Logo francuskiego labelu Circum-Disc, to gwarancja jakości, a jeśli pośród wykonawców odnajdujemy Petera Orinsa, jakże bystrego perkusistę i przy okazji kustosza wydawnictwa, to możemy mieć pewność, że wchodzimy do wyjątkowej gry.
Nie inaczej jest w przypadku krążka Dans-sons as we are,
na którym niepowtarzalny drumming Orinsa splata dęte frazy trąbki i saksofonu
altowego. To przygoda tylko pozornie post-jazzowa, dużo w niej bowiem świetnie ulepionych,
niemal dronowych ekspozycji, które kąsają w pełni akustycznym, niepowtarzalnym brzmieniem.
Album składa się z pięciu opowieści, z których trzecia i
piąta trwają po kilkanaście minut i w dużej mierze decydują o kosmicznej jakości
całego przedsięwzięcia. Z kolei ta pierwsza trwa niespełna pięć minut i uroczo
posadawia nasze receptory słuchu w aurze nagrania. Tętniące życiem small percussion,
wokół których wiją się niespokojne, dęte pomruki – na ogół preparowanej trąbki,
zazwyczaj post-melodyjnego saksofonu. Całość zdaje się stanowić, przefiltrowany
przez doświadczenia eksperymentalnej muzyki współczesnej, wyrafinowany free
jazz. W drugiej odsłonie każdy z muzyków śle plejady drobnych, preparowanych
dźwięków. Czujemy mrowienie w kręgosłupie, wiemy, że z tej mąki będzie chleb.
Coś rezonuje, coś szeleści, drży i ociera się o siebie, podszyte nerwem tajemniczej
dynamiki. Z czasem oba dęciaki zaczynają czysto frazować, a delikatnie stymulowana
dynamiką opowieść osiąga stadium niemal taneczne.
Trzecia improwizacja sprawia wrażenie mrocznej medytacji.
Dużo w niej szemranych fraz i tajemniczych zakamarków. Z jednej strony dron niskich częstotliwości (zapewne
z trąbki), z drugiej szumy i szmery z saksofonu, a wszystko osadzone na matowym,
ledwie słyszalnym deep drummingu. Opowieść delikatnie narasta, na jej
powierzchni zaczynają mościć się drobne, akustyczne inkrustacje, głównie
perkusyjne. Owo wielkie chrobotanie, tudzież rozdygotanie w końcu osiąga stadium
melodyjnej, post-jazzowej eksplozji. Czwarta historia najbliższa wydaje się klasyce
czegoś, co moglibyśmy określić mianem free jazzu, rozumianego bardzo po colemanowsku.
Dwa dęciaki śpiewają, perkusja tańczy wokół nich, a potem wystawia je na działanie
silnych wiatrów.
Finałowa opowieść, to kolejny poemat piękna zwartej, dobrze
unerwionej ekspozycji. Saksofon i trąbka dmą na wdechu, perkusjonalia szumią w
post-rytmie. Owa nieco hydrauliczna, medytująca opowieść brzmi bardzo
matowo, jakby spektakl odbywał się za wielką, teatralną kotarą. Całość dość
szybko nabiera post-industrialnej szorstkości. Z dronowej ekspozycji raz po raz
wydobywają się drobne, preparowane frazy każdego z instrumentów – piski, melodyjne
zawodzenia, stękania i omdlenia. Drive tej historii w końcu wchodzi w
urokliwe stadium dogorywania, stanowiąc być może najpiękniejszy fragment
nagarnia.
Audrey
Lauro Christian Pruvost Peter Orins Dans-sons as we are (Circum-Disc, CD
2026). Audrey Lauro – saksofon altowy, Christian Pruvost – trąbka oraz Peter
Orins – perkusja. Nagrane w la malterie, Lille, Francja, luty
2025. Pięć improwizacji, 45 minut.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz