piątek, 30 stycznia 2026

When John Butcher was away!


Jak wszyscy świetnie pamiętamy, brytyjski saksofonista John Butcher był rezydentem ósmej edycji poznańskiego Spontaneous Music Festival w październiku 2024 roku. Na deskach Dragona zagrał czterokrotnie – solo, w duecie, trio oraz prowadząc formację Dragon 10. Dwa ostatnie spektakle zostały w roku ubiegłym upublicznione na poręcznych dyskach kompaktowych - jedno w Zjednoczonym Królestwie, drugie w naszym cudownym kraju.

W pierwszych dniach stycznia nowego roku tenorowa część występu solowego z Poznania stała się fragmentem nowej solowej płyty Butchera. Tym razem wydawca jest amerykański, a my z nieskrywanym entuzjazmem zasiadamy do odsłuchu i odczytu jego zawartości.

 


Tenorowa ekspozycja z Dragona trwa kwadrans i otwiera album. Jego drugą zasadniczą część stanowi improwizacja sopranowa (także kilkunastominutowa) zarejestrowana w Oslo na festiwalu Blow Out kilka miesięcy później. Pozostałe dwadzieścia kilka minut płyty wypełnia sześć krótszych rejestracji, powstałych w różnym czasie i w różnych miejscach na świecie. Pośród nich odnajdujemy słynne eksperymenty saksofonisty z feedbackiem, amplifikacją czy nakładaniem na siebie ścieżek. Mamy impro transkrypcję nagrania Dereka Baileya, a także fragment koncertu zarejestrowany przez publiczność, a potem udostępniony artyście. Niektóre utwory mają dedykacje. Innym słowy, emocji i jakości nie brakuje w jakimkolwiek momencie albumu.

Dragonowy tenor brzmi na płycie jeszcze dosadniej niż w wersji na żywo. Wspaniały kwadrans szorstkich melodii, zawadiackich pętli czynionych na sporej dynamice i intrygujących, onirycznych wdechów na etapie tłumienia emocji. W drugiej części improwizacji muzyk na krótko wpada w oddech cyrkulacyjny, a potem definitywnie uspakaja się. Jego flow staje się filigranowy, rozedrgany, pełny typowych dla artysty ptasich tremoli. Sopranowa opowieść z Oslo płynie lekko zabrudzonym, półpreparowanym strumieniem. To migotliwa, rezonującą porcja dźwiękowych niespodzianek. Dużo w niej melodii, pewnej ulotnej taneczności, realizowanej długodystansowym oddechem cyrkulacyjnym. Sam finał jest minimalistyczny, pięknie ginie we wszechobecnej ciszy.

Pozostałe utwory, uzupełniające danie główne, doskonale poszerzają ofertę saksofonisty. Tonące w feedbacku, oniryczne strumienie akustyki, przypominające strwożony taniec na rozgrzanym dachu, stanowią opowieść drugą. W części czwartej Butcher spokojnym tembrem przypomina nam jedną z flagowych improwizacji Baileya, z kolei w odsłonie piątej żeni akustyczne i amplifikowane brzmienia sopranu, a całość przypomina strumienie fonie płynące z głębokiego, betonowego tunelu. Jeszcze ciekawsza wydaje się szósta opowieść – dedykowana zarówno Eliane Radigue (w formie posuwistych, filigranowych dronów), jak i Lesterowi Youngowi (po zwinnym, zaskakującym przejściu w cool jazzowe frazowanie). Po osiemdziesięciosekundowej feerii saksofonowej multifonii, w ostatnim numerze dedykowanym Joe McPhee, muzyk powraca do czystego, płynnego frazowania na tenorze. Ów kilkuminutowy passus sprzed lat zdaje się być idealną klamrą spinającą album. Doskonale sprawdziłby się jako bis do dragonowej eksplozji z roku 2024.

 

John Butcher Away, I was (Relative Pitch, CD 2026). John Butcher – saksofon tenorowy, sopranowy, także amplifikowany, z użyciem feedbacku lub multiplikacji. Nagrane w różnych miejscach i czasie, od roku 2008 do roku 2025. Osiem utworów, 50 minut.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz