Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paul G. Smyth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paul G. Smyth. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 października 2025

Screaming Echoes 9. Spontaneous Music Festival! The report from the event!


Było już sporo po dwudziestej drugiej w pierwszy październikowy piątek, gdy na scenie poznańskiego Dragon Social Club zapowiedziano występ kwartetu Lava, który miał domknąć drugi dzień imprezy. Tymczasem na czterech białych krzesełkach, na wprost dwóch mikrofonów niespodziewanie zasiadło czworo wokalistów – od lewej do prawej: Almut Kühne, Jaap Blonk, Isabelle Duthoit i Phil Minton. Zajęli nam ledwie kwadrans, klecąc wszakże definitywnie historyczne ad hoc story, powstałe z inicjatywy ich samych, w momencie, gdy okazało się, że najstarszy z nich dotarł do Poznania jednak dzień wcześniej. Po kompulsywnym występie i huraganie oklasków, na scenie w końcu pojawił się anonsowany Lava Quartet, choć i on w zaskakująco odmiennym personalnie zestawieniu.

 


Dziewiąta edycja Spontaneous Music Festival poświęcona została improwizowanej wokalistyce, czy może lepiej rzec, sztuce wydawania dźwięków wyłącznie własnym ciałem. Czworo gości głównych, do tego piętnastka instrumentalistów, trzy dni koncertowe, dwanaście (a w sumie trzynaście) setów i moc zaskoczeń, zarówno tych personalnych, jak i typowo artystycznych. Organizatorowi o poziomie tych ostatnich nie wypada opowiadać, ale też próżno szukać w trakcie całej imprezy występu, który przynudził, tudzież nie wyrwał choćby kilku włosów z głowy (nawet jeśli ich w ogóle nie posiadamy).

Francuzka Isabelle Duthoit ukradła serca wszystkich bodaj na wieczność. Dylematem każdego pozostanie jedynie to, który z jej trzech (a w sumie czterech) performansów zachwycił najbardziej. Ten solowy był starogreckim dramatem, podkreślonym czarną kreacją artystki, uplecionym wspaniałą dramaturgią i porcją dźwięków, których chyba nikt poza Isabelle nie potrafiłby wydobyć z najgłębszych trzewi drobnego, kobiecego ciała. Jej kwartet z łódzkimi Wężami Kobro (Aleksandra Chciuk na fortepianie, Michał Rupniewski na skrzypcach, Paweł Sokołowski na saksofonach) kleił się do ostatniego dźwięku, świetnie zbilansowany wokalnie (Chciuk także śpiewała!) i ubarwiony klarnetowymi ekspozycjami Duthoit. Wreszcie duet z angielskim gitarzystą Danielem Thompsonem. Symfonia minimalizmu syconego jednak niebywałymi emocjami, precyzyjną dramaturgią i istotnością każdej frazy.

 


Jaap Blonk z Amsterdamu wystąpił w dwóch składach ad hoc. Najpierw we czwartek w kwartecie z poznańskim triem Sumpf (Paweł Doskocz na gitarze elektrycznej, Patryk Daszkiewicz i Piotr Tkacz – elektronika i elektroakustyka), potem kolejnego dnia w trio z irlandzkim pianistą Paulem G. Smythem i grającym na gitarze elektrycznej Łukaszem Marciniakiem. Oba sety były intrygująco głośne, dobrze skonstruowane, podkreślające w wymiarze elektroakustycznym ekspresję wokalnych igraszek Holendra. W drugim z setów Blonk używał także elektroniki i był pełnoprawnym noise’makerem do pary z gitarzystą. Zupełnie przy okazji, perfekcyjnie zorganizowany starszy Pan był pierwszym w historii festiwalu muzykiem, który przyjechał z … własnym terminalem płatniczym.

Niemka Almut Kühne doskonale dopełniła spektrum wokalne festiwalu. W jej eskpozycjach nie brakowało bowiem melodii i śpiewu. Wystąpiła czterokrotnie. W pierwszej kolejności usłyszeliśmy ją w trio z angielskim altowiolinistą Benedictem Taylorem i grającym na gitarze akustycznej Pawłem Doskoczem. Dwaj ostatni muzykują razem już od kilku lat, co było wyśmienicie słychać w kolektywnych zwarciach obu instrumentów strunowych, w trakcie których Almut zdawała się pozostawać nieco w cieniu. Najpiękniej trio frazowało wszakże w okolicach ciszy, gdy każdy dźwięk, każda fraza była na wagę złota. Drugi występ Kühne, to bazowa formacja Lava Quartet, w której miejsce nieobecnego kontrabasisty Gonçalo Almeidy wypełnił niemiecki saksofonista Julius Gabriel. Lava w tym wymiarze personalnym, to zupełnie inny band. Każda chwila ich post-kameralnego koncertu była jak spokojna rzeka, której końca nie widać. Ów spektakularnie urokliwy występ zwieńczył drugi dzień festiwalu. Następnego dnia Almut zaprezentowała się w duecie z katalońską pianistka Jordiną Millą, czyli na scenie zameldowała się dokładnie połowa kwartetu Lava. Tu królował minimalizm, wystudzona melodia, zarówno czyste frazy, jak i te fenomenalnie preparowane.

 


Kwartetu festiwalowych wokalistów i wokalistek dopełnił sam Phil Minton. 85-latek pojawił się w Poznaniu w świetnej formie, zarówno artystycznej, jak i fizycznej. W piątek zaprezentował się w wokalnym summicie zupełnie niezapowiedziany, w sobotę wraz z portugalskim organistą Davidem Maranha i pracującym na laptopie Gerardem Lebikiem fantastycznie zakończył festiwal. Set ostatni świetnie kontrastował z dominującą akustyką poprzednich festiwalowych wydarzeń, niósł niepokój, mroczne drony organów elektrycznych i niewyczerpane pokłady mintonowych gwizdów, oddechów i metaforycznych melodii.

Pośród dwunastu zaplanowanych setów festiwalowych jedynie trzy pozbawione były atrybutów wokalnych, a wszystkie umiejscowione zostały w line-up’ie ostatniego dnia. Najpierw solowy występ saksofonisty Juliusa Gabriela, który wystąpił w zastępstwie chorego Almeidy - wyśmienity set na saksofon tenorowy i sopranowy. Szczególnie podobać się mogły jego dynamiczne pasaże na większym z dęciaków przy eksplozywnym zastosowaniu oddechu cyrkulacyjnego. Kolejny członek Lava Quartet, niemiecki perkusista Wieland Möller improwizował z kolei w ad hoc duecie z Łukaszem Marciniakiem. I tu znów mogliśmy poczuć się zaskoczeni. Znany z subtelnej narracji w ramach kameralnej Lavy perkusista stanął w szranki niemal noise-rockowej wymiany ciosów z wyjątkowo dynamicznie usposobionym gitarzystą. Ich opowieść miała kilka faz, a wieńczyła ją post-psychodeliczna drama, w trakcie której Łukasz pracował na kolanach manipulując gitarowymi przetwornikami.

 


Last, but not least tej opowieści, trio Paul G. Smyth na fortepianie, Benedict Taylor na altówce i Daniel Thompson na gitarze akustycznej. Panowie, wbrew pozorom, improwizowali w takim składzie po raz pierwszy. Sprawiali wrażenie, jakby niczego innego w  swym dotychczasowym życiu nie robili. Akustyczna magia każdego dźwięku (brawa dla Bartka Olszewskiego za fenomenalne nagłośnienie całego festiwalu!), ocean wyłącznie udanych interakcji i niekończąca się falanga fraz, także tych, który artyści ostatecznie nie zagrali. 

Do zobaczenia za rok!

 

*) zdjęcia własne nieobjęte jakimikolwiek prawami autorskimi

1. Almut, Jaap, Isabelle, Phil

2. Isabelle

3. David, Phil, Gerard

4. Paul, Daniel, Benedict



wtorek, 30 września 2025

Screaming Echoes 9. Spontaneous Music Festival 2025! Let’s go!


Startujemy w najbliższy czwartek 2 października o godzinie 19.00. Trzy festiwalowe dni, dwanaście koncertów, na scenie dziewiętnaście artystek i artystów z całego świata. Nie przegapcie choćby jednego dźwięku!

Poniżej pełny program festiwalu (także na załączonych grafikach), ważne informacje organizacyjne oraz sylwetki wszystkich artystek i artystów.

Very Welcome!

 


Dragon Social Club, Poznań, Zamkowa 3

PROGRAM:

>>> 02.10. Dzień 1 Czw. 19:00

1. Isabelle Duthoit solo

2. Jaap Blonk + Sumpf (Piotr Tkacz, Paweł Doskocz, Patryk Daszkiewicz)

3. Isabelle Duthoit + Węże Kobro (Aleksandra Chciuk, Paweł Sokołowski, Michał Rupniewski) 

>>> 03.10. Dzień 2 Pt. 19:00

1. Almut Kühne + Benedict Taylor / Paweł Doskocz duo

2. Ad hoc: Isabelle Duthoit + Daniel Thompson

3. Ad hoc: Jaap Blonk + Paul G. Smyth + Łukasz Marciniak

4. Lava Quartet (Almut Kühne, Jordina Millà, Gonçalo Almeida, Wieland Möller)

>>> 04.10. Dzień 3 Sob. 19:00

1. Gonçalo Almeida solo

2. Ad hoc: Łukasz Marciniak + Wieland Möller

3. Ad hoc: Almut Kühne + Jordina Millà

4. Paul G. Smyth / Benedict Taylor / Daniel Thompson

5. Phil Minton / David Maranha / Gerard Lebik

 

Bilety:

Karnet na 3 dni: 240 zł normalny / 220 zł ulgowy*

Bilet na pierwszy dzień: 80 zł normalny / 70 zł ulgowy*

Bilet na drugi dzień: 100 zł normalny / 90 zł ulgowy*

Bilet na trzeci dzień: 100 zł normalny / 90 zł ulgowy*

* po okazaniu ważnej legitymacji studenckiej, legitymacji uczniowskiej lub dowodu osobistego w przypadku 60+.

Bilety do kupienia online >>> https://kbq.pl/175362

Organizatorami Festiwalu są Fundacja Mały Dom Kultury, Trybuna Muzyki Spontanicznej i Dragon Social Club.

Patronat medialny: Radio Afera, ImproSpot, Radio Jazzkultura.

Partner Festiwalu: Moon Hostels & Apartments

Dofinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania. #poznanwspiera

 


Isabelle Duthoit (Francja) – głos, okazjonalnie klarnet

Isabelle to głos, dwie ręce i pieśń całego ciała. W tej pieśni odradza się zwierzęcość, archaiczna delikatność, elegancja dzikiej energii. „Z brzucha? Z gardła? Czy to możliwe, że struny głosowe mogą wytwarzać takie dźwięki, że ciało jest zdolne do tak nieludzkiej chropowatości – i to bez żadnego nagłośnienia?” (David Sanson). Isabelle od zawsze interesowała się głosem — od 20 lat rozwija osobistą i unikalną technikę wokalną. Język przed językiem, rodzaj glosolalii. Śpiew, który wyrasta z oddechu i krzyku. Duthoit współpracuje z licznymi artystami międzynarodowej sceny eksperymentalnej: Dieb13, Angelica Castello, Martin Tétreault, Franz Hautzinger, Hamid Drake, Michael Zerang, Phil Minton, Luc Ex, Thomas Lehn, Lê Quan Ninh, Jacques Di Donato, Sophie Agnel, Steve Heather, Andy Moor, eRikm i innymi. Jest członkinią zespołów Hiatus, Système Friche, Where is the Sun, Uruk.

Phil Minton (Anglia) – głos

Jeśli festiwal muzyki improwizowanej poświęcony jest sztuce wokalnej, to listę zaproszonych gości nie sposób nie zacząć od Mintona. Od wielu dekad najważniejszy artysta wokalny brytyjskiej i europejskiej sceny free impro. Skala jego możliwości głosowych zdaje się nie mieć granic. Zaczyna się od post-operowej melodii, przechodzi przez gardło i przełyk, a kończy w bezmiarze jelita grubego. Wirtuoz, ale i komik. Pieśniarz, anegdotysta, najlepszy biesiadnik, partner największych w gatunku. Lubi występy solowe, ale chyba najlepiej czuje się jako wokalista improwizujący w zespołach, czy orkiestrach. Wielu kompozytorów pisało utwory, które szczególnie wykorzystują jego rozbudowane techniki wokalne i improwizacje. Tworzy wiekopomny kwartet z Veryanem Westonem, Rogerem Turnerem i Johnem Butcherem, a także duety z wszystkimi wymienionymi wyżej. Świetnie pamiętamy jego występ dekadę temu na warszawskim Ad Libitum wraz z Warsaw Improvisers Orchestra.

Jaap Blonk (Holandia) – głos

Samouk, kompozytor, wokalista, poeta i artysta wizualny. Na początku lat 80. odkrył siłę i elastyczność swojego głosu i rozpoczął długofalowe badania fonetyki i możliwości ludzkiego organizmu. Obecnie stał się specjalistą w tworzeniu i wykonywaniu poezji dźwiękowej oraz wyjątkowym improwizatorem wokalnym, wspieranym przez silną i nieskrępowaną osobowość sceniczną. Regularnie występuje i prowadzi warsztaty na całym świecie. Z biegiem lat stal się równie biegły w obszarze „live electronics”. Jego muzyka ukazała się na 30 płytach CD wydanych przez własną wytwórnię Kontrans. Wiele innych nagrań, a także około tuzina książek z jego twórczością wizualną, zostało opublikowanych w kilku krajach.

Almut Kühne (Niemcy) – głos

Internetowe zasoby informacyjne donoszą, iż Almut jest nade wszystko wykonawczynią Muzyki Nowej. Cokolwiek to znaczy, bez wątpienia predestynuje artystkę do eksplorowania świata muzyki swobodnie improwizowanej. Poznaliśmy ją w Dragonie dwa lata temu, zaparła nam dech w piersiach i byliśmy pewni, że jeszcze do nas powróci.

Klasycznie kształcona, najpierw jako pianistka, potem śpiewaczka. Dość szybko stała się członkinią Berlińskiej Młodzieżowej Orkiestry Jazzowej, a jej pierwsze doświadczenia z muzyką nieco bardziej niepokorną, to występy z zespołem Georga Graewe’ego Sonic Fiction na Nickelsdorfer Konfrontationen i Total Music Meeting.

Kühne wydała dwa albumy pod własnym nazwiskiem w wytwórni Unit Records. Brała również udział w nagraniu płyty z Oratorium Bożonarodzeniowym Bacha z Drezdeńskim Chórem Kameralnym i Orkiestrą Gewandhaus. Wykonywała również utwory wokalne Graewe’ego, Johna Cage'a, Luigiego Nono, Helmuta Lachenmanna, Ondreya Adamka i Michaela Edwarda Edgertona. Można ją również usłyszeć na albumie Petera Ehwalda „Septuor de grand matin” (2019) i wielu innych.

Na deskach Dragona Almut wystąpi z kwartetem Lava, mamy także wobec niej poważne plany w zakresie tajemniczych, a jakże kreatywnych formacji „ad hoc”.

Gonçalo Almeida (Portugalia) – kontrabas

Opowiadanie kim jest ów fantastyczny Portugalczyk rezydujący w Rotterdamie w kontekście improwizowanej sceny Dragona i Trybuny Muzyki Spontanicznej jest zupełnie zbyteczne. Grał u nas wielokrotnie, w przeróżnych konfiguracjach osobowych i stylistycznych. Free jazzowe Multiverse, doom metalowe Low Vertigo, post-kameralna Selva, multigatunkowy Spinifex. No i Lava Quartet, dwa lata temu, to był prawdziwy cios pomiędzy oczy. W portfolio wydawniczym Spontaneous Music Tribune znajdziemy przynajmniej sześć albumów z udziałem Almeidy, zarówno na kontrabasie, jak i gitarze basowej.

Gonçalo, to muzyk wyjątkowy, prawdziwy człowiek renesansu, czego się nie tknie, niczym Król Midas zamienia w muzyczne złoto. Zagra w wyjątkowym kwartecie Lava, a specjalnie na potrzeby naszego festiwalu przygotuje i wykona swój nowy program solowy na kontrabas.

Jordina Millà (Katalonia) - fortepian

Pianistka, kompozytorka i improwizatorka pochodząca z Katalonii, od dłuższego czasu rezydująca w Austrii, nieustannie zgłębia muzykę swobodnie improwizowaną, nie stroni też od estetyki muzyki współczesnej. Wprowadzona została w świat improwizacji przez Agustí Fernándeza. Wydała uznane albumy, takie jak solowy spektakl „Males Herbes”, duetowy „When Forests Dream” z rzeczonym Fernándezem, czy też dwa albumy z Barrym Guyem - „String Fables” dla krajowej Fundacji Słuchaj! oraz „Live in Munich” dla monachijskiego ECM Records.

Członkini zespołu Barry'ego Guya The Blue Shroud Band i innych formacji, współpracuje z takimi muzykami jak: Mats Gustafsson, dieb13, Vini Cajado, Maurizio Takara, Gonçalo Almeida, Almut Kühne, Wieland Möller, Kenji Herbert, Lucas Niggli, Axel Dörner, Sofia Labropoulou, Christian Reiner, Lukas König, Núria Andorrà i Sònia Sánchez.

Na deskach Dragona artystka wystąpi z kwartetem Lava, mamy także wobec niej poważne plany w zakresie formacji „ad hoc”.

Wieland Möller (Niemcy) - perkusja

Jest berlińskim perkusistą, artystą dźwiękowym i performerem działającym w obszarze jazzu, muzyki improwizowanej i tańca współczesnego. Klasycznie wykształcony na uczelniach po obu stronach Atlantyku.

Występował między innymi na Buenos Aires Jazz Festival, Jazz International Rotterdam Festival i innych, a także koncertował w Niemczech, Holandii, Hiszpanii, Portugalii, Argentynie i Islandii, także w Polsce. Jako muzyk i kompozytor, brał udział w projektach i spektaklach tanecznych i teatralnych, między innymi na Biennale Berlin 2018, Junge Deutsche Oper Berlin, Gripstheatre, Reykjavik Dance Festival i Prague Dance Festival. Współpracował m.in. z Kazuhisą Uchihashi, Markusem Stockhausenem, Klaasem Hekmanem, Tobiasem Deliusem, Julyenem Hamiltonem, Ingo Reulecke i Okwui Okpokwasili.

Na deskach Dragona muzyk wystąpi z kwartetem Lava, mamy także wobec niego poważne plany w zakresie formacji „ad hoc”.

  


Paul G. Smyth (Irlandia) - fortepian

Mądrzejsi od nas donoszą, iż Paul, to „objawienie… jego podejście do fortepianu jest absolutnie oryginalne” (The New York City Jazz Record) i być może „jeden z najwybitniejszych współczesnych pianistów” (The Free Jazz Collective). My zaś wiemy nade wszystko, iż wydał definitywnie doskonale albumy z Peterem Brötzmannem, Evanem Parkerem, Chrisem Corsano i Johnem Russellem w wytwórni Weekertoft, którą założył wspólnie z rzeczonym Russellem w 2016 roku. A że przyjazd do Poznania, to jego pierwsza wizyta w tej części świata, nasza radość nie ma granic.

Paul od czasu trasy koncertowej z Charlesem Gayle'em w 1999 roku współpracował z takimi sławami, jak Derek Bailey, Evan Parker, Peter Brötzmann, Keiji Haino, Barry Guy, Wadada Leo Smith, John Russell, John Edwards, Chris Corsano, Lol Coxhill, Charles Hayward, John Butcher, Hannah Marshall, Mark Sanders i Damo Suzuki, a także wieloma innymi. Był członkiem tria syntezatorowego Boys Of Summer („dźwięk pogrzebanego żywcem Johna Carpentera” – Le Cool Magazine), kompozytorem występującym w National Concert Hall, komponował muzykę do teatru i występował w 18 krajach.

Benedict Taylor (Anglia) - altówka

Tego wspaniałego altowiolinistę gościliśmy na deskach Dragona kilkukrotnie - grywał z orkiestrą Tonus, Poznańską Orkiestrą Improwizowaną, w secie solowym, czy też duetach z Pawłem Doskoczem. Jego powrót na Spontaniczny Fest to zatem całkiem naturalna kolei rzeczy.

Benedict Taylor jest improwizatorem i kompozytorem, aktywną postacią w brytyjskim i europejskim świecie nowej muzyki. Opisywany jako „wirtuoz współczesnej altówki”, koncentruje się w swojej twórczości improwizacji, a także komponowaniu na potrzeby występów na żywo, filmów, teatru, tańca współczesnego, instalacji artystycznych i projektów albumów koncepcyjnych.

Jako improwizator występował i nagrywał zarówno w „working bandach”, jak i w ramach formacji „ad hoc” z takimi artystami jak: John Butcher, Blanca Regina, Keith Tippett, Evan Parker, Terry Day, Tom Jackson, Lauren Kinsella, Daniel Thompson, Lawrence Upton, Alex Ward, Cath Roberts, Renee Baker, Paul Dunmall, Neil Luck, Paweł Doskocz, John Edwards, Ivor Kallin, Hannah Marshall, Chris Cundy, Kit Downes, Yves Charuest, Alexander Hawkins, Tom Challenger, Tetsu Saito i innymi.

Daniel Thompson (Anglia) – gitara akustyczna

Radary Trybuny Muzyki Spontanicznej namierzyły tego artystę dobrą dekadę temu. Mnóstwo wody musiało jednak upłynąć w Tamizie i Warcie, by ten wyjątkowo gitarzysta trafił na deski Dragona. To cudowna wiadomość!

Daniel, to bodaj najważniejszy uczeń legendy brytyjskiej, improwizującej gitary – Johna Russella. Można usłyszeć i zobaczyć go występującego solo, a także w wielu improwizowanych sytuacjach oraz długoterminowych kolaboracjach lub „working bandach”. Daniel występował i/lub nagrywał ze Steve’em Noblem, Caroline Kraabel, Maxem Reedem, Evanem Parkerem, Johnem Edwardsem, Benedictem Taylorem, Tomem Jacksonem, Videm Drašlerem, Eddiem Prevostem, Johnem Butcherem, Neilem Metcalfe, Ianem McLachlanem, Kay Grant, Marcello Magliocchim i Alanem Wilkinsonem, żeby wymienić tylko najważniejszych.

Daniel jest nie tylko muzykiem, ale także założycielem i dyrektorem artystycznym „Empty Birdcage Records”, wytwórni specjalizującej się w wydawaniu albumów z muzyką swobodnie improwizowaną.

Davida Maranha (Portugalia) – organy elektryczne

Czołowy przedstawiciel portugalskiej sceny awangardowej, multiinstrumentalista, najczęściej organista. Jego metoda twórcza, to powoli ewoluujące i minimalistyczne utwory elektroakustyczne, koncentrujące się na zwrotach harmonicznych i alikwotach, wykorzystujące proste wariacje w rytualistycznym ujęciu. To także obsesyjny umysł stojący za formacją Osso Exótico, która funkcjonuje artystycznie od 1990 roku. Grupa ma siedzibę w Portugalii, ale w ostatnich latach zyskała uznanie w całej Europie. W ubiegłym roku Maranha szczególnie zachwycił albumem „Wrecks”, nagranym wspólnie z portugalskim mistrzem freejazzowego saksofonu Rodrigo Amado

Gerard Lebik (Polska) - elektronika

Na freejazzowym etapie jego kariery warto wymienić następujące składy: Erase (z Michałem Trelą i Jakubem Cywińskim), Slug Duo (z Kubą Sucharem), Foton (z Arturem Majewskim i Wojciechem Romanowskim) i veNN Circles (z Piotrem Damasiewiczem i Gabrielem Ferrnadinim). Potem nastąpił etap improwizacji elektroakustycznej, gdzie partnerami Lebika byli m.in. Jérôme Noetinger, Kazuchisa Uchihashi, Noid, Eryck Abecassis, Lotte Anker i Paul Lovens. Jako instrumentalista lub artysta dźwiękowy Lebik występował na prestiżowych imprezach i festiwalach na całym świecie.

  


Sumpf, to pomiot artystyczny o nierozpoznanej do końca proweniencji, który pojawił się na improwizowanej mapie Poznania więcej niż dekadę temu. Po nagraniu dwóch albumów zapadł w wieloletni, zimowy sen. Teraz muzycy wracają niesieni radością ponownego wspólnego tworzenia. Każdy z nich zdaje się być na innym etapie swojej drogi artystycznej, ale jako nieznośny Sumpf wciąż warci są każdej sekundy Waszej uwagi. Zapraszamy do fauny i flory meta kosmicznej elektroakustyki.

Na festiwalowej scenie zagrają wspólnie z wokalistą i performerem Jaapem Blonkiem!

Patryk Daszkiewicz - człowiek ukrywający się za projektem DMNSZ. Udziela się również w innych mniej lub bardziej enigmatycznych projektach takich, jak Sumpf, Kakamina, czy Strętwa. Często eksperymentuje z różnymi technikami nagrań i pozostającymi po nich artefaktami. Wykorzystuje dźwięki będące na skraju rozpoznawalności. Pulsujące buczenie głośników, szumy z kasety, sprzężenia zwrotne, czy skwierczenie przewodów elektrycznych.

Prowadził autorską audycję radiową „Radio Bluszcze” emitowaną na falach Radia Kapitał (Warszawa) i Lahmacun (Budapeszt). W latach 2012-2015 współorganizował w Poznaniu cykl koncertów improwizowanych "Warsztat dźwięków". Grał m.in. na festiwalach DYM, FRIV, OSA, DNA i... Spontaneous Music Festival.

Piotr Tkacz – gra na gramofonie przedmiotami codziennego użytku i nieużytku. Współtworzy(ł) takie składy jak Sumpf, Kurort, Radioda, Lata, Tirips czy Revue svazu českých architektů. Oprócz tego improwizował z takimi muzykami, jak Patryk Lichota, Herman Müntzing i Adam Gołębiewski, Sabine Vogel i Yannick Franck oraz Seiji Morimoto i Eric Wong. Z tymi ostatnimi nagrał album, który wydało Inexhaustible Editions. Tkacz jest także animatorem kultury, publicystą i didżejem, a w wolnych chwilach zapalonym kuchcikiem.

Paweł Doskocz – Gitara, często preparowana. Używając preparacji szuka nowych możliwości brzmieniowych instrumentu. Skupia się na graniu muzyki improwizowanej, a inspiracje czerpie z wielu źródeł. Współtworzył Bachorze, Strętwę oraz Sumpf. Dotychczas miał okazję grywać z wieloma muzykami z kraju i z zagranicy oraz zagrać na festiwalach poświęconych muzyce eksperymentalnej czy improwizowanej. Grywał na: Ad Libitum, Nowy Wiek Awangardy Festival, Art of Improvisation Creative Festival, Jazz Ring, Musica Privata, Katowice JazzArt Festival, FRIV Festival, Avant Art Festival, bERLIN SOLO oraz Spontaneous Music Festival.

Współpracował m. in. z: Marta Warelis, Alan Wilkinson, Emilio Gordoa, Matthias Müller, Jasper Stadhouders, Paweł Szpura, Hubert Zemler, Wojtek Kurek, Vasco Trilla, Yedo Gibson, Onno Govaert, Seppe Gebruers, Andrew Lisle, Vasco Furtado, Colin Webster, Dirk Serries, Benedict Taylor oraz z Donem Malfonem.

Makemake, Trio_io, Perforo, czy El Topo – nawet średniozaawansowany miłośnik krajowej sceny muzyki kreatywnej kojarzy te nazwy. A na nimi wszystkim stoi Łukasz Marciniak, gitarzysta, który gościł na deskach Dragona wielokrotnie, ale w ramach spontanicznego festiwalu będzie debiutantem. Cieszymy się ogromnie, pamiętając choćby jego doskonały flow w trakcie ubiegłorocznej edycji Festiwalu Ad Libitum, gdy u boki Mii Zabelki i swojej stałej partnerki Oli Rzepki zgrał jakże intrygujący set, dziś dostępny zresztą na kompaktowym dysku.

Łukasz Marciniak - Gitarzysta, kompozytor, improwizator. Aktualnie pracuje w zespole Trio_io grającym współczesną muzykę kameralną. Jest członkiem El Topo - zespołu badającego zawiłość strun, oraz ryzyko bębnów i czyneli, także współtwórcą Perforto - duetu strunowego na preparowany fortepian i gitarę elektryczną, oraz najnowszego trio Attack of the Mugatu - na gitarę, wiolonczelę i kontrabas. Autor muzyki do filmów i performance. W działaniach solo i koncertach swobodnej improwizacji - pracuje nad własnym językiem artykulacji.

Węże Kobro - to osobliwe trio gościło u nas już ubiegłej jesieni. Było tajemniczo, kameralnie i minimalistycznie – z lekkim odurzeniem w tle. Efekt? Piorunujący. Nie mieliśmy wątpliwości: Węże muszą wrócić na festiwal. Tym razem pojawią się w kwartecie, w towarzystwie Isabelle Duthoit!

Zespół powstał w przestrzeni działu Muzykaliów Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego, gdzie spotykał się na sesje nagraniowe i próby. Trójka niezwykle utalentowanych muzyków – Aleksandra Chciuk (głos, fortepian), Paweł Sokołowski (saksofon) i Michał Rupniewski (skrzypce) – regularnie spotyka się w tym miejscu, by tworzyć i dzielić się swoją muzyką inspirowaną zarówno tradycją awangardy, jak i eksperymentem.

Węże Kobro, to zespół balansujący na granicy dźwiękowej abstrakcji i dzikości, inspirujący się pionierami europejskiej sceny muzyki improwizowanej, ale także czerpiący z łódzkiej tradycji awangardy plastycznej, minimalizmu i unizmu. Każdy występ jest unikalny, zupełnie improwizowany i pełny niespodziewanych intuitywnych zwrotów utkanych w ciągłą narrację tworzoną przez troje zasłuchanych w siebie ludzi.

Aleksandra Chciuk - artystka interdyscyplinarna, porusza się na styku sztuk wizualnych, dźwięku, choreografii tworząc performatywne, multimedialne spektakle. W muzyce swobodnie improwizowanej grę na fortepianie preparowanym łączy z obiektami dźwiękowymi i perkusjonaliami. Przy ich pomocy buduje osobne, głębokie narracje. Immersyjność, organiczność, środowiska akuzmatycznej recepcji to wyróżniki jej audiowizualnych prac. Chętnie działa w kolektywach. Założyła kobiecy kolektyw Pełnia, współtworzy duet artystyczny z Kubą Krzewińskim a od dwóch lat Węże Kobro. Zespół traktuje jako jeden organizm, gdzie tak samo ważna jest dla niej wymiana intuitywnej, co intelektualnej natury. W listopadzie br. wydała album „Minor Civilization” nakładem Antenna Non Grata, gdzie po raz pierwszy wiodącą rolę pełni głos artystki.

Michał Rupniewski - skrzypek, z doskoku eksploruje także inne instrumenty, ostatnio też altówkę. Swobodną improwizację grał, obok duetu z Ryszardem Lubienieckim, w zespołach Hybrida Conclusio, Dźwięk-bud, a ostatnio Węże Kobro. Od 2012 tworzy festiwal Musica Privata.

Paweł Sokołowski – mieszkający w Łodzi improwizator i animator lokalnej sceny muzycznej. Gra na saksofonach (tenor, sopran, sopranino) i syntezatorze modularnym. Przez lata nawiązywał współpracę artystyczną z muzykami z całego świata. Ostatnimi czasy gra głównie z Michałem Rupniewskim, Aleksandrą Chciuk i Ryszardem Lubienieckim. Prowadzi cykl koncertów o nazwie „Prekambr” i jest organizatorem festiwalu Musica Privata.

 

 

 

piątek, 22 sierpnia 2025

Screaming Echoes 9. Spontaneous Music Festival 2025


(informacja prasowa)

 

Wielkie święto muzyki improwizowanej w Poznaniu jak zwykle w pierwszy weekend października! Dziewiąta edycja Spontaneous Music Festival zwie się „Screaming Echoes” i odbędzie się w Dragon Social Club od 2 do 4 października 2025 roku.

 

Historia muzyki kreatywnej dowodzi, że nade wszystko wielbimy saksofonistów, gitarzystów, pianistów czy perkusistów. Ale czy równie uważnie przyglądamy się dokonaniom artystek i artystów eksperymentujących z własnym głosem? Tych, którzy potrafią wydobywać dźwięki nie tylko ustami, lecz dosłownie każdą częścią ciała? Ich sztuka bywa wymagająca – nierzadko wiąże się z ogromnym wysiłkiem fizycznym, nie wspominając już o konieczności uruchomienia potężnych zasobów muzycznej wyobraźni. A jednak efekt tych działań potrafi przenieść słuchacza wprost do nieba freely improvised music!

Dlatego na tegorocznym Spontaneous główną rolę zagra głos! Przyjrzymy się jego znaczeniu w żywiole improwizacji oraz temu, jaką energię wnosi w różnorodne konfiguracje instrumentalne.

Dziewiąta edycja najwspanialszego impro-festu w tej części świata będzie równie krzykliwa, jak zanurzona w tajemniczym echu!

  


Do świata improwizowanej wokalistyki zaproszą nas cztery wyjątkowe postacie: Isabelle Duthoit z Francji, Almut Kühne z Niemiec, Jaap Blonk z Holandii i the one and only Phil Minton z Anglii. Ich „dragonowe” aktywności będą miały różny wymiar – wystąpią solo, zagrają w swoich regularnych formacjach, czy też – jak to zwykle w Poznaniu – zostaną wtłoczeni w wir tajemniczych składów kleconych „ad hoc”.

Oczywiście nie tylko głos będzie pobrzmiewał z sali koncertowej Małego Domu Kultury. Do udziału w Festiwalu zaprosiliśmy szerokie grono wybitnych instrumentalistów, improwizatorów i nadzwyczaj kreatywnych muzyków z całej Europy. Ze Zjednoczonego Królestwa przyjadą gitarzysta Daniel Thompson i altowiolinista Benedict Taylor, z Irlandii pianista Paul G. Smyth, z naszego ukochanego Półwyspu Iberyjskiego organista David Maranha, kontrabasista Gonçalo Almeida (obecnie mocniej związany z Rotterdamem) i pianistka Jordina Millà (dziś bardziej wiedeńska), a z Niemiec perkusista Wieland Möller.

Jak zwykle dragonowe deski uginać się będą pod ciężarem improwizacji muzyków polskich, w tym tych jak najbardziej poznańskich – zagrają pianistka Aleksandra Chciuk, saksofonista Paweł Sokołowski, skrzypek Michał Rupniewski (filary łódzkiego festiwalu Musica Privata), gitarzysta Łukasz Marciniak z Katowic oraz nasi lokalsi – gitarzysta Paweł Doskocz, Patryk Daszkiewicz na instrumentach elektrycznych oraz Piotr Tkacz na gramofonie i przedmiotach.

Występy solowe, duety, tria, może nawet kwartety „ad hoc” i aż pięć formacji, którym można przykleić etykietę working bandów – Lava Quartet (Almeida, Kühne, Millà, Möller), Węże Kobro (Chciuk, Sokołowski, Rupniewski), Sumpf (Doskocz, Tkacz, Daszkiewicz) i dwa tria bez nazwy własnej Minton/ Maranha/ Lebik oraz Thompson/ Smyth/ Taylor.


DOKŁADNY PROGRAM JUŻ NIEBAWEM!


Poznań, Dragon Social Club, Zamkowa 3, 02-04.10.2025

Bilety:

Karnet na 3 dni: 240 zł normalny / 220 zł ulgowy*

Bilet na pierwszy dzień: 80 zł normalny / 70 zł ulgowy*

Bilet na drugi dzień: 100 zł normalny / 90 zł ulgowy*

Bilet na trzeci dzień: 100 zł normalny / 90 zł ulgowy*

* po okazaniu ważnej legitymacji studenckiej, legitymacji uczniowskiej lub dowodu osobistego w przypadku 60+.

Bilety do kupienia online >>> JUŻ WKRÓTCE!


Organizatorami Festiwalu są Fundacja Mały Dom Kultury, Trybuna Muzyki Spontanicznej i Dragon Social Club.

Patronat medialny: Radio Afera, ImproSpot, Radio Jazzkultura.

Partner Festiwalu: Moon Hostels & Apartments

Dofinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania. #poznanwspiera



 

wtorek, 28 czerwca 2022

Paul G. Smyth & John Wiese! The Outlier!


Label Weekertoft Records, założony przez irlandzkiego pianistę Paula G. Smytha i angielskiego gitarzystę Johna Russella, powraca po niemal dwuletniej przerwie. Pandemia pandemią, ale powodem braku aktywności mogłoby także odejście z tej części wszechświata gitarzysty - legendę free impro pożegnaliśmy bowiem w styczniu ubiegłego roku.

Mimo tych wciąż smutnych okoliczności, fakt, iż label powraca do świata żywych cieszy nas niepomiernie, zwłaszcza, iż jego nowa propozycja edytorska jest po prostu doskonałą płytą. Preparowane piano i duża porcja elektroniki mogłyby budzić na starcie pewne obawy, jak to zwykle bywa w przypadku improwizacji, która łączy żywe i syntetyczne frazy, ale w wypadku albumu The Outlier możemy mówić wyłącznie o udanych wyborach artystycznych obu muzyków. Co więcej, nagranie jest koncertowe, a zatem domniemujemy, iż to, co słyszymy na płycie jest wiernym odzwierciedleniem tego, co artyści wyprawiali na scenie. Tym większy szacunek! I jeszcze jedno ważne spostrzeżenie na wstępie – Smyth i Wiese w trakcie niemal godzinnej narracji nad wyraz skutecznie przywołują wspomnienia związane z minimalistycznymi improwizacjami legendarnej formacji AMM! Zresztą czynią to niejednokrotnie, nawiązując nawet do kilku estetyk, jakie ta wspaniała grupa wprowadziła do historii gatunku. W których momentach wyobraźnia recenzenta snuła konkretne skojarzenia, dowiecie się czytając całą recenzję. Welcome!

 


Początek koncertu tworzy plama ambientu zawieszona w bezmiarze dużej sali koncertowej i filigranowy stukot fortepianowych młoteczków, które także zdają się tworzyć swój własny ambient. Z żywej flanki płyną akcenty perkusjonalne, z tej syntetycznej - mrok post-akustycznych, tajemniczych fraz. Narracja ma wyjątkowo szerokie spektrum elektroakustyczne, a równowaga pomiędzy elementami składowymi sprawia wrażenie wręcz modelowej. Każdy z owych elementów zdolny jest tu zaskakiwać, a spora część dźwięków nie da się w prosty sposób przypisać do miejsca swojego pochodzenia. Fortepianowe preparacje mają w sobie dużo znaków zapytania, a post-industrialna elektronika zdaje się mieć nieograniczone możliwości w tym zakresie.

Improwizacja skrzy się od dobrych interakcji, jest bogata w dźwięki i pomysły dramaturgiczne. Muzycy nie dążą do wielu spiętrzeń, nie szukają powodów do eskalacji, często powracają po czystego ambientu i zrównoważonych, pianistycznych dywagacji. Konsekwentnie budują klimat zmysłowej elektroakustyki, która nie śpieszy się z szukaniem odpowiedzi na zadawane pytania. Czasami wszystkie nurty narracji przyoblekają tu postać post-perkusjonalną, innym razem efektownie lepią się w delikatne drony, czym przypominają rzeczone AMM z lat 80. ubiegłego stulecia, gdy grupę tworzyło trio bardzo aktywnie preparowanej gitary, fortepianu i perkusjonalii. Powyższe skojarzenie dobrze działa choćby wtedy, gdy piano z klawisza subtelnie dysonansuje z szumem elektroakustyki. Jeszcze piękniej robi się w momencie, gdy owe minimalistyczne frazowanie zbliża się do okolic ciszy. Akustyka przejmuje chwilowo panowanie nad syntetyką i zaprasza nas w mrok dźwiękowych nieoczywistości. Niemal cała środkowa faza koncertu tkana jest właśnie z owych mrocznych drobiazgów i dramaturgicznych niedopowiedzeń. Skupienie, minimalizm, wiotkie strumienie rezonansu, ale i gigantyczny niepokój pomiędzy dźwiękami. To przecież także cechy, które nierozerwalnie wiążą się z estetyką formacji, o której przed chwilą wspominaliśmy. Zupełnie przy okazji, w pewnym momencie koncertu można odnieść wrażenie, że elektronika ma w swym portfelu możliwości także dekonstruowanie fraz fortepianu w formule live processing.

Dalszy etap narracji, to pewnego rodzaju zagęszczenie. Elektronika szuka kolejnych porcji szumów i post-industrialnych konotacji, podczas, gdy czarne klawisze piana zaczynają budować naprawdę imponujący suspens. Mrok, brudne brzmienie i pewna skłonność do budowania minimalnie bardziej agresywnych fraz prowadzi nas do kolejnego skojarzania z AMM, tym razem z epoką, gdy idiom swobodnej improwizacji był w Zjednoczonym Królestwie kuty z brązu i ołowiu, czyli jeszcze w latach 60. ubiegłego stulecia.

Po upływie trzech kwadransów muzycy powoli zaczynają zwierać szeregi i budować zręby zakończenia spektaklu. Znów mamy wrażenie, że obcujemy z live processing – zdecydowanie słyszymy więcej niż jeden wątek piana. Także strona elektroniczna serwuje nam kilka strumieni fonii. Preparacje, elektroniczne zniekształcenia i setki innych zdarzeń opanowują scenę, ale sama opowieść nie jest bynajmniej szczególnie mocno oddalona od ciszy. Z tychże właśnie drobiazgów i ćwierćfraz muzycy zaczynają budować bardziej gęstą narrację. Dużo warstwowego post-ambientu, ale i strugi akustycznych preparacji, znów doposażonych w mrok niepokoju i nerwowe, ukradkowe spojrzenia. Sama finalizacja zdaje się być przepełniona pewnym ulotnym zgiełkiem. Czarne klawisze, post-industrialny posmak elektroniki i dużo chaotycznego echa w tle. A na koniec … oklaski, bystry powrót do realności koncertu i otwartej przestrzeni muzyki.

 

Paul G. Smyth & John Wiese The Outlier (Weekertoft Records, CD 2022). Paul G. Smyth - fortepian, John Wiese – elektronika. Koncert zarejestrowany 26 lutego 2015 roku w Dublinie, Kevin Barry Room, National Concert Hall. Jedna improwizacja, 53:46



wtorek, 11 sierpnia 2020

Peter Brötzmann & Paul G. Smyth! Tongue in a Bell!


Katalog brytyjsko-irlandzkiego labelu Weekertoft Records śledzimy na bieżąco, zatem nie mogła ujść naszej wadze najnowsza propozycja w nim zawarta. Legenda free jazzu zwiera w nim szyki z bardzo intrygującym muzykiem, wciąż wszakże pozostającym w roli aspirującego do rzeczy wielkich na scenie europejskiego free impro/ free jazz. Nagranie ukazuje się w formacie winylowym i kompaktowym, trwa nasze ulubione czterdzieści minut i kilkadziesiąt sekund, a zawiera koncert duetu zarejestrowany w Dublinie w styczniu 2015 roku.

Peter Brötzmann, choć dobija już do osiemdziesiątki, wciąż jest aktywny zarówno koncertowo, jak i edytorsko. Nie pisaliśmy jednak o nim na tych łamach od dość dawna. Powody zawsze bywają w takich wypadkach bardzo złożone, jakkolwiek w gronie redakcyjnym nie brakuje opinii, iż po prawdzie od kilku lat nie uświadczyliśmy w dorobku artysty nagrania szczególnie nas ekscytującego. Z tym większą zatem przyjemnością pragniemy donieść, iż duet z pianistą Paulem G. Smythem jest bardziej niż udany i definitywnie stawia się w gronie najlepszych nagrań niemieckiego saksofonisty w perspektywie, co najmniej dekady. A że duża w tym zasługa świetnego Irlandczyka, dopowiadać już chyba nie musimy. Pamiętamy wszak jego bardzo udane nagrania sprzed kilkunastu miesięcy do pary z Evanem Parkerem. A zatem do dzieła – innym słowy, do stolicy Irlandii, a konkretnie miejsca zwanego Kevin Barry Room, usytuowanego w National Concert Hall!


 

Tongue in a Bell. Czarne klawisze fortepianu tyczą szlak introdukcji, a typowy zaśpiew saksofonu tenorowego Petera bystrze się w niego wtłacza. Panowie proponują zrównoważony open jazz z posmakiem klasyki na klawiaturze i oddechem free jazzu w tubie saksofonu. Demokratyczna, od startu już odpowiednio gęsta, męska potańcówka. Tuż przed upływem 4 minuty Paul zostaje na chwilę sam i przesuwa ciężar swojej ekspozycji w kierunku muzyki współczesnej. Saksofon wraca po kilkudziesięciu sekundach, pełen niemal miłosnego uniesienia. Duet daje sobie kolejne dwie minuty, by wejść na szczyt emocji i ekspresyjnie wykrzyknąć. Eksplozji pierwotnej towarzyszy kilka mniejszych erupcji, następujących tuż po niej. Muzycy stawiają na galop, szybkie palcówki po klawiaturze i ziejący ogniem tenor, jakże lubiany przez wszystkich potok brotzmannowskiej (pod)świadomości. Czas na chwilę oddechu przychodzi wraz z wybiciem 11 minuty koncertu. Dęty romantyzm, który intrygująco rozlewa się szerokim korytem, dostaje się w szpony pianisty i flow znów powraca do bardziej dynamicznego trybu. Po 16 minucie pianista zostaje na krótką chwilę sam i kontynuuje marsz po złote runo. Peter powraca wyposażony w tarogato i pięknie tłumi opowieść, najpierw przy wtórze wystudzonego abstract piano, a potem już w zupełnej samotności. Szczególnie ten drugi fragment wart jest naszej atencji, zwłaszcza, że muzyk wydaje się także mruczeć pod nosem. Powrót piana delikatny jak puch, ambientowy, rozmyty, zamglony. Dźwięki z półpreparowanej klawiatury świetnie wgryzają się w potok dźwięków małego, śpiewnego dęciaka, który dociera na szczyt i stawia tam stemple najwyższej jakości. Po wybiciu 24 minuty muzycy zdejmują nogę z gazu i wyjątkowo zmysłowo wybrzmiewają.

Falling Out of All the Towers of Space. Na otwarcie drugiej części, znacznie krótszej niż pierwsza, Peter sięga po klarnet (który w paru momentach zabrzmi wręcz jak klarnet basowy). Paul jedynie stuka palcami po pudle rezonansowym fortepianu, po czym zaczyna skromne preparacje. Peter kreśli gęste pętle, pnie się ku górze. Gdy Paul przechodzi definitywnie na klawiaturę, flow narracji ma już swoją dynamikę i rozniecający się ogień. W połowie 6 minuty krótkie expo solo Paula - garść abstrakcji dla budowania odpowiedniego napięcia dramaturgicznego. Po kilkudziesięciu sekundach Peter powraca, ale już z tenorem! Muzycy budują kolejny świetnie skomunikowany pasaż dźwiękowy, który milknie po upływie 8 minuty.

Eyes Wide. Finałowy pasus otwiera abstrakcyjne, na poły preparowane piano. W tle budzi się saksofon, który delikatnie pokrzykuje. Opowieść jest spokojna, ale bardzo emocjonalna, pełna werwy, niestroniąca jednak od nostalgicznych fraz i swoistej meta melodyjności (Peter potrafi!). Po kilku chwilach artyści łapią bakcyla dobrej dynamiki i bystrze stawiają kolejne kroki. Stylowe, wyraziste piano i saksofon, który pachnie Peterem i jego emocjami z odległości księżyca. Ostatni dźwięk zostaje wydany w połowie 7 minuty. Następne 60 sekund na traku, to już tylko ekspresyjna reakcja publiczności.

 

poniedziałek, 18 lutego 2019

Evan Parker & Paul G. Smyth! Calenture and Light Leaks & The Dogs of Nile!


Duet saksofonu z fortepianem jest równie trwale zapisany w historii gatunku free jazz/ free improv, jak duet tegoż saksofonu z perkusją. Dokładnie 2 marca dwóch kolejnych muzyków poczyni swój edytorski wpis do księgi wspomnień i osiągnięć.

Evan Parker, który sam jest historią wszystkiego, co istotne dla swobodnej improwizacji i o trzy dekady od niego młodszy, Irlandczyk Paul G. Smyth, dzielny aspirant i niebanalny improwizator, podają nam na tacy dwa swoje duety, który są dla nich otwarciem wzajemnej współpracy.

W zestawie tym krążek Calenture and Light Leaks zdaje się być tym zasadniczym. Wydany na CD koncert z National Concert Hall, edytorsko uzupełniony został kolejnym koncertem duetu The Dogs of Nile (z miejsca zwanego The Opium Rooms), nieco krótszym, dostępnym jedynie w downloadingu. Wszystkie szczegóły odnajdziecie na bandcampowej stronie wydawcy, który zwie się Weekertoft Records.

Z łaskotaniem w przełyku i drżeniem łydek, zaglądamy na oba koncerty, które miały miejsce – tego chyba jeszcze nie powiedzieliśmy - w Dublinie.




W pierwszej kolejności docieramy na koncert, który odbył się 26 marca 2015 roku. Parker gra tu na saksofonie tenorowym, Smyth – co oczywiste w tym kontekście – na fortepianie. Dwa sety trwają łącznie 42 i pół minuty.

Początek seta pierwszego upływa nam stosunkowo spokojnie. Tenor płynie zwinnie i po parkerowsku. Fortepian stawia delikatne zasieki - muzyk skupiony jest na klawiszowych pasażach, skrupulatny w dbaniu o każdy dźwięk. Czyni wszystko w klimacie kameralistycznym, a my dostrzegamy także drobny, klasycyzujący nerw w dłoniach pianisty. Muzycy budują improwizację świetnie się ze sobą komunikując, trzeba wszakże zaznaczyć, iż specyfika dramaturgii spektaklu nie stawia w tym zakresie szczególnych wymagań. Od czasu do czas flow narracji biegnie wedle reguły outside/ inside. Piano zdaje się być dość wysoko zestrojone, tembr instrumentu interesująco rozlewa się po przestrzeni sali koncertowej. W 10 minucie Paul zostaje sam i brnie w intrygujący pasaż, lepiony z ponadgatunkowych skojarzeń. Parker brzmi niezwykle ciepło, wręcz nostalgicznie, ale – gdy trzeba – w mgnieniu oka przechodzi do suchych klasterów, które łapią galop z perkusyjnymi preparacjami piana. Oniryczna zdaje się być szczególnie 12 minuta, gdy fortepian grzmi złowieszczo, a flow saksofonu wdziera się na wysoką górę! Recenzent z radością odnotowuje pierwszy naprawdę ekscytujący moment koncertu! 20 minuta przynosi solową ekspozycję tenoru – muzyk świetnie łapie subtelny pogłos sali, jego instrument rozbrzmiewa niczym światło w ciemnym tunelu. Kotłuje się ze sobą, pętli i systematycznie eskaluje poziom dźwięku. Piano powraca w drżeniu, wyłania się z całkowitej niemal ciszy. Zamiana ról – piano w solowej eskapadzie wprost po ciemnych klawiszach, brzmi niczym stado rumaków w galopie. Kind of dark ambient piano! Tuż potem zejście do poziomu ciszy i … powrót tenoru, który pomrukuje z zadowolenia. Na finał seta muzycy wracają do estetyki, jaka była ich udziałem na początku spektaklu. Classic Parker i potoki pianistyki z czystych klawiszy. Trochę kameralnie, trochę na jazzowo.

Set drugi (z uwagi na czas trwania, raczej rozbudowany encore) rodzi się czeluściach wyjątkowo skupionej sonorystyki. Pianistyczne preparacje na samym dnie pudła rezonansowego i suche dysze skupione na budowaniu plastrów ciszy. Po chwili następuje start cyrkulacyjnego oddechu tenorzysty i meta drumming na wilgotnych strunach fortepianu. Jakże zmysłowa narracja! Piano brzmi niczym spinet, znów stroi na wysoko, znów epatuje potokiem różnorodnej narracji, także wprost z gardła kameralistyki współczesnej. Piękny finał jakże doskonałego koncertu!




Czas przenieść się w czasie do dnia 12 marca 2017 roku. Istotna zmiana instrumentalna – Parker gra tym razem na saksofonie sopranowym. Znów dwa sety, łącznie 31 i pół minuty.

Sopran i wysokie piano – duet niemal stworzony dla siebie! Parker dość szybko wchodzi w oddech cyrkulacyjny, płynie nieprzerwanym strumieniem dźwięków, ale nie są to kilometrowe tasiemce, często przerywa je bowiem kameralnymi grepsami. Cała narracja zdaje się być niezwykle delikatna, przypomina stąpanie po trawie przy porannej rosie. Muzykom wystarczy jednak ukradkowe spojrzenie, by w ułamku sekundy znaleźć się w sporym galopie. Piano cudnie zestrojone w roztańczonym sopranem! Po wytłumieniu, muzycy znów łapią wychładzające plastry chamber, po czym schodzą jeszcze niżej i stają się odrobinę jazzy. Jeśli narracja tej części koncertu dynamizuje się, na ogół dzieje się to z inicjatywy Paula. Jeśli stopuje, na ogół na skutek westchnień Evana. W okolicach 10 minuty soprano solo – raz w górę, raz w dół, tubą pełną emocji i suchymi dyszami. W tle mikro preparacje fortepianowych strun. Za moment piano solo, tu w absolutnej niemal ciszy. Powrót do ekspozycji duetowej w onirycznej atmosferze dramaturgicznego niedopowiedzenia. Kontemplacja, improwizowany chill out of space. Na finał seta, drobne zapętlenie, pełne mocy.

Set drugi budowany jest małymi kroczkami, dźwięk po dźwięku. Sopran pnie się ku górze, piano trzyma poziom powierzchni ziemi, zwinnie się preparując. Narracja rośnie bystrymi przyspieszeniami i chytrymi stoppingami. Także z odrobiną wzajemnych półimitacji. Brawo! Free chamber as well! Także garść jazzowych spiętrzeń, mniej strukturalnych, bardziej temperamentnych. Chwila na dramaturgicznym rozstaju, zatem kierunek bardziej dynamiczny zdaje się być idealnym rozwiązaniem. Cyrkulacyjny step Parkera w roli głównej! Finalizacja seta w oparach kameralistyki, z małymi skokami wybrzmiewającego sopranu. Spokojny flow Parkera, w tle tablica z napisami końcowymi i piano drumming na suchych klawiszach w oczekiwaniu na burzę oklasków.