Brytyjski label Bead Records, to gwarancja jakości od zarania tej inicjatywy, jeszcze w ósmej dekadzie ubiegłego wieku. Po reanimacji wydawnictwa w bieżącej dekadzie, już pod kierunkiem artystycznym norweskiego drummera Emila Karlsena, sytuacja nie uległa zmianie. Każda nowa, biała płyta, to smakowita porcja swobodnej improwizacji, na ogół okraszona odrobiną kreatywnej elektroakustyki.
Na najnowszej płycie BR odnajdujemy kwartet legendarnych już
niemal postaci dla europejskiej sceny, zatem bez zbędnych introdukcji zagłębiamy
się w dźwiękach, jakie pozostawili oni w trakcie dwóch koncertów – jednego londyńskiego,
drugiego oxfordzkiego.
Incydent londyński trwa niewiele ponad dwadzieścia trzy
minuty. Artyści budują tu niezwykle filigranowy ekosystem dźwięków strun, głosu
i delikatnej, onirycznej poświaty live
processingu. Snują swoją opowieść dość leniwie, z rzadka decydują się na
dramaturgiczne spiętrzenia, dzięki czemu, jeśli już takowe następują, ich jakość
i wartość dla obrazu całości wydaje się bezcenna. Definitywnie subtelna,
mikrotonalna narracja, to najlepsze środowisko do tego kwartetu. W fazie środkowej
doświadczamy wyjątkowo urokliwej fazy szumów i preparacji, po której następuje
drobny szczyt, a potem wielominutowa, medytacyjna podróż w nieznane.
Koncert z Oxfordu, to historie trwające łącznie około trzydzieści
cztery minuty. Pierwsza nich zaczyna się filigranowymi preparacjami, które pięknie
roznosi po przestrzeni nagrania elektroakustyka live processingu. Ta iście diaboliczna kołysanka ma kilka intrygujących
faz, gdy muzycy sięgają po dłuższe frazy, ale też nie stronią od charakterystycznego
dla siebie poczucia humoru. Finał jest ekscytujący, najpierw wisi na
pojedynczych dźwiękach gitary, potem skrzypiec.
Finałowa część albumu, po wstępnej fazie porannych ablucji, wydaje
się najbardziej żwawą i energiczną fazą performansu czterech starszych Panów. Dużo
interakcji, posuwistych, marszowych kroków, a także urokliwe interludium w
postaci całkiem intensywnych akcji w stylistyce call and response. Druga część utworu zdaje się być podszyta pewną nerwowością.
Od mrocznej kołysanki, po końcową prostą, którą znaczą radosne okrzyki i na poły
taneczne podrygi.
Casserley/ Marzan/ Van Schouwburg/ Wachsmann Being (Bead Records, CD 2026). Philipp
Wachsmann – skrzypce, Jean-Michel Van Schouwburg – głos, Pascal Marzan – dzięsięciostrunowa
gitara mikrotonalna oraz Lawrence Casserley - signal processing instrument. Nagrane
w The Vortex, Londyn, listopad 2024 (utwór
pierwszy) oraz St. Alban’s Church Hall,
Oxford, czerwcu 2025 (utwory drugi trzeci). Łącznie 56 minut.




