Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Edwards. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Edwards. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 września 2026

Mandhira de Saram, Steve Beresford & John Edwards play Felix!


String trio, to naturalna konfiguracja instrumentalna dla muzyki kameralnej, współczesnej, ale także, co oczywiste, improwizowanej. Na jednej z najnowszych płyt krajowej FSR Records zatytułowanej Felix odnajdujemy szczególną wersję takiego tria – skrzypce, kontrabas i preparowany fortepian, którego struny zdają się stanowić ważny element tej intrygującej układanki.

Jesteśmy w Londynie, w sercu jego impro sceny, w klubie Vortex pomieszczonym w niebanalnej dzielnicy Dalston. Na scenie Steve i John, dwie legendy nie tylko londyńskiej sceny i dużo od nich młodsza Mandhira, artystka od pewna czasu silnie związana ze stolicą Zjednoczonego Królestwa i wszelkimi przejawami jego muzycznych wspaniałości. Przed nami pięćdziesiąt minut akustycznej rozkoszy.

  


Koncert składa się z trzech kilkunastominutowych opowieści i niespełna trzyminutowego encore. Pierwsza improwizacja rodzi się w tyglu drobnych, strunowych dźwięków, ale po niedługiej chwili wyłania się z niego niezobowiązująca, post-jazzowa ekspozycja pianisty wprost z klawiatury. Okazuje się, że to jedynie skromne interludium, albowiem artyści dość sprawnie powracają do kreowania preparowanych, dobrze skorelowanych fraz. Momentami ich akcje są bardzo filigranowe, pełne subtelnego uroku. Smyczki ślizgają się po strunach, czasami nucą stłamszone melodie, z kolei na dnie fortepianu pojawia się kilka niezidentyfikowanych dźwięków - być może w rękach pianisty znajdują się przedmioty nieoznaczone w albumowym credits. Narracja charakteryzuje się teraz dużą zmiennością – balansuje od dna ciszy po sufit głośnych, niekiedy brawurowych fraz. Puentą pierwszej, najdłuższej improwizacji jest zaskakująco intensywny, niemal free jazzowy szczyt.

Drugą opowieść inicjuje skrzypaczka, momentami traktująca smyczek niczym perkusyjną pałeczkę. Tymczasem struny kontrabasu zgrzytają, a spod palców pianisty dochodzą kolejne zagadkowe, także perkusjonalne frazy. Opowieść nabiera rumieńców, to jakby free chamber na sterydowym wspomaganiu. Mysie ślizgi, kocie piski i zaskakująca kontra z klawiatury fortepianu. W połowie utworu muzycy wchodzą w mrok bardzo wyciszonych medytacji. Przez moment jakby stali w miejscu i pytali o drogę. Szczęśliwie pianista, znów z klawiatury, szyje coś bardziej żwawego. Tańczy oparty na strunowych pląsach partnerów, czyniąc zakończenie tej odsłony albumu dalece intrygującym.

Początek trzeciej części ponownie inicjuje skrzypaczka. Z backgroundu docierają kolejne tajemnicze frazy piana, a z gryfu kontrabasu zaczepne szarpnięcia. Improwizacja na kilka chwil przebiera klasycznie kameralne szaty, a potem znów dociera do podziemia szyjąc nam być może najpiękniejszy fragment całego koncertu. Anonsowany bis przynosi niespodziewanie dużo wydarzeń. Najpierw czyste frazy skrzypiec i fortepianu, potem garść całkiem radosnych podskoków. Wreszcie przejście w tryb dość mrocznej, ale już pożegnalnej melodyki, która ozdabia kontrabas w trybie pizzicato. Ostatnie frazy dostarczają klawisze piana.

 

Mandhira de Saram, Steve Beresford & John Edwards Felix (FSR Records, CD 2026). Mandhira de Saram – skrzypce, Steve Beresford – fortepian oraz John Edwards – kontrabas. Nagrane w The Vortex, Londyn, styczeń 2025. Cztery improwizacje, 49 minut.

 

*) Niniejsza recenzja powstała na potrzeby portalu jazzarium.com i tamże została pierwotnie opublikowana

 

 

wtorek, 18 sierpnia 2026

Butcher, Edwards & Sanders as Last Dream of the Morning play Sharp Illusion!


John Butcher, John Edwards i Mark Sanders, brytyjskie legendy sceny free jazz/ free impro, niemal dokładnie dwa lata temu zagrali koncert na jazzowym festiwalu w Lublinie. Takie wydarzenie nie mogło ujść uwadze bystrego krajowego wydawcy, który bez zbędnej zwłoki dostarczył nam fonograficzną dokumentację tego wyjątkowego wydarzenia.

Anglicy, którzy na potrzeby tego tria zwykli używać nazwy Last Dream of the Morning, na scenie lubelskiego Centrum Kultury zagrali godzinny set podzielony na cztery opowieści, z których trzecia trwa prawie dwa kwadranse.

  


Koncert rozpoczęli od small talks, jakby improwizowali ze sobą po raz pierwszy w życiu. Tuba tenoru metalicznie drży, smyczek głaska struny, perkusyjne pałeczki łaskoczą glazurę werbla i tomów. Spirala narracji nakręcana jest z należytą pieczołowitością, z kunsztem wykwalikowanego lutnika, z dbałością o detale brzmieniowe i dramaturgiczne niuanse. Anglicy pierwszy, niezbyt stromy szczyt pokonują w okolicach dziesiątej minuty. Puentę utworu szyją zaś z drobnych, rwanych fraz posyłanych wprost w pierwsze tego wieczoru oklaski publiczności.

Druga opowieść wydaje się bardziej kameralna, częściej osadzona na kontrabasowym smyczku, szyta sopranową frasobliwością. Niekiedy jest dość mroczna, kiedy indziej zaskakująco post-barokowa. Po drobnym szczycie osiada na nieskończonej jak zawsze kreatywności Edwardsa i jego tradycyjnej pieśni arco & pizzicato in one step. Nim utwór dokona swojego żywota napotykamy jeszcze na krótkie, drum’n’bassowe duo i całkiem nerwowe zakończenie.

Trzecia opowieść, jak się rzekło, jest tu tą najdłuższą. Jej pierwsze dziesięć minut, to swobodne dywagacje na temat istoty dźwięku, potencjału subtelnych interakcji. Minimalizm, dęte drony, perkusjonalne detale, gra na jednej strunie. Czyste frazy i brudne preparacje. Gdy opowieść nabiera w końcu pewnej linearności, tempo jest umiarkowane, a wzniesienia drobne i pokonywane zazwyczaj z kocią zręcznością. Butcher najpierw pracuje tu na tenorze, potem sięga po sopran i mając oparcie w rytmicznie usposobionym smyczku wynosi improwizację - nie bez oddechu cyrkulacyjnego – na zdecydowanie większe wzniesienia. Finał utworu jest jednak zaskakująco kameralny.

Koncertowe encore trwa niespełna cztery minuty. Ma pożegnalną nutę, lepi się z drobnych fraz i kilku niespodziewanych podskoków, a napotyka na oklaski publiczności jeszcze przed wybrzmieniem ostatniego dźwięku. Chyba się zatem podobało.

 

Last Dream of the Morning feat. John Butcher, John Edwards, Mark Sanders Sharp Illusion (FSR, CD 2025). John Butcher – saksofon tenorowy i sopranowy, John Edwards – kontrabas oraz Mark Sanders – perkusja. Nagrane na żywo w Centrum Kultury, Lublin, lipiec 2024. Cztery improwizacji, 58 minut.

 

*) niniejsza recenzja powstała dla portalu jazzarium.com i tamże została pierwotnie opublikowana



 

piątek, 7 sierpnia 2026

We Are Spontaneous! 10. Spontaneous Music Festival


(informacja prasowa)


„Spontaniczność stanowi wyzwanie, ponieważ życie zdaje się dyktować, że nie należy być spontanicznym… szczerze mówiąc” – powiedział John Stevens, współzałożyciel i główny twórca Spontaneous Music Ensemble.

Tymi słowami zapraszaliśmy w 2021 roku na piątą edycję Spontaneous Music Festival, której nazwa własna stanowiła rodzaj pytania retorycznego „Are You Spontaneous?”.

Dziś, otwierając dziesiątą edycję, mając w pamięci dorobek poprzednich lat, widząc każdego roku radość w oczach publiczności i pamiętając o satysfakcji artystów, którzy współtworzyli i współtworzą to wydarzenie, możemy z pełnym przekonaniem odpowiedzieć twierdząco na pytanie zadane pięć lat temu. Tak, jesteśmy spontaniczni. Jak zawsze wszyscy razem, muzycy, publiczność i organizatorzy. W pełni odpowiedzialni za własne słowa i czyny zapraszamy na „We Are Spontaneous! 10. SMF 2026”.

 


Jubileuszowa edycja Festiwalu kładzie szczególny nacisk na free jazzowe korzenie i muzyczną ekspresję, które stały u podstaw zawiązania tej inicjatywy pod koniec roku 2017. Tym samym oddaje cześć protoplastom gatunku, a nade wszystko tym, którzy ten pryncypialny wątek współczesnej muzyki awangardowej nieustannie kultywują i dbają o jego aktualny wizerunek oraz kondycję artystyczną.

Idąc tropem myśli, jakie cementowały pomysł na tegoroczną edycję SMF, w pierwszej kolejności zaprosiliśmy do uczestnictwa w wydarzeniu brytyjskiego saksofonistę Colina Webstera wraz z jego flagowym projektem artystycznym Large Ensemble, który łączy pokolenia londyńskiej i międzynarodowej sceny free jazzowej w osobach Cath Roberts i Sofii Salvo na saksofonach, trębaczki Charlotte Keeffe, Grahama Dunninga na elektronice, gitarzysty Matthew Grigga, kontrabasisty Johna Edwardsa oraz perkusisty Andrew Lisle’a. Sam Colin Webster będzie gościem festiwalu po raz trzeci i zagra dla nas aż czterokrotnie, każdego dnia tegorocznej edycji, zawsze w innym układzie personalnym, od solowego performance’u na amplifikowany saksofon, przez dwie formacje ad hoc, po finałowy występ Large Ensemble. Dodatkowo poprowadzi warsztat dla adeptów sztuki improwizacji. Nagrania Webstera z jego poprzednich bytności w Poznaniu dostępne są na trzech albumach serii Spontaneous Live Series, która od pierwszej edycji unieśmiertelnia muzykę wykonywaną na deskach Dragona.

Na festiwalowej scenie zaprezentują się też inne renomowane postacie europejskiej sceny free jazzowej – niemiecki saksofonista Stefan Keune oraz jego brytyjscy partnerzy, kontrabasista Dominic Lash i perkusista Steve Noble. Dla każdego z nich będzie to debiutancki show na naszej imprezie. Dodajmy, że Lash otworzy także festiwal setem solowym, dedykowanym zmarłej w tym roku francuskiej kompozytorce Éliane Radigue, a Keune wystąpi w międzynarodowym kwartecie w ramach jednej z formacji ad hoc.

Szeroko rozumiany idiom post jazzowej improwizacji zaprezentuje kolejne międzynarodowe trio: norweski perkusista Stale Liavika Solberg, amerykańska trębaczka Liz Allbee oraz brytyjski kontrabasista John Edwards. Norweski drummer będzie z nami na Festiwalu po raz drugi, poprowadzi też warsztat poświęcony rytmowi w improwizacji. Dla Johna i Liz będzie to debiut na festiwalu, choć nie na deskach samego Dragona.

Poszukującą scenę muzyki współczesnej, która sięga także po schematy kompozytorskie, reprezentować będzie trio TON. Tworzą je pochodzący z Niemiec puzonista Matthias Muche, kontrabasista Constantin Herzog oraz przybywający z Holandii perkusista Etienne Nillesen. Każdy z nich będzie na Festiwalu po raz pierwszy. Nillesen zagra też dla nas set solowy, a Muche będzie uczestnikiem jednego ze składów ad hoc.

Kwartet Trapeze, który tworzą niemiecki puzonista Matthias Müller, francuska saksofonistka Sakina Abdou, perkusista Peter Orins oraz szwajcarski turntablista Joke Lanz, wpisze się w nurt europejskiej sceny eksperymentalnej, łączącej brzmienia akustyczne i elektroakustyczne. Dla Müllera będzie to czwarta wizyta na Spontaneous Music Festival. Warto wiedzieć, że każdy z setów, które do tej pory wykonywał u nas, jest udokumentowany na oficjalnych wydawnictwach, na kasecie wydanej w Stanach Zjednoczonych oraz na pięciu albumach Spontaneous Live Series. Dodajmy, że Peter Orins wystąpi dodatkowo w jednym z kwartetów ad hoc.

Grono artystów zagranicznych uzupełni jak zawsze reprezentacja polskich wykonawców. W pierwszej kolejności zaprezentuje się free jazzowe trio Sundogs w osobach muzyków z Wrocławia, saksofonisty Mateusza Rybickiego i kontrabasisty Zbigniewa Kozery, oraz pracującego w Berlinie perkusjonalisty Samuela Halla. Sundogs wystąpią na scenie festiwalowej w kwartecie z gościem specjalnym, Colinem Websterem. Świetnie pamiętamy, że Rybicki współtworzył w roku 2022 festiwalowy Desarbres Ensemble, który wykonał minimalistyczną kompozycję Ferrana Fagesa, dostępną w digitalnej edycji Spontaneous Live Series.

Duet HAŁVVA tworzą artyści rodowodowo związani z Trójmiastem, pianista Kamil Piotrowicz oraz perkusista Jacek Prościński. Z tą multigatunkową, nieoczywistą stylistycznie formacją wystąpi gość specjalny, francuski trębacz Timothée Quost, którego doskonale pamiętamy z szóstej edycji festiwalu. Ich wspólny album „}}}}” został wydany w 2023 roku w angielskim labelu Waxing Crescent Records. Nadmieńmy, że Kamil Piotrowicz będzie współtworzył także jeden z kwartetów ad hoc.

Zestaw polskich uczestników Festiwalu uzupełni trójka muzyków: wrocławski eksperymentujący gitarzysta Michał Sember, którego pamiętamy z udziału w słynnym kwintecie gitarowym na Festiwalu w roku 2020, oraz artyści związani ze sceną poznańską – Maciej Maciągowski, syntezator modularny, i Adam Frankiewicz, taśmy i nagrania terenowe. Wszyscy oni będą ważnymi elementami składów ad hoc.

Prócz tego zapraszamy na wydarzenia towarzyszące. W ramach festiwalu odbędą się dwie projekcje filmu w Kinie Muza soundartowego „Conversations with Fuji”, którego współautorami są Adam Frankiewicz i Zofia Tomczyk, tworzący kolektyw Fields of Superorganisms. Wysłuchamy również performatywnego wykładu o improwizacji, który wygłosi Antoni Michnik. Dodatkowo zaplanowaliśmy dwa warsztaty dla osób chcących poszerzyć swoje kompetencje w zakresie muzycznej improwizacji, prowadzone przez zaproszonych gości: Colina Webstera oraz Ståle Liavika Solberga.


Poznań, SARP / Dragon Social Club / Kino Muza, 01–04.10.2026 


Koncerty:

01.10. SARP Social Club „Spontaneous Music Open Day” – wstęp wolny

19.00 Dominic Lash solo (kontrabas)

20.00 Sundogs: Mateusz Rybicki (saksofon), Zbigniew Kozera (kontrabas), Samuel Hall (perkusja) + Colin Webster (saksofon)

21:00 Stefan Keune (saksofon), Dominic Lash (kontrabas), Steve Noble (perkusja)

02.10. Dragon Social Club

19.00 Colin Webster solo (saksofon amplifikowany)

20:00 Ad hoc: Stefan Keune (saksofon), Michał Sember (gitara), Adam Frankiewicz (elektronika, taśmy), Peter Orins (perkusja)

21:00 HAŁVVA: Kamil Piotrowicz (instrumenty klawiszowe), Jacek Prościński (perkusja) + Timothée Quost (trąbka, elektronika)

22:00 Trapeze: Matthias Müller (puzon), Sakina Abdou (saksofon), Peter Orins (perkusja), Joke Lanz (gramofony)

03.10. Dragon Social Club

19:00 Etienne Nillesen solo (perkusja)

20:00 Ad hoc: Colin Webster (saksofon), Maciej Maciągowski (syntezator modularny), Kamil Piotrowicz (fortepian), Matthias Muche (puzon)

21:00 John Edwards (kontrabas), Liz Allbee (trąbka), Stale Liavik Solberg (perkusja)

22:00 Matthias Muche (puzon), Constantin Herzog (kontrabas), Etienne Nillesen (perkusja)

04.10. Dragon Social Club

19:00 Ad hoc: Stale Liavik Solberg (perkusja), Graham Dunning (elektronika), Michał Sember (gitara)

20:00 Ad hoc: Cath Roberts (saksofon), Adam Frankiewicz (elektronika, taśmy), Charlotte Keeffe (trąbka)

21:00 Ad hoc: Andrew Lisle (perkusja), Matthew Grigg (gitara), Maciej Maciągowski (syntezator modularny)

22:00 Colin Webster’ Large Ensemble: Colin Webster (saksofon), Sofia Salvo (saksofon), Cath Roberts (saksofon), Charlotte Keeffe (trąbka), Graham Dunning (elektronika), Matthew Grigg (gitara), John Edwards (kontrabas), Andrew Lisle (perkusja)

 

Wydarzenia dodatkowe:

Pokazy filmowe Rozmowy z Fujisan (PL) / Conversations with Fujisan (EN), Kino Muza – (Wkrótce więcej informacji o biletach!)

Premiera: 01.10.2026, godz. 17.00–18:30 (pokaz filmu plus Q&A), sala 3.

Drugi pokaz: 03.10.2026, godz. 17:00–18:30 (pokaz filmu plus Q&A), sala 3.

Rozmowy z Fujisan to film dokumentalny o słuchaniu świata poprzez nagrania terenowe. Dotyka krytyki konsumpcjonizmu krajobrazu oraz znaczenia drobnych gestów w dobie katastrofy klimatycznej. A. i Z. wyruszają na miesięczną rezydencję artystyczną do miasta Fujiyoshida w Japonii. Jako punkt wyjścia stawiają pytanie o to, jak możemy komunikować się z superorganizmami. Przyglądają się temu, co poetyckie i filozoficzne w kontakcie z nimi. Zabierają ze sobą archiwum nagrań by przedstawić je górze. Wyczekują i słuchają, trwając w skupieniu, aż nadejdzie odpowiedź. 

Warsztaty, Dragon Social Club – wstęp wolny (Wkrótce więcej informacji o zapisach!)

03.10.2026, godz. 11.00-12:00

Stale Liavik Solberg – warsztat poświęcony rytmowi w improwizacji. Zajęcia będą koncentrowały się na różnych sposobach odnoszenia się do muzyki i do siebie nawzajem w sytuacjach swobodnej improwizacji. Będziemy rozmawiać i wykonywać ćwiczenia, w których centralnymi elementami są słuchanie, przestrzeń (zarówno dawanie, jak i branie), forma oraz dynamika. W części praktycznej będziemy także tworzyć utwory z wykorzystaniem różnych technik, które pozwolą uczestnikom poznać strategie pracy z rytmem w kolektywnej improwizacji.

04.10.2026, godz. 11.00-12:30

Colin Webster – warsztat z technik improwizacji i pracy zespołowej, skoncentrowany na praktycznych narzędziach improwizacji, rozumianej jako proces twórczy oparty na dialogu, słuchaniu i reakcji na partnerów. Uczestnicy będą pracować nad budowaniem narracji muzycznej, świadomym wykorzystaniem własnego instrumentu, reagowaniem na zmiany struktury dźwiękowej oraz funkcjonowaniem w elastycznych zespołach improwizujących.

Wykład:

04.10. Dragon Social Club, godz. 14:00-15:30 – wstęp wolny

Antoni Michnik – „czas, miejsce, (interakcje) – półimprowizowany wykład o improwizacji”. Wystąpienie o charakterze performatywnym, wychodzące od tradycji Cage’owskiej, oparte o partyturę tekstową i zawierające kilka improwizowanych, niezdeterminowanych lub wariacyjnych sekcji.

 

Bilety:

Karnet na 3 dni: 200 zł normalny / 180 zł ulgowy*

Bilet na pierwszy dzień: 90 zł normalny / 70 zł ulgowy*

Bilet na drugi dzień: 90 zł normalny / 70 zł ulgowy*

Bilet na trzeci dzień: 90 zł normalny / 70 zł ulgowy*

* Po okazaniu ważnej legitymacji studenckiej, legitymacji uczniowskiej lub dowodu osobistego w przypadku 60+.

Bilety na koncerty do kupienia online >> więcej informacji wkrótce!

Bilety na seans filmowy w Kino Muza do kupienia online >> więcej informacji wkrótce!

 

Organizatorami Festiwalu są:

Fundacja Mały Dom Kultury, Trybuna Muzyki Spontanicznej, Dragon Social Club

Patronat medialny:

ImproSpot, Anxious Musick Magazine, Radio Afera, Radio Jazzkultura oraz Independent.pl

Partnerzy Festiwalu:

Estrada Poznańska, Moon Hostels & Apartments

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego, w ramach programu „Muzyka”, realizowanego przez Narodowy Instytut Muzyki i Tańca.

Dofinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania. #poznanwspiera



 

piątek, 24 lipca 2026

Edwards, Vicente & Vasco Trilla play Choreography Of Fractures!


Luis Vicente i Vasco Trilla grają razem niemal od kołyski, zarówno w duecie, jak i w większych składach. Połączenie trąbki i perkusji stwarza ciekawe okoliczności brzmieniowe i dramaturgiczne. A gdy dodamy do takiego zestawu kontrabas, sytuacja robi się jeszcze bardziej atrakcyjna.

Gdy wreszcie za sterami tego kontrabasu zasiądzie sam John Edwards, nasza radość może nie mieć końca. Zapraszamy na trzyosobowe spotkanie, jakie odbyło się na portugalskiej prowincji dwie zimy temu.

  


Album składa się z czterech rozbudowanych improwizacji, z których pierwsza i trzecia trwają po kilkanaście minut. Otwarcie każdej z nich jest spokojne, wyważone emocjonalnie, niemal balladowe, ale zawsze owa niezobowiązująca gra wstępna prowadzi do free jazzowego spiętrzenia. W każdym z utworów ów proces ma jednak inną pod względem dramaturgicznym postać.

Leniwe, kontrabasowe pizzicato, rezonujące talerze i smutny śpiew trąbki, to aura inauguracji. Jakby portugalskie saudade kotwiczyło się do brytyjskiego portu. Po zapowiadanym szczycie ekspresji, do gry chodzi kontrabasowy smyczek i efektownie koi zszargane nerwy, ostatnie dźwięki improwizacji pozostawiając wyłącznie dla siebie. W drugiej odsłonie punktem wyjścia jest kameralny suspens osadzony na smyczku i wysoko postawionym dronie trębackim. Po rozbudowanej fazie gry na małe pola artyści nabierają wiatru w żagle i wypływają na otwarty ocean. Puenta znów należy do Edwardsa, który plecie swoje mistrzowskie opowieści arco & pizzicato in one breath.

Trzecia improwizacja jest najdłuższa i poza stałymi fragmentami gry dostarcza także sporo akcji w duetach, a nawet krótkich ekspozycjach solowych. Zaczyna się na samym dnie basu, lamentuje szczelinowym rezonansem, szuka melodii w zamkniętej tubie blaszaka. Zróżnicowane tempo poszczególnych faz improwizacji buduje jakość i sprzyja dramaturgii całości. Tym razem ostatnie słowo należy do trzeszczących akcesoriów Trilli. Początek finałowej opowieści płynie z post-ciszy perkusjonalnego szelestu. Ze strony Edwardsa i Vicente docierają drobne, subtelne frazy zgrabnie moszczące się na ambientowej kołderce. Tu opowieść pęcznieje raczej na szerokość, nabiera masy, ale nie przestaje być leniwym potokiem dźwięków. Z czasem wszyscy zaczynają drżeć, dygotać z zimna, ale też zerkać ku niebu w poszukiwaniu pierwszych obłoków słońca.

 

John Edwards/ Luis Vicente/ Vasco Trilla Choreography of Fractures (FSR Records, CD 2025). John Edwards – kontrabas, Luis Vicente- trąbka oraz Vasco Trilla – instrumenty perkusyjne. Nagrane w Sound Innovation Studios, Póvoa de Além, Portugalia, luty 2024. Cztery improwizacje, 47 minut.


*) niniejsza recenzja powstała na potrzeby portalu Jazzarium i tam została pierwotnie opublikowana





 

piątek, 27 lutego 2026

Adrian Northover & Marcello Magliocchi in quintet and trio!


Brytyjski saksofonista Adrian Northover i jego wieloletni, muzyczny kompan, włoski perkusista i perkusjonalista Marcello Magliocchi należą do wąskiego grona artystów, którzy w szczególny sposób kultywują tradycję swobodnych, filigranowych, molekularnych improwizacji, jakie objawił światu niemal sześć dekad temu the one and only John Stevens i jego Spontaneous Music Ensemble. Na łamach bloga, którego nazwa nie jest w tym kontekście przypadkowa, pisanie o muzyce Anglia i Włocha to prawdziwa przyjemność, ale i ustawowy obowiązek.

Dziś w pierwszej kolejności sięgniemy po nagranie The Runcible Quintet – formacji, która powraca do nas po raz czwarty (a nawet piąty). Potem zagłębimy się w dźwiękach pewnego włoskiego tria z intrygującym brzmieniem preparowanego akordeonu. Dodajmy, iż oba omawiane albumy zostały zakwalifikowane do 50 powodów, dla których warto zapamiętać rok 2025. A zatem sam miód, krew improwizacji, którą kochamy najbardziej. Zapraszamy do każdego dźwięku!

 


The Runcible Quintet Two (Bandcamp’ self-released, CD 2025)

John Marshall Hall, Christchurch, Blackfriars, Londyn, maj 2025: Neil Metcalfe – flet, John Edwards – kontrabas, Marcello Magliocchi – perkusja, Adrian Northover – saksofon sopranowy oraz Daniel Thompson – gitara akustyczna. Pięć improwizacji, 51 minut.

Dwa instrumenty strunowe, dwa niebywale lekkie dęciaki i filigranowa perkusja, to instrumentarium The Runcible (w przypadku tej ostatniej, to raczej small drum kit, podobny ekwipunek, jakiego używał John Stevens). Kwintet zaczynał swe fonograficzne życie od płyty zatytułowanej Five, potem numeracja cofała się. Teraz artyści doszli do tytułu Two, ale zdaje się, że w międzyczasie, w formie drobniejszej ekspozycji, popełnili już nagranie One. Tak, czy inaczej ten kwintet, to jedna z najlepszych rzeczy, jakie przydarzyły się swobodnej improwizacji na Starym Kontynencie w ostatniej dekadzie.

Muzycy od pierwszego dźwięku stawiają na kreatywny kolektywizm i od tej reguły odstąpią jedynie w najdłuższej, trzeciej opowieści. Zadziorna feeria żywej akustyki w stanie ciągłej interakcji, niekiedy całkiem intensywnej, to naczelna charakterystyka tej muzyki. Druga opowieść wydaje się jeszcze bardziej dynamiczna, ale zarazem intrygująco ulotna, jakby każda fraza dostawała skrzydeł i szukała nieboskłonu. Jeśli początek grany jest tu na wydechu, to rozwinięcie uznać można za głębokie westchnienie, a finalizację za kameralny wdech. Nie brakuje w tej opowieści zabaw z rytmem, choć nie jest to sytuacja typowa dla Runcible. W trzeciej, prawie 20-minutowej improwizacji, muzycy mają czas na wszystko – kolektywne podrygi, samotne ekspozycje (gitara, perkusja), a także igraszki w podgrupach – dęte dialogi na bazie percussion i takież z udziałem strunowców. W drugiej dziesiątce minut muzycy nadymają policzki i eksplodują porcją czegoś, co śmiało możemy określić mianem free jazzowej kulminacji, choć bez typowej dla gatunku masy właściwej. Czwarta opowieść zainagurowana zostaje przez kontrabasowe pizzicato, na barkach którego podróżują pozostałe instrumenty. Nie brakuje udanego spowolnienia i czystych fraz fletu, który od czasu do czasu staje w dramaturgicznej opozycji do preparowanych akcji pozostałych. Nie zmienia to faktu, iż zakończenie tej części albumu zasługuje na miano najgłośniejszego momentu całego nagrania. Ostatnia improwizacja niesie mnóstwo emocji, choć w fazie początkowej zdaje się być grana na intensywnym wdechu. Potem muzycy sięgają po detale, bawią się pojedynczą frazą. Brudne wyziewy dętych i ostre szarpnięcia za struny, to dysonans, który buduje tu dodatkową jakość. Po drobnym spiętrzeniu, ostatnie 120 sekund, to wielki wydech konającego, ale soczysty, jak wyciskana pierwszy raz cytryna.

 


Adrian Northover, Marcello Magliocchi & Domenico Saccente Over The Edge (FMR Records, CD 2025).

HiFi Record, Padwa, Włochy, kwiecień 2024 (utwory 1-11) oraz Compagnia Teatrale Deppostorie, Padwa, marzec 2025 (utwór 12, w wyniku błędu edytorskiego dostępny jedynie na bandcampie artystów): Marcello Magliocchi – perkusja, Domenico Saccente – preparowany akordeon oraz Adrian Northover – saksofon sopranowy. Dwanaście improwizacji, 42 minuty.

Adrian i Marcello od lat prowadzą trio z Bruno Gussonim (znamy tu wszystkie ich płyty), ale tym razem do improwizującej bandy zaprosili innego Włocha, bliżej nam nieznanego akordeonistę. Efekt tej kolaboracji zdaje się być wyśmienity, nie tylko z uwagi na intrygujące brzmienie instrumentu Domenico, ale nade wszystko z powodu jego wrażliwości artystycznej – kocich ruchów, delikatnego frazowania, dystyngowanych, szemranych podpowiedzi. Wszystko to doskonale koreluje z artystyczną wizją naszych dzisiejszych bohaterów.

Album zawiera dwanaście zwartych, trwających od niespełna jednej do sześciu minut, dobrze skonstruowanych improwizacji. Poza solowym zakończeniem (dostępnym tylko on-line) i dwoma, trzema przypadkami ekspozycji duetowych, wszystkie one konstruowane są kolektywnymi strumieniami dźwięków small drums & percussion, zadziornie brzmiącego saksofonu sopranowego i post-ambientowych, szeleszczących fraz akordeonu. Muzycy otwierają nagranie uformowani w szyk wznoszący, potem bawią się w rysowanie niekończących się didaskalii, które okazjonalnie zdobią bardziej melodyjnymi interakcjami. Dobrze czują się w chmurze szumów i szmerów, zawsze jednak ich opowieść tętni życiem, z uwagi na typową dla Marcello narracyjną aktywność. Czasami ponosi ich temperament, czasami grzęzną w mrocznych zakamarkach. Im dalej wszakże w las, tym lepiej! Ruchliwa akustyka ósmej odsłony bazuje na dźwiękach preparowanych saksofonu i perkusji, osadzonych na mrocznych plamach akordeonu. Dziesiąta opowieść to kompulsywny taniec saksofonu i perkusji, z kolei przedostatnia historia, tu najdłuższa, zdaje się być szczególnie dobrze udramatyzowana – rozbudowane otwarcie perkusji, długie pociągnięcia pędzlem akordeonu i saksofonowe zaklinanie węży. Każdy z muzyków pracuje tu w trochę innym tempie, ale całość zazębia się jak spirale najlepszego zegarka szwajcarskiego. Album wieńczy koncertowa ekspozycja perkusisty. Najpierw, to hałaśliwy taniec na talerzach, potem nisko osadzony drumming na dobrze rozgrzanym werblu.




wtorek, 27 stycznia 2026

The Shrike Records’ two fresh: Transgressive Coastlines! Drawn!


Londyński Shrike Records dba o dobry humor miłośników freely improvised music i systematycznie dostarcza nowych wydawnictw. Koniec roku przyniósł dwa tytuły – solowy projekt gitarowy i post-jazzowy kwartet. Ten drugi z drobnym dysonansem poznawczym, albowiem okładka sugeruje wydanie płyty w roku 2025, z kolei oficjalna premiera na bandcampie miała miejsce w pierwszych dniach stycznia 2026 roku.

W niczym to nie przeszkodziło Trybunie, by album owego kwartetu zaliczyć do grona 50 powodów, dla których warto zapamiętać rok 2025!

 


Caroline Kraabel/ Pat Thomas/ John Edwards/ Steve Noble Transgressive Coastlines (CD 2025/26)

The Vortex Jazz Club, Dalston, Londyn, kwiecień 2025: Caroline Kraabel – saksofon, głos, Pat Thomas – fortepian, John Edwards – kontrabas oraz Steve Noble – perkusja. Trzy improwizacje, 59 minut.

Cztery znamienite postaci londyńskiej sceny free jazz/ free impro, koncertowa sytuacja w słynnym Vortexie, prawie godzina improwizacji w definitywnie post-jazzowym klimacie. To oczywiście nie mogło się nie udać, ale wcale nie musiało szczególnie nas zaskoczyć, jeśli znamy dokonania tych artystów na przestrzeni kilku ostatnich dekad. A jednak album Transgressive Coastlines, to istotne wydarzenie roku ubiegłego, nie tylko na scenie brytyjskiej.

Każda z wielominutowych części tego koncertu ma specyficzną dramaturgię. Szczególnie udana wydaje się odsłona otwarcia, budowana z mozołem, niestroniąca od minimalizmu, skupiona na szczególe, pojedynczym dźwięku, daleka od free jazzowych wybuchów nie do końca kontrolowanej ekspresji. Pierwsze dźwięki, to ledwie strzępy, drobne preparacje, szelest saksofonu i talerzy, odgłosy z dna fortepianu. Kameralny suspens od razu buduje jakość, a chwile, gdy pod pręgieżem kontrabasowego pizzicato, opowieść wynurza się z mroku zdają się być ledwie incydentami. Mistrzynią ceremonii tej części spektaklu jest Kraabel, która umiejętnie dawkuje dęte frazy i ubarwia je akcentami głosowymi. Opowieść ma zmienne tempo, dostarcza kilka intrygujących zagęszczeń, smakołyków spod kontrabasowego smyczka, tudzież dialogów saksofonu najpierw z rzeczonym smyczkiem, potem z fortepianem. Finał stawia na dynamikę, ale nie brakuje w nim intrygujących didaskalii.

Druga improwizacja z miejsca stawia nas w innych okolicznościach – jest nerwowo, każda fraza pulsuje, a opowieść syci się mnóstwem drobnych zwarć. Po niedługiej fazie dark & slowly narracja osiąga istotny, niemal free jazzowy szczyt, potem tapla się w rezonansie wszystkiego, co zdolne jest wydawać metaliczny dźwięk. Powraca głos, swoje dokłada wszędobylski smyczek, akcje piana i perkusji są wyważone, zawsze adekwatne dramaturgicznie. Zakończenie znów jest bardzo żwawe, po części nawet taneczne. Ostatnią część koncertu inicjuje sekcja rytmu, która formuje zalążek rytmu, który będzie towarzyszył muzykom z różną intensywnością do końca nagrania. Ta opowieść ma fazę definitywnie kameralną, ma też moment zastoju w pozie smutnej melodii. W końcowej części głos, rytm i skłonność do repetycji budują dramaturgię godną zwieńczenia tego wyśmienitego albumu. A ostatnie frazy należą do smyczka i saksofonu.

 


Alex Ward Drawn (CD 2025)

Stowaway Studios, London, grudzień 2023: Alex Ward – gitara elektryczna. Sześć utworów, 43 minuty.

Dyskografia tego klarnecisty i gitarzysty jest bardzo bogata, także w wymiarze solowym. Album jaki tu omawiamy, to wedle słów samego artysty kontynuacja dwóch poprzednich solowych performansów na gitarę elektryczną, które udostępnił światu w czasach pandemicznych i post-pandemicznych. Nagranie jest nieprzerwanym ciągiem fonicznym, podzielonym/ potytułowanym na części dla wygody odbiorcy i może być prezentowane/ słuchane w … dowolnej kolejności.

Pierwszy utwór obiecuje naprawdę wiele. Minimalistyczne otwarcie z akcentami zarówno jazzowymi, jak i rockowymi stwarza bazę dla dynamicznego i ekspresyjnego rozwinięcia. Flow jest bogaty w wydarzenia, a zmiana goni tu zmianę. Po krótkim interludium, które zdaje się być onirycznym post-bluesem, spuentowanym garścią gitarowej elektroniki, w kolejnym utworze Ward powraca do tempa i emocji, jakie poznaliśmy w gemie otwarcia. W strukturze narracji pojawia się coraz więcej melodii. W drugiej fazie tego utworu muzyk schodzi na pozycję balladową, ubarwia opowieść drobną porcja zmysłowej psychodelii. I wiele wskazuje na to, iż dokładnie w tym momencie narracja traci moc kreacji i długoterminowo przekształca się w smutne, melodyjne, niekiedy dość leniwe akcje pozbawione pazura, jaki charakteryzował początek płyty. Ward zdaje się szukać dalszej drogi w zakamarkach gitarowej post-klasyki, okazjonalnie brudzi brzmienie, często zmienia wątki i skutecznie usypia słuchacza.

 

 

 

środa, 31 grudnia 2025

50 Reasons to Remember the Year 2025! Pięćdziesiąt powodów, by zapamiętać rok 2025!


Albums are presented in alphabetic order! Please notice that picture below doesn’t feature all honoured recordings!

Albumy prezentowane są w kolejności alfabetycznej! Proszę zauważyć, iż zdjęcie poniżej nie przedstawia wszystkich wyróżnionych nagrań!

 


Adam Gołębiewski & Dave Brown Dogs Light

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/03/adam-goebiewski-dave-brown-in-dogs-light.html

AMM with Sachiko M Testing

(not reviewed yet)

Angharad Davies & Burkhard Beins Meshes of the Evening

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/08/angharad-davies-burkhard-beins-meshes.html

Barbara Dang & Muzzix Michael Pisaro-Liu Tombstones II

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/06/the-circum-disc-fresh-outfit-manoeuvres.html

Benedict Taylor & Paweł Doskocz Welcome to our humble abode

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/benedict-taylor-pawe-doskocz-welcome-to.html

Biliana Voutchkova & Giorgos Varoutas Little Sae

(not reviewed yet)

Camila Nebbia, Gonçalo Almeida & Sylvain Darrifourcq Hypomaniac

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/camila-nebbia-goncalo-almeida-sylvain.html

Caroline Kraabel, Pat Thomas, John Edwards & Steve Noble Transgressive Coastlines

(not reviewed yet)

Constantin Herzog, Matthias Muche & Etienne Nillesen Anasýnthesi

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/10/herzog-muche-nillesen-play-anasynthesi.html

Daniel Thompson Violet

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/10/daniel-thompson-in-violet-and-duo.html

Das B Love

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/das-b-in-love.html

Derek Bailey & John Stevens The Duke of Wellington

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/09/derek-bailey-john-stevens-in-duke-of.html

Dirk Serries & Mark Wastell Dual Activity

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/06/dirk-serries-mark-wastell-in-dual.html

Dirk Serries Zonal Disturbances II

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/05/dirk-serries-in-zonal-disturbances.html

Éliane Radigue Asymptote Versatile (1963-64)

(not reviewed yet)

Insub Meta Orchestra Exhaustion/ Proliferation

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/02/insub-meta-orchestra-plays-exhaustion.html

John Edwards, Mike Gennaro & Alex Ward Activity

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/04/alex-ward-in-two-similar-trios.html

John Butcher & Angharad Davies Two Seasons

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/12/angharad-davies-john-butcher-during-two.html

John Butcher, Phil Durrant & Mark Wastell Poznań: Appropriate Density

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/08/the-confront-recordings-fresh-meals.html

Lawrence Casserley & Emil Karlsen Aspects of Memory

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/07/lawrence-casserley-emil-karlsen-and.html

Lava Quartet feat. Almut Kühne, Jordina Millà, Gonçalo Almeida & Wieland Möller Ethereal Chant

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/07/lava-quartet-in-ethereal-chant.html

Le GGRIL + DDK Diffraction

(not reviewed yet)

Les Marquises (Emilie Škrijelj & Tom Malmendier) Live in Nickelsdorf

(not reviewed yet)

Luís Vicente & Vasco Trilla Ghost Strata

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/the-portuguese-taste-makes-world-go.html

Magda Mayas and Jim Denley One Another

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/09/magda-mayas-jim-denley-go-one-another.html

Manoeuvres Sentimentales Delightfully Deceitful

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/06/the-circum-disc-fresh-outfit-manoeuvres.html

Marcello Magliocchi, Adrian Northover & Domenico Saccente Over The Edge

(not reviewed yet)

Martin Küchen & Håkon Berre På Snurr

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/09/martin-kuchen-hakon-berre-pa-snurr.html

Matthias Müller & Andreas Willers Matthias Müller Andreas Willers

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/03/matthias-muller-andreas-willers-in-duo.html

Michel Doneda & Frédéric Blondy Points of Convergences

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/10/michel-doneda-frederic-blondy-in-points.html

Michel Doneda, Lê Quan Ninh & Núria Andorrà El retorn de l'escolta - A la memòria de Marianne Brull

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/08/doneda-ninh-andorra-el-retorn-de.html

Nour Symon Je suis calme et enragé·e

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/05/the-contemporary-counterpoint-dincise.html

Ontstopper Kollektief Unblocking

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/the-portuguese-taste-makes-world-go.html

Quatuor Bozzini/ Jürg Frey String Quartets

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/05/the-contemporary-counterpoint-dincise.html

Quentin Stokart & Tom Malmendier Mehin

(not reviewed yet)

Rodrigo Amado & Chris Corsano The Healing

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/09/rodrigo-amado-chris-corsano-into-healing.html

Sawt Out Fake Live in America

(not reviewed yet)

Sophie Agnel & John Butcher Rare

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/05/sophie-agnel-with-john-butcher-and-solo.html

Spontaneous Live Series D07: Don Malfon, Florian Stoffner & Vasco Trilla Live at 7th Spontaneous Music Festival 2023

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/06/spontaneous-live-series-is-also-digital.html

Spontaneous Live Series 016: Anaïs Tuerlinckx with Jonas Engel and Andrea Ermke Live at 8th Spontaneous Music Festival

Spontaneous Live Series 017: John Butcher’s Dragon 10 Live at 8th Spontaneous Music Festival

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/10/anais-tuerlinckx-i-john-butcher-na.html

Stefan Keune, Dirk Serries & Benedict Taylor Closer and Beyond

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/keune-serries-taylor-are-closer-and.html

Stefan Keune, Steve Noble & Dominic Lash Black Box

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/04/keune-noble-lash-in-black-box.html

Stefan Keune, Sandy Ewen & Damon Smith Two Felt-Tip Pens: Live At Moers

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/04/keune-ewen-smith-in-two-felt-tip-pens.html

Studio of Electroacoustic Improvisation Metal Boxes/ Amplifire

(not reviewed yet)

The Electrics Live in Vilnius

(not reviewed yet)

The Runcible Quintet Two

(not reviewed yet)

Tom Jackson & Daniel Thompson Dark Kitchen

(not reviewed yet)

Trashed Middle Aged Junksters Rituals Of Modern Decadence

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/discordian-records-fresh-outfit-live-at.html

Yodok III Nidarosdomen

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/12/yodok-iii-in-nidarosdomen.html

 



wtorek, 28 października 2025

Daniel Thompson in Violet and Duo!


Artystyczne losy brytyjskiego gitarzysty Daniela Thompsona są doskonale znane stałym bywalcom tych łamów. Próżno jest bowiem szukać nagrania tego muzyka, które nie zostało w tym miejscu opatrzone stosownym, na ogół pełnym zachwytów komentarzem.

Thompson gościł na ostatniej edycji Spontanicznego Festiwalu, czym sprawił ogromną radość niżej podpisanemu, a także licznej, dragonowej publiczności. Potwierdził przy okazji wszelkie walory swoich improwizowanych narracji, o których donosiliśmy w tysiącu recenzji jego albumów.

Dziś czas na dwie tegoroczne świeżynki, które trafiły do odtwarzaczy redakcji tuż po październikowej wizycie muzyka w Poznaniu. Najpierw zapraszamy na nagranie solowe, potem na duet z Johnem Edwardsem. Same smakołyki!

  


Violet

Nagranie solowe składa się z pięciu rozbudowanych (kilku lub kilkunastominutowych) improwizacji i … ośmiosekundowej kody, rodzaju nieakustycznego żartu wprost ze studia nagraniowego. W trakcie gemu otwarcia muzyk koncentruje się na umiarkowanie dynamicznym skakaniu do strunach i rozsiewaniu sucho brzmiących, ale bardzo dźwięcznych akordów. Potem wchodzi w stadium kontemplowanego minimalu, ale wraca do akcji, wpada nawet w swobodny pół galop. Druga improwizacja, to prawdziwa epopeja minimalizmu. Gitarowy Becket, symfonia dźwięków zagranych i tych, których muzyk unika, budując niezwykłą dramaturgię spektaklu zaniechania i wyczekiwania. Gitarzysta rozmawia z ciszą, śle filigranowe flażolety, jakby stąpał gołą stopą na wysuszonej trawie.

Dla odmiany trzecia improwizacja jest krótka, ostra, zadziorna, niczym pozbawiony tekstu punkowy protest-song. Na etapie rozwinięcia muzyka zdaje się rozkładać tę pieśń na czynniki pierwsze. Czwarta improwizacja jest tą najdłuższą na albumie. Leniwy, medytacyjny, minimalistyczny początek z oddechem ciszy na plecach. Ledwie głaskane struny, znów plejada mikro flażoletów. Z czasem artysta zaczyna jednak energicznie szarpać za struny, szukać zagubionych melodii i czerstwego echa. Powtarza frazy i buduje pokrętną dynamikę. Preparuje, chwilami schodzi do pojedynczego obtarcia, ale zaraz potem eksploduje i rezonuje intensywną polerką. Piąta improwizacja w fazie wzbudzania przypomina martwą balladę. Muzyk skupiony jest na pojedynczych frazach, dotyka każdą strunę po kolei. Medytuje, spogląda w ciemność, ale w tej tajemniczej aurze zdaje się odnajdywać nowe porcje energii. Plącze się w zeznaniach, cedzi frazy zarówno na wdechu, jak i wydechu, wreszcie powraca do prymarnego minimalizmu. No, a potem rzeczone osiem sekund, rodzaj pulsującego post-dźwięku.

  


Where the Butterflies Go

Duet z legendą brytyjskiego kontrabasu, to Thompson w nieco innej pozie artystycznej. Muzyk temperamentny, daleki od minimalizmu, wojownik, który chętnie wchodzi w dynamiczne zwarcia i intrygujące, niekiedy szalone interakcje. No, ale z Edwardsem trudno sobie wyobrazić inną wymianę uprzejmości. Tu naczelną zasadą jest permanentna zmiana.

Trzy długie improwizacje (ta druga ponad dwudziestominutowa) i trzyminutowe resume, to zawartość tej strunowej potyczki. Początek grany jest w rytmie. Bas płynie wysoko, gitara wręcz przeciwnie, oba strumienie fonii są wszakże bardzo blisko siebie posadowione. Potem na gryfie kontrabasu pojawia się smyczek, który nurkuje, z kolei gitara wznosi się pod nieboskłon. Opowieść faluje jak wzburzony ocean, bywa nawet taneczna. Początek drugiej odsłony, to imitacyjne szorowania strun na nisko ugiętych kolanach. Najpierw intensywne, potem dużo spokojniejsze. Przez moment artyści zbliżają się do ciszy, a improwizacja jeszcze zyskuje na urodzie. Pojawiają się preparacje, ale także post-bluesowy oddech na przemian z rockowym temperamentem. Na koniec tej części płyty muzycy wpadają w oniryczny rezonans. Struny ich instrumentów niemal śpiewają.

Początek trzeciej części dzieje się w głębokiej krypcie. Wszystko skrzypi i szeleści. Potem niespodzianka – małe zawody, kto szybciej i bieglej szarpie za struny. Tempo rośnie, hałas wzmaga się. Ale i tu czeka nas niespodziewany zwrot akcji – muzycy popadają w minimalistyczną medytację, a potem, na ostatniej prostej wspinają się na drobne wzniesienie. Finałową improwizacje otwiera pasmo drżenia. Szemrzące struny zadają  pytania, dla których odpowiedzią jest zaskakujący wzrost intensywności. Definitywnie moc jest z nimi do ostatniego dźwięku.

 

Daniel Thompson Violet (Empty Birdcage, CD 2025). Daniel Thompson – gitara akustyczna. Nagrane w Stamford Brook, Londyn, listopad 2024. Sześć improwizacji, 44 minuty.

John Edwards & Daniel Thompson Where the Butterflies Go (Earshots, CD 2025). John Edwards – kontrabas oraz Daniel Thompson – gitara akustyczna. Nagrane w Stamford Brook, Londyn, wrzesień 2024. Cztery improwizacje, 43 minuty.

 

 

wtorek, 19 sierpnia 2025

Decentred in The Horse Hospital!


Brytyjski kwartet Decentred uformował się kilkanaście lat temu, a swoje inicjacyjne spotkanie uwiecznił na albumie wydanym przez zacny Another Timbre. Leniwe, minimalistyczne kompozycje, a także definitywnie predefiniowane improwizacje silnie zapadły nam w pamięć, a kwartet w odmęty historii muzyki kreatywnej Zjednoczonego Królestwa.

Teraz ów ansamble niespodziewanie powraca w nagraniu koncertowym, wydanym bez specjalnych ceregieli (ale chyba także bez profesjonalnego masteringu) i udostępnionym jedynie w formie plików elektronicznych. Muzyka skrzypaczki Angharad Davies, saksofonisty Toma Chanta, kontrabasisty Johna Edwardsa i manipulatora urządzeń elektronicznych Benedicta Drew jest wszakże na tyle wartościowa, iż sięgamy po nią bez zbędnej zwłoki zapraszając na wnikliwy odczyt i odsłuch prawie godzinnego spektaklu. Dodajmy, iż tym razem muzyka Decentred daleka jest od programowego minimalizmu, jaki królował na pierwszej płycie i zdaje się być od pierwszej do ostatniej sekundy w pełni improwizowana.

 


Koncert składa się z dwóch setów, które trwają po dwa kwadranse każdy. Otwarcie pierwszego z nich tylko przez kilkadziesiąt sekund sprawia wrażenie gry rozpoznawczej, poprzedzającej właściwą improwizację. Skrzypce toną w matowym dronie, gryf kontrabasu drży od uderzeń smyczkiem, saksofon parska, a elektronika, jeśli w ogóle już się obudziła, nie wydaje jakichkolwiek dźwięków. Po niedługim czasie akustyczne frazy zaczynają interferować, permanentnie doposażane mocą kreatywnych preparacji. Dopiero jednak silny impuls elektroniki sprawia, że ekspozycja nabiera blasku i stosownego rozmachu. Opowieść formuje się w swoisty hanging around, szyty brudnymi, niekiedy siarczystym frazami zmysłowego post-chamber. Najpierw na froncie sadowią się strunowce, potem przez moment saksofon. Elektronika dba o energetyczny background i koncentruje się raczej na podkreślaniu akustycznych fraz. Przez kilka chwil improwizacja nabiera niemal noise’owego anturażu, ale w połowie seta przepoczwarza się w mantrę mrocznych szumów i subtelnych zgrzytów. Kolejnymi etapami podroży są wizyta w zakładzie szlifierskim, a zaraz potem w oazie spokoju i wytchnienia. Zakończenie seta wydaje się najbardziej intensywną jego częścią. Spazmy elektroniki, pełny wydech saksofonu i garść melodii z nieznanego do końca źródła tworzą iście piorunującą mieszankę.

Inauguracja drugiego seta lepi się z drobnych, rwanych fraz, ma charakter dość minimalistyczny. Szybko jednak elektronika uderza w dzwon i w przeciwieństwie do poprzedniego seta chętniej przejmuje mostek kapitański. Dzięki temu rośnie intensywność przekazu, ale także dysonans poznawczy, albowiem coraz więcej dźwięków zdaje się pochodzić z nieznanego źródła. Strunowce chętnie sięgają teraz po reperację, elektronika pulsuje, a saksofon niespodziewanie zaczyna tę ostatnią imitować. Po fazie dronowej następuje atak smyczków poparty ostrym podmuchem z tuby dęciaka. Swoje dokłada elektronika, a koncert definitywnie wchodzi w najgłośniejszą fazę. Improwizacja szybko jednak odnajduje ciszę i mrok niedopowiedzenia. Podejście pod finał koncertu jest długie, zarówno dronowe, jak i rezonujące, niepozbawione znamion tajemniczego rytmu i post-industrialnego posmaku. Po porcji bolesnych, rozhuśtanych melodii narracja osiąga etap wielominutowego studzenia, które śmiało możemy określić mianem niewymownie pięknego. Burza oklasków na koniec, to niejako rzecz oczywista.

 

Decentred The Horse Hospital (Thanet Tape Centre, DL 2025). Angharad Davies – skrzypce, Benedict Drew – elektronika, John Edwards – kontrabas oraz Tom Chant – saksofon. Nagrane w The Horse Hospital, Londyn, kwiecień 2025. Dwie improwizacje, 59 minut z sekundami.

 



wtorek, 22 lipca 2025

John Butcher & John Edwards! This Is Not Speculation!


Brytyjskie legendy muzyki swobodnie improwizowanej, saksofonistę Johna Butchera i kontrabasistę John Edwardsa spotykamy w bawarskim Monachium. Jesienią, niespełna dwa lata temu, artyści zagrali tu koncert, który uformowany został w cztery opowieści (trzy długie i drobny encore) i pomieszczony na poręcznym dysku kompaktowym. Bez zbędnych introdukcji zasiadamy do odsłuchu, radzi, że takie smakowite nagrania upubliczniane są także przez krajowych edytorów (a spodziewać się możemy w tym roku tak zwanego ciągu dalszego).

So, welcome!

 


Pierwsza improwizacja trwa ponad dwadzieścia minut, a jej otwarcie wydaje się pozornie spokojne, ale definitywnie podszyte nerwowym oczekiwaniem na rozwój wypadków. Gryf kontrabasu drży, z tuby saksofonu tenorowego dobywają się tumany kurzu i szumu. Genialnie skomunikowani od lat artyści nie potrzebują wiele, by wykreować wielowątkową narrację. Od brudu do czystego frazowania, od kameralnego post-jazzu po ekspresje swobodnego post-baroku. Kontrabasista swoim zwyczajem pracuje w trybie podwójnym, jego arco zlewa się z pizzicato w jeden strumień wspaniałości. Saksofonista także reaguje w typowy dla siebie sposób – zawsze znajdzie odpowiedź, chętnie podpowie nowy kierunek akcji. Tu spotkanie Czterech Pór Roku z Machine Gun nie jest niemożliwe. Smyczek potrafi budować ekspozycje godne emocji soczystego rocka, saksofonista nasączony post-jazzem jest przygotowany na wszystko. Bywa, że reakcją na smyczkowe tango jest tu olimpijski spokój saksofonu. Dynamika nie jest atrybutem całości nagrania - bardziej żwawe akcje stanowią raczej wyróżnik, który udanie podkreśla odcinki, które muzycy budują z rozwagą, na dużym spokoju. W połowie improwizacji opowieść delikatnie stopuje, a artyści przechodzą w fazę medytacyjną. Saksofon ucieka jednak pod nieboskłon, burząc idee odpoczynku. Reakcją kontrabasu jest garść dynamicznych podskoków i soczystych riffów. Finałowa część pierwszego fragmentu sięga po spokojny post-jazz, perfekcyjne ugaszony wprost w ciszę, która w wersji live była zapewne wypełniona rzęsistymi oklaskami.

Druga improwizacja trwa ponad trzynaście minut i toczy się bliżej rejonów ciszy, pełna jest urokliwych, preparowanych fraz. Artyści przypominają teraz pasikoniki, które skaczą po zroszonej poranną mgłą łące. Na etapie rozwinięcia chętnie sięgają po atrybuty wyważonego post-jazzu, a potem przechodzą w strefę wyjątkową pięknych, rezonujących dronów. Puentą tej odsłony koncertu są post-barokowe westchnienia. Początek trzeciej opowieści, która także trwa kilkanaście minut, to chmura szmerów, szumów i cmoknięć, a potem zgrzytów i obcierek. Tu narracja dostarcza kilka akcji solowych, na ogół krótkich, z miejsca komentowanych przez interlokutora. Dodajmy, iż w grze na dłuższą chwilę pojawia się saksofon sopranowy. W drugiej fazie improwizacji nie brakuje bardziej dynamicznych akcji, inicjowanych na ogół kontrabasowym pizzicato. Samo zakończenie utworu śmiało możemy uznać za najbardziej ekspresyjny moment wieczoru. Albumowe encore płynie z kolei z dna głębokiej krypty. Opowieść nasączona jest delikatną melodyką w tonie definitywnie pożegnalnym. Obaj muzycy śpiewają czyniąc to niemal imitacyjnie. Ostatnia prosta jest jednak, zaskakującym w tej sytuacji dramaturgicznej, drobnym spiętrzeniem.

 

John Butcher & John Edwards This Is Not Speculation (FSR Records, CD 2025). John Butcher – saksofon tenorowy i sopranowy oraz John Edwards – kontrabas. Nagrane w Einstein Kultur, Monachium, październik 2023. Cztery improwizacje, 51 minut.

 

 

wtorek, 8 lipca 2025

Fundacja Słuchaj! The post-cards from last two years: Flight Mode! Truth Seeker! What Else is There? Scratching Fork II !


Dziś prezentacja czterech albumów wydanych przez krajową Fundację Słuchaj! (zwaną także FSR Records) w trakcie minionych dwóch lat, których recenzje zostały poczynione przez Pana Redaktora, a następnie opublikowane na zacnym portalu Jazzarium.pl. Zatem rodzaj wakacyjnego reprintu, który kontynuowany będzie na naszych łamach także na przełomie lipca i sierpnia. So, welcome!




Tony Buck, John Edwards, Elisabeth Harnik & Harri Sjöström Flight Mode. Live in Berlin 2023 (FSR Records, CD 2024). Tony Buck – perkusja, instrumenty perkusyjne, John Edwards – kontrabas, Elisabeth Harnik – fortepian oraz Harri Sjöström – saksofon soprano & sopranino. Nagrane w Panda Platforma, Berlin, luty 2023. Cztery improwizacje, 63 minuty.

Freejazzowa improwizacja żyje z intrygujących konstelacji personalnych, jej bogata historia pełna jest formacji, które śmiało zasługują na miano super-grupy, nawet wtedy, gdy muzycy spotykają się ze sobą po raz pierwszy i być może ostatni. Ale jeśli z tego pierwszego spotkania powstaje płyta, szansa, iż artyści zewrą szyki ponownie rośnie niepomiernie.

Fiński saksofonista, weteran nie jednej improwizowanej wojny, wielki kreator i muzyk, który potrafi lepić cuda w każdej sytuacji scenicznej, kompulsywna austriacka pianistka, która kocha free jazz i jest gotowa dla niego poświęcić wszystko, brytyjski kontrabasista, prawdziwy kameleon, artysta niosący wartość dodaną każdym swym dźwiękiem, wreszcie australijski drummer, muzyk, który nie daje się zapisać do żadnej szkoły, ani wepchnąć do jakiejkolwiek szuflady gatunkowej – oto materia i duch, z których zbudowano kwartet Flight Mode. Nie mogło się nie udać!

Koncert zarejestrowany w ubiegłym roku w Berlinie składa się z czterech epizodów (każdy zwieńczony oklaskami), które układają się w dwa sety. Ten pierwszy, to ponad dwadzieścia pięć minut części głównej i drobny encore, ten drugi, to dwie rozbudowane, kilkunastominutowe opowieści. Muzycy startują do lotu kolektywnie, w duchu żywego, dobrze unerwionego post-jazzu. Buck od pierwszej sekundy konstruuje na poły dynamiczny szyk perkusyjny, a typowa dla niego obsesja ciągłego rytmu zdaje się sprzyjać dramaturgii spektaklu. Saksofon Sjöströma, choć ulotny w brzmieniu, raz za razem dodaje narracji nowe zastrzyki ekspresji. Harnik w piewszej odsłonie pracuje niemal wyłącznie na klawiaturze, a ogień jej fraz syci improwizację na cyklu ciągłym. Wreszcie Edwards - w gemie otwarcia koncentruje się na freejazzowym pizzicato. Wielominutowa narracja faluje tu niczym wzburzony ocean. Pierwsze efektowne wzniesienie muzycy mają za sobą już po pięciu minutach. Drugi dynamiczny lot Buck inicjuje po minucie dwunastej. W tak zwanym międzyczasie artyści serwują nam kilka post-balladowych interwałów, w trakcie których znajdują przestrzeń dla indywidualnych preparacji. Zakończenie tej części koncertu, które początkowo lepi się z nostalgicznych, post-kameralnych westchnień, okazuje się być pełnokrwistym wzniesieniem. Druga improwizacja, rodzaj dogrywki do seta pierwszego, pełna jest nerwowych, rozedrganych fraz. Edwards płynie swoim najpiękniejszym arco & pizzicato, reszta sukcesywnie dokłada do ognia.

Trzecią historię inicjuje solowy saksofon. W tle Buck i Edwards preparują, dokładnie to samo czyni Harnik. Narracja dość szybko łapie wiatr w żagle, ale nie gna na złamanie karku. Stylowy, kompaktowy drumming rysuje teraz intrygujące tło, na którym rozgrywa się kilka ekspozycji solowych, w tym nade wszystko krótki show kontrabasisty. Improwizacja nabiera rumieńców bez partycypacji saksofonisty. Gdy ten dołącza tempo rośnie do rozmiarów jeszcze tego dnia niespotykanych. Po kilku okrzykach opowieść uroczo się wystudza, a na gryfie kontrabasu pojawia się na dłuższą chwilę smyczek. Płynie bardzo nisko, ale niespodziewanie wynosi kwartet na kolejny szczyt! Buck, żywe srebro, nie daje nikomu przysnąć choćby na ułamek sekundy! Zakończenie utworu nie przestaje kąsać ekspresją, choć frazy Harnik płyną definitywnie nostalgicznym strumieniem.

Ostatnia improwizacja wydaje się być najspokojniejszym odcinkiem berlińskiego szaleństwa. Na starcie arco & pizzicato Edwardsa i słodka melodyka Sjöströma. Buck pracuje na perkusjonalnych świecidełkach, Harnik czyści dno pudła rezonansowego. Ale ta zmysłowa introdukcja szyta jest podskórnym rytmem! Zupełnie by the way kontrabas wchodzi strefę mroku, pięknie zdobioną perkusyjnymi szczoteczkami. Po chwili roztargniony saksofon śpiewa razem ze smyczkiem. Flight Mode nie byliby sobą (zwłaszcza drummer!), gdyby ostatniej fazy koncertu nie podkreślili czymś odrobinę bardziej dynamicznym. Opowieść nabiera tempa, ale zdaje się toczyć na delikatnie zaciągniętym ręcznym. Hamowanie odbywa się zatem bez pisku opon, wprost w burzę rzęsistych oklasków.



 

Ivo Perelman/ Mark Helias/ Tom Rainey Truth Seeker (FSR Records, CD 2024). Ivo Perelman – saksofon tenorowy, Mark Helias – kontrabas oraz Tom Rainey – perkusja. Nagrane w Parkwest Studios, Nowy Jork, grudzień 2022. Siedem improwizacji, 67 minut.

Najbardziej płodny i pracowity muzyk improwizowanego wszechświata nie ustaje! Saksofonista Ivo Perelman, nowojorski Brazylijczyk, tym razem zaprasza na spotkanie w jazzowym trio, do którego zaprosił znamienitych gości, prawdziwych mistrzów gatunku – kontrabasistę Marka Heliasa i perkusistę Toma Raineya.

Siedem improwizacji, które trwają od ośmiu do jedenastu minut, niesie moc wrażeń i całe mnóstwo intrygujących, dramaturgicznych komplikacji, które są na wprost pokłosiem niebanalnej, niekiedy zaskakującej rytmiki, szytej trudnymi do przeliczenia metrami, jaką proponuje nam przez niemal siedemdziesiąt minut Tom Rainey. A to oczywiście nie jedyny atrybut jakości nagrania tytułowych Poszukiwaczy Prawdy.

Każda z improwizacji ma zgrabną introdukcję, realizowaną zarówno kolektywnie, jak i indywidualnie, bystre rozwinięcie, gdy ekspozycja na ogół osiąga całkiem dynamiczne parametry i sprytną kodę, której ciężar najczęściej spoczywa na barkach saksofonisty. Pierwsza opowieść zdaje się być swobodnym post-jazzem granym w żwawym, ale spacerowym tempie. Rozkołysana melodyka saksofonu niesiona tu jest przez energetyczny kontrabas i perkusję, która co rusz wypuszcza w bój strugę narracji w niebanalnym metrum. Na etapie spowolnienia odnotowujemy pierwsze solo, w tym wypadku kontrabasisty. Druga opowieść w fazie początkowej jest intrygującą post-balladą z preparowanymi inkrustacjami, w fazie zaś zaawansowanej zwinną, kocia galopadą z wysoko podwieszonym śpiewem saksofonu.

Trzecią odsłonę inicjuje energiczna akcja sekcji rytmu, do której klei się wyjątkowo melodyjna partia dęta. W dalszej części do gry wchodzi smyczek i wdaje się w melodyjne dyskusje z dęciakiem. Drummer tradycyjnie robi tu swoje, oplata wszystko gęstymi mackami włochatego pająka. W utworze kolejnym znów mamy do czynienia ze wspólnym strumieniem melodii kreowanej przez smyczek i saksofon. Tu flow zdaje się być cokolwiek post-barokowy, choć szyty intrygująco zabrudzonym tembrem. Potem pojawia się rytm - znów jest fikuśny, stymulujący wszystkich do wzmożonej kreatywności i wpychający improwizację w objęcia soczystego free jazzu. Piątą improwizację otwiera z kolei perkusista, ale całość nie wychyla się poza ramy dobrze skonstruowanej post-ballady. W fazie rozwinięcia tempo oczywiście rośnie.

Szósta odsłona bazuje na dźwiękach preparowanych, melodyjnym smyczku i dużej wstrzemięźliwości perkusisty. Bywa, że ten ostatni nawet milczy. Finał tej części albumu znów skrzy się dobrą dynamiką w ciekawym metrum. Końcowa opowieść albumu szyta jest wyjątkowo delikatnym ściegiem. Melodia snuje się tu od tuby saksofonu do smyczka na gryfie kontrabasu, a doboszowy rytm perkusji buduje pewien urokliwy dysonans. Po krótkim spowolnieniu opowieść nabiera zgrabnej taneczności i udanie reasumuje owo nowojorskie spotkanie improwizatorów.

 




Karl Evangelista with Tatsu Aoki, Alexander Hawkins & Michael Zerang What Else is There? (Fundacja Słuchaj!, CD 2023). Karl Evangelista – gitara, Alexander Hawkins – fortepian, Tatsu Aoki – kontrabas oraz Michael Zerang – perkusja. Nagrane w FAB Recording Studio, Chicago, grudzień 2021. Siedem utworów, 56:25.

What Else is There?, to fonograficzna dokumentacja spotkania międzynarodowego, wielopokoleniowego kwartetu, który uformował się w pewnym chicagowskim studiu nagraniowym prawie dwa lata temu. Pretendujący tu do miana lidera, gitarzysta Karl Evangelista przygotował na jego okoliczność trzy kompozycje własne, wyposażone w zgrabny, rytmiczny temat, który każdorazowo stanowi zaczyn do bystrych, chwilami bardzo swobodnych improwizacji, zarówno solowych, jak i kolektywnych. Pozostałe cztery utwory, to opowieści podpisane przez wszystkich muzyków, możemy zatem domniemywać, iż noszą znamiona improwizacji, być może odrobinę predefiniowanych. I to właśnie w ich trakcie dzieje się tu najwięcej dobrego, co znajduje swoją kulminację podczas dwóch ostatnich utworów, definitywnie najciekawszych momentów płyty.

Album otwiera temat wytyczający szlak narracji tanecznym, zrytmizowanym krokiem. Pierwszy w otchłań całkiem ekspresyjnej solówki idzie pianista, potem tą samą drogą podąża gitarzysta, który nadaje swojej ekspozycji delikatny posmak rocka. Muzycy uwolnieni od jarzma notyfikacji chętnie uciekają w emocje godne free jazzu. Kolejne dwa utwory, to improwizacje. Pierwszą otwiera gitarzysta, który wchodzi w dialog z perkusistą. Opowieść nabiera wiatru w żagle, wydaje się być dość żywiołowa, niesiona falami lekko wzburzonego morza. Tu znów finalizacja pachnie free jazzem, ale tym razem mocno kontrolowanym. Trzecia opowieść budowana jest bardzo skrupulatnie, minimalistycznie i delikatnie. Formuje się w kształtną balladę, która z czasem zyskuje na dynamice.

Czwarta i piąta odsłona albumu, to dwie kolejne kompozycje gitarzysty. Obie rytmiczne, silnie nasączone jazzowymi synkopami, zgrabnymi improwizacjami i dobrą melodyką. W trakcie pierwszej z nich swoje jedyne, krótkie solo prezentuje kontrabasista. Z kolei druga znaczona jest bluesową estetyką i wydaje się być skrojona dla mniej wymagającego odbiorcy. Kolejne porcje dobrze skomunikowanych improwizacji proponują tu gitarzysta i pianista. Ten pierwszy zdaje się płynąć szerokim, płynnym strumieniem, ten drugi stawia na twarde, kanciaste formy.

Tymczasem docieramy do dwóch ostatnich opowieści, nie bez przyczyny wskazanych jako crème de la crème całej plyty. Pierwszą z nich otwierają szumiące, gitarowe pick-up’y i delikatnie pulsujące struny basu. Tymczasem fortepian i perkusja budują intrygującą strukturę rytmiczną, która nieść będzie na swych zgrabnych ramionach frazy improwizowane, tu często kojarzone w kolektywne sploty interakcji. Finałowa improwizacja lepiona jest żmudnie z drobnych, niekiedy ledwie sugerowanych fraz. Rozpoczyna perkusista, potem pojawia się brzmienie delikatnie drżących strun gitary, frazy inside piano i kontrabasowy smyczek. Plejada preparowanych dźwięków ze strony wszystkich muzyków przekształca się tu w strumień bardziej wyrazistych fraz nakierowanych na swobodną, post-jazzową ekspozycję.

 


Marek Malinowski/ Robert Rychlicki-Gąsowski/ Wojciech Zadrużyński Scratching Fork II (FSR Records, CD 2024). Marek Malinowski – gitara elektryczna i akustyczna (archtop), kompozycje, Robert Rychlicki-Gąsowski – kontrabas, gitara basowa oraz Wojciech Zadrużyński – perkusja. Nagrane w TONN Studio, Łódź, grudzień 2022. Dziesięć utworów, 48:42.

Gitarowe tria w obrębie szeroko rozumianego jazzu zdają się bilansować od edycji power, gdzie emocje biorą górę, a siła amplifikacji i bogactwo pick-up’ów rządzą na scenie nie biorąc jeńców, po smukłe, wystudzone piosenki, których pole rażenia jest niewielkie, ale szansa na przyciągnięcie mniej wymagającego słuchacza duża.

Druga edycja Scratching Fork nie konsumuje żadnego ze skrajnych wariacji gitarowego tria, szuka swojego miejsca, odważnie spogląda w kierunku freely improvised music, podkreślając ów fakt podanym na wprost tytułem jednego z utworów.

Siłą tej gitarowej eksploracji są kompozycje, doposażone w ciekawie, łamane metra kreujące nieograniczone pole dla improwizacji. Słabością być może poziom ekspresji, niekiedy także brak ciekawszych pomysłów na rozwój improwizacji, zwłaszcza w momentach, gdy nie są one prowadzone kolektywnie. Tu akurat odrobina spektaklu w estetyce power byłaby dalece zasadna.

Pierwsze dwa utwory obiecują tu wiele. Dramaturgiczny suspens, łamane rytmy, swoboda działania i posmak downtownowego grania z dawnych lat bliskiego estetyce Elliota Sharpa, to atuty pieśni otwarcia. W drugiej odsłonie, po prezentacji szerokiego wachlarza możliwości instrumentacyjnych i gatunkowych konotacji, trio rusza w ognistą przebieżkę.

Dwie kolejne opowieści studzą jednak zapał recenzenta, pozostając w ostatecznym rozrachunku niezobowiązującym post-balladami. W piątym utworze pojawia się nowy element – intrygujące, improwizowane intro, kilka świetnych momentów kontrabasisty wyposażonego w smyczek, także w wersji solowej. Po tak dobrym otwarciu opowieść zostaje dociążona tematem kompozycji i odpływa w typowe post-fussion gitary wspartej na swingującej sekcji rytmicznej. W szóstej części muzycy serwują nam po części post-rockową ekspozycję. Dobre wejście w temat, zbyt wystudzona faza rozwinięcia, ale dalece udane, ekspresyjne zakończenie.

Siódma kompozycja, to gitara akustyczna solo, która eksploruje dziedzictwo Dereka Baileya. Początek zdaje się być zbyt ułożony, harmonijny, ugrzeczniony, a samej opowieści raczej bliżej do wariacji na temat flamenco. Jednak im dalej w las, tym lepiej. Gitarzysta powoli gubi bagaż historii i szuka swoich, zawsze lepszych rozwiązań.

Ostatnie trzy utwory do wizerunku tria dokładają nowe elementy. W ósmym wyczuć można post-klasyczny sznyt w gitarowym frazowaniu, odnajdujemy tu także pure jazzowe solo basisty. W dziewiątym po połamanym rytmicznie, kolektywnym wstępie, gitarzysta realizuje dość przewidywalne solo, po czym ucieka w pogłos. Próba wejścia w strefę wyzwolonej psychodelii nie jest do końca przekonująca. Album reasumuje rockowy temat w prostym metrum. Sporo emocji, niezła dynamika i nieuzasadnione dramaturgicznie spowolnienie w środkowej fazie utworu. Nas szczęście ekspresja rocka ostatecznie zwycięża.