Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Felice Furioso. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Felice Furioso. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 lipca 2023

Rodrigues, Nuno, Faustino & Furioso! Lusco-fusco!


U progu ostatniej zimy w Lizbonie miały miejsca lokalne podtopienia związane z intensywnymi opadami deszczu. Duże ilości wody dostały się m.in. do pomieszczeń najbardziej znanego w stolicy Portugalii studia nagraniowego Naumoche. W kilka dni po tym wydarzeniu pojawiło się tam czterech muzyków, by zrealizować zaplanowaną sesję nagraniową. Na progu studia napotkali wilgoć, tajemnicze zapachy i ryzyko, że zamokły sprzęt nagraniowy nie zdoła zarejestrować ich szalonych dźwięków. Mimo tych wątpliwości nagrali materiał na płytę, która nazwali Zmierzch. Saksofon, gitara elektryczna (uwaga, z prądem!), kontrabas i perkusja - sześć w pełni improwizowanych utworów, czerpiących gatunkowe inspiracje zarówno z jazzu w jego jak najbardziej swobodnej formie, jak i psychodelicznego rocka. I doprawdy intrygujące brzmienie!



 

Pierwsze dwie improwizacje stawiają na gatunkową nieoczywistość. Długie, dronowe ekspozycje, niezmierzone połacie smyczkowej ekspresji kontrabasu, sporo nerwowych ruchów perkusji i pierwsze plamy gitarowej psychodelii. Improwizacja otwarcia dość szybko lepi się w gęsty strumień dźwięków, który zdaje się formować w imponujące crescendo – matowo brzmiący smyczek, małe perkusjonalia z preparacjami, delikatny, gitarowy rytm i saksofonowe westchnienia. Narracja wspina się na szczyt, po czym rozlewa szerokim korytem całkiem intensywnych post-fonii, którym blisko do estetyki post-industrialnej. Druga opowieść w początkowej fazie jest bardzo kameralna, osadzona na pojękującym smyczku. Saksofon podśpiewuje, a gitara sieje ponadgatunkowy ferment. Gdy kontrabas przechodzi w tryb pizzicato, improwizacja nabiera rumieńców, zdecydowanie szuka pierwszych objawów freejazzowej gorączki. Tempo rośnie, ekspresja także, a kontrabas i perkusja kreują niemal rockowe przełomy. Swoje dokłada hałaśliwie usposobiona gitara.

Kolejne opowieści kierują naszą uwagę w stronę jazzu, zarówno o ekspresji free, jak i tajemniczości post. Na czoło foruje się kontrabasowe pizzicato. Każdy dokłada tu szczyptę swojej wizji synkopy, a narracji w niektórych momentach nie brakuje dalece swingowego zacięcia. Jak zwykle w roli gatunkowego oponenta staje gitara, która raz za razem wznieca drobne, psychodeliczne pożary. Opowieść i tu ma swój szczyt, a potem niemal perfekcyjne stłumienie. W czwartej części kontrabas pracuje już na rytmicznej melodii. Reszta załogi ma teraz wyjątkowo dużo swobodny w kreowaniu improwizacji i skrzętnie z tego korzysta. Gitara w post-rockowych pląsach, saksofon zanurzony w melodyce, ale nad wyraz zadziorny i narzucająca bystre tempo perkusja.

Piąta improwizacja trwa niemal dziesięć minut i zdaje się konsumować wszelkie walory albumu. Rodzi się w mrocznej chmurze gitarowego post-ambientu. Kontrabas pracuje cichym pizzicato, a perkusyjne talerze delikatnie rezonują. Z tuby saksofonu wydobywa się szmer wystudzenia. Prawdziwe Lusco-fusco! Na repetującym basie artyści kreują definitywnie medytacyjną opowieść. W pewnym momencie do gry wkracza smyczek i narracja zaczyna stygnąć do postaci post-ballady. Zasugerowany przez gitarę rytm nadaje jednak końcowej fazie utworu dodatkową jakość. Końcowa improwizacja nasycona jest niespodziewanie dużą porcją emocji. Sprzęgająca gitara, free jazzowe pizzicato w tumulcie saksofonowych wydechów i rytmika łamana kołem zębatym. Opowieść pęcznieje teraz ekspresją saksofonisty, ale w drodze na dramaturgiczny szczyt swoją porcję ognia dokłada tu każdy z artystów. Okrzyki, chmura prądu o wysokim napięciu, garść urokliwych histerii. Zmierzch znamionuje tu dalece gorącą noc!

 

Guilherme Rodrigues/Jorge Nuno/ Hernâni Faustino/ Felice Furioso Lusco-fusco (Multikulti Project/ Spontaneous Music Tribune Series, CD 2023). Guilherme Rodrigues – saksofon, Jorge Nuno – gitara elektryczna, Hernâni Faustino – kontrabas oraz Felice Furioso – perkusja, instrumenty perkusyjne. Nagrane w Namouche Studios, Lizbona, grudzień 2022. Sześć improwizacji, 38 minut.

*) uwaga, autor recenzji jest współwydawcą tej płyty!



sobota, 3 czerwca 2023

Lusco-fusco i Trinity - nowości iberyjskiej serii Multikulti Project i Trybuny Muzyki Spontanicznej


(informacja prasowa)

 

Seria wydawnicza Multikulti Project i Trybuny Muzyki Spontanicznej, dedykowana muzyce swobodnie improwizowanej z Półwyspu Iberyjskiego, wchodzi w siódmy rok życia z artystycznym przytupem. Z numerami katalogowymi 029 i 030 dostarcza dwa dyski – jeden z Lizbony, drugi z Barcelony - przepełnione improwizacjami na styku wielu gatunków, zrealizowanymi przez siódemkę artystów, z których każdy ma swój indywidualny i jakże zróżnicowany (także pokoleniowo) dorobek artystyczny, ale też każdy z nich w cyklu „Spontaneous Music Tribune Series” debiutuje!



 

Najpierw przyjrzyjmy się kwartetowi ze stolicy Portugalii, nazwanemu od tytułu swojej debiutanckiej płyty „Lusco-fusco” czyli „Zmierzch”. Tworzą go dwaj weterani muzyki free jazz/ free impro z Lizbony – gitarzysta Jorge Nuno i kontrabasista Hernâni Faustino oraz dwójka prawdziwych, gorących od emocji młokosów - saksofonista Guilherme Rodrigues (niespokrewniony z wiolonczelistą o takim samym imieniu i nazwisku) oraz perkusista Felice Furioso. Improwizacja tej czwórki zdaje się być wyjątkowo skupiona, precyzyjna, a jednocześnie pełna mrocznych emocji, niekiedy dość dalekich od jazzowych fraz. Ciekawie rezonuje tu tembr post-psychodelicznej gitary elektrycznej, frazującej w otoczeniu wyłącznie akustycznych instrumentów. W słynnym lizbońskim studiu Namouche muzykom udało się uzyskać wyjątkowo specyficzne brzmienie, będące także skutkiem faktu, iż kilka dni przed planową sesją nagraniową studio zostało zalane w skutek powodzi. W trakcie nagrania dominowała wilgoć, tajemnicze, intensywne zapachy i specyficzny swąd studyjnego oprzyrządowania.

Jorge’a Nuno znamy z wielu intrygujących bandów portugalskich, grających na skrzyżowaniu muzyki improwizowanej, jazzu i rocka psychodelicznego, takich jak: Signs of the Silhouette, Uivo Zebra (dwa albumy wydane w Bocian Records!), Anthropic Neglect, No Nation Trio czy Voltaic Trio. W bieżącym roku Nuno zadebiutował także z triem Sameer, gdzie towarzyszy mu brazylijski basista Felipe Zenicola i młody perkusista …. Felice Furioso. Dla tego ostatniego „Lusco-fusco”, to jedna z nielicznych płyt w artystycznym dorobku. Z kolei dla Guilherme Rodriguesa, rzeczony album, to fonograficzny debiut. Najbardziej zaś znanym muzykiem kwartetu jest oczywiście kontrabasista Hernâni Faustino, ojciec założyciel i stały członek słynnego RED Trio, bodaj najbardziej rozchwytywany muzyk w stolicy Portugalii i sporej części południowej Europy.

https://multikultiproject.bandcamp.com/album/lusco-fusco

 



Drugi z nowych albumów spontanicznej serii iberyjskiej „Live at Rock Palace” firmuje ekspresyjne trio Trinity związane z kreatywną sceną Barcelony (samo nagranie powstało w Madrycie). Tu także tworzą go muzycy z różnych pokoleń. Młody saksofonista, gitarzysta z dużym dorobkiem, prawdziwa szara eminencja alternatywnej muzyki hiszpańskiej, wreszcie perkusista, muzyk średniego pokolenia ze stosunkowo skromnym portfolio na niwie muzyki improwizowanej, kojarzony częściej ze sceną rockową. W wypadku Trinity sylwetki artystów przybliży nam Maciej Lewenstein, który napisał wyjątkowo zgrabne liner notes.

Luis Erades to jeden z najbardziej nowatorskich saksofonistów na Półwyspie Iberyjskim, bardzo aktywny na barcelońskiej scenie. Sam spotkałem go po raz pierwszy na koncercie cyklu „Nocturna Discordia”, który organizuje Discordian Records i El Pricto, co tydzień od 2014 roku w klubie Soda Acùstic. Luis grał wtedy z super kwintetem - Pol Padrós na trąbce, Javo Garabella na gitarze basowej, Joni Sigil na perkusji i Diego Caicedo na gitarze. Discordian wydał w 2021 roku piękny album z tym nagraniem, łączący free jazz i free punk, ze szczególnie godnymi uwagi liniami gitary elektrycznej Diego i zapierającymi dech w piersiach liniami altowymi Luisa. Niesamowicie świeża i innowacyjna muzyka!

Ten album prezentuje Trinity, majestatyczne trio w składzie Luis Erades na alcie i barytonie, Pablo Rega na gitarze elektrycznej i Fernando Lamas na perkusji. Luis, Pablo i Fernando wznoszą swoją sztukę na nowy poziom artystyczny. Luis prezentuje tu wyjątkowo nowatorskie podejście do gry na saksofonie – tworzy imponujące efekty sonorystyczne i całe mnóstwo tzw. „fałszywych dźwięków”. Można go porównywać tylko z najlepszymi z najlepszych w tej konkurencji: Donem Malfonem, Torbenem Snekkestadem, Albertem Cirera, by wymienić tylko kilku. Pablo tworzy nowatorskie brzmienia gitarowe w tradycji Dereka Baileya i Johna Russella, przypominające jednak także Joe Morrisa i niesamowitą gitarę z Półwyspu Iberyjskiego - Ferrana Fagesa, Diego Caicedo, Luisa Lopesa, Marcelo dos Reisa, czy Abdula Moimême. Dla mnie prawdziwym odkryciem płyty jest Fernando Lamas, mistrz synergii. Trio gra cztery niezwykle ekspresyjne utwory, poczynając od 10-minutowej improwizacji otwarcia, zagranej na barytonie, która doskonale ilustruje koncepcje tria, przywołując skojarzenia z innymi bandami Barcelony – takimi, jak Phicus, Hung Mung, a przede wszystkim Tälveg. Drugi utwór dryfuje bardziej w kierunku free post punka, podczas, gdy kolejny brzmi bardziej jak free jazzowa ballada. „Ode To Marjorie Cameron” kończy tę naprawdę znakomitą płytę, nagraną rzeczywiście w „Rock Palace” w Madrycie.

https://multikultiproject.bandcamp.com/album/live-at-rock-palace

 

 

 

piątek, 14 kwietnia 2023

The Phonogram Unit: Sameer! Linae! SPOS!


Kontynuujemy nasze tegotygodniowe opowieści o muzyce improwizowanej z Portugalii. Dziś lutowe premiery Phonogram Unit, wydawnictwa, które prowadzi grupa lizbońskich improwizatorów, a którego nagrania śledzimy na tych łamach od pierwszego edytorskiego wydarzenia.

Przed nami trzy swobodnie improwizujące tria, ale każde z innego pieca jedzące chleb. Najpierw post-rockowa psychodelia, potem soczysty open jazz, a na koniec jakby wypadkowa dwóch pierwszych zdarzeń – swobodny jazz oparty na wyjątkowo kreatywnym i ponadgatunkowym basie elektrycznym, który na moment staje się także … małą, boliwijską gitarą. Welcome!



 

Sameer

Moc elektrycznego basu Felipe Zenicoli poznaliśmy w ostatni wtorek, zagłębiając się w nagraniu thrash-punkowego MOVE. Dziś jego instrument znów będzie nam rwał włosy z głowy, ale miast atakować prostym sierpowym, wraz z gitarą Jorge Nuno i bardzo oryginalnie frazującą perkusją Felice Furioso, zatoczy wielkie psychodeliczne koło. Znów wbije nas w ziemię, ale nasączoną silnie kwasowym odczynem.

Pierwsze kilkadziesiąt sekund należy tu do basisty, głównie jego szemrzących, gitarowych pick-up’ów. Po dokonaniu się dzieła introdukcji perkusja wchodzi blaskiem talerzy, a gitara syci background syntetycznymi plamami. Ów nieco abstrakcyjny post-impro-rock w pierwszej odsłonie albumu szuka raczej brzmienia ambientu, rezonujących powierzchni płaskich i kojących fraz basu niż dynamiki i nadmiernych eskalacji. Druga historia ma już jednak swoją ekspresję i adekwatną dynamikę. Szorstkie, hałaśliwe brzmienie, buchające płomienie psychodelii, nawet strzępy melodii i perkusja, która stroni jednak o drummingu, szuka mrocznej poświaty narracyjnego tła. Trzecia opowieść w swej fazie początkowej trzyma moc kwaśnych emocji na stand by. Mamy dźwięki preparowane, gitarowe sprzężenia i perkusyjne ornamenty. Potem władanie przejmują połamane półrytmy, które szyją gęstą fakturę wielowarstwowej narracji. W czwartej części bas podkręca rockowe tempo. Gitara dość szybko wpada w kipiel, a perkusja znów stawia na szyk przestawny. Dźwięki nabierają noise’owego posmaku, nawet post-industrialnej złożoności. Po piątej, krótkiej, nieco minimalistycznej dead ballad, w kolejnej opowieści trio definitywnie skacze w ogień post-rockowej improwizacji. Bas i gitara płyną silnie sfuzzowanym strumieniem, całość nabiera dubowego echa, a perkusja przez moment sprawia nawet wrażenie, jakby szukała korpulentnego beatu. Ostatecznie znów kręci się nad głowami partnerów, niczym wygłodniały sęp i stawia kolejne stemple jakości. Finałowa improwizacja, to przysłowiowa kropka nad „i”. Bas brzmi tu wyjątkowo masywnie, rysuje pętle mocy i zachęca do złego. Gitara staje w ogniu wystrzału, rozhuśtana perkusja rozdaje kompulsywne ciosy. Krzyk post-psychodelii, kwaśna mroczność buchających emocji - oto fire rock idzie w martwe tango i pięknie kona w gęstej lawinie dźwięków.



 

Linae

Przed nami portugalskie trio trzech pokoleń - młody trębacz Almeida, bardzo doświadczony pianista Pinheiro i ten pokoleniowo pomiędzy nimi, krewki perkusista Furtado, który budowanie jazzowego groove ma zaszyte w swym artystycznym DNA. Artyści zapraszają na spotkanie z improwizacją, która powinna stanowić wzór tego, co współczesny, otwarty, nieskażony konwencjami tradycji, swobodny jazz może nam zaproponować. Wyjątkowo stylowe, nasycone jakością muzykowanie, które zna całą historię gatunku, kocha wiele płyt Milesa Davisa, ale wszystko, co ma do zaprezentowania niesie ze sobą stygmat indywidualnej kreatywności.

Pierwsza improwizacja doskonale wprowadza nas w klimat nagrania. Wyczulona, ale zadziorna trąbka, czarne i białe klawisze piana, zdolne wykreować tu każdy wątek i perkusyjny nerw, który zdobi każdą sekundę tej improwizacji. Muzycy mają w głowie bogaty bukiet free jazzowych ekspresji, ale ich narracja nie wspina się na szczyt, podróżuje raczej rozległą doliną, co pewien czas upstrzoną drobnymi wzniesieniami. Druga opowieść nasycona zdaje się być lizbońską melancholią, szuka melodii, ale bez trudu odnajduje też siarczyste brzmienie. Znów nie gna na złamanie karku, woli skupiać swoją uwagę na dramaturgicznych niuansach i mocy, jak płynie z pełni kolektywnego sposobu budowania improwizacji. Pianista nie stroni tu od post-klasycznych zdobień, perkusista świetnie czuje się w oparach dźwięków preparowanych, a trębacz raz za razem stawia stemple jakości. Na starcie kolejnej części muzycy brną w obłoku ciszy i minimalizmu. Wystudzona ballada, to także środowisko, w którym czują się znakomicie, zwłaszcza gdy udanie ją dynamizują. Czwartą część otwiera drummer i definitywnie milesowska, cool-jazzowa trąbka. To prawdziwy pokaz siły wyrazistej tradycji i mocy współczesnej kreatywności. Ostatnią improwizację otwiera z kolei fortepianowa introdukcja. Subtelne szczoteczki i trębackie lęki także budują suspens chwili. Z czasem tempo rośnie (what a groove!). Emocje stymulują pianistyczne powtórzenia i trębackie zaśpiewy, perkusja dba zaś o całą resztę. Finał nagrania zdobi jej krótka, dynamiczna ekspozycja solowa.

 


Now…Spos!

Na zakończenie opowieści o phonogramowych nowościach zapowiadana ponadgatunkowa reasumpcja możliwości lizbońskiego labelu. SPOS, to post-jazzowy saksofon Lencastre’a, który dobrze odnajduje się w każdej sytuacji scenicznej, wyrazisty, ekspresyjny drumming Škorića i wielowymiarowy bas Petruccellego, który ocieka tu zarówno stylowym fussion, jak i emocjami post-rocka, a nawet gęstego, brunatnego ambientu. No i jeszcze ta boliwijska gitara…

Improwizacja otwarcia trwa kilkanaście minut i stawia na umiarkowanie zagotowany free jazz. Melodia saksofonu, kawalkada pomysłów narracyjnych na gryfie basu i nerwowy, energetyczny drumming – tu wszystko stanowić może iskrę zapalną! Ciekawie robi się zwłaszcza pod koniec utworu, gdy narracja delikatnie spowolnia, a może raczej rozlewa się jeszcze szerszym korytem ekspresji bez utraty parametrów dynamiki. Druga część, to krótkie, perkusyjne solo, które płynnie przechodzi w trzecią improwizację sprawiającą wrażenie wyjątkowo stylowej post-ballady. I znów bas podsyła tu moc zaskoczeń, nie frazuje na przedzie, raczej buduje zmysłowe, hard-ambientowe tło. Całość udanie odnajduje się w dynamicznym zakończeniu. Czwartą improwizację otwiera perkusista, ale to tu właśnie na front narracji forsuje się boliwijska gitara. Post-folkowa, nawet post-barokowa narracja stawia kolejne pytania o granice gatunku. Ale jak wiemy, muzyka improwizowana takich nie posiada. Ostatnia część ma wiele wspólnego z pierwszą, znów jest rozbudowana ponad dziesięć minut i szyje ścieg frejazzowymi atrybutami. Początek i koniec jest udziałem stylowego duetu drum’n’bass! W tak zwanym międzyczasie dzieje się bardzo wiele. Bas znów szuka ambientowych zdobień, saksofon kłębi się w strugach emocji, a perkusja rytualnym circle flow dopełnia obrazu całości. Emocje nieustannie skaczą tu do góry, choć bas zdaje się być w nastroju dalece medytacyjnym. Takie cuda, to tylko SPOS!

 

Felice Furioso/ Jorge Nuno/ Felipe Zenicola Sameer (CD, 2023). Felice Furioso – perkusja, instrumenty perkusyjne, Jorge Nuno – gitara elektryczna oraz Felipe Zenicola – bas elektryczny. Nagrane w Namouche Studios, Lizbona, kwiecień 2022. Siedem improwizacji, 39 i pół minuty.

João Almeida/ Rodrigo Pinheiro/ Vasco Furtado Linae (DL, 2023). João Almeida – trąbka, Rodrigo Pinheiro – fortepian oraz Vasco Furtado - perkusja. Nagrane w Timbuktu Studios, Lizbona, maj 2022. Pięć improwizacji, 46 minut.

SPOS (José Lencastre, Miguel Petruccelli, Aleksandar Škorić) Now … Spos! (DL, 2023). José Lencastre - saksofon altowy, Miguel Petruccelli – bas elektryczny, charango oraz Aleksandar Škorić – perkusja, instrumenty perkusyjne. Nagranie koncertowe, Zaal 100, Amsterdam, marzec 2022. Pięć improwizacji, 44 minuty.