Znamienici szwajcarscy improwizatorzy, saksofonista Urs Leimgruber i pianista Jacques Demierre, współpracują ze sobą od lat, a szczególną atencją darzą kooperacje trzyosobowe. Najbardziej w tej formule uznane albumy poczynili z amerykańskim kontrabasistą Barre Philipsem. Równie spektakularne z austriackim mistrzem analogowej elektroniki Thomasem Lehnem. To drugie trio zwie się LDL, a jego najnowszą płytę dostarcza amerykański Relative Pitch Records.
Improwizacja otwarcia trwa mniej niż pięć minut. Każdy
dźwięk dobywa się tu z ciszy, jest filigranowy i niezobowiązujący, zarówno ten z
wnętrza szpinetu, jak i dna saksofonowej tuby, czy pojedynczego kabla syntezatorowa.
Muzycy przypominają zgraję pasikoników, które upajają się górskim słońcem.
Wejście w drugą część koncertu nosi już znamiona działania
bardziej energicznego. Artyści wciąż dbają o szczegóły, o urok każdej frazy,
ale energia wewnętrzna pcha ich ku bardziej intensywnym akcjom. Każdy na swój
sposób preparuje instrument, choć całość wydaje się pozostawać zaskakująco przejrzystym
strumieniem fonii. Pianista sięga do strun szpinetu, elektronik tańczy jak
baletnica, choć jego akcesoria wydają się najmniej podatne na kreowanie ulotnych
fraz. Saksofonista wyciąga głowę ku niebu, śpiewając całkiem melodyjnie. Z czasem
owo dramaturgiczne rozkołysanie nabiera intensywności - najpierw przybywa masy,
potem rośnie tempo. W coraz gęstszej magmie elektroakustyki sopran miewa
problemy, by przebić się przez ogrom dźwięków, jakie produkują szpinet i syntezator.
Tymczasem w połowie ekspozycji natrafiamy na śródlądową flautę, w trakcie
której najbardziej delikatna zdaje się być … elektronika. Po powrocie na łono
ekspresji szczególnie urokliwie frazuje pianista - wprost z klawiatury nuci
demoniczny post-barok. Instrumenty lepią się teraz do siebie, najpierw tworząc strugę
gęstego post-ambientu, potem dzieląc się na bardziej separatywne ośrodki fonii.
Rozbudowana i hałaśliwa improwizacja zostaje perfekcyjnie ugaszona niemal do
pojedynczego dźwięku.
Trzecia, najdłuższa opowieść w fazie prenatalnej jest
mroczna, lepiona z szumu, dętych pomruków i rezonujących obłoków. Ze stoickim
spokojem artyści zawiązują pierwsze akcje zaczepne, intensywniej oddychają, zaczynają
wpadać w drobne turbulencje. Wejście na szczyt jest szybkie, całkiem efektowe, podobnie
jak droga powrotna, która bez udziału saksofonu przebiera intrygujące,
perkusjonalne barwy. Powrót dętego do gry zostaje podkreślony dźwiękami głosowymi,
które zdają się również dochodzić z wnętrza instrumentu. Mniej więcej w połowie
improwizacji muzycy, nieustannie kołysząc się na wietrze, dostarczają kilku
zaskakujących dźwięków, które trudno przypisać komukolwiek z nich. W fazie
schyłkowej utworu saksofon sugeruje melodię, ale szpinet i syntezator zgłaszają
zdanie odmienne. W efekcie trio znów wspina się dramaturgiczne wzniesienie, po
czym strumieniem short-cuts osiąga szczęśliwy finał podróży.
LDL (Urs
Leimgruber, Jacques Demierre, Thomas Lehn) The Eerie Glow of Jellyfish
(Relative Pitch, CD 2026). Urs Leimgruber – saksofon sopranowy, Jacques
Demierre - amplifikowany szpinet oraz Thomas Lehn – syntezator analogowy, sound
processing. Nagrane w trakcie Kaleidophon Festival,
Ulrichsberg, Austria, kwiecień 2024. Pięć improwizacji w trzech częściach, 48
minut.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz