Legendarny brytyjski label Bead Records, reanimowany kilka lat temu przez norweskiego drummera Emila Karlsena, systematycznie dostarcza intrygujących albumów na ogół w czarno-białych okładach. Często efektem prac artystycznych są tu niebanalne konfrontacje instrumentów akustycznych i elektroniki.
Album Suite to kolejny przykład. Skrzypce, także w
wersji z epoki, w soczystym dialogu z gitarą basową i rzeczoną elektroniką. W
trakcie prawie godzinnej improwizacji, podzielonej na sześć odcinków
specjalnych, dzieje się naprawdę dużo dobrego - koniecznie nadstawcie ucha, ale
najpierw poczytajcie.
Celebracyjny drumming po strunach i pudle rezonansowym,
szmer amplifikatora i nerwowe, syntetyczne echo po sfinalizowaniu rytuału otwarcia
szybko lepią się w strugę czegoś bardziej gęstego, intensywnego, nawet
brudnego. Słyszymy też akustyczne skrzypienie, zapewne wprost z gryfu violin.
Puentą pierwszej rozgrywki jest bolesny śpiew, który dobywa się z obu instrumentów
i klei do delikatnie sprzęgającego amplifikatora. Druga opowieść jest bardziej
filigranowa, choć tworzą ją frazy preparowane, lejące się wspólnym, elektroakustycznym
strumieniem. Pojawia się melodia, z którą udanie współgra ulotna elektronika.
W kolejnym utworze nieustannie kiereszowana melodia zdaje się
dominować, a całość nabiera nawet delikatnie folkowego posmaku. Subtelny rytm wprawia
artystów w stan medytacji, a opowieść po niedługim czasie nabiera walorów
stygnącego ambientu. Dopiero elektryczne akcje na strunach basu macą spokój,
sieją ferment, ale samo zakończenie improwizacji jest polubowne, oleiste, dronowe.
Czwarta odsłona sprawia wrażenie zmyślnie tanecznej, prowadzona jest z lekką przewagą
dźwięków nieakustycznych. Emocje rosną, ale nagle warstwa syntetyczna gaśnie, pozostawiając
na placu boju jedynie gołe struny skrzypiec i basu.
W przedostatniej historii pracują tylko akustyczne struny, a
tło wypełnia złowrogi ambient. Te pierwsze zaczynają lamentować, unosić się w powietrzu.
Elektronika odbywa podróż w przeciwną stronę, w głąb mroku. Puentą improwizacji
jest pewna figura rytmiczna, lepiona idealnie czystym frazami obu strunowców. W
ostatniej opowieści struny tykają, niczym wskazówki zegara lub klawisze piana.
W tle mości się elektroakustyczny rozgardiasz, który buduje napięcie. Po
krótkim spiętrzeniu narracja rozlewa się po głębokiej dolinie i obumiera.
Marco Fusi
& Pierre Alexandre Tremblay Suite (Bead Records, CD 2026). Marco
Fusi – skrzypce, viola d’amore oraz Pierre Alexandre Tremblay – gitara
basowa, elektronika. Nagrane w University of Huddersfield, Wielka Brytania,
listopad 2023. Sześć improwizacji, 55 minut.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz