Gonçalo Almeida, wybitny portugalski kontrabasista, improwizator, kompozytor, człek nieskończonej liczby talentów, nie przestaje zaskakiwać i dostarczać dowodów na tezy postawione w tym zdaniu.
Dziś zaglądamy na dwa jego najnowsze wydawnictwa. Pierwsze,
to okazjonalny koncert z grecką wokalistką Saviną Yannatou, doposażony w wyjątkowo
zgrabny live processing czyniący z post-akustyki prawdziwe antyczny
dramat. Drugie dzieło, to piąte już dokonanie tria The Selva, które w portfolio
Portugalczyka stanowi być może jego najprostsze dzieło (sam tak mówi o
tej formacji), to jednak nie przestaje dowozić wartościowych wzruszeń
artystycznych. Tym razem trio spotykamy w mrocznej dżungli dźwięków, którym
niekiedy całkiem blisko do … klasyki brytyjskiego trip-hopu.
Independent/ Interdependent
Najpierw jednak Grecja, druga edycja festiwalu Defkaz
i duet kontrabasowo-wokalny umieszczony w ogniu jakże żywego live
processingu. Improwizowany koncert składa się z czterech części, ale po
prawdzie jest niemalże nieprzerwanym ciągiem dźwięków.
Spektakl rodzi się nisko nad ziemią w aurze mrocznego
post-baroku – wokalistka recytuje niemal basowym głosem, kontrabasista równie nisko
podwiesza smyczek. Swoje czyni także magik od elektroniki sprawiający, iż już
po kilku pętlach narracji słyszymy podwójny duet voice & bass. Dodatkowo
powstaje syntetyczne tło, które dostarcza mnóstwa filigranowych zdarzeń
fonicznych. W drugą fazę koncertu wchodzimy przy wtórze głosu, jaki zdaje się wydobywać
z offu i stukania smyczkiem po pudle rezonansowym kontrabasu. W nurcie głównym
opowieści pojawia się teraz śpiew, przeplatany nuceniem i wzdychaniem, a także
drobne akcje pizzicato. Improwizacja przechodzi ze stanu na poły mobilnej
medytacji do serii nerwowych podrygów. Rodzi się coś na kształt rytmu, ale jest
on łamany kołem zębatym i dewastowany kreatywnością kontrabasisty. W tle snuje się
delikatna dubowa powłoka czegoś definitywnie nieoczywistego. Elektronika dba o
emocje, akustyka raczej tłumi je zmyślnymi preparacjami. Na zakończenie tego epizodu
śpiewa zarówno wokalistka, jak i rozmarzony smyczek.
Trzecia część koncertu jest najkrótsza i składa się niemal
wyłącznie z akcji kontrabasisty, delikatnie wspomaganego chmurą ledwie dostrzegalnej
elektroniki. Od szarpania strun po soczyste smagnięcia smyczkiem. Wokalna szadź
osadza się na dźwiękach basu dopiero na koniec ekspozycji. Finałowa część
koncertu, to spazmy i skomlenia. Nerwowa recytacja, roztańczony smyczek,
incydentalne szarpnięcia za struny i uderzania. Początkowo muzycy zdają się stąpać
po kruchym lodzie, potem brną jednak przed siebie niczym radzieckie lodołamacze.
Groove, wystukiwany puls i śpiew. Elektronika mąci flow,
rozmazuje go, ale wydaje się stać na przegranej pozycji. Akustyka tryumfuje do
tego stopnia, że strumień live processingu także nabiera melodyki.
Wielka multifoniczna orkiestra post-baroku dociera do celu gaszona onirycznymi loopami
czegoś, co kiedyś było dźwiękiem akustycznym.
Mistérios
Negros
Kontrabas, wiolonczela i perkusja/ instrumenty perkusyjne,
to podstawowe instrumenty wykorzystywane w formacji The Selva. Ów kameralny
punkt wyjścia od samego początku pieczętowany jest porcją elektroniki, która
wraz z rozwojem koncepcji artystycznej nabiera coraz większego znaczenia. Dziś
podłączona jest pod każdy z instrumentów i zdaje się każdorazowo stawiać trio w
nowej rzeczywistości estetycznej, a nawet gatunkowej.
Mroczne Tajemnice składają się z ośmiu opowieści,
które trwają od dwóch do prawie dziewięciu minut. Spokojne otwarcie dalekie
jest od modus operandi typowego dla string trio. Wszędzie sączy się
post-gitarowy ambient, struny rezonują elektroakustyczną poświatą, a na backgroundzie
rodzi się swobodny circle drumming. Po kilku minutach pojawia się rytm obleczony
smugą kwaśnej psychodelii. Całość przypomina w ostatecznym rozrachunku post-barokową
piosenkę otuloną emocjami post-rocka. W drugiej części prosty rytm obecny jest
od samego początku, a jego zadaniem jest wyniesienie ku tajemniczym wzgórzom równie
prostej melodii, która brzmi bardzo arabsko. Jest w tym jakaś odrobina
szaleństwa.
W kolejnych dwóch piosenkach czujemy coraz pokaźniejszy
ładunek rockowych emocji. Najpierw nasze skojarzenia płyną w kierunku mniej
mrocznych ekspozycji Massive Attack, potem sięgają wręcz noise’owej estetyki,
tu niesionej głównie syntetycznie brzmiącą perkusją. Tańczymy w minimalistycznym
rytmie, marzymy o dalekich i bezpowrotnych eskapadach. W piątej części moc pozostaje
z nami – tłoczymy się w kłębach rockowego misterium, nie bez elementów post-jazzowych,
jakie dostarcza kontrabas. Jest dynamika, ekspresja drum’n’bass,
wreszcie roztańczone pizzicato.
W szóstym utworze odradza się klimat trip-hopowy. Dubowy
beat, zgrzyty i obcierki, ale i liryczna, post-barokowa melodia. W przedostatniej
opowieści powraca ambientowe tło, ale na froncie wciąż buzują zdrowe emocje –
basowy groove, rzewna melodia cello i zwinny drumming po
talerzach. Całość wydaje się ujmująco minimalistyczna i repetytywna. Samo zakończenie
płyty jest delikatne – perkusjonalne świecidełka, wiolonczela w post-klasycznej
melodyce i kontrabasowe zdobienia, niosące długo oczekiwane ukojenie.
Savina
Yannatou, Gonçalo Almeida & Costis Drygianakis Independent/
Interdependent (Defkaz Records, LP/DL 2026). Savina Yannatou – głos, Gonçalo
Almeida – kontrabas oraz Costis Drygianakis – sound processing. Nagrane
na żywo w trakcie Defkaz Take 2 Festival, Mikri Skini, Thessaloniki,
marzec 2025. Pięć utworów, 42
minuty.
The Selva Mistérios
Negros (OSSO, LP/DL 2026). Ricardo Jacinto – wiolonczela,
elektronika, Gonçalo Almeida – kontrabas, elektronika oraz Pedro Oliveira –
instrumenty perkusyjne, elektronika. Nagrane w OSSO studios, luty 2025. Osiem utworów, 41 minut.





