Kreatywna scena Barcelony ma w sercu Trybuny Muzyki Spontanicznej szczególne miejsce. Z tym większą radością donosimy o kolejnych nowościach muzyki improwizowanej i zjawisk jej bliskich powstałych w stolicy Katalonii.
Dziś czas na cztery świeże albumy - trzy pochodzące ze
starego roku, jeden datowany już na roku bieżący. W roli podmiotów wykonawczych
sami dobrzy znajomi - dwa tria z udziałem El Pricto pod sztandarami jedynego w
swoim rodzaju Discordian Records, kolejne dwa z udziałem najbardziej niesamowitej
sekcji rytmu świata współczesnego, czyli Alexa Reviriego i Vasco Trilli.
Dodajmy, iż ten ostatni współtworzy także pierwsze z anonsowanym składów z El Pricto.
Reasumując w ujęciu matematycznym – cztery tria, to jednak tylko dziewięcioro artystów.
Takie cuda tylko w Barcelonie!
Welcome!
El Pricto/ Don
Malfon/ Vasco Trilla Behenii - Part II (Discordian Records, DL
2025)
The
Golden Apple Studios,
Barcelona, marzec oraz listopad 2025: El Pricto – syntezator modularny, Don
Malfon – saksofon barytonowy, altowy oraz Vasco Trilla – perkusja, instrumenty
perkusyjne. Siedem improwizacji, 37 minut.
Zaczynamy od Behenii, krwistego połączenia brzmień syntezatora
modularnego Pricto, preparowanych saksofonów Malfona i zwinnych akcji perkusyjnych
i perkusjonalnych Trilli. Artyści debiutowali w tym układzie personalnym dwa
lata temu, a ich nagranie śmiało uznaliśmy wówczas za dzieło doskonałe. Teraz
wracają z nowym materiałem, znów osadzając go na dysonansie spazmów elektroakustycznego
free jazzu i post-industrialnych medytacji. Album nie wnosi wiele nowego do
wizerunku tria, zatem tym razem nie padamy na kolana, ale i tak nagranie zasługuje
na naszą wieczną uwagę.
Klasycznym dla tego tria przykładem masywnego free jazzu
jest druga opowieść, która lepi się ze skrzeku saksofonu altowego, punktowego drummingu
i tłustych, basowych pasm syntezatora. W całkowitej opozycji do wspomnianej
estetyki sytuuje się pierwsza i trzecia opowieść. Szczególnie podobać się może
ta ostatnia, osadzona w gęstej mgle, ambientowa flauta doposażona groźnym
echem. Z kolei improwizacje czwarta i piąta udanie żenią antypody estetycznych upodobań
Barcelończyków. W pierwszej z nich początek jest dynamiczny, ale zaskakująco filigranowy.
Na etapie finalizacji, granej na wdechu, muzycy zapraszają do dryfowania po szorstkich
falach oceanu. Jeszcze bardziej zaskakująca wydaje się ostatnia historia. Z
jednej strony eksplozje mocy osadzone na mięsistym brzmieniu modulara, z drugiej
rozhuśtane, niemal balladowe interludia. Ów iście rockowy przekładaniec ma dalece
udaną kulminację, z kolei końcowa prosta grzęźnie w gęstym, błotnistym ambiencie.
Nocturnal Crusaders Grails! (Discordian Records, DL 2026)
Soda
Acoustic,
Barcelona, grudzień 2025: El Pricto – syntezator modularny, Luis Erades –
saksofon altowy, tenorowy (excalibur), barytonowy oraz Soren Alcaraz –
perkusja, instrumenty perkusyjne. Sześć improwizacji, 39 minut.
Narzędzia pracy kolejnego tria są niemal identyczne, jak w
przypadku Behenii. Foniczny efekt ich użycia jest jednak dość odmienny. Jeśli
to pierwsze trio istotną część swoich ekspozycji osadza na grząskich połaciach
post-dźwięków, o tyle Nocturnal Crusaders zdają się być pozbawieni tego typu brzmieniowych,
tudzież dramaturgicznych subtelności i stawiają w ostatecznym rozrachunku na
czerstwy hałas.
Już w pierwszej odsłonie muzycy jasno pokazują swoje definitywnie
złe intencje. Syntezator i saksofon krzyczą
od progu, obrazu całości dopełnia koherentny atak perkusji. Podobać się tu może
wszakże drobne interludium z szumem dobywającym się z tuby saksofonu
barytonowego. W kolejnych trzech improwizacjach otwarcie za każdym razem osnute
jest wokół mrocznych szumów, preparowanych fraz i zawieszonego w intrygującej
próżni dramatyzmu narracji. W dalszej fazie każdej z tych części muzycy
przystępują do ataku i nie zamierzają brać jeńców. Najciekawiej prezentuje się
ostatnia z przywołanych historii. Długie, szemrane otwarcie, nie bez plam
ambientu, głośna, gęsta faza zasadnicza i dalece mroczna puenta. Odsłona piąta
zdaje się być repliką jedynki i stawia na konkret, z kolei końcowa improwizacja
nieco zaskakuje - ma zrównoważone tempo, nie eskaluje hałasu, dobrze dawkuje emocje.
Puenta albumu to jednak kompulsywny krzyk saksofonu i modularnego oparty na gęstym
groove perkusji.
Markus
Reuter/ Vasco Trilla/ Àlex Reviriego Música Fúnebre (Bandcamp’
self-release, DL 2025)
Czas i
miejsce akcji nieznane: Markus Reuter – organy elektryczne (Philips
Phillicordia), Àlex Reviriego – kontrabas oraz Vasco Trilla - flat bells. Jedna
improwizacja, 31 minut.
Czas na ekspozycję dronową, inspirowaną dokonaniami Witolda
Lutosławskiego, a zbudowaną (zdefiniowaną/ skomponowaną) przy użyciu
elektrycznych organów pochodzących z czasów raczkującego fussion,
kontrabasowego smyczka i posiadających niebywałe brzmienie flat bells,
specyficznie nastrojonych dzwonów. Jedna improwizacja drąży nam tu zwoje
mózgowe przez dwa kwadranse, mieni się wszelkimi kolorami mrocznych tęczy i
mimo swego niekiedy medytacyjnego charakteru budzi niepokój i permanentnie
intryguje.
Rezonujący ambient dzwonów, smuga swobodnie posadowionego,
kontrabasowego smyczka i migotliwych organów od pierwszej sekundy zlewają się w
dość jednorodny, nieco wystudzony dron. To opowieść, która zdaje się nie mieć
zarówno początku, jak i końca. Smyczek potrafi zejść nisko na kolanach, dzwony
unieść się ku niebu, a całą resztę zdolna jest wypełnić organowa plama, która z
czasem delikatnie pęcznieje. Na ogół miewa więcej niż jedno pasmo przesyłowe, niekiedy
przypomina wychłodzony kosmodrom. Ta specyficzna celebracja przybiera mroczne
barwy, czasami przypomina kodę wielominutowej ekspozycji post-fussion. Niekiedy
rozwarstwia się na trzy osobne strumienie fonii, by po niedługiej chwili znów
stać się jednym ciałem. Dzwony nie przestają spoglądać ku wyżynom, kontrabas
przez kilka chwil frazuje w trybie pizzicato, leniwie, minimalistycznie.
Na zakończenie powraca smyczek i eksponuje modlitewny, jakże bolesny śpiew. Wszystko
wokół systematycznie zastyga w mule szorstkiego ambientu.
Helena Bilbao MMXXIII (Blu-Rei Records, Kaseta
2025)
Ocuspinatti Fest, Bilbao, grudzień 2023: Clara Lai –
instrumenty klawiszowe, Àlex Reviriego – kontrabas, kompozycje oraz Vasco
Trilla – instrumenty perkusyjne. Pięć utworów, 27 minut.
Pozostajemy w towarzystwie Reviriego i Trilli, a sceniczny line-up
uzupełniamy katalońską pianistką Clarą Lai, którą także znamy z wielu dokonań w
obszarze muzyki improwizowanej tamtych ziem. W takim trio, ale po raz pierwszy
pod nazwą własną Helena, muzycy prezentują się w wymiarze wydawniczym bodajże
po raz drugi. Tym razem koncertują w Bilbao, w trakcie pewnej imprezy
festiwalowej. Ewidentnie grają w barze, którego dźwięki (a także gwar rozmów) niczym
wysublimowane field recordings stają się pełnoprawnym uczestnikiem
zabawy. W repertuarze, utrzymane w klimatach post-jazzowych, kompozycje kontrabasisty,
co nie możemy uznać za typowe dla tych artystów i ich dotychczasowych losów scenicznych.
Początek koncertu sugeruje, jakoby muzycy chcieli stać się częścią
szumu i gwaru, jaki dochodzi z baru. Delikatne, ledwie słyszalne frazy budują powolną
narrację. W drugiej części bas zarysowuje dramat swobodnym, jazzowym pizzicato,
a całość lepi się w balladę podaną w intrygująco prostym metrum. Kolejnym zaskoczeniem
są frazy smyczka o definitywnie post-klasycznym posmaku. W kolejnych trzech utworach,
krótkich, nieprzegadanych, muzycy kontynuują ów post-jazzowy, łagodny, niekiedy
dość melodyjny flow. W części czwartej zdają się być najbardziej intensywni,
w części finałowej z kolei nieco nostalgiczni i nastawieni na minimalistyczną
repetycję. Album nie trwa nawet dwóch kwadransów, ale po jego odsłuchu pozostajemy
ze sporą dawką pytań, na które nie znajdujemy odpowiedzi.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz