Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tobias Delius. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tobias Delius. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 sierpnia 2025

Dunmall, Delius, Brice & Sanders in No Better Than Butcher Bird!


Brytyjski jazz, także ten w formule jak najbardziej swobodnie improwizowanej, wciąż ma się świetnie. Na straży gatunku stoi wielu artystów, ale być może, to saksofonista i klarnecista Paul Dunmall jest tym najbardziej dostojnym i znamienitym.

Doskonale wie o tym krajowa FSR Records (Fundacja Słuchaj!), która w dość krótkim okresie dostarcza drugie świeże nagranie artysty z Birmingham. Po wyśmienitym trio z kontrabasistą Paulem Rogersem i perkusistą Markiem Sandersem, czas na kwartet, także z udziałem Sandersa oraz kontrabasisty Olie Brice’a i saksofonisty, także klarnecisty Tobiasa Deliusa. Ten ostatni, choć urodzony w Anglii, bywa kojarzony bardziej ze sceną kontynentalną, ale jak każdy muzyk improwizujący, pasuje do wszelkiej maści formacji i dramaturgicznych konotacji. A zatem kwartet na dwa instrumenty dęte i sekcję rytmu, co to góry przenosi. Muzycy pichcą nam prawie godzinne danie, są bardzo kreatywni i co szczególnie cenne, rzadko uciekają w objęcia ognistego free jazzu. Wolą luźne dysputy, post-colemanowskie łamańce rytmiczne, tudzież post-aylerowskie melodie. Ale to definitywnie ich kwartet, ich osobisty pomysł na improwizowany jazz!

 


Pierwszy utwór introdukowany jest kolektywnie. Kontrabas i perkusja brzmią masywnie, rysują zgrabne łamańce. Oba saksofony tenorowe wręcz przeciwnie, w niezobowiązującej dyskusji o pogodzie. Sekcja dba o tempo, dęciaki o ulotne melodie. W okolicach piątej minuty mamy solo basu wsparte talerzowym drummingiem, a zaraz potem passus kameralny wsparty na smyczku. Przez moment gramy w trio z Dunmallem, które udanie kontruje Delius już na klarnecie. Spokojna finalizacja pozostaje na barkach Sandersa. W przestrzeń drugiej części wprowadzają nas dwa saksofony wysoko posadowione w fonicznym spektrum spektaklu. Ich dialog zdaje się być równie słodki, jak pikantny. Sekcja wchodzi do gry ekspresyjnie, po upływie czterech minut. W kolejnych fazach dziesięciominutowej opowieści dzieje się sporo – duet Deliusa i Sandersa, potem kwartet, ale już z Dunmallem na sopranie, wreszcie trio z tymże sopranem. Całość płynie swobodnie, ma dobry drive, a poszczególne części improwizacji są konsekwencją wyłącznie udanych decyzji dramaturgicznych.

Trzecią, najdłuższą historię otwiera kontrabas i perkusja. Po niedługim czasie w grze pojawia się melodyjny klarnet i szemrzący tenor. Leniwa rozgrzewka nabiera rumieńców dzięki aktywności basu. Przez moment improwizuje trio z tenorem, a potem kwartet na dwa tenory. Kolejne epizody tej odsłony albumu, to duet Dunmalla z Sandersem i zwinne zejście w otchłań kameralistyki – ze smyczkiem i dwoma klarnetami. Finalizacja płynie delikatną, ale bardziej dynamiczną strugą dźwięków. Finałową część inicjuje tenor i kontrabas. Perkusja rusza do akcji po kilku chwilach, a uzupełnieniem kwartetu jest tym razem melodyjny drugi tenor. Po chwili jesteśmy w trio bez Deliusa, a potem – już w kwartecie - stajemy w ogniu najgorętszej free jazzowej odsłony tego wieczoru. Oto kwartet wolnej improwizacji, który kipi emocjami, ale nie eskaluje się poza granice zdrowego rozsądku, zdaje się być świetnie zbilansowany, dodatkowo niemal perfekcyjnie skomunikowany. I doposażony w plejady brzmieniowych niuansów. Końcowe chwile albumu, to najpierw duet tenorzystów, potem kwartet unoszony siłą perkusyjnej akcji, wreszcie rozbudowana finalizacja z solem perkusji, prawdziwą wisienką na torcie. Ostatnie dźwięki mają posmak five’o’clock tea.

Paul Dunmall/ Tobias Delius/ Olie Brice/ Mark Sanders No Better Than Butcher Bird (FSR Records, CD 2024). Paul Dunmall – saksofon tenorowy, sopranowy, klarnet C, Tobias Delius – saksofon tenorowy, klarnet Bb, Olie Brice – kontrabas oraz Mark Sanders – perkusja. Nagrane w Birmingham, Wielka Brytania, maj 2023. Cztery improwizacje, 56 minut.

 

*) niniejsza recenzja powstała na potrzeby portalu jazzarium.pl i tamże została pierwotnie opublikowana



piątek, 23 lutego 2024

Christian Marien in quartet and trio!


Berlińskim perkusistą i perkusjonalistą Christianem Marienem zachwycamy się już od dłuższego czasu, na ogół przy okazji jego artystycznych aktywności czynionych wraz z puzonistą Matthiasem Müllerem w ramach ich definitywnie cudownego duetu Superimpose. Wiele ciepłych słów poświęciliśmy mu także przy okazji jego solowej płyty The Sun Has Set, the Drums Are Beating. Muzyk wszakże swymi aktywnościami i talentami wypełnia nie tylko przestrzeń europejskiej muzyki swobodnie improwizowanej, ale jest także ważnym podmiotem wykonawczym sceny jazzowej i całkiem zgrabnym kompozytorem w obrębie tego jakże szeroko rozumianego gatunku.

Wspomniany duet Superimpose gościł w poznańskim Dragonie na początku stycznia, znów wbił nas w ubitą ziemię jakością swojej improwizacji, a sam Marien pozostawił w odtwarzaczach redakcji dwie nowe płyty. Obie doskonale prezentują jego najbardziej współczesne dokonania na niwie jazzu, wsparte jego licznymi kompozycjami. Najpierw sięgamy zatem po jego flagowy, imienny Quartett, potem po kolektywne trio o nazwie własnej I Am Three, które po części także bazuje na jego kompozycjach. Dwie świeże plyty, obie datowane na rok bieżący i mnóstwo soczystych, jazzowych, niekiedy free jazzowych eskapad. I równie bogaty pakiet jakże bystrych scenariuszy Mariena.




Quartett

W kwartecie Mariena odnajdujemy bardzo dobrze lub dobrze znanych nam artystów – gitarzystę Jaspera Stadhoudersa, saksofonistę i klarnecistę Tobiasa Deliusa oraz kontrabasistę Antonio Borghiniego. Album zawiera siedem utworów - sześć z nich, to dzieła perkusisty, a jedno, centralnie posadowione na płycie, to dzieło wspólne, zatem istnieje duże prawdopodobieństwo, iż jest nagraniem w pełni improwizowanym.

Słowo się rzekło, trzy pierwsze kompozycje Mariena pięknie wprowadzają nas w klimat nagrania. Melodyjne, rytmiczne, często dynamiczne tematy, na ogół podawane kolektywnie, stanowią tu gem otwarcia dla rozbudowanych improwizacji, też prowadzonych w skończonej liczbie przypadków wspólnymi siłami. Pierwsza część nie dość, że efektownie swinguje, to zdaje się mieć na poły latynoski sznyt, doprawiony afrykańską polirytmią. Czuć w każdym dźwięku, w każdej pojedynczej frazie, iż drummer jest tu kreatorem głównym spektaklu. W drugiej odsłonie pojawia się klarnet i mandolina, a opowieść, zwłaszcza w swej początkowej fazie, toczy się w dostojnym tempie i wyszukanej, niekiedy melancholijnej melodyce. O kameralny posmak dba kontrabasowy smyczek, a puentą nagrania są rytmiczne łamańce perkusisty, które dodatkowo stymulują jakość ekspozycji. W trzeciej części mamy progresywny, prosty rytm, który podprowadza muzyków pod wyjątkowo intrygującą fazę środkową, upstrzoną mnóstwem świetnych interakcji, czynionych w procesie nad wyraz swobodnych improwizacji. Gdy tempo rośnie dostajemy się wir solowej ekspozycji gitarzysty, prowadzonej przy wsparciu gęsto frazującej sekcji rytmu.

Czas na anonsowaną część czwartą, najdłuższą, pozbawioną tematu przewodniego, doposażoną w zadaną strukturę i ogrom przestrzeni na kolektywne improwizacje. Skupiony początek bazuje na brzmieniu smyczka, lekkiej, ale od startu dynamicznej perkusji i post-psychodelicznych wyziewach gitarowych. Narracja jest tu wyjątkowo bogata w wydarzenia, zwroty akcji, ale i brzmieniowe subtelności. Delius pracuje zarówno na saksofonie, jak i klarnecie, także Stadhouders korzysta z obu swoich narzędzi pracy. Tempo faluje, ale w fazie finałowej jest wysokie, znów stemplowane kreatywnością perkusisty. Pod koniec utworu mamy wrażenie, że muzycy łapią nieco bluesowego klimatu, bystrze kontrapunktowanego preparacjami gitarzysty. Definitywnie crème de la crème całego albumu.

W trzech finałowych kompozycjach Mariena także odnajdujemy mnóstwo smaczków i punktów recenzenckiego zaczepienia. Utwór piąty zdecydowanie koi emocje po kluczowej części czwartej. Drżące talerze, semicka zaduma klarnetu, melancholijna mandolina - oto ballada smutku, która na etapie rozwinięcia nabiera pięknej nerwowości, znów nie bez bluesowego posmaku. Szósty utwór osnuty jest wokół figury post-funkowej. Kompulsywny rytm, połamane frazy jakby czekające na melodyjny motyw przewodni, który wyznaczy kierunek dalszej podróży. Tuż po jego prezentacji kwartet rusza w taniec, tak jak w części pierwszej z latynoskim temperamentem, podpartym polirytmiczną fakturą. Ów fast post-swing daje przestrzeń do improwizacji także na etapie przyśpieszenia! Emocje buzują, choć zdają się być pod pełną kontrolą każdego z muzyków. Finałowy utwór niesie ze sobą pokaźny wachlarz atrybutów farewell song – garść preparacji, trochę mrocznego wzdychania, klarnetowe trwogi, leniwe, gitarowe akcje perkusjonalne i delikatny groove, rodzący się na gryfie basu. Końcową melodię dostarcza tu klarnecista, który skutecznie zachęca do śpiewu pozostałych uczestników tego szalonego przedsięwzięcia.



 

I Am Three

Zgodnie z nazwą własną (i zabawnym kolażem na okładce) mamy tu jedno artystyczne ciało zlepione z saksofonistki Silke Eberhard, trębacza Nikolausa Neusera oraz naszego głównego bohatera na perkusji. Artyści przygotowali na potrzeby trzeciego albumu formacji aż jedenaście kompozycji, których autorstwem podzielili się w następujący sposób – dwie, to dzieła saksofonistki, cztery trębacza i pięć perkusisty. Zgrabne, nieprzegadane opowieści, trwające na ogół od trzech do pięciu minut, szyte są open jazzowym ściegiem, a w głowie recenzenta budzą dobre skojarzenia z dokonaniami nowojorskiego tria Barondown sprzed trzech dekad, dowodzonego przez świetnie nam znanego Joey’ego Barona, a bazującego na kooperacji perkusji z dwoma dęciakami.

