Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anaïs Tuerlinckx. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anaïs Tuerlinckx. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 października 2025

Anaïs Tuerlinckx i John Butcher na nowych albumach dokumentujących Call and Response 8. Spontaneous Music Festival


(informacja prasowa)

 

Dziewiąta odsłona poznańskiego Spontaneous Music Festival wystartowała z hukiem dokładnie we czwartek drugiego października. Jednym z rytuałów imprezy są nowe płyty z nagraniami zarejestrowanymi w trakcie edycji poprzedniej. Nie inaczej jest w tym roku. W piątek 3 października swoje światowe premiery mają albumy Spontaneous Live Series 016 i 017. Oba są już dostępne zarówno w formie plików elektronicznych, jak i na nośnikach fizycznych, tu tradycyjnie poręcznych płytach kompaktowych.

  


Na katalogowej szesnastce pomieszczono dwa festiwalowe sety, w jakich wystąpiła w roku ubiegłym belgijska pianistka Anaïs Tuerlinckx. W drugi dzień imprezy (dokładnie z piątek) improwizowała po raz pierwszy (a zatem w tzw. secie ad hoc) z niemieckim saksofonistą Jonasem Engelem. Ów zakochany w preparacji duet przez wielu uznany został za jedno z najbardziej spektakularnych wydarzeń ubiegłorocznej edycji Spontaneous Music Festival. Na albumie SLS 016 odnajdziemy również sobotni set pianistki, tym razem poczyniony w towarzystwie jej stałej partnerki artystycznej Andrei Ermke, wykorzystującej w trakcie scenicznej pracy dźwiękowej mini-dyski zawierające sample i fonie szeroko rozumianego otoczenia. Jak wspominano w festiwalowych relacjach prasowych:  od subtelnej ciszy do ceremonialnego hałasu – to była droga, jaką przebyły na scenie Dragona artystki z Berlina.

Spontaneous Live Series 016: Anaïs Tuerlinckx with Jonas Engel and Andrea Ermke Live at 8th Spontaneous Music Festival (Spontaneous Music Tribune, CD 2025). Anaïs Tuerlinckx – fortepian preparowany, Jonas Engel – saksofon altowy (pierwsza improwizacja), Andrea Ermke – mini discs, sample (druga improwizacja). Nagrane 4 i 5 października 2024, Dragon Social Club, Poznań. Dwa utwory, 56 minut.

https://spontaneousliveseries.bandcamp.com/album/spontaneous-live-series-016

 


Z kolei album cyklu oznaczony numerem katalogowym 017 zawiera finałowy set poprzedniej edycji festiwalu. Tak pisano o nim w relacjach prasowych: Finał imprezy przypadł w udziale Large Ensemble, dla którego notyfikację (scenariusz improwizacji) przygotował John Butcher. Koncert mienił się intrygującą, jakże zmienną dramaturgią. Tentet dzielił się raz za razem na duety, tria czy kwartety. Sięgał po atrybuty swobodnego jazzu, niuanse kameralistyki, miał też w części środkowej piękną ekspozycję dronową graną pełnym zestawem instrumentalnym. Dodajmy, iż na etapie produkcji albumu formacja – wedle woli saksofonisty - przejęła ostatecznie nazwę własną Dragon 10, a wykonany przez nią utwór Poznań Contours.  

Spontaneous Live Series: John Butcher’s Dragon 10 Live at 8th Spontaneous Music Festival (Spontaneous Music Tribune, CD 2025). John Butcher – saksofon tenorowy, sopranowy, notyfikacja graficzna, Mark Wastell - instrumenty perkusyjne, Phil Durrant - elektryczna mandolina, Luís Vicente - trąbka, Salvoandrea Lucifora – puzon, Adam Pultz Melbye – kontrabas, Ståle Liavik Solberg - perkusja, Anna Jędrzejewska - fortepian, Ksawery Wójciński - kontrabas oraz Ostap Mańko - skrzypce. Nagrane 6 października 2024, Dragon Social Club, Poznań. Jeden utwór, 29 minut.

https://spontaneousliveseries.bandcamp.com/album/spontaneous-live-series-017

 

 

 

piątek, 29 sierpnia 2025

The August’ Round-up: Shifa! Türköz & Tuerlinckx! Zwerver! Hera Corp.! Karałow & Noetinger! Martial! New Bone!


Sierpniowa zbiorówka świeżych recenzji wystawiona na widok Waszych pazernych oczu i zasobność Waszych portfeli! Zapraszamy do lektury, a potem na zakupy! Wspierajcie kulturę wysoką, cokolwiek to znaczy!

Dziś osiem albumów z muzyką improwizowaną, ale także z kompozycjami współczesnymi i jazzowymi. A zatem po kolei: londyńskie, post-jazzowe trio, berlińska mantra na preparowane piano i szalony glos, holenderskie trio post-chamber, dwie ekspozycje syntezatora modularnego w tajemniczych duetach prosto z Katalonii i Serbski, duet polsko-francuski ze znaczącym udziałem elektroniki, a na koniec francuska, komponowana muzyka współczesna na instrumenty własnej produkcji oraz garść main-streamowego jazzu prosto z Polski. Nie będziecie się nudzić choćby przez sekundę.

Welcome to heaven and hell of improvised music!

 


Shifa شفاء (Rachel Musson, Pat Thomas, Mark Sanders) Ecliptic (Discus Music, CD 2025)

Cafe Oto, Londyn, luty 2023: Rachel Musson – saksofon tenorowy, Pat Thomas – fortepian oraz Mark Sanders – perkusja, instrumenty perkusyjne. Jedna improwizacja, 46 minut.

Nasza ulubiona scena londyńska, na niej międzypokoleniowe trio wytrawnych instrumentalistów, a w jego wykonaniu soczysta, post-jazzowa improwizacja, w której nie brakuje emocji godnych free, ale także chwil adekwatnej dramaturgicznie zadumy. Nic, tylko wpaść w sidła tej muzyki i czerpać dozgonną przyjemność.

Artyści ruszają do boju w kolektywnym szyku. Pianista zaczyna od trybu inside piano, czyniąc ciekawy dysonans w kontekście linearnych, nasyconych sporymi emocjami akcji saksofonistki i perkusisty. Pierwszy kwadrans, to systematyczne narastanie, realizowane także w podgrupach, ze szczególnym uwzględnieniem free jazzowego duetu piano & drums. Opowieść ma swój wyraźny rytm, a muzycy zdają się czerpać dużą przyjemność z wyważonego eskalowania ekspresji. Po upływie kilkunastu minut zatapiają się w chmurze rezonansu i pozostają w niej na wiele minut, budując wyjątkowo uroczą ekspozycję. Po restarcie ich akcje nabierają bluesowego posmaku i nienachalnej melodyki, o co dba tu każdy. Koniec drugiego kwadransa, to kolejna okazja do pooddychania chłodnym powietrzem. Trzeci kwadrans koncertu pełen jest kompulsywnych zdarzeń - permanentnych turbulencji na werblu i tomach, soczystych, rytmicznych melodii na klawiaturze i sumiastych wyziewów z samego dna dętej tuby. Zakończenie spektaklu zdaje się pozostawać na barkach saksofonu tenorowego.

 


Saadet Türköz & Anaïs Tuerlinckx Le chant des noiseuses (Scatter Archive, DL 2025)

Ausland, Berlin, grudzień 2024: Anaïs Tuerlinckx – fortepian, preparacje oraz Saadet Türköz – głos, teksty. Jedna improwizacja, 38 minut.

Czas na ceremoniał niesionego pogłosem inside piano i głosu jedynego w swoim rodzaju. Pianistce bliżej tu do rytualnego hałasu niż fortepianowego liryzmu, wokalistka śpiewa wszystkimi językami świata, a pokłady ekspresji zgromadzone w jej głowie i gardle zdolne są przenosić góry. Ten niezwykły album trwa ledwie 38 minut, ale można przysiąc, iż to prawdziwa wieczność, która nie ma początku, ani końca.

Delikatny, filigranowy początek, jakby każda fraza czy oddech testowały, jak działa echo. Szmery, szelesty, drżenia i dotkliwe cierpienie płynące zarówno z gardła, jak i ze strun zanurzonych w głębinach piana. Artystki wspinają się na szczyt już w piątej minucie, a potem godzinami zsuwają się z niego w mroczne grzęzawisko. Pianistka wykorzystuje wyjątkowo szerokie spektrum dźwięku, ale jej partnerka zdaje się te parametry podwajać. Śpiewa, recytuje, snuje wokalizy. I niesie nam zdecydowanie złe nowiny. Po kwadransie obie zastygają w błocie ambientu, ale już po kolejnych kilku minutach płoną na stosie post-industrialu. Po tych traumatycznych przejściach wracają do rytuałów początku spektaklu. Piano drży, głos najpierw sięga po bliskowschodnią mantrę, a potem jodłuje i wesoło pokrzykuje. W międzyczasie docierają do nas matowe dźwięki klawiatury, jakby na przekór zastanej konwencji. Ostatnie pięć minut koncertu, to tajemnicze melodie ze strun piana okraszane piskiem wokalistki. Finał jest rozkołysany i dogasa nutą rezygnacji.

 


Zwerver, De Joode & Vatcher Brisky (Bandcamp’ self-release, DL 2025)

Zaal100, Amsterdam, marzec 2025: Henk Zwerver – gitara, Wilbert de Joode – kontrabas oraz Michael Vatcher – perkusja. Siedem improwizacji, 32 minuty.

Trzech holenderskich zakapiorów, weteranów nie jednej improwizowanej batalii w bezpretensjonalnej, równie post-jazzowej, jak post-kameralnej opowieści popełnionej w zacnym przybytku kultury wysokiej miasta rowerów, kanałów i definitywnie dobrych obyczajów. Krótki koncert bez jednego zbędnego dźwięku składa się z sześciu epizodów i ekspresyjnego encore.

Jego początek brzmi szorstko, jest leniwy, ale opowieść szybko nabiera dynamiki. Usłana jest tysiącem małych, zgrzebnych interakcji. Suche struny gitary, dobrze naoliwiony smyczek kontrabasu i błyszczące talerze zestawu perkusyjnego. Utwory drugi i czwarty mają piękne, jakże mroczne introdukcje. Potem akcja robi się zwinna, nieco rozkołysana, zdolna do istotnie jazzowego zgęstnienia. W trzecim, nieco nerwowym epizodzie na gryfie gitary sadowi się źdźbło bluesa. Narracja nabiera tu tempa, a na twarzy Dereka Baileya pojawia się niewymuszony uśmiech. W epizodzie czwartym podobać się może trójstronna rozmowa prowadzona w estetyce call and response, a w piątym zaskakująca nuta swingu. Z kolei szósta szyta jest ze strzępów fonii, choć balladowa, ma w sobie dużo złych emocji. Rzeczony bis, to bodaj najbardziej energetyczny fragment koncertu. Muzycy zanęcają się nad swoimi instrumentami, jakby to miał być ich ostatni koncert.

 


Ilia Belorukov & Nenad Marković Signs of Suspicious Activity (Hera Corp., Kaseta 2025)

kuda.org studio, Novi Sad, Serbia, sierpień i grudzień 2024: Ilia Belorukov – syntezator modularny oraz Nenad Marković – trąbka, preparacje, instrumenty perkusyjne. Pięć improwizacji, 39 minut.

Pierwsza z zapowiadanych przygód syntezatora modularnego. Tu odnajdujemy go w rękach muzyka, którego pierwszym narzędziem pracy jest saksofon (świetnie o tym wiedzą stali czytelnicy tych łamów) i to zdaje się doskonale pomagać mu w budowaniu niebanalnej, niekiedy filigranowej narracji na zwojach analogowych kabli, tu w towarzystwie kompetentnego, preparującego trębacza, doposażonego odrobiną perkusjonalii.

Inauguracja albumu skrzy się od emocji i urokliwie hałaśliwych dźwięków. Syntezator zgrzyta zębami, trąbka przedmuchuje lodowate powietrze. Ten pierwszy potrafi tu brzmieć niczym gitara elektryczna, ta druga jak silnik wysokoprężny. Jeszcze w tej części albumu mamy wrażenie, że słyszymy kołujący śmigłowiec niesiony czystym brzmieniem trębackiej melodii. Drugi utwór, to wielkie drżenie. Tu wydaje się dla odmiany, że modularny ma struny. Trzecia opowieść to zwinna batalia short-cuts – gęsta, świetnie skomunikowana. Początek czwartej części, to krwawy hałas, ale zaraz potem improwizacja grzęźnie w mroku rozkojarzenia, a modularny i trąbka brzmią identycznie, bardzo akustycznie. Ostatni epizod, to prawdziwa perła w koronie. Syntezator przypomina stygnącą lawę, trąbka rozsiewa melodie posuwistym dronem. Opowieść, to medytacja prowadzona tuż przed nosem plutonu egzekucyjnego. Pięknie wystudzona do ostatniego dźwięku.

 


JL Maire & Alfredo Costa Monteiro Estelas (Hera Corp., Kaseta 2025)

Mont Efímer, Barcelona, wrzesień 2024: J.L.Maire – syntezator modularny oraz Alfredo Costa Monteiro – urządzenia elektroakustyczne. Dwie improwizacje, 33 minuty.

Tym razem nasz modular odnajdujemy w okolicznościach definitywnie elektroakustycznych. Dwie rozbudowane improwizacje mienią się tu szeroką paletą na ogół syntetycznych barw. Od pierwszej do ostatniej sekundy słucha się tego wyśmienicie, niekiedy z pewnym zdumieniem co do pomysłowości artystów i uzyskiwanych efektów brzmieniowych.

Plejada elektroakustycznych pisków obleczona zostaje na starcie albumu grubą warstwą dubowego echa płynącego zapewne z samych trzewi syntezatora modularnego. Feeria dźwięków formuje się w okazjonalne drony, okraszone drobnymi przepięciami i zgrzytami. Całość przypomina gęsty, zdewastowany, napromieniowany złem ambient zebrany z przegniłych zwłok akustyki. Finał jest efektowny, pulsujący nieistniejącym beatem. Druga improwizacja wydaje się jeszcze groźniejsza, bardziej mroczna, spowita mgłą nieokreśloności. Tu flow jest lepki jak wulkaniczna lawa, a narracja staje się zdecydowanie pokaźną porcją zdrowego hałasu. Z czasem muzycy zdają się zdejmować nogę z gazu i popadać w drobną melancholię. Samo zakończenie zostaje wyczyszczone z brudu, jest szkliste, zaskakująco melodyczne.

 


Andrzej Karałow & Jérôme Noetinger L'ivresse transfigurée (Crossroads Centre, LP 2025)

Andrzej Karałow’s home studio, maj 2024: Andrzej Karałow – fortepian, Roland space echo, oraz Jérôme Noetinger – Revox B77, elektronika. Sześć improwizacji, 41 minut.

Kolejna w dzisiejszej zbiorówce porcja akustyki w zetknięciu z szerokopasmową elektroniką. Sześć zgrabnych opowieści z dobrze zarysowaną dramaturgią. Czasami ich tempo wydaje się zbyt jednostronne, a poziom interakcji między tym, co żywe, a tym co syntetyczne nazbyt śladowy. Ale jako całość ta polsko-francuska kooperacja definitywnie godna jest zapamiętania.

Frazy inside piano i filigranowa elektronika przypominająca szmer owada w locie opadającym, to atrybuty otwarcia. Minimalistyczny flow nie zmienia swojego charakteru nawet, gdy pianista przenosi się na klawiaturę, a elektronik plecie intrygujący, mroczny background. Kolejne dwie opowieści zdają się kontynuować zastaną estetykę, przy czym akcje syntetyczne chętniej wychodzą przed szereg. Czwarta odsłona na etapie rozwinięcia wnosi do improwizacji powiew zdecydowanie większej ekspresji. Dwie ostatnie odsłony albumu znów stawiają na minimalizm z preparowanym piano i elektroakustycznymi subtelnościami, które pęcznieją z czasem do poziomu inwazyjnego szumu. Samo zakończenie sprawia wrażenie dramaturgicznego rozdroża. Być może płyta mogłaby zakończyć się kilka minut wcześniej.

 


Vincent Martial La cloche qui résonne (Mazeto Square, CD 2025)

Studio Climax, Loupian, Francja, kwiecień 2024: Vincent Martial (kompozycje), Marc Siffert, Camille Emaille, Bertrand Fraysse, Jean-François Oliver, Fabien Nicol oraz d’Elsa Jauffret – instrumentarium nieokreślone. Piętnaście utworów, 50 min.

Przed nami płyta z materiałem skomponowanym na septet, którego instrumentarium nie jest precyzyjnie wskazane w albumowym credits. Mówi się tam jedynie o instrumentach tradycyjnych (standardowych) i tzw. instrumentach eksperymentalnych, innymi słowy, stworzonych przez kompozytora i autora całości Vincenta Martiala. Ta dość szalona opowieść na tajemnicze dźwięki dęte, niekiedy także strunowe i perkusyjne, dzieli się na siedemnaście epizodów, które trwają od kilkudziesięciu sekund do niespełna sześciu minut. Większość z nich sprawia wrażenie ekstraktów, wycinków większej całości, na ogół imponujących brzmieniem i w skończonej liczbie przypadków niebanalną dramaturgią.

Nagranie skonstruowane jest prawdopodobnie wyłącznie z dźwięków akustycznych, ale w wielu momentach sprawia wrażenie … elektroakustyczne. Szczególnie wtedy, gdy basowe pasma zaczynają pulsować i tworzyć coś na kształt beatu o definitywnie syntetycznym posmaku. Większość ekspozycji ma charakter dronowy, niekiedy bardzo masywny, nasycony zarówno rezonującymi frazami, jak foniami śmiało zasługującymi na miano noise’owych. Nie brakuje także opowieści szemranych, szumiących, będących efektem perorowania tajemniczego instrumentarium. W ważnych dla dramaturgii całości momentach ekspozycje nabierają perkusyjnego, czy wręcz multifonicznego charakteru. Album na dystansie pięćdziesięciu minut usłucha się świetnie, choć być może, gdyby wybrało się z niego kilka wątków i kreatywnie je rozwinęło, dzieło Martiala byłoby jeszcze bardziej intrygujące.

 


New Bone Sorrow (CM Records, CD 2025)

Czas i miejsce nagrania nieznane: Tomasz Kudyk - trąbka, flugelhorn, Marcin Konieczkowicz - saksofon altowy, Dominik Wania – fortepian, Maciej Adamczak – kontrabas, Dawid Fortuna – perkusja oraz gościnnie duet wokalny: Zuza Baum i Jan Piwowarczyk (w dwóch utworach). Osiem utworów, 62 minuty.

Czas na jazz definitywnie mainstreamowy. Formacja z trzydziestoletnim stażem, bodaj jej siódmy album. Kompozycje własne, zarówno lidera, tu trębacza, jak i członków zespołu, improwizacje, kody etc. Wszystko, co kojarzymy z jazzem środka, wszystko, co dla pewnej grupy słuchaczy jest jedynym sensem, tudzież właściwym konglomeratem dźwięków i dramaturgii. Dla niżej podpisanego wszakże kolejnym dowodem na to, że jazz w tej formie nie jest zjawiskiem nadmiernie intrygującym.

Ciekawym pociągnięciem w obliczu melodyjnych, spokojnych, niekiedy ckliwych tematów jest dokooptowanie do kwintetu dwójki wokalistów. W utworze trzecim śpiewają swingującą sambę i nadają leniwej dotąd płycie odrobinę dobrej dynamiki. W utworze ostatnim wprowadzają do nagrania elementy hip-hopowe i drum’n’bassowe, tworząc ciekawy dysonans estetyczny i dramaturgiczny. Zdecydowanie najciekawszym utworem jest tu kompozycja siódma, oparta ma masywnym groove kontrabasu. Gdyby jeszcze solowe ekspozycje pozostałych członków kwintetu miały w sobie więcej ekspresji, być może byłaby nadzieja, że New Bone jest w stanie wyrwać się z jarzma przewidywalności.  




wtorek, 20 maja 2025

Anaïs Tuerlinckx & Simon Rose in Parle!


Zapraszamy do dwóch przybytków kultury miejskiej w stołecznym Berlinie. W miejscu zwanym Hošek Contemporary spędzimy dwadzieścia minut, zaś w bardziej rozpoznawalnym medialnie Kühlspot Social Club kolejne siedemnaście. W roli aktorów obu przedsięwzięć improwizacyjnych odnajdujemy belgijską pianistkę Anaïs Tuerlinckx i brytyjskiego saksofonistę Simona Rose’a. Ta pierwsza wyposażona jest w tak zwany string box (niewykluczone, że to fragment fortepianu, ale to tylko domysły) i syntezator, ten drugi dzierży w dłoniach muskularny baryton.



 

Schłodzone wyziewy z tuby saksofonu i rezonujące struny, które brzmią niczym opajęczone, nieużywane od stuleci organy kościelne, tworzą powitalny ceremoniał trwogi i drżenia. Narracja szybko wpada w drobne rozkołysanie – struny potrafią tu brzmieć niczym cytra i łapać efektowne echo, drony saksofonu płynąć szerokim pasmem zróżnicowanych emocji. Bogata dramaturgia obejmuje tu zarówno chwile poszukiwania ciszy i łapania oddechu, jak i strzępy nerwowych odruchów, tłumionych okrzyków, parsknięć i przedechów. W pewnym momencie w strumieniu dźwiękowych nieoczywistości pojawiają się pierwsze smoliste pasma syntezatora. To on sprawia, iż improwizacja przez kilka chwil nosi znamiona dość głośnej, po czym niespodziewanie lokuje się w mrocznej szarudze post-akustycznego ambientu. Tymczasem artyści, pomni upływającego czasu, konstruują nowy wątek. Wytłumione, szemrzące farzy płyną z głębokiej krypty, oprószone upływającym czasem. Lamenty, skowyty, rezonujące przedmioty w stale pogłębiającym się echu martwej przestrzeni. Opowieść nabiera wszakże rumieńców – barytonista zaczyna szukać post-jazzu, z kolei pianistka bez fortepianu elektroakustycznie szeleści. Wszystko nasiąka tajemniczą melodyką. Muzycy skupiają się na drobiazgach, pochylają nad każdym dźwiękiem, medytują na wydechu.

Druga opowieść trwa ledwie pięć minut. Jej początek jest minimalistyczny, znów ceremonialny, ale tkany z drobnych, ledwie słyszalnych dźwięków – drżących, rozkołysanych, broczących w gęstym echu. Wraz z rozwojem sytuacji drony saksofonu zaczynają pulsować, a szmery elektroniki iść z nim w parze. Improwizacja jest tu równie ognista, jak utulona w niepokojącej ciszy. Trzecia historia trwa ponad dwanaście minut i w tym zestawie wydaje się najbardziej energetyczna, nasączona zarówno post-jazzem barytonu, jak i gęstą, multimedialną narracją strun i syntezatora. Przynajmniej w pierwszej fazie. W połowie wszystko niespodziewanie tonie w szorstkim ambiencie i zaczyna się wielominutowy dialog z migoczącą ciszą. Piękno tej fazy koncertu nie da się z niczym porównać. Lekka jak puch, mroczna, zastygła, lamentująca. Na zakończenie tego niebywałego spektaklu artyści serwisują nam kolejną niespodziankę. Biorą głęboki oddech, zaczynają rezonować i wspinać się na krótkie, ale jakże efektowne wzniesienie.

 

Anaïs Tuerlinckx & Simon Rose Parle (Scatter Archive, DL 2025). Anäis Tuerlinckx - string-box, syntezator oraz Simon Rose – saksofon barytonowy. Nagrane w Hošek Contemporary, Berlin, wrzesień 2023 (pierwszy utwór) oraz Kühlspot Social Club, Berlin, marzec 2024 (utwory drugi i trzeci). Łącznie 37 minut.



 

wtorek, 28 stycznia 2025

Burkhard Beins in Eight Duos!


Ubiegły rok obfitował w okrągłe urodziny znamienitych postaci muzyki free jazzowej i improwizowanej. Także na tych łamach hucznie obchodziliśmy osiemdziesiąte urodziny Evana Parkera, czy też siedemdziesiąte Johna Butchera. W roli hołubionych jubilatów wystąpili także Agustí Fernández, czy też o dekadę od niego młodsi Mats Gustafsson i Ken Vandermark.

W październiku 2024 okrągłe, sześćdziesiąte urodziny celebrował także niemiecki multi-instrumentalista Burkhard Beins, muzyk tysiąca talentów, choć rzadziej goszczący na pierwszych stronach nieistniejących gazet poświęconych wyłącznie muzyce improwizowanej. W ostatni weekend października w Berlinie odbyło się jubileuszowe koncertowanie, a luksemburska oficyna Ni Vu Ni Connu dostarczyła potrójny winyl, zawierający osiem duetów jubilata poczynionych z artystami różnych proweniencji. W każdym z nich Beins zaprezentował się w innym zestawie instrumentalnym, co doskonale obrazuje, jak wszechstronnym, multigatunkowym jest muzykiem. W trakcie nagraniowych sesji królowała improwizacja, ale na tych łamach świetnie wiemy, iż nie jest to jedyna metoda pracy twórczej tego wyśmienitego artysty.

Osiem nagrań duetowych zarejestrowano wiosną 2023 roku, a pomieszczono na sześciu stronach winylowych. Cztery duety trwają po około dwadzieścia minut i samodzielnie wypełniają stronę czarnego krążka, cztery powstałe, to interwały dziesięciominutowe i krótsze, dzielą zatem stronę z innym duetem.



Paradę duetów otwiera spotkanie z Andreą Neumann, która preparuje fortepian i korzysta ze stołu mikserskiego, dzięki któremu jej akustyczne frazy potrafią przepoczwarzać się w elektroakustyczne porcje wytrawnego hałasu. Beins korzysta z talerzy, które delikatnie amplifikuje oraz bębna basowego, na którym ugniata tajemnicze przedmioty. Ta improwizacja zlepiona jest z trzech samodzielnych opowieści. Pierwsza z nich jest skupiona, niemal rytualna, skoncentrowana na frazach w pełni akustycznych, rozrzucanych po przestrzeni, której echo zdaje się nie mieć końca. W drugiej części fonie płynące z inside piano pokrywają się kurzem czegoś definitywnie post-akustycznego i przybierają formę perkusjonalną. Wtóruje im pracujący w podobnej stylistyce Beins. Z kolei wątek trzeci nasycony jest pokrętną melodyką, dochodzącą z pudla rezonansowego fortepianu i napotykającą na dźwięki ugniatania przedmiotów na werblu. Poziom intensywności tego odcinka każe nam określić go mianem post-industrialnego.

Druga strona winyla konsumuje dwa duety. Ten pierwszy, w towarzystwie Michaela Renkela, to podwójny zestaw instrumentów perkusyjnych i strunowych. Artyści szarpią za struny, polerują je, uderzają w akcesoria perkusjonalne. Generują frazy czyste, ale także intensywnie preparowane. Nie brakuje brzmień gitarowych i przypominających cytrę. Z jednej strony zgrzebność post-bluesa, z drugiej rytuał celebrowania fraz akustycznych. Drugi duet, z Quentinem Tolimierim, to z kolei jazzowa narracja na klawiaturę fortepianu i perkusję. Opowieść ma kompulsywny drive, nabiera adekwatnej dynamiki i wpada we free jazzową repetycję. Dużo emocji, choć sama estetyka bardzo odległa od pozostałych duetów.

Na trzeciej stronie odnajdujemy nasze dobre znajome z ostatniej edycji Spontaneous Music Festival. Najpierw Andrea Ermke i jej mini dyski wyposażone w niepowtarzalne sample. Beins także korzysta z sampli, ale jego podstawowym narzędziem pracy jest syntezator analogowy. Kilkuminutowa narracja lepi się tu z wielu wątków, inteligentnie wplatanych w zwój narracji – skąpanych w deszczu miejskich odgłosów, wielokolorowych szumów i szmerów, wtrętów harsh-ambientu generujących klimat niemal post-industrialny i syntetycznych, niekiedy basowych pulsacji. Dramaturgię opowieści tworzą także dwukrotnie zamykające się z hukiem drzwi. Stronę uzupełnia duet w pełni akustyczny, z frazującą zarówno w formule inside, jak i outside piano Anaïs Tuerlinckx. Beins towarzyszy jej na instrumentach perkusyjnych. Po delikatnym otwarciu, pełnym separatywnych, drżących fonii opowieść nabiera intensywności, ale i mroku. Frazy piana szukają tu nieba, te z drżącego werbla wiją się po podłodze. Po krótkim wystudzeniu flow kreują filigranowe dźwięki fortepianowych strun i szeleszczących talerzy. Udręczona akustyka lepi się ostatecznie w dron rozśpiewanego rezonansu.

Druga strona drugiego krążka oddana została w ręce preparującego trąbkę Axela Dörnera i pracującego na werblu i obiektach jubilata. Blisko dziewiętnastominutowa improwizacja, to stan permanentnej zmiany dramaturgicznej. Opowieść początkowo sprawia wrażenie minimalistycznej, a muzycy wydają się oblepieni plastrami ciszy. Z czasem nie skapią nam jednak dobrze skonstruowanych eksplozji hałasu i narracyjnych zagęszczeń. Nawet jeśli delikatniejszym w tym gronie wydaje się Beins, także on, w konsekwencji wyłącznie udanych decyzji, jest w stanie opanować spektrum narracji. Gdy obaj muzycy zmyślnie preparują, dysonans poznawczy odbiorcy rośnie, a wskazanie źródła dźwięku wydaje się dalece utrudnione. Bywa, że frazują imitacyjnie, wtedy lepią się w jednorodny strumień intensywnego szumu. Ciekawym pomysłem, w kontakcie całości, jest faza subtelnie preparowanej trąbki, wspartej akcją perkusyjną.

Trzeci winyl na stałe przenosi nas do świata dźwięków nieakustycznych. Na pierwszej jego stronie odnajdujemy duet dwóch gitar basowych, podłączonych pod elektronikę. W roli partnera jubilata Tony Elieh. Najdłuższą improwizację w zestawie inauguruje ciężkie, dość leniwe, basowe frazowanie na lewej flance i porcja soczystej, na poły hałaśliwej elektroniki na flance przeciwnej. Flow dość szybko osiąga niemal noise’ową intensywność, ale już po kilku minutach klei się w jednorodny dron gęstego, szorstkiego ambientu, czyniąc ów moment bodaj najpiękniejszym fragmentem całego trójpaku. W środkowej części utworu muzycy zagłębiają się w hałaśliwej elektronice, by po niedługim czasie powrócić do basowego frazowania, tu czynionego z pewną dozą rytmu. Nim opowieść wygaśnie, muzycy serwują nam jeszcze porcje śpiewnego ambientu, zgrzytającego electro beatu, wreszcie minimalistyczny, basowy dialog, ostatecznie zatopiony w smudze ambientu.

Urodzinowy trójpak domyka duet z Martą Zapparoli. Tu ucieczka od akustyki jest już ostateczna – na stołach mikserskich lądują radiowe anteny i odbiorniki, magnetofony, walkie talkie, syntezator analogowy i dozowniki sampli. Artyści już na starcie budują wielowarstwowy dron, wypełniając go brzęczącym i pulsującym szumem. Systematycznie dokładają do niego kolejne elementy, sprawiając, iż w jego wnętrzu zaczynają toczyć się prawdziwe wojny światów. Po laserowym spiętrzeniu, w tyglu studzonych, całkiem mrocznych emocji pojawiają się sample z odgłosami, jakby nagle wszystkie stacje radiowe na ziemi rozpoczęły swój gadający broadcast. Ów zgiełk w eterze przechodzi różne stadia intensywności – najpierw jest plejadą elektroakustycznych iskierek, potem porcją zgrzytających usterek na łączach, wreszcie gasnącym, post-elektronicznym mrowiskiem.


Burkhard Beins Eight Duos (Ni Vu Ni Connu, 3 LP 2024)

LP1 A: Andrea Neumann - inside piano, mikser, Burkhard Beins – amplifikowane talerze, bęben basowy. LP1 B: Michael Renkel - struny, instrument perkusyjne, Burkhard Beins – struny, instrumenty perkusyjne; Quentin Tolimieri - grand piano, Burkhard Beins –perkusja. LP 2 A: Andrea Ermke – mini dyski, sample, Burkhard Beins – syntezator analogowy, sample; Anaïs Tuerlinckx - grand piano, Burkhard Beins – instrumenty perkusyjne. LP 2 B: Axel Dörner – trąbka, Burkhard Beins – werbel, obiekty. LP 3 A: Tony Elieh – gitara basowa, elektronika, Burkhard Beins – gitara basowa, elektronika. LP 3 B: Marta Zapparoli – anteny, odbiorniki, magnetofony, Burkhard Beins – syntezator analogowy, walkie talkie, sample. Nagrane w Morphine Raum, Berlin, marzec-kwiecień 2023. Osiem utworów, łącznie 117 minut.




piątek, 6 grudnia 2024

Confront Recordings’ three shots: Ensemble A! Loose Connections! Semiotic Drift!


Brytyjski Confront Recordings gra już od 28 lat i nie ustaje w dostarczaniu wyrafinowanej muzyki improwizowanej, zarówno w wykonaniu uznanych mistrzów, jak i równie cudownych aspirantów. Szefem labelu jest Mark Wastell, wiolonczelista, obecnie głównie perkusjonalista. Muzyk był jednym z gości ostatniej edycji poznańskiego Spontaneous Music Festiwal, a dragonowe półki z płytami uginały się od wydawnictw z logo CR. Przez lata owe płyty były umieszczane w metalowych pudełkach, a od pewnego czasu ich domem są zgrabne, czarno-białe digipacki. Jakby ich jednak nie pakować, w środku zawsze znajdziemy garść intrygujących dźwięków.

Dziś sięgamy po trzy albumy – dwa wydane w tym roku, jeden rok wcześniej. Co ciekawe, ani jedno nagranie nie powstało w Anglii. Dwie rejestracje pochodzą z Niemiec, jedna to nagrywka z dalekiego Oslo. Ośmioro muzyków, jako się rzekło – legendy gatunku, silna reprezentacja klasy średniej i młodzi, gniewni, wspaniali.



 

Ignaz Schick, Anaïs Tuerlinckx & Joachim Zoepf Ensemble A (CD, 2024)

Ignaz Schick - turntable, sampler, Anaïs Tuerlinckx – fortepian preparowany oraz Joachim Zoepf – klarnet basowy, saksofon sopranowy. Pierwsza kompozycja (autor: Zoepf) nagrana w Dock4, Kassel, druga (autor: Schick) w Loft, Kolonia - dwa kolejne dni maja 2023 roku. Łącznie 52 i pół minuty.

Zaczynamy od trójki artystów silnie związanych, choć nie zawsze rodowodem, z kreatywną sceną niemiecką. Pianistkę Tuerlinckx mieliśmy okazję gościć, podobnie jak Wastella, na tegorocznym Spontaneous Music Festival i nikt z grona słuchaczy, tudzież bacznych obserwatorów nie wyszedł z jej koncertów bez wypieków zachwytu na twarzy. Tu Belgijka, wyposażona jedynie w ciężką akustykę fortepianu, mierzy artystyczne siły z bystrą, nienachalną, zawsze kreatywną gramofonią i samplomanią Schicka, będąc – podobnie jak on – posadowiona na flance spektrum dźwiękowego. W jego środku odnajdujemy Zoepfa, muzyka zdecydowanie z tego grona najbardziej doświadczonego, klarnecistę i saksofonistę, któremu przypadła w udziale nade wszystko rola porządkującego ład narracyjny i kojącego emocje, jakie raz za razem eksplodują na rzeczonych, przeciwległych flankach opowiadania. Album konsumuje dwie długie improwizacje (tu zwane kompozycjami i nawet opatrzone nazwiskami autorów), poczynione w dwóch kolejnych dniach w różnych lokalizacjach. Każda z nich pełna jest jakości, warta wielokrotnego odsłuchu i wiecznego polecania.

Inside piano na drobnym pogłosie, dęte pomruki i garść szeleszczących fal radiowych, to migotliwa, dość mroczna aura otwarcia. Przypomina wystudzone z emocji miasto tuż przed niechcianym świtem. W fazie rozruchu najaktywniejsza jest elektronika, a ukryte na backgroundzie piano tylko incydentalnie przypomina o potencjale hałasu, jakie nosi jej zbierane dobrymi mikrofonami pudło rezonansowe. Wystarczy jednak kilka minut, by ów elektroakustyczny tryumwirat nabrał ekspresji i wyniósł opowieść do poziomu noise dramy. Dęciak (sopran naprzemiennie z klarnetem) też dmie tu ochoczo, a równowagę dramaturgiczną odzyskuje w kolejnej fazie nagrania, którą moglibyśmy nazwać płynną i posuwistą. Po upływie kwadransa muzycy fundują sobie kilka chwil względnego spokoju. Zasłuchują się w ciszę i cedzą frazy reagując na siebie najlepszą z metod – call and response. Ów stan letargu nie trwa jednak długo, a improwizacja szybko odzyskuje hałaśliwy wigor, tu doposażona sporą porcją meta melodii ze strun i tuby, a także uporczywym dźwiękiem zdartej płyty winylowej. Końcowe metry pierwszego seta muzycy pokonują w mroku, trzymają się ściany, by dojść do ostatniego dźwięku.

Drugi set rozpoczyna rozbudowana sekwencja silnie reaktywnych akcji perkusjonalnych. Ignaz ponownie staje na czele szeregu, Anaïs próbuje go temperować, ale sama jest kłębkiem nerwów. Nawet Joachim stylowo podryguje w oczekiwaniu na to, co wydarzy się za moment. Szczęśliwe tembr jego klarnetu basowego jest tu w stanie uspokoić każdego awanturnika. Zwarta, jakże cielesna narracja zwiera szyki bez zbędnej zwłoki. Przybywa akcji, zmyślnych reakcji, a cisza dawno nie ma już racji bytu. Po upływie dziesiątej minuty improwizacja przypomina burzę z piorunami. Dygoczą czarne klawisze piana, elektronika definitywnie hałasuje, a klarnet wpada w stan histerii. Opowieść dość niespodziewanie zyskuje teraz taneczny wymiar, także dzięki samplowanej ekspozycji drummingowej. W trakcie finałowych minut kołysze się na coraz silniejszym wietrze. Gdy wydaje się już, że koniec jest bliski, muzycy podnoszą lament, krzyczą i dewastują wszystko, co napotykają na swojej drodze. Jeśli pytacie o atmosferę ostatniej prostej – ściana dźwięku!



 

Paul Lytton & Georg Wissel Loose Connections (CD, 2024)

Paul Lytton - tabletop percussion, bits and pieces oraz Georg Wissel – preparowany saksofon altowy i tenorowy. Nagrane w Loft, Kolonia, wrzesień 2021. Trzy improwizacje, 45 minut.

Na tym albumie próżno szukać aspirującej młodzież. Brytyjska ikona gatunku i doświadczony niemiecki saksofonista, którego dokonania śledzimy dość konsekwentnie, spotkali się (nie pierwszy zresztą raz) w kolońskim Lofcie i swobodnie improwizowali, skupiając się na kreowaniu nowych dźwięków, cokolwiek byśmy pod tym pojęciem rozumieli. Opowiadanie jest wartkie, syci się mnóstwem brzmieniowych niuansów, a artyści świetnie trzymają dramaturgię. Jeśli w trakcie ich performansu choćby przez moment poczujemy smak elektroakustycznych eksperymentów rzeczonego Lyttona i Evan Parkera sprzed mniej więcej pięciu dekad, znaczy to, że ten album naprawdę nam się podoba.

Wissel na starcie serwuje szum z tuby, delikatne prycha i lepi krótkotrwałe drony. Jego instrument drży, a dysze stukają o korpus. Lytton koncentruje się na drobiazgach - metalowe kuleczki wirują w jakimś obłym kształcie, a talerze rezonują. Wokół muzyków kłębią się opary ciszy. Misterium gubienia tej ostatniej metodami na poły dynamicznymi, to obraz kolejnej fazy nagrania. Po siódmej minucie opowieść nabiera nieco linearnego kształtu, zdobiona akcjami drummingowymi. Po kilku kolejnych następuje … powrót do szemrzącej ciszy. Muzycy plotą pajęczyny mikro fraz, niczym symfonię muzyki konkretnej, ale po chwili, metodą punktową, wracają na dłużej do świata żywych. Świetnie teraz na siebie reagują, korzystają z falującej blachy, a potem kreują system drgających naczyń połączonych, łapiących rezonans, jak tonący brzytwy.

W momencie, gdy rozpoczyna się trzeci kwadrans nagrania Lytton stempluje werbel silnym uderzeniem, przez pewien czas efektownie szeleści, po czym spłoszony chowa się w kolejnej chmurze ciszy. Wissel czyni dokładnie to samo. Przez wiele minut delikatne frazy obu artystów szumią niczym wiatr w sitowiu. Ostatnie pięć minut spektaklu poświęcone zostaje na efektowny finał. Muzycy łapią rytm w żagle, tanecznie podrygują. Po kilku karkołomnych zakrętach, na silnym wydechu generują kiście mrocznych dronów i delikatnych, elektroakustycznych przesterów.



 

Maggie Nicols, Matilda Rolfsson & Mark Wastell Semiotic Drift (CD, 2023)

Maggie Nicols – głos, ręczne instrumenty perkusyjne, Matilda Rolfsson – bęben basowy, instrumenty perkusyjne oraz Mark Wastell – instrumenty perksyjne, bęben obręczowy, talerze. Nagrane w All Ears, Oslo, styczeń 2023. Jedna improwizacja, 34 minuty.

To muzyczne spotkanie z Oslo definitywnie konsumuje tezę zawartą w preambule confrontowego omówienia – na scenie prawdziwa legenda gatunku Nicols, która improwizowała jeszcze ze Spontaneous Music Ensemble, szef labelu Wastell, śmiało kwalifikujący się do miana znamienitej postaci londyńskiej sceny free impro i Rolfsson, szwedzka przedstawicielka młodej fali europejskiej improwizacji. Opowieść o korzennym, rytualnym wręcz posmaku – tylko glos i instrumenty perkusyjne, czasami w potrójnym wydaniu. Nagranie trwa niewiele ponad dwa kwadranse - nie urońmy z niego ani sekundy.

Inicjacja koncertu spoczywa na barkach obu zestawów perkusjonalnych – frazy z suchego werbla, talerze, kilka bardziej regularnych uderzeń, także frazy tapingowe pochodzące zapewne od wokalistki. Ta ostatnia wchodzi do gry zabawnie jodłując, a potem rysując bardziej linearną wokalizę. W tle formuje się delikatny drumming na cztery ręce, bogacony frazami preparowanymi. Flow opowieści jest umiarkowanie spokojny, niekiedy znaczony drobnym spiętrzeniem. Nicols serwuje jak zwykle szeroki wachlarz artystycznych środków wyrazu. W drugiej dziesiątce minut mruczy, piszczy, pojękuje, cedzi słowa w dziwnym dialekcie, może szkockim, cały czas mając wsparcie w perkusjonalistach, którzy raz za razem ślą garście zaskakujących dźwięków. W kolejnej dziesiątce minut wokalistka jest już wytrawną aktorką teatru dramatycznego, a także śpiewa liryczną piosenkę. Rolfsson i Wastell dokładają dzwonki, szemrzące frazy z werbli i niekończące się, figlarne zabawy z rytmem. Improwizacja ma wyjątkowo misterne zakończenie – Maggie snuje rozbudowaną wokalizę, a perkusjonalne zestawy Matildy i Marka drżą w oczekiwaniu na ostatni dźwięk.

 

 


wtorek, 8 października 2024

The report from Call and Response 8.Spontaneous Music Festival 2024!


Tegoroczna edycja poznańskiego święta muzyki improwizowanej miała dwóch głównych bohaterów, ale także całą resztę równie bohaterskich uczestników, w tym liczną i emocjonalnie reagującą publiczność.

Brytyjski saksofonista John Butcher rozpoczął w Poznaniu świętowanie 70-urodzin (których kulminacja nastąpi w londyńskim Cafe Oto w ostatni weekend tego miesiąca), z kolei protoplasta swobodnej improwizacji, onegdaj także współpracownik Butchera, perkusista John Stevens muzykuje w innej czasoprzestrzeni już od trzech dekad, ale on sam i jego dorobek artystyczny był każdego festiwalowego dnia należycie celebrowany. Pierwszy z headlinerów pojawił się na scenie aż czterokrotnie, ten drugi tylko raz – dzięki norweskiej realizacji telewizyjnej koncertu Spontaneous Music Ensemble z roku 1971, był za to wielokrotnie wspominany ze sceny w kontekście jego rewolucyjnych pomysłów na improwizowanie, zarówno w małych grupach, jak i dużych orkiestrach.



 

Czterodniowy maraton improwizacji rozpoczęła niebiletowana akcja w siostrzanym klubie Dragona – SARP Social Club. Cztery sety młodych artystów, do których definitywnie należy przyszłość gatunku. Były emocje, wysoki poziom artystyczny i zdecydowanie zadowolona publiczność, tu bardzo zróżnicowana zarówno wiekowo, jak i w kwestii oczekiwań wobec improwizowanego performansu.

Solowy set niemieckiego saksofonisty Jonasa Engela zdał się konsumować wszystkie zalety pierwszego dnia festiwalu. Były preparacje z wykorzystaniem werbla i metalowych akcesoriów, była pokaźna porcja saksofonu wbitego w elektronikę – z jednej strony wpadaliśmy się w wir post-electro, z drugiej w strumień podmuchów silnie sprężonego powietrza. Dla niektórych set Jonasa był za długi, ale jak sam muzyk skomentował w mediach społecznościowych – długie granie, to podstawa filozofii jego improwizacji. Dla odmiany set solowy argentyńskiej saksofonistki Sofii Salvo był ledwie 20-minutowy, w pełni akustyczny, ale równie ekspresyjny, o czym decydowało zarówno brzmienie barytonu, jak i niebywały temperament artystki. Program pierwszego dnia uzupełniły dwa lokalne składy improwizujące – poznański Czarnoziem (Dawid Dąbrowski na syntezatorze modularnym i Michał Giżycki na klarnet basowym i saksofonie sopranowym) oraz wrocławski Zdrój (Jakub Zasada na gitarze oraz Sebastiaan Janssen na perkusji). Z jednej strony mroczna, nisko osadzona improwizacja o intrygującej melodyce i dynamice, z drugiej post-punkowy ogień permanentnie łamanego rytmu. Jak się okazało stylistyka obu formacji nie była od siebie aż tak odległa, czego dowiódł ekspresyjny finał dnia, gdy do muzyków Zdroju dołączył Michał Giżycki.




Na pozostałe trzy festiwalowe dni przenieśliśmy się do klubu Dragon. Piątek podzielony został na dwie części. Najpierw, aż w trzech odsłonach, wysłuchaliśmy klasycznych dla Spontaneous Music Festival składów ad hoc, czyli pierwszych scenicznych spotkań artystów w zadanej konfiguracji personalnej. W pierwszej kolejności poszukające free jazzu trio Sofia Salvo (saksofon barytonowy), Anna Jędrzejewska (fortepian i elektronika) oraz Ståle Liavik Solberg (perkusja), które w trakcie rozwoju sytuacji dramaturgicznej intrygująco przesiąknęło kameralistyką i smakowitą nutą elektroakustyki. Potem zakochany w preparacji duet Jonas Engel (saksofon, trąbka, obiekty) i Anaïs Tuerlinckx (fortepian). Na koniec zaś najbardziej tu subtelny, wyciszony, pełen niuansów brzmieniowych duet Andrea Ermke (elektronika analogowa) i Ksawery Wójciński (kontrabas). Zwieńczeniem drugiego dnia był solowy występ Johna Butchera, najpierw na saksofonie tenorowym, potem sopranowym. Choć niżej podpisany wysłuchał w życiu wielu solowych koncertów saksofonowych, tak wyjątkowego – zarówno w kontekście brzmienia, jak i dramaturgii – być może jeszcze nie doświadczył. Trzydziestokilkuminutowy set jako dowód w sprawie, jak ważnym dla historii muzyki improwizowanej jest ten artysta.




Spontaniczna sobota pozbawiona był ad hocowych niespodzianek. Koncertowy dzień rozpoczął Adam Pultz Melbye setem solowym na kontrabasie wspomaganym akustycznym feedbackiem. Występ niebywałej urody rozpoczął się w trybie definitywnie minimalistycznym, zakończył niemal post-barokowym tańcem. Dodajmy, iż tego dnia Duńczyk prowadził także, przyjęte niemal entuzjastycznie, warsztaty dla młodych muzyków. Kolejnym wydarzeniem tego dnia był stale współpracujący ze sobą duet artystek, które poznaliśmy już dnia poprzedniego - Anaïs Tuerlinckx (fortepian preparowany) oraz Andrea Ermke (elektronika analogowa). Od subtelnej ciszy do ceremonialnego hałasu – to była droga, jaką przebyły na scenie Dragona artystki z Berlina. Trio Johna Butchera (saksofony), Marka Wastella (instrumenty perkusyjne) i Phila Durranta (elektryczna mandolina), to z kolei jeden z głównych momentów celebracji spuścizny po Johnie Stevensie. Skład nawiązujący zarówno w warstwie instrumentalnej, jak i dramaturgicznej do ostatniego składu Spontaneous Music Ensemble (z Johnem Butcherem!) spełnił chyba oczekiwania wszystkich – był niebywale różnorodny, a jednak zwarty, świetnie skonstruowany, pozbawiony zbytecznych akcji. Sobotni wieczór zwieńczył ekspresyjny, chwilami monumentalny spektakl free jazzu, nasączonego motoryką post-rocka – portugalsko-sycylijski kwartet Light Machina (João Valinho na perkusji, Luís Vicente na trąbce, Marcelo dos Reis na gitarze i Salvoandrea Lucifora na puzonie) zabrał nas w podróż zdobioną zarówno kolektywnymi, jak i indywidualnymi popisami improwizatorskimi.

Festiwalowa niedziela, to moment, gdy nazwiska Stevensa i Butchera były już odmieniane przez wszystkie przypadki. Zaczęliśmy od projekcji filmu, dokumentującego norweski koncert Spontaneous Music Ensemble z roku 1971 w składzie: John Stevens (instrumenty perkusyjne, trąbka kieszonkowa, głos), Ron Herman (kontrabas), Trevor Watts (saksofon sopranowy) i Julie Tippetts (gitara, głos). Potem zostaliśmy całkowicie uwiedzeni intuitywnym, perfekcyjnie skomunikowanym setem współpracujących ze sobą od dekady Johna Butchera (saksofony) i Ståle Liavika Solberga (perkusja). Po nich czekała nas chwila celebracyjnego oddechu w postaci dwóch setów ad noc, dodajmy setów równie udanych, jak spektakle piątkowe. Najpierw kwartet: João Valinho (perkusja), Anna Jędrzejewska (fortepian), Ksawery Wójciński (kontrabas) i Salvoandrea Lucifora (puzon), potem trio: Marcelo dos Reis (gitara), Ostap Mańko (skrzypce) oraz Adam Pultz Melbye (kontrabas). Pierwszy skład przejawiał ciągoty post-jazzowe, ale lubił tonować emocje, z kolei trio wychodząc z pozycji post-chamber sięgnęło niemal noise’owej estetyki.




Finał imprezy przypadł w udziale Large Ensemble, dla którego notyfikację (scenariusz improwizacji) przygotował John Butcher. Koncert mienił się intrygującą, jakże zmienną dramaturgią. Tentet dzielił się raz za razem na duety, tria czy kwartety. Sięgał po atrybuty swobodnego jazzu, niuanse kameralistyki, miał też w części środkowej piękną ekspozycję dronową graną pełnym zestawem instrumentalnym. Dodajmy, iż Large Ensemble obok lidera stworzyli: Mark Wastell (instrumenty perkusyjne), Phil Durrant (elektryczna mandolina), Luís Vicente (trąbka), Salvoandrea Lucifora (puzon), Adam Pultz Melbye (kontrabas), Ståle Liavik Solberg (perkusja), Anna Jędrzejewska (fortepian), Ksawery Wójciński (kontrabas) oraz Ostap Mańko (skrzypce).

Do zobaczenia za rok, jak zawsze w pierwszy weekend października!


Zdjęcie własne, nieobjęte ochroną praw autorskich:

(1) John

(2) Anaïs i Jonas

(3) Light Machina

(4) Large Ensemble (we fragmencie)



wtorek, 1 października 2024

Last Call for 8. Spontaneous Music Festival!


O ósmej edycji Spontaneous Music Festival stali bywalcy tych łamów wiedzą wszystko. Startujemy w najbliższy czwartek 3 października 2024 roku o godzinie 18.00 w SARP Social Club (dzień niebiletowany), a na kolejne trzy dni przenosimy się do Dragon Social Club (dni biletowane). Wszystko dzieje się w Poznaniu na Starym Rynku, tudzież jego najbliższej okolicy.

Poniżej prezentujemy pełny festiwalowy line-up (także z długo ukrywanymi składami ad hoc). Dołączamy także krótkie charakterystyki wszystkich artystów, jacy wystąpią na Festiwalu, doposażając je w linki do najbardziej interesujących nagrań.

Do zobaczenia!



 

Program Call and Response 8.Spontaneous Music Festival 2024

 

3 października, SARP Social Club (koncert niebiletowany)

18.00 Jonas Engel solo (saksofony i elektronika)

19.00 Czarnoziem: Dawid Dąbrowski (syntezator modularny), Michał Giżycki (klarnet basowy, saksofony)

20.00 Sofia Salvo solo (saksofon barytonowy)

21.00 Zdrój: Jakub Zasada (gitara), Sebastiaan Janssen (perkusja)

4 października, Dragon Social Club

18.00 Ad Hoc Trio: Sofia Salvo (saksofon barytonowy), Anna Jędrzejewska (fortepian), Ståle Liavik Solberg (perkusja)

19.00 Ad Hoc Duo: Jonas Engel (saksofony), Anaïs Tuerlinckx (fortepian)

20.00 Ad Hoc Duo: Andrea Ermke (elektronika), Ksawery Wójciński (kontrabas)

21.00 John Butcher solo (saksofony)

5 października, Dragon Social Club

11.00 Warsztaty dla muzyków (prowadzenie: Adam Pultz Melbye)

18.00 Adam Pultz Melbye solo (kontrabas FAAB)

19.00 Anaïs Tuerlinckx (fortepian preparowany), Andrea Ermke (elektronika)

20.00 Light Machina: João Valinho (perkusja), Luís Vicente (trąbka), Marcelo dos Reis (gitara), Salvoandrea Lucifora (puzon)

21.00 John Butcher (saksofony), Mark Wastell (instrumenty perkusyjne), Phil Durrant (elektryczna mandolina)

6 października, Dragon Social Club

16.00 Spontaneous Music Ensemble, Oslo 1971 (projekcja filmu): John Stevens (instrumenty perkusyjne, trąbka kieszonkowa), Ron Herman (kontrabas), Trevor Watts (saksofon sopranowy), Julie Tippetts (gitara, wokal)

18.00 John Butcher (saksofony), Ståle Liavik Solberg (perkusja)

19.00 Ad Hoc Quartet: João Valinho (perkusja), Anna Jędrzejewska (fortepian), Ksawery Wójciński (kontrabas), Salvoandrea Lucifora (puzon)

20.00 Ad Hoc Trio: Marcelo dos Reis (gitara), Ostap Mańko (skrzypce), Adam Pultz Melbye (kontrabas FAAB)

21.00 Large Ensemble: John Butcher (saksofony), Mark Wastell (instrumenty perkusyjne), Phil Durrant (elektryczna mandolina), Luís Vicente (trąbka), Salvoandrea Lucifora (puzon), Adam Pultz Melbye (kontrabas FAAB), Ståle Liavik Solberg (perkusja), Anna Jędrzejewska (fortepian), Ksawery Wójciński (kontrabas), Ostap Mańko (skrzypce)

 

Link do wydarzenia:

https://fb.me/e/3HtK8bRxM

 

Bilety:

Karnet na 3 dni: 200 zł normalny / 180 zł ulgowy*

Bilety jednodniowe: 80 zł normalny / 70 zł ulgowy*

Bilety do kupienia online >>> https://kbq.pl/136524

* po okazaniu ważnej legitymacji studenckiej, legitymacji uczniowskiej lub dowodu osobistego w przypadku 60+.

Organizatorami Festiwalu są Fundacja Mały Dom Kultury, Trybuna Muzyki Spontanicznej i Dragon Social Club.

Patronat medialny: Radio Afera, Jazzarium.pl, ImproSpot, Radio Jazzkultura.

Partner Festiwalu: Moon Hostels & Apartments

Zadanie współfinansowane ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego. Dofinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania. #poznanwspiera



 

John Butcher, wybitny brytyjski saksofonista, improwizator, odkrywca nowych lądów w dziedzinie freely improvised music. Choć jest młodszy o dekadę od ojców założycieli gatunku –Johna Stevensa, Evana Parkera, Trevora Wattsa czy Paula Rutherforda – wymienia się go z nimi jednym tchem, gdy chodzi o odpowiedzialność za kształt metod budujących idiom tego niebywałego zjawiska muzycznego. Dziś w glorii zasłużonego jubilata siedemdziesięciolatek zdaje się przypominać wszystkim o swoim indywidualnym wkładzie w skarbnicę naszej ukochanej estetyki – techniki rozszerzone, sonoryzm, elektroakustyka, a także sound-art, jeśli weźmiemy pod uwagę jego terenowe nagrania solowe, w których miejsce kreacji i jego walory akustyczne są równie ważne jak dźwięki tenoru i sopranu. Grywał ze wszystkimi, ale warto podkreślić jego niekończące się kontakty z kontynentalną improwizacją. W Polsce gra rzadko, choć sławetna Musica Genera ma w katalogu dwie genialne płyty z jego udziałem. W naszym Poznaniu zagrał raz, dokładnie 20 lat temu w Suszni Starego Browaru – z Anią Zaradny i Robertem Piotrowiczem. Jest wielu, dla których tamten spektakl wyznaczył kierunki muzycznych fascynacji na lata. Podczas festiwalu usłyszymy Johna solo, w duecie z Ståle Liavikiem Solbergiem, w trio z Markiem Wastellem i Philem Durrantem oraz jako lidera Large Ensemble na zakończenie festiwalu.

https://johnbutcher1.bandcamp.com/album/fluid-fixations

https://johnbutcher1.bandcamp.com/album/the-very-fabric

https://johnbutcher1.bandcamp.com/album/braids

https://johnbutcher1.bandcamp.com/album/a-new-distance

https://johnbutcher1.bandcamp.com/album/the-scenic-route

Phil Durrant, znamienity brytyjski multiinstrumentalista, improwizator, kompozytor, artysta sound-artu. Świat swobodnej improwizacji odkrywał jako skrzypek. Wraz z upływem lat coraz chętniej oddawał się eksperymentom elektroakustycznym i elektronicznym, ze szczególnym naciskiem na analogową estetykę. Od kilku lat najchętniej sięga po elektryczną mandolinę, bo jak sam twierdzi ten instrument ma najwięcej cierpliwości dla jego buzującej kreatywności. Jako skrzypek korzystający z elektroniki dał się poznać w wybitnej formacji trzyosobowej z Johnem Butcherem i Johnem Russellem. W latach 80. oraz 90. nagrali cztery wyśmienite albumy, kamienie milowe freely improvised music. Do dziś stale współpracuje z Trio Sowari - z Bernhardem Beinsem i Bernardem Denzlerem. Durrant to nieodzowny element brytyjskiej sceny free impro od czterech dekad. Ale bywa także artystą ze wszechmiar światowym, choćby prowadząc z przyjaciółmi ze wszystkich niemal kontynentów zjawiskową formację MIMEO - Music in Movement Electronic Orchesta. Phil grał w Polsce bodaj tylko raz, właśnie z rzeczoną załogą. Ten fakt wspaniale dokumentuje podwójny winyl "Wigry", opublikowany ponad dekadę temu przez Monotype Records. Na naszym festiwalu Phil zaprezentuje się w dwóch odsłonach - zagra w trio z Johnem Butcherem i Markiem Wastellem oraz będzie częścią projektu Large Ensemble podczas finału festiwalu.

https://beadrecords.bandcamp.com/album/live-studio

Mark Wastell, kolejny z naszych festiwalowych gości z Londynu zasługujący wyłącznie na wzniosłe komplementy. Improwizator, multiinstrumentalista, wydawca (Confront Recordings od końca lat 90.). Uczestnik londyńskiej sceny free improvised music od trzech dekad, członek wielu znamienitych, mniejszych lub większych formacji, od London Improvisers Orchestra przez Chris Burn Ensemble po prowadzoną przez niego samego The Seen. Przez lata kojarzony głównie z wiolonczelą, dziś zdaje się być nade wszystko perkusjonalistą. Jego aktualnym artystycznym idee fixe jest kultywowanie dorobku Johna Stevensa. Nawet grywa na elementach zestawu small drumkit wielkiego kreatora swobodnej improwizacji. Wiele wskazuje na to, iż po pięćdziesiątce stał się do Stevensa podobny także fizjonomicznie. Choć to niebywale, w Polsce zagra po raz pierwszy. Na naszym festiwalu Mark zagra w trio z Johnem Butcherem oraz Philem Durrantem. Artysta będzie również częścią Large Ensemble podczas finału festiwalu.

https://confrontrecordings.bandcamp.com/album/parallel-streams

https://confrontrecordings.bandcamp.com/album/amongst-english-men

https://confrontrecordings.bandcamp.com/album/edition-26-live

https://confrontrecordings.bandcamp.com/album/what-do-you-see-when-you-are-sleeping

Light Machina, kwartet, którym zachwycamy się od trzech lat, od momentu gdy pod szyldem Multikulti Project i Trybuny Muzyki Spontanicznej ukazała się ich debiutancka płyta.  Dla Marcelo Dos Reisa (gitara) i Luisa Vicente (trąbka), ten kwartet, to kolejny etap wieloletniej przyjaźni muzycznej. Grali razem przynajmniej w trzech innych kwartetach, w tym szczególnie w Europie lubianym Chamber 4. Także w kwartecie Points, który świetnie znamy z czarno-czerwonej serii iberyjskiej. Light Machina, to również sycylijski puzonista Salvoandrea Lucifora i portugalski młody wilk sceny free, perkusista João Valinho. Wszyscy razem kreują niebywały splot swobodnie improwizowanych dźwięków, czerpiąc inspiracje zarówno z post-jazzowych fraz, jak i estetyki rocka. Długie, skrupulatnie budowane narracje mienią się wyjątkowo smakowitą kolorystyką. Kwartet zagra dla nas w sobotę, ale każdy z muzyków pojawi się na scenie także w niedzielę – Lucifora, Dos Reis i Valinho zagrają w składach ad hoc, Vicente i Lucifora dołączą do Large Ensemble Johna Butchera.

https://multikultiproject.bandcamp.com/album/light-machina

Jonas Engel, młoda krew europejskiego, niepokornego saksofonu, wprost z niemieckiej Kolonii. Artysta wielu talentów. Jeden z tych, dla których pomysły w zakresie preparowania instrumentu, to prawdziwa studnia bez dna. Jak w tym obszarze bywa kreatywny, wiedzą ci, którzy byli w maju w Dragonie. Artystyczna droga Engela, to jednak nie tylko znęcanie się nad akustyką dęciaka. W trakcie eksperymentów solowych wpuszcza saksofonowe wyziewy w bezmiar elektroniki i tworzy niekończące się strumienie dętej polirytmii. Definitywnie lubi też open jazz, który uprawia w ramach własnej formacji Own Your Bones. Wydał w tym roku dwa doskonałe albumy z Asgerem Thomsenem - w duecie i trio. Otworzy festiwal występem solo z wykorzystaniem rzeczonej elektroniki. Z kolei drugiego dnia pokaże swoją muzyczną nieobliczalność w składzie ad hoc.

https://jonasengel.bandcamp.com/album/fogel

https://jonasengel.bandcamp.com/album/live-in-k-ln

"Czarnoziem – bardzo żyzna gleba o głębokim, czarnym poziomie próchnicznym, powstała pod roślinnością stepową ze skał bogatych w węglan wapnia. Jest charakterystyczna dla strefy półsuchej klimatu umiarkowanego ciepłego”. Być może z perspektywy tego roku, a może nawet lokalnie rozumianej wieczności, krajowa scena muzyki improwizowanej nie spłodziła lepszej płyty niż „Socha”. Album wyrosły wprost spod żyznych trzewi Czarnoziemu – Michała Giżyckiego i Dawida Dąbrowskiego. Jego każdosekundowa adekwatność dramaturgiczna, kosmiczna synergia łącząca obu muzyków w procesie gęstej, ponadwymiarowej kreatywności, wreszcie zaskakująca komunikatywność w sferze muzyki, która – wszak swobodnie improwizowana – budzić by mogła wyzwania nieosiągalne dla wielu. I jeszcze jej sfera werbalna. Czyż improwizacja może nazywać się lepiej niż „Substancje smoliste”, „Zrywki Drew” albo „Nie ma co gasić”, no i jeszcze ten prawdziwie szalony „Pieruński taniec”. Cytując artystów wprost: od bezruchu, sonorystycznego minimalizmu, poprzez gęste magmowe drony, enigmatyczne linie melodyczne do dzikiego noise'u i ekstatycznego free. Czarnoziem zagra dla nas pierwszego dnia festiwalu.

https://gusstaffrecords.bandcamp.com/album/socha

Anaïs Tuerlinckx, belgijska pianistka, improwizatorka, artystka dźwiękowa. Od ponad półtorej dekady osiadła w Berlinie i tam rozwija swoje niezliczone talenty. Jej naczelną formą artykulacji są pianistyczne preparacje. Lubi schować się w pudle rezonansowym i stamtąd skutecznie zawładnąć publicznością. Nie stroni od hałasu i brzmień harshowych, nie unika wszakże subtelności i prawdziwie pianistycznej elegancji. Odkryta przez spontaniczne macki całkiem niedawno stała się miłością niemal wieczną. Jej tria z mistrzem niemieckiej improwizacji Burkhardem Beinsem na trwałe wryły się w nasze zwoje mózgowe. W jednym z nich uprawia muzykę ze swoją wieloletnią partnerką muzyczną Andreą Ermke. Ten duet zawładnie nami w trzeci dzień festiwalu. Dodatkowo Anaïs weźmie udział w składach ad hoc podczas drugiego dnia.

https://confrontrecordings.bandcamp.com/album/ensemble-a

https://confrontrecordings.bandcamp.com/album/au-cr-puscule

Andrea Ermke, artystka dźwięku, aktywna na eksperymentalnej scenie berlińskiej od ponad dwóch dekad. Swoje nieskończone zbiory sampli i nagrań terenowych archiwizuje na mini-dyskach. W trakcie koncertów to właśnie przy ich wykorzystaniu preparuje barwne, elektroakustyczne opowieści. Zaangażowana w wiele fascynujących kooperacji, m.in z Burkhardem Beinsem czy Chrisem Abrahamsem. Od lat współpracuje z Anaïs Tuerlinckx i to właśnie z nią zagra dla nas w sobotę. Dzień wcześniej wysłuchamy ją w secie ad hoc.

https://scatterarchive.bandcamp.com/album/stadthaus-ulm

Sofia Salvo, argentyńska saksofonista, zakochana ze wzajemnością w barytonie. Przyjedzie od nas z globalnego Berlina, co już samo w sobie daje rekomendację klasy artystycznej. Poznaliśmy ją w Dragonie ubiegłej wiosny, gdy współtworzyła free jazzowy kwartet u boku Colina Webstera. Jej dorobek fonograficzny poza rodzimym Buenos Aires, to ledwie kilka tytułów. Z jednej strony wspomniany, ognisty kwartet z Websterem, z drugiej solowa „Rotarota" wydana w Nowym Jorku przez renomowany Relative Pitch Records - to chyba te najbardziej wartościowe. Jako instrumentalistka Sofia nie jest niewolniczką preparacji. Lubi fizyczność saksofonu barytonowego, jego zdolność do kreowania wyjątkowych sytuacji brzmieniowych. Na festiwalu zagra dla nas set solowy we czwartek i szaleńczo zapowiadające się ad hoc trio w piątek.

https://relativepitchrecords.bandcamp.com/album/rotarota

Ståle Liavik Solberg, wybitny norweski perkusista i perkusjonalista, improwizator. W przeciwieństwie do swojego bardziej znanego rodaka, lepiej czuje się w swobodnie improwizowanej, ponadgatunkowej i eksperymentalnej narracji niż w ogniu free jazzowych starć. Całkiem zatem naturalnym są jego wieloletnie kooperacje z tuzami brytyjskiego free impro, z Johnem Russellem i Johnem Butcherem. Z tym ostatnim grywa zarówno w duecie, w trio (tu także Pat Thomas), jak i w jego dużych formacjach. Nie inaczej będzie też u nas. Zagra z Butcherem w duecie, a potem w ramach Large Ensemble. Na festiwalowej scenie pojawi się także już w piątek w strefie ad hoc, gdzie połączy siły z dwiema szalonymi improwizatorkami. Ale to niech na razie pozostanie tajemnicą. Dodajmy, iż Solberg nie grywał w Polsce zbyt często, ale ma tu dwa smakowite wydawnictwa. Onegdaj w trio z Alanem Silva i Mette Rasmussen, całkiem niedawno "Hullabaloo" z Fredem Lonbergiem- Holmem i Luisem Lopesem - to drugie oczywiście w czarno-czerwonej serii iberyjskiej Multikulti Project i Trybuny Muzyki Spontanicznej. Na naszym festiwale Solberg zagra trzykrotnie – w piątek w trio ad hoc i w niedzielę dwukrotnie z Johnem Butcherem, w duecie i w ramach Large Ensemble.

https://multikultiproject.bandcamp.com/album/hullabaloo

https://trostrecords.bandcamp.com/album/volatile-object

Adam Pultz Melbye, duński kontrabasista, dziś rezydujący głównie w Berlinie. Artysta wielkiego formatu. Zaczynał od wykuwania idiomu lokalnego jazzu w Kopenhadze, obecnie artysta definitywnie multimedialny - wytrawny improwizator, niebanalny kompozytor, intrygujący sound-artowiec. Rok temu grał w Dragonie z triem Flamingo i zdecydowanie nas oczarował - zarówno sposobem prowadzenia narracji, jak i brzmieniem instrumentu, który nazywa się FAAB, co w języku Szekspira oznacza "feedback-actuated augmented bass". W ujęciu fonograficznym szczególnie zachwyca swoim ostatnim albumem solowym "Wade", ulepionym zarówno z kontrabasowych dronów, akustycznego feedbacku, jak i wyjątkowo smakowicie skompilowanych odgłosów wielkiego Berlina. Na naszym festiwalu poprowadzi warsztaty, zagra set solo, wystąpi w pewnej formacji ad hoc, wreszcie współtworzył będzie wielki finał imprezy w Large Ensemble Johna Butchera.

https://adampultz.bandcamp.com/album/wade

Anna Jędrzejewska, polska artystka tysiąca sztuk, niekończących się proweniencji, niepoliczalnych talentów. Ze spontanicznego punktu widzenia najbardziej interesuje nas jako wytrawna improwizatorka i pianistka, a także artystka biegła w każdej sferze współczesnej elektroniki. Taką ją znamy choćby z formacji Copy of Pianodrum czy Figa. Każdym swoim ujawnieniem scenicznym gwarantuje jakość i emocje świetnie kreowanej dramaturgii. Grała na festiwalu spontanicznym trzy lata temu. Dwa z trzech setów uwiecznione zostały na płycie Spontaneous Live Series. Teraz zagra w składach ad hoc, a przede wszystkim będzie pianistycznym filarem Large Ensemble Johna Butchera.

https://torfrecords.bandcamp.com/album/duet-obustronny

Ksawery Wójciński, kontrabasista ze wschodniej Wielkopolski, silnie związany zarówno z Poznaniem (raczej kiedyś), jak i Warszawą (raczej teraz). Muzyk, bez którego trudno sobie wyobrazić scenę free jazzową w Polsce ostatnich kilkunastu lat. Partner legend gatunku, jakie nas odwiedzały onegdaj, choćby Marco Eneidi'ego czy Charlesa Gayle’a. W ostatnich latach najbardziej jednak urzekł nas swoją solową płytą nagraną w konińskiej Wieży Ciśnień. Artysta niebywale wszechstronny, świetnie czujący się także w formule ekspresyjnego folku. Dla nas zagra dwukrotnie w setach ad hoc, będzie także jedną z dwóch kontrabasowych nóg Large Ensemble Johna Butchera.

https://antennanongrata.bandcamp.com/album/ksawery-w-jci-ski-tower-of-pressure

Ostap Mańko – poznański skrzypek ukraińskiego pochodzenia działający w obszarach muzyki akademickiej, nowej, elektroakustycznej, improwizowanej. Ze spontanicznego punktu widzenia najbardziej interesujące są jego muzyczne podróże z takimi formacjami jak Sepia Ensemble (Poznań), Constanty (Lwów), duet Dąbrowski/Mańko, Drogi Krajowe czy Poznańska Orkiestra Improwizowanej. Na naszym festiwalu występował nie tylko jako członek tej ostatniej załogi, ale także istotny współtwórca Tonus Orchestra, Spontaneous Degenerative Orchestra, czy wreszcie Guilherme Rodrigues’ Spontaneous Orchestra. Wszystkie te spektakle dostępne są na albumach Spontaneous Live Series – odpowiednio pod numerami katalogowymi 005, 008 i 009. W tym roku także będzie uczestniczył w dużym formacie festiwalowym – zagra w Large Ensemble Johna Butchera, a kilka chwil wcześniej w pewnym intrygująco zapowiadającym się ad hoc trio.

https://spontaneousliveseries.bandcamp.com/album/spontaneous-live-series-009

Zdrój, polsko-holenderski improwizujący duet na gitarę (Jakub Zasada) i perkusję (Sebastiaan Janssen) z Wrocławia. Zespół współtworzy stale fermentującą społeczność muzyków wokół Salki (Kurws, Ukryte Zalety Systemu, Przepych, Atol Atol Atol). W kwietniu ukazała się ich druga płyta "Koleiny". Duet porusza się w stylistyce instrumentalnego free punku z elementami krautrocka i noise'u, udowadniając, że swobodna improwizacja to bardziej idea, niż ujęty w ramy gatunek muzyczny. Jeśli koniecznie chcielibyśmy wskazać tu jakiś konkretny punkt historii gatunku, to wczesne, jakże surowe dokonania legendy punk rocka – holenderskiej formacji The Ex rodzą w naszych głowach jakże przyjemne skojarzenia. Duet zagra dla nas pierwszego dnia festiwalu.

https://zdroj.bandcamp.com/album/koleiny

 

 

 

piątek, 16 sierpnia 2024

Call and Response 8. Spontaneous Music Festival 2024 startuje 3 października


(informacja prasowa)

 

Ósma edycja poznańskiego Spontaneous Music Festival zaaranżuje czas miłośników spontanicznych dźwięków tradycyjnie w pierwszy weekend października.

Edycja nazwana „Call and Response” zapowiada się wyjątkowo z tysiąca powodów. Będzie aż czterodniowa, nastawiona na szerokie spektrum słuchaczy. Zaprezentujemy muzykę improwizowaną zakorzenioną w nieskończonej liczbie gatunków, w wykonaniu nie tylko młodych, wschodzących gwiazd sceny, ale także prawdziwych mistrzów, w tym brytyjskiego saksofonisty Johna Butchera, który wraz z nami obchodzić będzie swoje 70. urodziny. Z Londynu przyjadą do nas dwie inne znamienite postacie europejskiej muzyki kreatywnej – perkusjonalista (także wiolonczelista) Mark Wastell i mandolinista (kiedyś skrzypek) Phil Durrant.




Festiwal będzie też okazją do upamiętnienia 30. rocznicy śmierci współtwórcy gatunku, jedynego w swoim rodzaju artysty Johna Stevensa, człowieka bez którego nic, co spontaniczne nie byłoby możliwe. Zwłaszcza tu w Poznaniu, gdzie etykieta „spontaniczny” zdaje się firmować wiele przedsięwzięć muzycznych. Dodajmy, iż nazwa tegorocznej edycji to określenie jednej z metod twórczych, które Stevens na stale wpisał w historię muzyki kreatywnej. Na sobotni wieczór zaplanowany jest koncert trójki Brytyjczyków, których stale współpracująca formacja (bez nazwy własnej) wprost nawiązuje do estetyki ostatniej Spontaneous Music Ensemble, zarówno w ujęciu instrumentalnym, jak i personalnym. Przypomnijmy, że John Butcher był członkiem najważniejszej grupy w historii muzyki swobodnie improwizowanej w latach 1992–94.

Pośród anonsowanych wyżej młodych gniewnych nie zabraknie muzyków z Półwyspu Iberyjskiego (ekscytujący kwartet Light Machina z udziałem perkusisty João Valinho, trębacza Luísa Vicente, gitarzysty Marcelo dos Reisa i puzonisty Salvoandrei Lucifory) oraz silnej reprezentacji Berlina i jego skandynawskich okolic, jak zwykle w dalece międzynarodowym wydaniu. Do Dragona przyjadą na dwudniowe pobyty -– duński kontrabasista Adam Pultz Melbye, niemiecki saksofonista Jonas Engel, belgijska pianistka Anaïs Tuerlinckx, niemiecka operatorka urządzeń elektronicznych Andrea Ermke, argentyńska saksofonistka Sofia Salvo, wreszcie norweski perkusista Ståle Liavik Solberg.

Reprezentacja krajowa będzie równie mocna – punk rockowy Zdrój (Jakub Zawada na gitarze i Sebastiaan Janssen na perkusji), elektroakustyczny Czarnoziem (Michał Giżycki na saksofonach oraz klarnecie basowym i Dawid Dąbrowski na syntezatorze modularnym), a także grono muzyków, których świetnie znamy ze scen poznańskich, a którzy cudownie wkleją się we wszelkie międzynarodowe formacje „ad hoc” i będą współtworzyć wielki finał imprezy – pianistka Anna Jędrzejewska, kontrabasista Ksawery Wójciński oraz skrzypek Ostap Mańko.

Organizatorzy planują dwa bloki koncertowe, które wypełnią w całości formacje stworzone „ad hoc”, a zatem pierwsze spotkania sceniczne w zadanej konfiguracji personalnej. Jeden blok będzie miał miejsce w piątek, drugi zaś w niedzielę. Ostateczne składy zaprezentowane zostaną szerokiej publiczności w ostatniej chwili.

Zwieńczeniem czterodniowego wydarzenia będzie występ festiwalowej orkiestry, nazwanej Large Ensemble. Międzynarodowy tentet poprowadzi John Butcher. On sam w Poznaniu wystąpi aż czterokrotnie – solo, w duecie, w trio i w ramach wspomnianej orkiestry.

Cztery dni (w tym ten pierwszy niebiletowany!), kilkanaście koncertów, warsztaty dla muzyków, które poprowadzi Adam Pultz Melbye oraz prezentacja filmu/koncertu „Spontaneous Music Ensemble, Oslo 1971” – będzie się działo! Zapraszamy do Poznania od 3 do 6 października 2024 roku!

 

Program Call and Response 8.Spontaneous Music Festival 2024


3 października, SARP Social Club (koncert niebiletowany)

18.00 Jonas Engel solo (saksofony i elektronika)

19.00 Czarnoziem: Dawid Dąbrowski (syntezator analogowy), Michał Giżycki (klarnet basowy, saksofony)

20.00 Sofia Salvo solo (saksofon barytonowy)

21.00 Zdrój: Jakub Zasada (gitara), Sebastiaan Janssen (perkusja)


4 października, Dragon Social Club

18.00 Ad Hoc Zone: Jonas Engel, Sofia Salvo, Anaïs Tuerlinckx, Andrea Ermke, Anna Jędrzejewska, Ksawery Wójciński (szczegóły w terminie późniejszym)

21.00 John Butcher solo (saksofony)


5 października, Dragon Social Club

11.00 Warsztaty dla muzyków

18.00 Adam Pultz Melbye solo (kontrabas FAAB)

19.00 Anaïs Tuerlinckx (fortepian preparowany), Andrea Ermke (elektronika)

20.00 Light Machina: João Valinho (perkusja), Luís Vicente (trąbka), Marcelo dos Reis (gitara), Salvoandrea Lucifora (puzon)

21.00 John Butcher (saksofony), Mark Wastell (instrumenty perkusyjne), Phil Durrant (elektryczna mandolina)


6 października, Dragon Social Club

16.00 Spontaneous Music Ensemble, Oslo 1971 (projekcja filmu)

18.00 John Butcher (saksofony), Ståle Liavik Solberg (perkusja)

19.00 Ad Hoc Zone: Adam Pultz Melbye, João Valinho, Marcelo dos Reis, Anna Jędrzejewska, Ksawery Wójciński, Ostap Mańko (szczegóły w terminie późniejszym)

21.00 Large Ensemble: John Butcher (saksofony), Mark Wastell (instrumenty perkusyjne), Phil Durrant (elektryczna mandolina), Luís Vicente (trąbka), Salvoandrea Lucifora (puzon), Adam Pultz Melbye (kontrabas FAAB), Ståle Liavik Solberg (perkusja), Anna Jędrzejewska (fortepian), Ksawery Wójciński (kontrabas), Ostap Mańko (skrzypce)

 

 

Bilety:

Karnet na 3 dni (piątek-niedziela): 200 zł normalny / 180 zł ulgowy*

Bilety jednodniowe: 80 zł normalny / 70 zł ulgowy*

Bilety do kupienia online >>> https://kbq.pl/136524

* po okazaniu ważnej legitymacji studenckiej, legitymacji uczniowskiej lub dowodu osobistego w przypadku 60+.

 

Organizatorami Festiwalu są Fundacja Mały Dom Kultury, Trybuna Muzyki Spontanicznej i Dragon Social Club.

Patronat medialny: Radio Afera, Jazzarium.pl, ImproSpot, Radio Jazzkultura.

Partner Festiwalu: Moon Hostels & Apartments

Zadanie współfinansowane ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego. Dofinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania. #poznanwspiera