wtorek, 14 lutego 2017

Adam Gołębiewski – naprzeciwko ich oczu, tuż nad ich uszami


Słuchanie muzyki improwizowanej niewątpliwie pobudza wyobraźnię. Jakże często w trakcie intensywnego odsłuchu niebanalnych i karkołomnych potoków dźwiękowych, próbujemy w głowie rysować tę muzykę, poszukiwać źródła danego wydarzenia akustycznego, po ludzku - zrozumieć proces, jak przebiega pomiędzy improwizującym muzykiem, a przedmiotem, który wprawia on w stan emitowania pojedynczego dźwięku.

Oto dziś przed nami wyjątkowa okazji wgryzienia się w ten proces!!! Nasza głowa zostaje bowiem umieszczona w… bębnie. A na zewnątrz muzyk, który przy użyciu kilku rodzajów przedmiotów będzie maltretował, nagiętą do granic wytrzymałości, membranę tegoż bębna, która w efekcie jego działań ostatecznie … rozerwie się. Ale tu zdecydowanie uprzedziliśmy przebieg wypadków.

Słuchacze niechże podzielą się na materialistów (umysły analityczne szukać będą źródła dźwięku) oraz idealistów (oni jedynie uruchomią wyobraźnie i będą kreować obrazy). W żmudnym opisie wydarzeń Wasz Recenzent będzie się starał zaspokoić potrzeby informacyjne obu grup słuchaczy.




Czyste kawałki polistyreny. Taniec ołowiowanych mrówek po naszej potylicy potrwa jedynie półtorej minuty. Jedynie tyle są w stanie wytrzymać zwinięte w rulon plastikowe sztućce, gdy się je intensywnie wyginana i próbuje zrobić przy ich użyciu dziurę w twardej płaszczyźnie ze skóry, zdecydowanie zwierzęcej proweniencji.

Surowy brąz. Metalowe, ciężkie, brązowe tortury membrany dadzą nam aż siedemnaście minut doznań kosmicznie akustycznych. To oczywiście tylko projekt, pokaz możliwości i struktur wyobraźni muzyka. Gdy zastosujemy je na koncercie, nie tylko w wymiarze solowym, te akustyczne grepsy okażą się niezwykle przydatne, a doświadczenie muzyka stanie się wartością niezbywalną. Ale my jesteśmy w środku tego niesamowitego incydentu! My to wszystko czujemy i słyszymy (biedna membrana!). By taki efekt elektroakustyczny uzyskać w normalnych warunkach odbioru koncertu, trzeba by na scenę wpuścić z pół tuzina muzyków, a każdego z nich wyposażyć w przynajmniej dwa instrumenty. Życie godowe zmutowanych ptaków w dobie katastrofy ornitologicznej. Dron goni dron, mikrodron goni mikrodron… Ta historia potrafi być agresywna i ociekać krwią, choć pęknięta na koniec membrana tego nie sugeruje…




Aluminiowe rożki. Ten epizod jest bardziej zwarty, szorstki i wyjątkowo niedelikatny. Niewątpliwie cierpimy razem z membraną. Masotony noisowych dźwięków dewastują nasze… membrany uszne. Rykowisko, sperma i brak moralnego zadośćuczynienia. Diabeł musi być piękny, a muzyka puszczana od tyłu ponoć uwalnia moce piekielne. Ogony diabłów niższej rangi smażą się na rozżarzonym palenisku, a skrzydełka aniołów wachlują symultanicznie. Uwaga! To nie dobranocka. Ale przyjemność foniczna jest jednak diabelsko anielska.

Zakrzywione części stalowe. Gwizdanie, kołyszące się na wietrze pojazdy szynowe, od dawna nieremontowane. Pisk deflorowanej powierzchni płaskiej, gdy napastnik wyposażony jest w więcej niż jeden atrybut przyjemności. Kanonada! Muzyka totalna wypełnia całą przestrzeń wokół naszej głowy. Stado mikrotonowych saksofonów sopranino, strojowych ponadnormatywnie wysoko, doznaje orgazmu, który nie konsumuje ich potencji. Ekspansywne drony upalonej post-elektroniki. Być może to jednak stado przegłodzonych bawołów, w oczekiwaniu na całkowicie zasłużone potępienie. Membrana bardzo dzielne znosi te ekscesy i jest wyjątkowo cierpliwa. Na finał oczywiście pęka i tyle po niej pozostanie…




Adam Gołębiewski  In Front Of Their Eyes  (Galeria Miejska Arsenał, 2015). Materiał na płytę zarejestrowany został w technice stereofonii binarnej, w trakcie koncertów w poznańskiej Galerii Arsenał w grudniu 2014. Nagrania są całkowicie akustyczne, a na krążku zostały wiernie odwzorowane, bez jakichkolwiek czynności masteringowych. W bębnie muzyka zostały umieszczone mikrofony, z których dźwięk był transmitowany bezpośrednio na słuchawki publiczności zgromadzonej na koncercie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz