Dawno nie gościliśmy na barcelońskiej Gracii. Karygodne! Zatem bez zbędnej zwłoki przenosimy się do słynnego przybytku kultury tamtej części miasta zwanego Soda Acústic i bezczelnie zamierzamy uczestniczyć w 478. edycji cyklu koncertowego Nocturna Discordia. Na scenie the one and only El Pricto, jego notacje graficzne i szóstka instrumentalistów – dwóch saksofonistów, dwóch gitarzystów, basista i perkusista.
Formacja zwie się buńczucznie La Interdimensional Discordiana,
a inicjatywa artystyczna Radix-1a.
Podzielona na siedem odcinków specjalnych potrwa niespełna pięćdziesiąt minut.
Startujemy!
Każda z opowieści ma separatywną dramaturgię i żyje od sześciu
do niespełna dziewięciu minut. Tę pierwszą otwiera szczebiot gitar nasączonych
dużą porcją prądu, melodyjne westchnienia saksofonów i trzeszcząca sekcja
rytmu. Całość przypomina wydech dużego stwora tuż po przebudzeniu. Z jednej strony
post-jazzowy zgiełk, z drugiej rockowy anturaż. Do intrygujących spiętrzeń po
mroczne spowolnienia. Kolejny odcinek przypomina pozornie spokojny spacer, gdy
w tle zdają się zbierać czarne chmury. Notacja Pricto jest jak zwykle precyzyjna
do bólu, ale i tak pozostawia każdemu z muzyków odpowiednią przestrzeń na personalizowanie
przekazu. Niektóre frazy skrzeczą, inne śpiewają melodią zachodzącego słońca. Puentą
jest zaś prawdziwie rockowy kocioł.
W trzeciej odsłonie kompozytorskie dyrektywy wydają się jeszcze
bardziej tonować emocje. Klimat post-colemanowski, to niechybnie bardzo trafne
skojarzenie. Całość przypomina jednak samonakręcającą się spiralę emocji, a garść
gitarowej psychodelii stanowi intrygujący ornament. W następnej piosence melodia jeszcze silnie odciska
swoje piętno, zatem gitarowe noise
interludia wydają się doskonałym rozwiązaniem dramaturgicznym. W fazie finalizacji
realizowanej systematycznymi wdechami i wydechami nie brakuje wszakże nuty kojącej
relaksacji. W kolejnej części czujemy posmak kameralnego post-jazzu, a moc, jaką
prezentował sekstet na starcie albumu wydaje się teraz czymś niebywale odległym.
Ta opowieść nabiera jednak skrzydeł, a finał grany na suchych strunach wydaje się
jeszcze bardzie urokliwy.
Szósta historia ma iście rockowe otwarcie, ale definitywnie kameralne
rozwinięcie. Prowadzona w dużym skupieniu, nie szczędzi nam rockowych przełomów,
a jej puenta jest zaskakująco agresywna. Wreszcie finał koncertu płynący wyjątkowo
szerokim korytem, niczym klangor uciekających przed zima żurawi. Pożegnalna nuta
nie przeszkadza artystom w kreowaniu wysokich lotów, mięsistych zakrętów i intensywnej
ostatniej prostej.
La Interdimensional Discordiana Radix-1a (Discordian Recordings, DL 2026). Don Malfon – saksofon
altowy, Luis Erades – saksofon tenorowy, Oskar Salat – gitara elektryczna
(kanał lewy), Yeo Shachar – gitara elektryczna (kanał prawy), Richi Pons – bas
elektryczny, Soren Alcaraz – perkusja, El Pricto – kompozycje, dyrygentura.
Nagrane w trakcie Nocturna Discordia #478,
Soda Acústic, Barcelona, kwiecień 2026. Siedem utworów, 49 minut.




