Wnikliwi poszukiwacze medialnych plotek wiedzą być może, iż brytyjski saksofonista Colin Webster będzie główną postacią, zbliżającej się milowymi krokami, dziesiątej edycji pewnego spontanicznego festiwalu w zachodniej części naszego pięknego kraju.
Z kolei jego dobry kolega z Londynu Matt Cargill, najczęściej
obsługujący wybuchową elektronikę, będzie wraz ze swoją flagową orkiestrą Sly
& The Family Drone gościem letniego cyklu koncertowego w tymże samym dużym mieście,
na jednym z głównych jego placów.
Nie tylko z uwagi na te wydarzenia sięgamy dziś po kasetę,
na której wspomniani artyści, podparci żelazną ręką węgierskiego perkusisty Balázsa
Pándiego, dziergają dla nas wielobarwne płótno soczystego hałasu opartego ma
brzmieniu saksofonu barytowego, ciężkiej syntetyki i masywnego drummingu.
Będzie głośno, ale to chyba oczywiste.
Pierwsze dwa utwory trwają mniej więcej po pięć minut i stanowią
rodzaj wprowadzania do gry. Saksofon i elektronika zgrzytają zębami, perkusja
szuka rytmu, toczy pętle, ale donikąd się nie spieszy. Całość nasączona jest szorstką,
tajemniczą melodyką. Muzycy spoglądają w kierunku ściany dźwięku, ale nie decydują
się na kolejny krok. W drugim z utworów solą akcji wydaje się masywny, syntetyczny
dron basu, wokół którego panoszy się spazmatyczny baryton i perkusja, która w zasadzie
stąpa w miejscu, akcentując kolejne meta septymy uderzeniami po talentach.
Otwarcie trzeciej części, która trwa nieco dłużej niż
poprzednie, jest hałaśliwe, kompulsywne, ale przypomina dreptanie w mulistym bagnie.
Elektronika brzmi niczym sprzęgająca się gitara, spleciona z barytonowymi podmuchami
gorącego powietrza. Z czasem flow robi się istotnie gęsty i tłusty, niczym
sfermentowana grochówka. Drobnym wytchnieniem zdaje się być czwarta opowieść.
Medytujące drony post-noise pozwalają na chwile oddechu po obu stronach nieistniejącej
sceny. Baryton prycha obleczony plastrem przesterowanej syntetyki, perkusja toczy
się wartkim strumieniem, ale intrygująco filigranowym. Całość po pewnym czasie
zastyga w lawie dogorywającego space-rocka.
Ostatnia część trwa dwanaście minut i pięknie reasumuje potencjał
tego nagrania. Początkowo przypomina demoniczną post-balladę, która po perkusyjnym
intro i kilku głębokich, dętych wydechach czeka na aktywację elektroniki. Gdy ów
fakt w końcu ma miejsce, saksofon wrzuca szósty bieg, perkusja zarysowuje szlak
rytmu, a opowieść nabiera definitywnie noise’owej soczystości. W drugiej fazie
nieznacznie tłumi się, przechodząc w stan nerwowego rozdygotania. Brzmi post-industrialne,
ale w dawno nieczynnej fabryce. Jeszcze tylko kilka akcji w podgrupach i nerwowych
spazmów dęciaka, by całość osiągnęła stan śmiertelnego końca.
Colin Webster/
Balázs Pándi/ Matt Cargill Chewed Up And Spat Out (Raw Tonk Records,
Kaseta 2026). Colin Webster – saksofon tenorowy, barytonowy, Balázs
Pándi – perkusja oraz Matt Cargill – elektronika. Nagrane w Hackney Road
Studios, Londyn, czerwiec 2019. Pięć utworów, 38 minut.




