Powracamy do wątków spontanicznego festiwalu, który rył na berety jeszcze trzy tygodnie temu. Dziś okazja niejako podwójna – najnowsza płyta francuskiego trębacza Timothée Quosta opisana zostanie przez nas dokładnie w dniu jej światowej premiery.
Dzieło wielowymiarowe, ponadgatunkowe, doskonale żeniące współczesną
kompozycje, muzykę improwizowaną i te jakże ulubione przez trębacza dźwięki
otoczenia. Bardzo zapraszamy!
Za kształt artystyczny albumu odpowiada nonet. W warstwie instrumentalnej,
to siedem różnych instrumentów dętych drewnianych i blaszanych, stół mikserski wyposażany
w feedback, a także osoba dyrygenta, która
czuwa na odpowiednim wykonawstwem kompozycji Quosta. Ważnym elementem gry są tu
nagrania terenowe (uliczne), które stanowią całość pierwszego utworu, a także są
częścią dramaturgii najdłuższej, szóstej odsłony (połączona z siódmą trwa ponad
25 minut).
Po ulicznym otwarciu
przenosimy się w bezmiar dętych fraz. Pierwsza z instrumentalnych części albumu
wydaje się bardzo nerwowa, zdecydowanie mroczna, szyta dętymi wydechami, które nakładają
się na siebie i wraz z elektroakustycznymi zdobieniami tworzą ujmujący ekosystem
dźwiękowy. W trakcie utworu pojawia się także rytm rysowany przez jeden z dęciaków.
Kolejna część albumu jest nieco spokojniejsza. Nadal w jej wnętrzu skrzą się emocje,
ale całość przypomina cedzoną przez zaciśnięte zęby medytację, która czasem nabiera
wiatru w żagle niesiona tajemniczą melodyką. Na zakończenie pojawiają się multiplikujące
się wokale, których źródła pochodzenia nie wskazuje albumowe credits.
Kolejne dwa utwory są nieco krótsze. Ten pierwszy ma rytm
szyty stepami tuby i ma bardzo perkusjonalny charakter. Ten drugi, to rodzaj kameralnej
zadumy watahy dętych, które wchodzą w dialogi przyjmując bardzo minimalistyczną
strategię działania. Kontrapunkty tuby wprawiają, że flow niespodziewanie narasta.
Wreszcie wielki finał albumu, zbudowany zarówno z silnie
eksponowanych, zwłaszcza w pierwszej części, nagrań terenowych, jak wielowątkowej,
dętej dyskusji. Akustyka ma tu w sobie dużo pokrętnej dynamiki, wszakże stół mikserski
sprawia, iż opowieść raz za razem napotyka na intrygujące rafy dramaturgiczne. W
połowie utworu czeka nas mroczne interludium, po którym do gry chodzi rytm, który
po płynnym przejściu do utworu siódmego rządzi i dzieli na wyimaginowanej scenie.
Wciąż powracają jednak tajemnicze wokale, które niczym grecki chór zalewają nas
potokiem pytań retorycznych.
LIKΣN La Toute Multiple
(Carton Records, CD/2LP 2026). Quentin Coppalle - flet & piccolo flet, Ariane Bacquet
– obój, rożek angielski, Xavière Fertin - Bb clarinet, Loïc Vergnaux – klarnet basowy,
Jean Wagner – rożek francuski, Timothée Quost – trąbka, kompozycja, Fanny
Méteier – tuba, Paul Alkhallaf - mixing
desk, feedback & no input oraz Léo Margue – dyrygent. Nagrane w le phare à lucioles, czas nieoznaczony.
Siedem utworów, 55 minut.




