Szwajcarski label Insub Records odwiedzamy regularnie i coraz chętniej zanurzamy się w odmętach współczesnej muzyki komponowanej. Dziś dwie kompozycje na gitarę solo, wzbogaconą garścią tajemniczych dźwięków pochodzących chyba nie tylko z nagrań terenowych. I żeby było ciekawiej, przenosimy się na drugą półkulę, do domowego studia pewnego artysty z Chile.
Skupiamy wzrok, koncertujemy słuch i odpływamy w siną dal!
Pierwszy utwór trwa prawie dwa kwadranse i jest budowany z
dużym szacunkiem dla każdego dźwięku. Na początku tworzą go dwa wątki
minimalistycznych, gitarowych fraz, doposażone odpowiednią przestrzenią dla
swobodnego wybrzmiewania. Ta specyficzna, filigranowa medytacja delikatnie
narasta, stymulowana niemal niedostrzegalnym upływem czasem, który zdaje się być
tu pojęciem względnym, nadającym otoczeniu zadziwiającą nieistotność.
Po pięciu minutach słyszymy nową frazę, ale ta gaśnie
szybciej niż poprzednie. Dłużej za to wybrzmiewa niesiona matowym, nieco syntetycznie
brzmiącym echem. Przypomina uderzenia w gong. Po kolejnych kilku minutach rzeczone
echo zaczyna pulsować i nabierać zdecydowanie post-akustycznej poświaty. Przed upływem
dwóch kwadransów główny wątek narracji przejmują subtelne gitarowe flażolety. Po
niedługiej chwili dołączają do nich repetujące, delikatne pasmo basowe i
niezidentyfikowany, elektroakustyczny szum z backgroundu, który z każdą pętlą
zdaje się coraz głębiej pulsować. Recenzent zaczyna mieć wrażenie, że jego słowa
są tej muzyce zupełnie niepotrzebne. Ona trwa, niczym wielominutowe medytacje
AMM. Finał utworu wydaje się doposażony odrobiną zaskakującej dynamiki i aurą syntetyczności.
Umiera nagle, bez słowa komentarza.
Druga kompozycja trwa niespełna kwadrans, ale jej wydarzeniami
możnaby obdzielić kilka innych, znacznie dłuższych. Szczególnie dobitnie
pokazuje to pierwszych dziewięć minut. Początek lepi się z wysoko zawieszonych
fraz gitary, repetytywnych plam czegoś definitywnie syntetycznego i pulsującego,
basowego pasma. Potem w grze pojawiają się także ludzkie głosy. W tak zwanym międzyczasie
sam wątek gitarowy zaczyna intrygująco uciekać w dubową poświatę. Nagranie
zdaje się mieć ciekawą, na poły rytmiczną teksturę. Jakbyśmy z oddalonego pomieszczenia
słyszeli dźwięki przypominające klasykę berlińskiego post-techno spod znaku
Basic Channel. Całość staje się mroczna, ale nie przestaje pulsować. Po upływie
rzeczonej dziewiątej minuty powraca gitarowy flow, który pamiętamy z pierwszego
utworu. Uformowana jakby na nowo opowieść toczy się leniwą struga, a potem zaczyna
układać do snu, choć jej wnętrze nie przestaje pulsować i skwierczeć. W końcu przestrzeń
nagrania opanowuje struga ambientu, która gaśnie nagle, jak ktoś wyłączył
światło.
Cristiàn
Alvear Sin título #30 - Singularidad #1 (Carrasco - Astaburuaga) (Insub
Records, CD 2026). Cristiàn Alvear – gitara elektryczna, sin tones & field recordings,
Nicolás Carrasco i Santiago Astaburuaga – kompozycje. Nagrane we własnym
studiu domowym, Santiago, Chile. Dwa utwory, 42 minuty.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz