Z berlińską formacją Red List Ensemble zetknęliśmy się na przełomie dekady, gdy ukazał się jej pierwszy album z bardzo czerwoną okładką. Za tym kolektywnie improwizującym większym składem kryje się, w aspekcie sprawczym, portugalski wiolonczelista Guilherme Rodrigues, od lat rezydujący w stolic Niemiec.
Do kolejnej inkarnacji RLE doszło … w Polsce, gdy rzeczony
Portugalczyk był gościem-rezydentem piątej edycji Spontaneous Music Festival.
Na scenie Dragona zebrano międzynarodową grupę muzyków, która po krótkiej instrukcji
Guilherme (mamy się wszyscy bardzo uważnie słuchać) swobodnie improwizowała,
a dokumentację fonograficzną tego zdarzenia można odnaleźć na jednej z płyt
cyklu Spontaneous Live Series. Dodajmy, iż ostatecznie podmiot wykonawczy został
w tym wypadku określony mianem Spontaneous Orchestra.
Na powrót pod nazwą Red List Ensemble formacja zaznaczyła
swoją obecność na mapie improwizowanej Europy na początku minionego grudnia. Nagranie
koncertowe zarejestrowano w Berlinie jesienią roku poprzedniego. Oczywiście i
tym razem zestaw personalny jest inny, jakkolwiek, skoro koncert miał miejsce w
mieście rodzinnym grupy, część muzyków doskonale pamięta i była elementem wykonawczym
pierwszej płyty formacji.
Rejestracja koncertu zawiera trzy wielominutowe opowieści, z
których każda kolejna jest dłuższa od poprzedniej, a wszystkie razem trwają niepełną
godzinę zegarową. Na scenie dostrzegamy dziewięcioro muzyków wyposażonych w
trzy instrumenty dęte, trzy strunowe, akordeon, syntezator modularny i
perkusjonalia.
Otwarcie spektaklu jest dość typowe dla dużych składów,
które pracują bez notyfikacji, tudzież wsparcia kierowniczego – strzępy dźwięków,
elektroakustyczny szmer, filigranowe zgrzytanie strun, prychanie i nerwowe oddechy
dętych. Wszystko to tworzy strugę fonii, która z oczywistych względów dość
szybko nabiera masy własnej. W tym wypadku RLE potrzebuje około siedmiu-ośmiu
minut, by stanąć na baczność i dąć w róg, ile fabryka dała. Ekspresja eskaluje,
ale śmiało można skonstatować, iż wszystko znajduje się pod pełną kontrolą artystów.
Dowodem zgrabnie uformowana koda, ugaszona niemal do pojedynczego dźwięku.
Druga opowieść na etapie początkowym wydaje się definitywnie
kameralna, szyta długimi poścignięciami pędzla. Na czoło forsują się strunowce
i akordeon. Muzyka faluje, efektownie podszczypywana przez instrumenty dęte i perkusjonalia.
Te ostatnie chętnie przejmują na siebie obowiązek klejenia opowieści w bardziej
linearny ciąg zdarzeń. Improwizacja ma tu kilka intrygujących momentów
zwrotnych. Wspaniale łapie oniryczną ciszę, z której wyłania się mocą kreatywności
każdego z artystów, a w okolicach dziesiątej minuty wspina na spore
wzniesienie. Finał drugiej części jest bardzo reaktywny, skoczny, niemal
radosny.
Ostatni akt spektaklu trwa prawie dwa kwadranse i efektownie
konsumuje zdobycze artystyczne poprzednich części. Początek to plejada short-cuts
wchodząca w permanentne interakcje. Muzycy nakręcają się wzajemnie, jak sprężyny
wielkiego zegara. Stabilna intensywność zostaje osiągnięta już po kilku
minutach. W dalszej części tej bogatej w wydarzenia odsłony koncertu natrafiamy
na fazę ambientowego mroku, drobne ekscesy strunowo-talerzowe, niemal free
jazzową eskalację, passus melodyjnego frazowania puzonu na tle rozdygotanego backgroundu,
odrobinę narracyjnej flauty zawieszonej na akordeonowym dronie, wreszcie etap elektroakustycznych
pulsacji. Po siedemnastej minucie flow zdaje się w końcu formować w coś
bardziej linearnego i mającego wspólny dla wszystkich kierunek podróży. Znów
warto podkreślić kreatywność i żywotność perkusjonalii. Samo zakończenie inauguruje
seria powtórzeń, potem słyszymy dużo melodii, szczególnie klarnetu, która
nastraja muzyków do bardzo łagodnego zakończenia koncertu.
Red List
Ensemble Fabrica de Lanificios (Bandcamp’ self-release, DL 2025). Vojta
Drnek – akordeon, Mia Dyberg – saksofon altowy, Ernesto Rodrigues – skrzypce, Kai
Fagaschinski – klarnet, Guilherme Rodrigues – wiolonczela, Matthias Müller – puzon,
Klaus Kürvers – kontrabas, Richard Scott – syntezator modularny oraz Sofia
Borges – instrumenty perkusyjne. Nagranie koncertowe, PAS, Berlin,
październik 2024. Trzy improwizacje, 55 minut.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz