Po raz kolejny wracamy na ubiegłoroczną edycję monachijskiego Festiwalu MMI. Przed nami drugi set trzeciego dnia, a na scenie brytyjski saksofonista John Butcher i kataloński perkusjonalista Vasco Trilla. Aż trudno uwierzyć, że tych dwóch wybitnych artystów improwizuje ze sobą po raz pierwszy w życiu. Set trwa tradycyjne na tej imprezie trzy kwadranse i znów łechta nasze receptory słuchu miodem płynącą, soczystą improwizacją.
Koncert inauguruje dronowa ekspozycja, szyta szmerem z
werbla i rezonującą porcją dętych podmuchów. Wszystko zdaje się szeleścić, drżeć,
pulsować, coraz ciężej oddychać. Tenorzysta wyprowadza garść melodii, z kolei perkusjonalista
reaguje czymś, co brzmi jak pocieranie smyczkiem metalowej powierzchni. Tylko pisk
i rezonujący skowyt. Wraz z wybiciem dwunastej minuty muzycy grzęzną w ciszy,
czym wieńczą pierwszy wątek spektaklu.
Kolejny inicjuje Trilla budując drumming najpierw samymi
dłońmi, potem już pełnoprawnymi akcesoriami perkusyjnymi. Butcher swoim tradycyjnym
tremolem wbija się w coraz gęstszą fakturę rytmu, a improwizacja brnie w
post-jazzowe tango. Jeszcze przed upływem dwudziestej minuty akcja dramatu śmiało
zasługuje na miano free jazzowej erupcji.
Z głębokiej ciszy dętych szmerów i trzeszczenia glazury werbla
rodzi się trzeci akt koncertu. Saksofon wpada w ptasie migotanie, choć na
scenie wciąż towarzyszy nam jego tenorowa odmiana. Perkusjonalia mienią się efektownym
blaskiem, a my słyszymy dodatkowy dźwięk, który brzmi definitywnie elektroakustycznie.
Prawdopodobnie to efekt dmuchania plastikową rurką w werbel. Saksofon efektownie
imituje ten dźwięk, sprawiając, iż scenę opanowuje teraz dęty duet. Po
niedługim czasie artyści zgrabnie przechodzą do eksploracji dźwięków, które moglibyśmy
nazwać pre-industrialnymi. Akcje są głośne, zaczepne, zawadiackie. Wszystko drży,
migocze, wpada w strzelisty rezonans.
Kolejna faza koncertu, to swoista wymiana coraz większej
porcji szumów. Znów inicjuje Vasco, a John bez trudu wchodzi w jądro tego
tajemniczego zdarzenia fonicznego. W międzyczasie na werblu zaczynają mościć
się typowe trillowe robaczki, które szybko budują akustyczną ścianę dźwięków.
Odpowiedzią saksofonisty jest pierwsza bardziej rozbudowana akcja na sopranie.
Po drobnym spiętrzeniu, w okolicach trzydziestej minuty, muzycy
przechodzą do wymiany uprzejmości prowadzonej wyjątkowo minimalistycznymi
metodami. Z jednej strony dęta melodia, z drugiej nowa odsłona drummingu,
tu czynionego po krawędziach i innych metalowych obiektach. Tempo tymczasem rośnie,
a emocje zdają się być coraz gorętsze. Do bardziej istotnego spiętrzenia jednak
nie dochodzi, o czym decyduje zmysł dramaturgiczny Trilli, który feerią dzwonków
tłumi narrację, a ta jeszcze przed upływem czterdziestej minuty niespodziewanie
gaśnie.
To jednak nie koniec koncertu. Ostatnie cztery minuty to rodzaj
multimedialnej dogrywki. Saksofonista dosyła garść nowych dźwięków, perkusjonalista
z kolei coś, co przypomina brzmieniem cytrę. Muzycy kołyszą się na delikatnym
wietrze, drżą, szeleszczą, aż do momentu, gdy Butcher, nie przestając grać, wchodzi
ze sceny. Publiczność klaszcze bardzo głośno.
John
Butcher & Vasco Trilla Munich 2025 - Day 3 Set 2 (MMI Festival, DL
2026). John Butcher – saksofon tenorowy i sopranowy oraz Vasco Trilla –
instrumenty perkusyjne. Nagrane w trakcie MMI Festival, Einstein Kultur,
Monachium, maj 2025. Jedna improwizacja, 44 minuty.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz