John Butcher, John Edwards i Mark Sanders, brytyjskie legendy sceny free jazz/ free impro, niemal dokładnie dwa lata temu zagrali koncert na jazzowym festiwalu w Lublinie. Takie wydarzenie nie mogło ujść uwadze bystrego krajowego wydawcy, który bez zbędnej zwłoki dostarczył nam fonograficzną dokumentację tego wyjątkowego wydarzenia.
Anglicy, którzy na potrzeby tego tria zwykli używać nazwy Last
Dream of the Morning, na scenie lubelskiego Centrum Kultury zagrali godzinny
set podzielony na cztery opowieści, z których trzecia trwa prawie dwa
kwadranse.
Koncert rozpoczęli od small talks, jakby
improwizowali ze sobą po raz pierwszy w życiu. Tuba tenoru metalicznie drży, smyczek
głaska struny, perkusyjne pałeczki łaskoczą glazurę werbla i tomów. Spirala
narracji nakręcana jest z należytą pieczołowitością, z kunsztem wykwalikowanego
lutnika, z dbałością o detale brzmieniowe i dramaturgiczne niuanse. Anglicy pierwszy,
niezbyt stromy szczyt pokonują w okolicach dziesiątej minuty. Puentę utworu szyją
zaś z drobnych, rwanych fraz posyłanych wprost w pierwsze tego wieczoru oklaski
publiczności.
Druga opowieść wydaje się bardziej kameralna, częściej osadzona
na kontrabasowym smyczku, szyta sopranową frasobliwością. Niekiedy jest dość
mroczna, kiedy indziej zaskakująco post-barokowa. Po drobnym szczycie osiada na
nieskończonej jak zawsze kreatywności Edwardsa i jego tradycyjnej pieśni arco
& pizzicato in one step. Nim utwór dokona swojego żywota napotykamy jeszcze
na krótkie, drum’n’bassowe duo i całkiem nerwowe zakończenie.
Trzecia opowieść, jak się rzekło, jest tu tą najdłuższą. Jej
pierwsze dziesięć minut, to swobodne dywagacje na temat istoty dźwięku, potencjału
subtelnych interakcji. Minimalizm, dęte drony, perkusjonalne detale, gra na
jednej strunie. Czyste frazy i brudne preparacje. Gdy opowieść nabiera w końcu
pewnej linearności, tempo jest umiarkowane, a wzniesienia drobne i pokonywane zazwyczaj
z kocią zręcznością. Butcher najpierw pracuje tu na tenorze, potem sięga po
sopran i mając oparcie w rytmicznie usposobionym smyczku wynosi improwizację - nie
bez oddechu cyrkulacyjnego – na zdecydowanie większe wzniesienia. Finał utworu jest
jednak zaskakująco kameralny.
Koncertowe encore trwa niespełna cztery minuty. Ma pożegnalną
nutę, lepi się z drobnych fraz i kilku niespodziewanych podskoków, a napotyka
na oklaski publiczności jeszcze przed wybrzmieniem ostatniego dźwięku. Chyba
się zatem podobało.
Last Dream
of the Morning feat. John Butcher, John Edwards, Mark Sanders Sharp Illusion
(FSR, CD 2025). John Butcher – saksofon tenorowy i sopranowy, John
Edwards – kontrabas oraz Mark Sanders – perkusja. Nagrane na żywo w Centrum
Kultury, Lublin, lipiec 2024. Cztery improwizacji, 58 minut.
*) niniejsza recenzja
powstała dla portalu jazzarium.com i tamże została pierwotnie opublikowana

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz