wtorek, 9 czerwca 2026

Wilkinson, Doskocz & Lisle and Fire in POZnań!


Poznańskie, jakże spontaniczne akcje improwizowane przyczyniły się w ostatnich latach do powstania niejednego międzynarodowego składu, który uroczo pożenił krajową moc twórczą z jej zagranicznym odpowiednikiem.

Oto kolejny przykład. Na kasecie wydanej w dalekiej Irlandii odnajdujemy dwóch pełnokrwistych londyńczyków - saksofonistę i klarnecistę Alana Wilkinsona i perkusistę Andrew Lisle’a oraz polskiego gitarzystę Pawła Doskocza. Tych dwóch ostatnich śmiało mogłoby być synami tego pierwszego, ale czy wiek w soczystej, free jazzowej improwizacji ma jakiekolwiek znaczenie?

Ich drogi zbiegły się zimą dwa lata temu, zaowocowały intrygującą trasą koncertową po Polsce, a fonograficznie dokumentują się nagraniem powstałym w trakcie ich pierwszego wspólnego koncertu - oczywiście w Poznaniu, oczywiście w Dragon Social Club, pod jak zawsze ognistymi sztandarami cyklu koncertowego Spontaneous Live Series.

  


Koncert składa się z dwóch długich, zdecydowanie ponad dwudziestominutowych improwizacji i jednej krótszej, niespełna dziesięciominutowej, umieszczonej na wydawnictwie pomiędzy tymi dłuższymi.

Muzycy rozpoczynają spektakl bez inicjacyjnych ceregieli. Ostro, kolektywnie z bystrym free jazzowym przesłaniem. W tej fazie nagrania podobać się może szczególnie koherentność brzmienia gitary i altu, która unaocznia się w strefie fraz wysokich. Z kolei perkusja trzyma kontakt z podłożem, buduje groove i sprawia, że całość gna do przodu z odpowiednią asekuracją. Już po pięciu minutach opowieść studzi się i przez kilka chwil dryfuje niesiona gitarowymi flażoletami, tworząc rodzaj psycho-ballady z dźwiękami preparowanymi, a także odgłosami z gardła saksofonisty. W stadium kolejnej galopady trio wchodzi po mniej więcej dwunastu minutach – kocie ruchy perkusji, free jazz dęciaka i rockowy temperament gitary lepią się w bardzo ekspresyjną strugę fonii. Po drobnym przesileniu narracja przepoczwarza się w duet sax & drums, a potem na krótką chwilę w plamę gitarowego ambientu. Na ostatnie kilka minut pierwszej odsłony na scenie pojawia się klarnet basowy, który daje dodatkowy impakt muzycznym pomysłom całej trojki. Najpierw groźnie mruczy, a potem zabiera wszystkich na zionącą ogniem i siarką przebieżkę. Nim utwór ostatecznie przygaśnie dostajemy jeszcze smakowity duet klarnetu i gitary.

W drugiej części starszy z Anglików pozostaje przy nisko brzmiącym dęciaku. Medytuje, zachęca kolegów do interakcji. Opowieść najpierw przypomina kolejną inkarnację psycho-ballady, potem niesiona klarnetowym ogniem pokonuje istotne wzniesienie. Wieńczy swój los w oparach gitarowych preparacji.

Trzecia opowieść przez wiele minut toczy się w mrocznych odmętach klarnetowej tuby, dark ambientowej gitary i rezonujących talerzy perkusyjnych. W stadium bardziej intensywne wprowadza trio akcja perkusisty, dodatkowo podkreślona ekspresją gitarzysty. Przez moment narracja jest duetem, co starszy z Anglików wykorzystuje do zmiany instrumentu na saksofon altowy. Po kilku definitywnie radosnych podskokach Wilkinson dorzuca frazy gardłowe, które nie pozostawia bez echa zarówno Doskocz, jak i Lisle. Niedługo potem muzycy przechodzą do fazy wystudzonej finalizacji z kolejną tego wieczoru szczyptą gitarowej psychodelii, a także repetycji.

 

Wilkinson / Doskocz / Lisle Trio in POZ (Fort Evil Fruit, Kaseta 2026). Alan Wilkinson – saksofon altowy, klarnet basowy, Paweł Doskocz – gitara elektryczna oraz Andrew Lisle – perkusja. Nagrane w Dragon Social Club, Poznań w ramach cyklu Spontaneous Live Series, luty 2024. Trzy improwizacje, 60 minut.

 

 

piątek, 5 czerwca 2026

L'apport: Insub.7tet calls Sound the alarm!


Pod koniec kwietnia br. zaprezentowaliśmy na tych łamach cztery albumy szwajcarskiego wydawnictwa Insub Records, które celebrowały dwudziestolecie współpracy dwóch najważniejszych postaci tamtejszej sceny, czyli Cyrila Bondiego i d’incise’a. Z tej zacnej okazji artyści przypomnieli dawną nazwę własną swojego duetu, czyli Diatribes.

Muzycy każdą z płyt nazwali L'apport, a ich zawartość stanowiły skomponowane improwizacje kolejnych składów trzyosobowych. Dziś dostajemy coś w rodzaju dogrywki, co podkreśla także zbliżona grafika okładki płyty. Rzeczona kompozycja powraca, tym razem wykonują ją jednak zjednoczone moce kolektywu Insub, artyści, którzy zazwyczaj stanowią część wielkiej Insub Meta Orchestry. Dodajmy, iż przedsięwzięcie ma charakter charytatywny, a sam album zawiera skupioną, dobrze udramatyzowaną kompozycję wykonywaną przez septet złożony z dwóch instrumentów dętych, dwóch głosów, skrzypiec, harmonium i elektroniki. To tylko 35 minut, ale całe mnóstwo radości z odsłuchu. Bardzo zapraszamy!

  


W trakcie rzeczonych dwóch kwadransów i kilku minut septet zdaje się wykonywać zbliżoną sekwencję akcji dźwiękowych. Dęty, wysoko zawieszony śpiew, niżej osadzone głosy, martwe skrzypce i zastygła fraza harmonium, zapewne wspieranego elektroniką, tworzą rodzaj szkieletu narracyjnego, na którym zasadza się akcja, początkowo minimalistyczna, leniwa, wręcz medytacyjna, w dalszej fazie bardziej zwarta, żwawa, niekiedy nasycona znaczącymi porcjami emocji. Co 7-8 minut muzycy zatrzymują się na kilka chwil, pogrążają się w ciszy, wyznaczając tym samym cztery akty wyrazistego, niekiedy mrocznego dramatu.

W pierwszym cyklu życia kompozycji intrygują frazy grane jakby niechcąco unisono, zazwyczaj z udziałem skrzypiec, saksofonu sopranowego i jednego z głosów. Wszystko zdaje się być pod pełną kontrolą muzyków, ich frazy są w skończonej licznie przypadków zwarte, ścisłe ze sobą skorelowane, bywa wszakże, że rozpływają się szerszym korytem. Najpiękniejsze chwile, to prawdopodobnie te, gdy septet zwiera szyk i wydaje z siebie głębokie, dronowe westchnienia. Aż do końca pierwszej ćwiartki stałym elementem gry zdaje się być jedynie plama harmonium.

Po kilku chwilach szemranej ciszy w okolicach ósmej minuty, muzycy wracają do plecenia pajęczyny interakcji. Pozostają w stadium konceptualnej modlitwy, ale raz za razem któryś z ośrodków dźwiękowych sieje narracyjny ferment, najczęściej czyni to elektronika. Pod koniec drugiego aktu całość wydaje się już silnie rozśpiewana, rozedrgana, na swój sposób ludyczna i post-melodyjna.

W trzecim akcie septet kroczy jakby bardziej zdecydowanie. Harmonium frazuje teraz w trybie zmiennym, przypomina brzmieniem akordeon. Akcje zazębiają, ale wciąż wydaje się, że oglądamy tę samą, opowiadaną od lat historię, choć sam film pozbawiony jest obrazu.

Po trzeciej pauzie, która anonsuje akt czwarty dramatu, zjednoczone siły septetu widzą już jasno kierunek swojej podróży. Głośno śpiewają, ich flow syci się coraz większą dawką emocji. Z czasem wydechy stają się coraz dłuższe – harmonium i skrzypce drżą z emocji, głosy i dęciaki tonują je skrzętnie. Śmierć dramatu jest nagła, jakby ktoś odciął tę niewielką strugę prądu zmiennego, która trzymała przy życiu siedmioro zatrwożonych piechurów.

 

Insub.7tet L'apport: Sound the alarm (Insub Records, CD 2026). Antoine Läng – głos, Anouck Genthon – skrzypce, Christophe Berthet – saksofon sopranowy, Cyril Bondi – harmonium, kompozycja, d’incise – elektronika, kompozycja, Esther Vaucher – saksofon tenorowy, Natalie Peters – głos. Nagrane w Insub.studio, Genewa, Szwajcaria, grudzień 2025. Jeden utwór, 35 minut.

 

 

wtorek, 2 czerwca 2026

Albert Cirera & Wade Matthews know How The Rabbit Got Away!


Świetnie pamiętamy, iż kataloński saksofonista Albert Cirera szczególnie dobrze realizuje się w improwizowanych duetach. Jego seria „Chronicles” z poprzedniej dekady do dziś stanowi jedno z najbardziej wartościowych ujawnień free impro, jakie poznaliśmy w epoce post-millenialnej.

Z tym większą radością sięgamy po duet Alberta z elektroakustycznym mistykiem Wade’em Matthewsem. Sześć równie krwistych, jak ulotnych opowieści o metafizycznej kooperacji preparowanych saksofonowych tub i wielogatunkowych plam syntetyki przyprawionej porcją realnej akustyki.

  


Odcięty od dopływu powietrza saksofon sopranowy, osnuty post-ambientową kotarą, wije się po mulistym podłożu niczym wygłodniałe boa. Artyści trzymają nerwy na wodzy, nie eskalują poziomu dźwięku, mają szacunek dla ciszy i swoistego rodzaju kontemplacji. Frazy jednocześnie dygoczą i lewitują, nie przestają wszakże wchodzić w wyłącznie udane interakcje. Dęciak ciężko oddycha, elektroakustyka wydaje się bardziej żwawa, ma tysiące twarzy, ale nie przestaje być filigranowa. Pierwszą, trwającą prawie kwadrans opowieść wieńczy szum oceanu.

Kolejne historie trwają po siedem, osiem minut. Każda ma wyrafinowaną introdukcję, wielowątkowe rozwinięcie i zwinną finalizację, niepozbawioną figur retorycznych. Drugą improwizację otwierają mroczne, syntetyczne plamy, trzecią hydraulika saksofonowej tuby, kolejne zaś połączone siły intrygującej elektroniki i mechaniki maltretowanego instrumentu dętego. W części drugiej szczególnie urokliwa wydaje się faza imitowanego post-percussion, z kolei trzecia przypomina spacer po pogorzelisku. Czwarta opowieść, to zainscenizowana wizyta na oddziale intensywnej terapii, w trakcie migotania przedsionków. W piątej pojawia się dużo akcentów otaczającej przyrody - coś grzmi, woda leje się strumieniami, a taniec sopranu splata się tu z dźwiękami środowiskowej tajemniczości. Finałowa opowieść to rodzaj kołysanki z trupimi czaszkami w roli głównej. Wszystko zgrzyta zębami, w tubie saksofonu bulgoczą nieznane przedmioty, a niektóre frazy przypominają brzmienie wibrafonu. Na niespodziankę możemy tu liczyć do ostatniego dźwięku.

 

Albert Cirera & Wade Matthews How The Rabbit Got Away (Scatter Archive, DL 2026). Albert Cirera – saksofon sopranowy, tenorowy, preparacje oraz Wade Matthews - digital synthesis, field recordings. Nagrane w UnderPool Studio, Barcelona, listopad 2025. Sześć improwizacji, 50 minut.