Nowojorski The Relative Pitch Records dostarcza cztery premiery w miesiącu (w sierpniu nawet pięć!) i nic nie wskazuje na to, by ową imponującą regularność zatracił.
Dziś sięgamy po nowość lipcową, zatem bardzo gorącą i do tego
definitywnie szaloną. Kwartet niemal w całości żeński (nazwiska świetnie znane
z katalogu labelu, ale nie tylko) dostarcza nam mnóstwo emocji, które szyją dwa
instrumenty dęty i dwa strunowe, niektóre z soczystym uzupełnieniem FX-owym. Krwista
kameralistyka miewa tu iście free jazzowe eksplozje, a jakość dzierży berło
zwycięzcy od pierwszej do ostatniej sekundy. Wiele wskazuje na to, że nie
zapomnimy o Heavy Handed w trakcie corocznego podsumowania sceny
improwizowanej.
Pieśń otwarcia jest najdłuższym fragmentem albumu i mówi
niemal wszystko o jego potencjale artystycznym. Kolektywny start z pełną mocą saksofonu
tenorowego, nisko osadzonego fletu oraz drapieżnej altówki i takiejż wiolonczeli.
Dęte skrzeczą, te strunowe zgrzytają zębami ugniatane mocą rąk i smyczków. Z czasem
ta efektowna pożoga zdaje się tracić na intensywności. Pojawia się melodia,
dość hałaśliwa, ale jednak na krzywej opadającej, garść preparacji i kilka rezonujących
detali. Puenta jest niespokojna, ale zdecydowanie post-kameralna.
Dramaturgia kolejnej improwizacji jest podobna. Hałaśliwe
struny i dęte eksplozje, które najpierw wchodzą w fazę siarczystych wydechów, a
potem kameralnego rozśpiewania, bogaconego drobnymi amplifikacjami. W trakcie
trzeciej odsłony krwawa bitwa trwa w najlepsze. Strunowce zaczynają na ostro, flet
wije się w konwulsjach, a saksofon efektownie wzdycha. Kulminacja utworu ma
miejsce podczas duetowego antraktu fletu i wiolonczeli, puenta zaś jest kwartetowa,
tylko pozornie delikatniejsza. To free chamber, które bucha ogniem.
Pierwsza chwile oddechu przynosi czwarta improwizacja. Rezonujące
podmuchy blisko ciszy, szczypta melodii, która szuka kolejnego pretekstu do eksplozji
i finalizacja na pełnym wydechu. Kolejna część nie trwa nawet dwóch minut i
zdaje się być zwarciem łagodnego fletu i agresywnie nastawionych strunowców. Szóstej
improwizacji bliżej do kameralności czwórki, niż ekspresji pierwszych utworów. Przez
moment można odnieść wrażenie, że każdy instrument wiedzie tu swoim szlakiem, dygocze
na wietrze, ale pamięta o kwartetowej jedności. Ostatnia improwizacja na tle
dotychczasowych szaleństw wydaje się spokojnym spacerkiem łagodnym wzniesieniem.
Melodia dętych, spokojne frazy grane pizzicato, dyskusje bilateralne i drobne
przekomarzania. Po miniaturowej eskalacji następuje wieńcząca album radosna,
kolektywna radość.
Joanna
Mattrey, Camila Nebbia, Camilo Ángeles & Violeta García Heavy Handed
(Relative Pitch, CD 2026). Joanna Mattrey – altówka, Camila Nebbia – saksofon
tenorowy, Camilo Ángeles - flet & FX oraz Violeta García - wiolonczela
& FX. Nagrane w Jazzwerkstatt Bern, marzec 2024. Siedem
improwizacji, 40 minut.




