czwartek, 15 listopada 2018

Agustí Fernández & Sarah Claman! ‎Antipodal Suites!


Dwa studyjne, z pozoru niewinne, spotkania pianisty i skrzypaczki. Pierwsze, styczniowe nazwą Southern Suite, kwietniowe zaś Northern Suite. Gdy zlepią je na srebrnym krążku, całość nazwana zostanie Antipodal Suites.

On - Agustí Fernández - postać już niemal pomnikowa europejskiej muzyki improwizowanej, przy okazji generał katalońskiego free improve. W podkategorii piano prepare, niemający sobie równych nawet w ujęciu globalnym.

Ona – Sarah Claman – prawdziwie młoda krew swobodnej improwizacji, zamorska rezydentka Barcelony, być może kolejny muzyk, który przybył do tego miasta, by skutecznie siać artystyczny ferment. Płytą z Agustim w zasadzie debiutuje, jako podmiot wykonawczy.

Przyłóżmy ucho do tego, co powstało w trakcie owego dwukrotnego pobytu Agustiego i Sarah w L’Obrador, Sant Pere de Vilamajor, w Barcelonie. Wydawcą płyty jest label Sirulita, prowadzony przez pianistę. Pierwsza suita składa się z czterech części, druga z sześciu. Całość odsłuchu zajmie nam 57 minut i 38 sekund.




Podróż w ramach Suity Południowej rozpoczynamy głęboko w czeluściach pudła rezonansowego fortepianu. Towarzyszą nam molekularne ekspozycje, zaczepione o struny skrzypiec. Agusti i Sarah dość szybko łapią dynamikę i tryskają pełnowymiarowymi emocjami. Strefa gigantycznego sonore zostaje otwarta bezpośrednio pod placami Claman. Drugi odcinek startuje z klawisza, ruchliwym półgalopem, podczas gdy struny skrzypiec idą tuż obok. Zwarcia, zapasy, przeciąganie liny. Taniec na rozgrzanym dachu, z niemal gotycką intensywnością. Trzeci – moc dźwięków z głębokiej krypty. Tragic and beauty! Błyskotliwe preparacje na obu flankach. Sarah zdaje się rwać struny, rozciągać je, wykrzywiać i smagać batem. What a game! Od 5 minuty Agusti proponuje podróż z samego dna piana, sugeruje masywny rytm, w tle skrzypce eskalują się na potęgę. Burza z piorunami! Po chwili muzycy cichną i brną w coś na kształt meta drummerskiej wystawki. Ów otwarty dialog zdaje się nie mieć granic! Po prostu popis! Czwarta część Południowej, niczym ciężki kac po całonocnej imprezie – suche skrzypce, małe i delikatne półdźwięki, obok równie obsuszone piano, które kreśli mały, powykręcany rytm. Trzyminutowa perła!

Czas na Suitę Północną. Na klawiaturze rojbruje mały pegaz, a każda struna skrzypiec drży swoim indywidualnym, sonorystycznym blaskiem. Meta harmoniczny Agusti i szalona Sarah – iście diabelska koegzystencja! Dynamika i kawałki soczystego hałasu. No i jakże pięknie na siebie reagują. Drugi odcinek zaczyna się nieco bardziej … konwencjonalnie. Dokładna, skrupulatna narracja, nie łamiąca klasycznych kanonów. Ależ Sarah potrafi nieść ten duet przez wysokie wzgórza! Jest tak bezczelnie doskonała, we wszystkim czego się tknie! W 3 minucie muzycy szukają skupienia, łapią drobne kawałki powietrza. Rytm spod klawiatury, obok Claman śpiewa bardzo suchymi skrzypcami. Trzeci – małe frazy, drżące piano, skrzypce niczym tybetańskie misy. Molecular crazy sounds! Znów razem szukają śladów sonore w zakątkach studia nagraniowego. Piano brzmi jak hala suwnicowa, skrzypce niczym stado pasikoników. Na wybrzmieniu Agusti i jego piano cudownie drżą na niskich strunach. Czwarty odcinek Północnej idzie wprost z klawiatury. Skrzypce tańczą oberka, oczywiście w wersji półpsychodelicznej. Muzycy idą w strzelisty galop, pełen bohaterskich fajerwerków. Dwuminutowa perła. Piąty, przedostatni – półdźwięki, szczapy, preparacje, niebo w uszach! Sarah nuci strunami balladę udręczonej Królewny. Jeśli sonorystyka potrafi śpiewać, to właśnie jest ten moment! Wreszcie finał tej niezwykłej płyty – Sarah pogwizduje, a Agusti dba o połysk swoich strun, tych najgłębiej położonych. Na ostatniej prostej dużo epickiego rozmachu, ekstatycznego półtańca-połamańca. Bojaźń i drżenie, piękno i tragizm chwili – jakiż wspaniały stopping!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz