Historia polsko-katalońskiej Hajstry sięga deszczowej jesieni roku 2017 i wydarzenia koncertowego związanego z poznańską rezydencją formacji Phicus z Barcelony. Gitarzysta Paweł Doskocz i perkusista Vasco Trilla muzykowali wtedy po raz pierwszy. Kilkanaście miesięcy później ponowili ów akt na innym spontanicznym wydarzeniu w stolicy Wielkopolski, a debiutanckiego albumu doczekali się jeszcze w czasach przedpandemicznych.
Kilka lat później Hajstra staje się triem, albowiem do Pawła
i Vasco dołącza flecistka Zosia Ilnicka. Drugi album Hajstry rodzi się poza
czasem i dziś jawi przed nami siłą każdej ze swych czterdziestu ośmiu minut!
Zapraszamy najgoręcej!
Prześledźmy losy muzyków i dźwięków, jakie generują ze
swoich instrumentów w trakcie owych ponad trzech kwadransów, delikatnie posiłkując się tytułami poszczególnych improwizacji.
Zmierzch, to mikrobiologia dźwięków. Szmery, szelesty,
drgania i nanopulsacje łączą się w pajęczynę subtelnie rezonujących interakcji.
Ich żywot jest krótki, albowiem narracja lepi się, póki co, z definitywnie filigranowych
zdarzeń. Każde z nich ma dramaturgiczny sens, pozostaje w relacji do pozostałych.
Aż po tajemniczy śpiew, który rodzi się pomiędzy instrumentami.
Świt tworzy hydraulika instrumentów dętych – ten pierwszy
to flet, ten drugi, to prawdopodobnie plastikowa rurka doklejona do
perkusyjnego werbla. Z dna pudła rezonansowego gitary dochodzą tajemnicze dźwięki,
być może to zręby piosenki dającej nucić się przy goleniu. Z tuby fletu dochodzą
nie tylko dęte fonie, ale także głosowe, tworząc jedno ciało, które snuje własną
opowieść. Z trzewi gitary docierają plamy elektryczności, a spacer całej trójki
staje się intrygująco nerwowy. Gdyby nie blask perkusyjnych talerzy, byłaby
awantura. Na końcu rodzi się rytm, ale szybko umiera.
Popołudniowy rwetes zaczyna się tuż po nastaniu
południa. Flet spogląda ku górze, gryf gitary drży, a na werblu wykluwają się
chmary elektrycznego robactwa. Sprawy w swoje ręce bierze teraz gitarzysta.
Chce rocka, krautbluesa, wszystkiego, co budzi emocje. Ta historia ma
swój początek, rozwinięcie i niechybne zakończenie, zaskakująco taneczne. Po
drodze jest jeszcze duet zlepiony z fletu, który w oceanie samotności napotyka na
strzępy perkusjonalnych zdarzeń.
Ciężka noc. Tu każdy dźwięk boli. Zgrzyta przesterowany,
obtarty, nadgniły. Gitara i percussion rezonują nad wyraz śpiewnie, każdy
czyni to własnymi metodami. Flet pozostaje w kontrze, ale też łapie strzępy melodii.
Na odchodnym leją się strugi wody. To przerwana tama, może rzęsisty deszcz.
O świcie, to tylko blada poświata właśnie co
zakończonej nocy. Zagubiona, pożegnalna melodia, która mości się w elektryczno-akustycznych
szumach. Na strunach gitary pojawia się rytm, flet ustami artystki zaklina węża,
a perkusjonalia sprzęgają mocą akustyki drżącego werbla.
Hajstra In
the no time (Tour de Bras, CD 2026). Zofia Ilnicka – flety, Paweł
Doskocz – gitara elektryczna oraz Vasco Trilla – instrumenty perkusyjne.
Nagrane w Poznaniu, listopad 2023. Pięć improwizacji, 48 minut.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz