Bułgarska skrzypaczka Biliana Voutchkova, jedna z naszych zdecydowanych faworytek sceny free impro, popełniła na przełomie roku dwa wyśmienite albumy. Jeden z nich zdążył jeszcze trafić na listę 50 powodów, dla których warto zapamiętać rok 2025, ten drugi nie dał rady, ponieważ jest styczniową nowością, ale w kontekście podsumowania roku 2026 zdaje się mieć kolosalne szanse.
Zapraszamy do odczytu i odsłuchu obu wydawnictw - najpierw medytujące,
dronowe string trio, potem duet z live processorem. Same smakołyki!
Isidora
Edwards, Biliana Voutchkova & Zosha Warpeha A Far Within
(Relative Pitch, CD 2026). Isidora Edwards – wiolonczela, Biliana Voutchkova – skrzypce
oraz Zosha Warpeha - hardanger d'amore. Nagrane w Bard College
Studio, wrzesień 2025. Cztery improwizacje, 52 minuty.
Cztery rozbudowane improwizacje na wiolonczelę, skrzypce i ich
wariację z tzw. epoki tworzą tu spójną dramaturgicznie opowieść, choć każda z
nich wydaje się być szyta innymi metodami. Od medytujących, preparowanych fraz głębokiego
umierania, po swawolne tańce, pełne lekkości i intrygującej precyzji, a
wszystko nasycone brzmieniowym i narracyjnym pięknem.
Szczególną jakością kąsa pierwsza improwizacja. Pleciona ze strzępów
rozedrganych post-melodii dobywających się z głębokiej krypty, dryfujących bez
możliwości cumowania do jakiegokolwiek brzegu. Przypomina przeciągający się w czasie
wschód słońca, barwiony posmakiem muzyki dawnej. Na koniec artystki wycofują
się z obranej drogi, strwożone i pełne boleści. Druga opowieść zostaje zawieszona
nieco wyżej, jest bardziej melodyjna, bogacona raz po raz czystymi frazami.
Rodzaj rezonującej huśtawki. Tu artystki stają na palcach i sięgają nieboskłonu.
Przypominają ptaki, które próbują wznieść się do lotu, ale coś sprawia, iż ciągle
uwiązane są do podłoża. Z czasem pojawiają się większe emocje, a każda fraza łapie
separatywne tempo. Puentą jest medytacja, próba samouspokojenia, przypomina zastygający
post-barok.
W trzeciej, najkrótszej opowieści, artystki kreślą coś na
kształt rytmu, głęboko ukrytego pod warstwami strunowych dźwięków. Jest melodia,
posmak ancient music, plastry post-klasycyzmu. Każda z artystek zdaje
się tu śpiewać swoją pieśń, ale każda zwraca głowę ku słońcu. Tu puentą jest
struga umierających dźwięków, do ostatniego wydechu. Z kolei ostatnia improwizacja
trwa ponad osiemnaście minut. Jej faza początkowa jest nerwowa, niemal perkusyjna,
szarpana, osadzona na niskim pasmie jednego z instrumentów. Potem następuje
hamowanie na kruszącym się lodzie i żmudne odbudowanie narracji. Wystudzony
post-barok nabiera masy i tajemniczości. Podejście pod finał jest masywne, bardzo
emocjonalne, ale samo zakończenie lekkie, wręcz filigranowe, łagodne, precyzyjne
do ostatniej frazy.
Biliana
Voutchkova & Giorgos Varoutas Little Sae (Underflow Records,
CD 2025). Biliana Voutchkova – skrzypce, głos oraz Giorgos Varoutas - live
sound processing. Nagrane w Underflow, Ateny, grudzień 2024. Siedem
utworów, 48 minut.
Tylko skrzypce i glos Biliany uwikłane w chmurę elektroniki tworzonej
na żywo przez Giorgosa, w ramach świetnie nam znanego zjawiska live
proccesingu. Improwizacje mają tu zwartą strukturę, trwają od sześciu do dziewięciu
minut. Pierwsza odsłona doskonale wprowadza w klimat nagrania – filigranowe
smugi strunowych dźwięków, szept i podmuchy elektroniki niepozbawione akcentów
rytmicznych. Tkanka improwizacja jest nerwowa, przypomina wystudzony drum’n’bass,
trochę taniec na oblodzonej linie. W drugiej fazie czyste fazy skrzypiec toną w
chmurze mrocznego ambientu.
W kolejnych improwizacjach artyści dokładają nowe elementy, każdorazowo
tworząc dodatkowe porcje jakości. W drugiej części śpiewają grecką kołysankę,
radośnie podskakując, w trzeciej sieją popłoch, potem studzą emocje wokalną
mantrą. W czwartej, bodaj najpiękniejszej odsłonie, dźwięki, które rodzą się w ciszy
eskalują, przypominając samobiczowanie. W piątej duża porcja melodii dostaje
się w szprychy elektroniki i kona w męczarniach, przypomina rozmazane, dziecięce
bohomazy. Przedostatnia część, to łabędzi śpiew, ulepiony w medytację w aurze
Eliane Radigue. Wreszcie finał, perkusjonalny, z folkowym posmakiem, niczym
spacer w Tybecie, w trakcie którego napotykamy na prawdziwą burzę z piorunami.
Zakończenie koi emocje, daje dużo nadziei.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz