Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luis Vicente. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luis Vicente. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 lipca 2026

The July’ Round-up: Spinors! Made of Bones! Nuno! Torrecillas! Serries & Tietchens! Poems 11 & 12! Kakofonie #15!


Czas na lipcową zbiorówkę recenzji. Dziś osiem albumów i tradycyjnie multigatunkowy tygiel improwizacji. Tym razem sporo prądu i elektroniki, ale także szerokie spektrum fraz akustycznych, czasami wprost z wielkomiejskiej ulicy!

Zaczniemy w Berlinie, potem czekają nas dwa spotkania portugalskie, krótka wycieczka do Buenos Aires, mroczna otchłań Belgii i aż trzy wątki krajowe – jeden ulepiony z surowej akustyki, drugi z małego prądu, a trzeci z meandrycznej elektroakustyki. Od koloru do wyboru! Very Welcome!

 


Spinors Masual (Evil Rabbit, CD 2026)

Morphine Raum, Berlin, czerwiec 2023: Alex Nowitz - głos, elektronika, Sukandar Kartadinata – gitara elektryczna, elektronika oraz Matthias Bauer – kontrabas. Cztery improwizacje, 45 minut.

Głos wspomagany ręczną elektroniką, niebanalnie frazująca, obleczona kablami gitara z prądem i kontrabas najchętniej traktowany smyczkiem tworzą tu opowieść pełną niespodzianek, zarówno brzmieniowych, jak i narracyjnych. To dramat w trzech długich aktach i jednym bardzo krótkim, który przykuwa uwagę od pierwszej do ostatniej sekundy.

Po równie szemranym, jak gadanym otwarciu muzycy budują linearną opowieść, która startuje z pozycji post-jazzowej, ale szybko ucieka w oniryczną, post-psychodeliczną balladę. Po kilku minutach narracja staje się jednak zaskakująco dynamiczna, uformowana w dron, który pulsuje mrokiem, usiany usterkową niekiedy elektroniką. Druga opowieść balansuje od mrocznej ciszy inicjacji po wybuchy ekspresji, tu godne doprawdy muzyków z dalekiego wschodu. Smyczek tańczy jak oszalały, gitara plecie psychodeliczne melodie, a głos deliberuje w estetyce niemalże operowej. Samo zakończenie śmiało zasługuje na miano bardzo głośnego. Pulsująca preparacjami trzecia, miniaturowa odsłona udanie podprowadza pod finałową ekspozycję. Tu także artyści potrzebują chwilę, by od elektroakustycznych dywagacji przejść do narracyjnych konkretów. Na etapie rozwinięcia króluje basowy groove, który niesie dwa strumienie elektroniki, tej post-gitarowej i tej post-wokalnej.

  


Made of Bones & Luís Vicente Jardim Vertical (Profound Whatever, DL 2026)

No Estúdio Profound Whatever, Pesinho, styczeń 2026: Duarte Fonseca – perkusja, João Clemente – gitara, Nuno Santos Dias - Waldorf zarenbourg oraz Luís Vicente – trąbka. Dziesięć utworów, 57 minut.

Dobrze opakowana przetwornikami gitara elektryczna, kwaśny instrument klawiszowy i punktowa perkusja, to narzędzia pracy tria Made Of Bones, które zdaje się być idealne do tworzenia psychodelicznego, nieco onirycznego fussion, czerpiącego zarówno z jazzu, jak i rocka. Trio lubi muzykować z gośćmi - po incydencie z saksofonistą Jose Lencastre, czas na improwizacje z trębaczem Luisem Vicente.

Album składa się z dziesięciu odcinków, ale po prawdzie większość z nich łączy się w bardziej rozbudowane sekwencje zdarzeń. Powolna, leniwa narracja, niczym pochód umarlaków na granicy przemieniana, jest tu punktem otwarcia każdej opowieści. Muzycy dokładają step by step kolejne elementy, dzięki czemu większość utworów na etapie rozwinięcia osiąga poziom wzmożonej intensywności. Bazowe trio trzyma się swoich reguł gry, buduje delikatnie upalony strumień dźwięków, w którym poczucie upływającego czasu bywa sprawą bardzo indywidualną. Z kolei kreatywność trębacza, zwłaszcza w fazie preparacji sprawia, iż raz po raz improwizacje osiągają stan istotnie intrygujący. Klawisz z gitarą idą tu na ogół pod rękę, rola perkusji często sprowadza się do wytyczania szlaku podroży, ale bywa, że w efemerycznej flaucie improwizacji potrafi wzbudzić nowe życie. Album po wystudzonym, onirycznym otwarciu swoją kulminację zdaje się przeżywać w trakcie ósmego, najdłuższego utworu, który balansuje od psychodelicznej ballady do żwawej post-jazzowej przebieżki. Wieńczące płytę dwie ostatnie odsłony, to błysk melodii i kojący ambient.

  


Jorge Nuno A Ilha Revisitada (Thödol Records, CD 2026)

Lizbona oraz Terceira (utwory 3-5), czas nieznany: Jorge Nuno – gitara. Trzynaście utworów, 39 minut.

Z tym portugalskim muzykiem znamy się świetnie. Kiedyś lubował się w gitarowej psychodelii, teraz częściej siada samotnie ze swoim instrumentem i opowiada nieme historie o życiu. Jego druga płyta solowa przynosi aż trzynaście takich opowieści – ciągle pachnie w nich rockiem i post-bluesem, choć szyte są delikatnymi frazami gitary akustycznej.

Album otwierają wystudzone gitarowe flażolety, które pachną dawno zapomnianą prerią dzikiego zachodu. Estetyka bluesa i rocka dają szczególnie znać o sobie w kolejnych, niekiedy dość dynamicznych przebieżkach po gitarowym gryfie. Nuno szoruje struny, szarpie je i ślizga się po nich, a potem puentuje wszystko porcją wystudzonych, ale na ogół dość melodyjnych fraz. W piątej opowieści artysta wpada w repetytywny taniec czyniąc ów fragment bodaj najciekawszym momentem albumu. Potem na długo zapada w otchłań gitarowego minimalizmu. Owe narracyjne slow motion ma swój niezaprzeczalny urok, ale zdaje się, że po kilku utworach zaczynami już tęsknić do ekspresji, jaką muzyk serwował w pierwszej części albumu. Ta dobra energia szczęśliwie powraca, a sam proces zaczyna się w połowie dziewiątego utworu. Album wieńczy minimalistyczny taniec, który nie nosi jednak znamion pożegnania. Nuno wróci do nas z pewnością całkiem niedługo.

  


Torrecillas/ Vázquez/ von Schultz Physis (Plus Timbre, DL 2026).

Estudio Libres, Buenos Aires, Argentyna, Luty 2025: Jorge Torrecillas – saksofon tenorowy i altowy, Pablo Vázquez – kontrabas, głos oraz Marcelo von Schultz – perkusja. Dziewięć utworów, 32 minuty.

Czas na argentyński free jazz. W roli improwizatorów nasi dobrzy znajomi z Buenos Aires, z których dwóch mieliśmy nawet okazję gościć w spontanicznych progach Poznania w czasach przedpandemicznych. Trio, które gra dla nas Physis nie eksperymentuje, nie szuka nadmiernie rozszerzonych technik, ani nie kąsa szczególnie wymyślną dramaturgią. Gra swoje, co byśmy przez to nie rozumieli. I gra bardzo kompetentnie.

Krótkie, dobrze sformatowane improwizacje introdukowane są najczęściej przez perkusję i kontrabas. Saksofon wchodzi zazwyczaj na gotowe, syci flow jazzową melodią, a gdy trzeba ostro dmie intrygująco brudnym brzmieniem. Raz po raz artyści dorzucają coś nowego do typowego jazzowego tygla. W drugim utworze czujemy posmak ethno, a dużo dobrego wnosi kontrabasowy smyczek. Początek czwartej części grany jest przez basistę, ale efekt jest istotnie perkusjonalny. W niektórych momentach trio wpada w galop, ale nie jest on masywny, czasami wydaje się wręcz filigranowy. Szczególnie udane są improwizacje siódma i ósma. Pierwszą z nich prowadzi duet sax & drums osadzony w melodyce aylerowskiej, który jest nieustannie kontrapunktowany agresywnie usposobionym smyczkiem. Taka wymiana zdań stanowi oś dramaturgiczną utworu. Z kolei ósemka, to narracja tkana z drobnych, minimalistycznych fraz każdego z instrumentów, także bez użycia siły, czy forsowania nadmiernej ekspresji. Album domyka niespełna minutowa ekspozycja pełna rytmu, radosnej energii, daleka od oczekiwanej w takich momentach farewell song.

  


Dirk Serries & Asmus Tietchens Die Regeninsel (Attenuation Circuit, CD 2026).

Czas i miejsce nieznane: Dirk Serries – gitara elektryczna, efekty oraz Asmus Tietchens – processings. Sześć utworów, 46 minut.

Dark ambientowe płyty Serriesa znamy doskonale, nieomal się na nich wychowaliśmy. Najnowsza propozycja belgijskiego gitarzysty rozwija ten zamysł dramaturgiczny (nie po raz pierwszy) o elektroniczne procesowanie tego, co dostarcza samotna gitara elektryczna. Efekt zjawiska, to mroczne, gitarowe drony zanurzone w poświacie grozy, otchłaniach iście lovecraftowego niepokoju. Ta podróż jest bardzo niebezpieczna, szczęśliwe jednak każdy z odcinków zdaje się mieć nieco łagodniejszą, jakby odseparowaną od zasadniczej sytuacji dramatu puentę.

Od pierwszej sekundy nagrania gitarowy dark ambient zostaje osadzony w przestrzeni, która rezonuje jeszcze bardziej mrocznym, wielowarstwowym pogłosem. Puls jest jednostajny, tembr z czasem zniekształca się, co potęguje zjawisko niepokoju. Druga i piąta opowieść zdają się pochodzić od jednej matki. To gitarowa melodia systematycznie dewastowana syntetyczną powłoką brudu, obleczona łagodnym, matowym pulsem, który dociera z głębokiego offu. Ów proces osiąga incydentalnie stadium noise’owe. Trzecia opowieść wydaje się bardziej oniryczna. Szyty na kilka sposobów ambient brzmi tu wyjątkowo syntetycznie, syczy niczym wygłodniały wąż boa. Z kolei w czwartej odsłonie punktem wyjście są zniekształcone frazy, brzmiące jakby pochodziły z uszkodzonego odbiornika radiowego. Na etapie rozwinięcia flow wydaje się tu bardzo gęsty, przypomina marsz w błocie po kolana. Dla odmiany finałowa narracja zostaje posadowiona dość wysoko. Gitarowy ambient wydaje się śpiewny i zlany z porcją syntetyki. Aura grozy schodzi na background, ale cały czas kąsa niepokojem. I tu końcowy konsensus nosi znamiona mrocznej łagodności.

  


Kamil Szuszkiewicz, Mateusz Rybicki, Dawid Kosiarkiewicz, Paweł Sokołowski Poem 11, series 1 (Monaural Poetry, LP 2026)

Różny czas, różne miejsca: Kamil Szuszkiewicz – trąbka, Mateusz Rybicki - klarnet, Dawid Kosiarkiewicz – saksofon barytonowy, Paweł Sokołowski, saksofon altowy. Cztery solowe improwizacje, 25 minut.

Patryk Zakrocki and Marcin Olak Poem 12 Openphonic Hat (Monaural Poetry, LP 2026).

Galeria Projekt Café, Warszawa, czas nieznany: Marcin Olak - gitara elektryczna, akustyczna, efekty oraz Patryk Zakrocki – gitara elektryczna, obiekty. Sześć utworów, 23 minuty.

Analogowo rejestrowana, wycinana seria płyt winylowych Patryka Zakrockiego nabiera rozpędu. Dziś zaglądamy na edycje jedenastą i dwunastą.

Pierwsza nich przynosi cztery solowe ekspozycje dęte, zrealizowane w okolicznościach przyrody – w tunelu pod wiaduktem kolejowym, na akademickim dziedzińcu, w bibliotece i otwartej przestrzeni okołoklubowej. Surowe brzmienie dęciaków, ciekawy efekt pracy z echem, odgłosy codziennego życia przybytku publicznego. Baryton Kosiarkiewicza zaczyna od delikatnego pomrukiwania, kończy niczym wielki zwierz w klatce, który próbuje się wyswobodzić. Echo tuneli robi tu wrażenie. Z kolei sopran Sokołowskiego snuje wytłumione melodie, które zdają łapać kontakt z powietrzem otwartej przestrzeni. To samo czyni trąbka Szuszkiewicza, która dodatkowo niesie się matowym pogłosem. Najbardziej intryguje w tym zestawie klarnet Rybickiego – lekki, frywolny, trochę roztańczony, z każdą sekundą nagrania jakby bardziej wsłuchany w odgłosy życia bibliotecznego.

  


Gitarowy duet Zakrockiego i Olaka, to z kolei melodyjna, wręcz piosenkowa odsłona improwizacji. Bez wokalu, natomiast z dużą dawką post-bluesa i rocka z zakurzonych klasyków westernowych. Krótki, sześcioodcinkowy serial udanie buduje dramaturgię - zaczyna od tęsknych melodii z dalekich prerii, potem sięga po porcje minimalistycznych fraz otumanionych drobnymi sprzężeniami, a kończy dynamiczną ekspozycją obu gitar, które budują podwójny, basowy groove.

  


Chołoniewski, Figle, Pyzik & Przetacznik Kakofonie#15 (Bandcamp’ self-released, DL 2026)

Betel, Kraków, marzec 2026: Marek Chołoniewski - live electronics, Mariusze Figle – syntezatory, Tomek Przetacznik - gitara oraz Kazimierz Pyzik – wiolonczela. Trzy improwizacje, 41 minut.

Kakofonie, cykl krakowskich koncertów, które na scenie klubu Betel łączą w intrygujące składy ad hoc krajowych muzyków improwizujących, mają już ugruntowaną medialnie pozycję i pokaźną dźwiękową historię. Szczęśliwie piętnasty incydent cyklu trafia do nas w formie dokumentacji fonicznej. Zaglądamy do środka z dużym zainteresowaniem.

Dwa instrumenty strunowe, syntezator i instytucja live electronics tworzą tu gęsty tygiel zdarzeń uformowanych w trzy kilkunastominutowe odcinki czasowe. Początek koncertu pokazuje, iż artyści, spotykający się ze sobą po raz pierwszy, potrzebują trochę czasu, by kierunki ich kreatywności zaczęły ze sobą istotnie korelować. Pierwsza improwizacja sprawia wrażenie małego koncertu życzeń. Każdy z muzyków prezentuje walory swojego instrumentarium, ale interakcje pomiędzy nimi nie są jeszcze solą tej opowieści. Puentą zaś okazuje się melodyjnie frazujące cello, które bez problemów radzi sobie z drobnymi incydentami noise realizowanymi przez syntetyczną frakcję kwartetu. W drugiej części muzycy zwierają szyki, a efektem jest linearna opowieść, którą przy pewnej dozie poczucia humoru moglibyśmy określić mianem … avant popu. Melodyjna wiolonczela, basowy rytm gitary i równie rozśpiewany tembr syntezatora! Zdaje się, że dramaturgiczny konsensus muzycy osiągają ostatecznie w trzeciej odsłonie. Na powierzchnię bogatego strumienia dźwiękowego forują się wiolonczela i gitara, a elektroakustyczna otulina wzmaga efekt całości i sprawia, że improwizacja nabiera artystycznych rumieńców aż do nagłego, jak za pociągnięciem skalpela, zakończenia koncertu.



piątek, 24 lipca 2026

Edwards, Vicente & Vasco Trilla play Choreography Of Fractures!


Luis Vicente i Vasco Trilla grają razem niemal od kołyski, zarówno w duecie, jak i w większych składach. Połączenie trąbki i perkusji stwarza ciekawe okoliczności brzmieniowe i dramaturgiczne. A gdy dodamy do takiego zestawu kontrabas, sytuacja robi się jeszcze bardziej atrakcyjna.

Gdy wreszcie za sterami tego kontrabasu zasiądzie sam John Edwards, nasza radość może nie mieć końca. Zapraszamy na trzyosobowe spotkanie, jakie odbyło się na portugalskiej prowincji dwie zimy temu.

  


Album składa się z czterech rozbudowanych improwizacji, z których pierwsza i trzecia trwają po kilkanaście minut. Otwarcie każdej z nich jest spokojne, wyważone emocjonalnie, niemal balladowe, ale zawsze owa niezobowiązująca gra wstępna prowadzi do free jazzowego spiętrzenia. W każdym z utworów ów proces ma jednak inną pod względem dramaturgicznym postać.

Leniwe, kontrabasowe pizzicato, rezonujące talerze i smutny śpiew trąbki, to aura inauguracji. Jakby portugalskie saudade kotwiczyło się do brytyjskiego portu. Po zapowiadanym szczycie ekspresji, do gry chodzi kontrabasowy smyczek i efektownie koi zszargane nerwy, ostatnie dźwięki improwizacji pozostawiając wyłącznie dla siebie. W drugiej odsłonie punktem wyjścia jest kameralny suspens osadzony na smyczku i wysoko postawionym dronie trębackim. Po rozbudowanej fazie gry na małe pola artyści nabierają wiatru w żagle i wypływają na otwarty ocean. Puenta znów należy do Edwardsa, który plecie swoje mistrzowskie opowieści arco & pizzicato in one breath.

Trzecia improwizacja jest najdłuższa i poza stałymi fragmentami gry dostarcza także sporo akcji w duetach, a nawet krótkich ekspozycjach solowych. Zaczyna się na samym dnie basu, lamentuje szczelinowym rezonansem, szuka melodii w zamkniętej tubie blaszaka. Zróżnicowane tempo poszczególnych faz improwizacji buduje jakość i sprzyja dramaturgii całości. Tym razem ostatnie słowo należy do trzeszczących akcesoriów Trilli. Początek finałowej opowieści płynie z post-ciszy perkusjonalnego szelestu. Ze strony Edwardsa i Vicente docierają drobne, subtelne frazy zgrabnie moszczące się na ambientowej kołderce. Tu opowieść pęcznieje raczej na szerokość, nabiera masy, ale nie przestaje być leniwym potokiem dźwięków. Z czasem wszyscy zaczynają drżeć, dygotać z zimna, ale też zerkać ku niebu w poszukiwaniu pierwszych obłoków słońca.

 

John Edwards/ Luis Vicente/ Vasco Trilla Choreography of Fractures (FSR Records, CD 2025). John Edwards – kontrabas, Luis Vicente- trąbka oraz Vasco Trilla – instrumenty perkusyjne. Nagrane w Sound Innovation Studios, Póvoa de Além, Portugalia, luty 2024. Cztery improwizacje, 47 minut.


*) niniejsza recenzja powstała na potrzeby portalu Jazzarium i tam została pierwotnie opublikowana





 

wtorek, 25 listopada 2025

The Portuguese taste makes the world go round: Amado! Vicente! dos Reis! Almeida! Costa! Lencastre! Svayam! Ontstopper Kollektief!


Listopadowa zbiorówka recenzji zdominowana została tym razem przez artystów portugalskich. Przed nami osiem świeżych (lub prawie świeżych) albumów z wielobarwną muzyką improwizowaną, w których kluczową rolę ogrywają przedstawiciele zachodniej części Półwyspu Iberyjskiego.

Nie zabraknie w zestawie legend gatunku z całego świata, a także naszych przyjaciół z Katalonii. Kilka nagrań zarejestrowano poza Portugalią, a wydawcą jednej z płyt jest austriacka oficyna. Ale, tak czy inaczej, listopadowym zestawem świeżynek rządzą Portugalczycy. Podkreślmy także, iż na Trybunie debiutuje nowy portugalski label Tutmonda, prowadzony przez perkusistę (de facto multiinstrumentalistę) João Svayama, który onegdaj używał także nazwiska Sousa.

So, Welcome to heaven and hell of Portuguese improvised music!

 


Rodrigo Amado, Alexander von Schlippenbach, Ingebrigt Håker Flaten & Gerry Hemingway Further Beyond (Trost Records, CD 2025)

Bimhuis, Amsterdam, kwiecień 2023: Rodrigo Amado – saksofon tenorowy, Alexander Von Schlippenbach – fortepian, Ingebrigt Håker Flaten – kontrabas oraz Gerry Hemingway – perkusja, głos. Trzy utwory, 52 minuty.

Naszą portugalską przygodę zaczynamy od kwartetu The Bridge powołanego do życia przez Rodrigo Amado kilka lat temu. Jego pierwsza płyta została nagrana w Warszawie, ta obecna, pół roku później w Amsterdamie. Stylistyczny anturaż formacji złożonej z czterech wybitnych instrumentalistów oznacza tu zarówno krwisty, emocjonalny free jazz, jak i definitywnie swingujące spacery po obrzeżach szeroko rozumianego idiomu gatunku.

Koncert składa się z dwóch wielominutowych improwizacji i kilkuminutowego encore. Kolektywne, swingujące otwarcie jest tu pretekstem do free jazzowego spiętrzenia, a potem rozwinięcia odrobinę mniej kompulsywnego, często sprowadzającego się do efektownej, niekiedy post-bluesowej ekspozycji tria bez instrumentu dętego. Tym, który ani na moment nie schodzi ze sceny jest tu bowiem starszy o pokolenie od pozostałych legendarny pianista. Druga improwizacja trwa prawie dwa kwadranse. Inicjuje ją i finalizuje balladowy duet piana i saksofonu. W tak zwanym międzyczasie mocne zmiany daje jak zawsze doskonały w formule mięsistego free jazzu tenorzysta, dużo dokłada równie dynamiczny pianista, nieco mniej, skoncentrowani na akompaniamencie kontrabasista i perkusista. Ta ostatnia dwójka najsilniej odciska swoje piętno w spokojniejszym interludium, gdy ten pierwszy sięga po smyczek, a drugi kleci drobną wokalizę. Koncertowy bis ponownie przypomina, jak silnie muzyka The Bridge osadzona jest w swingującej tradycji – od melodyjnego, łagodnego otwarcia, przez drobne spiętrzenie, po duetowe zakończenie znów od Alexa i Rodrigo.

 


Luís Vicente, John Dikeman, William Parker & Hamid Drake No Kings! (JACC Records, CD 2025)

Bimhuis, Amsterdam, lipiec 2022: Luís Vicente – trąbka, bamboo flute, bells, John Dikeman – saksofon tenorowy, William Parker – kontrabas, gimbri, gralla, wooden flutes oraz Hamid Drake – perkusja, instrumenty perkusyjne, głos. Jeden utwór, 68 minut.

To kolejna ze spektakularnych grup, jakie zawiązano na scenie free jazz/ free impro w ostatnich latach. Vicente w towarzystwie trzech Amerykanów pojawia się po raz drugi w wymiarze fonograficznym i proponuje koncert ze słynnego klubu Bimhuis, który wypalony został na kompaktowym dysku w jednym traku, choć de facto składa się z seta zasadniczego i prawie dziesięciominutowego encore. Na froncie dętym nagranie skrzy się mocą free jazu, pachnie melodyjnym Aylerem i nade wszystko bazuje na świetnej kooperacji trębacza i saksofonisty. Mniej entuzjazmu budzi gra amerykańskich legend gatunku, które zdają się powtarzać klisze, jakie znamy z wielu ich płyt.

Kameralny początek koncertu podany jest zmysłowym unisono, ale na etapie rozwinięcia nagranie zdominowane jest przez zrównoważony emocjonalnie, soczysty free jazz, z Dikemanem, który daje kwartetowi najwięcej ognia. Na szczególną uwagę zasługują dwa fragmenty - ten w okolicach 25 minuty i finałowy, tuż po 50 minucie. Druga część koncertu, to także wielominutowe eskapady z posmakiem ethno, w trakcie których Vicente i Parker sięgają po mniej typowe instrumenty. Opowieść dzieli się wtedy na tria i duety, ale nawet słynny bęben obręczowy Drake’a nie podnosi temperatury nagrania. Wyraźnie brakuje emocji, podobnie jak w trakcie bisu, który w przeważającej części jest balladą graną przez kontrabasistę i trębacza.

 


Luís Vicente Live in Coimbra (Combustão Lenta Records)

Museu Nacional Machado de Castro, Coimbra, październik 2020: Luís Vicente – trąbka. Pięć utworów, 35 minut.

Na dużo więcej ciepłych słów zasługuje lizboński trębacz z powodu nowej (też drugiej) płyty solowej. Pozostawiony samotnie w dużej przestrzeni koncertowej z naturalnym pogłosem, wyposażony jedynie w trąbkę i niepodważalną umiejętność budowania dramaturgii. Ta ostatnia przywara trzyma nas przy tym spektaklu bez chwili wytchnienia.

Trąbka Luisa oddycha, wypuszcza suche powietrze, drży i bulgocze, czasami śpiewa smutno zawodząc tęsknym tembrem saudade. Innym razem skowycze i prycha, albo nabiera zaskakująco etnicznego brzmienia, przypominając … góralskie piszczałki. W trzeciej części flow trębacza płynie szerokim strumieniem akustycznego ambientu, jakby pogłos stawał się tu drugim, jakże naturalnymi instrumentem. Klimat robi się na moment odrobinę oniryczny, ale po chwili jest już bardziej zabawnie, bo Vicente intonuje hymn ku chwale. Nim koncert wejdzie w fazę finałową muzyk kreuje jeszcze chmurę efektownych szumów. Ostatnia pieśń ma definitywnie pożegnalny, rzewny charakter, ale też drży pełną skalą pojedynczej frazy.

 


Luís Vicente & Vasco Trilla Ghost Strata (Cipsela Records, CD 2025)

Underpool Studio, Esplugues de LLobregat, Barcelona, maj 2023: Luis Vicente – trąbka, and Vasco Trilla – instrumenty perkusyjne. Pięć utworów, 41 minut.

To bodaj trzecie spotkanie tych muzyków w duetowym formacie udokumentowane na płycie. I znów znacząco inne od poprzednich. Szczególnie ze strony Trilli, który swój estetyczny idiom no drumming percussion wynosi tu na kolejny poziom artystycznego wtajemniczenia. Buduje nie tylko wielowymiarowe, dronowe ekspozycje, ale zasila je bliżej nieokreślonymi, elektroakustycznymi plamami dźwiękowymi, które brzmią niczym analogowy amplifikator. Swoje, szczególnie w zakresie technik rozszerzonych, dokłada tu pozostający w wyśmienitej formie trębacz. Nie da się ukryć, że Ghost Strata, to album wyśmienity.

Już na starcie Trilla włącza ów generator fonicznych zaskoczeń, budując tłustą flautę, na której mości się wysoko zawieszona trąbka Vicente. Ten pierwszy jest dominatorem, ten drugi pozostaje w stylowej defensywie pięknych preparacji. Druga odsłona jest spokojniejsza, odrobinę oniryczna, z paletą rezonujących fraz, podsycona wszakże pewną rytmiką, za którą odpowiada każdy z muzyków. W trzeciej części trębackie wentyle hałasują, a na werblu do akcji wkracza armia wibrujących przedmiotów niekoniecznie muzycznego pochodzenia. Vasco jest tu wielką orkiestrą, Luis samozwańczym wichrzycielem. Czwarta improwizacja to kolejne nowe elementy i nikt już nie wie, kto teraz odpowiada za dany dźwięk. Dronowa ekspozycja nabiera post-industrialnego posmaku, ale jednocześnie wydaje się etniczna, frywolna, niesiona wysokim brzmieniem czegoś na kształt piszczałki. Finałowa opowieść, to akustyczny dark ambient, który przekształca się w kompulsywny dygot. Znów narracja jest bardzo głośna i jednocześnie ulotna, jakże daleka od tradycyjnego świata dźwięków.

 


Marcelo dos Reis & Gonçalo Almeida Sideralis (Cipsela Records, CD 2025)

Semente Atelier, Coimbra, marzec 2025: Gonçalo Almeida – kontrabas oraz Marcelo dos Reis - nylon string guitar. Cztery utwory, 44 minuty.

Kilka tygodni temu słuchaliśmy tych artystów improwizujących w trio do evergreenów Monka. Płyta nam się podobała, ale zatęskniliśmy do ich spotkania w formule swobodnie improwizowanej. No to mamy! Kontrabas i gitara akustyczna, cztery rozbudowane improwizacje (dwie pierwsze kilkunastominutowe) i moc jedynie udanych wrażeń.

Spokojnie szarpane struny, delikatne echo, drżące rozkołysanie z dźwiękami subtelnie preparowanymi, to atrybuty otwarcia. To rodzaj kameralnej medytacji, która tylko okazjonalnie nabiera mięsistości. Pierwsza improwizacja zwieńczona zostaje jakże udaną próbą wzajemnej imitacji. Druga historia, to pajęczyna subtelnych interakcji, szytych drobnymi frazami. Muzycy znów dobrze dawkują tempo i emocje. Szczególnie udanie w momencie, gdy Almeida sięga po nisko zawieszony smyczek, a dos Reis szybciej przebiera palcami po nylonowych strunach. W trzeciej improwizacji muzycy zdają się pozostawać na dnie pudeł rezonansowych swoich instrumentów. Flow bogacony jest dużą ilością akcentów perkusjonalnych, ale chyba odrobinę zbyt wystudzony. Tę ambiwalencję z gracją rekompensuje ostatnia opowieść szyta niemal klasycznymi metodami. Gitara przypomina nam, że jest niejako stworzona do estetyki flamenco, a kontrabasowy smyczek sytuuje się całkiem blisko sztuki post-barokowej.

 


Hugo Costa, Clara Lai, Alex Reviriego & Vasco Trilla Yellow Belle (Self-released, CD 2025)

Underpool Studio, Esplugues de LLobregat, Barcelona, grudzień 2024: Hugo Costa – saksofon altowy, Clara Lai – fortepian, Àlex Reviriego – kontrabas oraz Vasco Trilla – perkusja, instrumenty perkusyjne. Sześć utworów, 42 minuty.

Czas na iberyjską supergrupę! Portugalczyk z Rotterdamu i troje zacnych obywateli katalońskich tworzy tu mieszankę definitywnie wybuchową. Nagranie nie epatuje jednak typową dla free jazzu czerstwością, nie eksponuje emocji, nad którymi nie sposób zapanować. Wręcz przeciwnie, improwizacje kwartetu koncentrują się raczej na kameralnych interakcjach, a muzycy świetnie czują się z nosem przy instrumencie, doskonale balansują między czystymi, wyrazistymi frazami, a tymi jakże głęboko i pięknie preparowanymi.

Pierwsza improwizacja jest umiarkowanie dynamiczna i bazuje na open jazzowych rozwiązaniach. W podobnym klimacie utrzymana jest także czwarta opowieść. Ale już pod koniec pierwszej, a także w trakcie drugiej, wielominutowej narracji muzycy nabierają chamber taste i cedzą nam raz za razem piękne, preparowane dźwięki - zarówno inside piano, jak i te smyczkowe, a tym bardziej perkusjonalne. Sam saksofonista zdaje się tu stać na straży bardziej jazzowego porządku. W trzeciej części albumu dominują subtelne drony, w piątej z kolei muzycy z drobnych, rwanych fraz tworzą intrygującą, zwinną i zaskakująco dynamiczną opowieść. Finałowa improwizacja zbudowana jest na pewnym dysonansie. Gdy pianistka i drummer grają czystymi frazami, w tubie altu i na gryfie kontrabasu dzieją się preparowane wspaniałości. Na końcowej prostej kontrabasowe pizzicato, podsycane melodią altu, doprowadza nagranie do szczęśliwego zakończenia.

 


João Svayam, José Lencastre & Francisco Morato Inner Mountains (Tutmonda, DL 2024)

Czas i miejsce nagrania nieznane: João Svayam - perkusja, djembe, romanina tilinca, José Lencastre – saksofon tenorowy i altowy oraz Francisco Morato – bas elektryczny. Osiem utworów, 42 minuty.

João Svayam jest stałym drummerem tria Uivo Zebra, które znamy z krajowych bocianich płyt, lubującym się w improwizacjach nasączonych post-jazzowym fussion i nutą soczystej psychodelii. Nie inaczej jest w przypadku tego tria. Tu wątek jazzowy saksofonisty jest smakowicie skorelowany z oryginalnie frazującym basistą elektrycznym i wielowymiarowym perkusistą wspomaganym szczyptą tajemniczych, nie do końca akustycznych dźwięków. A całość brzmi intrygująco matowo, jakby nagrania powstały we wczesnych latach 70. ubiegłego stulecia.

Pierwszy utwór ma ujmująco żwawe tempo, a bazuje na szorstkiej linii melodycznej saksofonu i silnie z nim pożenionego basu. Szczególnie udane jest zakończenie, gdy na mantrycznym rytmie rysuje się obła plama mrocznego ambientu. Drugi utwór także ma dobrze zarysowaną bazę rytmiczną, opartą na silnie sfuzzowanym basie. Zewsząd sączy się soczysta psychodelia, dopełniona tajemniczą, nieakustyczną pożogą. W kolejnej części obok ambientowego intro pojawia się głos z tekstem. Tu basista jest raczej gościem, ale to chyba on odpowiada za syntetycznie brzmiącą kodę. Czwartą opowieść zdobi introdukcja saksofonu, piątą flety i rytualne percussion, z kolei szóstą klasycznie frazujące duo sax & drums. W siódmej części na moment zaglądamy do Afryki, by zwieńczyć album duetową ekspozycją basu pełnego brzmieniowych drobiazgów i stłumionego, ale melodyjnego saksofonu.

 


Ontstopper Kollektief Unblocking (Tutmonda, DL 2025)

Czas i miejsce nagrania nieznane: Adam Jasieniuk – saksofon altowy, Arian Sandrayi – skrzypce, Daan Vanreybrouck – banjo, Finn Goegebeur – gitara elektryczna, piano, Francisco Morato – kompozycja, dyrygentura, Ilona Vertriest – głos, José Brandão – piano, klarnet, kompozycja, dyrygentura, Leander Vertriest - piano, snare drum, saksofon sopranowy i altowy, Loïs Pluymers – saksofon altowy, Simon Cuypers – saksofon tenorowy oraz Vadim Bakker - didgeridoo, instrumenty perkusyjne. Osiem utworów, 70 minut.

Na koniec portugalskiej zbiorówki pozostawiamy prawdziwą perełkę. Album powstał w istotnej kooperacji z artystami z Belgii, ale w wymiarze sprawczym jest nade wszystko dziełem dwóch Portugalczyków, którzy dzierżą miano kompozytorów i dyrygentów orkiestry złożonej w sumie z jedenastu muzyków. W warstwie instrumentalnej okazjonalnie mamy tu aż sześć dęciaków, niekiedy potrójne piano, kilka strunowców, rozbudowane perkusjonalia (ale nie perkusje) i kobiecy głos. Emocji doświadczamy tu mnóstwo, jakości także, a rozstrzał stylistyczny i gatunkowy bywa imponujący. Osiem utworów ma bardzo zróżnicowaną długość trwania – od niespełna trzyminutowego epizodu do kilkunastominutowych, epickich narracji. Bardzo rekomendujemy!

Otwarcie śmiało możemy uznać za całkiem ogniste, incydentalnie free jazzowe. W drugiej części narracja bazuje na połamanym rytmie, który pachnie na kilometr Braxtonem i jego wspaniała koncepcją Ghost Trance Music. W następnych trzech odsłonach dużo do powiedzenia mają pianiści. Bywają klasycznie usposobieni, bywają też natarczywi na free jazzowy sposób, ale w każdym przypadku inspirują resztę orkiestry do wzmożonych aktywności. W tej części albumu nie brakuje melodii, ale także mroku i klimatu godnego ścieżki dźwiękowej do Rosemary’s Baby. Szósta i siódma odsłona, to anonsowane epickie dramaty. Pierwszy z nich ma nerwowe, nieco histeryczne otwarcie, a potem przeobraża się w kolejny wieczorek taneczny pod auspicjami Braxtona. Nie brakuje kolektywnego gwizdania i teatralnych didaskalii. Z kolei siódma historia kreuje wielowymiarowy rytm, który generuje chyba każdy z muzyków, niezależnie od tego, jaki instrument dzierży w dłoniach, czy ustach. Wreszcie finałowa opowieść, która rozpoczyna swe życie w tumanie kurzu i szmeru, a kończy w aurze onirycznej flauty umierających melodii. Dodajmy, iż w trakcie dwóch ostatnich części tego intrygującego albumu dużo do powiedzenia ma mrocznie frazujące didgeridoo.



piątek, 3 października 2025

Anaïs Tuerlinckx i John Butcher na nowych albumach dokumentujących Call and Response 8. Spontaneous Music Festival


(informacja prasowa)

 

Dziewiąta odsłona poznańskiego Spontaneous Music Festival wystartowała z hukiem dokładnie we czwartek drugiego października. Jednym z rytuałów imprezy są nowe płyty z nagraniami zarejestrowanymi w trakcie edycji poprzedniej. Nie inaczej jest w tym roku. W piątek 3 października swoje światowe premiery mają albumy Spontaneous Live Series 016 i 017. Oba są już dostępne zarówno w formie plików elektronicznych, jak i na nośnikach fizycznych, tu tradycyjnie poręcznych płytach kompaktowych.

  


Na katalogowej szesnastce pomieszczono dwa festiwalowe sety, w jakich wystąpiła w roku ubiegłym belgijska pianistka Anaïs Tuerlinckx. W drugi dzień imprezy (dokładnie z piątek) improwizowała po raz pierwszy (a zatem w tzw. secie ad hoc) z niemieckim saksofonistą Jonasem Engelem. Ów zakochany w preparacji duet przez wielu uznany został za jedno z najbardziej spektakularnych wydarzeń ubiegłorocznej edycji Spontaneous Music Festival. Na albumie SLS 016 odnajdziemy również sobotni set pianistki, tym razem poczyniony w towarzystwie jej stałej partnerki artystycznej Andrei Ermke, wykorzystującej w trakcie scenicznej pracy dźwiękowej mini-dyski zawierające sample i fonie szeroko rozumianego otoczenia. Jak wspominano w festiwalowych relacjach prasowych:  od subtelnej ciszy do ceremonialnego hałasu – to była droga, jaką przebyły na scenie Dragona artystki z Berlina.

Spontaneous Live Series 016: Anaïs Tuerlinckx with Jonas Engel and Andrea Ermke Live at 8th Spontaneous Music Festival (Spontaneous Music Tribune, CD 2025). Anaïs Tuerlinckx – fortepian preparowany, Jonas Engel – saksofon altowy (pierwsza improwizacja), Andrea Ermke – mini discs, sample (druga improwizacja). Nagrane 4 i 5 października 2024, Dragon Social Club, Poznań. Dwa utwory, 56 minut.

https://spontaneousliveseries.bandcamp.com/album/spontaneous-live-series-016

 


Z kolei album cyklu oznaczony numerem katalogowym 017 zawiera finałowy set poprzedniej edycji festiwalu. Tak pisano o nim w relacjach prasowych: Finał imprezy przypadł w udziale Large Ensemble, dla którego notyfikację (scenariusz improwizacji) przygotował John Butcher. Koncert mienił się intrygującą, jakże zmienną dramaturgią. Tentet dzielił się raz za razem na duety, tria czy kwartety. Sięgał po atrybuty swobodnego jazzu, niuanse kameralistyki, miał też w części środkowej piękną ekspozycję dronową graną pełnym zestawem instrumentalnym. Dodajmy, iż na etapie produkcji albumu formacja – wedle woli saksofonisty - przejęła ostatecznie nazwę własną Dragon 10, a wykonany przez nią utwór Poznań Contours.  

Spontaneous Live Series: John Butcher’s Dragon 10 Live at 8th Spontaneous Music Festival (Spontaneous Music Tribune, CD 2025). John Butcher – saksofon tenorowy, sopranowy, notyfikacja graficzna, Mark Wastell - instrumenty perkusyjne, Phil Durrant - elektryczna mandolina, Luís Vicente - trąbka, Salvoandrea Lucifora – puzon, Adam Pultz Melbye – kontrabas, Ståle Liavik Solberg - perkusja, Anna Jędrzejewska - fortepian, Ksawery Wójciński - kontrabas oraz Ostap Mańko - skrzypce. Nagrane 6 października 2024, Dragon Social Club, Poznań. Jeden utwór, 29 minut.

https://spontaneousliveseries.bandcamp.com/album/spontaneous-live-series-017

 

 

 

środa, 9 kwietnia 2025

Dwa duety, to kwartet - prosta matematyka kolejnej edycji koncertowej Spontaneous Live Series


(informacja prasowa)

 

Siedemdziesiąta druga edycja cyklu koncertowego Spontaneous Live Series, odbywającego się już siódmy rok pod patronatem Trybuny Muzyki Spontanicznej i Dragon Social Club, kontynuuje free jazzową estetykę, jaką zaproponowano w edycji poprzedniej, umiejscowionej na osi czasu pod koniec marca br.

Pomysł na sobotni wieczór 12 kwietnia wydaje się banalnie prosty: oto dwa ogniste duety swobodnego jazzu najpierw poderwą nas do lotu w dwóch separatywnych setach, a potem – oczywiście po raz pierwszy w historii wszechświata – zjednoczą siły w jeszcze gorętszym kwartecie. Wielkie emocje w pełni gwarantowane!

W pierwszej kolejności czeka nas spektakl krajowy w wykonaniu pracującego już niemal dwie dekady duetu Olbrzym (saksofonista Tomek Gadecki) i Kurdupel (akustyczny basista Marcin Bożek). Potem scenę opanuje duet, który artystycznie funkcjonuje od dość niedawna, ale w formule kwartetu Gravelshard gościł w Poznaniu niecały rok temu – amerykański, ale rezydujący w Hamburgu kontrabasista John Hughes i portugalski trębacz Luis Vicente.



Przed nami zatem wieczór w gronie samych dobrych znajomych. Ostrzymy sobie zęby szczególnie na finałowy kwartet dwóch dęciaków i dwóch basówek! Będzie się działo!


Spontaneous Live Series Vol. 72:

Olbrzym i Kurdupel: Tomek Gadecki – saksofon tenorowy & Marcin Bożek – akustyczna gitara basowa

Duo: Luís Vicente - trąbka, flety drewniane, dzwonki & John Hughes – kontrabas.

Ad Hoc Quartet: Gadecki, Vicente, Bożek & Hughes

Dragon Social Club, Poznań, Zamkowa 3, godz. 20.00

Bilety przed koncertem: gotówka albo blik

 

Krótko o artystach:

Muzyka duetu Vicente i Hughesa odzwierciedla hiper koncentrację na dynamice i barwie, równoważąc złożoność i prostotę w spontanicznej kompozycji. Formy ludowe wyłaniają się z mrocznych, tonalnych eksploracji. Zarówno Vicente, jak i Hughes posiadają niezaprzeczalnie odrębne głosy na swoich instrumentach, są doświadczonymi praktykami swobodnej improwizacji i komponują dla innych zespołów.

Luís Vicente i John Hughes zaczęli współpracować w 2018 roku, zaczynając w sekstecie, realizując kompozycje wielkich południowoafrykańskich emisariuszy jazzu, takich jak Dudu Pukwana i Chris McGregor (Echoes of South Africa). W 2022 roku Hughes założył Gravelshard, kwartet składający się z duetu Hughesa i berlińskiego gitarzysty Olafa Ruppa oraz duetu Vicente z wizjonerskim perkusistą Vasco Trillą (album „Gravelshard”, Phonogram Unit).

https://luis-vicente.pt

https://www.johnhughes.info

https://soundcloud.com/john-hughes-bassist

https://johnhughesdoublebass.bandcamp.com

https://luisfvicente.bandcamp.com

 

Olbrzym i Kurdupel - to duet improwizatorów, Marcina Bożka i Tomasza Gadeckiego. Wspólne muzykowanie pozwala im spełniać się artystycznie. W improwizacji czują się wolni i niczym nieskrępowani. Ich gra przesycona jest emocjami, które prowadzą w bardzo różne stylistycznie rejony muzyczne. Nie skupiają uwagi na budowaniu za wszelką cenę swej odmienności od istniejących gatunków, a wręcz przeciwnie, to emocjonalne podejście do gry sprawia, że każdy koncert jest inny i zaskakujący nawet dla samych muzyków. Proces komponowania utworu jest tutaj tożsamy z jego premierowym i jedynym wykonaniem.

Duet powstał wiosną 2007 roku w Trójmieście. Na początku roku 2008 pod nazwą Olbrzym i Kurdupel weszli do studia i zarejestrowali materiał na pierwszą płytę o dźwięcznym tytule "Frrrrr....". W kwietniu 2012 ukazał się drugi album pod tytułem "Six Philosophical Games", a dokładnie dwa lata później miała miejsce premiera trzeciej płyty wydanej nakładem Kilogram Records. Album jest rejestracją koncertu, który odbył się w klubie Alchemia w Krakowie i nosi tytuł "WORK". Czwarta płyta, to "In Side Shout" nagrana z niemieckim perkusistą Willy’m Hanne. Piąte wydawnictwo, to DVD  "Olbrzym i Kurdupel ALEATORYCZNIE" (z towarzyszeniem Orkiestry Teatru Muzycznego w Gdyni).

https://olbrzymikurdupel.bandcamp.com/

 


niedziela, 23 lutego 2025

Zapraszamy na marcowe i kwietniowe edycje cyklu koncertowego Spontaneous Live Series


(informacja prasowa)

 

Trzynastu improwizatorów z Europy (i nie tylko) zagości w Poznaniu w trakcie czterech marcowych i kwietniowych edycji cyklu koncertowego Spontaneous Live Series, który odbywa się pod patronatem Trybuny Muzyki Spontanicznej i Dragon Social Club już siódmy rok.



Pierwsza z rzeczonych okoliczności będzie miała miejsce we wtorek 4 marca, stanowiąc przy okazji siedemdziesiątą edycję cyklu. Na scenie Dragona pojawi się międzynarodowe trio, które tworzą portugalski saksofonista José Lencastre, czeski saksofonista Michał Wróblewski i polski gitarzysta Paweł Doskocz. Poznański koncert formacji, która wywodzi się z trwającej od dłuższego czasu współpracy obu saksofonistów, będzie elementem większej trasy koncertowej. Po Poznaniu muzycy zagrają także w Łodzi (Ignorantka, 5.03), Wrocławiu (Galeria Toy Piano, 6.03), Katowicach (Komitywa, 7.03), Brnie (Rello, 8.03) oraz Pradze (Punctum, 9.03). W każdym z przypadków czeka nas intrygujące spotkanie dwóch abstrakcyjnie frazujących saksofonów altowych i preparowanej gitary elektrycznej, bez zupełnie w tym wypadku zbędnych konotacji gatunkowych, nakierowane na poszukiwanie niebanalnych zjawisk sonorystycznych. Lencastre i Doskocz grywali już razem w Dragonie, obaj są postaciami świetnie rozpoznawalnymi na europejskiej scenie muzyki improwizowanej. Z kolei Wróblewski, w trakcie wspólnych występów z tą dwójką, będzie mógł nie tylko zaprezentować swój wysoki kunszt improwizatorski, ale także sprawić, by jego rozpoznawalność wyrosła ponad okowy niszowej, awangardowej muzyki Europy Środkowej.

W ostatnią środę marca, dokładnie 26-ego, zapraszamy na koncert kolejnej, międzynarodowej formacji, tym razem wyposażonej w nazwę własną. Trio Exhaust, to z jednej strony Camila Nebbia, młoda argentyńska saksofonistka, która od wielu miesięcy sieje artystyczny ferment po obu stronach Atlantyku, z drugiej kolejni artyści młodego pokolenia, w tym wypadku z Anglii – pianista Kit Downes i perkusista Andrew Lisle. Ten pierwszy ma w dorobku albumy dla monachijskiego ECM, z powodzeniem grywa także na organach, ten drugi całkiem niedawno został uznany za najciekawszego, europejskiego bębniarza młodego pokolenia. Czeka nas wieczór definitywnie jazzowy, ale w którą stronę skierowany, zdecydować będzie zapewne temperament Argentynki. Dodajmy, iż dzień po koncercie w Dragonie Exhaust przeniesie się do Gdańska i zagra w ramach wiosennej edycji Jazz Jantar Festival.

Sobota, 12 kwietnia, będzie dniem koncertu podwójnego, a może nawet potrójnego. W Dragonie gościć będą bowiem dwa duety. Ten międzynarodowy stworzą amerykański kontrabasista John Hughes i portugalski trębacz Luis Vicente, ten polski – saksofonista Tomek Gadecki i akustyczny basista Marcin Bożek. Ci pierwsi muzykują w duecie od niedawna, rok temu gościliśmy ich w Poznaniu w ramach kwartetu Gravelshard (z Olafem Ruppem i Vasco Trilla), ci drudzy od prawie dwóch dekad tworzą formację Olbrzym i Kurdupel. Oba spotkania będą miały najprawdopodobniej charakter swobodnie improwizowanego jazzu – w pierwszej sytuacji być może bliskiego wyszukanej kameralistyki, w drugim ognistego free jazzu. Wszyscy bardzo liczą, iż po ekspozycjach duetowych, na scenie zakróluje sklecony „ad hoc” kwartet.

Z kolei 27 kwietnia, w niedzielę, w Poznaniu zagra trio, które współtworzą legendy brytyjskiej sceny free jazz/ free impro – kontrabasista John Edwards, klarnecista i gitarzysta Alex Ward. Towarzyszyć im będzie kanadyjski perkusista Mike Gennaro. Panowie w tym składzie nigdy jeszcze nie grali, ale i tak spodziewać się możemy samych smakołyków – ekspresyjnego free jazzu, swobodnej kameralistyki, a także post-rockowej ekspresji, w momentach, gdy Ward przesiadać się będzie na gitarę elektryczną. Muzycy planują trasę koncertową po Niemczech i Polsce. Do tej pory zabukowali dwa terminy za naszą zachodnią granicą (odpowiednio 25 i 26 kwietnia), koncert poznański oraz łódzki (ten przypadnie na dzień 28 kwietnia).

Zapraszamy na wszystkie koncerty!

 

4 marca, wtorek

José Lencastre – saksofon altowy, Michał Wróblewski – saksofon altowy, Paweł Doskocz – gitara elektryczna

https://joselencastre.bandcamp.com/

https://marecords.bandcamp.com/album/prelude-and-variations-in-db

https://paweldoskocz.bandcamp.com/

 

26 marca, środa

Exhaust: Camila Nebbia – saksofon tenorowy, Kit Downes - fortepian, Andrew Lisle - perkusja

https://camilanebbia.bandcamp.com/

https://kitdownesmusic.bandcamp.com/

https://andrewlisle.bandcamp.com/

 

12 kwietnia, sobota

John Hughes – kontrabas, Luis Vicente - trąbka

https://johnhughesdoublebass.bandcamp.com/album/gravelshard-2

https://multikultiproject.bandcamp.com/album/unnavigable-tributaries

Olbrzym i Kurdupel: Tomek Gadecki – saksofon tenorowy, Marcin Bożek – akustyczna gitara basowa

https://olbrzymikurdupel.bandcamp.com/

https://creativesources.bandcamp.com/album/sadoil

 

27 kwietnia, niedziela

Alex Ward – klarnet, gitara elektryczna, John Edwards - kontrabas, Mike Gennaro - perkusja

https://silversetrecords.bandcamp.com/album/bring-a-book

https://johnedwards.bandcamp.com/

https://alexward.bandcamp.com/


Wszystkie koncerty: Dragon Social Club, Poznań, Zamkowa 3, godzina 20.00

Bilety do kupienia bezpośrednio przed koncertami: gotówka albo blik.




piątek, 8 listopada 2024

Portugal' in jazz we trust: Riffs! Understanding Life! Illusions and Lamentations! Come Down Here! Free Baile! The Invisible! Pulsar! Loop Beat!


Współczesna portugalska muzyka improwizowana ma się świetnie - tego na tych łamach nie trzeba specjalnie uzasadniać. W przeciwieństwie jednak do równie uwielbianej przez nas muzyki improwizowanej z Katalonii nie pretenduje do miana ponadgatunkowej wolty, raczej skupia się na otwartej formule jazzu i wszelkich jego swobodnie improwizowanych odmianach.

Wiemy o tym doskonale nie od dziś, a prezentowane poniżej nowości płytowe z udziałem muzyków z południowo-zachodniego krańca Europy aż w sześciu (siedmiu?) przypadkach stanowią koronny dowód w sprawie. Niektóre albumy powstały w Lizbonie, kilka z nich poza Portugalią, niektóre z udziałem muzyków z innych części świata – ale tu, w odmętach trybunowych impresji - świetnie znanych i cenionych.

