Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maarten Van Regteren Altena. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maarten Van Regteren Altena. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Company, czyli zacne Towarzystwo Pana Baileya


W ramach odkrywania niezbadanych lądów współczesnej muzyki improwizowanej, proponuję podróż po prawie dziś niedostępnych nagraniach, powołanej do życia artystycznego przez Dereka Baileya, formacji Company. Swoją uwagę skoncentruję na dźwiękach zarejestrowanych w drugiej połowie lat 70. ubiegłego stulecia.

Company, czyli rzeczone w tytule Towarzystwo, Derek Bailey powołał do życia w roku 1976. Jak sam to niezbyt zgrabnie określił, by swoje dotychczasowe doświadczenia w zakresie "swobodnie zaimprowizowanej muzyki" (freely improvised music) skonfrontować i rozszerzyć w gronie przyjaciół i muzyków, z wielu względów, także artystycznych, szczególnie mu bliskich.

A zatem wolna, swobodna improwizacja w trakcie spotkania zaprzyjaźnionych improwizatorów, przy kawie, herbacie, papierosie itd. (cenzura obyczajowa nie pozwala rozwinąć tego wątku). Zabawa, intelektualna gra, muzyczny pasjans.


Company, stadium początkowe

Początkowo idea Company funkcjonowała raczej w kameralnym zestawieniu. Bailey w kwartecie z Evanem Parkerem, Tristanem Honsingerem i Maartenem van Regteren Alteną (Company 1, maj ‘76), w trio z Anthonym Braxtonem i Evanem Parkerem (Company 2, sierpień ‘76), w duecie z Hanem Benninkiem (Company 3, wrzesień ’76), w końcu w kolejnym duecie - ze Steve’m Lacy (Company 4, listopad ’76). Wszystkie przywołane tu nagrania nie doczekały się jak dotąd edycji kompaktowej, a i same winyle chyba trudno kupić na legalu.


Company majowe, informacje porządkowe

Nagrania pod szyldem Company ukazywały się do końca lat 90. Nas wszakże w tym miejscu interesuje pewna sesja z maja 1977 roku, kiedy to powstały nagrania wydane pod numerami 5, 6 i 7.

Wtedy to, w ramach tzw. First Company Week, w Londyńskim The ICA spotkało się dziesięciu wybitnych improwizatorów. Reprezentujący zachodnią część półkuli ziemskiej, Amerykanie - Anthony Braxton (cl, fl, as, ss), Leo Smith (tp, fl), Tristan Honsinger (clo) i Steve Lacy (ss) oraz Ci z półkuli wschodniej, tu: europejskiej, Holendrzy - Maarten van Regteren Altena (b) i Han Bennink (d, vla, cl, bjo, etc.) oraz Brytyjczycy - Derek Bailey (el-g, ac-g), Evan Parker (ss, ts), Steve Beresford (p, tp) oraz Lol Coxhill (ss).

Realizatorzy (Nick Glennie-Smith i Howard Cross) zarejestrowali tony dźwięków i zapisali je na kilometrach taśmy. Wydano ostatecznie 18 fragmentów muzycznych (rejestracje z 25, 26 i 27 maja), na trzech płytach winylowych, które dzięki boskiej opatrzności znalazły się po latach na dwóch wydawnictwach CD (tu niestety okrojone o trzy utwory, dwa wcześniej wydane na części 6, jeden na części 7). Potem już tylko kilka karkołomnych zbiegów okoliczności i dwa srebrne krążki (zaledwie w formacie CD-R) wylądowały w odtwarzaczu Waszego recenzenta.

Winyle ukazywały się w pewnych interwałach czasowych. Najpierw wydano nagrania powstałe 26 maja. Na oceny przyjdzie czas w dalszej części tego omówienia, wszakże muszę od razu zaznaczyć, że w pierwszej kolejności wydano nagrania najlepsze, co jest – tak myślę - całkowicie naturalne. Domniemuję, że kolejne winyle ukazały światło dzienne w euforii odbioru wydawnictwa Company 5 (dla mnie osobiście - euforii bezdyskusyjnej). Ale to już fakty nieistotne i z dzisiejszej perspektywy trudne do weryfikacji.

I jeszcze szczypta statystyki – wśród rzeczonych osiemnastu fragmentów wolnych improwizacji (uwaga: każdy tytułowany inicjałami muzyków biorących udział w nagraniu!) mamy siedem duetów, pięć razy gramy w trio, są dwa kwartety, trzy kwintety oraz jeden septet. I to właśnie od niego zaczniemy omówienie ponad 100 minut wspaniałej muzyki nagranej w trakcie majowej trzydniówki, prawie czterdzieści lat temu w Londynie.


A teraz muzyka, czyli ... Company 5

 LS/MR/DB/TH/AB/SL/EP - otóż i rzeczony Septet w ponad 25-minutowym, kluczowym nagraniu analizowanej sesji. Cztery dęciaki kontra gitara, bas i wiolonczela. Ważny głos (Wadady) Leo Smitha - to ojciec chrzestny tego nagrania, on inicjuje i czuwa artystycznie nad przebiegiem wydarzeń. Choć to swobodna zabawa w dźwięki czujemy klasycyzujący, kameralistyczny stempel Smitha. Wyjątkowa muzyka.






SL/AB – dwa, trwające blisko kwadrans, duety Lacy’ego i Braxtona. Całkowicie pokojowa wojna na dwa soprany. Nikt tu nie wygrywa, może jedynie słuchacz w pozycji na kolanach. Kolejny dowód na to, że free improvisation może być piękne niczym dżdżysty, wiosenny poranek.

EP/TH/AB- wielki finał pierwszej edycji majowego Company, czyli Evan Parker i Anthony Braxton w konwulsyjnym dialogu, na tle ściany wiolonczelinowego dźwięku. Niespełna 8 minut muzycznego orgazmu. Dwa fragmenty gwarantujące całej majowej sesji miejsce w historii muzyki współczesnej.


... Company 6

LS/TH/AB/SL/MR – trwający blisko kwadrans fragment większej całości (światu wszakże nigdy nieudostępnionej w full wersji). Zgrabny kwintet, stanowiący estetyczne uzupełnienie Septetu z części 5. Znów (Wadada) Leo Smith w roli wodzireja i ciekawe wymiany zdań między saksofonistami. Wiolonczela i bas także mają tu sprawę na boku.

EP/HB/DB – muzykę tego tria, póki co, pozostawiamy w sferze domysłów, albowiem dostępna mi wersji CD nie zawiera tego fragmentu.




SB/MR/HB/LC – jak wynika z opisu wydawnictwa ten kwartet popełnił w trakcie majowego tygodnia kilka nie mniej zabójczych interwałów muzycznych, my jednak możemy posłuchać jedynie tego, 5 minutowego fragmentu. Czupurna przepychanka kilku pomysłów na zawładnięcie uwagą słuchacza i dźwięki wydawane gardłem (Beresford? Bennink?) jako puenta.

MR/SL – nagranie niedostępne w formacie CD

HB/AB/DB – znów fragment większej całości i Han Bennink - nie po raz ostatni – trafnie konstytuujący tezę, że wytrawny perkusjonalista zagra na każdym przedmiocie. Podobny stosunek do materii nieożywionej prezentuje tu Bailey, a Braxton wszystko oplata altowym komentarzem (choć jako intro proponuje najpierw subtelne fletowe pląsy). Muzyka powoli gęstnieje i nie czeka na oklaski. Perełka, jakkolwiek.

LC/TH/LS – Wiolonczela Honsingera w roli mediatora, a po obu stronach ringu wyciszone, acz zdolne do wszystkiego jurne dęciaki – Coxhill i Smith. Wojna ma jednak charakter pozycyjny, a Anglikowi chyba brakuje amunicji.


... Company 7

AB/EP – Panowie Parker i Braxton, jakby na przekór ogólnej tendencji charakteryzującej te nagrania (hałas piękniejszy jest od ciszy!), zapraszają raczej na spokojny spacer, w trakcie którego, przy świetle wschodzącego słońca, podziwiać możemy niuanse ich techniki improwizatorskiej….




TH/MR/SB/HB/DB – …. A powyższa chwila relaksu wyda się nam niezbędna w kontekście piorunującego kwintetu, która rozpali teraz laser naszego odtwarzacza! Han Bennink posiada w swoim muzycznym portfolio pewien spacer po lesie Szwarcwaldzkim (w towarzystwie Petera Brötzmanna), gdy szukał inspiracji do free jazzu pośród fauny i flory. Tu inspiracją jest przemysłowy hałas. Bodaj najgłośniejszy moment sesji. Muskularna muzyka, preparowana rzeczywistość industrialnej Anglii drugiej połowy lat 70. Koledzy z kwintetu też szukają natchnienia w jazgocie pędzących wózków widłowych, liniach przesyłowych i stacjach trafo. Znów fragment większej całości, ponad 10-minutowy.

SL/EP/AB/LC – sopranowy chór czterech wytrawnych wyjadaczy free (także tylko fragment większej całości, a szkoda). I konkurs dla słuchaczy – rozpoznajmy, który z muzyków odpowiedzialny jest za dany dźwięk. Szanse na wygranie marne, bo cały utwór nie trwa nawet 5 minut...

TH/LS – (Wadada) Leo Smith w duecie z wiolonczelą w bodaj najpiękniejszym fragmencie tej sesji, niestety niespełna 3-minutowym. Wpisać do kanonu lektur obowiązkowych, na pierwszej lekcji każdej szkoły muzycznej!

LC/AB/MR - nagranie niedostępne w formacie CD.

HB/LC//MR/TH – kwartecik w ramach żegnania się z majową muzyką Company. Bennink czaruje, Panowie od niższych częstotliwości kontrapunktują, a saksofonista próbuje...

EP/LS/DB – ot, i wspaniałe zwieńczenie sesji. Parker i Smith w towarzystwie gospodarza spotkania uroczą puentują improwizacyjne harce całego tygodnia zmagań (i znów protestujemy – to tylko drobny fragment wyczynów tego tria – szkoda!).


Puenta?

Niniejszym czynię obywateli Zjednoczonego Królestwa (w tym, w szczególności, bezpośrednich spadkobierców majątku pozostałego po śmierci Pana Dereka Baileya) osobiście odpowiedzialnymi za natychmiastowe wznowienie nagrań Company z lat 70., w formacie dostępnym dla większości sympatyków dobrej muzyki (edycje winylowe dla szaleńców wskazane!).

Tekst pierwotnie opublikowany na portalu diapazon.pl w roku 2009.

środa, 20 stycznia 2016

Trybuna Muzyki Spontanicznej - pierwsza edycja papierowa


Trybuna? By było odrobinę niepokornie. Muzyka? Bo w dzisiejszych, pokrętnych czasach nikomu nie trzeba tłumaczyć, że muzyką jest każdy dźwięk. Spontaniczna? Bo swobodna, bo wolna, bo improwizowana.

Starości i nowości sceny free improvisation/free jazz - sceny, która niechybnie cierpi na nadprodukcję (każdy koncert free jest powodem wystarczającym, by wydać płytę), przeto szczególnie wymagającej kierunkowskazów i drobnych sugestii ze strony tych, którzy słyszeli więcej. Nie sposób mieć i znać wszystko. Wszak problemem zasadniczym nie bywa wcale zasobność naszej sakiewki, a raczej deficyt czasu na to, by to wszystko rozsądnie pochłonąć (znaczy, choć raz w skupieniu odsłuchać).



Świeżynki

The Recedents  Wishing You Were Here. Electro-Acoustic Improvisations 1982-2010
(FreeForm Association)



Niewątpliwie znaczące wydarzenie na krajowym rynku wydawniczym, w obrębie muzyki, której słucha garstka zapaleńców, a każdorazowy edytor zamyka księgowo przedsięwzięcie zaczynając od dużego znaku „minus”.
The Recedents – rzadki przypadek na scenie free improv – to formacja koncertująca w niezmienionym układzie personalnym przez blisko 30 lat. Jazzowy saksofonista sopranowy Lol Coxhill, wyrosły ze sceny blues-rockowej gitarzysta Mike Cooper i najbliższy sercu Waszego recenzenta, jeden z najważniejszych i najwybitniejszych perkusjonalistów swobodnej improwizacji Roger Turner. Co istotne, The Recedents w ramach obcowania ze swymi instrumentami, często rozszerzali ich możliwości brzmieniowe o wzmocnienia, zgrzyty i inne nieuchronnie lubiane w elektroakustycznych stronach deformacje dźwięku.
5-płytowe wydawnictwo dokumentuje różne stadia rozwoju formacji, zawiera bowiem koncertowe improwizacje z lat 1985, 1995, 2000, 2002, 2003 i 2008. Choć uważna lektura blisko 250 minut materiału dźwiękowego zgromadzonego na wielopaku Wishing You Were Here nie pozwala na ominięcie drobnych raf (nie wszystkie pomysły Coopera w zakresie urozmaicania brzmienia gitary, poprzez preprodukcję i dobór sampli uznałbym za trafione), efekt końcowy bezwzględnie uznać należy za dalece satysfakcjonujący, zwłaszcza w obrębie nowszych nagrań, które zdominowane zostały przez akustyczną stronę przedsięwzięcia i pięknie uwypuklają udział Rogera Turnera w efekcie końcowym.
Wydawcą tej muzyki jest Witek Oleszak, znamienity preparator fortepianu, przy okazji po społu z Turnerem autor dwóch pięknych i silnie przeze mnie rekomendowanych dysków Over The Title i Fragments Of Parts (także w ramach FreeForm Assocation).



Nate Wooley/ Hugo Antunes/ Chris Corsano  Malus  (NoBusiness Records)



300 szczęśliwców posiada ten limitowany czarny krążek i mam nadzieję, że podobnie jak mi, brakuje im słów, by oddać radość, jaka płynie z odsłuchu trzech kwadransów improwizacyjnych igraszek trzech Panów wskazanych personalnie jako tytuł wykonawczy albumu Malus. Corsano to bystry amerykański bębniarz, zaprawiony z bojach free, choć kalendarzowo zaliczylibyśmy go zdecydowanie do młodego zaciągu improwizatorów. Nazwisko Antunes nie mówi mi nic, poza faktem, iż pięknie znęca się nad kontrabasem i to z pewności zostanie zapamiętane na długo. Wreszcie Wooley, znakomity, technicznie błyskotliwy trębacz zza Wielkiej Wody, z czterdziechą na karku, zatem skory do pierwszych podsumowań. Materiał, choć w zasadzie w 99% wyimprowizowany, silnie osadzony jest w estetyce jazzowej i w tym wypadku to zdecydowanie zaleta. Delikatnie chwilami amplifikowana akustyka, konkret zadziornych dialogów, sonorystyka bez niedomówień. A na koniec tej wypowiedzi szczypta ambiwalencji w odniesieniu do Nate’a i jego dotychczasowych doświadczeń muzycznych. Jeśli traktować jego dokonania na polu wolnej improwizacji za bliskie doskonałości (choćby wiele jego ujawnień na styku z eksperymentującą elektroniką, czy wspólnych dokonań z Paulem Lyttonem), to stricte autorskie płyty z komponowanym materiałem polecam omijać szerokim łukiem, bo nuda, jak w polskim filmie, cytując klasyków. Za to Malus z mega rekomendacją i pędem na listy Best of 2014.



Wadada Leo SmitThe Great Lakes Suites  (TUM Records Oy)



Absolutnie zaskakujące spotkanie czterech weteranów free jazzu – sprawcy i autora przedsięwzięcia Wadady Leo Smitha (trąbka), wybitnego i osobnego alcisty Henry’egoThreadgilla (rzadko grywa na cudzych płytach), fantastycznego basisty Johna Lindberga (on jako jedyny w tym gronie jeszcze przed 70-tymi urodzinami!) i często ocierającego się o mdły mainstream, wszakże niebywale kompetentnego drumera, Jacka DeJohnette’a. O każdym z nich warto popełnić wielostronicową monografię, ale nie miejsce, ani czas po temu. Podwójny dysk przynosi nam 90 minut bardzo konkretnej zabawy w improwizację uplecioną wokół udanych pięciolinii Wadady, inspirowanych … wielkimi jeziorami Ameryki Północnej (dla zainteresowanych szczegółami bardzo rozbudowany booklet). Z pewnością nie jest to najwybitniejsza płyta w dorobku któregokolwiek z tych Panów, ale słucha się tego uroczo i nierzadko z wypiekami na twarzy. Ostatnie produkcje Wadady zalatywały nieco stęchlizną i dłużyznami, tym większa zatem radość obcowania z Jeziornymi Suitami. No i Henry Threadgill, który momentami kradnie show liderowi, ale z tego powodu zapewne nikt nie cierpi.


Winyl odnaleziony w sieci

Günter Christmann/ Maarten Altena/ Maggie Nichols/ John Russsell/ Paul Lovens  Vario II  
(Moers  Records)



Idea zwoływanych ad hoc spotkań muzyków improwizujących sięga wczesnych lat 70-tych ubiegłego stulecia, kiedy to np. Derek Bailey eksplorował koncepcję freely improvised music pośród muzyków stykających się ze sobą po raz pierwszy na scenie, czy w studiu nagraniowym. Jedną z podobnych idei wdrażał w życie parę lat później niemiecki puzonista Gunter Christmann. Nazwał serię Vario i zrealizował kilka takich spotkań. Omawiany tu czarny krążek to edycja druga, na której w studiu nagraniowym w Hannoverze zgromadziło się pięciu istotnych i mocno już wtedy rozpoznawalnych muzyków europejskiej sceny free improv. Obok prowodyra zajścia, także holenderski kontrabasista Maarten Altena, angielski gitarzysta John Russell, szkocka, improwizująca wokalistka Maggie Nichols, wreszcie rodak Christmanna, zacny perkusjonista Paul Lovens. Niewiele ponad godzina lekcyjna improwizacji (winyl ma swoje prawa), tu – w trakcie letniego spotkania w roku 1980 - w kwintecie, dwóch duetach i jednym fragmencie solo. Całość godna jest wszelkich rekomendacji. Szczególnej uwadze polecam brytyjski odłam kwintetu, zatem wokalizy Nichols (piękne skojarzenia z Jej ujawnieniami dekadę wcześniej w ramach Spontaneous Music Ensemble Johna Stevensa całkowicie na miejscu!) i soczyste improwizacje gitarowe Russella. Absolutnie nie przegapcie także blisko 10-minutowej konfrontacji Nichols i Lovensa – ileż zaskakujących dźwięków wydobyć można z ludzkiego gardła i drobnego zestawu perkusyjnego.



Epizody z życia Johna Stevensa

Detail   In Time Was  (Circulasione Totale)



Detail (Szczegół) to przejaw schyłkowej – z punktu widzenia trajektorii życia – aktywności Johna Stevensa, wyjątkowego brytyjskiego perkusisty i kreatora muzyki swobodnie improwizowanej (trzymając się nomenklatury Dereka Baileya). Głównym bowiem muzycznym partnerem Johna po roku 1981 był norweski saksofonista i klarnecista Frode Gjerstad, zaś zasadniczą platformą ich muzycznych potyczek formacja Detail. Szczęśliwie w początkowym okresie funkcjonowania zespołu skład uzupełniał wyjątkowy basista Johnny Dyani (po jego zaś tragicznej śmierci w roku 1986 – Kent Carter, inny wirtuoz improwizacji w niskich częstotliwościach). Po Detail pozostało kilka winyli i szczypta kompaktów, a Waszej uwadze polecam wydawnictwo In Time Was, dokumentujące koncert zarejestrowany w trakcie brytyjskiej trasy z lata 1986 roku. Składu Detail dopełniał wówczas amerykański kornecista Bobby Bradford (który nota bene na początku lat 70-tych nagrywał zarówno ze Spontaneous Music Ensemble, jak i uczestniczył w innych wspólnych inicjatywach z Johnem Stevensem, a z Gjerstadem grywa do dziś). Na In Time Was Kwartet gra stylowy free jazz (bo i skład modelowy, trzymający kurs wyznaczony w 1960 roku przez samego Ornette’a Colemana), zaś królem polowania pozostaje Dyani i jego smakowite igraszki na gitarze basowej. Dużą formę pochodzącego z Południowej Afryki basisty czują także partnerzy, pozostawiając mu dużo muzycznej czasoprzestrzeni. Wyjątkowe udane zdają się fragmenty wyciszonych dęciaków, subtelnej perkusji i ciężkich, sążnistych basowych pasaży, tkanych zgrabnymi rękoma Dyaniego. Muzyka milknie nagle po trzech kwadransach i zostawia nas w stanie kompletnego deficytu doznań. Arcydzieło!

Tekst pierwotnie zamieszczony w nr 2 m/i magazynu (Jesień 2014).