesnym wydaniu, kreowanych czystymi akordami skrzypiec i fortepianu. Opowieść w trzech fragmentach, w których nie brakuje dynamicznych kooperacji i śmiałych ucieczek w plądrofoniczny wręcz wymiar obcowania z powierzchniami płaskimi, skromnego zestawu percussion. I wisienka na torcie, czyli Tunezyjka Yasmin, która zaskakuje naprawdę wielowymiarowo. Strach pomyśleć, jakie dźwięki będą wydobywały jej skrzypce, gdy głowa osiągnie przynajmniej minimalny poziom doświadczenia.




Simon Rose/ Stefan Schultze  The Ten Thousand Things (Red Toucan Records, 2015)

Czas na niemiecki wątek w naszej dzisiejszej opowieści, dodatkowo w silnej kooperacji z naszym ulubionym Zjednoczonym Królestwem. Z pianistą znad Sprewy spotykam się rzecz jasna po raz pierwszy i od razu mam nadzieję, że nie ostatni. Skoro Stefan tak ostro preparuje swój niewdzięczny instrument, to istnieje spora szansa, że zwróci uwagę Waszego Autora. I tak się dzieje, również z powodu uczestnictwa w procesie muzycznym bardzo kompetentnego saksofonisty zza Kanału La Manche, Simona Rose’a. Niekrótka opowieść w aż jedenastu częściach zarejestrowana w Lofcie Kolońskim (znane miejsce!). Rose gra nieśpiesznie i lubi najpierw szczegółowo omówić temat, by potem z radością dotrzeć do puenty. Zdecydowanie bardziej komunikatywny zdaje się tu być Schultze, który bardzo często fortepian zamienia w dynamiczny instrument perkusyjny i to właśnie wtedy jest najciekawiej.




John Dikeman/ Luis Vicente/ Dirk Serries/ George Hadow/ Martina Verhoeven  Live At Zaal 100 (Nachtstück Records, 2016)

Na finał tego ożywczego powiewu młodości na europejskiej scenie muzyki improwizowanej, drobny kwintet ewidentnie free improv, w dość jednak… jazzowym zestawie instrumentalnym – dwa dęciaki, instrument harmoniczny, bas i perkusja. Niespełna 40 minutowa relacja z koncertu w holenderskim Klubie Zaal 100, poczyniona, jak domniemuję na początku bieżącego roku. W tym zestawie personalnym postacią chyba najbardziej rozpoznawalną jest holenderski Amerykanin, saksofonista John Dikeman, który nie dość, że gra na temat i z wyobraźnią, to ma nawet w dorobku krążek dla naszego rodzimego Not Two (Cactus Truck Seizures Palace). Nas w tym konglomeracie młodych lub stosunkowo młodych improwizatorów szczególnie interesuje postać portugalskiego trębacza, Luisa Vicente ( i nie zawodzimy się choćby na moment). Ciekawie i w nieoczywisty sposób improwizuje gitarzysta elektryczny Dirk Serries (bo i korzeniami tkwi on raczej w elektronicznej awangardzie). Oko – na dłuższą chwilę – zawieszamy także na kontrabasistce, Pani (Pannie?) Martinie Verhoeven, która swą śmiałą grą uroczo puentuje, bardzo rozbudowany w tej opowieści, wątek feministyczny.


* ) tytuł posta jest przy okazji tytułem koncertowej płyty Bad Brains, hardcore/punk załogi z New York D.C., jakieś ćwierć wieku temu 



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza