wtorek, 7 stycznia 2025

AMM in AURA!


Fińskie Turku, Muzeum Sibeliusa. Potężny, betonowy budynek w kształcie prostokąta - cztery wejścia, nisko zawieszony sufit. Przy jednej ze ścian coś na kształt sceny, ale pozostającej na tej samej wysokości, na której znajdują się krzesełka dla publiczności. Post-industrialna zgrzebność, modernistyczna dosłowność. Na rzeczonej scenie czarny fortepian, perfekcyjnie nastrojony, obiekt definitywnie muzealny, którego nie wolno dotykać poza wyznaczoną do tego celu strefą klawiatury. Obok perkusjonalia - wielki talerz zawieszony na stojaku, bęben basowy i smyczki. W pewnym oddaleniu od sceny usytuowany jest klawesyn. On także zostanie w odpowiednim momencie wzruszony do wydawania dźwięków. Dla publiczności przygotowano sto pięćdziesiąt siedzisk. Zajętych jest ponad sto z nich. Bez zbędnych zapowiedzi na umownej scenie pojawiają się John Tilbury i Eddie Prévost. Jest dokładnie 8 października 2016 roku, godziny późno popołudniowe. Czas zacząć misterium AMM.



 

Pierwsze fonie dochodzą z głębokiej ciszy. To być może jedynie echo tajemniczego szelestu z oddali. Po niedługiej chwili pojawiają się ekspozycje dźwiękowe, prawdziwie filigranowe, niesione jeszcze delikatniejszym rezonansem. Skupienie muzyków wydaje się wręcz bolesne. Gdy nagle John uderza w czarny klawisz, mamy wrażenie, że to burza z piorunami. Pośród niezbyt rozbudowanego strumienia dźwiękowego dominuje wszakże programowa filigranowość - nawet wysokie piski Eddiego, będące wynikiem tarcia smyczkiem po krawędzi talerza, wydają się całkowicie bezbronne wobec upływu czasu i martwego echa. Poszczególne frazy rozchodzą się po podłodze niczym jadowite, ale leniwe węże. Reakcyjne echo nie jest długie, łamie się po niedługim czasie, w zetknięciu z murem albo bardziej subtelną gramaturą publiczności. Barwa dźwięku zdaje się często zmieniać, być może także dlatego, iż muzycy zmieniają pozycje, w których wydają dany dźwięk. Spektrum foniczne koncertu jest bardzo szerokie - być może liczba mikrofonów, którym zbierane są dźwięki jest tu dalece ponadnormatywna.

John wie, że nie może preparować instrumentu, gra zatem nieco inaczej. Choćby wtedy, gdy swobodnie nuci linearną meta melodię, nasączoną wytrawną post-klasyką. Eddie frazuje bardzo podobnie. W okolicach piętnastej minuty ich ekspozycja nabiera pewnej zaskakującej intensywności. Po kolejnych kilku minutach od strony fortepianu zaczynają docierać tajemnicze dźwięki, pojękiwania, które z pewnością nie pochodzą z klawiatury. A jednak jakiś rodzaj preparacji? Eddie tymczasem szuka niskich fraz, całe jego muzyczne akcesorium zaczyna drżeć. John również osadza swoje frazy tuż nad podłogą. Na tym etapie koncertu ekspozycje obu artystów brzmią często prawie identycznie. Gdy z flanki perkusjonalnej słyszymy dźwięk dzwonka, flanka fortepianowa dostarcza podobną fonię. Tymczasem na moment salę opanowuje talerzowa feeria. Narracja z każdą sekundą zdaje się jednak zbliżać do poziomu ciszy.

Dokładnie w połowie koncertu słyszymy kroki. Po chwili już wiemy, że John przeniósł się w inne miejsce i zaczyna wydobywać dźwięki z klawesynu. Są lekkie, melodyjne, zawieszone w próżni, jakby brały w nawias cały anturaż koncertu. Eddie najpierw milknie, potem cedzi strzępy rezonujących fonii, które dostają dodatkowego echa. Dźwięki z jego talerza niosą się coraz wyżej, zaczynają przypominać śpiew ptaków. Po kilku minutach John powraca do fortepianu i frazuje z nową energią, niemal unosi się w powietrzu. Po zdawkowej reakcji Eddiego opowieść niespodziewanie zamiera w absolutnej ciszy. Ta trwa do momentu, w którym John intensywnie uderza w klawiaturę. Reakcja Eddiego jest również dość energiczna. Piano grzmi, talerz rozpacza.

Po czterdziestej minucie narracja zaczyna formować się w coś bardziej zwartego, niemal linearnego. Z jednej strony klawiszowa repetycja, z drugiej na poły rytmiczne tarcia po glazurze bębna basowego. Muzycy szyją teraz opowieść, która z każdą sekundą staje się bardziej minimalistyczna, poszukująca klasycznie pojmowanej melodyki. Dźwięki znów stają się śpiewne i wznoszą coraz wyżej, ponownie niesione nade wszystko pianistycznymi powtórzeniami.

Ostatnie pięć minut koncertu, to systematycznie odchodzenie w cień. John prawie milczy, rezonujące frazy Eddiego stają się definitywnie filigranowe, aż po pojedyncze uderzenia, delikatne niczym sakralne wyniesienie. W końcu nastaje cisza. Trwa ponad minutę. Potem już tylko oklaski – te trwają niemal dwie minuty. Licznik odtwarzacza zatrzymuje się na wskazaniu 60:43.

 

AMM Aura (Matchless Recordings, CD 2024). Eddie Prévost – instrumenty perkusyjne oraz John Tilbury – fortepian, klawesyn. Nagrane w Turku, Finlandia, październik 2016. Jedna improwizacja, 60 minut i 43 sekundy.



niedziela, 5 stycznia 2025

Benjamin Whitehill, Paolo Possidente, Cate Hops i Giorgio Alloatti zainaugurują kolejny rok cyklu koncertowego Spontaneous Live Series


(informacja prasowa)

 

Na pierwszy tegoroczny koncert cyklu Spontaneous Live Series zapraszamy do poznańskiego Dragon Social Club we czwartek 9 stycznia o godzinie 20.00.

 

Nowy rok koncertów muzyki improwizowanej zacznie się od konstruktywnego eksperymentu dźwiękowego, tak by nikt nie miał wątpliwości, iż nadrzędnym celem tej eventowej inicjatywy jest zaskakiwać, wybudzać z letargu oczywistości i przewidywalności, zachęcać do poruszania się w obszarach dźwiękowych niezeksplorowanych przez odbiorców lubiących drogę na skróty.

Z Berlina do Poznania przyjeżdża czwórka dźwiękowych wojowników – Benjamin Whitehill, Paolo Possidente, Cate Hops i Giorgio Alloatti. Angielski gitarzysta dał się poznać dwa lata temu, na szóstej edycji poznańskiego Spontaneous Music Festival, jako muzyk bez gatunkowych i estetycznych ograniczeń, snujący piękne, elektroakustyczne opowieści w towarzystwie Laure Boer i Timothee Quosta. Teraz Ben pragnie przedstawić trójkę swoich przyjaciół, dla których, podobnie jak dla niego, kosmopolityczny Berlin stał się przyczółkiem artystycznego bytu – perkusjonalistę Paolo Possidente, obsługującego najszerzej rozumianą elektronikę, na ogół własnej produkcji, Giorgio Alloatti’ego oraz artystkę dźwiękową i antropolożkę Eugenie Seriakov, która skrywa się pod DJ-skim aliasem Cate Hops.

Czeka nas w drugi czwartkowy wieczór stycznia wspólny set Bena i Paolo, duet Giorgio i Eugenii, a może coś jeszcze, tego jednak nie wie nikt.




Muzycy tak zgrabnie opowiadają o sobie i swoich pasjach, iż pozostaje nam jedynie cytowanie ich słów i zaproszenie na koncert z cyklu „must have” dla tych, którzy cenią sobie artystyczne niespodzianki i kompletnie nieprzewidywalne sytuacje dramaturgiczne. Uwaga – cała czwórka artystów uwielbia hałas!

A zatem…

Berlińscy improwizatorzy Paolo Possidente i Benjamin Whitehill, wychodząc od kruchych fundamentów, snują sieci multi-teksturalnej, zniekształconej abstrakcji, podążając ścieżką maksymalnego oporu, pełną dramaturgicznych zdobień - od podstaw aż po ostateczne zwieńczenie.

https://venalism.bandcamp.com/album/scraps

https://www.youtube.com/watch?v=oXvZCjlw7X4&t=141s

Paolo Possidente gra na bębnach, instrumentach perkusyjnych i elektronice. Lubi otaczać się artystami, których łączy wspólny cel, jakim jest robienie hałasu.

https://pholo.bandcamp.com/

https://www.paolopossidente.com/

Benjamin Whitehill wykorzystuje gitarę zarówno jako instrument nadawczy, jak i odbiorcę sygnałów, jako nośnik zakłóceń, w rozbudowanym procesie wyczarowywania muzyki pseudo-taśmowej, składającej się z ukośnych strun, sprzężeń zwrotnych, fal radiowych i elektronicznej pulpy.

https://benjaminwhitehill.bandcamp.com/

www.benjaminwhitehill.com

Moo17 (444, LFZ, Ebe Midwife, G) - muzyk, twórca, „hałaśliwy” artysta dźwiękowy znany również jako Giorgio Alloatti, członek założyciel kolektywu AudioHackLab. Tworzy muzykę, kontrolując napięcia pomiędzy efektami, jednocześnie poświęcając się kreatywnemu kodowaniu w PureData, Orca, Max/MSP/Gen, Csound, Processing. Urodzony w Turynie, we Włoszech w 1984 roku, występuje od 2007 roku. Od tego czasu zdążył już przemierzyć pół Europy. Pożywia się analogowymi środkami i cyfrowymi substancjami. Uwielbia krzyczeć usidlony w małych, czarnych pudełkach lub surowych obwodach, które sam buduje. Jego dźwięk porusza się między dronem, harsh noise, ambient, downtempo, juke, concrete i breakbeat. Niedawno przeprowadził się do Berlina, gdzie prowadzi serię koncertową o nazwie Amorphq i Ears Wide Shut. Aktywny członek PAS, przestrzeni artystycznej w Moabit, w której organizuje warsztaty poświęcone elektronice DIY oraz koncerty noise/experimental.

https://www.instagram.com/agramofmo

https://soundcloud.com/moo

Cate Hops, to alias DJ-ski wizualnej antropolożki Eugenii Seriakov. Wykształcona naukowo w zakresie teorii sztuki i filozofii, w swych pracach koncentruje się na pojęciu przestrzeni jako praktyki społecznej. Muzycznie osadza się w berlińskiej scenie „bassowej”, łącząc ambient, wczesny „roots reggae” oraz futurystyczne wzorce dźwiękowe z różnych dziedzin. Słuchając jej setów, można spodziewać się wszechstronnej podróży przez czas i przestrzeń, napędzanej zmieniającymi się rytmami perkusyjnymi i potężnymi liniami basu. Ostatnio zaczęła także pracować nad improwizacją dźwiękową na żywo. W ramach trwającego projektu „Sound System Culture: On the Radical Roots of Rave” organizuje wydarzenia, w których uczestnicząca publiczność staje się aktywnym twórcą. W swoim programie radiowym zaprasza gości ze swojego kręgu, aby rozmawiali i grali swoje ulubione kawałki sound systemowe.

https://on.soundcloud.com/sTMceoJCBcdxy9Ud8

 

Spontaneous Live Series Vol. 69

9 stycznia 2025, Poznań, Dragon Social Club, Zamkowa 3

20.00 Benjamin Whitehill/ Paolo Possidente

21.00 Cate Hops/ Giorgio Alloatti.

Bilety na bramce: gotówka albo blik.



piątek, 3 stycznia 2025

Rodrigo Amado in two shots: Wrecks with Maranha and The Attic’ La Grande Crue


W nowy rok wchodzimy zdecydowanym krokiem mając pod ręką garść płyt ze starego roku, które należy pilnie zreasumować słowami recenzenckiej refleksji. I to czynić będziemy na tych łamach zapewne przez cały styczeń 2025 roku.

Palmę pierwszeństwa oddajemy portugalskiemu saksofoniście Rodrigo Amado, który prezentowanymi dziś albumami sporo namieszał na wielu ubiegłorocznych podsumowaniach. Trybuna także maczała w tym palce, pierwszy z nich, bez chwili zawahania, umieszczając na liście 50 powodów, by zapamiętać rok 2024.

Duet z eksperymentalnym organistą z Lizbony Davidem Maranhą definitywnie zasługuje na wszelkie pochwały, choć w dorobku Amado jest albumem zdecydowanie niecharakterystycznym. Co innego, pracujące już niemal od dekady trio The Attic, które po raz pierwszy w swej zacnej historii zdecydowało się na wariant trio+. Gościem specjalnym rzadko ostatnio słuchana na europejskich scenach muzyki improwizowanej, francuska pianistka Eve Risser. W tym wypadku sytuacja stylistyczna jest dość dla saksofonisty typowa – soczysty free jazz, nad wyraz swobodnie improwizowany, dużo jakości, choć - być może - za mało samej Risser i charakterystycznych dla niej, preparowanych wybryków rytmicznych.



 

David Maranha & Rodrigo Amado Wrecks (Nariz Entupido, CD 2024). David Maranha – organy elektryczne oraz Rodrigo Amado – saksofon tenorowy. Nagrane w Escola do Largo, Lizbona, czerwiec 2023. Jedna improwizacja/ kompozycja, 44 minuty.

Sytuacja jest tu koncertowa, a samo nagranie jedną strugą gęstych, interaktywnych dźwięków. Saksofonista inicjuje spokojny flow zasłuchując się w pracę organisty, który z miejsca stawia wielowarstwowy, rozkołysany dron o nieco matowym brzmieniu, wsparty metalicznym pogłosem. W systematycznie narastającym strumieniu organowej narracji pojawia się post-gitarowy, a nawet post-industrialny posmak. Swoje dokłada saksofonista, który także brudzi brzmienie, podnosi głos, bywa, że krzyczy, chwilami łapiąc niemal aylerowską hymniczność. Muzycy lgną do siebie niczym ćmy do światła, choć wcale nie frazują imitacyjnie, raczej doskonale się uzupełniają. Narracja wydaje się monotonna, ale po upływie kwadransa jesteśmy już w zupełnie innej sytuacji fonicznej niż na starcie koncertu. Nowe wątki rodzą się jak grzyby po deszczu, zwłaszcza na organowej klawiaturze. W tubie dęciaka pleni się ból i cierpienie.

W połowie improwizacji muzycy pogrążają się w rezonującym samouspokojeniu. Przez kilka chwil scena należy wyłącznie do organisty. Powrót saksofonisty sprawia, iż flow na dłuższy czas nabiera charakteru medytacyjnego, mimo, iż w strumieniu dźwiękowym organów nie brakuje elementów śmiało zasługujących na miano noise’owych. Opowieść, niesiona siłą klawiatury nie bez posmaku fussion, zdobiona jest kocimi parsknięciami dęciaka. Tembr tego ostatniego z czasem zdaje się być żywcem wyciągnięty z finałowych fraz coltrane’owskiego A Love Supreme. Emocje wciąż rosną, uroda chwili trwa.

Finałowe dziesięć minut koncertu, choć sprawia wrażenie końcowego odliczania, przynosi kolejne zdarzenia. Najpierw milknie saksofonista, co skrzętnie wykorzystuje organista i miast gasić płomień narracji, jeszcze go podsyca. Gdy ten drugi ma już w głowie ostatnią frazę, saksofonista przeciąga opowieść na swoją stronę i doładowuje kolejnymi porcjami freejazzowych westchnień. Muzycy potrzebują teraz naprawdę długiego wydechu, by ostatecznie pogrążyć się w ciszy zatrzymanego licznika odtwarzacza kompaktowego.




The Attic (Rodrigo Amado, Gonçalo Almeida, Onno Govaert) & Eve Risser La Grande Crue (NoBusinnes Records, CD 2024). Rodrigo Amado – saksofon tenorowy, Gonçalo Almeida – kontrabas, Onno Govaert – perkusja oraz Eve Risser – fortepian. Nagrane w Timbuktu Studios, Lizbona, lipiec 2023. Cztery improwizacje/ kompozycje, 64 minuty.

Album zawiera rozbudowane, wielominutowe improwizacje – każda wyposażona w wytrawne intro z dużą dozą kameralnej jakości, intrygującą fazę improwizacji, najczęściej w wykonaniu pianistki i saksofonisty, wreszcie niebanalną finalizację, realizowaną na ogół kolektywnie.

Kameralne otwarcie pierwszej części lepi się z fraz inside piano, nisko osadzonego smyczka i garści perkusjonalnych zdarzeń. Saksofon pojawia się w grze po upływie dwóch minut i nadaje opowieści post-jazzowy sznyt. Dobrze kontrolowana ekspresja sprawia, że przejście do fazy improwizacji jest płynne, definitywnie bezbolesne. Najpierw eksponuje się pianistka, która sięga po typowo jazzowe atrybuty, potem saksofonista, który stawia na emocje free. Początek drugiej improwizacji szyje nerwowy kontrabas i prawdziwie cool-jazzowe inwokacje piana i dęciaka. Z czasem narracja zyskuje pewną taneczność. Indywidualna akcja Risser jest tym razem kanciasta, rozdygotana emocjami, z kolei akcja Amado melodyjna, bliska wielowiekowej tradycji gatunku. Na etapie finalizacji, po krótkiej zabawie z rytmem, oddani zostajemy w objęcia kontrabasowego smyczka.

Rytuał inicjacji trzeciej opowieści spoczywa na barkach pianistki, która pracuje na klawiaturze. Pierwsze frazy sekcji rytmu zdają się być ostrożne, a melodia saksofonu spłoszona. Wystarczy jednak kilka chwil, by kwartet osiągnął free jazzową masę krytyczną, ciekawie podszytą nutą swingu. Potem opowieść rozgrywa się w podgrupach – najpierw jest dynamicznym triem z saksofonem, potem duetową ekspozycją basu i perkusji. Strefa uspokojenia przybiera post-balladowe barwy, pachnie wyszukaną, smutną melodyką Wayne’a Shortera. Wejście do gry smyczka wynosi estetykę nagrania daleko poza jazzową jurysdykcję, czyniąc ów moment albumu jednym z najbardziej udanych. Finałowa część trzeciej improwizacji na powrót pełna jest free jazzowych emocji, zdobiona akcjami perkusjonalnymi pianistki, jej krótkim solem i zmysłową kodą kwartetu. Początek ostatniego utworu jest kameralny, definitywnie mroczny. Saksofon pogrywa tu z perkusją, kontrabasowy smyczek z pianem w wersji inside & outside. Generowana długimi frazami opowieść znów nabiera wielu pięknych, niesynkopowanych atrybutów. Powrót estetyki jazzu jest jednak uchronny – najpierw dominuje swoboda inicjacji, potem ogniste frazy rozwinięcia. W końcowej części swoje dokłada perkusista, który kocimi ruchami zdaje się rozstawiać parterów po kątach, po czym serwuje nam solówkę wspieraną repetującym pianem. Ostatnia prosta szyta jest smyczkowymi emocjami i mocną, saksofonową melodyką na pełnym wydechu.




 

wtorek, 31 grudnia 2024

50 Reasons to Remember The Year 2024! Pięćdziesiąt powodów, by zapamiętać rok 2024!


Albums are presented in alphabetic order! Please notice that picture below doesn’t feature all honoured recordings!

Albumy prezentowane są w kolejności alfabetycznej! Proszę zauważyć, iż zdjęcie poniżej nie przedstawia wszystkich wyróżnionych nagrań!



 

Albert Cirera & Florian Stoffner Mow

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/02/albert-cirera-florian-stoffner-like-to.html

AMM Aura

(not reviewed yet)

Bobby Bradford/ Frode Gjerstad/ William Roper/ Alex Cline Frice

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/11/bobby-bradford-frode-gjerstad-william.html

Burkhard Beins Eight Duos

(not reviewed yet)

Colin Webster Large Ensemble Second Edition

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/10/colin-webster-large-ensemble-in-second.html

Czarnoziem Socha

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/06/micha-gizycki-in-black-and-white.html

Darin Gray/ Pak Yan Lau/ Steve Noble/ Alan Wilkinson The Worm Turns

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/12/the-shrike-records-collection-hazard.html

David Maranha & Rodrigo Amado Wrecks

(not reviewed yet)

Der Dritte Stand, Spontaneous Live Series 015: Live at 7th Spontaneous Music Festival

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/10/nowe-albumy-spontaneous-live-series.html

Desarbres Ensemble, Spontaneous Live Series D05: Live at 6th Spontaneous Music Festival 2022

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/04/desarbres-ensemble-digitalna-nowosc.html

Dirk Serries At Future Dawn

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/08/dirk-serries-in-defiance-of-self-at.html

El Pricto/ Don Malfon/ Vasco Trilla Behenii - Part I

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/03/barcelona-five-of-kind-behenii-still.html

Floros Floridis/ Matthias Bauer/ Joe Hertenstein Temporal Driftness

(not reviewed yet)

Gonçalo Almeida States of Restraint

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/09/goncalo-almeida-and-states-of-restraint.html

Gosia Zagajewska/ Paulina Owczarek/ Emilio Gordoa, Spontaneous Live Series D06: Live at 5th Spontaneous Music Festival, 2021

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/06/zagajewska-owczarek-i-gordoa-na-szostym.html

Hubbub abb abb abb

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/09/frederic-blondy-in-two-relative-pitch.html

Ignaz Schick/ Anaïs Tuerlinckx/ Joachim Zoepf Ensemble A

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/12/confront-recordings-three-shots.html

Ingel Rild Extreme Entity Workout

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/12/discordian-records-strikes-again-ingel.html

Isabelle Duthoit & Ocnos Arkestra Chillar todo el día

(not reviewed yet)

John Butcher/ Florian Stoffner/ Chris Corsano The Glass Changes Shape

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/10/butcher-stoffner-corsano-glass-changes.html

John Butcher/ Luigi Marino/ Mark Wastell Parallel Streams

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/09/john-butcher-in-two-trios-parallel.html

John Butcher/ Phil Durrant/ Mark Wastell Around the Square, Above the Hill

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/12/butcher-durrant-wastell-are-hanging.html

John Butcher +13 Fluid Fixations

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/04/john-butcher-13-fluid-fixations.html

Jonas Engel/ Andrea Bazzicalupo/ Asger Thomsen Ø

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/05/engel-bazzicalupo-thomsen-draw.html

Kasper T. Toeplitz & Ensemble Phoenix Basel Rupture & Dissipation

(not reviewed yet)

Kaze Unwritten

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/02/kaze-is-unwritten.html

Luis Erades/ Diego Caicedo/ Seba Ramírez Death Posture

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/10/barcelona-makes-world-go-round-death.html

Magda Mayas' Filamental Ritual Mechanics

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/06/magda-mayas-and-her-filamental-play.html

Marcello Magliocchi/ Adrian Northover Time Textures

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/09/marcello-magliocchi-adrian-northover.html

Marlies Debacker/ Salim(a) Javaid Convolution

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/03/debacker-javaid-in-convolution.html

Marta Warelis/ Florian Stoffner/ Rudi Fischerlehner, Spontaneous Live Series 014: Live at 7th Spontaneous Music Festival

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/10/nowe-albumy-spontaneous-live-series.html

Onceim Laminaire

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/09/frederic-blondy-in-two-relative-pitch.html

Paweł Doskocz & Wojtek Kurek Wrrr

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/09/the-september-round-up-dooom-orchestra.html

Phicus REDOX

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/04/hera-corp-new-outfit-phicus-pablo-selnik.html

Phil Durrant & Daniel Thompson Live / Studio

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/02/phil-durrant-daniel-thompson-are-live.html

Rudi Mahall/ Florian Stoffner/ Michael Griener Die Exorzistin

(not reviewed yet)

Sharif Sehnaoui/ Tony Elieh/ Adam Gołębiewski Shadowcracker

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/03/sehnaoui-elieh-goebiewski-are.html

Slight Deform Still Life #1

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/03/barcelona-five-of-kind-behenii-still.html

Sound the Alarm Sound the Alarm

(not reviewed yet)

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/03/barcelona-five-of-kind-behenii-still.html

Splitter Orchester splitter musik

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/09/splitter-orchester-plays-splitter-musik.html

Ternoy/ Cruz/ Orins The Theory of Constraints

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/05/peter-orins-in-two-circum-disc-trios.html

The Void Of Expansion Escaper

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/05/the-void-of-expansion-escaper.html

Thuluth (Magda Mayas, Ute Wassermann & Raed Yassin) One Third Of The Sun

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/11/al-maslakh-fresh-and-older-thuluth-hic.html

Toc & Paulina Owczarek Psychedelic Jelly

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/10/the-circum-disc-new-outfit-psychedelic.html

Tonus Analog Deviation

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/12/the-new-wave-of-jazz-axis-tonus-lemadi.html

Tony Buck/ John Edwards/ Elisabeth Harnik/ Harri Sjöström Flight Mode – Live in Berlin 2023

https://www.jazzarium.pl/przeczytaj/recenzje/flight-mode-live-berlin-2023

Vasco Trilla The Bell Slept Long In Its Tower

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/10/barcelona-makes-world-go-round-death.html

Warsaw Improvisers Orchestra Trzy Dni

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/08/warsaw-improvisers-orchestra-worked.html

Yedo Gibson Conic Tube

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/06/the-relative-pitch-spring-is-here.html

Zosha Warpeha Silver Dawn

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2024/06/the-relative-pitch-spring-is-here.html

 

 

piątek, 27 grudnia 2024

The Circum-Disc’ fresh outfit: Almufaraka! Brûlez les meubles!


Francuski label Circum-Disc, zarządzany przez naszego ulubionego francuskiego drummera Petera Orinsa, dostarczył w roku 2024 osiem wydawnictw. Z redakcyjnych informacji ściśle tajnych wynika, iż aż trzy z nich znajdą się na corocznym zestawieniu 50 powodów, dla których warto będzie zapamiętać mijający rok. Ale to wszystko okaże się, jak zawsze, w ostatni dzień grudnia.

Tymczasem dziś zagłębiamy się w dwóch ostatnich tegorocznych wydawnictwach z Lille. Najpierw intrygujący kwartet z udziałem aż trzech głosów damsko-męskich, potem dobrze nam znana kanadyjska formacja jazz-rockowa, która tym razem, nie bez udziału gości, zaprasza nas na spacer niespodziewanie kameralny. 

Dodajmy, iż oba albumy stanowią edytorską kooperację z kanadyjskim Tour De Bras, jakże częstą w przypadku Circum-Disc.



 

Almufaraka Master Of Disorder (CD, 2024). Gaëlle Debra, Patrick Guionnet i Maryline Pruvost – głosy oraz Peter Orins – perkusja. Nagrane w la malterie, Lille, Francja, kwiecień 2024 (?). Osiem utworów, 52 minuty.

Mistrz Nieporządku, to bezwzględnie niebywała konfiguracja dźwiękowa. Trzy głosy, każdy czupurny, każdy niebezpieczny, zdolny do szaleństwa i okrucieństwa, a do towarzystwa, by nie rzec, narracyjnego przewodnictwa, jedyne w swoim rodzaju, rozhuśtane drums & percussion. Słucha się tego doskonale, niezależnie od stopnia dekonstruowania ludzkiego głosu, w znacznie mierze za przyczyną dramaturgicznej maestrii Petera Orinsa. Każda opowieść jest precyzyjnie skonstruowana, ma bystry wstęp, intrygujące rozwinięcie i niemal za każdym razem efektowną, niekiedy niezwykle filigranową reasumpcję.

Trzy głosy, dwa kobiece, jeden męski, snują tu na ogół dość separatywne narracje – jeden gada, drugi melorecytuje, jeszcze inny rzęzi, wydobywa z dna gardła basowe wyziewy. Niezwykle rzadko te głosowe strumienie można nazwać śpiewem. Wokół nich, pomiędzy nimi, snuje się struga subtelnego, dobrze zbilansowanego drummingu. Czasami to garść szeleszczących przedmiotów, innym razem akcja z wykorzystaniem werbla, tomów i talerzy. Pod koniec pierwszej części dominuje wszakże wyjątkowo intensywny szmer, jakby klangor opadających ptaków. Z kolei na początku drugiej ekspresja niesie muzyków na wysoki szczyt – wielodźwięk perkusjonalii oplata tu krzyki, jęki, piski i zawodzenia. Ów marsz szaleńców nie ma punktu docelowego, sama droga jest tu wartością. Od wybuchu wulkanu, po mantrę kociego mruczenia i kołysania do snu niegrzecznych dzieci. Od mrocznej ciszy poranka, po hałas zachodzącego słońca.

Na starcie trzeciej części mamy wrażenie, że znaleźliśmy się w samym centrum targu rybnego, na którym lokalne przekupki wyrywają sobie zdobycz. Akcja Orinsa najpierw bazuje na nisko brzmiących bębnach, potem staje się rytmicznym szuraniem po glazurze werbla. Kolejne trzy utwory definitywnie toczą się pod dramaturgiczne dyktando perkusji. Raz jest to rytmiczna nawałnica z użyciem pełnego zestawu perkusyjnego, innym razem delikatne, niemal gamelanowe rytmy, wreszcie soczysty beat, który ma niemal syntetyczną poświatę. Reakcje wokalistek i wokalisty za każdym razem wnoszą do gry nowe elementy – nie brakuje hałaśliwych zgryzów, dźwięków przypominających szorowanie zębów i płukanie gardła, burczenie i dziecięce seplenienie, wreszcie mrocznych, niemal modlitewnych wokaliz.

Finałowe dwie ekspozycje, jakby było mało, poszerzają spektrum dźwiękowe nagrania i przynoszą nowe porcje ekspresji. Siódma opowieść bazuje na dynamice nieustannie łamanego rytmu, którym towarzyszą okrzyki i nawoływania. Wszystko przypomina tu dziki taniec na mokradłach. W końcowej odsłonie albumu znów towarzyszą nam głosy rozhisteryzowanych przekupek. Orins porządkuje tytułowy Disorder soczystym, wielostrumieniowym drummingiem. Narracja faluje, sięga po rezonujące talerze, zagłębia się w mroczne zakamarki, eksploduje czystą, żywą energią ludzkiego krzyku. Samo zakończenie jest misterne, aż po ostatni, ledwie żywy dźwięk.



 

Brûlez les meubles Folio #5 (CD, 2024). Louis Beaudoin-de la Sablonnière – gitara elektryczna, Éric Normand – bas elektryczny, Ingrid Laubrock – saksofon tenorowy, Jonathan Huard – wibrafon oraz Marianne Trudel – fortepian. Nagrane w Conservatoire de Musique de Rimouski, Quebec, wrzesień 2023. Sześć kompozycji własnych, 36 minut.

Formacja Brûlez les meubles prowadzona jest przez Beaudoin-de la Sablonnière’a i Normanda od wielu lat, na ogół przybierając formę tria lub kwartetu z dobrze obsadzonymi rolami liderów-kompozytorów i doposażonych kreatywnością perkusisty i wibrafonisty. Najnowsze dzieło Kanadyjczyków, to jednak inna koncepcja – tym razem bez perkusji, ale z udziałem gości – lokalnej pianistki i świetnie rozpoznawalnej, amerykańskiej saksofonistki. Jazz-rockowy idiom ustępuje tu miejsca kameralnej melodyce, szczypcie zadumy, podanej niekiedy post-jazzowymi metodami. Efekt zdaje się zadawalać w sytuacjach dynamicznych, budząc przeciwstawne emocje w tych nadmiernie wystudzonych.

Album otwiera łagodny, melodyjny temat podany unisono. Na etapie rozwinięcia pojawiają się zalążki kreatywności i dramaturgicznych intryg, głównie ze strony basisty i saksofonistki. Posmak fussion, pierwszy i chyba ostatni raz na tym albumie, bywa tu kontrastowany onirycznym brzmieniem wibrafonu. Drugi utwór sięga po atrybuty dynamiki i zdaje się być, obok odsłony piątej, najciekawszym momentem płyty. Ostra inwokacja saksofonu, biczujące klawisze piana stają do walki o naszą uwagę z kolejnym wystudzonym tematem kompozycji. Znów z odsieczą przychodzi faza improwizacji, tu wzbogacona ciekawymi zabawami z rytmem. Trzeci utwór zaliczyć można do przesłodzonych epizodów post-chamber, z kolei czwarty najpierw sięga po gitarowe plamy ambientu, a potem serwuje nam smooth jazzowy pasaż, ratowany porcją energii z klawiatury fortepianu. W anonsowanej już piątej części dzieje się dużo dobrego – narracja jest zmyślnie pokomplikowana, artyści frazują w różnych, często dysonansowych tempach, a finał nie dość, że syci się efektowną dynamiką, to sięga jeszcze po emocje godne free jazzu. Nasz krótkotrwały entuzjazm gasi finałowa kompozycja, szyta smutną, balladową estetyką. Udane otwarcie basu ginie w otoczeniu nadmiernie wypielęgnowanej melodyki zakończenia.