środa, 12 listopada 2025

Marcelo dos Reis i Flora na zakończenie międzynarodowego wątku Spontaneous Live Series


(informacja prasowa)

 

Trybuna Muzyki Spontanicznej i Dragon Social Club zapraszają na ostatni regularny, międzynarodowy koncert spontanicznego cyklu. Ta zacna okoliczność nie może odbyć się bez jego wiernej publiczności, nie może się także odbyć bez muzyków z ukochanego, dla wszystkiego co spontaniczne, Półwyspu Iberyjskiego.

W najbliższy piątek 14 listopada zapraszamy na spotkanie z portugalskim triem Flora, któremu dowodzi, i dla którego komponuje (!!!) gitarzysta z pięknej Coimbry – Marcelo dos Reis. Wsparty kontrabasem Miguela Falcão i perkusją Luísa Filipe Silvy, zabierze nas w podróż równie jazzową, jak incydentalnie rockową.

  


Świat wyjątkowo dużo pisze o Florze:

„Nowe, przełamujące granice gatunków kompozycje wyczerpują mocną i muskularną interakcję tego tria… dos Reis prowadzi trio autorytatywną grą na gitarze elektrycznej i sugestywnymi riffami… Dos Reis wie, jak pisać dramatyczne, szczegółowe i pełne napięcia utwory, przypominające historie, które cierpliwie rozwijają się w nieprzewidywalne narracje… Sekcja rytmiczna Falcão i Silvy wzmacnia te dramatyczne utwory swoimi porywającymi, napędzającymi rytmami, które pozwalają dos Reisowi wznosić się coraz wyżej. Obiecujące doświadczenie…” Eyal Hareuveni w Salt & Peanuts

„…portugalski gitarzysta to mistrz… na płycie FLORA dos Reis gra w pełnym, mocnym trio, co jest zarówno zaskakującym ruchem, jak i absolutną ucztą dla ucha”. Paul Acquaro w Free Jazz Blog

„Muzyka Marcelo jednoczy nas i zabiera ze sobą”…Julien Aunos w Citizen Jazz

„To bardzo emocjonalna muzyka pod każdym względem”…Ben Taffijn w Nieuwe Noten

„Wszystko, czego dotknie Marcelo, jest najwyższej jakości”…Andrzej Nowak w Spontaneous Music Tribune

„Jego improwizatorskie umiejętności lśnią w „Flora”, zbiorze sześciu oryginalnych utworów, który stanowi bramę do bogatych muzycznych światów”…w JazzTrail

https://jaccrecords.bandcamp.com/album/flora

 

Spontaneous Live Series Vol. 79, piątek 14 listopada 2025

Dragon Social Club, Poznań, Zamkowa 3, godzina 20.00.

Marcelo dos Reis - gitara i kompozycje

Miguel Falcão - kontrabas

Luís Filipe Silva – perkusja

Bilety dostępne przed koncertem: gotówka, albo blik

 

Marcelo dos Reis, Lizbona.

Jest jednym z czołowych przedstawicieli nowego pokolenia europejskich improwizatorów. Wszystkie jego dzieła spotkały się z szerokim uznaniem, a oprócz licznych osiągnięć, był nominowany do nagrody dla jednego z pięciu najlepszych gitarzystów w plebiscycie El Intruso – 8., 9., 10., 14. i 16. dorocznej międzynarodowej plebiscytu krytyków, Muzyk Roku magazynu jazz.pt, a ostatnio został uznany za jednego z najbardziej wpływowych muzyków lat 2010. przez renomowany Free Jazz Blog Collective.

Jego specyficzne podejście do gry na gitarze stawia go w gronie kluczowych postaci portugalskiej sceny muzycznej.

Po dziesiątkach koncertów i wydaniu uznanego debiutanckiego albumu zespołu, gitarzysta, kompozytor i improwizator Marcelo dos Reis prezentuje drugi album swojego tria Flora, „Our Time”, dzieło skupiające się na czasie i jego życiu, zmianach i tym, co ich upływ w nas wywołuje.

„Our Time” żyje nagłością, cięciami i zmianami kierunku, ale zawsze z asertywną i wibrującą energią, która przynosi nam chwile nieskończonego piękna, gdzie spotykają się z razem awangardowy jazz, psychodelia i europejska improwizacja.



wtorek, 11 listopada 2025

Benedict Taylor & Paweł Doskocz welcome to our humble abode!


Swobodna improwizacja na akustyczne instrumenty strunowe, to historia trwale związana z rozwojem wspaniałego gatunku, któremu wybija właśnie sześćdziesiąta rocznica urodzin, a który swe trudne, nieobyczajne życie rozpoczął w Zjednoczonym Królestwie.

Przed nami nagranie, które w ową historię wpisuje się wyśmienicie. Z jednej strony zacny altowiolinista, przedstawiciel rodu wynalazców, z drugiej polski gitarzysta, który akces do europejskiej ligi mistrzów wolnej improwizacji zgłasza permanentnie. Artyści muzykują wspólnie już od kilku lat, a ich pierwsze udokumentowane fonograficznie spotkanie w duecie miało miejsce w poznańskim Dragonie, bo gdzieżby indziej.

 


Pierwsza strona tej kolorowej kasety trwa kwadrans i kilka sekund. Jej początek lepi się z drobnych, rwanych fraz, jakby muzycy sprawdzali plastyczność strun, ich podatność na rozciąganie, zdolność absorbowania mocy, jak płynie spod palców gitarzysty i smyczka altowiolinisty. Ten drugi raz po raz rozsyła mikroślady melodii, ten pierwszy szuka powtarzalnych akcentów, usianych pomiędzy strunami. To koślawy taniec, pełen zaskakująco przyjemnych boleści. Muzycy z każdą sekundą zdają się do siebie zbliżać, ich frazy dotykają się, wchodzą w coraz bardziej intensywne interakcje, przyciągają się z siłą pozaziemskiej grawitacji. Narracja staje się mięsista, koherentna, muzycy puszczają do siebie oko, zaczepiają wzajemnie. W połowie utworu przez moment szukają ciszy, wchodzą w stereofoniczny minimal, łypią okiem po zakamarkach sceny, ale dość szybko zawiązują nowe wątki. Zaczynają skakać sobie do gardeł, napinają mięsnie, jak zapaśnicy na wolnym ringu. Krzyczą na siebie, wkładają w końcową fazę pierwszej improwizacji doprawdy dużo emocji.

W trakcie drugiej opowieści, która trwa dziewiętnaście minut i kilka sekund dzieje się jeszcze więcej dobrego. Na starcie wszystko szumi, potem skrzypi i rzęzi - muzycy polerują gryfy instrumentów, szybko łapią wspólny rytm i adekwatną dynamikę. Tymczasem robią krok w tył, jakby chowali się za teatralną kotarą. Dźwięki stają się matowe, lekko przygłuszone, ale bardziej intensywne. Z czasem ten spacer zaczyna nabierać niemal post-industrialnej intensywności. Słyszymy suwnice włókiennicze, które leniwie dziergają kolejne tkaniny. Niedługo potem, ledwie na kilka chwil gitara i altówka chowają się w mrocznej krypcie, ale ów fakt wcale nie wystudza kipiących w nich emocji. W połowie tej odsłony koncertu istotnie zagęszczają flow i wspinają się na hałaśliwy szczyt. Potem ciężko oddychają i zdają się powracać do fraz, którymi kilkadziesiąt minut wcześniej inicjowali cały spektakl. Tymczasem na gryfie gitary rodzą się coraz bardziej intrygujące i zaskakujące frazy. Altowiolinista na moment skupia się jedynie na powtórzeniach, by nie ograniczać kreatywności gitarzysty. Struny są teraz wyjątkowo rozciągliwe, wytrzymałe na ból, skore do wielkiego poświecenia. Finałowe frazy łapią drobne porcje taneczności, a potem toną w kurzu i szumie. Wokół czuć swąd upalonej sierści.

 

Benedict Taylor & Paweł Doskocz Welcome to our humble abode (Szara Reneta, Taśma Pięćdziesiąta Piąta, 2025). Benedict Taylor – altówka oraz Paweł Doskocz – gitara akustyczna. Nagrane w trakcie Spontaneous Live Series, Dragon Social Club, Poznań, maj 2023. Dwie improwizacje, 34 minuty.



 

piątek, 7 listopada 2025

Discordian Records’ fresh outfit: Live At Penhasco! Rituals Of Modern Decadence! The Advantages Of Extremism!


Dawno nie zaglądaliśmy na bandcampową stronę słynnego barcelońskiego Discordian Records! Definitywnie warto było ponownie wkroczyć do tego uroczego, jakże diabelskiego świata!

Rok bieżący przyniósł dotychczas sześć premier labelu kierowanego przez El Pricto. O jednej pisaliśmy u progu roku, teraz pochylimy się nad trzema, a te dwie ostatnie zostawiamy na jeszcze lepszą okazję.

Przed nami trzy tria z udziałem saksofonów, w tym aż dwukrotnie z naszym ulubionym katalońskim dmuchaczem Albertem Cirerą. Każdorazowo czeka nas porcja soczystej, swobodnej improwizacji, na ogół gęstej od wydarzeń fonicznych, nasączonej dużą ilością prądu i innych tajemniczych elektryczności.

