Luis Vicente i Vasco Trilla grają razem niemal od kołyski, zarówno w duecie, jak i w większych składach. Połączenie trąbki i perkusji stwarza ciekawe okoliczności brzmieniowe i dramaturgiczne. A gdy dodamy do takiego zestawu kontrabas, sytuacja robi się jeszcze bardziej atrakcyjna.
Gdy wreszcie za sterami tego kontrabasu zasiądzie sam John Edwards,
nasza radość może nie mieć końca. Zapraszamy na trzyosobowe spotkanie, jakie odbyło
się na portugalskiej prowincji dwie zimy temu.
Album składa się z czterech rozbudowanych improwizacji, z których
pierwsza i trzecia trwają po kilkanaście minut. Otwarcie każdej z nich jest spokojne,
wyważone emocjonalnie, niemal balladowe, ale zawsze owa niezobowiązująca gra wstępna
prowadzi do free jazzowego spiętrzenia. W każdym z utworów ów proces ma jednak
inną pod względem dramaturgicznym postać.
Leniwe, kontrabasowe pizzicato, rezonujące talerze i smutny
śpiew trąbki, to aura inauguracji. Jakby portugalskie saudade kotwiczyło
się do brytyjskiego portu. Po zapowiadanym szczycie ekspresji, do gry chodzi kontrabasowy
smyczek i efektownie koi zszargane nerwy, ostatnie dźwięki improwizacji pozostawiając
wyłącznie dla siebie. W drugiej odsłonie punktem wyjścia jest kameralny suspens
osadzony na smyczku i wysoko postawionym dronie trębackim. Po rozbudowanej
fazie gry na małe pola artyści nabierają wiatru w żagle i wypływają na otwarty
ocean. Puenta znów należy do Edwardsa, który plecie swoje mistrzowskie
opowieści arco & pizzicato in one breath.
Trzecia improwizacja jest najdłuższa i poza stałymi
fragmentami gry dostarcza także sporo akcji w duetach, a nawet krótkich ekspozycjach
solowych. Zaczyna się na samym dnie basu, lamentuje szczelinowym rezonansem, szuka
melodii w zamkniętej tubie blaszaka. Zróżnicowane tempo poszczególnych faz
improwizacji buduje jakość i sprzyja dramaturgii całości. Tym razem ostatnie słowo
należy do trzeszczących akcesoriów Trilli. Początek finałowej opowieści płynie z
post-ciszy perkusjonalnego szelestu. Ze strony Edwardsa i Vicente docierają
drobne, subtelne frazy zgrabnie moszczące się na ambientowej kołderce. Tu opowieść
pęcznieje raczej na szerokość, nabiera masy, ale nie przestaje być leniwym potokiem
dźwięków. Z czasem wszyscy zaczynają drżeć, dygotać z zimna, ale też zerkać ku
niebu w poszukiwaniu pierwszych obłoków słońca.
John
Edwards/ Luis Vicente/ Vasco Trilla Choreography of Fractures (FSR
Records, CD 2025). John Edwards – kontrabas, Luis Vicente- trąbka oraz Vasco
Trilla – instrumenty perkusyjne. Nagrane w Sound Innovation Studios,
Póvoa de Além, Portugalia, luty 2024. Cztery improwizacje, 47 minut.
*) niniejsza recenzja powstała na potrzeby portalu Jazzarium i tam została pierwotnie opublikowana

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz