Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Butcher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Butcher. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 sierpnia 2026

Butcher, Edwards & Sanders as Last Dream of the Morning play Sharp Illusion!


John Butcher, John Edwards i Mark Sanders, brytyjskie legendy sceny free jazz/ free impro, niemal dokładnie dwa lata temu zagrali koncert na jazzowym festiwalu w Lublinie. Takie wydarzenie nie mogło ujść uwadze bystrego krajowego wydawcy, który bez zbędnej zwłoki dostarczył nam fonograficzną dokumentację tego wyjątkowego wydarzenia.

Anglicy, którzy na potrzeby tego tria zwykli używać nazwy Last Dream of the Morning, na scenie lubelskiego Centrum Kultury zagrali godzinny set podzielony na cztery opowieści, z których trzecia trwa prawie dwa kwadranse.

  


Koncert rozpoczęli od small talks, jakby improwizowali ze sobą po raz pierwszy w życiu. Tuba tenoru metalicznie drży, smyczek głaska struny, perkusyjne pałeczki łaskoczą glazurę werbla i tomów. Spirala narracji nakręcana jest z należytą pieczołowitością, z kunsztem wykwalikowanego lutnika, z dbałością o detale brzmieniowe i dramaturgiczne niuanse. Anglicy pierwszy, niezbyt stromy szczyt pokonują w okolicach dziesiątej minuty. Puentę utworu szyją zaś z drobnych, rwanych fraz posyłanych wprost w pierwsze tego wieczoru oklaski publiczności.

Druga opowieść wydaje się bardziej kameralna, częściej osadzona na kontrabasowym smyczku, szyta sopranową frasobliwością. Niekiedy jest dość mroczna, kiedy indziej zaskakująco post-barokowa. Po drobnym szczycie osiada na nieskończonej jak zawsze kreatywności Edwardsa i jego tradycyjnej pieśni arco & pizzicato in one step. Nim utwór dokona swojego żywota napotykamy jeszcze na krótkie, drum’n’bassowe duo i całkiem nerwowe zakończenie.

Trzecia opowieść, jak się rzekło, jest tu tą najdłuższą. Jej pierwsze dziesięć minut, to swobodne dywagacje na temat istoty dźwięku, potencjału subtelnych interakcji. Minimalizm, dęte drony, perkusjonalne detale, gra na jednej strunie. Czyste frazy i brudne preparacje. Gdy opowieść nabiera w końcu pewnej linearności, tempo jest umiarkowane, a wzniesienia drobne i pokonywane zazwyczaj z kocią zręcznością. Butcher najpierw pracuje tu na tenorze, potem sięga po sopran i mając oparcie w rytmicznie usposobionym smyczku wynosi improwizację - nie bez oddechu cyrkulacyjnego – na zdecydowanie większe wzniesienia. Finał utworu jest jednak zaskakująco kameralny.

Koncertowe encore trwa niespełna cztery minuty. Ma pożegnalną nutę, lepi się z drobnych fraz i kilku niespodziewanych podskoków, a napotyka na oklaski publiczności jeszcze przed wybrzmieniem ostatniego dźwięku. Chyba się zatem podobało.

 

Last Dream of the Morning feat. John Butcher, John Edwards, Mark Sanders Sharp Illusion (FSR, CD 2025). John Butcher – saksofon tenorowy i sopranowy, John Edwards – kontrabas oraz Mark Sanders – perkusja. Nagrane na żywo w Centrum Kultury, Lublin, lipiec 2024. Cztery improwizacji, 58 minut.

 

*) niniejsza recenzja powstała dla portalu jazzarium.com i tamże została pierwotnie opublikowana



 

wtorek, 14 kwietnia 2026

Butcher & Trilla at MMI!


Po raz kolejny wracamy na ubiegłoroczną edycję monachijskiego Festiwalu MMI. Przed nami drugi set trzeciego dnia, a na scenie brytyjski saksofonista John Butcher i kataloński perkusjonalista Vasco Trilla. Aż trudno uwierzyć, że tych dwóch wybitnych artystów improwizuje ze sobą po raz pierwszy w życiu. Set trwa tradycyjne na tej imprezie trzy kwadranse i znów łechta nasze receptory słuchu miodem płynącą, soczystą improwizacją.

  


Koncert inauguruje dronowa ekspozycja, szyta szmerem z werbla i rezonującą porcją dętych podmuchów. Wszystko zdaje się szeleścić, drżeć, pulsować, coraz ciężej oddychać. Tenorzysta wyprowadza garść melodii, z kolei perkusjonalista reaguje czymś, co brzmi jak pocieranie smyczkiem metalowej powierzchni. Tylko pisk i rezonujący skowyt. Wraz z wybiciem dwunastej minuty muzycy grzęzną w ciszy, czym wieńczą pierwszy wątek spektaklu.

Kolejny inicjuje Trilla budując drumming najpierw samymi dłońmi, potem już pełnoprawnymi akcesoriami perkusyjnymi. Butcher swoim tradycyjnym tremolem wbija się w coraz gęstszą fakturę rytmu, a improwizacja brnie w post-jazzowe tango. Jeszcze przed upływem dwudziestej minuty akcja dramatu śmiało zasługuje na miano free jazzowej erupcji.

Z głębokiej ciszy dętych szmerów i trzeszczenia glazury werbla rodzi się trzeci akt koncertu. Saksofon wpada w ptasie migotanie, choć na scenie wciąż towarzyszy nam jego tenorowa odmiana. Perkusjonalia mienią się efektownym blaskiem, a my słyszymy dodatkowy dźwięk, który brzmi definitywnie elektroakustycznie. Prawdopodobnie to efekt dmuchania plastikową rurką w werbel. Saksofon efektownie imituje ten dźwięk, sprawiając, iż scenę opanowuje teraz dęty duet. Po niedługim czasie artyści zgrabnie przechodzą do eksploracji dźwięków, które moglibyśmy nazwać pre-industrialnymi. Akcje są głośne, zaczepne, zawadiackie. Wszystko drży, migocze, wpada w strzelisty rezonans.

Kolejna faza koncertu, to swoista wymiana coraz większej porcji szumów. Znów inicjuje Vasco, a John bez trudu wchodzi w jądro tego tajemniczego zdarzenia fonicznego. W międzyczasie na werblu zaczynają mościć się typowe trillowe robaczki, które szybko budują akustyczną ścianę dźwięków. Odpowiedzią saksofonisty jest pierwsza bardziej rozbudowana akcja na sopranie.

Po drobnym spiętrzeniu, w okolicach trzydziestej minuty, muzycy przechodzą do wymiany uprzejmości prowadzonej wyjątkowo minimalistycznymi metodami. Z jednej strony dęta melodia, z drugiej nowa odsłona drummingu, tu czynionego po krawędziach i innych metalowych obiektach. Tempo tymczasem rośnie, a emocje zdają się być coraz gorętsze. Do bardziej istotnego spiętrzenia jednak nie dochodzi, o czym decyduje zmysł dramaturgiczny Trilli, który feerią dzwonków tłumi narrację, a ta jeszcze przed upływem czterdziestej minuty niespodziewanie gaśnie.

To jednak nie koniec koncertu. Ostatnie cztery minuty to rodzaj multimedialnej dogrywki. Saksofonista dosyła garść nowych dźwięków, perkusjonalista z kolei coś, co przypomina brzmieniem cytrę. Muzycy kołyszą się na delikatnym wietrze, drżą, szeleszczą, aż do momentu, gdy Butcher, nie przestając grać, wchodzi ze sceny. Publiczność klaszcze bardzo głośno.

 

John Butcher & Vasco Trilla Munich 2025 - Day 3 Set 2 (MMI Festival, DL 2026). John Butcher – saksofon tenorowy i sopranowy oraz Vasco Trilla – instrumenty perkusyjne. Nagrane w trakcie MMI Festival, Einstein Kultur, Monachium, maj 2025. Jedna improwizacja, 44 minuty.


 

 

piątek, 20 marca 2026

Butcher, Warelis & Sigil at MMI!


Festiwal MMI od dekady łączy katalońską muzykę improwizowaną i … niemiecką publiczność. Edycja ubiegłoroczna zebrała na monachijskiej scenie nie tylko muzyków z Barcelony, ale także rozbudowaną reprezentację innych części Europy, tworząc międzynarodowy tygiel, który śmiało pomieściłby się w estetyce … poznańskiego Spontaneous Music Festival.

Monachijska impreza od pewnego czasu posiada stronę bandcampową, na której prezentuje nagrania festiwalowe (kolejne powinowactwo z polską imprezą!). W poprzednich latach organizatorzy publikowali jedynie wybrane nagrania, a czasami tylko ich fragmenty. Edycja 2025 stanowi pod tym względem pewien przełom, albowiem mmifestival.bandcamp.com sukcesywnie udostępnia kolejne festiwalowe sety.

Jak do tej pory zaprezentowano siedem koncertów, czyniąc to w ujęciu chronologicznym – set po secie, dzień po dniu. Dziś pochylamy głowę i nadstawiamy uszy nad setem drugim dnia pierwszego, a na scenie witamy brytyjskiego saksofonistę Johna Butchera, polsko-holenderską pianistkę Martę Warelis i katalońskiego drummera Joni Sigila (przy okazji młodszego brata Dona Malfona). Jesteśmy zatem w gronie najbliższych przyjaciół i zapraszamy na trzy kwadranse definitywnie wytrawnej freely improvised music.

  


Łagodna introdukcja szyta jest ciepłym brzmieniem klawiatury piana, rozmarzonym oddechem saksofonu tenorowego i filigranowym drummingiem. Muzycy bez zbędnej zwłoki zawiązują post-jazzową intrygę. Frazują precyzyjnie, trzymają dobre tempo i w mgnieniu oka dostają się na pierwsze pełnokrwiste, free jazzowe wzniesienie. Równie szybko łapią kameralną trwogę, a nawet ocierają się o ciszę. Po fazie drobnych, preparowanych fonii wracają na drogę mięsistej eskalacji i wieńczą pierwsze kilkanaście minut koncertu dobrze kontrolowanym uniesieniem.

Drugi kwadrans koncertu upływa pod znakiem częstym zmian dramaturgii i metod frazowania. Narracja okazjonalnie przebiera też formę akcji w podgrupach. Najpierw lekki jak piórko duet piana i perkusji. Powrót saksofonu znamionuje tu kolejną, raczej krótkotrwałą eskalację. Po niej eksploduje cisza bogacona filigranowymi frazami inside piana, a także szumem z tuby i glazury werbla. Po kilku amorficznych cmoknięciach narracja staje się męskim duetem, który po dwudziestej trzeciej minucie zamienia improwizację w pokaźny plaster ciszy.

Nowe otwarcie jest delikatne, szyte nade wszystko śpiewnym brzmieniem saksofonu sopranowego. Muzycy spinają się na place i niemal sięgają nieba, czyniąc to dalece tanecznym krokiem. Po kilku minutach improwizacja wchodzi w swoją najpiękniejszą fazę. Najpierw scenę opanowują samotne odgłosy z dętej tuby. To pokaz szemrzącej akustyki z ciszą, jako pełnoprawnym uczestnikiem spektaklu. Pianistka i perkusista wracają filigranowymi, preparowanymi strzępami fonii, jak bali się naruszyć równowagę fonicznego ekosystemu. Teraz całe trio zdaje się rezonować tajemniczą melodią, kreowaną plejadą short-cuts, jakbyśmy słyszeli upalone owady w tańcu godowym. Tymczasem improwizacja przeistacza się w plejadę minimalistycznych akcji podawanych w formie call and response. Wszystko delikatnie śpiewa i z czasem łączy się w jednorodną strugę pożegnalnej melodii. Koniec jednak nie następuje. Pianistka wrzuca do tygla zdarzeń post-klasyczne frazy wprost z klawiatury. Odpowiedzią saksofonisty jest kolejna porcja zrównoważonej melodii. Rezonują perkusyjne talerze. Oczekiwanie na ostatni dźwięk ubarwione zostaje rubasznym głosem z publiczności, który zdaje się, że świetnie znamy z innego, równie spontanicznego festiwalu.

 

John Butcher, Marta Warelis & Joni Sigil Munich 2025 - Day 1 Set 2 (MMI Festival, DL 2025). John Butcher – saksofon tenorowy, sopranowy, Marta Warelis – fortepian oraz Joni Sigil – perkusja, instrumenty perkusyjne. Nagrane w trakcie MMI Festival, Einstein Kultur, Monachium, maj 2025. Jedna improwizacja, 45 minut.

 

 

piątek, 30 stycznia 2026

When John Butcher was away!


Jak wszyscy świetnie pamiętamy, brytyjski saksofonista John Butcher był rezydentem ósmej edycji poznańskiego Spontaneous Music Festival w październiku 2024 roku. Na deskach Dragona zagrał czterokrotnie – solo, w duecie, trio oraz prowadząc formację Dragon 10. Dwa ostatnie spektakle zostały w roku ubiegłym upublicznione na poręcznych dyskach kompaktowych - jedno w Zjednoczonym Królestwie, drugie w naszym cudownym kraju.

W pierwszych dniach stycznia nowego roku tenorowa część występu solowego z Poznania stała się fragmentem nowej solowej płyty Butchera. Tym razem wydawca jest amerykański, a my z nieskrywanym entuzjazmem zasiadamy do odsłuchu i odczytu jego zawartości.

 


Tenorowa ekspozycja z Dragona trwa kwadrans i otwiera album. Jego drugą zasadniczą część stanowi improwizacja sopranowa (także kilkunastominutowa) zarejestrowana w Oslo na festiwalu Blow Out kilka miesięcy później. Pozostałe dwadzieścia kilka minut płyty wypełnia sześć krótszych rejestracji, powstałych w różnym czasie i w różnych miejscach na świecie. Pośród nich odnajdujemy słynne eksperymenty saksofonisty z feedbackiem, amplifikacją czy nakładaniem na siebie ścieżek. Mamy impro transkrypcję nagrania Dereka Baileya, a także fragment koncertu zarejestrowany przez publiczność, a potem udostępniony artyście. Niektóre utwory mają dedykacje. Innym słowy, emocji i jakości nie brakuje w jakimkolwiek momencie albumu.

Dragonowy tenor brzmi na płycie jeszcze dosadniej niż w wersji na żywo. Wspaniały kwadrans szorstkich melodii, zawadiackich pętli czynionych na sporej dynamice i intrygujących, onirycznych wdechów na etapie tłumienia emocji. W drugiej części improwizacji muzyk na krótko wpada w oddech cyrkulacyjny, a potem definitywnie uspakaja się. Jego flow staje się filigranowy, rozedrgany, pełny typowych dla artysty ptasich tremoli. Sopranowa opowieść z Oslo płynie lekko zabrudzonym, półpreparowanym strumieniem. To migotliwa, rezonującą porcja dźwiękowych niespodzianek. Dużo w niej melodii, pewnej ulotnej taneczności, realizowanej długodystansowym oddechem cyrkulacyjnym. Sam finał jest minimalistyczny, pięknie ginie we wszechobecnej ciszy.

Pozostałe utwory, uzupełniające danie główne, doskonale poszerzają ofertę saksofonisty. Tonące w feedbacku, oniryczne strumienie akustyki, przypominające strwożony taniec na rozgrzanym dachu, stanowią opowieść drugą. W części czwartej Butcher spokojnym tembrem przypomina nam jedną z flagowych improwizacji Baileya, z kolei w odsłonie piątej żeni akustyczne i amplifikowane brzmienia sopranu, a całość przypomina strumienie fonie płynące z głębokiego, betonowego tunelu. Jeszcze ciekawsza wydaje się szósta opowieść – dedykowana zarówno Eliane Radigue (w formie posuwistych, filigranowych dronów), jak i Lesterowi Youngowi (po zwinnym, zaskakującym przejściu w cool jazzowe frazowanie). Po osiemdziesięciosekundowej feerii saksofonowej multifonii, w ostatnim numerze dedykowanym Joe McPhee, muzyk powraca do czystego, płynnego frazowania na tenorze. Ów kilkuminutowy passus sprzed lat zdaje się być idealną klamrą spinającą album. Doskonale sprawdziłby się jako bis do dragonowej eksplozji z roku 2024.

 

John Butcher Away, I was (Relative Pitch, CD 2026). John Butcher – saksofon tenorowy, sopranowy, także amplifikowany, z użyciem feedbacku lub multiplikacji. Nagrane w różnych miejscach i czasie, od roku 2008 do roku 2025. Osiem utworów, 50 minut.




środa, 31 grudnia 2025

50 Reasons to Remember the Year 2025! Pięćdziesiąt powodów, by zapamiętać rok 2025!


Albums are presented in alphabetic order! Please notice that picture below doesn’t feature all honoured recordings!

Albumy prezentowane są w kolejności alfabetycznej! Proszę zauważyć, iż zdjęcie poniżej nie przedstawia wszystkich wyróżnionych nagrań!

 


Adam Gołębiewski & Dave Brown Dogs Light

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/03/adam-goebiewski-dave-brown-in-dogs-light.html

AMM with Sachiko M Testing

(not reviewed yet)

Angharad Davies & Burkhard Beins Meshes of the Evening

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/08/angharad-davies-burkhard-beins-meshes.html

Barbara Dang & Muzzix Michael Pisaro-Liu Tombstones II

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/06/the-circum-disc-fresh-outfit-manoeuvres.html

Benedict Taylor & Paweł Doskocz Welcome to our humble abode

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/benedict-taylor-pawe-doskocz-welcome-to.html

Biliana Voutchkova & Giorgos Varoutas Little Sae

(not reviewed yet)

Camila Nebbia, Gonçalo Almeida & Sylvain Darrifourcq Hypomaniac

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/camila-nebbia-goncalo-almeida-sylvain.html

Caroline Kraabel, Pat Thomas, John Edwards & Steve Noble Transgressive Coastlines

(not reviewed yet)

Constantin Herzog, Matthias Muche & Etienne Nillesen Anasýnthesi

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/10/herzog-muche-nillesen-play-anasynthesi.html

Daniel Thompson Violet

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/10/daniel-thompson-in-violet-and-duo.html

Das B Love

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/das-b-in-love.html

Derek Bailey & John Stevens The Duke of Wellington

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/09/derek-bailey-john-stevens-in-duke-of.html

Dirk Serries & Mark Wastell Dual Activity

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/06/dirk-serries-mark-wastell-in-dual.html

Dirk Serries Zonal Disturbances II

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/05/dirk-serries-in-zonal-disturbances.html

Éliane Radigue Asymptote Versatile (1963-64)

(not reviewed yet)

Insub Meta Orchestra Exhaustion/ Proliferation

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/02/insub-meta-orchestra-plays-exhaustion.html

John Edwards, Mike Gennaro & Alex Ward Activity

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/04/alex-ward-in-two-similar-trios.html

John Butcher & Angharad Davies Two Seasons

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/12/angharad-davies-john-butcher-during-two.html

John Butcher, Phil Durrant & Mark Wastell Poznań: Appropriate Density

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/08/the-confront-recordings-fresh-meals.html

Lawrence Casserley & Emil Karlsen Aspects of Memory

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/07/lawrence-casserley-emil-karlsen-and.html

Lava Quartet feat. Almut Kühne, Jordina Millà, Gonçalo Almeida & Wieland Möller Ethereal Chant

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/07/lava-quartet-in-ethereal-chant.html

Le GGRIL + DDK Diffraction

(not reviewed yet)

Les Marquises (Emilie Škrijelj & Tom Malmendier) Live in Nickelsdorf

(not reviewed yet)

Luís Vicente & Vasco Trilla Ghost Strata

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/the-portuguese-taste-makes-world-go.html

Magda Mayas and Jim Denley One Another

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/09/magda-mayas-jim-denley-go-one-another.html

Manoeuvres Sentimentales Delightfully Deceitful

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/06/the-circum-disc-fresh-outfit-manoeuvres.html

Marcello Magliocchi, Adrian Northover & Domenico Saccente Over The Edge

(not reviewed yet)

Martin Küchen & Håkon Berre På Snurr

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/09/martin-kuchen-hakon-berre-pa-snurr.html

Matthias Müller & Andreas Willers Matthias Müller Andreas Willers

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/03/matthias-muller-andreas-willers-in-duo.html

Michel Doneda & Frédéric Blondy Points of Convergences

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/10/michel-doneda-frederic-blondy-in-points.html

Michel Doneda, Lê Quan Ninh & Núria Andorrà El retorn de l'escolta - A la memòria de Marianne Brull

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/08/doneda-ninh-andorra-el-retorn-de.html

Nour Symon Je suis calme et enragé·e

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/05/the-contemporary-counterpoint-dincise.html

Ontstopper Kollektief Unblocking

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/the-portuguese-taste-makes-world-go.html

Quatuor Bozzini/ Jürg Frey String Quartets

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/05/the-contemporary-counterpoint-dincise.html

Quentin Stokart & Tom Malmendier Mehin

(not reviewed yet)

Rodrigo Amado & Chris Corsano The Healing

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/09/rodrigo-amado-chris-corsano-into-healing.html

Sawt Out Fake Live in America

(not reviewed yet)

Sophie Agnel & John Butcher Rare

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/05/sophie-agnel-with-john-butcher-and-solo.html

Spontaneous Live Series D07: Don Malfon, Florian Stoffner & Vasco Trilla Live at 7th Spontaneous Music Festival 2023

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/06/spontaneous-live-series-is-also-digital.html

Spontaneous Live Series 016: Anaïs Tuerlinckx with Jonas Engel and Andrea Ermke Live at 8th Spontaneous Music Festival

Spontaneous Live Series 017: John Butcher’s Dragon 10 Live at 8th Spontaneous Music Festival

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/10/anais-tuerlinckx-i-john-butcher-na.html

Stefan Keune, Dirk Serries & Benedict Taylor Closer and Beyond

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/keune-serries-taylor-are-closer-and.html

Stefan Keune, Steve Noble & Dominic Lash Black Box

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/04/keune-noble-lash-in-black-box.html

Stefan Keune, Sandy Ewen & Damon Smith Two Felt-Tip Pens: Live At Moers

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/04/keune-ewen-smith-in-two-felt-tip-pens.html

Studio of Electroacoustic Improvisation Metal Boxes/ Amplifire

(not reviewed yet)

The Electrics Live in Vilnius

(not reviewed yet)

The Runcible Quintet Two

(not reviewed yet)

Tom Jackson & Daniel Thompson Dark Kitchen

(not reviewed yet)

Trashed Middle Aged Junksters Rituals Of Modern Decadence

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/discordian-records-fresh-outfit-live-at.html

Yodok III Nidarosdomen

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/12/yodok-iii-in-nidarosdomen.html

 



piątek, 26 grudnia 2025

Steve Beresford, John Butcher & Max Eastley! Some Uncharted Evening!


Kontynuujemy dziś dwa wątki zadzierzgnięte na tych łamach w grudniu – prezentację najświeższych dokonań Johna Butchera, a także listowanie przebogatej oferty net-labelu Scatter Archive.

W definitywnie brytyjskim towarzystwie udajemy się do … Szwajcarii, by tam wysłuchać elektroakustycznego spektaklu na wiele oczywistych i równie tyle nieoczywistych instrumentów. W roli podmiotu wykonawczego trzy legendy improwizowanej sceny Zjednoczonego Królestwa. Taka wyprawa nie może nam się nie opłacać.

 



Drobne dźwięki z percussion, syczenie z tuby saksofonu, frazy z samego dna piana i elektroakustyczne zdobienia tworzą tu aurę otwarcia. Ta jest równie filigranowa, jak mroczna, pełna szumów, pisków i incydentalnych obtarć – czysta fizyka przedmiotów muzycznego i niemuzycznego użytku. W tumulcie dobrze kontrolowanych zdarzeń nie brakuje fraz preparowanych, szczególnie ze strony pianisty. Kołysanka dla truposzy płynie umiarkowanie wartkim strumieniem. Akcje zaczepne prowadzone są wszakże w dużym skupieniu, a ewentualne spiętrzenia mają charakter okazjonalny, jak choćby to po upływie kwadransa pierwszej, stanowiącej połowę koncertu improwizacji. W tej sytuacji scenicznej może zdarzyć się każdy dźwięk, jest na to konstytucyjnie umocowane pozwolenie. Finał tej części spektaklu łapie strzępy melodii, wokół której orbitują frazy godne miana post-jazzu.

Druga, niespełna dwudziestominutowa opowieść zaczyna się bardzo nerwowo. Muzycy wchodzą w zwarcia, mówią, co mają sobie do powiedzenia, a potem niespodziewanie popadają w stan medytującej nieważkości. Trochę w tym zabawy, trochę post-egzystencjalnej refleksji. Tym, którym stara się nadać całości pewien ład dramaturgiczny jest teraz saksofonista, ale jego partnerzy mają te wysyłki za nic i rozrabiają na potęgę. W połowie improwizacji wszyscy odnajdują jednak ciszę, która koi emocje, kreuje opary uspokojenia. Po restarcie muzycy ślą nam kilka znaków zapytania całkiem post-klasycznej proweniencji. Wzdychają, przeciągają frazy, ocierają się o siebie. W tej sytuacji scenicznej następujący tuż potem free jazzowy akt sax & drums jest więcej niż niespodziewany. A jeszcze bardziej kolejny epizod – rodzaj rytualnego, niemal sakralnego wyniesienia. Puenta także zaskakuje - to folkowo brzmiące zaloty fletu i sopranowego.

Koncert wieńczy czterominutowa koda, którą otwiera z hukiem Beresford. Od strony Eastleya płyną strunowe, basowe dźwięki. Butcher zgłasza akces to aktywnego finiszowania. Kilka intensywnych wydechów, uderzeń i strzałów z broni nieznanego zasięgu, a koniec koncertu staje się faktem.


Steve Beresford, John Butcher, Max Eastley Some Uncharted Evening (Scatter Archive, DL 2025). Steve Beresford – fortepian, obiekty, John Butcher – akustyczne i amplifikowane saksofony oraz Max Eastley - arc: electroacoustic monochord, friction drum, percussion, piston flute. Nagrane w Ferme-Asile, Sion, Szwajcaria, sierpień 2023. Trzy improwizacje, 47 minut.

 


 

piątek, 19 grudnia 2025

Company lives! Improvised London strikes again!


Wasz dzielny trybunowy reporter dotarł w połowie grudnia do Londynu, albowiem tam właśnie (w Cafe Oto, bo gdzieżby indziej!) miała miejsce dwudniowa celebracja dwudziestej rocznicy śmierci jednego z ojców założycieli swobodnej improwizacji, brytyjskiego gitarzysty Dereka Baileya. Dodajmy, iż dzień wcześniej odbyła się także projekcja filmu o muzyku, a dzień później koncert dodatkowy. Dwa dni wcześniej nasze reporterskie macki zaliczyły także kolejną edycję duetowego impro-meetingu BRÅK, jaki odbywa się w uroczym barze piwnym waterintobeer w południowym Londynie.

Skupmy się wszakże na Baileyu! O jego wkład w ukształtowanie idiomu freely improvised music toczą się od lat dyskusje, ale dotyczą jedynie stopnia wpływu koncepcji artystycznych gitarzysty na rozwój gatunku (innymi słowy, czy był najważniejszy, czy może równie ważny jak John Stevens, czy Evan Parker). Jedno w każdym razie dyskusji nie podlega – idea improwizowanych spotkań artystów i łączenia ich w składy, w których spotykali się ze sobą na scenie po raz pierwszy, to definitywnie modus operandi wybitnego improwizatora i zjawisko, które na stale zapisało się jako metoda twórcza muzyki swobodnie improwizowanej. Bailey takie spotkania zaczął organizować w drugiej połowie lat 70. i kontynuował niemalże do końca swych dni, a przynajmniej do początkowych miesięcy trzeciego tysiąclecia. Nazywał je Company, i tak też została nazwana impreza, która uświetnić miała dwudziestą rocznicę jego śmierci.

 


Za kształt artystyczny przedsięwzięcia odpowiedzialni byli muzycy, którzy wielokrotnie w spotkaniach Company brali udział – John Butcher i Mark Wastell. Do udziału w improwizacjach zaprosili oni grono artystek i artystów, zarówno tych uznanych i doświadczonych we współpracy z Baileyem, jak i tych młodszych, których dane personalne nie są nadmiernie przegrzane na londyńskich plakatach koncertowych. Zwał, jak zwał, tym razem Company stworzyli: Khabat Abas (wiolonczela), Julia Brüssel (skrzypce), John Butcher (saksofony), Teresa Hackel (flety, recorders), Charles Hayward (perkusja), Petra Haller (tap dance), Pat Thomas (fortepian, elektronika), Matt Wand (elektronika), Alex Ward (gitara elektryczna, klarnet) oraz Mark Wastell (instrumenty perkusyjne).

Mniej więcej godzinę przed pierwszym dźwiękiem muzycy zebrali się w kręgu i wówczas Mark Wastell przedstawił im zasady koncertu – artyści będą wywoływani na scenę przez konferansjera i dopiero wtedy dowiedzą się z kim będą za moment grać. Każda improwizacja będzie trwała około piętnastu minut, a zestaw dwóch kolejnych improwizujących składów stworzy jeden koncertowy set. Każdy dzień składać się będzie z trzech setów, czyli łącznie publiczność Cafe Oto obejrzy dwanaście improwizujących składów. Dodajmy, iż parytet będzie pilnie strzeżony – każdy z artystek i artystów wystąpi na scenie dwa razy dziennie, każdorazowo w innym towarzystwie.

  



Pierwszego dnia imprezy wysłuchać nam było dane dwóch duetów, jednego trio, dwóch kwartetów i na finał kwintetu. Dnia drugiego z kolei - jeden duet, trzy tria, kwartet i znów na zakończenie kwintet. Próżno wyróżniać pośród nich te najciekawsze, albowiem każda kilkunastominutowa improwizacja na to miano zasługiwała. Oczy i uszy kierowaliśmy często na kobiecą część składu Company, gdyż dla niżej podpisanego były to pierwsze spotkania sceniczne z artystkami. Każda z nich wnosiła do wizerunku wydarzenia mnóstwo jakości, wszystkie one wchodziły w wyśmienite interakcje ze starszymi kolegami. Może jedynie, od czasu do czasu, brakowało im odrobiny brawury, tudzież śmiałości, by weteranom gatunku postawić jeszcze wyższe wymagania. Szczególnie udanie prezentowała się na scenie Cafe Oto skrzypaczka Julia Brüssel, która balansowała pomiędzy post-klasyczną melodyką, zwinnymi preparacjami i frazami amplifikowanymi całkiem pokaźną skrzyneczką przetworników, szczególnie przydatną w momentach, gdy partnerzy nie szczędzili mocy i nieakustycznych środków wyrazu. Taka sytuacja miała miejsce choćby w trakcie ostatniego odcinka dwudniówki, który realizowali Thomas (na elektronice), Butcher (na sopranie), Wand (na elektronice), Hayward (na perkusji) i rzeczona Brüssel. Na wyjątkową uwagę zasłużyły dwa składy różniące się poziomem intensywności od innych ekspozycji – duet preparowanego fortepianu Thomasa i wielkich, rezonujących talerzy Wastella oraz minimalistyczne trio z udziałem elektrycznej gitary Warda, elektroniki Wanda i fletów Hackel. Truizmem należy określić fakt, iż każdorazowa obecność na scenie Butchera, naprzemiennie z tenorem i sopranem, gotowała serca miłośników free impro. Tejże sceny choćby na moment nie opuszczał duch i słowa samego Baileya, które zabawnie wplatał w zapowiedzi kolejnych improwizacji Stewart Lee.

  


W uzupełnieniu raportu ze sceny Cafe Oto dodajmy, iż w przeddzień imprezy odbyła się premiera filmu dokumentalnego Iana Greavesa „So Watt Special: Derek Bailey - New Sights, Old Sounds”. Materiał zawierał dużo nagrań archiwalnych, a także garść słowa mówionego, podkreślającego bardzo specyficzne poczucie humoru i artystyczną bezkompromisowość gitarzysty, która niekiedy okazywała się po prostu szczerością i prostolinijnością jego werbalnego przekazu. Londyńską celebrację podsumował zaś środowy koncert dodatkowy w clubie Vortex, gdzie improwizowali Thurston Moore na gitarze i Mark Wastell na perkusji, do których po mniej więcej dwudziestu minutach dołączył Alan Wilkinson na saksofonie altowym. Muzycy rozpoczęli w dalece post-psychodelicznym duecie, niemal onirycznym w klimacie, by po rozwinięciu w trio popaść w urokliwe spazmy free jazzu.

 


Londyński pobyt Trybuny, to nie tylko uczestnictwo w baileyowskim święcie. W sobotę 13 grudnia Wasz wysłannik gościł na kolejnej edycji festiwalu BRÅK, w trakcie którego na małej scenie baru piwnego w Brockley wystąpiły jak zawsze trzy duety. Najpierw improwizowali Tom Challanger na saksofonie tenorowym oraz Alex Bonney na trąbce, potem John Butcher na saksofonie tenorowym i sopranowym oraz Colin Webster na saksofonie barytonowym, wreszcie Tom Ward na klarnecie, flecie i saksofonie altowym oraz Will Graser na floor percussion. Każdy set był definitywnie smakowity, szczególnie ten środkowy, w którym szyki zwarli przedstawiciele dwóch pokoleń wybitnych londyńskich saksofonistów.

 

 Zdjęcia własne, nieobjęte prawami autorskimi:

1) Alex, John i Matt

2) Teresa

3) Julia, Charles, John i Matt

4) John i Colin



 

piątek, 12 grudnia 2025

Butcher, Wasserman & Blume in Close Calls!


Jesiennych przygód edytorskich Johna Butchera ciąg dalszy! Przed nami trio zadzierzgnięte z muzykami niemieckimi na potrzeby trzech koncertów, jakie miały miejsce we wrześniu ubiegłego roku. Dokument fonograficzny jednego z nich czeka na nasz skupiony odsłuch.

Prawie godzinny koncert z Kolonii dostarcza dużo emocji i bystrych interakcji, szczyptę kameralistyki i rozległe połacie post-jazzu, który zdaje się najzwinniej integrować artystyczne zapędy całej trójki. W tym tyglu dęto-wokalno-perkusyjnym sporo intrygującego zamętu wprowadzają ptasie piszczałki zwane bird calls.

  


Pierwsze dwie improwizacje trwają prawie dwadzieścia minut i zgrabnie uwypuklają wszelkie atuty tego trzyosobowego spotkania. Saksofonista i wokalistka mają tu wiele wspólnych spraw – syczą, mamroczą, szemrają, snują delikatnie zakurzone melodie, wchodzą w zwarcia, niekiedy na siebie pokrzykują, nie rzadko w dobrych intencjach. Mogą sobie pozwolić na wszystko, albowiem nad dramaturgią całości czuwa perkusista, który jest równie aktywny, jak subtelny - podpowiada, dopowiada, dba to szczegóły, nie przestaje zasilać tria mocą drummingowej kreacji. Kameralna zaduma świetnie koreluje tu z nerwowym, incydentalnie dynamicznym post-jazzem. Każda akcja może liczyć na interakcję, choć nie zawsze na tym podobnym poziomie intensywności. Dodatkowy smaczek, szczególnie w drugiej z opowieści stanową dźwięki bird calls, które z jednej strony dopowiadają wokalne frazy, z drugiej intrygują i sieją ferment. Muzycy tę część albumu kończą bardzo efektownym i kompulsywnym szczytem.

W kolejnych, nieco krótszych improwizacjach schemat dramaturgiczny jest podobny. Zmysłowe otwarcie, pełne preparowanych, niekiedy zdecydowanie filigranowych fraz i dynamiczne rozwinięcie, często nawet free jazzowe, inspirowane dobrą robotą perkusisty. Najpierw głębokie oddechy, potem drżenie i syczenie, wreszcie tumany kurzu i rezonansu, to przykładowe inauguracje utworów środkowej części albumu. Stadia rozwoju bywają tu bardzo melodyjne (gdy Butcher sięga po sopran), innym razem zdecydowanie bardziej eksperymentalne (gdy w grze uczestniczy saksofon tenorowy). Z roli wiecznej mącicielki nie wychodzi doskonale usposobiona wokalistka i jej ptasie akcesoria.

Przedostatnia improwizacja trwa ponad osiem minut i ma kilka wyraźnych faz. Otwiera ją solowa ekspozycja saksofonu tenorowego, potem następuje krótki duet wokalno-perkusyjny, wreszcie krwisty i atrakcyjny rozkwit grany już pełnym składem. Wokalistka zawodzi tu niczym Beduin, perkusista nie szczędzi nowych rozwiązań realizowanych na ciekawej dynamice, a w dętej tubie nie brakuje typowej dla Butchera fizyki użytkowej. Także ta improwizacja ma swoje spiętrzenie, tu szczególnie ekspresyjne. Początek finałowej improwizacji przypomina wystudiowaną modlitwę. W dalszej fazie utworu muzyków znów niesie na wzgórze ich trudny do opanowania temperament. Samo zakończenie albumu jest głośne i dynamiczne.

 

Leaflight: John Butcher, Ute Wasserman, Martin Blume Close Calls (FMR Records, CD 2025). John Butcher – saksofon tenorowy i sopranowy, Ute Wasserman - głos, bird calls oraz Martin Blume – perkusja, instrumenty perkusyjne. Nagrane w klubie LOFT, Kolonia, Niemcy, wrzesień 2024. Dziewięć improwizacji, 54 minuty.



wtorek, 9 grudnia 2025

Angharad Davies & John Butcher during the Two Seasons!


Najwyższy czas rozpocząć przegląd jesiennych premier, jakie dostarcza the one and only John Butcher. Londyński saksofonista po hucznie obchodzonych w roku ubiegłym 70.urodzinach zdaje się łapać kolejny wielki oddech kreacji. W tempie karabinu maszynowego dostarcza nowych albumów, które skrzętnie odnotowujemy, na ogół opisując je stekiem niewybrednych komplementów i zachwytów. Ale z Butcherem tak już jest - stawia sobie artystyczną poprzeczkę bardzo wysoko i nigdy nie zawodzi, ani siebie, ani słuchaczy.

Jesienną paradę nowości zaczynamy od duetu ze wspaniałą walijską skrzypaczką Angharad Davies, artystką, z którą Butcher współpracuje od dwóch dekad, choć jak pisze, w duecie zagrali bodaj tylko czterokrotnie. Ich album konsumuje jesienny wątek koncertowy i wiosenny studyjny, co wyjątkowo celnie uzasadnia tytuł całego wydawnictwa. Zanurzamy się w nim po brzegi od razu konstatując, iż jego miejsce na corocznym, trybunowym best-off jest stuprocentowo pewne!

 


Berliński koncert składa się z dwudziestopięciominutowego seta zasadniczego i czterominutowego encore, z kolei część studyjna z Nottingham, to siedem krótkich improwizacji, trwających od niespełna dwóch do sześciu minut.

Początek koncertu jest delikatny, niemal szemrany. Skrzypaczka poleruje struny, nadając im brzmienie godne muzyki dawnej. W tubie saksofonu sopranowego chroboczą filigranowe krople powietrza. Jakby przy okazji Angharad i John wydobywają z czeluści swych instrumentów drobiny bolesnych melodii. Ich frazy zdają się być intrygująco imitacyjne. Z czasem narracja staje się silnie rozkołysana, a każdy z artystów stara się wnosić do niej nowe, bardziej indywidualne wątki. Przez moment wydychają większe porcje powietrza, po czym skupiają się na pojedynczych frazach. W okolicach dziesiątej minuty skrzypce dotykają ciszy, z kolei saksofon, tu już tenorowy, balladowo wzdycha. Po kolejnych kilku chwilach artyści śpiewają niczym średniowieczni trubadurzy, przy okazji nadając swoim akcjom więcej dynamiki. Jeszcze przed upływem dwudziestej minuty chowają się w głębokiej krypcie i dogorywają, tworząc kolejny passus ancient music. Finał seta niepodziewanie przypomina słoneczny poranek – John ochoczo dmie w sopran, Angharad radośnie podskakuje. Koncertowy bis dzieje się w mrocznej pieczarze. Tuba rezonuje, skrzypce płyną strugą filigranowego ambientu. Wokół panuje gęsta cisza. Wszystko drży, a skrywana melodia szuka drogi ujścia.

Inauguracja części studyjnej przypomina początek koncertu. Aura głębokiego średniowiecza, dalekie odgłosy niemej rozmowy, szeleszczące subtelności. W kolejnej improwizacji klimat pozostaje niezmienny, ale strumień fonii przybiera formę delikatnego drona. Zaraz potem w muzyków wstępuje zew życia. Struny są teraz dynamicznie szorowane, a oddechy saksofonisty skutecznie trzymają się tempa. Przez moment jesteśmy w zakładzie szlifierskim, obok którego prowadzone są także prace wulkanizacyjne. W kolejnej odsłonie artyści wydychają porcje wilgotnego powietrza - imitują się wzajemnie, popadają w klimat subtelnego oniryzmu. To skowyt, płacz, mistyka greckiej tragedii. Zaraz po nich następuje kolejny bardziej dynamiczny kontrapunkt - uderzanie po gryfie, szarpanie strun, rwane, dęte świdry. Zaskakująco szybko odnajdujemy się w finałowej, przy okazji najdłuższej ekspozycji studyjnej. W tubie saksofonu kłębi się mnóstwo myśli, na gryfie skrzypiec tańczą szybkie dłonie. Z trwogą, ale i precyzją muzycy wychodzą na front opowieści mając w ustach słowa zapomnianej melodii. Pokonują niewielkie wzniesienie, a potem układają do snu w kolorowej dolinie.

 

John Butcher & Angharad Davies Two Seasons (Weight Of Wax, CD 2025). Angharad Davies – skrzypce oraz John Butcher – saksofony. Nagranie koncertowe zarejestrowane w KM28, Berlin, wrzesień 2024 (utwory 1-2) oraz studyjne zarejestrowane w Nottingham University Studio, kwiecień 2024 (utwory 3-9). Łącznie dziewięć improwizacji, 49 minut.




niedziela, 2 listopada 2025

John Butcher, Florian Stoffner i Chris Corsano w ramach 78.edycji Spontaneous Live Series


(informacja prasowa)

 

Wedle wszelkich znaków na niebie, ziemi i w piekle cykl koncertowy Spontaneous Live Series, odbywający się pod patronatem Trybuny Muzyki Spontanicznej i poznańskiego Dragon Social Club od siedmiu lat, przechodzi wraz z końcem tego roku do historii. I jak to bywa w takich sytuacjach, ostatnie wydarzenia wydają się być szczególnie wartościowe.

Po wspaniałym koncercie legendarnego kwartetu The Electrics, jak miał miejsce kilka dni temu, w najbliższy czwartek 6 listopada do Poznania zawitają John Butcher, Florian Stoffner i Chris Corsano!

 


Z pełną odpowiedzialnością za każde słowo zapraszamy na koncert niezwykły. Na scenie Małego Domu Kultury rzeczonego Dragon Social Club pojawi się trzech wybitnych improwizatorów, z których żaden nie wymaga jakichkolwiek rekomendacji. Brytyjski saksofonista wraca do Poznania po roku, szwajcarski gitarzysta po dwóch, a amerykański drummer po tak długim czasie, że nikt do końca nie pamięta, kiedy grał w Poznaniu poprzednio.

Jako trio muzykują już kilka lat i mają w dorobku dwa albumy – pierwszy nagrany w Szwajcarii, drugi w Niemczech. Teraz, w ten dokładnie dzień w Dragonie, nagrywać będą swój trzeci album. Nie można tego faktu przegapić!

Dodajmy, iż dzień później to wspaniałe trio uświetni kolejną edycję łódzkiego Festiwalu Musica Privata.

 

Spontaneous Live Series, Vol. 78

Dragon Social Club, Poznań, 6 listopada 2025, godz. 20.00

Florian Stoffner, gitara

John Butcher, saksofon sopranowy/tenorowy

Chris Corsano, perkusja.

Bilety dostępne przed koncertem – gotówka albo blik.

 

„Quiet Is The New Loud”, to album Kings of Convenience z 2001 roku, który odzwierciedlał muzyczną wrażliwość przynajmniej części ówczesnego pokolenia. Stanowi on również motto tria Johna Butchera, Chrisa Corsano i Floriana Stoffnera. Ich muzyka różni się od hałaśliwego, mocnego free jazzu tym, że powstrzymują się od głośnego grania na instrumentach. W rzeczywistości jest to muzyka do skupionego słuchania, a nie do podskakiwania, czy nawet headbangingu. Chodzi tu raczej o precyzyjną muzykalność, krystalicznie czyste wtrącenia i delikatną kontemplację, ale także, oczywiście, o eksplorację i projektowanie dźwięku. To tworzy tektoniczne światy dźwięków, które na siebie napierają. Na ich koncertach momentami czujesz się, jakbyś stał w maszynowni z wolierą pełną egzotycznych ptaków w centrum. Butcher, Corsano i Stoffner nie potrzebują nadmiernej głośności ani solówek, które kuszą owacją na stojąco, aby dostarczyć swój przekaz. Ich przesłanie jest napisane eleganckimi małymi literami i rzadko używanymi czcionkami akustycznymi.

 

Cytat prasowy:

„To pieśń o porzuconych, zdezelowanych maszynach, powoli wracających do życia. Chór zaniedbanych robotów walczących o naprawę”. Chris Robertson – Point of Departure

https://now-ezz-thetics.bandcamp.com/album/braids

https://relativepitchrecords.bandcamp.com/album/the-glass-changes-shape

 



wtorek, 7 października 2025

Jesienne koncerty cyklu Spontaneous Live Series


(informacja prasowa)

 

Jesienna edycja cyklu koncertów muzyki improwizowanej, organizowanego w Poznaniu pod szyldem Spontaneous Live Series, zapowiada się wyjątkowo smakowicie – cztery koncerty, a na nich legendy gatunku, uznane nazwiska i garść tych, których winniśmy koniecznie poznać. Dwie daty październikowe, dwie listopadowe – bukujmy swój czas bez zbędnej zwłoki!

Jeszcze nie wybrzmiały echa kolejnej epokowej edycji Spontaneous Music Festival, a poznański Dragon Social Club i Trybuna Muzyki Spontanicznej zapraszają na pierwszy jesienny koncert cyklu Spontaneous Live Series, który wyśmienicie wpisuje się w fundamentalną ideę tego przedsięwzięcia i wszelkiego, co spontaniczne w tej części świata.

Do Poznania przyjeżdżają muzycy zagraniczni i na scenie Małego Domu Kultury zwierają szyki z muzykiem polskim w składzie definitywnie skleconym „ad hoc”.

  


Dwójka przedstawicieli naszego ulubionego Iberian Penincula – pianistka Clara Lai i perkusista Vasco Furtado tworzą stale współpracujący duet, do którego dołączy poznański gitarzysta Paweł Doskocz. Zapowiada się jakże swobodna improwizacja, której tropy gatunkowe zdają się być nieodgadnione.

Stali bywalcy cyklu świetnie pamiętają, iż  Doskocz i Furtado grali już razem w Dragonie, ponad sześć lat temu, co świetnie słychać na pewnym spontanicznym albumie (link w dalszej części na tekstu).

Cytując artystów z południowo-zachodniego skraju Europu: Hiszpańska pianistka Clara Lai i portugalski perkusista Vasco Furtado nawiązali współpracę muzyczną mieszkając w Lizbonie. Pomysł na występy jako duet zrodził się po otrzymaniu zaproszenia do udziału w serii koncertów w Katalonii w 2023 roku. Zachwyceni tym artystycznym połączeniem postanowili kontynuować współpracę. Ich występy, to porywający dialog między dwojgiem improwizatorów, nieustannie poszukujących sposobów na zaskoczenie samych siebie, na nawiązanie autentycznej i bezstronnej interakcji. To przywiązanie do autentyczności i spontaniczności stanowi fundament ich muzycznego partnerstwa.

 

Spontaneous Live Series Vol. 76, 11 października 2025, Poznań, Zamkowa 3, godz. 20.00

Clara Lai - fortepian

Vasco Furtado – perkusja

Paweł Doskocz – gitara elektryczna

 

https://claralai.com

https://vascofurtado.bandcamp.com

https://paweldoskocz.bandcamp.com/

https://spontaneousliveseries.bandcamp.com/album/spontaneous-live-series-004

 

Szalenie atrakcyjnie zapowiadają się także kolejne spontaniczne spotkania w Poznaniu. We czwartek 30 października gościć będziemy legendarny kwartet The Electrics, który od lat tworzą szwedzcy artyści Sture Ericson na saksofonach i Raymond Strid na perkusji, niemiecki trębacz Axel Dörner oraz kanadyjski kontrabasista Joe Williamson. Te nazwiska nie wymagają jakichkolwiek rekomendacji. Dodajmy, iż formacja powraca na deski Dragona po sześciu latach, gdy była uczestnikiem trzeciej edycji Spontaneous Music Festival.

Koncerty listopadowe też winny podnieść temperaturę krwi fanów muzyki improwizowanej i post-jazzowej. Najpierw 6 listopada zagra ekscytujące trio - John Butcher na saksofonach, Florian Stoffner na gitarze oraz Chris Corsano na perkusji. Zjednoczone siły angielskie, szwajcarskie i amerykańskie gwarantują nam kosmiczny poziom artystyczny.

Wreszcie 14 listopada do Poznania powróci stały bywalec dragonowych koncertów, portugalski gitarzysta Marcelo Dos Reis. Tym razem zagra ze swoim autorskim triem Flora. Wspomagać go będą - na kontrabasie Miguel Falcão, a na perksuji Luís Filipe Silva. 

Zapraszamy na koncerty bardzo gorąco!


 

piątek, 3 października 2025

Anaïs Tuerlinckx i John Butcher na nowych albumach dokumentujących Call and Response 8. Spontaneous Music Festival


(informacja prasowa)

 

Dziewiąta odsłona poznańskiego Spontaneous Music Festival wystartowała z hukiem dokładnie we czwartek drugiego października. Jednym z rytuałów imprezy są nowe płyty z nagraniami zarejestrowanymi w trakcie edycji poprzedniej. Nie inaczej jest w tym roku. W piątek 3 października swoje światowe premiery mają albumy Spontaneous Live Series 016 i 017. Oba są już dostępne zarówno w formie plików elektronicznych, jak i na nośnikach fizycznych, tu tradycyjnie poręcznych płytach kompaktowych.

  


Na katalogowej szesnastce pomieszczono dwa festiwalowe sety, w jakich wystąpiła w roku ubiegłym belgijska pianistka Anaïs Tuerlinckx. W drugi dzień imprezy (dokładnie z piątek) improwizowała po raz pierwszy (a zatem w tzw. secie ad hoc) z niemieckim saksofonistą Jonasem Engelem. Ów zakochany w preparacji duet przez wielu uznany został za jedno z najbardziej spektakularnych wydarzeń ubiegłorocznej edycji Spontaneous Music Festival. Na albumie SLS 016 odnajdziemy również sobotni set pianistki, tym razem poczyniony w towarzystwie jej stałej partnerki artystycznej Andrei Ermke, wykorzystującej w trakcie scenicznej pracy dźwiękowej mini-dyski zawierające sample i fonie szeroko rozumianego otoczenia. Jak wspominano w festiwalowych relacjach prasowych:  od subtelnej ciszy do ceremonialnego hałasu – to była droga, jaką przebyły na scenie Dragona artystki z Berlina.

Spontaneous Live Series 016: Anaïs Tuerlinckx with Jonas Engel and Andrea Ermke Live at 8th Spontaneous Music Festival (Spontaneous Music Tribune, CD 2025). Anaïs Tuerlinckx – fortepian preparowany, Jonas Engel – saksofon altowy (pierwsza improwizacja), Andrea Ermke – mini discs, sample (druga improwizacja). Nagrane 4 i 5 października 2024, Dragon Social Club, Poznań. Dwa utwory, 56 minut.

https://spontaneousliveseries.bandcamp.com/album/spontaneous-live-series-016

 


Z kolei album cyklu oznaczony numerem katalogowym 017 zawiera finałowy set poprzedniej edycji festiwalu. Tak pisano o nim w relacjach prasowych: Finał imprezy przypadł w udziale Large Ensemble, dla którego notyfikację (scenariusz improwizacji) przygotował John Butcher. Koncert mienił się intrygującą, jakże zmienną dramaturgią. Tentet dzielił się raz za razem na duety, tria czy kwartety. Sięgał po atrybuty swobodnego jazzu, niuanse kameralistyki, miał też w części środkowej piękną ekspozycję dronową graną pełnym zestawem instrumentalnym. Dodajmy, iż na etapie produkcji albumu formacja – wedle woli saksofonisty - przejęła ostatecznie nazwę własną Dragon 10, a wykonany przez nią utwór Poznań Contours.  

Spontaneous Live Series: John Butcher’s Dragon 10 Live at 8th Spontaneous Music Festival (Spontaneous Music Tribune, CD 2025). John Butcher – saksofon tenorowy, sopranowy, notyfikacja graficzna, Mark Wastell - instrumenty perkusyjne, Phil Durrant - elektryczna mandolina, Luís Vicente - trąbka, Salvoandrea Lucifora – puzon, Adam Pultz Melbye – kontrabas, Ståle Liavik Solberg - perkusja, Anna Jędrzejewska - fortepian, Ksawery Wójciński - kontrabas oraz Ostap Mańko - skrzypce. Nagrane 6 października 2024, Dragon Social Club, Poznań. Jeden utwór, 29 minut.

https://spontaneousliveseries.bandcamp.com/album/spontaneous-live-series-017

 

 

 

wtorek, 12 sierpnia 2025

The Confront Recordings’ fresh meals! Poznań: Appropriate Density! Moon! Liminal Spaces!


Brytyjski label Confront Recordings jest aktywnym uczestnikiem sceny free improvisation już od trzech dekad. Pod zacnym kierownictwem Marka Wastella permanentnie dostarcza nowe, smakowite kąski. Kiedyś w blaszanych pudełkach, teraz w czarno-białych kopertach. Zawsze ze stemplem wysokiej jakości.

Dziś czas na trzy tegoroczne nowości, z których zwłaszcza ta pierwsza winna podnieść ciśnienie fanom gatunku, zarówno tym brytyjskim, jak i nade wszystko polskim, albowiem zawiera nagranie z ostatniej edycji poznańskiego Spontaneous Music Festival, a nazwa własna stolicy Wielkopolski stanowi element składowy tytułu albumu, tu z dopiskiem Odpowiednia Miejscówka. Tuż po nagraniu tria Butcher/ Durrant/ Wastell czekają nas jeszcze dwa międzynarodowe duety, których wartość artystyczna w niczym nie ustępuje nagraniu z Dragona.

 


John Butcher, Phil Durrant & Mark Wastell Poznań: Appropriate Density

Call and Response, 8th Spontaneous Music Festival, Dragon Social Club, Poznań, październik 2024: John Butcher – saksofon tenorowy i sopranowy, Phil Durrant – elektryczna mandolina, elektronika oraz Mark Wastell – perkusja, instrumenty perkusyjne. Jedna improwizacja, 42 minuty.

Trzeci koncert trzeciego dnia ósmej edycji spontanicznego festu. Sala koncertowa Dragona wypełniona po brzegi. Na scenie trzech Brytyjczyków, z których każdy jest legendą gatunku. Pozostaje tylko słuchać i patrzeć. Ponad czterdzieści minut improwizowanych wspaniałości podanych jednym ciągiem.

Atrybuty inicjacji, to szelest perkusyjnych talerzy, pomruki mandoliny z drobną dawką prądu i podmuchy z tuby tenorowego. Muzycy znają się świetnie, doskonale na siebie reagują i mają naprawdę dużo czasu. Plotą misterną pajęczynę fonicznych koincydencji. Ich rozkołysany flow syci się saksofonową różnorodnością, mandolinową podbudową i perkusjonaliami, które koncentrują się na punktowych zdobieniach. Gdy trio nabiera powietrza w płuca, jego moc zdaje się przenosić góry. Pierwsze takie zjawisko ma miejsce już po upływie siedmiu minut. Potem, na kilka dłuższych chwil, opowieść przepoczwarza się w przeróżne duety. Tym, który daje sobie najczęściej wytchnienie jest Butcher, tym który milknie najrzadziej Durrant. Z kolei Wastell, jak saper, nie przegapi niczego, ale też nie ma w zwyczaju wychodzenia przed szereg. W gęstym potoku wydarzeń prąd i elektronika mandoliny zdają się być skromnym dodatkiem, podobnie jak preparacje saksofonu i akcje przypominające typowy drumming.

W międzyczasie w wir wydarzeń wplata się saksofon sopranowy, który jeszcze przed upływem dwudziestej minuty zaprasza trio na podniebny spacer. Tu dobrym komentarzem okazuje się garść pick-up’owych zabaw mandolinisty. Gdy koncert wkracza w drugą połowę artyści zaczynają stawiać na minimalistyczny relaks. Ze snu wyrywa ich dopiero temperamentny drumming i od razu wpycha na drobne wzniesienie. Flow staje się mocno rozhuśtany, a puentą ekspozycji (tuż przed trzydziestą minutą) okazuje się efektowny peak ekspresji. Spektakl zdaje się teraz wchodzić w najlepszą fazę. Chmura zgrzytów, szumów, metalicznych obcierek i gęstych oddechów powracającego tenoru buduje stosowne napięcie, choć całość przypomina raczej nerwową medytację. W trakcie kolejnych kilku minut muzycy z jednej strony dolewają do ognia (zwłaszcza na etapie duetu tenoru i elektroakustycznej mandoliny), z drugiej studzą emocje (na ogół perkusyjnym szumem). Samo zakończenie usłane jest niespodziankami. Iść na wzniesienie, czy może ku dolinie, w locie opadającym? Finałowe dywagacje niosą w sobie zaskakującą dawkę nowych wydarzeń. 

 


Simon Rose & Nicola Hein Moon

Adam Asnan’ studio, Berlin, wrzesień 2020: Simon Rose – saksofon barytonowy oraz Nicola Hein - 7-strunowa gitara mikrotonalna, elektronika. Siedem improwizacji, 40 minut.