So, welcome to Discordian Home!

 


Dissection Room Live At Penhasco (Discordian Records, DL 2025)

Penhasco, Portugalia, wrzesień 2024: Albert Cirera – saksofon sopranowy i tenorowy, obiekty, Abdul Moimême – gitara elektryczna, obiekty oraz Álvaro Rosso – kontrabas. Jedna improwizacja, 35 minut.

Trio Dissection Room debiutowało fonograficznie kilka lat temu w zacnym portugalskim Creative Sources. Teraz powraca w edycji koncertowej, zarejestrowanej także w tamtejszej części Iberian Peninsula. Jednotrakowy występ przynosi dużo intrygujących, zmiennych w czasie wydarzeń. To kolejna, jakże udana konfrontacja preparowanego saksofonu, gitary elektrycznej o niepowtarzalnym brzmieniu i kontrabasu, który lubi bazować na smyczkowej, nisko osadzonej dramaturgii.

Muzycy na wstępie koncertu formują wspólny, wielowarstwowy dron szorstko brzmiącego saksofonu, gitary, która zdaje się konsumować także zgiełk miasta i wystudzonego smyczka na gryfie kontrabasu. Ta inicjacja przypomina bóle porodowe – bywają gwałtowne, natarczywe, rwane, szarpane, ale też ulotne, migotliwe, rzewne, aż śpiewne. Gitara chętnie sięga po atrybuty post-industral, saksofon broczy w gęstym mule, z kolei kontrabas staje w pozycji chamber. Po upływie kwadransa owe strumienie muzycznej lawy zlewają się w jedno gęste koryto, ale już po kilku minutach opowieść staje się niemal solowym performansem smyczka, któremu towarzyszy jedynie echo poprzedniej eskalacji. Narracja zmienia się teraz z minuty na minutę. Bywa, że przypomina post-jazzowe rozhuśtanie, bywa porcją kameralnych dywagacji z szelestem drobnych preparacji. Po dwudziestej piątej minucie nabiera mrocznych barw, które doposażone są pożegnalnymi melodiami dętymi, ale także dużą nerwowością instrumentów strunowych. Ostatnia prosta niespodziewanie sięga po insygnia free jazzu.

 


Trashed Middle Aged Junksters Rituals Of Modern Decadence (Discordian Records, DL 2025)

Underpool, Barcelona, wrzesień 2024: Albert Cirera – saksofon sopranowy i tenorowy, El Pricto – syntezator modularny oraz Alexis Perepelycia – perkusja, elektroakustyka. Pięć improwizacji, 45 minut.

Przenosimy się do pięknej Barcelony. Tym razem Cirera, znów krwiożerczo preparujący swoje saksofony, spotyka diskordianskiego mistrza El Pricto na syntezatorze modularnym i argentyńskiego drummera o pięknie brzmiącym nazwisku Perepelycia. Nagranie jest gęste niczym guma arabska, nie ma w nim chwili przestoju, trzyma nas w ryzach dramaturgii niczym wąż boa swoją kolejną ofiarę.

Na starcie atakuje nas szorstki, mroczny ambient, drżący, niekiedy migotliwy strumień fonii okraszony jękami z zapchanej tuby saksofonu. Całość przypomina kompulsywny dygot kurzu i brudu. Opowieść ma jednak dynamikę dzięki świetnym, kontrapunktowym akcjom perkusji. Druga część przypomina nerwową balladę szytą drobnymi, rwanymi frazami. Tuba krzyczy, talerze rezonuje, a modularny wydaje się filigranowy, lekki, jakby post-syntetyczny. Kolejne dwie odsłony płyty pokazują dwa oblicza tego tria. Pierwsze jest dynamiczne, ostre, kanciaste, drugie równie nerwowe, skonfudowane, ale lejące się przez ręce niczym pijana nastolatka. Muzycy charczą tu jak stado gruźlików i nie są w stanie zrobić dwóch kroków po kolei. Ostatnia improwizacja trwa prawie siedemnaście minut i to ewidentnie crème de la crème tego szalonego albumu facetów w średnim wieku. Od brudnego, oblepionego czarną mazią free jazzu, przez post-industrialne, mroczne interludia, po końcową flautę saksofonu i modularnego, utrzymywaną przy życiu aktywnym post-drummingiem.

 


Luis Erades/ Yeonathan Shachar/ Juan Pablo Egúsquiza The Advantages Of Extremism (Discordian Records, DL 2025)

Underpool, Barcelona, październik 2024: Luis Erades – saksofon altowy, tenorowy i barytonowy, Yeonathan Shachar – gitara elektryczna oraz Juan Pablo Egúsquiza – kontrabas. Siedem improwizacji, 49 minut.

Pozostajemy w tym samym studiu nagraniowym Barcelony. Skład instrumentalny zbliżony jest do pierwszej z dziś omawianych rejestracji. Estetyka bardzo różnorodna, od kąśliwych strzępów free jazzu, przez szorstki, ale melodyjny post-chamber, po intrygujące eksperymenty, nie bez plam gitarowej psychodelii. Album jest odrobinę nierówny, ale być może dzięki temu jego najlepsze fragmenty definitywnie pozostaną w naszej pamięci.

Pierwsze dwie rozbudowane improwizacje pokazują wyjątkowo szerokie spektrum możliwości brzmieniowych i dramaturgicznych tego tria. Gdy artyści stawiają na moc i determinację, efekt bywa smakowity, gdy szukają oddechu i post-jazzowych grepsów narracja przysiada jak kura na grzędzie. Zdaje się, że ciekawiej bywa tu w najkrótszych, kilkuminutowych epizodach, odpowiednio trzecim i czwartym. Najpierw to dreptający w miejscu, gęsty dron, upstrzony śladami gitarowej psychodelii, potem rodzaj free jazzowej, szorstkiej ballady, która rozbłyska jak piorun na ciemnym niebie. Zaraz po niej trio osiąga lewitujące tempo, a flow zdobi kameralny smutek, szczypta melodii i nie jedyny na tym albumie pokaz wyrafinowanych, saksofonowych preparacji. Album definitywnie największą jakość uzyskuje w finałowej improwizacji. Saksofon charczy teraz jak młot pneumatyczny, a smyczek kontrabasu i gitara frazują wyjątkowo nisko zrywając wielkie płaty mięsa z podłogi. Całość pulsuje złem, lepi się w masywny dron z tajemniczą, elektroakustyczną poświatą.

 

 

 

wtorek, 4 listopada 2025

Sophie Agnel & Mark Sanders play Antlia!


Zapraszamy na pierwsze tegoroczne spotkanie z londyńskim Shrike Records. Okoliczności przyrody wskazują na Sansom Studios, gdzie ponoć zgromadzona jest także publiczność. W roli podmiotów wykonawczych odnajdujemy francuską pianistkę Sophie Agnel i brytyjskiego perkusistę Marka Sandersa.

Artystów znamy doskonale, nasze uszy wchłonęły tysiące wspaniałych albumów z ich udziałem, choć po prawdzie w duecie improwizują chyba po raz pierwszy. Efekt jest oczywiście wyśmienity, a ponieważ nagranie trwa niespełna czterdzieści minut, postarajmy się nie uronić z niego choćby sekundy.

 


Inauguracja spotkania lepi się z drobnych fraz, które z miejsca wchodzą w soczyste interakcje. Pojedyncze uderzenia w klawisze, jednoczesny szelest inside piano i perkusyjna rozgrzewka nastawiona na filigranowe sytuacje. Rodzaj kameralnego suspensu, nasycony sporą porcją emocji i pierwszych preparowanych fonii. Akcja zazębia się, formując potok perkusyjnych zdarzeń, zarówno ze strony drummera, jak i pianistki. Muzycy są skorzy zawiązywać bardziej linearną narrację, ale wcale nie są w tym dziele nadmiernie zdeterminowani. Szukają rytmu, ale spoglądają w niebo, łapią wiatr w żagle, ale lubią trwonić czas na niezobowiązujące dywagacje. Puentą pierwszej odsłony albumu jest feeria subtelnych percussions z obu stron.

Początek drugiej części jest dość nerwowy, choć akcja zdaje się dziać w bezpośredniej bliskości ciszy. Subtelne szorowania powierzchni płaskich, drżących stron i rezonującego pudła fortepianu. Z mroku zaniechania Sophie wychodzi za pomocą klawiatury, na której szuka zagubionych melodii. Mark koncertuje się na zalążkach rytmu. Utwór ma całkiem zaskakujący, dramaturgiczny peak, a zwieńczeniem jest znów pokaz perkusjonalny. Kolejna opowieść rodzi się w mroku szmerów i subtelnych obcierek. Coś rezonuje, coś skwierczy, a z samego dna piana zdaje się dochodzić jakaś tajemnicza wokaliza. Na etapie finalizacji narracja nasączona jest smutną melodyką.

Czwarta opowieść płynie z samego dna, ale ma rozdygotany rytm. Głuche odgłosy perkusji i swąd czarnych klawiszy. Narracja dość szybko wpada jednak wprost w otchłań delikatnych preparacji. Nim utwór skona muzycy zdążą jeszcze wyjść na powierzchnię. Ich nastrój staje się teraz odrobinę nostalgiczny. Końcową improwizację szyją akcjami perkusyjnymi, w tle których mości się jakiś tajemniczy, elektroakustyczny przydźwięk. Znów emocji oddaje tu rozchwiany rytm, który najpierw zagęszcza improwizację , a potem intrygująco rozrzedza. Na ostatniej prostej muzycy wspinają się na drobny szczyt, a potem dogorywają przy melodyjnych dźwiękach klawiatury i kłębach perkusyjnego kurzu.


Sophie Agnel and Mark Sanders Antlia (Shrike Records, CD 2025). Sophie Agnel – fortepian oraz Mark Sanders – perkusja, instrumenty perkusyjne. Nagrane w Sansom Studios, Birmingham, kwiecień 2025. Pięć improwizacji, 39 minut.



niedziela, 2 listopada 2025

John Butcher, Florian Stoffner i Chris Corsano w ramach 78.edycji Spontaneous Live Series


(informacja prasowa)

 

Wedle wszelkich znaków na niebie, ziemi i w piekle cykl koncertowy Spontaneous Live Series, odbywający się pod patronatem Trybuny Muzyki Spontanicznej i poznańskiego Dragon Social Club od siedmiu lat, przechodzi wraz z końcem tego roku do historii. I jak to bywa w takich sytuacjach, ostatnie wydarzenia wydają się być szczególnie wartościowe.

Po wspaniałym koncercie legendarnego kwartetu The Electrics, jak miał miejsce kilka dni temu, w najbliższy czwartek 6 listopada do Poznania zawitają John Butcher, Florian Stoffner i Chris Corsano!

 


Z pełną odpowiedzialnością za każde słowo zapraszamy na koncert niezwykły. Na scenie Małego Domu Kultury rzeczonego Dragon Social Club pojawi się trzech wybitnych improwizatorów, z których żaden nie wymaga jakichkolwiek rekomendacji. Brytyjski saksofonista wraca do Poznania po roku, szwajcarski gitarzysta po dwóch, a amerykański drummer po tak długim czasie, że nikt do końca nie pamięta, kiedy grał w Poznaniu poprzednio.

Jako trio muzykują już kilka lat i mają w dorobku dwa albumy – pierwszy nagrany w Szwajcarii, drugi w Niemczech. Teraz, w ten dokładnie dzień w Dragonie, nagrywać będą swój trzeci album. Nie można tego faktu przegapić!

Dodajmy, iż dzień później to wspaniałe trio uświetni kolejną edycję łódzkiego Festiwalu Musica Privata.

 

Spontaneous Live Series, Vol. 78

Dragon Social Club, Poznań, 6 listopada 2025, godz. 20.00

Florian Stoffner, gitara

John Butcher, saksofon sopranowy/tenorowy

Chris Corsano, perkusja.

Bilety dostępne przed koncertem – gotówka albo blik.

 

„Quiet Is The New Loud”, to album Kings of Convenience z 2001 roku, który odzwierciedlał muzyczną wrażliwość przynajmniej części ówczesnego pokolenia. Stanowi on również motto tria Johna Butchera, Chrisa Corsano i Floriana Stoffnera. Ich muzyka różni się od hałaśliwego, mocnego free jazzu tym, że powstrzymują się od głośnego grania na instrumentach. W rzeczywistości jest to muzyka do skupionego słuchania, a nie do podskakiwania, czy nawet headbangingu. Chodzi tu raczej o precyzyjną muzykalność, krystalicznie czyste wtrącenia i delikatną kontemplację, ale także, oczywiście, o eksplorację i projektowanie dźwięku. To tworzy tektoniczne światy dźwięków, które na siebie napierają. Na ich koncertach momentami czujesz się, jakbyś stał w maszynowni z wolierą pełną egzotycznych ptaków w centrum. Butcher, Corsano i Stoffner nie potrzebują nadmiernej głośności ani solówek, które kuszą owacją na stojąco, aby dostarczyć swój przekaz. Ich przesłanie jest napisane eleganckimi małymi literami i rzadko używanymi czcionkami akustycznymi.

 

Cytat prasowy:

„To pieśń o porzuconych, zdezelowanych maszynach, powoli wracających do życia. Chór zaniedbanych robotów walczących o naprawę”. Chris Robertson – Point of Departure

https://now-ezz-thetics.bandcamp.com/album/braids

https://relativepitchrecords.bandcamp.com/album/the-glass-changes-shape