Wesoły, durowy temat podają tu najczęściej saksofon i trąbka, a ekspresyjna, ciekawie poukładana rytmicznie perkusja niesie ich do samego nieba. Tematy są oczywiście tylko pretekstem do improwizacji, ale w tej sferze muzycy nie zwykli popadać w nadmiar ekspresji. Świetnie ze sobą kooperują, często wpadają w udane imitacje, jedynie w kilku krótkich fragmentach zdają się ciągnąć opowieść samotnie, tudzież bardziej w swoją stronę. Robota perkusisty znów świetna – perfekcyjnie dba o dramaturgię, strukturę, brzmienie, wreszcie odpowiedni poziom emocji! Na tak dynamicznej formule oparta jest pieśń otwarcia, a także czwarta, siódma i dziesiąta ekspozycja.

Po efektownym starcie albumu, w drugiej opowieści zwraca uwagę brzmienie obu dęciaków, pogrążone w pogłosie, jakby oba instrumenty wyśpiewywały wyjątkowo rozmarzone melodie. Drummer dyktuje tempo, trąbka i saksofon dyskutują o mglistej aurze poranka. W części trzeciej odnotowujemy lekko zabrudzone brzmienie trąbki, na której zdaje się spoczywać ciężar introdukcji, z kolei saksofon realizuje tu krótką partię solową. Na koniec muzycy zwalniają i sieją garść preparowanych fraz. W części piątej instrumenty dęte snują zstępujące, post-melodyjne drony. Wystarczy jednak kilka akcji perkusji, by opowieść nabrała stosownego tempa, kreując przy okazji przestrzeń dla efektownych improwizacji, szczególnie w fazie środkowej utworu. Szósta opowieść zwie się adekwatnie Fast-slow. Melodie, preparacje i permanentne kombinowanie z rytmem i tempem, to podstawowe elementy tej intrygującej układanki. Także opowieść ósma nie stawia na wysokie tempo, przypomina post-balladę z dobrze zarysowaną linią melodyczną. Część dziewiąta szyta jest prawdziwie ognistą synkopą w półgalopie, ale w fazie rozwinięcia muzycy sięgają po to, co najlepsze – najpierw dużo leniwych, cedzonych fraz na wdechu, potem efektowne pyskówki na niezłej dynamice. Album wieńczy utwór, który podobnie jak część druga, budowany jest na sporym dysonansie, zarówno w zakresie tempa, jak i intensywności frazowania. Marien podaje tu gesty, dudniący drumming groove, z kolei trąbka i saksofon w swoim, na poły niespiesznym rytmie, budują skromne, melodyjne opowieści, znów chętnie zanurzając się w pogłosie.

 

Christian Marien Quartett How long is now (MarMade Records, CD 2024). Tobias Delius – saksofon tenorowy, klarnet, Jasper Stadhouders – gitara, mandolina, Antonio Borghini – kontrabas oraz Christian Marien – perkusja. Nagrane w Studio Zentri Fuge, Berlin, 2023. Siedem kompozycji, 51 minut.

I Am Three In Other Words (Leo Records, CD 2024). Silke Eberhard – saksofon altowy, instrumenty perkusyjne, Nikolaus Neuser – trąbka oraz Christian Marien – perkusja. Nagrane w RecPublica Studios, Łubrza, Polska, 2023. Jedenaście kompozycji, 37 minut.




wtorek, 25 lipca 2023

Disorder at the Border! Kataklisma!


Pewne włosko-słoweńskie trio debiutowało fonograficznie kilka lat temu dzięki inicjatywie wydawniczej krajowego Not Two Records. Dziś powraca z drugą płytą, znów pod krajowymi sztandarami (tu akurat Fundacja Słuchaj!), tym razem z udziałem gościa (o jakże ponadgranicznej proweniencji paszportowej) i ponownie śle nam moc ciekawych, improwizowanych doznań. Ale jedno nie podlega dyskusji! Nazwa formacji jest doprawdy mistrzowska (tytuł albumu także!) i wciąż świetnie oddaje pokrętną rzeczywistość epoki VUCA/ szatańskiej/ name as you want, choć wymyślona została w czasach zdaje się nieco prostszych w ujęciu geopolitycznym.

Na nowym albumie D’Agaro, Maier, Delius i Kaučič zabierają nas do Słowieni, do roku 2017 i proponują swobodnie improwizowaną przygodę (tu nawet odyseję, patrz albumowe liner notes), w trakcie której sycą się free-jazzowymi namiętnościami, ale równie dobrze zachowują w sytuacjach dalece kameralnych. Koncert składa się z seta zasadniczego (40-minutowego) i trzech kilkuminutowych dodatków (zapewne bisów).



 

Dwaj łagodnie brzmiący saksofoniści, zawieszony w próżni kontrabasista, który dość szybko sięga po smyczek i perkusjonalista, który swoim rozbudowanym śmietniskiem metalowych przedmiotów ubarwia wstępną fazę improwizacji - oto podmioty wykonawcze narracji, która bez trudu łapie kolektywnego bakcyla, ale jej twórcy zdecydowanie donikąd się nie spieszą. Równie chętnie budują na poły dynamiczny flow, jak sięgają po solowe pizzicato, tudzież kameralny duet smyczka i klarnetu. Pierwsze dziesięć minut koncertu reasumuje krótki półgalop zainicjowany buchającym temperamentem słoweńskiego drummera (tu pracującego na różnych wysokościach). Kolejna faza koncertu, już po stłumieniu ekspresji, zdaje się być nad wyraz kameralna i wyciszona. Odrobina post-jazzu, ballada o bluesowym posmaku, kolejna solowa ekspozycja kontrabasu, wreszcie duet tego ostatniego z saksofonem. Nowa intryga zostaje uruchomiana dopiero po dwudziestej minucie. Saksofony wybierają tu free jazzowy tryb, z kolei smyczek kontrabasu przyjmuje na siebie rolę cerbera kameralnego porządku. Całość oddycha dynamiką perkusisty i brnie ku kolejnemu szczytowi. Ten następuje już po pięciu minutach i znów wywraca emocje do góry nogami - najpierw dostajemy duet syczących tub, potem trochę smyczkowych westchnień, wreszcie zakotwiczenie całego już kwartetu w bezpiecznej dolinie. Po kilku minutach zostaje podjęta decyzja o budowaniu kolejnego wzniesienia – tym razem bukietem radosnych zaśpiewów, gęstym drive’em kontrabasu i odrobiną bardziej przyziemnych perkusjonalii. Tempo rośnie, ale muzycy nie skaczą w ogień free jazzu, inteligentnie zwalniają, przechodzą w tryb rwanych, krótkich fraz i bez trudu, jakże kameralną ścieżką, docierają do końca zasadniczej części koncertu.

Pierwszą dogrywkę inicjują perkusjonalia. Leniwy start okazuje się być tu zaczynem dynamicznej, post-jazzowej ekspozycji. Uformowana w szeroki, kolektywny strumień dźwięków pozwala na prezentację ciekawych fraz każdego z uczestników podróży. Z kolei druga dogrywka stawia na kameralny suspens. Znów zaczyna ją Zlatko, pomaga mu smyczek Giovanniego i plejady dętych szumów Daniele i Tobiasa. W zwartej opowieści odnajdujemy sporo brzmieniowych subtelności, zwłaszcza ze strony kontrabasu. Wreszcie ostatnia dogrywka i kolejna zmiana klimatu. Ostra, niemal free jazzowa jazda z wysoko postawionym klarnetem i saksofonem, która pracuje w niższym rejestrze. Do tego twarda sekcja rytmu, która wiedzie kwartet aż do ściany burzliwych oklasków.

 

Disorder at the Border special guest Tobias Delius Kataklisma (Fundacja Słuchaj!, CD 2022). Tobias Delius – saksofon i klarnet, Daniele D’Agaro – saksofon i klarnet, Giovanni Maier – kontrabas oraz Zlatko Kaučič – perkusja, instrumenty perkusyjne. Nagranie koncertowe, Brda Contemporary Music Festival w Šmartno, Słowenia, sierpień 2017. Cztery improwizacje, 56:55.


*) niniejsza receznja powstała na potrzeby portalu jazzarium.pl i tamże została wieki temu opublikowana