Brytyjski saksofonista Adrian Northover i jego wieloletni, muzyczny kompan, włoski perkusista i perkusjonalista Marcello Magliocchi należą do wąskiego grona artystów, którzy w szczególny sposób kultywują tradycję swobodnych, filigranowych, molekularnych improwizacji, jakie objawił światu niemal sześć dekad temu the one and only John Stevens i jego Spontaneous Music Ensemble. Na łamach bloga, którego nazwa nie jest w tym kontekście przypadkowa, pisanie o muzyce Anglia i Włocha to prawdziwa przyjemność, ale i ustawowy obowiązek.
Dziś w pierwszej kolejności sięgniemy po nagranie The Runcible
Quintet – formacji, która powraca do nas po raz czwarty (a nawet piąty). Potem zagłębimy
się w dźwiękach pewnego włoskiego tria z intrygującym brzmieniem preparowanego
akordeonu. Dodajmy, iż oba omawiane albumy zostały zakwalifikowane do 50
powodów, dla których warto zapamiętać rok 2025. A zatem sam miód, krew
improwizacji, którą kochamy najbardziej. Zapraszamy do każdego dźwięku!
The
Runcible Quintet Two (Bandcamp’ self-released, CD 2025)
John
Marshall Hall,
Christchurch, Blackfriars, Londyn, maj 2025: Neil Metcalfe – flet, John Edwards
– kontrabas, Marcello Magliocchi – perkusja, Adrian Northover – saksofon
sopranowy oraz Daniel Thompson – gitara akustyczna. Pięć improwizacji,
51 minut.
Dwa instrumenty strunowe, dwa niebywale lekkie dęciaki i
filigranowa perkusja, to instrumentarium The Runcible (w przypadku tej
ostatniej, to raczej small drum kit, podobny ekwipunek, jakiego używał John
Stevens). Kwintet zaczynał swe fonograficzne życie od płyty zatytułowanej Five,
potem numeracja cofała się. Teraz artyści doszli do tytułu Two, ale
zdaje się, że w międzyczasie, w formie drobniejszej ekspozycji, popełnili już nagranie
One. Tak, czy inaczej ten kwintet, to jedna z najlepszych rzeczy, jakie przydarzyły
się swobodnej improwizacji na Starym Kontynencie w ostatniej dekadzie.
Muzycy od pierwszego dźwięku stawiają na kreatywny kolektywizm
i od tej reguły odstąpią jedynie w najdłuższej, trzeciej opowieści. Zadziorna
feeria żywej akustyki w stanie ciągłej interakcji, niekiedy całkiem intensywnej,
to naczelna charakterystyka tej muzyki. Druga opowieść wydaje się jeszcze
bardziej dynamiczna, ale zarazem intrygująco ulotna, jakby każda fraza dostawała
skrzydeł i szukała nieboskłonu. Jeśli początek grany jest tu na wydechu, to rozwinięcie
uznać można za głębokie westchnienie, a finalizację za kameralny wdech. Nie
brakuje w tej opowieści zabaw z rytmem, choć nie jest to sytuacja typowa dla Runcible.
W trzeciej, prawie 20-minutowej improwizacji, muzycy mają czas na wszystko – kolektywne
podrygi, samotne ekspozycje (gitara, perkusja), a także igraszki w podgrupach –
dęte dialogi na bazie percussion i takież z udziałem strunowców. W
drugiej dziesiątce minut muzycy nadymają policzki i eksplodują porcją czegoś,
co śmiało możemy określić mianem free jazzowej kulminacji, choć bez typowej dla
gatunku masy właściwej. Czwarta opowieść zainagurowana zostaje przez kontrabasowe
pizzicato, na barkach którego podróżują pozostałe instrumenty. Nie brakuje
udanego spowolnienia i czystych fraz fletu, który od czasu do czasu staje w dramaturgicznej
opozycji do preparowanych akcji pozostałych. Nie zmienia to faktu, iż zakończenie
tej części albumu zasługuje na miano najgłośniejszego momentu całego nagrania. Ostatnia
improwizacja niesie mnóstwo emocji, choć w fazie początkowej zdaje się być
grana na intensywnym wdechu. Potem muzycy sięgają po detale, bawią się pojedynczą
frazą. Brudne wyziewy dętych i ostre szarpnięcia za struny, to dysonans, który buduje
tu dodatkową jakość. Po drobnym spiętrzeniu, ostatnie 120 sekund, to wielki
wydech konającego, ale soczysty, jak wyciskana pierwszy raz cytryna.
Adrian
Northover, Marcello Magliocchi & Domenico Saccente Over The Edge
(FMR Records, CD 2025).
HiFi Record, Padwa, Włochy, kwiecień 2024 (utwory
1-11) oraz Compagnia Teatrale Deppostorie, Padwa, marzec 2025 (utwór 12,
w wyniku błędu edytorskiego dostępny jedynie na bandcampie artystów): Marcello
Magliocchi – perkusja, Domenico Saccente – preparowany akordeon oraz Adrian
Northover – saksofon sopranowy. Dwanaście improwizacji, 42 minuty.
Adrian i Marcello od lat prowadzą trio z Bruno Gussonim
(znamy tu wszystkie ich płyty), ale tym razem do improwizującej bandy zaprosili
innego Włocha, bliżej nam nieznanego akordeonistę. Efekt tej kolaboracji zdaje
się być wyśmienity, nie tylko z uwagi na intrygujące brzmienie instrumentu
Domenico, ale nade wszystko z powodu jego wrażliwości artystycznej – kocich
ruchów, delikatnego frazowania, dystyngowanych, szemranych podpowiedzi.
Wszystko to doskonale koreluje z artystyczną wizją naszych dzisiejszych bohaterów.
Album zawiera dwanaście zwartych, trwających od niespełna jednej
do sześciu minut, dobrze skonstruowanych improwizacji. Poza solowym zakończeniem
(dostępnym tylko on-line) i dwoma, trzema przypadkami ekspozycji
duetowych, wszystkie one konstruowane są kolektywnymi strumieniami dźwięków small
drums & percussion, zadziornie brzmiącego saksofonu sopranowego i post-ambientowych,
szeleszczących fraz akordeonu. Muzycy otwierają nagranie uformowani w szyk wznoszący,
potem bawią się w rysowanie niekończących się didaskalii, które okazjonalnie zdobią
bardziej melodyjnymi interakcjami. Dobrze czują się w chmurze szumów i szmerów,
zawsze jednak ich opowieść tętni życiem, z uwagi na typową dla Marcello narracyjną
aktywność. Czasami ponosi ich temperament, czasami grzęzną w mrocznych
zakamarkach. Im dalej wszakże w las, tym lepiej! Ruchliwa akustyka ósmej odsłony
bazuje na dźwiękach preparowanych saksofonu i perkusji, osadzonych na mrocznych
plamach akordeonu. Dziesiąta opowieść to kompulsywny taniec saksofonu i perkusji,
z kolei przedostatnia historia, tu najdłuższa, zdaje się być szczególnie dobrze
udramatyzowana – rozbudowane otwarcie perkusji, długie pociągnięcia pędzlem akordeonu
i saksofonowe zaklinanie węży. Każdy z muzyków pracuje tu w trochę innym
tempie, ale całość zazębia się jak spirale najlepszego zegarka szwajcarskiego.
Album wieńczy koncertowa ekspozycja perkusisty. Najpierw, to hałaśliwy taniec
na talerzach, potem nisko osadzony drumming na dobrze rozgrzanym werblu.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz