wtorek, 7 kwietnia 2026

Ward & Nadien in Voracity!


Brytyjski gitarzysta i klarnecista Alex Ward, to stały bywalec tych łamów, zatem bez zbędnych introdukcji przystępujemy do omówienia jego najnowszego albumu. Tym razem poczynionego w duecie z młodszym o dekadę drummerem Jamesem Paulem Nadienem.

Jak zwykle w przypadku Alexa dostajemy impro-rockowe eksplozje na gitarze elektrycznej i swobodnie improwizowane, post-kameralne zawijasy na klarnecie. Sam miód, istotnie wardowska klasyka. Świetnie w tym tyglu jakości odnajduje się młody perkusista.

  


Pierwsza odsłona albumu, to prawdziwy dynamit. Prawie kwadrans soczystych emocji nasączonych mocnym prądem gitary i wszędobylską, zwinną circle drums. Gęsta narracja miewa tu chwile okazjonalnego wystudzenia, ale to raczej psychodeliczne podskoki na jednej nodze, niż zagłębianie się w meandrach ciszy. Duet na wydechu to już czysta ekspresja, animal power. Tuż przed końcem muzyków dopada drobna, oniryczna flauta, która okazuje się jedynie pretekstem do spazmatycznego zakończenia.

Dwa kolejne utwory bazują na zwinnym klarnecie. Od subtelnych short-cuts po perwersyjne zaklinanie stada jadowitych węży. Perkusja jest tu zawsze pod ręką, świetnie kontrapunktuje, gdy trzeba dolewa do baku kolejne porcje oktanów. Połamane tańce z fikuśną melodyką nie mają zatem końca. W połowie pierwszej z klarnetowych opowieści mamy przystanek, podczas którego dźwięki pławią się w rezonansie. Po chwili muzycy odzyskują wigor, idą w tango, ale nie przestają kołysać się na silnym wietrze. Trzecia na płycie, a druga klarnetowa historia jest zwarta w formie i stawia na dynamikę interakcji. Tu szczególnie urokliwe wydaje się samo zakończenie - z galopu wprost w ciszę pojedynczych fraz.

W czwartej improwizacji powraca gitara i do pary z dynamiczną perkusją rozstawia nas po katach. Najpierw brzmi jak bas, potem jak fussion jazzowa petarda, w końcu kona o ogniu ponadgatunkowych konotacji. Stylistycznie muzycy zaczynają od niemal 2stepowego punka, a kończą w chmurze gitarowych i perkusjonalnych preparacji. Na wielki finał albumu powraca klarnet. Pierwsze dźwięki docierają z głębin ciszy, są delikatne, ale preparowane, brudne, zakurzone. Artyści znów zaklinają węża, otaczają go oparami mglistej psychodelii. Opowieść nabiera dynamiki sukcesywnie. Najpierw perkusista (ciągle preparując), potem klarnecista budują tempo, które dość szybko jednak gubią. Odnajdują ukojenie w chmurze rezonansu, a potem niemal ciszy. Kameralny powrót do aktywności trwa tu parę chwil i wieńczy album kilkoma radosnymi podskokami.


Alex Ward & James Paul Nadien Voracity (Copepod, DL 2026). Alex Ward - gitara (utwory 1, 4), klarnet (2, 3, 5) oraz James Paul Nadien – perkusja, instrumenty perkusyjne. Nagrane w Londynie, sierpień 2025. Pięć utworów, 57 minut.

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz