Artystyczne losy Reinholda Friedla, niemieckiego pianisty, kompozytora, band leadera, improwizatora, muzyka, który jako pierwszy użył określania inside piano, nie śledzimy na tych łamach szczególnie skrupulatnie. To oczywisty błąd, ale nie będziemy z tego powodu posypywać głowy popiołem, usprawiedliwiać się brakiem czasu, tudzież twierdzić, że internet nie jest z gumy.
Bez zbędnej zwłoki sięgniemy za to po jego najnowszą produkcję
- duet poczyniony z wieloletnim współpracownikiem Keiji Haino (zwłaszcza w
kontekście formacji Zeitkratzer), japońskim artystą ekspresyjnej, avant-rockowej
gitary i równie ekspresyjnego, jak demonicznego głosu.
Dodajmy, iż nagranie możemy posiąść w formie poręcznej płyty
kompaktowej lub pięknego, ale mniej przydatnego czarnego krążka. Pierwszą produkuje
sam artysta, winyl z kolej poszerza bogate portfolio krajowego Bociana. Kompakt
przynosi trzy utwory, winyl jedynie dwa pierwsze. A sam Haino używa w nich wyłącznie
głosu.
Pierwszy utwór, to w warstwie werbalnej klasyk Strange
Fruit, który w interpretacji Haino zdaje się być Koszmarem z Ulicy Wiązów,
ostatnią drogą bohatera Jądra Ciemności, spirytualnym rytuałem śmierci.
Haino szepcze, recytuje, melorecytuje, czasami nuci nieistniejącą melodię, innym
razem krzyczy lub dobywa z gardła frazy, za które mógłby odpowiadać lovecraftowski
Cthulhu, gdyby kiedykolwiek dano mu prawo głosu. Friedl pracuje we wnętrzu fortepianu,
preparuje struny wszystkim, co wpadnie mu w ręce, a rozmach jego instrumentacji
przypomina wielką orkiestrę symfoniczną, która po raz ostatni interpretuje Święto
Wiosny Strawińskiego. Ten specyficzny akompaniament bywa wytłumiony, ale
zawsze mroczny i nerwowy, jest też w stanie swobodnie osiągnąć stadium post-industrialnego
hałasu. Na zakończenie kilkunastominutowej opowieści Haino mruczy pod nosem demoniczną
kołysankę, kolejną inkarnację Rosemary’s Baby.
Druga opowieść rodzi się w gęstej ciszy. Tworzy ją szmer z gardła
i samego dna pudła rezonansowego piana. Pierwsze frazy tego drugiego brzmią
gamelanowo, cokolwiek to znaczy w zastanej sytuacji dramaturgicznej. Haino i
Friedl lepią teraz dźwięki, które przypominają szum kolejki w lunaparku, która wjeżdża
do jaskini z potworami. Emocje narastają wraz z każdym kolejnym etapem tej
szalonej przejażdżki. Haino zaczyna krzyczeć, Friedl uruchamia moc czarnych klawiszy.
Wielki niedźwiedź wyszedł z legowiska i wystawia swą posagową sylwetkę na
działanie silnego wiatru. Opowieść staje się bardzo głośna, a następujące tuż
potem uspokojenie wydaje się bardzo pozorne. Medytacja przy blasku mrożącego
księżyca dobrze konotuje w ujęciu gatunkowym. Finał jest zaskakująco oniryczny,
choć ciągle groźny, niebywale niepokojący.
Trzecia historia trwa tu ponad dwadzieścia trzy minuty. Początek
przypomina wieczorną modlitwę. Struny drżą, głos deliberuje w wysokiej tonacji.
Rodzaj ceremonialnego wyniesienia. Opowieść zastyga w mroku, ale już po chwili rozpoczyna
się prawdziwe trzęsienie ziemi. Haino krzyczy wielosekundową strugą trwogi, dźwięki
piana formują się w nieskończone drony. Te ostatnie przez chwilę przypominają
silnik elektryczny, który nie daje się uruchomić. Wokalista podśpiewuje pod
nosem, by po chwili mruczeć, jak demon z zaświatów. To Dolina Szaleństwa,
parafrazując epokowe dzieło pisarza, którego nazwisko padło już w tej recenzji.
Druga faza utworu przynosi jeszcze więcej zmian i zaskakujących rozwiązań. Haino
parska, jodłuje, ponownie krzyczy, ale wszystko czyni jakby w bardziej radosnej
tonacji, odnajdując na dnie gardła strzępy melodii. Friedl buduje akustyczny
ambient i sięga po powtórzenia, które tworzą coś na kształt delikatnego rytmu. Ostatnia
prosta, to ocean drżenia, jakby wielka metalowa konstrukcja miała za chwilę runąć
w objęcia mrocznego oceanu. Gdy już otworzysz oczy, nie wykluczone, że poczujesz
zapach napalmu o poranku.
Keiji Haino
& Reinhold Friedl Truly, slightly, overflowing, whereabout of good will
(Zeitkratzer Productions, CD 2025/ Bocian Records, LP 2026). Keiji Haino
– głos oraz Reinhold Friedl – fortepian preparowany. Nagrane w Morphine
Studios, Berlin, 2024/25. Trzy utwory, 55 minut (CD), dwa utwory, 32 minuty
(LP).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz