Brytyjski gitarzysta i klarnecista Alex Ward, to stały bywalec tych łamów, zatem bez zbędnych introdukcji przystępujemy do omówienia jego najnowszego albumu. Tym razem poczynionego w duecie z młodszym o dekadę drummerem Jamesem Paulem Nadienem.
Jak zwykle w przypadku Alexa dostajemy impro-rockowe eksplozje
na gitarze elektrycznej i swobodnie improwizowane, post-kameralne zawijasy na
klarnecie. Sam miód, istotnie wardowska klasyka. Świetnie w tym tyglu
jakości odnajduje się młody perkusista.
Pierwsza odsłona albumu, to prawdziwy dynamit. Prawie kwadrans
soczystych emocji nasączonych mocnym prądem gitary i wszędobylską, zwinną
circle drums. Gęsta narracja miewa tu chwile okazjonalnego wystudzenia,
ale to raczej psychodeliczne podskoki na jednej nodze, niż zagłębianie się w meandrach
ciszy. Duet na wydechu to już czysta ekspresja, animal power. Tuż przed końcem
muzyków dopada drobna, oniryczna flauta, która okazuje się jedynie pretekstem
do spazmatycznego zakończenia.
Dwa kolejne utwory bazują na zwinnym klarnecie. Od
subtelnych short-cuts po perwersyjne zaklinanie stada jadowitych węży. Perkusja
jest tu zawsze pod ręką, świetnie kontrapunktuje, gdy trzeba dolewa do baku kolejne
porcje oktanów. Połamane tańce z fikuśną melodyką nie mają zatem końca. W połowie
pierwszej z klarnetowych opowieści mamy przystanek, podczas którego dźwięki pławią
się w rezonansie. Po chwili muzycy odzyskują wigor, idą w tango, ale nie
przestają kołysać się na silnym wietrze. Trzecia na płycie, a druga klarnetowa historia
jest zwarta w formie i stawia na dynamikę interakcji. Tu szczególnie urokliwe
wydaje się samo zakończenie - z galopu wprost w ciszę pojedynczych fraz.
W czwartej improwizacji powraca gitara i do pary z dynamiczną
perkusją rozstawia nas po katach. Najpierw brzmi jak bas, potem jak fussion
jazzowa petarda, w końcu kona o ogniu ponadgatunkowych konotacji. Stylistycznie
muzycy zaczynają od niemal 2stepowego punka, a kończą w chmurze gitarowych
i perkusjonalnych preparacji. Na wielki finał albumu powraca klarnet. Pierwsze dźwięki
docierają z głębin ciszy, są delikatne, ale preparowane, brudne, zakurzone. Artyści
znów zaklinają węża, otaczają go oparami mglistej psychodelii. Opowieść nabiera
dynamiki sukcesywnie. Najpierw perkusista (ciągle preparując), potem
klarnecista budują tempo, które dość szybko jednak gubią. Odnajdują ukojenie w
chmurze rezonansu, a potem niemal ciszy. Kameralny powrót do aktywności trwa tu
parę chwil i wieńczy album kilkoma radosnymi podskokami.
Alex Ward & James Paul Nadien Voracity (Copepod, DL 2026). Alex Ward - gitara (utwory 1, 4), klarnet (2, 3, 5) oraz James Paul Nadien – perkusja, instrumenty perkusyjne. Nagrane w Londynie, sierpień 2025. Pięć utworów, 57 minut.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz