Kolektyw artystów związanych z kolońskim Impaktem nie potrafi dostarczyć nagrania, które nie byłoby warte uwagi. Przed nami kolejny dowód w sprawie.
Na studyjnej scenie septet, a w głowach kolektywna
improwizacja podparta bliżej niesprecyzowaną notyfikacją (tu nazwaną kompozycją),
która tyczy szlak jej strukturalnego kształtowania. Tak przynajmniej donosi albumowe
credits.
Szefem przedsięwziecia jest wiolonczelistka Elisabeth
Coudoux, a pośród jej partnerów odnajdujemy szerokie grono dobrze nam znanych muzyków,
z których przynajmniej dwóch … dojedzie jesienią do Poznania na pewien
spontaniczny event. W wymiarze instrumentalnym, poza wspomnianym cello,
także puzon, werbel, piano i harmonium, kontrabas i niezwykle istotna w
procesie elektronika. Dwie dwudziestominutowe epistoły o dużym ładunku piękna i
dramaturgii. Zapraszamy!
Inauguracja pierwszej części osnuta jest wokół szumów, szmerów,
wdechów i wydechów – wszystko przypomina pracę wielkiego statku parowego. W tle
drżą struny i płyną strugi elektronicznego ambientu. Ów kolektywny dark slow
motion z czasem zaczyna nabierać masy właściwej, a sam proces staje się wielowątkowy
– raz się zagęszcza, innym razem ucina jak spod skalpela, ma impulsywne wzloty
i równie efektowne upadki. Poszczególne frazy instrumentalne nakładają się na siebie
lub wzajemnie depczą. Wszystko czynione jest z dużą precyzją, ale wydaje się całkowicie
swobodne, naturalne, niczym niepodyktowane. Już po kilku minutach septet brzmi
niczym wielka orkiestra symfoniczna, w czym spory udział ma elektronika, która prawdopodobnie
multiplikuje akustyczne frazy. Bywa, że wszystko tu śpiewa i melodyjnie rezonuje,
wpierane czymś na kształt meta rytmu wprost z klawiatury piana. Bywa, że frazy nabierają
mocy godnej prenatalnego post-industrialu. Piłowane struny, wydechy puzonu,
szmer elektroniki potrafią łączyć się w ekspozycje dronowe. Chwilami aż trudno
uwierzyć, iż za ten tygiel zdarzeń odpowiada tylko siedmioro artystek i artystów.
W końcu słyszymy nawet syreny alarmowe. Wieńcząca utwór faza urokliwego falling
down przybiera postać demonicznej kołysanki, zdaje się płynąć wyjątkowo
szerokim korytem, osadzona nade wszystko na melodyjnej, po części onirycznej wokalizie.
Druga ekspozycja pozbawiona jest gry wstępnej - od pierwszej
sekundy daje do wiwatu. Głośne cello, nerwowe okrzyki, połamany post-rytm.
Zdaje się, że tym razem wylądowaliśmy w maszynowni statku parowego. Masywny common
flow dość szybko rozwarstwia się, ale równie zgrabnie powraca do zadanej intensywności.
Potem na front wychodzi elektronika, następnie głos, który dyskutuje z każdym
napotkanym dźwiękiem, wreszcie piano z klawisza, które także dorzuca nowy wątek.
Opowieść na kilka chwil osiąga stadium niemal free jazzowe. Po dziesiątej minucie
następuje wystudzenie – narracja przypomina otulone tumanami kurzu pogorzelisko.
Nic, tylko zbierać trupy. W kolejnych minutach opowieść przypomina nerwową huśtawkę.
Atak post-industrialny strun, puzonu i elektroniki napotyka na kontrę piana i głosu,
które starają się łagodzić emocje. W końcu wszyscy nabiera powietrza w płuca, a
potem efektownie je wydychają. Wiolonczela eksploduje, wparta tajemniczymi
akcjami percussion, wszyscy krzyczą. Ta kompulsywna eskapada zaczyna
obumierać mniej więcej dwie minuty przed końcem. Potem już tylko migotliwe światełka
ścielą się na mrocznym, zachmurzonym niebie.
Elisabeth Coudoux Emiszatett: Vestis (Impakt, DL
2026). Pegelia Gold – głos, Marcus Schmickler – elektronika, Matthias Muche –
puzon, Philip Zoubek – fortepian, harmonium, Robert Landfermann – kontrabas,
Etienne Nillesen – werbel oraz Elisabeth Coudoux – wiolonczela, kompozycja. Nagrane
w Maarweg Studio, Köln, Niemcy, listopad 2021. Dwa utwory, 40 minut.