Międzypokoleniowe spotkanie brytyjskiego barytonisty i niemieckiego, gitarowego eksperymentatora, to dalece intrygująca okoliczność - aż dziw, że na jej ujawnienie musieliśmy czekać pięć lat. Album tworzą dwie rozbudowane improwizacje, które trwają łącznie 20 minut i pięć skromniejszych, kilkuminutowych opowieści.

Rzeczone long-distance stories otwierają album. Pierwsza z nich wydaje się co najmniej drapieżna. Artyści kreują wielobarwne drony, intensywność ich przekazu faluje niczym wzburzony ocean. Bywa tu niekiedy bardzo głośno, a nawet post-industrialnie. W chwilach spokojniejszych dominuje aura szorstkiego ambientu. Raz za razem zaskakuje gitarzysta, domniemujemy, iż znacząca część tajemniczych, nieokreślonych co do źródła pochodzenia dźwięków, to jego dzieło. Druga improwizacja jest nieco spokojniejsza. Rose frazuje podobnie, Hein skupia się tym razem na akcjach punktowych. Ów specyficzny dead man walking nabiera masy w momencie, gdy gitarzysta formuje bardziej linearną narrację. Trzecia opowieść jest solową ekspozycją saksofonisty, w czwartej, na powrót duetowej, dominują zgrzytanie zębami i siarczyste wydechy, całość zaś nabiera tempa i niebanalnej ekspresji. Piąta odsłona przypomina wulkaniczne wyziewy po wielogodzinnej erupcji, szósta zdaje się rodzić w bliżej niesprecyzowanej otchłani głębokiej krypty. Tu dominuje hałaśliwy minimalizm, co stawia muzyków w nowej, jakże ciekawej sytuacji scenicznej. Finał albumu nie jest bynajmniej pożegnalną balladą. To cios prosto w szczękę, masywny, dynamiczny, kompulsywny. Ostatnia prosta jest intrygująco mroczna.

 


Ed Jones & Emil Karlsen Liminal Spaces

Saint Augustine's Wrangthorn, Leeds, marzec 2024: Ed Jones – saksofon tenorowy i sopranowy oraz Emil Karlsen – perkusja. Jedenaście improwizacji, 62 minuty.

Kolejne spotkanie międzypokoleniowe, tym razem brytyjsko-norweskie. W tym gronie z muzyką perkusisty jesteśmy definitywnie na bieżąco, co innego z dokonaniami saksofonisty. A warto wiedzieć, że Ed Jones na początku ostatniej dekady poprzedniego wieku grywał w jazzowych projektach samego Johna Stevensa. Teraz, poniekąd odkurzony przez dużo młodszego kolegę, powraca definitywnie dużymi literami. Album wypełniony jest smakowitymi improwizacjami, dramaturgia trzyma poziom, muzycy zgrabnie unikają jazzowych grepsów, bywają oniryczni, wręcz medytacyjni, a jeśli sięgają po emocje godne free, robi się naprawdę gorąco.

Muzycy rozwijają swoją opowieść w skupieniu, pieczołowicie budując poszczególne wątki. Pierwsze cztery improwizacje trwają po 4-5 minut i udanie wprowadzają nas w klimat ekspozycji. Od akustycznego ambientu, po zwinny, melodyjny post-jazz. Dużo w nim nostalgii, spokoju, jakże kreatywnej filigranowości. Dobra komunikacja, szczypta rytuału, specyficznej ceremonii, tudzież minimalizmu bez epatowania zbędną ekspresją, to podstawowe atrybuty narracji. Kojący niepokój niebanalnej dramaturgii. Piąta opowieść trwa tu prawie kwadrans. Od chmury rezonujących fraz, przez melodyjne pętle po intrygujące interakcje w naszej ulubionej formule call and response. Kolejne trzy opowieści, to miniatury. Od leniwych, minimalistycznych post-melodii, po definitywnie open jazzowy drive. Dziewiąta opowieść zdaje się rozwijać wątek zadzierzgnięty w poprzedniej, niespełna minutowej narracji. Jest dynamika, są prawdziwie free jazzowe zagrywki i dużo jakości z obu stron. Ostatnie dwie improwizacje udanie reasumują album. Pierwsza stawia na preparacje, rzadko stosowane dotychczas, druga, wyposażana w intrygujące intro, jest melodyjną, pożegnalną balladą, na końcu której czeka na nas dynamiczna niespodzianka.

 

  

wtorek, 22 lipca 2025

John Butcher & John Edwards! This Is Not Speculation!


Brytyjskie legendy muzyki swobodnie improwizowanej, saksofonistę Johna Butchera i kontrabasistę John Edwardsa spotykamy w bawarskim Monachium. Jesienią, niespełna dwa lata temu, artyści zagrali tu koncert, który uformowany został w cztery opowieści (trzy długie i drobny encore) i pomieszczony na poręcznym dysku kompaktowym. Bez zbędnych introdukcji zasiadamy do odsłuchu, radzi, że takie smakowite nagrania upubliczniane są także przez krajowych edytorów (a spodziewać się możemy w tym roku tak zwanego ciągu dalszego).

So, welcome!

 


Pierwsza improwizacja trwa ponad dwadzieścia minut, a jej otwarcie wydaje się pozornie spokojne, ale definitywnie podszyte nerwowym oczekiwaniem na rozwój wypadków. Gryf kontrabasu drży, z tuby saksofonu tenorowego dobywają się tumany kurzu i szumu. Genialnie skomunikowani od lat artyści nie potrzebują wiele, by wykreować wielowątkową narrację. Od brudu do czystego frazowania, od kameralnego post-jazzu po ekspresje swobodnego post-baroku. Kontrabasista swoim zwyczajem pracuje w trybie podwójnym, jego arco zlewa się z pizzicato w jeden strumień wspaniałości. Saksofonista także reaguje w typowy dla siebie sposób – zawsze znajdzie odpowiedź, chętnie podpowie nowy kierunek akcji. Tu spotkanie Czterech Pór Roku z Machine Gun nie jest niemożliwe. Smyczek potrafi budować ekspozycje godne emocji soczystego rocka, saksofonista nasączony post-jazzem jest przygotowany na wszystko. Bywa, że reakcją na smyczkowe tango jest tu olimpijski spokój saksofonu. Dynamika nie jest atrybutem całości nagrania - bardziej żwawe akcje stanowią raczej wyróżnik, który udanie podkreśla odcinki, które muzycy budują z rozwagą, na dużym spokoju. W połowie improwizacji opowieść delikatnie stopuje, a artyści przechodzą w fazę medytacyjną. Saksofon ucieka jednak pod nieboskłon, burząc idee odpoczynku. Reakcją kontrabasu jest garść dynamicznych podskoków i soczystych riffów. Finałowa część pierwszego fragmentu sięga po spokojny post-jazz, perfekcyjne ugaszony wprost w ciszę, która w wersji live była zapewne wypełniona rzęsistymi oklaskami.

Druga improwizacja trwa ponad trzynaście minut i toczy się bliżej rejonów ciszy, pełna jest urokliwych, preparowanych fraz. Artyści przypominają teraz pasikoniki, które skaczą po zroszonej poranną mgłą łące. Na etapie rozwinięcia chętnie sięgają po atrybuty wyważonego post-jazzu, a potem przechodzą w strefę wyjątkową pięknych, rezonujących dronów. Puentą tej odsłony koncertu są post-barokowe westchnienia. Początek trzeciej opowieści, która także trwa kilkanaście minut, to chmura szmerów, szumów i cmoknięć, a potem zgrzytów i obcierek. Tu narracja dostarcza kilka akcji solowych, na ogół krótkich, z miejsca komentowanych przez interlokutora. Dodajmy, iż w grze na dłuższą chwilę pojawia się saksofon sopranowy. W drugiej fazie improwizacji nie brakuje bardziej dynamicznych akcji, inicjowanych na ogół kontrabasowym pizzicato. Samo zakończenie utworu śmiało możemy uznać za najbardziej ekspresyjny moment wieczoru. Albumowe encore płynie z kolei z dna głębokiej krypty. Opowieść nasączona jest delikatną melodyką w tonie definitywnie pożegnalnym. Obaj muzycy śpiewają czyniąc to niemal imitacyjnie. Ostatnia prosta jest jednak, zaskakującym w tej sytuacji dramaturgicznej, drobnym spiętrzeniem.

 

John Butcher & John Edwards This Is Not Speculation (FSR Records, CD 2025). John Butcher – saksofon tenorowy i sopranowy oraz John Edwards – kontrabas. Nagrane w Einstein Kultur, Monachium, październik 2023. Cztery improwizacje, 51 minut.