Pascal Niggenkemper, kontrabasista o niemieckich korzeniach, ale francuskiej rezydencji, od pewnego czasu unika estetyki free jazz/ free impro, koncentrując się na zgłębianiu stylistyk, tudzież estetyk, którym trudno przypisać nazwę, a tym bardziej kierunek gatunkowy. Ale to w sumie świetna wiadomość! A dla zapominalskich trop – prawie trzy lata temu Trybuna omawiała sześciopak Pascala z muzyką niezwykle intrygującą, na ogół komponowaną, po części performatywną, okazjonalnie improwizowaną *).
Nowa podróż Pascala wydaje się definitywnie szalona. To
krzyk artysty w obronie świata, który umiera, wyartykułowany wielobarwną muzyką,
którą buduje akustyczny oktet, dźwiękowa instalacja, wreszcie konglomerat pieśni
i poematów z historii dalekiego świata, ubranych w całkiem współczesne szaty.
Bohaterem dramatycznym albumu jest Tuvalu - polinezyjska
wyspa na południowym Pacyfiku, w przyrodzie której szczególnie silnie ogniskuje
się proces globalnej zmiany klimatu. Przewiduje się, że sztormy, erozja
wybrzeża i wzrost poziomu morza sprawią, że w ciągu kilku dekad wyspa stanie
się niezamieszkana, a kraj zniknie z mapy świata.
Ensemble Tuvalu, to oktet złożony z dwóch niemal
bliźniaczych instrumentalnie kwartetów, a może jednak czterech duetów – kornetu
i trąbki, dwóch klarnetów, dwóch akordeonów, wreszcie wiolonczeli i kontrabasu.
Każdy z artystów używa też głosu.
Osiem akustycznych instrumentów, to nie jedyne narzędzia pracy
muzyków. Wokół nich, w okolicznościach studyjnych, rozwieszono szesnaście
kurtyn dźwiękowych, tworzących przestronną instalację wykonaną z metalu i
paneli plastikowych, dodatkowo wyposażoną w wzbudzające rezonatory. Muzycy mogą
je aktywować za pomocą pedałów, w ten sposób przekształcając brzmienie instrumentów
i głosów w osobliwe akustycznie twory o drżącym, trzeszczącym i klekoczącym anturażu.
Album zawiera kompozycje Niggenkempera, które zdają się
stanowić ledwie szkice wypełniane treścią poprzez improwizację i interaktywne
akcje muzyków. Rzeczonych kompozycji jest jedenaście, a prawie każda z nich ma
także swoją warstwę werbalną/ wokalną, skonstruowaną na bazie tradycyjnych
tuwalskich pieśni i poematów. Wykonują je poszczególni członkowie zespołu,
pochodzący z różnych, bardziej oczywistych rejonów świata (głównie Europy),
transponując je na język im ojczysty. W sześciu przypadkach dramaturgię utworu
budują instrumentalne improwizacje duetowe, przy czym duet klarnetów występuje
w tej roli trzykrotnie. Dodajmy, iż wydawnictwo d'une rive à l’autre składa
się z dwóch krążków. Opisanemu wyżej nagraniu studyjnemu (dostępnemu na CD)
towarzyszy nagranie koncertowe dostarczone na płycie DVD.
Siedemnastoczęściowa opowieść o Tuvalu ma mroczne, nerwowe otwarcie,
łagodną, taneczną, post-folkową część środkową i spinający całość dramatyczny, zgiełkliwy,
wręcz hałaśliwy, ale także po części taneczny finał. Zanurzymy się w niej po
koniuszek nosa i ucha.
Po kilkudziesięciosekundowym, uroczo chaotycznym otwarciu,
pełnym sprawiających wrażenie przypadkowych fraz instrumentów i głosów, muzycy
uginają kolana i niesieni nisko osadzonymi smyczkami budują mroczny dron, który
efektownie eskaluje. Napięcie potęguje także pierwsza ekspozycja głosowa. W trzeciej
odsłonie z zastygłej modlitwy wyłania się dziki taniec. Cięte, dźwiękowe
riposty i nerwowy wielogłos, to sedno tej opowieści. W kolejnej części
napotykamy na chwilę mrocznego uspokojenia – struny drżą, tajemnicze szepty
docierają z głębokiego lasu. Aurę kameralnego ambientu rozpraszają rozśpiewane
klarnety, zwiastujące nadchodzącą burzę z piorunami.
Piątą opowieść biorą na swoje barki klarnety i akordeony,
które kwilą po ptasiemu, komentowane mniej przyjaznymi frazami smyczkowymi. Narracja
nabiera teraz podskórnego rytmu, pojawiają się okrzyki i zgrzytanie zębami. W
kolejnych dwóch odsłonach muzycy przechodzą definitywnie do lżejszej, bardziej
tanecznej, by nie rzec piosenkowej części nasączonej meta folkową
estetyką. Po krótkiej introdukcji klarnetów pojawia się śpiew i niemal
polirytmiczna taneczność. Łagodność chwili delikatnie kontrapunktują nerwowe akordeony
posadowione na backgroundzie.
Począwszy od ósmej opowieści idylla pryska. Najpierw duet akordeonów
w szybkiej, jakże emocjonalnej wymianie zdań, potem oktetowa zabawa w pytania i
odpowiedzi, okraszona tekstem po japońsku. Kolejna porcje emocji wnosi preparowany
duet trąbki i kornetu. Jedenasta opowieść zdaje się być kulminacją hałasu,
chaosu i trudnych do opanowania spamów. Szczęśliwie scenę w mgnieniu oka opanowują
śpiewacy i tancerze. Rytm jest teraz pokraczny, ale wydaje się nieść szczyptę
ukojenia. W opozycji stają jednak dwa kolejne duety – najpierw kameralne, ale
strwożone klarnety, potem głośne, zawadiackie cello i bas. Kolejna opowieści
jeszcze podnosi temperaturę wydarzenia – struny dygoczą, ktoś krzyczy po
niemiecku. Piętnasta opowieść stara się za wszelką cenę koić nerwy długą,
teatralną recytacją. Ale emocje nie chcą nas opuścić. Artyści zdają się wyć, krzyczeć,
choć brakuje im sił witalnych. Ostatni epizod wystukiwany jest na pudle rezonansowym
kontrabasu, szyty dronami, rwanymi frazami, ostatecznie wpada w finałowy afrykański
taniec. Śpiew niesie tu nie tylko ludzkie gardło, ale także lekki kornet. Czy
końcowa, spokojna recytacja daje nam jakąkolwiek nadzieję?
Po powrocie do rzeczywistości sięgnijcie po obraz i dźwięki
z koncertu. Tym razem dwanaście opowieści - tytuły podobne do tych z części studyjnej,
ale atmosfera inna. Bardziej rytmiczna, kreowana bez dźwiękowej instalacji, ale
kontrapunktowana w wielu momentach intrygująco brzmiącą analogową elektroniką. Publiczność
cierpliwie słucha, choć przecież mogłaby się włączyć w ów zawrotny niekiedy
taniec.
Pascal
Niggenkemper’ Ensemble Tuvalu d'une rive à l’autre (Subran Music,
CD/DVD 2026). Ensemble Tuvalu: Ben LaMar Gay - kornet, głos, Louis Laurain - trąbka,
głos, Mona Matbou Riahi – klarnet, głos, Joachim Badenhorst – klarnet, głos, Tizia
Zimmermann – akordeon, głos, Artemis Vavatsika – akordeon, głos, Elisabeth
Coudoux – wiolonczela, głos, Pascal Niggenkemper – kontrabas, głos, kompozycje,
instalacja dźwiękowa oraz Jaumes Privat – słowa (w utworze piętnastym). CD
nagrane w Südwestrundfun, Baden-Baden, DVD zarejestrowane na żywo w Tollhaus,
Karlsruhe – oba wydarzenia w listopadzie 2024. Ścieżka audio - łącznie
siedemnaście utworów, 65 minut. Ścieżka video - dwanaście utworów, około 60
minut.
*) https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2023/04/pascal-niggenkemper-renaissance-man.html

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz