Życiu recenzenta towarzyszy wiele dylematów. Jednym z nich jest wątpliwość – wielokrotnie w tym miejscu artykułowana – czy nowe nagrania definitywnych legend muzyki improwizowanej wypada w ogóle komentować, a tym bardziej wystawiać jakiekolwiek cenzurki. Wiadomo, że nagrali tysiące wspaniałych albumów, zagrali miliony wstrząsających koncertów. Choćby z tej racji każdy dźwięk przez nich wydawany jesteśmy w stanie wyobrazić sobie jeszcze przed jego zaistnieniem.
Zauważmy wszakże, nie tylko z kronikarskiego obowiązku, iż Evan
Parker i Joëlle Léandre wydali w roku ubiegłym nową płytę, która w ich przypadku
– mimo, iż grywali razem setki razy – jest bodaj pierwszym zarejestrowanym albumem
w duecie. Dodajmy, zdecydowanie udanym, która zabiera nas w podróż, którą
świetnie znamy, ale która wciąż potrafi przynosić dużo radości. Choćby z powodu
niemal telepatycznej komunikacji pomiędzy artystami. Zatem bez specjalnych ocen,
czy uwag, zobaczmy/ posłuchajmy po prostu, co działo się w trakcie letniego koncertu,
jaki miał miejsce we Francji prawie trzy lata temu.
Francuzka i Brytyjczyk postawili na zwartą opowieść w ośmiu odcinkach.
Każdy z nich trwa mniej więcej od sześciu do ośmiu minut i zdaje się być zamkniętą
formą. Parker używa swoich ulubionych saksofonów niemalże naprzemiennie, Léandre
z kolei nie rozstaje się z kontrabasowym smyczkiem. Jeśli tylko potrafilibyśmy
wyrzucić z finalnego miksu oklaski po każdym utworze, które delikatnie
naruszają rytuał skupionego spektaklu, nasze szczęście nie miałoby granic.
Otwarcie koncertu jest dość kameralne, zaskakująco mroczne. Smyczek
drży na strunach kontrabasu, saksofon tenorowy parska post-dźwiękami. Opowieść
leniwie rozwija się, nabiera z czasem nawet tanecznego rytmu. W drugim utworze Evan
sięga po sopran i snuje unikatowe melodie. Z kolei Joëlle preparuje instrument
i definitywnie szuka zwady. I tu puentą jest drobna eskalacja. Kolejne utwory stawiają
na minimalistyczne introdukcje, szyte na ogół strzępami fraz, czy dźwięków.
Tenor raczy nas swoją obecnością w utworach nieparzystych, sopran w parzystych.
Z czasem w każdej improwizacji zaczynają pojawiać się wystudzone inteludia,
która stają się okazją do wzięcia głębszego oddechu, zapewne po obu stronach
sceny. To, co najciekawsze muzycy serwują nam w szóstej i siódmej odsłonie.
Wbrew regule, Parker dwa razy pod rząd sięga teraz po sopran, co więcej, w
każdym przypadku buduje efektowną, cyrkulacyjną opowieść, która dynamizuje akcję
dramatu w stopniu niespotykanym w trakcie poprzednich utworów. Finałowa improwizacja
także przynosi nowy element. Jest nim głos
kontrabasistki, który prowadzi narrację w takim samym stopniu jak smyczek kontrabasu
i saksofon tenorowy. Artyści nastawieni są zdecydowanie łobuzersko. Szarpią
struny, znów oddychają cyrkulacyjnie. Nie podchodźcie do nich zbyt blisko!
Evan Parker
& Joëlle Léandre Long Bright Summer (Rouge Art, CD 2025). Joëlle
Léandre – kontrabas oraz Evan Parker – saksofon tenorowy, sopranowy. Nagrane
w Le Chaix du domaine "Les Davids", Viens, Francja, sierpień
2023. Osiem improwizacji, 55 minut.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz