Ta muzyka, to medytacja nad stanem niestabilności, to metafizyka chaosu i niepewności.
Tymi słowami, zawartymi w albumowym credits, Gascia
Ouzounian zachęca nas do sięgnięcia po podwójne wydawnictwo Naldjorlak,
które konsumuje dwa wykonania kompozycji Éliane Radigue na wiolonczelę solo. Podmiotem
wykonawczym jest tu Charles Curtis, a oba koncerty (paryski i kalifornijski) dzieli
czternaście lat.
Kompozycje, wykonania i krążące wokół tych tajemniczych słów
podobne im określenia rzadko pojawiają się na blogu poświęconym muzyce improwizowanej.
Sama francuska kompozytorka gości wszakże na Trybunie nie po raz
pierwszy. Nie dalej jak kilka tygodni temu album Asymptote Versatile
(1963-64) został autorytarnie uznany za jeden z 50 powodów, dla których
warto zapamiętać rok 2025. Radigue jest tu rzecz jasna kompozytorką, a wykonawcą
dwunastoosobowy ansambl dęto-strunowy pod artystyczną opieką świetne nam
znanego walijskiego harfisty Rhodri Daviesa. Temu albumowi poświecimy kilka
zdań w dalszej części naszej dzisiejszej contemporary story.
Éliane Radigue kilkanaście dni temu ukończyła … 94 lata (Happy
Birthday!), od mniej więcej ćwierćwiecza jest niekwestionowaną królową awangardowej
kompozycji współczesnej (jakkolwiek idiotycznie nie brzmi ów epitet), a jej dzieła
zdają się wypełniać portfolia artystów i orkiestr całego świata, oczywiście
tych, które w muzyce szukają odpowiedniego poziomu kreacji i czegoś więcej niż
prostych melodii i równie zbytecznych tonacji. Nie będziemy dziś pisać
biografii tej niezwykłej artystki – odsyłamy do sieci globalnej, coraz bardziej
nowoczesnych generatorów AI, a także do krajowego czasopiśmiennictwa, które na
okoliczność twórczości Francuzki zdołało popełnić kilka intrygujących tekstów.
Sama Radigue komponowanie dla innych artystów, szczególnie
na instrumenty akustyczne, rozpoczęła dopiero w nowym milenium, po latach samowykonawstwa
przy użyciu instrumentarium elektroakustycznego, głównie eksperymentowania z
taśmami magnetycznymi i feedbackiem. Obszar twórczości akustycznej
Éliane interesuje nas szczególnie i bez cienia wątpliwości godny jest uwagi
także miłośników swobodnej improwizacji. Jej kompozycje nie są notyfikowane
graficznie, to na ogół zbiór instrukcji, które kompozytorka przekazuje wykonawcom
na etapie prób i długich rozmów na temat potencjału danego instrumentu i
kreatywności samego muzyka. Efektem tego wszystkiego są niekończące się dronowe
ekspozycje o walorach zdecydowanie medytacyjnych, śmiało wpisujące się w pojęcie
deep listening, czyli tzw. głębokiego słuchania. To z całą pewnością strumienie
fonii dedykowane do skupionego odsłuchu słuchawkowego. Tym wspanialej realizują
się one w cichych, stonowanych, niekiedy mrocznych ekspozycjach na instrumenty akustyczne.
Takim właśnie nagraniem jest anonsowany wyżej album Asymptote
Versatile (1963-64). Sześć instrumentów strunowych i tyleż dętych w rękach
i ustach artystów, których znany zarówno ze współczesnej sceny free impro, jak
i wielokrotnego wykonawstwa kompozycji Radigue. Prezentowany na albumie utwór
nie był zapewne pisany w kontekście instrumentarium akustycznego, zdaje się być
przeto jeszcze bardziej intrygujący.
Koncert zarejestrowano na festiwalu muzyki współczesnej w brytyjskim
Huddersfield ponad dwa lata temu. Wypełnia go jeden, ponad czterdziestominutowy
minutowy strumień dźwiękowy, który niczym epistoła typowa dla legendarnego AMM
nie ma początku, ani końca. Muzyka faluje jak wystudzony ocean, płynie dętymi
wdechami i długimi strunowymi wydechami. Jest na swój sposób powtarzalna, stroni
wszakże od minimalizmu, ma posmak medytacji, ale czynionej mocą wielkiej orkiestry.
Narracja miewa chwile postoju i tonie wtedy w ciszy, ale to ledwie krótkie inteludia,
które wynoszą opowieść na kolejne szczeble dramaturgicznego wtajemniczenia. W
toku wielominutowej opowieści strumienie dęte i strunowe nakładają się na siebie,
przenikają wzajemnie, interferują, niekiedy groźnie pomrukują. Szczególnie ciekawie
robi się w sytuacjach, gdy dzieło kreacji biorą na swoje barki niskie dęciaki
– klarnet basowy i basowy puzon. Dla tych ostatnich przeciwwagą są skrzypcowe
uniesienia - wszystko wszakże pozostaje w stanie brzmieniowej i dramaturgicznej
równowagi. Stabilny, dobrze kontrolowany finał poprzedza passus melodii, któremu
mogliśmy śmiało nadać miano post-barokowej. Ostatnia prosta przypomina wielki
wydech, choć czyniony w trwodze zaniechania. Ta piękna podróż, jak niemal każda
z muzyką Radigue, mogłaby się nigdy nie kończyć.
Éliane
Radigue Asymptote Versatile (1963-64) (Amgen, CD 2025). Xavier Charles –
klarnet, Angharad Davies – skrzypce, Rhodri Davies – harfa, Julia Eckhardt –
altówka, Bertrand Gauguet – saksofon altowy, Susan Geaney – flet basowy, Dominic
Lash – kontrabas, Thierry Madiot – puzon basowy, Aonghus McEvoy – gitara, Hannah
Miller – rożek francuski, Ailbhe Nic Oireachtaigh – altówka, Carol Robinson –
klarnet basowy. Kompozycja Éliane Radigue, nagrane w trakcie Huddersfield
Contemporary Music Festival, listopad 2023. Jeden utwór, 44 minuty.
*****
Jeśli pragniemy zanurzyć się w strumieniu jak najbardziej
współczesnych kompozycji Radigue, tych po części medytacyjnych, minimalistycznych,
budowanych z mozołem i wyjątkowo cierpliwie przez wąskie, zaufane grono
wykonawców, winniśmy sięgnąć po cztery albumy zatytułowane Occam Ocean,
a wydane w latach 2017-2021 przez francuski label Shiiin (niestety
nieposiadający strony bandcampowej).
Album Occam Ocean 1 (pomieszczony na dwóch dyskach
kompaktowych) zawiera pięć kompozycji w wykonaniu trojga artystów, którzy m.in.
współtworzyli album omówiony kilka chwil wcześniej – Carol Robinson na instrumentach
dętych, Julie Eckhardt na altówce i Rhodri Daviesa na harfie. Wydawnictwo
zawiera trzy solowe wykonania, kobiecy duet i finałową ekspozycję współtworzoną
przez całą trójkę. Szczególnie pięknie brzmi ostatni utwór zatytułowany Occam
Delta II, bazujący na pulsujących, preparowanych frazach harfy, altówki i
klarnetu basowego – dwadzieścia pięć minut nerwowej medytacji, której
nie powstydziłby się żaden festiwal muzyki … swobodnie improwizowanej.
Kolejne dwie pozycje cyklu Occam Ocean śmiało rywalizować
mogą o miano tych najpiękniejszych, najdobitniej obrazujących akustyczny wymiar
muzyki Radigue. Wydawnictwo Occam Ocean 2 zawiera jedną, prawie
godzinną kompozycję w wykonaniu francuskiej orkiestry ONCEIM, którą znamy także
z dokonań na polu muzyki improwizowanej. Na czele 30-osobowej formacji stoi pianista
Frederic Blondy, który tu wciela się jedynie w rolę dyrygenta. Kilka wykonań rzeczonej
kompozycji na orkiestrę można obejrzeć na najpopularniejszym portalu z obrazkami.
Okazuje się, iż zadanie Blondy’ego sprowadza się jedynie do obserwowania muzyków
i dawania incydentalnie drobnych sugestii, co do poziomu natężenia dźwięku. Muzyka
znów jest tu wielkim oceanem, delikatnie szarpanych przez strumienie
instrumentów strunowych, dętych i perkusyjnych. Szczególnie efektownie brzmi,
gdy prym wiodą te ostatnie.
Occam Ocean 3, to trzy kompozycje oddane we władanie
wyłącznie instrumentom strunowym i trójce artystek – Deborze Walker (violincello),
Julii Eckhardt (altówka) i Silvii Tarozzi (skrzypce). Album otwiera duet violincello
i skrzypiec, potem słuchamy solowej ekspozycji violincello, a nagranie
wieńczy kompozycja na wszystkie trzy instrumenty. Utwór inaugurujący ten
wyjątkowy album w pierwszej fazie opiera się na zlęknionym, na poły melodyjnym śpiewie
obu strunowców, czynionym na prawdziwie egzystencjalnym wdechu. W dalszej fazie
nagrania opowieść gęstnieje, by ostatecznie osiągnąć stan oleistej zawiesiny. Jeszcze
efektowniej brzmi violincello w utworze drugim, który płynie z samego
dna ciszy, pełen boleści i trwogi, nabierając z czasem intrygującej, niemal
post-barokowej postaci. Finał grany w trio wystawa nas na doznania, z których trudno
otrząsnąć się przez kilka kolejnych godzin.
Nieco innych wrażeń dostarcza nam Occam Ocean 4,
gdyż bazuje na brzmieniach instrumentów dętych i głosu, a udział jedynego instrumentu
strunowego ma charakter bardziej okazjonalny. Ponownie to rejestracja trzech
kompozycji Radigue w wykonaniu trójki artystów – saksofonisty altowego Bertranda
Gaugueta, wokalisty i altowiolinisty Yannicka Guedona (tu viola da gamba) oraz Carol Robinson, która frazuje na dętym instrumentarium.
Ta opowieść wydaje się mniej płynna, bardziej obudowana frazami zatrzymanymi
w kadrze i pulsująca niczym dawne, elektroakustyczne instrumentacje Radigue.
Środkowy fragment albumu to ekspozycja wokalna (barytonowa), która sieje niepokój
i wydaje się bardzo daleka od medytacyjnego charakteru większości akustycznych kompozycji
Éliane. Sama w sobie intrygująco dopełnia paletę estetyczną Occam Ocean,
ale z perspektywy trybunowego podsłuchiwacza wydaje się mniej interesująca.
Parę akapitów temu ustaliliśmy, iż celem dzisiejszej epistoły
nie jest kreślenie biografii kompozytorki, zatem zatrzymajmy naszą uwagę
jeszcze na trzech albumach z bogatego portfolio kompozycji na instrumenty akustyczne
(lub prawie akustyczne).
Szczególną atencją warto otoczyć kompozycję Occam
Delta XV, przygotowaną dla kanadyjskiego kwartetu smyczkowego Quatuor
Bozzini (Clemens Merkel, Alissa Cheung, Stéphanie Bozzini, Isabelle Bozzini). Klasycznie
zestawiony skład instrumentalny (podwójne skrzypce, altówka i wiolonczela)
prezentuje na płycie dwa wykonania tej samej kompozycji. To niebywale emocjonalna,
żarliwie smutna, urokliwie piękna strunowa opowieść/ medytacja, która w pierwszej
wersji zdaje się być pełna życia, w drugiej niepodziewanie gaśnie i ewidentnie obumiera,
choć zapewne oba wykonania powstały w oparciu o ten sam scenariusz zdarzeń wypracowany
przez kompozytorkę i czwórkę muzyków, która także … gościła na naszej liście 50
powodów, dla których warto zapamiętać rok 2025 (w tym przypadku z
kompozycjami Jürga Freya).
Do grona najznamienitszych kompozycji akustycznych Radigue z
pewnością zaliczyć możemy album bez tytułu zawierający dwa utwory: Occam
- Hepta I w wykonaniu Ensemble Dedalus i Occam XX w wykonaniu
Ryoko Akamy. Szczególnie ten pierwszy wyzwala w niżej podpisanym prawdziwe eksplozje
endorfin. Septet w składzie Deborah Walker (violincello), Didier Aschour
(gitara), Pierre-Stephane Meuge (saksofon), Thierry Madiot (puzon), Christian
Pruvost (trąbka), Cyprien Busolini (altówka) oraz Silvia Tarozzi (skrzypce)
zaczyna swój występ w głębokiej ciszy i tam też go kończy, a w tak zwanym międzyczasie
faluje/ pulsuje/ medytuje na delikatnie wzburzonym oceanie paletą równie soczystych,
jak i niepokojących dźwięków dętych i strunowych, niejako konsumując wszelką
jakość jaką dostarczają akustyczne kompozycje naszej dzisiejszej bohaterki.
Album uzupełnia druga kompozycja, która wykonywana jest przez Ryoko Akamę na syntezatorze
i może doskonale przenieść słuchacza do świata syntetycznych kompozycji Francuzki.
Na definitywne zakończenie dzisiejszej opowieści jeszcze
jedna rekomendacja. Kompozycja Elemental II na gitarę basową i
kłębowisko kabli w wykonaniu Kaspera T. Toeplitza. Nagranie rodzi się w gęstej
chmurze elektronicznych szumów i drobnych zgrzytów, w dalszej fazie intrygująco
ucieka w mroczny, post-gitarowy ambient. Znów skupienie, niepowtarzalne brzmienie
i niekończąca się medytacja - balansowanie na linie, głębokie oddychanie i takież
słuchanie. Najlepiej w dobrych słuchawkach.
Po szczegóły dyskograficzne albumów prezentowanych w drugiej
części tego tekstu zapraszam na podstronę discogs.com dedykowaną Eliane
Radigue.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz