Pokazywanie postów oznaczonych etykietą David Maranha. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą David Maranha. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 września 2025

Screaming Echoes 9. Spontaneous Music Festival 2025! Let’s go!


Startujemy w najbliższy czwartek 2 października o godzinie 19.00. Trzy festiwalowe dni, dwanaście koncertów, na scenie dziewiętnaście artystek i artystów z całego świata. Nie przegapcie choćby jednego dźwięku!

Poniżej pełny program festiwalu (także na załączonych grafikach), ważne informacje organizacyjne oraz sylwetki wszystkich artystek i artystów.

Very Welcome!

 


Dragon Social Club, Poznań, Zamkowa 3

PROGRAM:

>>> 02.10. Dzień 1 Czw. 19:00

1. Isabelle Duthoit solo

2. Jaap Blonk + Sumpf (Piotr Tkacz, Paweł Doskocz, Patryk Daszkiewicz)

3. Isabelle Duthoit + Węże Kobro (Aleksandra Chciuk, Paweł Sokołowski, Michał Rupniewski) 

>>> 03.10. Dzień 2 Pt. 19:00

1. Almut Kühne + Benedict Taylor / Paweł Doskocz duo

2. Ad hoc: Isabelle Duthoit + Daniel Thompson

3. Ad hoc: Jaap Blonk + Paul G. Smyth + Łukasz Marciniak

4. Lava Quartet (Almut Kühne, Jordina Millà, Gonçalo Almeida, Wieland Möller)

>>> 04.10. Dzień 3 Sob. 19:00

1. Gonçalo Almeida solo

2. Ad hoc: Łukasz Marciniak + Wieland Möller

3. Ad hoc: Almut Kühne + Jordina Millà

4. Paul G. Smyth / Benedict Taylor / Daniel Thompson

5. Phil Minton / David Maranha / Gerard Lebik

 

Bilety:

Karnet na 3 dni: 240 zł normalny / 220 zł ulgowy*

Bilet na pierwszy dzień: 80 zł normalny / 70 zł ulgowy*

Bilet na drugi dzień: 100 zł normalny / 90 zł ulgowy*

Bilet na trzeci dzień: 100 zł normalny / 90 zł ulgowy*

* po okazaniu ważnej legitymacji studenckiej, legitymacji uczniowskiej lub dowodu osobistego w przypadku 60+.

Bilety do kupienia online >>> https://kbq.pl/175362

Organizatorami Festiwalu są Fundacja Mały Dom Kultury, Trybuna Muzyki Spontanicznej i Dragon Social Club.

Patronat medialny: Radio Afera, ImproSpot, Radio Jazzkultura.

Partner Festiwalu: Moon Hostels & Apartments

Dofinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania. #poznanwspiera

 


Isabelle Duthoit (Francja) – głos, okazjonalnie klarnet

Isabelle to głos, dwie ręce i pieśń całego ciała. W tej pieśni odradza się zwierzęcość, archaiczna delikatność, elegancja dzikiej energii. „Z brzucha? Z gardła? Czy to możliwe, że struny głosowe mogą wytwarzać takie dźwięki, że ciało jest zdolne do tak nieludzkiej chropowatości – i to bez żadnego nagłośnienia?” (David Sanson). Isabelle od zawsze interesowała się głosem — od 20 lat rozwija osobistą i unikalną technikę wokalną. Język przed językiem, rodzaj glosolalii. Śpiew, który wyrasta z oddechu i krzyku. Duthoit współpracuje z licznymi artystami międzynarodowej sceny eksperymentalnej: Dieb13, Angelica Castello, Martin Tétreault, Franz Hautzinger, Hamid Drake, Michael Zerang, Phil Minton, Luc Ex, Thomas Lehn, Lê Quan Ninh, Jacques Di Donato, Sophie Agnel, Steve Heather, Andy Moor, eRikm i innymi. Jest członkinią zespołów Hiatus, Système Friche, Where is the Sun, Uruk.

Phil Minton (Anglia) – głos

Jeśli festiwal muzyki improwizowanej poświęcony jest sztuce wokalnej, to listę zaproszonych gości nie sposób nie zacząć od Mintona. Od wielu dekad najważniejszy artysta wokalny brytyjskiej i europejskiej sceny free impro. Skala jego możliwości głosowych zdaje się nie mieć granic. Zaczyna się od post-operowej melodii, przechodzi przez gardło i przełyk, a kończy w bezmiarze jelita grubego. Wirtuoz, ale i komik. Pieśniarz, anegdotysta, najlepszy biesiadnik, partner największych w gatunku. Lubi występy solowe, ale chyba najlepiej czuje się jako wokalista improwizujący w zespołach, czy orkiestrach. Wielu kompozytorów pisało utwory, które szczególnie wykorzystują jego rozbudowane techniki wokalne i improwizacje. Tworzy wiekopomny kwartet z Veryanem Westonem, Rogerem Turnerem i Johnem Butcherem, a także duety z wszystkimi wymienionymi wyżej. Świetnie pamiętamy jego występ dekadę temu na warszawskim Ad Libitum wraz z Warsaw Improvisers Orchestra.

Jaap Blonk (Holandia) – głos

Samouk, kompozytor, wokalista, poeta i artysta wizualny. Na początku lat 80. odkrył siłę i elastyczność swojego głosu i rozpoczął długofalowe badania fonetyki i możliwości ludzkiego organizmu. Obecnie stał się specjalistą w tworzeniu i wykonywaniu poezji dźwiękowej oraz wyjątkowym improwizatorem wokalnym, wspieranym przez silną i nieskrępowaną osobowość sceniczną. Regularnie występuje i prowadzi warsztaty na całym świecie. Z biegiem lat stal się równie biegły w obszarze „live electronics”. Jego muzyka ukazała się na 30 płytach CD wydanych przez własną wytwórnię Kontrans. Wiele innych nagrań, a także około tuzina książek z jego twórczością wizualną, zostało opublikowanych w kilku krajach.

Almut Kühne (Niemcy) – głos

Internetowe zasoby informacyjne donoszą, iż Almut jest nade wszystko wykonawczynią Muzyki Nowej. Cokolwiek to znaczy, bez wątpienia predestynuje artystkę do eksplorowania świata muzyki swobodnie improwizowanej. Poznaliśmy ją w Dragonie dwa lata temu, zaparła nam dech w piersiach i byliśmy pewni, że jeszcze do nas powróci.

Klasycznie kształcona, najpierw jako pianistka, potem śpiewaczka. Dość szybko stała się członkinią Berlińskiej Młodzieżowej Orkiestry Jazzowej, a jej pierwsze doświadczenia z muzyką nieco bardziej niepokorną, to występy z zespołem Georga Graewe’ego Sonic Fiction na Nickelsdorfer Konfrontationen i Total Music Meeting.

Kühne wydała dwa albumy pod własnym nazwiskiem w wytwórni Unit Records. Brała również udział w nagraniu płyty z Oratorium Bożonarodzeniowym Bacha z Drezdeńskim Chórem Kameralnym i Orkiestrą Gewandhaus. Wykonywała również utwory wokalne Graewe’ego, Johna Cage'a, Luigiego Nono, Helmuta Lachenmanna, Ondreya Adamka i Michaela Edwarda Edgertona. Można ją również usłyszeć na albumie Petera Ehwalda „Septuor de grand matin” (2019) i wielu innych.

Na deskach Dragona Almut wystąpi z kwartetem Lava, mamy także wobec niej poważne plany w zakresie tajemniczych, a jakże kreatywnych formacji „ad hoc”.

Gonçalo Almeida (Portugalia) – kontrabas

Opowiadanie kim jest ów fantastyczny Portugalczyk rezydujący w Rotterdamie w kontekście improwizowanej sceny Dragona i Trybuny Muzyki Spontanicznej jest zupełnie zbyteczne. Grał u nas wielokrotnie, w przeróżnych konfiguracjach osobowych i stylistycznych. Free jazzowe Multiverse, doom metalowe Low Vertigo, post-kameralna Selva, multigatunkowy Spinifex. No i Lava Quartet, dwa lata temu, to był prawdziwy cios pomiędzy oczy. W portfolio wydawniczym Spontaneous Music Tribune znajdziemy przynajmniej sześć albumów z udziałem Almeidy, zarówno na kontrabasie, jak i gitarze basowej.

Gonçalo, to muzyk wyjątkowy, prawdziwy człowiek renesansu, czego się nie tknie, niczym Król Midas zamienia w muzyczne złoto. Zagra w wyjątkowym kwartecie Lava, a specjalnie na potrzeby naszego festiwalu przygotuje i wykona swój nowy program solowy na kontrabas.

Jordina Millà (Katalonia) - fortepian

Pianistka, kompozytorka i improwizatorka pochodząca z Katalonii, od dłuższego czasu rezydująca w Austrii, nieustannie zgłębia muzykę swobodnie improwizowaną, nie stroni też od estetyki muzyki współczesnej. Wprowadzona została w świat improwizacji przez Agustí Fernándeza. Wydała uznane albumy, takie jak solowy spektakl „Males Herbes”, duetowy „When Forests Dream” z rzeczonym Fernándezem, czy też dwa albumy z Barrym Guyem - „String Fables” dla krajowej Fundacji Słuchaj! oraz „Live in Munich” dla monachijskiego ECM Records.

Członkini zespołu Barry'ego Guya The Blue Shroud Band i innych formacji, współpracuje z takimi muzykami jak: Mats Gustafsson, dieb13, Vini Cajado, Maurizio Takara, Gonçalo Almeida, Almut Kühne, Wieland Möller, Kenji Herbert, Lucas Niggli, Axel Dörner, Sofia Labropoulou, Christian Reiner, Lukas König, Núria Andorrà i Sònia Sánchez.

Na deskach Dragona artystka wystąpi z kwartetem Lava, mamy także wobec niej poważne plany w zakresie formacji „ad hoc”.

Wieland Möller (Niemcy) - perkusja

Jest berlińskim perkusistą, artystą dźwiękowym i performerem działającym w obszarze jazzu, muzyki improwizowanej i tańca współczesnego. Klasycznie wykształcony na uczelniach po obu stronach Atlantyku.

Występował między innymi na Buenos Aires Jazz Festival, Jazz International Rotterdam Festival i innych, a także koncertował w Niemczech, Holandii, Hiszpanii, Portugalii, Argentynie i Islandii, także w Polsce. Jako muzyk i kompozytor, brał udział w projektach i spektaklach tanecznych i teatralnych, między innymi na Biennale Berlin 2018, Junge Deutsche Oper Berlin, Gripstheatre, Reykjavik Dance Festival i Prague Dance Festival. Współpracował m.in. z Kazuhisą Uchihashi, Markusem Stockhausenem, Klaasem Hekmanem, Tobiasem Deliusem, Julyenem Hamiltonem, Ingo Reulecke i Okwui Okpokwasili.

Na deskach Dragona muzyk wystąpi z kwartetem Lava, mamy także wobec niego poważne plany w zakresie formacji „ad hoc”.

  


Paul G. Smyth (Irlandia) - fortepian

Mądrzejsi od nas donoszą, iż Paul, to „objawienie… jego podejście do fortepianu jest absolutnie oryginalne” (The New York City Jazz Record) i być może „jeden z najwybitniejszych współczesnych pianistów” (The Free Jazz Collective). My zaś wiemy nade wszystko, iż wydał definitywnie doskonale albumy z Peterem Brötzmannem, Evanem Parkerem, Chrisem Corsano i Johnem Russellem w wytwórni Weekertoft, którą założył wspólnie z rzeczonym Russellem w 2016 roku. A że przyjazd do Poznania, to jego pierwsza wizyta w tej części świata, nasza radość nie ma granic.

Paul od czasu trasy koncertowej z Charlesem Gayle'em w 1999 roku współpracował z takimi sławami, jak Derek Bailey, Evan Parker, Peter Brötzmann, Keiji Haino, Barry Guy, Wadada Leo Smith, John Russell, John Edwards, Chris Corsano, Lol Coxhill, Charles Hayward, John Butcher, Hannah Marshall, Mark Sanders i Damo Suzuki, a także wieloma innymi. Był członkiem tria syntezatorowego Boys Of Summer („dźwięk pogrzebanego żywcem Johna Carpentera” – Le Cool Magazine), kompozytorem występującym w National Concert Hall, komponował muzykę do teatru i występował w 18 krajach.

Benedict Taylor (Anglia) - altówka

Tego wspaniałego altowiolinistę gościliśmy na deskach Dragona kilkukrotnie - grywał z orkiestrą Tonus, Poznańską Orkiestrą Improwizowaną, w secie solowym, czy też duetach z Pawłem Doskoczem. Jego powrót na Spontaniczny Fest to zatem całkiem naturalna kolei rzeczy.

Benedict Taylor jest improwizatorem i kompozytorem, aktywną postacią w brytyjskim i europejskim świecie nowej muzyki. Opisywany jako „wirtuoz współczesnej altówki”, koncentruje się w swojej twórczości improwizacji, a także komponowaniu na potrzeby występów na żywo, filmów, teatru, tańca współczesnego, instalacji artystycznych i projektów albumów koncepcyjnych.

Jako improwizator występował i nagrywał zarówno w „working bandach”, jak i w ramach formacji „ad hoc” z takimi artystami jak: John Butcher, Blanca Regina, Keith Tippett, Evan Parker, Terry Day, Tom Jackson, Lauren Kinsella, Daniel Thompson, Lawrence Upton, Alex Ward, Cath Roberts, Renee Baker, Paul Dunmall, Neil Luck, Paweł Doskocz, John Edwards, Ivor Kallin, Hannah Marshall, Chris Cundy, Kit Downes, Yves Charuest, Alexander Hawkins, Tom Challenger, Tetsu Saito i innymi.

Daniel Thompson (Anglia) – gitara akustyczna

Radary Trybuny Muzyki Spontanicznej namierzyły tego artystę dobrą dekadę temu. Mnóstwo wody musiało jednak upłynąć w Tamizie i Warcie, by ten wyjątkowo gitarzysta trafił na deski Dragona. To cudowna wiadomość!

Daniel, to bodaj najważniejszy uczeń legendy brytyjskiej, improwizującej gitary – Johna Russella. Można usłyszeć i zobaczyć go występującego solo, a także w wielu improwizowanych sytuacjach oraz długoterminowych kolaboracjach lub „working bandach”. Daniel występował i/lub nagrywał ze Steve’em Noblem, Caroline Kraabel, Maxem Reedem, Evanem Parkerem, Johnem Edwardsem, Benedictem Taylorem, Tomem Jacksonem, Videm Drašlerem, Eddiem Prevostem, Johnem Butcherem, Neilem Metcalfe, Ianem McLachlanem, Kay Grant, Marcello Magliocchim i Alanem Wilkinsonem, żeby wymienić tylko najważniejszych.

Daniel jest nie tylko muzykiem, ale także założycielem i dyrektorem artystycznym „Empty Birdcage Records”, wytwórni specjalizującej się w wydawaniu albumów z muzyką swobodnie improwizowaną.

Davida Maranha (Portugalia) – organy elektryczne

Czołowy przedstawiciel portugalskiej sceny awangardowej, multiinstrumentalista, najczęściej organista. Jego metoda twórcza, to powoli ewoluujące i minimalistyczne utwory elektroakustyczne, koncentrujące się na zwrotach harmonicznych i alikwotach, wykorzystujące proste wariacje w rytualistycznym ujęciu. To także obsesyjny umysł stojący za formacją Osso Exótico, która funkcjonuje artystycznie od 1990 roku. Grupa ma siedzibę w Portugalii, ale w ostatnich latach zyskała uznanie w całej Europie. W ubiegłym roku Maranha szczególnie zachwycił albumem „Wrecks”, nagranym wspólnie z portugalskim mistrzem freejazzowego saksofonu Rodrigo Amado

Gerard Lebik (Polska) - elektronika

Na freejazzowym etapie jego kariery warto wymienić następujące składy: Erase (z Michałem Trelą i Jakubem Cywińskim), Slug Duo (z Kubą Sucharem), Foton (z Arturem Majewskim i Wojciechem Romanowskim) i veNN Circles (z Piotrem Damasiewiczem i Gabrielem Ferrnadinim). Potem nastąpił etap improwizacji elektroakustycznej, gdzie partnerami Lebika byli m.in. Jérôme Noetinger, Kazuchisa Uchihashi, Noid, Eryck Abecassis, Lotte Anker i Paul Lovens. Jako instrumentalista lub artysta dźwiękowy Lebik występował na prestiżowych imprezach i festiwalach na całym świecie.

  


Sumpf, to pomiot artystyczny o nierozpoznanej do końca proweniencji, który pojawił się na improwizowanej mapie Poznania więcej niż dekadę temu. Po nagraniu dwóch albumów zapadł w wieloletni, zimowy sen. Teraz muzycy wracają niesieni radością ponownego wspólnego tworzenia. Każdy z nich zdaje się być na innym etapie swojej drogi artystycznej, ale jako nieznośny Sumpf wciąż warci są każdej sekundy Waszej uwagi. Zapraszamy do fauny i flory meta kosmicznej elektroakustyki.

Na festiwalowej scenie zagrają wspólnie z wokalistą i performerem Jaapem Blonkiem!

Patryk Daszkiewicz - człowiek ukrywający się za projektem DMNSZ. Udziela się również w innych mniej lub bardziej enigmatycznych projektach takich, jak Sumpf, Kakamina, czy Strętwa. Często eksperymentuje z różnymi technikami nagrań i pozostającymi po nich artefaktami. Wykorzystuje dźwięki będące na skraju rozpoznawalności. Pulsujące buczenie głośników, szumy z kasety, sprzężenia zwrotne, czy skwierczenie przewodów elektrycznych.

Prowadził autorską audycję radiową „Radio Bluszcze” emitowaną na falach Radia Kapitał (Warszawa) i Lahmacun (Budapeszt). W latach 2012-2015 współorganizował w Poznaniu cykl koncertów improwizowanych "Warsztat dźwięków". Grał m.in. na festiwalach DYM, FRIV, OSA, DNA i... Spontaneous Music Festival.

Piotr Tkacz – gra na gramofonie przedmiotami codziennego użytku i nieużytku. Współtworzy(ł) takie składy jak Sumpf, Kurort, Radioda, Lata, Tirips czy Revue svazu českých architektů. Oprócz tego improwizował z takimi muzykami, jak Patryk Lichota, Herman Müntzing i Adam Gołębiewski, Sabine Vogel i Yannick Franck oraz Seiji Morimoto i Eric Wong. Z tymi ostatnimi nagrał album, który wydało Inexhaustible Editions. Tkacz jest także animatorem kultury, publicystą i didżejem, a w wolnych chwilach zapalonym kuchcikiem.

Paweł Doskocz – Gitara, często preparowana. Używając preparacji szuka nowych możliwości brzmieniowych instrumentu. Skupia się na graniu muzyki improwizowanej, a inspiracje czerpie z wielu źródeł. Współtworzył Bachorze, Strętwę oraz Sumpf. Dotychczas miał okazję grywać z wieloma muzykami z kraju i z zagranicy oraz zagrać na festiwalach poświęconych muzyce eksperymentalnej czy improwizowanej. Grywał na: Ad Libitum, Nowy Wiek Awangardy Festival, Art of Improvisation Creative Festival, Jazz Ring, Musica Privata, Katowice JazzArt Festival, FRIV Festival, Avant Art Festival, bERLIN SOLO oraz Spontaneous Music Festival.

Współpracował m. in. z: Marta Warelis, Alan Wilkinson, Emilio Gordoa, Matthias Müller, Jasper Stadhouders, Paweł Szpura, Hubert Zemler, Wojtek Kurek, Vasco Trilla, Yedo Gibson, Onno Govaert, Seppe Gebruers, Andrew Lisle, Vasco Furtado, Colin Webster, Dirk Serries, Benedict Taylor oraz z Donem Malfonem.

Makemake, Trio_io, Perforo, czy El Topo – nawet średniozaawansowany miłośnik krajowej sceny muzyki kreatywnej kojarzy te nazwy. A na nimi wszystkim stoi Łukasz Marciniak, gitarzysta, który gościł na deskach Dragona wielokrotnie, ale w ramach spontanicznego festiwalu będzie debiutantem. Cieszymy się ogromnie, pamiętając choćby jego doskonały flow w trakcie ubiegłorocznej edycji Festiwalu Ad Libitum, gdy u boki Mii Zabelki i swojej stałej partnerki Oli Rzepki zgrał jakże intrygujący set, dziś dostępny zresztą na kompaktowym dysku.

Łukasz Marciniak - Gitarzysta, kompozytor, improwizator. Aktualnie pracuje w zespole Trio_io grającym współczesną muzykę kameralną. Jest członkiem El Topo - zespołu badającego zawiłość strun, oraz ryzyko bębnów i czyneli, także współtwórcą Perforto - duetu strunowego na preparowany fortepian i gitarę elektryczną, oraz najnowszego trio Attack of the Mugatu - na gitarę, wiolonczelę i kontrabas. Autor muzyki do filmów i performance. W działaniach solo i koncertach swobodnej improwizacji - pracuje nad własnym językiem artykulacji.

Węże Kobro - to osobliwe trio gościło u nas już ubiegłej jesieni. Było tajemniczo, kameralnie i minimalistycznie – z lekkim odurzeniem w tle. Efekt? Piorunujący. Nie mieliśmy wątpliwości: Węże muszą wrócić na festiwal. Tym razem pojawią się w kwartecie, w towarzystwie Isabelle Duthoit!

Zespół powstał w przestrzeni działu Muzykaliów Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego, gdzie spotykał się na sesje nagraniowe i próby. Trójka niezwykle utalentowanych muzyków – Aleksandra Chciuk (głos, fortepian), Paweł Sokołowski (saksofon) i Michał Rupniewski (skrzypce) – regularnie spotyka się w tym miejscu, by tworzyć i dzielić się swoją muzyką inspirowaną zarówno tradycją awangardy, jak i eksperymentem.

Węże Kobro, to zespół balansujący na granicy dźwiękowej abstrakcji i dzikości, inspirujący się pionierami europejskiej sceny muzyki improwizowanej, ale także czerpiący z łódzkiej tradycji awangardy plastycznej, minimalizmu i unizmu. Każdy występ jest unikalny, zupełnie improwizowany i pełny niespodziewanych intuitywnych zwrotów utkanych w ciągłą narrację tworzoną przez troje zasłuchanych w siebie ludzi.

Aleksandra Chciuk - artystka interdyscyplinarna, porusza się na styku sztuk wizualnych, dźwięku, choreografii tworząc performatywne, multimedialne spektakle. W muzyce swobodnie improwizowanej grę na fortepianie preparowanym łączy z obiektami dźwiękowymi i perkusjonaliami. Przy ich pomocy buduje osobne, głębokie narracje. Immersyjność, organiczność, środowiska akuzmatycznej recepcji to wyróżniki jej audiowizualnych prac. Chętnie działa w kolektywach. Założyła kobiecy kolektyw Pełnia, współtworzy duet artystyczny z Kubą Krzewińskim a od dwóch lat Węże Kobro. Zespół traktuje jako jeden organizm, gdzie tak samo ważna jest dla niej wymiana intuitywnej, co intelektualnej natury. W listopadzie br. wydała album „Minor Civilization” nakładem Antenna Non Grata, gdzie po raz pierwszy wiodącą rolę pełni głos artystki.

Michał Rupniewski - skrzypek, z doskoku eksploruje także inne instrumenty, ostatnio też altówkę. Swobodną improwizację grał, obok duetu z Ryszardem Lubienieckim, w zespołach Hybrida Conclusio, Dźwięk-bud, a ostatnio Węże Kobro. Od 2012 tworzy festiwal Musica Privata.

Paweł Sokołowski – mieszkający w Łodzi improwizator i animator lokalnej sceny muzycznej. Gra na saksofonach (tenor, sopran, sopranino) i syntezatorze modularnym. Przez lata nawiązywał współpracę artystyczną z muzykami z całego świata. Ostatnimi czasy gra głównie z Michałem Rupniewskim, Aleksandrą Chciuk i Ryszardem Lubienieckim. Prowadzi cykl koncertów o nazwie „Prekambr” i jest organizatorem festiwalu Musica Privata.

 

 

 

piątek, 3 stycznia 2025

Rodrigo Amado in two shots: Wrecks with Maranha and The Attic’ La Grande Crue


W nowy rok wchodzimy zdecydowanym krokiem mając pod ręką garść płyt ze starego roku, które należy pilnie zreasumować słowami recenzenckiej refleksji. I to czynić będziemy na tych łamach zapewne przez cały styczeń 2025 roku.

Palmę pierwszeństwa oddajemy portugalskiemu saksofoniście Rodrigo Amado, który prezentowanymi dziś albumami sporo namieszał na wielu ubiegłorocznych podsumowaniach. Trybuna także maczała w tym palce, pierwszy z nich, bez chwili zawahania, umieszczając na liście 50 powodów, by zapamiętać rok 2024.

Duet z eksperymentalnym organistą z Lizbony Davidem Maranhą definitywnie zasługuje na wszelkie pochwały, choć w dorobku Amado jest albumem zdecydowanie niecharakterystycznym. Co innego, pracujące już niemal od dekady trio The Attic, które po raz pierwszy w swej zacnej historii zdecydowało się na wariant trio+. Gościem specjalnym rzadko ostatnio słuchana na europejskich scenach muzyki improwizowanej, francuska pianistka Eve Risser. W tym wypadku sytuacja stylistyczna jest dość dla saksofonisty typowa – soczysty free jazz, nad wyraz swobodnie improwizowany, dużo jakości, choć - być może - za mało samej Risser i charakterystycznych dla niej, preparowanych wybryków rytmicznych.



 

David Maranha & Rodrigo Amado Wrecks (Nariz Entupido, CD 2024). David Maranha – organy elektryczne oraz Rodrigo Amado – saksofon tenorowy. Nagrane w Escola do Largo, Lizbona, czerwiec 2023. Jedna improwizacja/ kompozycja, 44 minuty.

Sytuacja jest tu koncertowa, a samo nagranie jedną strugą gęstych, interaktywnych dźwięków. Saksofonista inicjuje spokojny flow zasłuchując się w pracę organisty, który z miejsca stawia wielowarstwowy, rozkołysany dron o nieco matowym brzmieniu, wsparty metalicznym pogłosem. W systematycznie narastającym strumieniu organowej narracji pojawia się post-gitarowy, a nawet post-industrialny posmak. Swoje dokłada saksofonista, który także brudzi brzmienie, podnosi głos, bywa, że krzyczy, chwilami łapiąc niemal aylerowską hymniczność. Muzycy lgną do siebie niczym ćmy do światła, choć wcale nie frazują imitacyjnie, raczej doskonale się uzupełniają. Narracja wydaje się monotonna, ale po upływie kwadransa jesteśmy już w zupełnie innej sytuacji fonicznej niż na starcie koncertu. Nowe wątki rodzą się jak grzyby po deszczu, zwłaszcza na organowej klawiaturze. W tubie dęciaka pleni się ból i cierpienie.

W połowie improwizacji muzycy pogrążają się w rezonującym samouspokojeniu. Przez kilka chwil scena należy wyłącznie do organisty. Powrót saksofonisty sprawia, iż flow na dłuższy czas nabiera charakteru medytacyjnego, mimo, iż w strumieniu dźwiękowym organów nie brakuje elementów śmiało zasługujących na miano noise’owych. Opowieść, niesiona siłą klawiatury nie bez posmaku fussion, zdobiona jest kocimi parsknięciami dęciaka. Tembr tego ostatniego z czasem zdaje się być żywcem wyciągnięty z finałowych fraz coltrane’owskiego A Love Supreme. Emocje wciąż rosną, uroda chwili trwa.

Finałowe dziesięć minut koncertu, choć sprawia wrażenie końcowego odliczania, przynosi kolejne zdarzenia. Najpierw milknie saksofonista, co skrzętnie wykorzystuje organista i miast gasić płomień narracji, jeszcze go podsyca. Gdy ten drugi ma już w głowie ostatnią frazę, saksofonista przeciąga opowieść na swoją stronę i doładowuje kolejnymi porcjami freejazzowych westchnień. Muzycy potrzebują teraz naprawdę długiego wydechu, by ostatecznie pogrążyć się w ciszy zatrzymanego licznika odtwarzacza kompaktowego.




The Attic (Rodrigo Amado, Gonçalo Almeida, Onno Govaert) & Eve Risser La Grande Crue (NoBusinnes Records, CD 2024). Rodrigo Amado – saksofon tenorowy, Gonçalo Almeida – kontrabas, Onno Govaert – perkusja oraz Eve Risser – fortepian. Nagrane w Timbuktu Studios, Lizbona, lipiec 2023. Cztery improwizacje/ kompozycje, 64 minuty.

Album zawiera rozbudowane, wielominutowe improwizacje – każda wyposażona w wytrawne intro z dużą dozą kameralnej jakości, intrygującą fazę improwizacji, najczęściej w wykonaniu pianistki i saksofonisty, wreszcie niebanalną finalizację, realizowaną na ogół kolektywnie.

Kameralne otwarcie pierwszej części lepi się z fraz inside piano, nisko osadzonego smyczka i garści perkusjonalnych zdarzeń. Saksofon pojawia się w grze po upływie dwóch minut i nadaje opowieści post-jazzowy sznyt. Dobrze kontrolowana ekspresja sprawia, że przejście do fazy improwizacji jest płynne, definitywnie bezbolesne. Najpierw eksponuje się pianistka, która sięga po typowo jazzowe atrybuty, potem saksofonista, który stawia na emocje free. Początek drugiej improwizacji szyje nerwowy kontrabas i prawdziwie cool-jazzowe inwokacje piana i dęciaka. Z czasem narracja zyskuje pewną taneczność. Indywidualna akcja Risser jest tym razem kanciasta, rozdygotana emocjami, z kolei akcja Amado melodyjna, bliska wielowiekowej tradycji gatunku. Na etapie finalizacji, po krótkiej zabawie z rytmem, oddani zostajemy w objęcia kontrabasowego smyczka.

Rytuał inicjacji trzeciej opowieści spoczywa na barkach pianistki, która pracuje na klawiaturze. Pierwsze frazy sekcji rytmu zdają się być ostrożne, a melodia saksofonu spłoszona. Wystarczy jednak kilka chwil, by kwartet osiągnął free jazzową masę krytyczną, ciekawie podszytą nutą swingu. Potem opowieść rozgrywa się w podgrupach – najpierw jest dynamicznym triem z saksofonem, potem duetową ekspozycją basu i perkusji. Strefa uspokojenia przybiera post-balladowe barwy, pachnie wyszukaną, smutną melodyką Wayne’a Shortera. Wejście do gry smyczka wynosi estetykę nagrania daleko poza jazzową jurysdykcję, czyniąc ów moment albumu jednym z najbardziej udanych. Finałowa część trzeciej improwizacji na powrót pełna jest free jazzowych emocji, zdobiona akcjami perkusjonalnymi pianistki, jej krótkim solem i zmysłową kodą kwartetu. Początek ostatniego utworu jest kameralny, definitywnie mroczny. Saksofon pogrywa tu z perkusją, kontrabasowy smyczek z pianem w wersji inside & outside. Generowana długimi frazami opowieść znów nabiera wielu pięknych, niesynkopowanych atrybutów. Powrót estetyki jazzu jest jednak uchronny – najpierw dominuje swoboda inicjacji, potem ogniste frazy rozwinięcia. W końcowej części swoje dokłada perkusista, który kocimi ruchami zdaje się rozstawiać parterów po kątach, po czym serwuje nam solówkę wspieraną repetującym pianem. Ostatnia prosta szyta jest smyczkowymi emocjami i mocną, saksofonową melodyką na pełnym wydechu.




 

piątek, 4 listopada 2022

Pedro Alves Sousa and The Futuro Familiar’ Trip!


Portugalski saksofonista Pedro Sousa (od pewnego czasu używający także nazwiska Alves) należy do niewąskiej grupy artystów, których każde dokonanie płytowe zostało na łamach Trybuny Muzyki Spontanicznej dość szczegółowo omówione. Przy okazji zaliczamy go także do grona muzyków, którzy wyjątkowo rzadko publikują nowe nagrania. Tym większa zatem radość spotyka nas tej ciepłej jesieni, albowiem muzyk dostarcza dwa czarne krążki jednocześnie (za sprawą własnego labelu Futuro Familiar), a dodatkowo w innej portugalskiej stajni wypuszcza dysk nagrany we free jazzowym trio. O tym ostatnim nagraniu napiszemy niebawem, dziś natomiast pochylamy się nad Rahu i Ketu, dwoma definitywnie szalonymi, psychodelicznymi tripami, jakie Sousa wraz z przyjaciółmi z Lizbony popełnił w latach 2016-17.



 

Rahu

Sytuacja sceniczna jest następująca: dwa saksofony silnie zaplątane w elektronikę, kompulsywne, mroczne organy i wataha instrumentów perkusyjnych, które stanowią narzędzie pracy wszystkich pięciu muzyków, jacy pojawili się na deskach lizbońskiej Galerii ZDB ponad sześć lat temu.

Metaliczne echo pulsującej w ciszy elektroniki, saksofony charczące mrocznymi dronami i żywy circle drumming, który stara się oplatać pierwsze dźwiękowe wyziewy - koncertowa rozbiegówka zadaje pytania o źródła dźwięków i zupełnie ignoruje odpowiedzi. Mały festiwal fake sounds leniwie nabiera rozpędu, tworzą go także drobne, elektroniczne przestery i kompulsywna niecierpliwość. Opowieść zdaje się szukać rytmu, podczas gdy saksofonowe oddechy zaczynają łapać dubową przestrzeń. Dołem płynie struga basowej pulsacji, zapewne wprost z organów. Zupełnie mimochodem rozrasta się struga perkusjonalii, które pęcznieją w tempie geometrycznym. Całość jest już definitywnie gęsta, siarczysta, ale wciąż nad wyraz mroczna. Rodzący się rytm jest połamany, dekonstruowany elektroniką i charkotem zmutowanych saksofonów, permanentnie jednak bogacony perkusjonalną polirytmią. Strumień psychodelicznej fonii z każdym powtórzeniem nabiera barw, syci się kwaśnym powietrzem i magią chwili. Pajęczyna meta rytmu, poszarpana mantra delikatnie wytraca moc po upływie kwadransa. Przez moment słyszymy tylko żywą, perkusyjną stopę na bębnie basowym. Po złapaniu oddechu narracja nadyma się ekspresyjnymi dronami i obiera kierunek na wyjątkowo efektowny szczyt. Krzyk maszyn, syczenie elektronarzędzi i trupi odór. Dynamiczna galopada, której efekt buduje coraz gęstsza pajęczyna perkusjonalii, gaśnie tu na raz. Echo ucieka w niebyt w ułamku sekundy.

Druga strona czarnego krążka budzi się do życia w mroku organów, które brzmią wyjątkowo hammondowsko. Z oddali płyną pierwsze dźwięki perkusjonalii. Zupełnie jakby legendarni The Doors wychodzili właśnie na scenę, mając w perspektywie samotny koncert, bo ich własny Morrison ponownie zaniemógł. Pod strugę kwaśnego oczekiwania podłączają się także saksofony, znów płynące szerokim zwojem kabli. W tym tyglu rodzącej się dynamiki na front wydobywa się saksofon tenorowy Sousy, który rozpoczyna swój niebywały, dalece free jazzowy taniec. Krzyczy, śpiewa, buduje melodię, by po chwili całkowicie ją unicestwić. Jeśli daliśmy się wciągnąć w ten wir niebywałych dźwięków, to teraz – wraz z całym kwintetem – lecimy już prosto do piekła. Żywy taniec martwych – dubowe tło, gęsta post-elektronika i szalejące perkusjonalia. Frontowy saksofon skacze z lewej strony na prawą, rządzi całą szerokością sceny. Z odsieczą przychodzi mu drugi saksofon, znacznie spokojniejszy, nucący pod nosem meta melodię. Opowieść staje w ogniu i zionie gorącym powietrzem. Beauty fire music with organ post-ambient! Perkusjonalna polirytmia sięga tu szczytu, po czym zaczyna systematycznie wygasać, dając nową przestrzeń saksofonom, które snują obfitą opowieść zasłuchane w siebie. Ostatnie minuty zostają oddane we władanie dęciaków, w tle słyszymy tylko brzęk talerzy i bicie stopy na bębnie basowym. Kołysząc się jakże spokojnym rytmem saksofonów docieramy do post-koncertowej ciszy.



Ketu

Półtora roku później, w tym samym miejscu, spotykamy czterech muzyków (w porównaniu do poprzedniej sytuacji ubyła perkusjonalista). Zestaw instrumentalny niemal identyczny, doszedł jedynie przedmiot zwany drumpad oraz flet używany niemal przez wszystkich.

Jeśli Rahu określilibyśmy mianem psychodelicznej galopady, to jego młodszą siostrę Ketu śmiało możemy nazwać psychodelicznym, nerwowym …. letargiem. Do tego żywiącym się nade wszystko frazami akustycznymi, z elektroniką na ogół w roli nieproszonego gościa. Świetnie ilustruje to sam początek nagrania. Pojedyncze uderzenia po talerzach, długie, wysokie oddechy saksofonowe (chyba grane na sopranach), skąpane w akustycznym rezonansie. Narracja zdaje się tu być mocno zaplanowana – drummerskie solo, garść sprzężeń, mała struga perkusjonalii i saksofony w zadęciu godnym contemporary taste, z organami w tle. Tymczasem jeden z saksofonów zaczyna uciekać w niemal indyjskie skale, brzmi na poły folkowo. Nieregularny puls percussions sprzyja zagadkom, a do strumienia narracji podczepiają się dodatkowe frazy dęte (zapewne rzeczone flety). Narracja niejednokrotnie przyjmuje tu postać duetu saksofonowo-organowego, szuka onirycznych fraz i definitywnie donikąd się nie śpieszy. Całość przypomina ceremonię narodzin, ale wciąż nie wiemy dokładnie czyich lub czego. W drugiej części improwizacji pojawiają się akcenty mogące sugerować, iż muzycy planują klecić coś na kształt bardziej zwartej, choćby odrobinę rytmicznej narracji. Flow staje się nerwowy, rośnie jego kwasowy odczyn, ale improwizacja wciąż zdaje się pozostawać w stanie kreatywnego stand-by. Klimat iście hippisowski zaczyna opanowywać scenę, a znajomy zapach unoszący się nad nią jednoznacznie sugeruje sytuację dramaturgiczną.

Start drugiej strony winyla formuje się w delikatne crescendo, lepione z tajemniczych, nie do końca rozpoznawalnych dźwięków. Posmak kwaśnego ethno, rytualny, powolny krok percussions, chropowate saksofony i szkliste organy. Tło rezonuje, a akcje drums & percussions wciąż mają charakter incydentalny. Kolejna już tego dnia faza oniryzmu budowana jest brzmieniem fletów. Narracja raz za razem bogacona jest chwilami większej aktywności, ale w obrębie kwartetu zdają się rządzić cztery koncepcje rozwoju sytuacji scenicznej. Saksofonowe zaśpiewy, organowe mini pulsacje i basowe plamy, perkusjonalne zakręty i krótkie proste. Ostatnie siedem minut koncertu permanentnie sugeruje nam początek jakieś zwartej akcji, która jednak nie następuje. Tym, który budzi tu życie zdaje się być nade wszystko saksofon Sousy, który zdaje się, że powrócił do swojego ulubionego tenoru. Faktura nagrania bogaci się o nowe elementy, ale jakakolwiek akcja percussions nie skłania do budowania struktury rytmicznej. Finał koncertu lepi się zatem w wyjątkowo urokliwy dron instrumentów dętych. Flety, saksofony i oniryczna tajemniczość kreują tu jakże smakowite zakończenie. Wszyscy dokonują żywota na jednym wydechu.

 

RAHU: Alex Zhang Hungtai – saksofon, instrumenty perkusyjne, Pedro Alves Sousa - saksofon, instrumenty perkusyjne, elektronika, David Maranha - instrumenty perkusyjne, organy, Gabriel Ferrandini - instrumenty perkusyjne oraz Júlia Reis – instrumenty perkusyjne. Galeria Zé dos Bois, Lizbona, maj 2016. Dwie improwizacje, 37 minut.

KETU: Alex Zhang Hungtai – saksofon, instrumenty perkusyjne, drumpad, Pedro Alves Sousa - saksofon, instrumenty perkusyjne, elektronika, flet, David Maranha - instrumenty perkusyjne, organy, flet oraz Gabriel Ferrandini - instrumenty perkusyjne, elektronika, flet. Galeria Zé dos Bois, Lizbona, grudzień 2017. Dwie improwizacje, 41 minut.