Z nagraniami szwajcarskiego gitarzysty Floriana Stoffnera jesteśmy na bieżąco od przynajmniej dekady. Uwielbiamy jego duety, tria, tudzież większe formacje, ale w sytuacji solowej odnajdujemy go bodaj po raz pierwszy.
Ktoś kiedyś zgrabnie określił improwizacje Floriana mianem
sekcji zwłok gitary. To upiorne porównanie przylgnęło do artysty, on sam czuje
się nim bardzo dobrze, a jego najnowsza produkcja zdaje się potwierdzać
przewrotną trafność tamtego określenia.
Album zatytułowany Klejnot zawiera sześć
improwizacji, które trwają od niespełna trzech do ponad dziewięciu minut.
Gitarzysta rozpoczyna solową przygodę od rozgrzewki - sprawdza
siłę strunowych naciągów, analizuje stopień wypolerowania glazury pudla rezonansowego,
testuje brzmienie każdej struny. Pierwsze akcje inicjuje bardzo minimalistycznie,
serwuje strzępy dźwięków, filigranowe flażolety, które pokazują matową głębię -
zdaje się, że nie są już akustyczne, ale jeszcze nabrały znamion elektrycznych.
Muzyk snuje fałszywe melodie z definitywnie prawdziwą precyzją. W końcu idzie w
pijany taniec nie zważając na konsekwencje.
W drugiej odsłonie gitara ma już w sobie pierwsze pokłady
prądu, ulega delikatnym sprzężeniom, rezonuje pierwszym, bardzo płaskim echem. Nabiera
masy, zaczyna pokrzykiwać i charczeć. Niedługo potem zgrzyta, chrobocze, szuka
dynamiki, pokrętnych, mikroskopijnych melodii. Palce ślizgają się po strunach, a
te ocierają się o siebie pozostając w pokracznym rytmie. Puentą trzeciej
improwizacji są drobne, elektryczne usterki.
Czwarta historia trwa tu najdłużej, budowana skrupulatnie, z
dużą cierpliwością. Najpierw przypomina martwego bluesa granego po ciężkiej,
ostro zakrapianej nocy. Najdrobniejszy wszakże dźwięk nasycony jest odpowiednią
dawką prądu. Każda struna ma swoje brzmienie, każda może opowiadać własne historie.
Każda też na swój sposób cierpi. Matowy blask piątej historii, splecionej z drobniutkich
flażoletów dociera do nas jakby zza teatralnej kotary. To frazy pozbawione
tlenu, to uwiezione struny, które chcą podejrzeć pierwsze promienie słońca.
Finałowa opowieść leje się przez ręce. Jest powolna, lepiona
z filigranowych fraz, które łapią mikro sprzężenia, a potem odpływają w siną dal.
Opowieść zaczyna pulsować, nabierać dubowej głębi. Nie jest pożegnalną kołysanką,
choć bardzo chciałaby nią być.
Florian Stoffner bijou (Relative Pitch Records, CD
2026). Florian Stoffner –
gitara. Nagrane w Bee Street Studio, czas nieznany. Sześć
improwizacji, 32 minuty.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz