Najwyższy czas rozpętać czerwcową zbiorówkę recenzji! W tyglu ognistych recenzji równie groźnych improwizacji odnajdziecie dziewięć nowych albumów, jak zawsze z całego świata!
Zaczynamy bardzo jazzowo, po portugalsku - dwa konkretne
ciosy nie bez udziału gości zagranicznych. A w dalszej kolejności - krakowski
baryton zanurzony w latynoamerykańskiej elektronice, dwa wątki skandynawskie, pierwszy
kameralny, drugi dronowo-ambientowy, spora garść gitarowych eksperymentów z
różnych zakątków globu - akustycznych, elektrycznych, a nawet nieco bardziej hałaśliwych,
bo z domieszką krwi japońskiej, wreszcie na finał tańce perkusjonalne z
bliskiego południa Europy, co by ukoić nasze zszargane nerwy.
Zapraszamy do nieba i piekła muzyki improwizowanej!
Rodrigo
Amado/ Joe McPhee/ Kent Kessler/ Chris Corsano Wailers (European
Echoes Archive Series, CD 2026)
Namouche
Studios, Lizbona,
październik 2019: Rodrigo Amado – saksofon tenorowy i altowy, bird water
whistle (kanał lewy), Joe McPhee – saksofon tenorowy (kanał prawy), Kent
Kessler – kontrabas oraz Chris Corsano – perkusja. Sześć utworów, 49
minut.
Kwartet This Is Our Language, który konsumuje wymienione
w tytule recenzji nazwiska czterech wybitnych postaci sceny free jazzowej, to
jedno z najciekawszych zjawisk gatunku drugiej dekady bieżącego millenium. Z
racji wieku jednego z nich nie jest już aktywną formacją, szczęśliwie Amado, główny
organizator tego przedsięwzięcia, doszukał się w swoich archiwach
niepublikowanej wcześniej sesji kwartetu, jak miała miejsce siedem lat temu w
najbardziej znanym lizbońskim studiu nagraniowym.
Na krążku odnajdujemy sześć utworów, które trwają od sześciu
do dziesięciu minut. Klamrą nagrania jest dynamiczne, kwartetowe otwarcie z
uroczymi dialogami tenorzystów i takież zakończenie z nutą aylerowskiej
melodyki. W utworach pomiędzy formacja bardzo często rozbija się na tria w
konwencji tenor plus sekcja rytmu, a utwór czwarty grany jest wyłącznie przez
Amado, Kesslera i Corsano. Tu Portugalczyk inauguruje improwizację na gwizdku, a
soczyste expo prezentuje wyjątkowo na saksofonie altowym. Co by się wszakże
nie działo pod sklepieniem studia nagraniowego, jakość narracji i poszczególnych
improwizacji budzić winna respekt każdego fana free jazzowych, ognistych przebieżek.
Szczególnie dobrze udramatyzowany jest odcinek piąty. Otwiera McPhee, dołączą Corsano,
potem szybka kontra Amado z Kesslerem na smyczku. W połowie ekspozycji
intrygujące solo perkusisty, a potem wystudzony, prawdziwie kameralny finał osnuty
wokół smutnej melodii.
Transition
Unit Sheets of Sound (Phonogram Unit, DL 2026)
Sunny
Side Inc. Studio, Anderlecht,
Belgia, grudzień 2024: José Lencastre – saksofon altowy, Rodrigo Pinheiro –
fortepian oraz Dirk Serries - archtop guitar. Siedem
improwizacji, 39 minut.
Portugalskie trio z nazwą własną powraca albumem, który
zdaje się być nakierowany na publiczność kształconą w historii jazzu i swingu,
nie koniecznie zaś w paradygmatach swobodnej improwizacji nasyconej adekwatną dawką
ekspresji. Mimo wielkiego szacunku dla dokonań tych artystów, nie możemy zataić
faktu, iż nowy album Transition Unit zanudził grono redakcyjne niemal do bólu.
Pierwsza improwizacja sadowi się w okolicach wystudzonej
kameralistyki, dla odmiany ta druga sięga po atrybuty jazzu i nie boi się
delikatnie swingować. Artyści dobrze czują się w estetyce leniwej ballady, a w trzecim
utworze wręcz chłoną medytujący charakter całej narracji. Pod koniec tej
odsłony albumu, a także w kolejnej muzycy przypominają sobie, że dobre tempo i ekspresja
frazowania potrafią służyć każdej opowieści. Niestety dwie kolejne improwizacje
tego nie potwierdzają. Album wieńczy najdłuższa, ponad 8-minutowa historia,
która stawia na minimalizm, nawet post-klasycyzm, ale przewrotnie niesie w sobie
dużo jakości zaszytej w nerwie trwogi, jaka zdaje się drążyć ten wątek płyty.
Xatarata Kiss
and Drum (Antenna Non Grata, LP 2026)
DTS Studio, Kraków, grudzień 2022: Paulina Owczarek –
saksofon barytonowy oraz Federico Reuben - laptop/ live coding. Jedenaście
utworów, 40 minut.
Improwizowane spotkania instrumentu dętego i elektroniki, to
zjawiska występujące from time to time w ekosystemie gatunku. Ten duet,
to jednak sytuacja wyjątkowa – z jednej strony moc saksofonu barytonowego, z
drugiej nieograniczony świat elektroniki, tu generowanej z poziomu
akademickiego, zarówno z racji naukowych proweniencji artysty, jak i
zastosowanych metod badawczych (kodowanie, live processing, systemy
interaktywne i algorytmiczne etc.). Zwał, jak zwał Xatarata, to produkt osobny.
Jak już dojdziemy do tego, która strona winyla jest pierwsza,
a która druga, zagłębiamy się w jedenastu krótkich formach improwizowanych, trwających
od trzech do sześciu minut. Każda z nich ma swoją dynamikę, narracyjną
szorstkość, ale też dziką niekiedy taneczność i fikuśnie pokręconą melodykę. To
rodzaj intensywnego spaceru po zgliszczach tradycyjnych narracji. Owczarek buduje
melodie, czasami krzyczy, preparuje instrument, a gdy trzeba śpiewa niczym
pijany słowik na pierwszej randce. Ze strony Reubena mamy stan permanentnej
zmiany. Jest drum’n’bassowy rytm, są krótkie strzały spod ramienia, post-perkusjonalne
erupcje, wreszcie niekończące się drobne frazy układające się w jakże logiczny ciąg
przyczynowo-skutkowy. Muzyk nie wkracza do jaskini hałasu, ale jest obecny na
każdym etapie tej muzycznej łamigłówki. Paulina i Federico grają razem od lat i
wbrew teoriom klasyków ich kolektywne improwizacje ciągle zyskują na jakości, a
poziom interakcji osiąga kosmiczny poziom.
Hein
Westgaard & Mat Maneri Chamber (Gotta Let It Out, LP 2025)
Kopenhaga, lipiec 2024: Hein Westgaard – gitara elektryczna
(1-4), akustyczna (5-7) oraz Mat Maneri – altówka. Siedem improwizacji, 58 min.
W naszej dzisiejszej opowieści czas na kameralne wystudzenie.
Znamienity nowojorski altowiolinista Mat Maneri lubi improwizować w Europie, a zwłaszcza
w Danii pod sztandarami Gotta Let It Out, labelu prowadzonego przez Tomo
Jacobsona. Tu dobieramy go do pary z duńskim gitarzystą Heinem Westgaardem, którego
inne nagranie opisywaliśmy nie dalej, jak w majowej zbiorówce.
Album zwie się po prostu Chamber i zdaje się, że
trudno o bardziej adekwatną nazwę. Jego początek obiecuje bardzo wiele – frazy
szarpane ze strun i wyskubywane z samego dna pudeł rezonansowych lepią się w
post-melodyjne, niekiedy rzewne opowieści z drobną kulminacją pod koniec utworu.
W kolejnych odsłonach albumu króluje tytułowa kameralistyka, emocje trzymane są
na uwięzi i nie brakuje fraz niemal klasycznych, które świetnie sprawdziłyby
się na urodzinowym przyjęciu znanej persony lokalnej socjety. Szczęśliwie w dwóch
ostatnich utworach muzycy odnajdują w sobie więcej energii, woli życia, wchodzą
w ciekawsze interakcje, nawet w trakcie finałowej, dogorywającej pieśni
niesionej szumem otaczającego świata.
Nils
Wohlrabe/ Karin Johansson/ Hasse Westling Sonic Waves (Outer
Disk, CD 2026)
Elementstudion, Gothenburg, czas nieznany: Nils
Wohlrabe – gitara, elektronika, Karin Johansson – fortepian, także preparowany,
toy piano oraz Hasse Westling – kontrabas. Pięć utworów, 46
minut.
Pozostajemy w Skandynawii, kierujemy się na północ i dość radykalnie
zmieniamy estetykę. Przed nami mroczna przygoda dziergana dark ambientową
gitarą podrasowaną elektroniką, preparowanym na ogół fortepianem i kontrabasem traktowanym
w skończonej liczbie przypadków smyczkiem. Opowieść jest więcej niż smakowita, ujmująco
trzyma klimat pozornie rozmarzonej, ale bardzo groźnej eskapady. Miewa drobne
chwile słabości, gdy piano i kontrabas szukają jazzu. Szczęśliwie dość szybko porzucają
ten mętny trop.
Szum szorstkiego ambientu, dron basu i hałaśliwe niekiedy akcje
inside piano tworzą gęstą, mulistą narrację, która udanie inicjuje album.
W kolejnej części pojawiają się rezonujące frazy, które lepią się do świergoczącej,
filigranowej elektroniki. Na strunach piana odbywają się rytualne tańce, które zostają
spuentowane dźwiękami wprost z klawiatury, ale umoczonymi w gęstym pogłosie. W części
trzeciej anonsowane próby jazzowego frazowania, które mroczne, ambientowe tło
dusi w zarodku. Część kolejna jest bardzo intensywna, przypomina kołowanie śmigłowca
nad wojenną pożogą. Trzy instrumenty budują tu wyjątkowo jednorodną strugę
złych mocy. Sam finał płyty jest odrobinę delikatniejszy. Frazy gitary są
wyjątkowo lekkie, słyszymy także akustyczne dźwięki, dla których nie jesteśmy w
stanie wskazać źródła pochodzenia. Pianistka zaczyna wewnątrz, kończy na zewnątrz,
kontrabasista snuje mięsiste preparacje, a gitarzysta tonie w błękitnym
ambiencie.
Luciano Bagnasco Momentos en el absurdo
(dForma_discos, DL 2026)
Argentyna, luty 2026: Luciano Bagnasco – gitara akustyczna.
Trzy improwizacje, 30 minut.
Dokonania tego argentyńskiego gitarzysty śledzimy na bieżąco,
wiemy zatem, iż onegdaj preferował on raczej gitarowe szaleństwa skąpane w dużej
dawce prądu, a od pewnego czasu bliżej mu do suchych, preparowanych brzmień akustycznych.
I taka jest też jego najnowsza solowa płyta. Jedna długa i dwie krótkie
improwizacje, a w nich moc kreacji i improwizowanego piękna.
Pierwsza odsłona albumu trwa prawie siedemnaście minut i
mamy w niej wszystko – od niemal post-klasycznego otwarcia, przez fazę abstrakcyjnego
impro, po wielowątkowe preparacje, gdy obcierki na pudle rezonansowym aż
śpiewają. Muzyk brnie tu od szczegółu do ogółu, a galopada na finał dowodzi nie
tylko wspaniałej kreatywności, ale także niemal wirtuozerskich umiejętności
technicznych. W drugiej części, ledwie czterominutowej, muzyk zgłębia tajniki
gitarowej ballady, której enigmatyczność i matowe brzmienie przypominają chill-outowe
akcje Dereka Baileya. Ostatnia historia pachnie tumanami kurzu z westernowych
historii kowbojskich. Od delikatnych flażoletów, przez taniec upstrzony
drobnymi ornamentami, realizowanymi także na sporej dynamice, po puentę, która
wraca do metod artykulacji zapoczątkowanych na starcie improwizacji.
Salavat
Safiullin Step By Step (Extra Notes, DL 2026)
Miejsce nieznane, 2023: Salavat Safiullin – gitary
elektryczne, elektronika, samplery, syntezatory. Jeden utwór, 33 minuty.
Tym razem na dźwiękowej wokandzie stawiamy dwie gitary elektryczne,
dwa samplery i sporą garść kabli. Za ich sterami ledwie jeden artysta. Jego
mroczna, dronowa, definitywnie niebanalna opowieść trwa niewiele ponad dwa
kwadranse, choć śmiało mogłaby sycić naszą potrzebę fonicznego niepokoju dalece
dłużej i nic nie straciłaby na atrakcyjności.
Na starcie nagrania wita nas elektroakustyczny dron, który
migocze na skraju długiego tunelu. Narrację stanowią tu dwa, nawet trzy wątki,
które wzajemnie się uzupełniają. Pulsacje, drobne zgrzyty i usterki, wreszcie
mroczne plamy czegoś zdecydowanie nieprzyjaznego z odrobiną zdewastowanej melodyki.
Opowieść nie ma płycizn, nie eskaluje też do poziomu hałasu. Sączy się, jak
krew z głębokiej rany. W połowie na dłuższą chwilę przepoczwarza się w stojący,
migotliwy dron. Ważnym wydarzeniem dramaturgicznym drugiej części albumu jest pojawienie
się elektrycznego smyczka, który drażni glazurę gitarowego gryfu. Po fazie elektronicznych
pulsacji narracja sięga po mroczny ambient, a w swej schyłkowej fazie zdobiona
jest akustycznym dźwiękiem szorowanych strun.
Max
Devereaux, hayashipooo & nameBYnames Live at Environmentog, Osaka –
04.10.2024 (New Wave of Jazz, DL 2026)
Environmentog, Osaka, październik 2024: Max Devereaux
– gitara elektryczna, przetworniki, efekty, radio, hayashipooo – elektronika,
głos oraz nameBYnames – elektronika, wizualizacje. Dwa utwory, 38 minut.
Dalece nietypowe nagranie, jak na estetykę oraz gatunkowe i
personalne konotacje labelu Dirka Serriesa. Pewien amerykański gitarzysta oprzyrządowany
w dodatkowe, elektryczne i elektroakustyczne akcesoria w towarzystwie dwóch japońskich
elektroników pod pseudonimami koncertuje w tamtejszej Osace. Nie jest to album,
które zostanie z nami na dłużej, ale jak ktoś lubi gitarę uwikłaną w duże
porcje prądu i kabli, tudzież elektronikę, która podsyła akcenty rytmiczne i
post-rytmiczne, ten jest w domu i czeka go należna porcja przyjemności z
odsłuchu.
Nagranie składa się z dwóch kilkunastominutowych improwizacji,
ale zdaje się, że w formule na żywo stanowiły one jedną ścieżkę. Pierwsza z
nich wydaje się ciekawsza w fazie początkowej, szytej okruchami ledwie co
inicjowanych akcji, szmerami, odgłosami otoczenia i mikro slajsami delikatnie pijanej
gitary. Potem improwizacja wchodzi w stadium rytmiczne, a do obrazu całości
dokładają się wszyscy uczestnicy spektaklu. W trakcie drugiej części koncertu
muzycy nade wszystko szukają potencjalnych źródeł hałasu. W opowieści mniej jest
rytmu, więcej metalicznych zgrzytów, elektronicznych usterek i gitarowych zapętleń.
Klimat dubowy miesza się tu z post-rockowymi implozjami gitarzysty. Finałem
jest pełna zgoda osiągnięta w chmurze urokliwego zgiełku.
Zlatko Kaučič & Francesco Cigana Kako Klicati
Zmaja (Dissipatio, CD 2026)
Circolo Nadir, Padwa, styczeń 2023: Zlatko Kaučič i
Francesco Cigana – perkusja, instrumenty perkusyjne, obiekty. Dziesięć
improwizacji, 48 minut.
Na finał naszej zbiorówki perkusjonalne łaskotki! Słoweńsko-włoski
szczyt perkusyjno-perkusjonalny, w trakcie którego muzycy korzystają z podobnego
arsenału artystycznych środków wyrazu. Dbają o perfekcyjne brzmienie, budują spójną,
duetową opowieść z rozwagą i zachowaniem narracyjnego umiaru. Przez pół albumu
sycą nasze uszy drobiazgami i dramaturgicznymi detalami, czyniąc swoisty rytuał
pojednania. W drugiej części przepoczwarzają się w bystrych drummerów,
którzy znów wspólnymi siłami sięgają po afrykańską polirytmię, a nawet rockową ekspresję.
Stuprocentowy chill-out dla wymagających.
Perkusjonalny rytuał rozpoczyna się od pojedynczych uderzeń
w metalicznie brzmiące akcesoria perkusjonalne. Toczy się gra na małe pola, w pełnej
symbiozie dramaturgicznej. Czasami tyka zegar, czasami zaśpiewa ptak. Delikatnie
rezonujące talerze, subtelnie drżące werble, filigranowe tańce po krawędziach.
W piątej odsłonie artyści zaczynają stawiać na drumming i w kolejnych epizodach
będą ów trend kontynuować i rozwijać. Ostatnie trzy opowieści, to już swobodny taniec,
z rytmem i melodią, którą sami nucimy pod groove dostarczany przez obu. Szukamy
afrykańskich korzeni, nie zapominamy o spuściźnie rockowego bębnienia. Kres osiągamy
przy pełnej akceptacji i ponadgatunkowej refleksji.









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz