wtorek, 5 maja 2026

Hajstra is living in the no time!


Historia polsko-katalońskiej Hajstry sięga deszczowej jesieni roku 2017 i wydarzenia koncertowego związanego z poznańską rezydencją formacji Phicus z Barcelony. Gitarzysta Paweł Doskocz i perkusista Vasco Trilla muzykowali wtedy po raz pierwszy. Kilkanaście miesięcy później ponowili ów akt na innym spontanicznym wydarzeniu w stolicy Wielkopolski, a debiutanckiego albumu doczekali się jeszcze w czasach przedpandemicznych.

Kilka lat później Hajstra staje się triem, albowiem do Pawła i Vasco dołącza flecistka Zosia Ilnicka. Drugi album Hajstry rodzi się poza czasem i dziś jawi przed nami siłą każdej ze swych czterdziestu ośmiu minut! Zapraszamy najgoręcej!

  


Prześledźmy losy muzyków i dźwięków, jakie generują ze swoich instrumentów w trakcie owych ponad trzech kwadransów, delikatnie posiłkując się tytułami poszczególnych improwizacji.

Zmierzch, to mikrobiologia dźwięków. Szmery, szelesty, drgania i nanopulsacje łączą się w pajęczynę subtelnie rezonujących interakcji. Ich żywot jest krótki, albowiem narracja lepi się, póki co, z definitywnie filigranowych zdarzeń. Każde z nich ma dramaturgiczny sens, pozostaje w relacji do pozostałych. Aż po tajemniczy śpiew, który rodzi się pomiędzy instrumentami.

Świt tworzy hydraulika instrumentów dętych – ten pierwszy to flet, ten drugi, to prawdopodobnie plastikowa rurka doklejona do perkusyjnego werbla. Z dna pudła rezonansowego gitary dochodzą tajemnicze dźwięki, być może to zręby piosenki dającej nucić się przy goleniu. Z tuby fletu dochodzą nie tylko dęte fonie, ale także głosowe, tworząc jedno ciało, które snuje własną opowieść. Z trzewi gitary docierają plamy elektryczności, a spacer całej trójki staje się intrygująco nerwowy. Gdyby nie blask perkusyjnych talerzy, byłaby awantura. Na końcu rodzi się rytm, ale szybko umiera.

Popołudniowy rwetes zaczyna się tuż po nastaniu południa. Flet spogląda ku górze, gryf gitary drży, a na werblu wykluwają się chmary elektrycznego robactwa. Sprawy w swoje ręce bierze teraz gitarzysta. Chce rocka, krautbluesa, wszystkiego, co budzi emocje. Ta historia ma swój początek, rozwinięcie i niechybne zakończenie, zaskakująco taneczne. Po drodze jest jeszcze duet zlepiony z fletu, który w oceanie samotności napotyka na strzępy perkusjonalnych zdarzeń.

Ciężka noc. Tu każdy dźwięk boli. Zgrzyta przesterowany, obtarty, nadgniły. Gitara i percussion rezonują nad wyraz śpiewnie, każdy czyni to własnymi metodami. Flet pozostaje w kontrze, ale też łapie strzępy melodii. Na odchodnym leją się strugi wody. To przerwana tama, może rzęsisty deszcz.

O świcie, to tylko blada poświata właśnie co zakończonej nocy. Zagubiona, pożegnalna melodia, która mości się w elektryczno-akustycznych szumach. Na strunach gitary pojawia się rytm, flet ustami artystki zaklina węża, a perkusjonalia sprzęgają mocą akustyki drżącego werbla.

 

Hajstra In the no time (Tour de Bras, CD 2026). Zofia Ilnicka – flety, Paweł Doskocz – gitara elektryczna oraz Vasco Trilla – instrumenty perkusyjne. Nagrane w Poznaniu, listopad 2023. Pięć improwizacji, 48 minut.

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz