czwartek, 31 marca 2016

Parker, Gayle, Fataka, Otoroku, Rempis, czyli rok 2016 jednak trwa!


Nowy rok trwa w najlepsze, świat za oknem, poniekąd przed telewizorem, dziczeje w postępie geometrycznym, nie dając nawet odrobiny czasu na niezasadną refleksję i szczyptę wytchnienia.  Dwie dekady temu, w perspektywie roku 2000, także dojrzewały nastroje dekadenckie, ale przynajmniej mieliśmy jakiś punkt odniesienia i nadzieję, że problem roku zero rozwiąże większość codziennych problemów jakimś efektownym booom!

Dziś niestety pozostaje jedynie śledzić szybko zmieniające się cyferki w datach i zająć się czymś mniej przyziemnym. Z drugiej jednak strony przed autorem Trybuny Muzyki Spontanicznej bardzo okrągła rocznica urodzin w nieodległym listopadzie, zatem jakaś analogia do roku zero może się zatlić w jego głowie.

Niejako przy okazji tych smętnych refleksji, mija pierwsza ćwiartka roku, nowa muzyka ciągle powstaje, a zatem szczęśliwie jest o czym pisać na tej stronie.

Poniżej prezentuję garść gorących refleksji po odsłuchu czterech pozycji, które w dacie edycji mają wpisane zabawne 2016.



Evan Parker / Seymour Wright  ‎Tie The Stone To The Wheel  (Fataka , 2016)
Sebastian Lexer / Steve Noble  ‎Muddy Ditch  (Fataka, 2016)

Angielska efemeryda wydawnicza Fataka Records dostarcza światu kompetentne free improv już piąty rok. Katalog dobił do szczęśliwej trzynastki, w nowym roku rzucając na żer niezaspokojonych fanów kolejne dwie pozycje.

Ciekawa idea edytorska, by do zabaw w wolną improwizację kojarzyć pary, czy tria muzyków niemających na ogół wspólnych doświadczeń muzycznych,  godna jest poklasku pismaków całego świata, generuje jednak ryzyko artystycznej wpadki. Bez wskazywania palcem, nawet na liście tych trzynastu fatakowych incydentów odszukać można takie, po przesłuchaniu których nie mamy wrażenia, że świat zmienił się bezpowrotnie.
 
Na szczęście nie da się tego powiedzieć o dwóch nowych płytach, wylistowanych w główce tego akapitu.  Najpierw duet weterana i młodziaka (przynajmniej w relacji do partnera) na dwa zadziorne saksofony, a nawet trzy, bo Evan Parker obok tenoru, na parę chwil wkłada do ust sopran, głównie po to, by na moment odpocząć (tak mniej więcej między czwartym, a piątym fragmentem improwizacji). A jest po czym odpoczywać, bo Tie The Stone To The Wheel to bardzo intensywna, w pełni kolektywna zabawa w bardzo solidne free improv. Saksofony pozostają w ciągłym zwarciu, tylko chwilami uciekając na niezobowiązujący półdystans. Nie ma tu nadmiernego siłowania, ale w kilku momentach czuje się chęć na subtelną wymianę ciosów, zwłaszcza ze strony Seymoura Wrighta.  Nie jest to może płyta, która wbija nas w fotel, ale paru naprawdę udanych momentów nie sposób jej odmówić. Chwilami dźwięki obu saksofonów są na tyle szorstkie, że chcąc nie chcąc, silnie przykuwają uwagę słuchacza i nie pozwalają na dystans emocjonalny. A na tym z pewnością zależało obu artystom.


Kolejna nowa Fataka, to także duet, tym razem na preparowany fortepian (piano+) i perkusjonalia. Z jednej strony bardzo ciekawy pianista Sebastian Lexer, z którego muzyką stykam się w zasadzie po raz pierwszy, z drugiej dobrze otrzaskany we free jazie Steve Noble (ostatnimi czasy, prawie stały partner Petera Brotzmanna). Na krążku skompilowano dwa ich różne spotkania koncertowe, które dzielą aż trzy lata, ale mimo to, płyta jest bardzo spójna i przynosi ponad godzinę doprawdy wyśmienitej improwizacji. Od samego początku, z wyłączeniem kilku głośniejszych fragmentów, gdy adrenalina wyprowadza chłopaków z torów swobodnego błądzenia po przestworzach globalnego dźwięku, muzyka uroczo snuje się po naszych uszach, a skojarzenia z AMM (zwłaszcza ze współczesną jego edycją duetową) wydają się oczywiste. O ile Lexer ma z pewnością większy temperament niż John Tilbury, co słuchać w wielu momentach, o tyle Noble poczyna sobie na Muddy Ditch niczym młodszy, ale bardzo pojętny brat Eddiego Prevosta. Te AMM-owskie influencje nie są jednak jakimkolwiek zarzutem. Płyta broni się od pierwszego do ostatniego dźwięku i zasługuje na notę najwyższą, niezależnie od przyjętej skali oceny.


Dave Rempis / Elisabeth Harnik/ Michael Zerang  ‎Wistfully  (Aerophonic Records, 2016) ‎

Dave Rempis zapewne do końca świata kojarzony będzie z drugim saksofonem The Vandermark 5 (formację uznać chyba możemy za out of print), jednakże pogłębiona analiza jego dokonań poza macierzystą do niedawna formacją, wskazuje, iż niewątpliwy talent improwizatorski, wciąż stosunkowo młodego Amerykanina (rocznik 1975), rozwija się we właściwym stosunku. Całkiem niedawno wiele ciepłych słów napisałem o jego kwartetowej płycie z Nate’em Wooleyem (From Wolves To Whales), a tu przed nam kolejny naprawdę udany krążek, który zresztą ewidentnie zaliczyć możemy do rasowego free improv, co cieszy dodatkowo (z tym krążkiem, to przesadziłem, gdyż muzyka z Wistfully dostępna jest - póki co – jedynie w formacie elektronicznym).



Trio z zawsze doskonałym Michaelem Zerangiem (perc) i Elisabeth Harnik, bardzo ciekawą i mało mi znaną austriacką preparatorką fortepianu  (jeśli mnie pamięć nie myli, to Mikołaj Trzaska robi z nią ostatnio jakiś fajny dżob), przynosi wiele frapujących i nieoczywistych dźwięków. Niespełna godzina koncertu z Grazu (rodzinne miasto Eli), podana w sześciu częściach.  Dobra kooperacja, dużo swobody i przestrzeni pomiędzy muzykami, udane ucieczki Zeranga w etno klimaty, cierpka, klasycyzująca ornamentyka Harnik, a do tego żywe, jazzowe mięso wyciekające z altu i tenoru Rempisa. Pełna rekomendacja!


Charles Gayle/ John Edwards/ Roger Turner  ‎26.05.15  (Otoroku , 2016)

I oto na koniec dzisiejszej opowieści całkiem zaskakujące spotkanie nowojorskiego weterana free Charlesa Gayle’a z jakże kompetentną brytyjską sekcją, doskonale doświadczoną na polu jazzowym, jak i precyzyjnie rozumianym free improv – Johnem Edwardsem i Rogerem Turnerem. Spotkanie doszło do skutku, dzięki inicjatywie londyńskiego Cafe Oto i jego wydawnictwa Otoroku, dokumentującego tamtejsze ciekawe wydarzenia koncertowe. Dokładnie w taki sam sposób, parę lat temu Edwards (i Mark Sanders) zagrał świetny koncert z Roscoe Mitchellem.



Na plikach mp3 (ew. FLAC) dostępne jest blisko półtorej godziny tego koncertu (na razie nie ma edycji CD, ani winylowej, ale w przypadku Otoroku, bywa, że tak zostaje na dłużej). Nie będę pisał, kiedy ów koncert się odbył, bo literalnie wynika to z tytułu wydawnictwa. Połączenie silnie uduchowionego soundu Gayle’a (z perspektywy wielu lat – oczywiście natychmiast rozpoznawalnego, ale z drugiej strony dość przewidywalnego), z genialnym kontrabasistą i takimż drumerem, nie wypada źle dla tego pierwszego, czego trochę się obawiałem, odpalając pliki na moich zabawnym retroodtwarzaczu. Im więcej odsłuchów, to większa moja sympatia dla tego nagrania. Gayle nie jest już najmłodszy, zatem rozsądnie szafuje siłami (a kiedyś był taki nieznośnie nie do zdarcia!), w wielu momentach oddaje głos Anglikom, a gdy trzeba, w odpowiednim momencie sięga po piano i w duchu późnego Monka, tudzież wczesnego Taylora, pięknie komentuje szalone pasaże kontrabasu i jurnego zestawu perkusyjnego. Dobra pozycja, bez dwóch zdań.

Pozostając przy produkcjach Otoroku, a przy okazji zamykając temat świeżaków z pierwszego kwartału 2016, chciałbym przywołać jeszcze dwa stosunkowo nowe tytuły inicjatywy wydawniczej Cafe Oto z udziałem Evana Parkera. Przede wszystkim mam na myśli jego wspólny występ z duetem Tilbury/ Prevost, upubliczniony pod nazwą handlową Evan Parker & AMM Title Goes Here (dostępny tylko w plikach), a także powrót tria, którego onegdaj znaliśmy z krążka portugalskiego Clean Feed - Evan Parker/ John Edwards/ Chris Corsano The Hurrah (dostępny tylko na winylu). Na razie jedynie sygnalizuję ich pojawienie się na rynku. Na odsłuchy przyjdzie czas po akcji zakupowej.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza