Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alex Zethson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alex Zethson. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 maja 2026

Martin Küchen' Angles 11! Tell them it´s the sound of freedom!


Twórczość szwedzkiego saksofonisty Martina Küchena wydaje się miejscowić na dwóch, pozornie odległych od siebie biegunach. Z jednej strony swobodna improwizacja na saksofonie sopranowym i sopranino, na ogół w małych składach, najlepiej duetach, z drugiej jazzowa i free jazzowa kompozycja najchętniej uprawiana w wieloosobowych formacjach. Na potrzeby tej drugiej okoliczności powstała onegdaj orkiestra Angles, która w zależności od liczby uczestników danego spektaklu zostaje dodatkowo ocyfrowana.

Dziś przed nami edycja Angles 11, bo tyluż artystów uczestniczyło w nagraniu albumu Tell them it´s the sound of freedom. W ujęciu instrumentalnym mamy trzy perkusje, piano fendera, wibrafon, kontrabas, skrzypce pod drobnym prądem, dwie trąbki i dwa zestawy saksofonów. Na tapecie trzy rozbudowane, kilkunastominutowe kompozycje szefa stada, oparte na rytmie, melodii, swobodnej instrumentacji i pewnym oczywistym dla określonej grupy słuchaczy sznycie post-hipisowskim. Doskonałe nagranie, które zachęca do wspólnej zabawy, specyficznego tańca i fenomenalnie buduje nastrój na nadchodząca jesień.

 


Pierwsza opowieść toczy się w dość leniwym tempie. Łagodny kontrabas, rytmiczne uderzenia perkusji, fenderowskie, ciepłe brzmienie, dęte inkrustacje, w fazie rozwoju utworu wchodzące w intrygujące dialogi i wielogłosy. Całość przypomina wielki chór, który odprowadza na miejsce pochówku najlepszego przyjaciela, który opuścił ten padół ziemski ewidentnie z uśmiechem na twarzy. Temat kompozycji zdaje się być podawany w nieskończoność, faza solowych improwizacji (głównie basu i wibrafonu) jest dla odmiany krótka, adekwatna dramaturgicznie. Utwór ma też swoją kodę, która niesie smutek, udanie kontrapunktowany durową melodyką skrzypiec.

Druga opowieść śmiało mogłaby znaleźć się na ścieżce dźwiękowej remake’u słynnego klasyka filmowego Desperado. Latynoska rytmika, bogata, melodyjna aranżacja, huczna zabawa do zmroku do bladego świtu. Wszyscy tańczymy i śpiewamy, nikt nie podpiera ścian. Opowieść usiana jest intrygującymi interludiami – niekiedy to oniryczne, tudzież smutne westchnienia, innym razem dysonujące zwarcia piana, saksofonów i trąbek, tu pozbawione rytmicznej bazy. Dużo zgiełku, dramaturgicznych kontrapunktów, z ekspozycjami solowymi na ogół o charakter kolektywnym.

Początek finałowej kompozycji oddany zostaje trójce drummerskiej. Otwarcie jest dość minimalistyczne, pełne brzmieniowych smaczków i subtelnych preparacji. Na etapie rozwinięcia myśli kompozytorskiej tempo jest umiarkowane, a melodie zwarte, odrobinę czupurne. Rozwichrzona, bardzo swobodna podróż jedenastoosobowego ansamblu ma swoje niebanalne punkty zwrotne. Raz jest to solowa ekspozycja skrzypiec wsparta na wibrafonie, innym razem zaskakująca, swingująca wolta, która śmiało mogłaby zdobić kolejny odcinek przygód Ala Capone. Powrót do tematu, tuż po eksplozywnym antrakcie perkusji, porządkuje narrację, po czym wznieca kolejny ogień tańca. Zdaje się, że teraz każdy dęciak dokłada trzy grosze do obrazu całości. Kolektywny, melodyjny spazm wieńczy ów smakowity album.

 

Martin Küchen Angles 11 Tell them it´s the sound of freedom (FSR Records, CD 2025). Johan Berthling – kontrabas, Alex Zethson - Fender Rhodes, Juno 106, Mattias Ståhl – wibrafon, saksofon sopranowy, Konrad Agnas, Michaela Antalova i Kjell Nordeson – perkusje, Susana Santos Silva i Magnus Broo – trąbki, Josefin Runsteen – amplifikowane skrzypce, Eirik Hegdal – saksofon barytonowy i altowy oraz Martin Küchen – saksofon tenorowy i sopranowy, kompozycje. Nagrane na żywo w BAS, Sztokholm, kwiecień 2022. Trzy utwory, 38 minut.


*) recenzja powstała na potrzeby portalu jazzarium.pl i tamże została (a może nie?) pierwotnie opublikowana



 

wtorek, 28 kwietnia 2026

Vasco Trilla is going Up North!


Niemal dokładnie dwa lata temu Vasco Trilla, nasz redakcyjny, jakże spontaniczny ulubieniec, spędził dwa pracowite w dni w Szwecji. Zagrał koncert solowy, a kolejnego dnia wraz z grupą lokalnych przyjaciół dokonał pewnych rejestracji studyjnych. Powstała z tego płyta niezwykła, nie tylko w wymiarze czysto dźwiękowym, ale także wydawniczym. Pomieszczono bowiem na niej nagranie duetu, dwóch różnych składów trzyosobowych, wreszcie solowe nagranie mistrza no drumming percussion z Barcelony. A całość, także niespodziewanie dla samego Vasco, opatrzono na okładce jedynie jego danymi personalnymi.

Nagranie jest także szczególne w wymiarze stylistyczno-estetycznym. Cztery utwory zostały tu określone mianem kompozycji, co nie jest bynajmniej pomysłem chybionym. Każdy z nich ma pewien koncept i dobrze zaplanowaną dramaturgię, a jeśli mielibyśmy szukać zgrabnego wytrychu gatunkowego, moglibyśmy przy ryzyku popełnienia błędu nazwać całość kreatywną muzyką współczesną. Zwał, jak zwał, Up North to jedna z najlepszych płyt w bogatym już dorobku Trilli.

  


Pierwsze dwie ekspozycje trwają tu po około 10 minut, dwie kolejne po prawie dwadzieścia. Ceremonia otwarcia spoczywa na barkach masywnie brzmiącego, bardzo nisko osadzonego kontrabasowego smyczka. Flow przypomina drżenie wielkiego stwora, a wkład samego perkusjonalisty na tym etapie podróży jest trudny do zdefiniowania. Być może preparowane akcje na werblu (drżące i szeleszczące) są tu elementem składowym kontrabasowego zdzierania podłogi. Narracja wydaje się względnie stabilna, ale systematycznie narasta, dość szybko osiągając post-industrialną gęstość. W tym tyglu tajemniczych zdarzeń być może słyszymy coś na kształt melodii, ale nie możemy być tego do końca pewni.

Drugą odsłonę, obok percussion, buduje też lekki saksofon i klawesyn. Ta opowieść jest delikatna, wysoko zawieszona, brzmi niczym post-folk przefiltrowany przez neogotycką wrażliwość. To celebracja zimowego poranka, której pozorna niespieszność zdaje się być z czasem stymulowana pierwszym przejawem rytmu, tu generowanego przy użyciu metronomu. Na etapie finalizacji opowieść wpada w tryb wyjątkowo minimalistyczny.

W trzeciej części zostaje z nami saksofonista, a na scenę powraca kontrabasista. To trio buduje opowieść wyjątkowo mozolnie - na starcie przypomina szorstki ambient, który z czasem nabiera coraz mroczniejszych barw. Dźwięki bardziej typowe dla saksofonu pojawiają się dopiero w drugiej połowie utworu. Jeśli wcześniej dęciak jest akcji, to jedynie trzeszczy, szeleści i rzęzi. A może po prostu milczy. Perkusjonalia i kontrabas budują gęstwinę fonii, której skład nie jest do końca rozpoznawalny. Wszystko drży, pulsuje, rezonuje, ciężko oddycha. Klimat post-industrialny ciągnie opowieść do przodu, aż do anonsowanego już momentu, gdy do gry wchodzi melodyjnie frazujący dęciak. To oniryczne migotanie, które z czasem nabiera aury, jaką zdążyliśmy poznać w trakcie drugiego utworu. Zaklikanie węży melodiami z głębokiej puszczy.

Ostatni utwór albumu, to solowa ekspozycja percussion. Vasco otwiera ją i kończy uderzeniami dzwona. Buduje typową dla siebie opowieść, której kulminację tworzy szalona armia silniczków elektrycznych, panoszących się na werblu. Efektem jest ściana dźwięku wsparta rytmem metronomu. Ta narracja wiedzie od sacrum do profanum i nie pozostawia estetycznych wątpliwości, co do preferowanego kierunku. Po upływie kwadransa zgrabnie przechodzi w stadium falling down, aż do ostatniego dźwięku dzwona.

 

Vasco Trilla Up North (Creative Sources, CD 2026). Vasco Trilla – instrumenty perkusyjne, Martin Küchen – saksofony (utwory 2, 3), Vilhelm Bromander – kontrabas (1,3) oraz Alex Zethson – klawesyn (2). Nagrane w Studio Spegeln (utwory 1-3) oraz na żywo w Mötesplats Mariatorget (4), Szwecja, maj 2024. Łącznie 58 minut.