W zestawie trzy nowości Phonogram Unit, labela prowadzonego przez samych muzyków, dwie petardy z flagowego dla Portugalii Clean Feed Records, kolejne od wydawców z Niemiec i Litwy, wreszcie ostatnia w formule self-released. So, welcome to jazz we trust!



 

José Lencastre/ Hernâni Faustino/ Andrew Lisle Riffs (The Phonogram Unit, DL 2024)

Cossoul, Lizbona, maj, 2023: José Lencastre – saksofon tenorowy, Hernâni Faustino – kontrabas oraz Andrew Lisle – perkusja. Trzy improwizacje, 36 minut.

Klasycznie free jazzowe trio grające riffy! Spotkanie kwiatów portugalskiego wolnego jazzu z angielską, swingującą petardą młodości i kreatywności nie mogło nie zakończyć się czymś definitywnie wartościowym. A zatem bez zaskoczeń, wszakże z dużą porcją radości płynącej z odsłuchu, trwającej dłużej niż albumowe trzydzieści sześć minut.

Nagranie składa się z odsłony głównej (ponad 26-minutowej) i kilkuminutowej dogrywki. Start jest spokojny, szyty blaskiem talerzy, delikatnym szarpaniem za struny i dętymi westchnieniami. Trio dość szybko nabiera wiatru w żagle niesione perkusyjnymi łamańcami, post-synkopami, a na etapie rozwinięcia zdecydowanie swingującym flow. Szczęśliwie jednym dyskomfortem dla odbiorcy jest tu dość płaskie, zbite brzmienie całości. Po kilkuminutowej przebieżce trio zastyga w kameralnej pozie, zdobionej frazami smyczka, akcentami percussion, post-bluesowym drive’em kontrabasu, a także plejadą flażoletów. Kolejna kulminacja ma nieco inny smak, jest lepiej skomunikowana, dodatkowo upstrzona efektownym solem perkusisty, a na etapie finalizacji staje się definitywnie ognista. Dogrywka stawia na bardzo zbilansowaną dynamikę, na starcie przypomina swobodną kołysankę opartą na smyczku. Z kolei szyk rozwinięcia wydaje się nad wyraz taneczny, znów naznaczony stemplem angielskiej jakości.



 

José Lencastre/ Margaux Oswald/ João Carreiro Understanding Life (The Phonogram Unit, DL 2024)

Namouche Studio, Lizbona, lipiec 2024: Margaux Oswald – fortepian, José Lencastre – saksofon tenorowy i altowy oraz João Carreiro – gitara. Osiem utworów, 31 minut.

Kolejne trio z udziałem lizbońskiego saksofonisty sytuuje się w klimatach bardziej kameralnych, wydaje się być na poły konceptualnym przedsięwzięciem (z silną, literacką inspiracją), ale na etapie rozwoju poszczególnych opowieści nie szczędzi nam post-jazzowych fraz, za które odpowiedzialny jest nade wszystko Lencastre.

Początek pierwszej z ośmiu krótkich opowieści rysowany jest kolektywną kreską, z jednej strony sycony post-klasyczną pianistyką, z drugiej pikanterią dętej ekspozycji. W dalszych odsłonach albumu muzycy dorzucają kolejne powabne elementy tej literacko-muzycznej układanki – zwinne, świetnie skonstruowane akcje inside piano, niezliczone garście jazzowych melodii, wreszcie ekspozycje gitary, zarówno preparowane, jak i te z akcentami czystszego frazowania. Album nabiera szczególnej urody w części środkowej, gdy muzycy szukają mroku, pochylają się na każdą frazą, stawiają na kreatywny minimalizm i świetnie dawkują emocje. Nie unikają ekspresji, ale być może wiedzeni literackimi inspiracjami podejmują szereg zaskakujących decyzji dramaturgicznych, które budują jakość całej opowieści. Finał albumu skrzy się dużą kreatywnością, szczególnie pianistki, być może nasączony jest jednak zbyt dużą dawką jazzowej melodyki ze strony saksofonisty.



 

Dávila/ Almeida/ Furtado Illusions and Lamentations (The Phonogram Unit, CD 2024)

Night Sky Studio, Ahaus, Niemcy, czerwiec 20924: Pacho Dávila – saksofon tenorowy i sopranowy, Gonçalo Almeida – kontrabas oraz Vasco Furtado – perkusja. Siedem utworów, 64 minuty.

Kolejny przykład swobodnego jazzu, niemal modelowy z punktu widzenia dzisiejszej, portugalskiej zbiorówki. Nazwisko saksofonisty wydaje nam się dość obce, po prawdzie i po odsłuchu mówi niezbyt wiele. Co innego kontrabasista i perkusista – jeden jest najpiękniejszym kameleonem współczesnej muzyki improwizowanej, drugi krwistym kawałkiem free jazzowego mięsa, mistrzem post-synkopowanego groove. Album jest odrobinę przegadany, ale dobrze unerwiony, doposażony wieloma porcjami stylowych improwizacji.

Pierwsza odsłona albumu, to free jazzowy blues szyty twardą sekcją rytmu i ulotnym saksofonem tenorowym. Słychać, że muzycy dobrze czują się w sytuacji dynamicznej i swobodnie melodyjnej. Kolejne trzy części startują z pozycji smukłej post-ballady upstrzonej preparacjami, dobrze nabierają tempa na etapie rozwinięcia i bywają puentowane wysmakowanymi akcjami kontrabasu, także z użyciem smyczka. Piąta opowieść bazuje na prostej melodii, przypominającej dziecięcą rymowankę. Szczęśliwie jest finał kipi od ognia dalece dojrzalszej proweniencji. Najlepsze momenty płyty, to dwie ostatnie improwizacje. Pierwsza z nich nie szczędzi nam dźwięków preparowanych (szczególnie w zabrudzonej tubie), druga po części sięga po estetykę free chamber. I znów dużo miejsca pozostaje tu dla kontrabasisty i perkusisty, których ekspozycje zarówno solowe, jak i duetowe są solą tej improwizacji. Nie sposób nie dostrzec także jakości w finałowej akcji saksofonu sopranowego, bazującej na efektownej dynamice.



 

Luís Vicente Trio Come Down Here (Clean Feed Records, CD 2024)

Soundinnovation Studios, październik 2023: Luís Vicente - trąbka, dzwonki, gwizdek, mbira, Gonçalo Almeida – kontrabas oraz Pedro Melo Alves – perkusja, instrumenty perkusyjne, obiekty. Sześć kompozycji, 40 minut.

Luisa Vicente znamy jako wyśmienitego improwizatora, zapewne nieco mniej jako kompozytora piszącego efektowne, po portugalsku smutnie melodyjne tematy, które w krzyżowym ogniu interaktywnych improwizacji jawią się niczym perły na firmamencie światowej sceny jazzowej. Jego trio (w jakże fantastycznym składzie!) właśnie dostarcza nam swe drugie fonograficzne dziecię. Radości, jak za pierwszym razem, całe mnóstwo, nawet wtedy, gdy zmysł kreacji Luisa, Gonçalo i Pedro transponuje na język współczesności taneczną, brazylijską capoierę!

Pierwszy temat podany jest na sporej dynamice – muzycy brną ku nam z melodią we włosach, ciepłym tembrem trąbki i zgrabnym rytmem szytym zwinnym, swingującym pizzicato i delikatną, acz ruchliwą perkusją. Drugi temat oparty jest na soczyście brzmiącym smyczku, a faza improwizacji zdaje się być skoncentrowana na ogrywaniu na tysiące sposobów zadanej melodyki. Trzeci utwór, to anonsowana już capoeira. Intro, a także koda utworu bazują na perkusjonalnych błyskotkach, gwizdku i mbirze, z kolei faza zasadnicza na tanecznym groove kontrabasu i rozśpiewanej trąbce. Ostatnie słowo należy jednak do barokowego smyczka. Utwór czwarty swinguje aż miło – muzycy gnają do przodu w szalonym tempie albo równie wspaniale zwalniają i sięgają po brzmieniowe detale. W piątej części dominują frazy preparowane, tempo jest leniwe, a melodia molowa. Sam temat pojawia się dopiero na ostatniej prostej. Końcowa kompozycja trwa tu jedenaście minut i jest pięknym podsumowaniem całego albumu. Początek zdaje się być szyty ściegiem, który znamy z piątej odsłony. Po niedługiej fazie marszowej cały środek utworu oddany zostaje do wyłącznej jurysdykcji trębacza, który kleci wyłącznie wspaniałe dźwięki. Potem, po kilku głębszych wydechach, opowieść kona w klimatach lizbońskiego saudade, w ciszy zapomnienia, krokami stawianymi na palcach.



 

MOVE Free Baile - Live in Shenzhen (Clean Feed Records, CD 2024)

Shenzhen, Chiny, październik 2023: Yedo Gibson – saksofony, Felipe Zenicola – bas elektryczny oraz João Valinho – perkusja. Sześć utworów, 34 minuty.

Free jazzowy, spazmatyczny krzyk saksofonu, sfuzzowana, permanentnie łamiąca rytm punkowa gitara basowa i perkusja, która ogarnie i spuentuje każdy fragment tego rozgrzanego tygla emocji - to trio znamy doskonale zarówno z debiutanckiej płyty studyjnej, jak i koncertów w naszej części świata. Tym razem brazylijsko-portugalskie combo wyruszyło do Chin i zagrało tam ekstatyczny koncert w dalece rockowych okolicznościach przyrody. Wrzask rozentuzjazmowanego tłumu, kilka prób zaspokojenia potrzeb mniej wymagającego odbiorcy i cała masa improwizowanej jakości. And that’s all!

Muzyka MOVE od startu nie pozwala zapomnieć o mocy rażenia, jaką w sobie nosi! Ich improwizacja, to narracja łamana kołem zębatym, to krzyk kosmicznej energii, ale nie desperacji, raczej radości współtworzenia muzycznego piekła. W pierwszej części szczególnie podobać się mogą saksofonowe preparacje pełne wywrotowych melodii i puenta basisty w formie dalekowschodniej mantry. W części drugiej intryguje ogniste intro Gibsona, które przepoczwarza się w dziki taniec całej trójki. W trzeciej dominuje melodia, która płynie niesiona strugą energii pracującego na wydechu basisty. Szczególnie efektowny moment szyje tu saksofonista. W części czwartej nie brakuje bystrych preparacji z każdej strony, a także saksofonowej puenty nasyconej tajemniczą melancholią. Piątka kona pod jarzmem rytmu, tu generowanego wszystkimi dostępnymi środkami artystycznego wyrazu. Ostatnią odsłonę uruchamia rozdygotany bas. Końcowy taniec zionie ogniem, doprowadza publiczność na skraj śmiertelnej ekstazy!



Dirk Serries/ Rodrigo Amado/ Andrew Lisle The Invisible (Klanggalerie, CD 2024)

Sunny Side Inc. Studio, Anderlecht, listopad 2021. Dirk Serries - archtop guitar, Rodrigo Amado – saksofon tenorowy oraz Andrew Lisle – perkusja. Trzy improwizacje, 57 minut.

Portugalsko-belgijska kooperacja w zakresie muzyki improwizowanej o silnie jazzowej proweniencji pozostaje w stanie permanentnego rozkwitu. Amado jest jednym z dwóch saksofonistów znad Tagu, szczególnie aktywnych w dziedzinie muzykowania z Serriesem. Trio uzupełnia kolejny stały współpracownik belgijskiej sceny, angielski drummer Lisle. W gronie zatem samych dobrych znajomych uciekamy w swobodny jazz na prawie pełną godzinę zegarową. Bo warto!

Każda z trzech rozbudowanych, wielominutowych improwizacji ma swoją dramaturgię, ale też wiele elementów wspólnych – kolektywny, żwawy początek, fazę długoterminowego spowolnienia, udane incydenty w podgrupach i ekspresyjną, niekiedy ognistą finalizację. Saksofon zanurzony jest na ogół we free jazzie, bywa, że płynie bardzo gęstą melodią, gitara, choć typowa dla akustycznej estetyki Serriesa, potrafi zaskakiwać, choćby użyciem smyczka, wreszcie jak zwykle niebywale kompetentny drumming, w tym trio pozbawiony wszakże swingujących synkop, raczej skoncentrowany na budowaniu nieoczywistej dramaturgii i rytmicznym podkreślaniu kolejnych etapów podróży. W pierwszej części szczególnie podobać się mogą smyczkowe preparacje gitarzysty, w drugiej uwagę przykuwa rozbudowana faza dronowa ubogacona melodią saksofonu, dalekowschodnią mantrą gitary i rezonującymi talerzami. Z kolei w części trzeciej nie sposób nie nadstawić ucha nad ekscesami solowymi, szczególnie perkusisty. Swoje kilka samotnych, równie fascynujących chwil ma także saksofonista. Album zostaje urokliwie podsumowany strumieniem wspólnie wydychanej fonii, lepionym wystudiowaną melodyką.



 

William Parker/ Hugo Costa/ Philipp Ernsting Pulsar (NoBusiness Records, CD 2024)

Codarts, Rotterdam, październik 2023: William Parker – kontrabas, Hugo Costa – saksofon altowy oraz Philipp Ernsting – perkusja. Trzy utwory, 50 minut.

Costa i Ernsting muzykują razem od lat, ale okazjonalne spotkanie z legendą free jazzowego kontrabasu zza Wielkiej Wody z pewnością była dla nich czymś szczególnym. Nie mogła z tego nagrania nie powstać dokumentacja fonograficzna, która trafia teraz do nas mocą litewskiego wydawcy. Trzy rozbudowane improwizacje osnute tu są na ogół wokół kontrabasowego groove Parkera, ale zdaje się, że najbardziej ekscytujący moment tej sesji ma miejsce wtedy, gdy ster dowodzenia przejmuje perkusista i perfekcyjnie stymulując dynamikę wynosi całe trio na wyżyny kreatywności.

Nagranie otwiera spokojna ekspozycja kontrabasu, która z miejsca nabiera typowej dla Parkera melodyjnej dynamiki. Perkusja i saksofon wchodzą do gry cedząc w skupieniu każdą frazę, ale dość szybko osiągają na poły taneczną konfigurację. W kolejnych fazach najdłuższej, ponad dwudziestominutowej improwizacji mamy solo kontrabasu, intrygujący passus kameralnej improwizacji w trio osadzonej na ciepłym brzmieniu smyczka, a także post-balladową puentę. Druga odsłona, która trwa odrobinę ponad kwadrans jawi się tu jako ta najciekawsza. Otwarcie spoczywa na barkach basu i perkusji. W grze dość szybko pojawia się smyczek, który pracuje w bardzo zróżnicowanych tempach i ekspresji, a anonsowany w preambule tekstu crème de la crème albumu dzieje się już na etapie rozwinięcia. Ernsting podkręca tempo, płynie coraz szerszym, niemalże polirytmicznym strumieniem. Emocjom sprzyja tu zarówno pęczniejący groove kontrabasu, jak i free jazz altowej tuby. Końcowa improwizacja trwa dziesięć minut i ma nieco folkowy wymiar. Oparta jest na dynamice perkusji, ekspresji saksofonu i … rozśpiewanym, drobnym instrumencie dętym, na którym frazuje Parker. Trio w takiej formule bazuje na rozkołysanym rytmie, który chętnie gmatwa w niemal colemanowskim stylu, niczym sławetne Dancing in Your Head.



 

Hocus Loop Beat (Bandcamp’ self-released, DL 2024)

Genewa/ Zurych, kwiecień 2024: João Almeida – amplifikowana trąbka kieszonkowa, elektronika. Dwie improwizacje, 54 minuty.

Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy portugalskiego, jazzowego resume nie spuentowali czymś definitywnie niejazzowym, hałaśliwym i bezczelnie ponadgatunkowym! João Almeida w towarzystwie grywa swobodne impro, free jazz czy free chamber, ale gdy zostaje sam na sam z trąbką, przepoczwarza się w brutalnego dekonstruktora dętych fraz, artystę, który kocha noise i uwielbia maltretować nasze narządy słuchu. Tu dostajemy go w dużej, koncertowej porcji. Kto nie da rady, jego strata, kto podejmie trud wysłuchania całości, nagroda może być wielka! A sam tytuł albumu mówi naprawdę wiele o formule tej … improwizacji.

Dwa szwajcarskie koncerty, to kwintesencja hocusowej, zmutowanej trąbki, silnie amplifikowanej, zaplątanej w niekończące się kable czerstwej elektroniki. Wszechobecny noise tworzą tu zgrzyty, pulsacje, rozdygotane stemple sfuzzowanego brzmienia, wdechy i wydechy, kulminacje i małe zgony. Wszystko uformowane jest w pętle, których intensywność sama z siebie kreuje pokraczny, post-elektroniczny rytm. Schemat gry jest stabilny, muzyk wszakże permanentnie modyfikuje brzmienie. Całość przypomina chwilami krwisty drum’n’bass, ale tworzony bez basu i perkusji. Początek drugiego koncertu, to wyziewy trąbki-sygnałówki, która kona w wiecznej pętli bólu i rozpaczy. Sama narracja wydaje się odrobinę bardziej subtelna, wyczulona na pojedyncze akcje hałasu. Strumień fonii jest martwym tańcem, którego ewentualny koniec niczego nie rozwiąże. Muzyk wprowadza tu brzmienia przypominające zarówno silnie sfuzzowaną gitarę, jak i niemal klasycznie elektroniczny white-noise.  Na finał jego trąbka kieszonkowa piszczy wniebogłosy, podczas gdy dołem sunie rzeka wyjątkowo paskudnych rzygowin. Tak, Merzbow byłby z João niepomiernie dumny!