Jak wszyscy świetnie pamiętamy, brytyjski saksofonista John Butcher był rezydentem ósmej edycji poznańskiego Spontaneous Music Festival w październiku 2024 roku. Na deskach Dragona zagrał czterokrotnie – solo, w duecie, trio oraz prowadząc formację Dragon 10. Dwa ostatnie spektakle zostały w roku ubiegłym upublicznione na poręcznych dyskach kompaktowych - jedno w Zjednoczonym Królestwie, drugie w naszym cudownym kraju.
W pierwszych dniach stycznia nowego roku tenorowa część występu
solowego z Poznania stała się fragmentem nowej solowej płyty Butchera. Tym razem
wydawca jest amerykański, a my z nieskrywanym entuzjazmem zasiadamy do odsłuchu
i odczytu jego zawartości.
Tenorowa ekspozycja z Dragona trwa kwadrans i otwiera album.
Jego drugą zasadniczą część stanowi improwizacja sopranowa (także
kilkunastominutowa) zarejestrowana w Oslo na festiwalu Blow Out kilka
miesięcy później. Pozostałe dwadzieścia kilka minut płyty wypełnia sześć krótszych
rejestracji, powstałych w różnym czasie i w różnych miejscach na świecie. Pośród
nich odnajdujemy słynne eksperymenty saksofonisty z feedbackiem, amplifikacją
czy nakładaniem na siebie ścieżek. Mamy impro transkrypcję nagrania Dereka Baileya,
a także fragment koncertu zarejestrowany przez publiczność, a potem udostępniony
artyście. Niektóre utwory mają dedykacje. Innym słowy, emocji i jakości nie
brakuje w jakimkolwiek momencie albumu.
Dragonowy tenor brzmi na płycie jeszcze dosadniej niż
w wersji na żywo. Wspaniały kwadrans szorstkich melodii, zawadiackich pętli
czynionych na sporej dynamice i intrygujących, onirycznych wdechów na etapie tłumienia
emocji. W drugiej części improwizacji muzyk na krótko wpada w oddech
cyrkulacyjny, a potem definitywnie uspakaja się. Jego flow staje się filigranowy,
rozedrgany, pełny typowych dla artysty ptasich tremoli. Sopranowa opowieść z
Oslo płynie lekko zabrudzonym, półpreparowanym strumieniem. To migotliwa, rezonującą
porcja dźwiękowych niespodzianek. Dużo w niej melodii, pewnej ulotnej
taneczności, realizowanej długodystansowym oddechem cyrkulacyjnym. Sam finał
jest minimalistyczny, pięknie ginie we wszechobecnej ciszy.
Pozostałe utwory, uzupełniające danie główne, doskonale poszerzają
ofertę saksofonisty. Tonące w feedbacku, oniryczne strumienie akustyki,
przypominające strwożony taniec na rozgrzanym dachu, stanowią opowieść drugą. W
części czwartej Butcher spokojnym tembrem przypomina nam jedną z flagowych
improwizacji Baileya, z kolei w odsłonie piątej żeni akustyczne i amplifikowane
brzmienia sopranu, a całość przypomina strumienie fonie płynące z głębokiego,
betonowego tunelu. Jeszcze ciekawsza wydaje się szósta opowieść – dedykowana zarówno
Eliane Radigue (w formie posuwistych, filigranowych dronów), jak i Lesterowi
Youngowi (po zwinnym, zaskakującym przejściu w cool jazzowe frazowanie).
Po osiemdziesięciosekundowej feerii saksofonowej multifonii, w ostatnim numerze
dedykowanym Joe McPhee, muzyk powraca do czystego, płynnego frazowania na
tenorze. Ów kilkuminutowy passus sprzed lat zdaje się być idealną klamrą spinającą
album. Doskonale sprawdziłby się jako bis do dragonowej eksplozji z roku 2024.
John
Butcher Away, I was (Relative Pitch, CD 2026). John Butcher –
saksofon tenorowy, sopranowy, także amplifikowany, z użyciem feedbacku
lub multiplikacji. Nagrane w różnych miejscach i czasie, od roku 2008 do roku
2025. Osiem utworów, 50 minut.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz