Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jacques Demierre. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jacques Demierre. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 marca 2026

LDL in the eerie glow of jellyfish!


Znamienici szwajcarscy improwizatorzy, saksofonista Urs Leimgruber i pianista Jacques Demierre, współpracują ze sobą od lat, a szczególną atencją darzą kooperacje trzyosobowe. Najbardziej w tej formule uznane albumy poczynili z amerykańskim kontrabasistą Barre Philipsem. Równie spektakularne z austriackim mistrzem analogowej elektroniki Thomasem Lehnem. To drugie trio zwie się LDL, a jego najnowszą płytę dostarcza amerykański Relative Pitch Records.

 


Improwizacja otwarcia trwa mniej niż pięć minut. Każdy dźwięk dobywa się tu z ciszy, jest filigranowy i niezobowiązujący, zarówno ten z wnętrza szpinetu, jak i dna saksofonowej tuby, czy pojedynczego kabla syntezatorowa. Muzycy przypominają zgraję pasikoników, które upajają się górskim słońcem.

Wejście w drugą część koncertu nosi już znamiona działania bardziej energicznego. Artyści wciąż dbają o szczegóły, o urok każdej frazy, ale energia wewnętrzna pcha ich ku bardziej intensywnym akcjom. Każdy na swój sposób preparuje instrument, choć całość wydaje się pozostawać zaskakująco przejrzystym strumieniem fonii. Pianista sięga do strun szpinetu, elektronik tańczy jak baletnica, choć jego akcesoria wydają się najmniej podatne na kreowanie ulotnych fraz. Saksofonista wyciąga głowę ku niebu, śpiewając całkiem melodyjnie. Z czasem owo dramaturgiczne rozkołysanie nabiera intensywności - najpierw przybywa masy, potem rośnie tempo. W coraz gęstszej magmie elektroakustyki sopran miewa problemy, by przebić się przez ogrom dźwięków, jakie produkują szpinet i syntezator. Tymczasem w połowie ekspozycji natrafiamy na śródlądową flautę, w trakcie której najbardziej delikatna zdaje się być … elektronika. Po powrocie na łono ekspresji szczególnie urokliwie frazuje pianista - wprost z klawiatury nuci demoniczny post-barok. Instrumenty lepią się teraz do siebie, najpierw tworząc strugę gęstego post-ambientu, potem dzieląc się na bardziej separatywne ośrodki fonii. Rozbudowana i hałaśliwa improwizacja zostaje perfekcyjnie ugaszona niemal do pojedynczego dźwięku.

Trzecia, najdłuższa opowieść w fazie prenatalnej jest mroczna, lepiona z szumu, dętych pomruków i rezonujących obłoków. Ze stoickim spokojem artyści zawiązują pierwsze akcje zaczepne, intensywniej oddychają, zaczynają wpadać w drobne turbulencje. Wejście na szczyt jest szybkie, całkiem efektowe, podobnie jak droga powrotna, która bez udziału saksofonu przebiera intrygujące, perkusjonalne barwy. Powrót dętego do gry zostaje podkreślony dźwiękami głosowymi, które zdają się również dochodzić z wnętrza instrumentu. Mniej więcej w połowie improwizacji muzycy, nieustannie kołysząc się na wietrze, dostarczają kilku zaskakujących dźwięków, które trudno przypisać komukolwiek z nich. W fazie schyłkowej utworu saksofon sugeruje melodię, ale szpinet i syntezator zgłaszają zdanie odmienne. W efekcie trio znów wspina się dramaturgiczne wzniesienie, po czym strumieniem short-cuts osiąga szczęśliwy finał podróży.

 

LDL (Urs Leimgruber, Jacques Demierre, Thomas Lehn) The Eerie Glow of Jellyfish (Relative Pitch, CD 2026). Urs Leimgruber – saksofon sopranowy, Jacques Demierre - amplifikowany szpinet oraz Thomas Lehn – syntezator analogowy, sound processing. Nagrane w trakcie Kaleidophon Festival, Ulrichsberg, Austria, kwiecień 2024. Pięć improwizacji w trzech częściach, 48 minut.

 

 

wtorek, 20 stycznia 2026

Le GGRIL & DDK in Diffraction!


Czy stali Czytelnicy tych łamów potrzebują rozszyfrowania skrótów, jakie padły w tytule dzisiejszej opowieści? Ten pierwszy, to oczywiście wielka kanadyjska orkiestra improwizatorów z Quebecu, której losy śledzimy od dnia jej narodzin. A nasza do niej miłość eksplodowała szczególnie, gdy załoganci z Rimouski zagrali kilka lat temu wspaniały koncert na scenie poznańskiego Dragona. DDK, z kolei, to trio bardziej osadzone w estetyce kameralnej, ale z udziałem improwizatorów (szczególnie trębacza), których nazwiska zwykliśmy wymawiać dużymi literami.

Spotkanie osiemnastoosobowej orkiestry i tria, to ich pierwsze wspólne działanie w wymiarze scenicznym. Jako rzecze albumowe credits, ta zgraja wspaniałych muzykantów improwizowała wedle wskazań kompozytorskich, jakie na spotkanie w siedzicie Le GGRIL dotargali panowie DDK. Efekt ich prac, to ledwie dwa kwadranse, ale dzieje się w nich tak wiele, że można by tym obdzielić kilka wielopaków edytorskich.

Z kronikarskiego obowiązku dodajmy/ przypomnijmy, iż Diffraction, to jeden z 50 powodów dla których warto zapamiętać rok 2025. So, welcome!

  


Tajemnicze, skupione, dęte i strunowe wydechy pełne mocy i towarzyszące im wdechy zaskakującej trwogi, a wszystko poprzedzielane ułamkami dudniącej ciszy. Otwarcie koncertu od razu stawia nasze uszy na baczność i nie pozwala przegapić najdrobniejszego szczegółu dramaturgicznego. Orkiestra i trio tworzą tu jedno ciało wyposażone w bardzo bogaty arsenał sił i środków. Niewiele im trzeba, by zbudować ścianę hałasu, jeszcze mniej, by zmilknąć w bezdennej ciszy. Zagajenia gitar, westchnienia smyczków, dęte okrzyki tworzą tu imponujący wir zdarzeń, wszystko wszakże pozostaje pod pełną kontrolą zarówno kompozytorów, jak i aparatu wykonawczego.

Po kilku minutach zdaje się, że to pianista delikatnie wychodzi przed szereg i serią stempli z klawiatury nadaje nowy kierunek marszu. Muzyczny potwór w pozie kameralnego zadęcia szybko nabiera tu wiatru w żagle. W tle pracują strunowce, pozornie wystudzone, ale gotowe na każde szaleństwo. W okolicach dziesiątej minuty flow na moment zapada się w onirycznej ciszy. Sygnał do powrotu na powierzchnię emocji dają strunowce i wysoko podwieszone dęte, blaszane frazy. Piano wciąż zdaje się stawiać granice, ale reszta załogi intensywnie kontrapunktuje. Opowieść ma teraz fazę hałasu, a zaraz potem moment dętych wydechów, wspieranych pieśnią z klawiatury. Zmiana goni zmianę, a słuchacz nawet nie zauważa, że spektaklowi wybija dwudziesta minuta.

To wtedy orkiestra bierze głęboki oddech i zaczyna szyć nowy wątek. Monumentalne rozbłyski dętych i pasaże z klawiatury zdają się szyć teraz więcej dłuższych fraz, przeplatanych plejadami tajemniczych short-cuts. Znów pojawiają się nanosekundy ciszy i momenty dramaturgicznego zawahania. Muzycy zaciskają zęby, wpadają w okazjonalne eksplozje, ciągle mając pod kontrolą każdy dźwięk. W trakcie ostatnich trzech minut czuć już nerwowe wyczekiwanie na napisy końcowe. Strunowce grają krótkimi, dęte długimi podaniami. Wszędzie panoszą się okrzyki trwogi.

 

Le GGRIL & DDK Diffraction (Circum-Disc/ Tour de Bras, CD 2025)

DDK: Jacques Demierre – fortepian, kompozycja, Axel Dörner – trąbka, kompozycja oraz Jonas Kocher – akordeon, kompozycja. GGRIL: Robert Bastien – gitara elektryczna, Rémy Bélanger de Beauport – wiolonczela, Clarisse Bériault – obój, obiekty, Isabelle Clermont – harfa elektryczna, Sébastien Côrriveau – klarnet basowy, Olivier D'Amours – gitara elektryczna, Alexis Gagnier-Michel – wiolonczela, Mathieu Gosselin – saksofon barytonowy, Jonathan Huard – wibrafon, instrumenty perkusyjne, Pascal Landry – gitara klasyczna, Antoine Létourneau-Berger - ondes martenot, instrumenty perkusyjne, Éric Normand – bas elektryczny, Alexandre Robichaud – trąbka, Gabriel Rochette-Bériau – puzon oraz Catherine Savard-Massicotte – skrzypce. Nagrane w Desjardins-Telus, Rimouski, Quebec, październik 2023. Jeden utwór, 30 minut.