poniedziałek, 13 maja 2024

Benedict Taylor i Paweł Doskocz ruszają w trasę koncertową

(informacja prasowa)

 

Trybuna Muzyki Spontanicznej zaprasza na kolejną trasę koncertową gitarzysty Pawła Doskocza w towarzystwie muzyka brytyjskiego. Po niezwykle ciepło przyjętej trasie w lutym, gdy Polak koncertował z Alanem Wilkinsonem i Andrew Lisle’em, czas na muzyczną marszrutę z Benedictem Taylorem. Dodajmy, iż tym razem muzyk z Poznania odstawia gitarę elektryczną i skupiać się będzie wyłącznie na dźwiękach gitary akustycznej. Do tego brzmieniowego anturażu świetnie dostosuje się Anglik, który zagra na równie akustycznej altówce. Trasa obejmie pięć polskich miast i potrwa od 16 do 19 maja.



Muzycy poznali się prawie pięć lata temu, w trakcie trzeciej edycji Spontaneous Music Festival, gdy współtworzyli projekt specjalny imprezy – festiwalową edycję orkiestry Tonus, kierowanej przez belgijskiego gitarzystę Dirka Serriesa. Zawiązana wówczas więź, zarówno artystyczna, jak i personalna, skutkowała kolejnymi kontaktami. Choćby trasą koncertową, jaka miała miejsce w Polsce dokładnie rok temu. Teraz Polak i Anglik powracają z kolejną porcją swoich unikalnych dźwięków. Jak sami twierdzą, skupiają się na graniu muzyki improwizowanej, w której można doszukać się minimalistycznych, akustycznych dronów przeplatanych dynamicznymi reakcjami.

 

Szczegóły trasy koncertowej:

Benedict Taylor – altówka

Paweł Doskocz – gitara akustyczna

 

16.05. ŁÓDŹ >> IGNORANTKA >> https://tiny.pl/dcs3m

17.05. WROCŁAW >> TAJNE KOMPLETY >> https://tiny.pl/dcs3g

18.05. KATOWICE >> KOMIS PŁYTOWY (14:00) >> https://tiny.pl/dcs37

18.05. KRAKÓW >> SPÓŁDZIELNIA MUZYCZNA (20:00) >> https://tiny.pl/dcs39

19.05. POZNAŃ >> FARBY >> https://tiny.pl/dcs3x

 

Biogramy:

Benedict Taylor zajmuje się wykonawstwem muzyki współczesnej na instrumentach smyczkowych i uprawianiem muzyki swobodnie improwizowanej. Jego praca skupia się na komponowaniu i występach na żywo. Jest autorem muzyki filmowej i teatralnej, komponował dla grup tańca współczesnego, jest autorem instalacji artystycznych i kompozycji elektroakustycznych. W performansie zajmuje się głównie improwizacją, prezentacją kompozycji i odtwarzaniem muzyki XX/XXI wieku.

W swojej pracy performatywnej koncentruje się na występach solowym jako procesie twórczym i badawczym. W 2013 roku zainicjował trwającą do dziś serię wydawniczą i solową Subverten (For Viola Solo). Pierwsze prace miały swoją premierę jesienią 2013 roku i są kontynuowane kilka razy w roku.

Współpracował z wieloma organizacjami i zespołami muzycznymi, m.in. clapTON Ensemble, re:sound, London Improvisers Orchestra, Berlin Improvisers Orchestra, Project Instrumental, Tokyo Improvisers Orchestra, Kammer Klang Players, Squib-Box, ARCO, London Sinfonietta Collective, Regular Music II.

Godne uwagi festiwale, miejsca i występy radiowe obejmują: francuski Jazz en Nord Festival, Tete a Tete Opera Festival, Aldeburgh Festival, Cantiere Internazionale d'Arte – Montepulciano, Huddersfield Contemporary Music Festival, Fete de la Musique Berlin, Manchester International Festival, Manchester Jazz Festival, Cheltenham Festival, BBC Radio 3, Resonance FM, Radio Libertaire/Epsilonia (Paryż).

https://benedicttaylor.bandcamp.com/

Paweł Doskocz – gitara, często preparowana. Używając preparacji szuka nowych możliwości brzmieniowych instrumentu. Skupia się na graniu muzyki improwizowanej, a inspiracje czerpie z wielu źródeł. Współtworzył Bachorze, Strętwę oraz Sumpf. Dotychczas miał okazję grywać z wieloma muzykami z kraju i z zagranicy oraz zagrać na festiwalach poświęconych muzyce eksperymentalnej czy improwizowanej.

Grywał na: Ad Libitum, Nowy Wiek Awangardy Festival, Art of Improvisation Creative Festival, Jazz Ring, Musica Privata, Katowice JazzArt Festival, FRIV Festival, Avant Art Festival oraz Spontaneous Music Festival. Lista jego współpracowników jest także imponująca: Alan Wilkinson, Emilio Gordoa, Matthias Müller, Jasper Stadhouders, Paweł Szpura, Hubert Zemler, Wojtek Kurek, Vasco Trilla, Yedo Gibson, Onno Govaert, Seppe Gebruers, Andrew Lisle, Vasco Furtado, Colin Webster, Dirk Serries, Benedict Taylor, Diego Caicedo oraz El Pricto.

Współorganizator Spontaneous Music Festival w Poznaniu.

https://paweldoskocz.bandcamp.com/

 

piątek, 10 maja 2024

The Void Of Expansion! Escaper!


Dziś słowami na Trybunie, w niedzielę dźwiękowo w poznańskim Dragonie, w ramach sześćdziesiątej edycji cyklu koncertowego Spontaneous Live Series! Czyż nie piękna to koincydencja? *)

Trzeci album w dorobku duetu The Void Of Expansion przynosi cztery kilkunastominutowe improwizacje, pomieszczone na czterech stronach winylowego, podwójnego albumu, który nazwany został Escaper. Pozornie nie ma tu niczego, czego byśmy wcześniej nie znali. Gitarzysta Dirk Series i perkusista Tomas Järmyr zabierają nas w kolejną dark ambientową podróż, która zdaje się nie mieć początku, ani tym bardziej zakończenia. Ale jak to się dzieje, że znów jesteśmy w tej muzyce całkowicie zakochani, niemal od pierwszego, jeszcze szemrzącego dźwięku?



 

Album otwierają delikatnie szeleszczące talerze. Z gitary zaczyna sączyć się spokojny, ale szorstki w brzmieniu płyn ambientu, który już po kilku pętlach wydaje się płynąć przynajmniej dwoma, jeśli nie trzema strumieniami. Jeden z nich ma masę basową i okazjonalnie snuje się po podłodze. W tle słyszymy jedynie szmer szczoteczek. Wraz z leniwie upływającym czasem gitara zaczyna piąć się ku górze, a perkusja rysować bardziej wyrazisty, drummingowy flow. Całość nie jest jeszcze masywna, ani nawet głośna, ale niespodziewana zmiana dokonuje się tu niemal w ułamku sekundy. Już bowiem po upływie dziesiątej minuty muzycy stają w obliczu efektownej, gitarowej ściany dźwięku i gęstej pajęczyny perkusji. Opowieść gaśnie prawie dwie minuty, choć sama perkusja nie chce się z tym faktem długo pogodzić.

Drugą historię otwiera melodyjna, matowo brzmiąca gitara. Najpierw oddycha i charczy, potem szybko formuje się w strugę groźnych fonii. Perkusista dość długo pracuje tu na basowo brzmiących tomach i w ogóle nie zbliża się do metalowych przedmiotów swojego full drumset. Narracja wydaje się być silnie rozkołysana i nabiera mocy z każdą pętlą. Wzorem pierwszego utworu, w połowie nagrania perkusista zaczyna zagęszczać flow, ale nie forsuje tempa. Sygnał do wzmożenia aktywności daje tu gitarzysta, frazując w coraz wyższych rejestrach. Opowieść z miejsca nabiera demonicznego, niezwykle mrocznego posmaku. Ta historia gaśnie przez kilkadziesiąt sekund przy wtórze umierającego dronu gitary.

Trzecią opowieść na starcie wypełnia bezbarwna cisza. Docierają do nas niemal pojedyncze frazy percussion i drobne smugi kurzu z gitarowego gryfu. Szmery nasilają się przed upływem pierwszej minuty, a zaraz potem rodzi się plama gitarowego, czysto tu brzmiącego ambientu. Coś na kształt linearnej narracji pojawia się jednak dopiero po upływie piątej minuty. Ledwie co uformowany szyk, potrzebuje jeszcze kolejnych dwóch minut, by wejść na drogę bardziej gęstego, zwartego opowiadania. Oto bowiem wtedy gitarzysta zaczyna coś intensywnie budować, nakładać warstwę na warstwie. Jego instrument charczy, skowycze, boleśnie śpiewa. Perkusista dokłada masywne uderzenia, które powodują, iż narracja osiąga stan prawdziwie demonicznej histerii. Flow cały czas narasta, zdaje się przybierać prawdziwie czarne barwy. Perkusista nie tyle tu bębni, co biczuje werbel i tomy swojego zestawu. Na ostatniej prostej łapie punkowy 2-step, po czym cała opowieść ginie niespodziewaną, nagłą śmiercią.

Po takiej wolcie czwarta odsłona Escaper nie może nie zacząć się wyjątkowo delikatnie. Ledwie słyszalne frazy gitary przypominają tu pierwsze promienie słońca po wielodniowej nocy polarnej. Matowa melodia ledwie szeleści, z czasem dochodzi do niej pasmo bardziej szorstkiego ambientu tworząc z pasmem prymarnym ciekawy dysonans intensywności. Pierwsze dźwięki perkusji docierają do nas po wielu minutach. Z czasem opowieść zdecydowanie nabiera mroku - gitara pnie się na szczyt, delikatnie falując, perkusja zaczyna rytualny taniec. Pod koniec gitara brzmi jak gruźlik w zaawanasowanym stadium choroby, tymczasem drumming nagle zamiera, zamieniając się w swobodny potok szumiących szczoteczek i matowo brzmiących talerzy.

 

The Void Of Expansion Escaper (DUNK!Records, 2LP 2024). Dirk Serries – gitara elektryczna, Tomas Järmyr – perkusja. Nagrane w Sunny Side Inc. Studio, Anderlecht, Bruksela, listopad 2022. Cztery utwory, 54 minuty.

 

*) Koncert odbędzie się w niedzielę 12 maja o godzinie 20.00. Dragon Social Club, Poznań, Zamkowa 3.

Szczegóły tutaj:

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/05/mroczny-swiat-void-of-expansion-w.html


 

wtorek, 7 maja 2024

Joe Fonda! From The Source!


From The Source, to kolejny smakowity kąsek w portfelu krajowej Fundacji Słuchaj, która chętnie używa także szyldu FSR Records. Dla amerykańskiej legendy free jazzowego kontrabasu, Joe Fondy, to nie pierwsza obecność w tych szeregach, pierwsza wszakże z nagraniem nieco starszym, które warto przypomnieć fanom muzyki kreatywnej na definitywnie światowym poziomie. Dodatkowo poczynionym w składzie dalece frapującym, zarówno pod względem instrumentalnym (m.in. dwie wokalistki, tap dancerka), jak i nade wszystko personalnym, albowiem z udziałem samego Anthony’ego Braxtona. Nagranie pochodzi z czasów, gdy mistrz kreatywnej narracji grywał jeszcze frazy zbliżane do estetyki otwartego jazzu. Obu Panów – lidera bandu, kompozytora i kontrabasistę oraz saksofonistę, klarnecistę i flecistę odnajdujemy tu w doskonałej formie, do tego, w towarzystwie dalece intrygującym (jeszcze Herb Robertson!). Zatem efekt całości bez cienia wątpliwości zapisujemy złotymi zgłoskami w historii gatunku.

Efektem sesji nagraniowej w słynnym brooklyńskim studiu Systems Two, zrealizowanej niemal dokładnie 28 lat temu, jest sześć kompozycji - trzy kilkunastominutowe i tyleż bardziej zwartych w ujęciu czasowym narracji, z których ostatnia stanowi balladę z tekstem na głos damski i kontrabas.



 

Pierwsza opowieść zdaje się konsumować wszystkie atuty tego albumu. Żwawy temat podaje tu roztańczony kontrabas, któremu wtórują spokojny alt i nerwowa trąbka. Opowieść skrzy się szczyptą braxtonowskiego stylu (zwłaszcza, gdy sam Braxton po kilku minutach przesiada się na kontrabasowy klarnet), co w tym wypadku traktujemy jako komplement najwyższej wagi. Stałym elementem narracji jest aktywna taperka, która szyje ścieg opowieści wspólnie z perkusistą, potrafi być okazjonalnie od niego aktywniejsza. W roli efektownej wisienki na torcie dwa głosy damskie – jeden pracujący w trybie permanentnego eksperymentu, z wokalizami wyśpiewanymi w jakimś dziwnym, być może własnym języku, drugi skupiający się na recytacji i przemycaniu do narracji ważnych treści. Całość buzuje emocjami, także pewną teatralnością, która wszakże dodaje urody, a nie szkodzi percepcji dzieła. Ponad dwunastominutowa opowieść stwarza niemal nieograniczoną przestrzeń dla improwizacji, ale też ramy kompozycji trzymają w ryzach temperament muzyków, budują akcje w podgrupach, dbają o odpowiednie sekwencje działań każdego z artystów. Kontrolowana swoboda buduje tu jakość, daje też wszystkim komfort pracy.

Drugą opowieść otwiera kontrabas, który rysuje niemal shorterowski temat, intrygująco osadzony w estetyce jazzu lat 60. ubiegłego stulecia, jakby na wprost wyjęty z najlepszego kwintetu Milesa Davisa. Braxton pracuje na flecie, a rytm szyją, poza groove kontrabasu, także perkusja i taperka. Wątek wokalny pojawia się dopiero w drugiej fazie utworu. W ramach akcji w podgrupach - piękny duet basu i wokalistki w nieznanym języku. Introdukcję trzeciej odsłony bierze na siebie taperka. Po chwili w akcji są już głos i saksofon. Opowieść z każdą chwilą zyskuje tu coraz wyraźniejszy sznyt braxtonowski, dzieląc się przy okazji na wiele fantastycznych akcji w mniejszej obsadzie – świetne ekspozycje solowe trąbki i kontrabasu, tudzież równie wyśmienity duet saksofonisty i wokalistki.

Czwarta część ma dwie fazy. Najpierw zostaje całkowicie oddana w ręce kontrabasisty, który w trakcie solowej ekspozycji także mruczy pod nosem. Spokojny, na poły balladowy temat pojawia się dopiero po pięciu minutach i smakuje na powrót bystrym jazzem sprzed lat. Swoje wartościowe trzy grosze dokłada wokalistka w nieznanym języku, a w fazie finałowej nie brakuje pokrętnej, braxtonowskiej rytmiki. Piąta opowieść znów nie pozwala nam zapomnieć o jakości wspomnianej estetyki, zarówno w kontekście improwizacji klarnetu kontrabasowego, jak i samej melodyki kompozycji. Z jednej strony nerwowa, hiperaktywna taperka, z drugiej kolejny doskonały duet Braxtona i wokalistki w nieznanym języku. Nasze rozbujane emocje gasi szósta kompozycja, wspomniana na wstępie ballada. Dużo w niej śpiewu z tekstem, ale i zmysłowego tapingu.


Joe Fonda feat. Anthony Braxton, Brenda Bufalino, Herb Robertson, Vickie Dodd, Grisha Alexiev From The Source (FSR Records, CD 2023). Joe Fonda – kontrabas, kompozycje, Anthony Braxton – saksofon altowy, F Melody, sopranino, klarnet, klarnet kontrabasowy, flet, Brenda Bufalino – tap dance, głos, concertina, Vickie Dodd – głos, Herb Robertson – trąbka, także kieszonkowa oraz Grisha Alexiev – perkusja, instrumenty perkusyjne. Nagrane w Systems Two, Brooklyn, Nowy Jork, marzec 1996 roku. Sześć kompozycji, 63 minuty.


*) Niniejsza recenzja powstała na potrzeby portalu jazzarium.pl i tamże została kiedyś opublikowana



 

niedziela, 5 maja 2024

Mroczny świat The Void Of Expansion w ramach kolejnej edycji Spontaneous Live Series


(informacja prasowa)

 

Sześćdziesiąta edycja cyklu koncertowego organizowanego przez Trybunę Muzyki Spontanicznej i Dragon Social Club, to prawdziwa gratka dla wielbicieli mrocznych, niekończących się opowieści na mglistą gitarę elektryczną i masywną, rockową perkusję. W niedzielę 12 maja zagra w Poznaniu The Void Of Expansion – niesamowity duet, który tworzą belgijski gitarzysta Dirk Serries i szwedzki perkusista Tomas Järmyr.



 

Do stolicy Wielkopolski powraca gitarzysta, który był headlinerem trzeciej edycji Spontaneous Music Festival, jaka miała miejsce w roku 2019, muzyk, który nie dość, że jest legendą dark ambientu, to od ponad dekady świetne realizuje się na polu muzyki improwizowanej i free jazzowej, skutecznie prowadząc jeden z najciekawszych, najbardziej kreatywnych labeli w Europie – A New Wave Of Jazz.

W formacji The Void Of Expansion Serries kultywuje swoje zamiłowanie do mrocznych, post-rockowych klimatów, ale ubiera się w barwy improwizacji, chwilami nad wyraz swobodnej. To opowieści, które zaczynają się w ciszy i tamże kończą swój żywot, ale na etapie tzw. rozwinięcia kreują wielominutową narrację, której kulminacją jest często spektakularna ściana dźwięku.

Chociaż istnieją oczywiste podobieństwa The Void Of Expansion do niektórych solowych nagrań Serriesa, a także występów na żywo w uznanym YODOK III (członkowie duetu muzykują tu z norweskim tubistą Kristofferem Lo), współpraca Serriesa z Järmyrem wydaje się być dalece odmienna. W swym duchu bliższa jest tradycji improwizacji, wychodzi z nieco innego punktu widzenia, co sprawia, że trudno ją kategoryzować i ubierać w gatunkowe szaty. Dojrzały i hipnotyzujący styl gitarzysty spychany jest w mniej idiomatyczny obszar poprzez niezwykle różnorodną grę perkusisty, który pomimo oczywistego talentu do kontroli tonalnej wyróżnia się także swobodną energią. Efektem jest dzika, eklektyczna, a jednocześnie organiczna kombinacja, która zdaje się mieć nieskończone możliwości.

Po dobrze przyjętym pierwszym albumie „Ashes and Blues”, wydanym przez wytwórnię A New Wave Of Jazz, The Void Of Expansion kontynuowali działalność wydając album „Governed by Decay” oraz grając efektowny koncert w trakcie DUNK! Festival. Ten ostatni poprowadził duet w stronę dialogu pomiędzy stale rozwijającą się paletą perkusji Tomasa Järmyra, a bardziej powściągliwą i harmonijną postawą gitarowego minimalisty Dirka Serriesa, przechodzącą w mieszankę shoegaze, ambientu, post-rocka i awangardy. Obecnie artyści celebrują dekadę muzykowania w duecie, a europejska trasa koncertowa promuje nowy album „Escaper” (2xLP, Dunk! Records 2024). W jej ramach, poza koncertem w Poznaniu, zagrają także w poniedziałek 13 maja w Łodzi (UV KLUB).

 

Spontaneous Live Series, Vol. 60: The Void Of Expansion

12 maja 2024, godz. 20.00, Dragon Social Club, Poznań, Zamkowa 3

Tomas Järmyr - perkusja

Dirk Serries – gitara elektryczna

Bilety on-line >>> https://kbq.pl/128303

 

Dirk Serries rozpoczął pracę na belgijskiej scenie muzyki industrialnej DIY na początku lat 80. pod pseudonimem VidnaObmana. Podczas, gdy jego pierwsze nagrania zawierały surową muzykę industrialną, jego twórczość stopniowo przesunęła się w stronę muzyki ambient i brzmień plemiennych inspirowanych koncepcjami muzyki prymitywnej. W 2005 roku projekt VidnaObmana został zawieszony, a Serries zaczął realizować prace skupiające się na dronach gitarowych pod nazwą Fear Falls Burning, wydając pod tą nazwą kilkanaście albumów. W tym czasie zaczął także produkować muzykę bardziej zorientowaną na gitarę ambientową w ramach projektu Microphonics.

Mimo, że Serries od dawna osobiście interesuje się muzyką jazzową, dopiero w ostatniej dekadzie skierował swoją twórczość w kierunku free jazzu, wolnej improwizacji i jazzu awangardowego, czego efektem są różne projekty, najczęściej upubliczniane przez label A New Wave Of Jazz.

https://dirkserries.bandcamp.com/album/governed-by-decay

https://dirkserries.bandcamp.com/album/ashes-and-blues

Tomas Järmyr – perkusista ze szwedzkiego Sandviken, osiadły w norweskim Trondheim. Artysta związany na stale lub okazjonalnie z formacji wielu gatunków, w tym także awangardowego rocka, takimi, jak Barchan, Forræderi, LAFT, Motorpsycho, Pet Zoo, Saw, Sunswitch, The MaXx, The Void Of Expansion, WERL, Yodok, Yodok III, czy Zu.

www.tomasjarmyr.se

 

 

piątek, 3 maja 2024

Marteau Rouge & Evan Paker have a Gift for us!


Niedawna obecność redakcji na 80.urodzinach Evan Parkera w londyńskim Cafe OTO, to nie tylko moc wrażeń wizualnych i dźwiękowych, podsumowanych na tych łamach zaraz po powrocie ze światowej stolicy Freely Improvised Music, ale też niemały plecaczek płyt zakupionych we wskazanym wyżej miejscu. Pośród nich znalazły się zarówno cudowne starocie, jak i całkiem interesujące świeżynki. Na jedną z tych ostatnich pragniemy teraz zwrócić Waszą czujną uwagę.

Album Gift, wydany pod koniec ubiegłego roku, dokumentuje koncert, jaki miał miejsce w Paryżu lat temu piętnaście, ale jest definitywnie pierwszą edycją tego nagrania. Pokazuje ona zwarcie saksofonu tenorowego Parkera z elektroakustycznym triem Marteau Rouge (Czerwony Młot), pełne emocji, intrygujących splotów dźwiękowych i takiż interakcji pomiędzy czwórką artystów, dla których nie było to bynajmniej pierwsze spotkanie sceniczne. Inny ich koncert możemy odnaleźć na krążku Live, dokumentującym nagranie o rok starsze (In Situ, CD 2009).

Dodajmy dla mniej wtajemniczonych, iż Marteau Rouge konsumuje personalnie legendę francuskiej, ponadgatunkowej improwizacji, Jean-Marca Foussata, którego podstawowym narzędziem pracy jest syntezator oraz dwóch jego bystrych, stałych partnerów w osobach gitarzysty Jean-François Pauvrosa i perkusisty Makoto Sato.

Do słynnego, paryskiego Instants Chavirés zapraszamy na prawie siedemdziesiąt minut!



 

Koncert składa się z dwóch mniej więcej trzydziestominutowych setów oraz kilkuminutowego encore. Start jest delikatnie leniwy - na werblu szamoczą się jakieś przedmioty, słychać szmer elektroniki i gitarowego amplifikatora, saksofon charakterystycznie wzdycha. Artyści potrzebują kilku chwil, by sformować w miarę zwartą, linearną opowieść. Gitara przypomina teraz bas, syntezator zaczyna znaczyć teren pokazując, iż jest tu bardzo ważnym uczestnikiem gry, perkusja oplata wszystko gęstym ściegiem. W tym gronie tenor wydaje się być na tym etapie najspokojniejszy. Pierwsze drobne spiętrzenie zostaje wygaszone swobodną plejadą niezobowiązujących interakcji, którym nie brak meta rockowego posmaku. Kolejne spiętrzenie, w okolicach 10 minuty, definitywnie zasługuje już na miano free jazzowego. Leje się gęsta lawa, szczególnie z okablowania syntezatora. Po drobnym spowolnieniu improwizacja przechodzi w kolejne, coraz bardziej intrygujące fazy – najpierw szczypta psychodelii, potem garść rozkołysanego ambientu, wreszcie smyczek na gryfie gitary, rozmodlone jęki saksofonu i elektroakustyczne szumowisko. Końcowe frazy pierwszego setu mienią się wszystkimi kolorami tęczy. Gęsta, syntetyczna psychodelia, efektowny drumming i … nagłe zejście w dół, skomentowane niemal folkową melodyką syntezatora i gitary ze smyczkiem.

Drugi set otwiera syntezator, a w roli komentatora występuje saksofon, który sugeruje melodyjną ścieżkę rozwoju improwizacji. Po kilku chwilach zawahania tajemniczy, męski głos wzywa kwartet do akcji! Formuje się dość zwarta, kolektywna narracja, która ma jasno wyznaczony kierunek, a u jej stóp ściele się mroczny dron syntetyki. Po chwili żwawej przebieżki improwizacja staje w obliczu mrocznej ciszy szeleszczących talerzy i pogłosu zastygającej gitary. Perkusja zdaje się być teraz najbystrzejsza i circle drummingiem zaczyna budować podwaliny nowej rozgrywki. Pomaga jej basowy dron syntezatora i post-jazzowe pląsy gitary. Na ów delikatnie chaotyczny moment koncertu nakłada się silnie pobudzony saksofon, który porywa kwartet do kolejnego freejazzowego lotu. Tempo rośnie, intensywność także, jedynie gitara staje w poprzek ogólnej tendencji i slajsuje bluesem. Tu faza wytłumienia dostarcza mam kilka podwójnych fraz gitarowych, tak, jakby syntezator prowadził coś na kształt live processingu. Znaczące uspokojenie wyznacza teraz upływ siedemnastej minuty seta. Tymczasem po raz kolejny dramaturgię koncertu ogarnia perkusista, dając asumpt do budowania kolejnego spiętrzenia. Tym, który najbardziej korzysta z tej okoliczności jest rozszalały syntezator. Tenor początkowo stara się tłumić emocje, ale po chwili idzie już w tango, podobnie jak cały kwartet. Narracja hamuje wprost w drobne zabawy na werblu, które znamy z początku koncertu, po czym wpada w stan delikatnego rozkołysania. Pojawiają się incydentalne preparacje, męski głos, wreszcie zaskakujący tu chyba wszystkim zaśpiew godny muezina! To zdaje się być dzieło gitarzysty! Wobec takiej wolty finalizacja seta nabiera intrygującej dynamiki i intensywności.

Koncertowy bis bynajmniej nie ma w planach kojenia naszych nerwów, jest równie dynamiczny i mięsisty, jak końcówka drugiego seta. Free jazz pełną gębą, dodatkowo okraszony permanentnym, ponadgatunkowym fermentem gitary. Po bisie oklaski wydają się być jeszcze bardziej burzliwe, niż po części zasadniczej. 

 

Marteau Rouge & Evan Paker Gift (Fou Records, CD 2023). Jean-Marc Foussat – syntezator, głos, obiekty, Jean-François Pauvros – gitara elektryczna, głos, Makoto Sato - perkusja oraz Evan Parker – saksofon tenorowy. Nagranie koncertowe, Instants Chavirés, Francja, grudzień 2009. Trzy improwizacje, 69 minut.