Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magda Mayas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magda Mayas. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 czerwca 2026

Mayas & Denley on 19 January 2025!


Artystyczne losy niemieckiej pianistki Magdy Mayas oraz australijskiego saksofonisty i flecisty Jima Denleya śledzimy na tych łamach od zarania dziejów. I to zarówno w działaniach wspólnym, jak i tych osobnych. Jako duet Magda i Jim pracują razem od kilkunastu lat, znamy doskonale ich obie płyty wydane w nowojorskim Relative Pitch. Choć miejsca ich stałych rezydencji dzielą tysiące kilometrów, gdy tylko spotykają się, natychmiast wspólnie muzykują.

Przed nami ich spotkanie ze stycznia ubiegłego roku, które dostarcza - jedynie w wersji digitalnej – wydawnictwo Red Raw z Australii. Koncert trwa niewiele ponad dwa kwadranse, warto zatem skupić się nad każdym dźwiękiem.

  


Początek koncertu tworzą skromne, ledwie uformowane frazy matowo brzmiącego klawinetu i podmuchy z tuby dęciaka, doposażone klekotem dysz. Dźwięki lepią się do siebie jak małe stwory w tańcu godowym. Całość zdaje się mieć delikatny posmak ethno, jakby muzycy odbywali spacer po złowrogim lesie, za każdym drzewem którego czai się niespodzianka.

Ich opowieść od czasu do czasu nabiera pewnej intensywności, bywa wszakże równie często minimalistyczna, post-melodyjna, a nawet medytacyjna. Sporo dźwięków wydaje się bardzo tajemniczych, jakbyśmy nie do końca znali pełne instrumentarium Magdy i Jima. Trochę brakuje nam przekazu wizyjnego z ich koncertu. Niekiedy artyści toczą się niemal tanecznym krokiem, szukają melodii i marzą o dalekich podróżach. Magda w przestrzeni inside piano budzi niepokój, jest w stanie odnaleźć każdy dźwięk, z kolei na klawiaturze snuje martwe melodie, które ewokują egzystencjalne refleksje. Jim zdaje się pracować niekiedy na kilku instrumentach jednocześnie, a frazy saksofonu i fletu zlewają się w jedną tajemniczą strugę fonii.

W połowie koncertu Magda podaje melodię z klawiatury, a Jim tańczy wokół niej, niczym groźny wąż boa i śle pociągłe, nisko osadzone drony. Gdy Magda preparuje struny, Jim staje na palcach i kompulsywnie podryguje. Po dwudziestej minucie następuję antrakt fonii osadzonych wyjątkowo blisko ciszy. Najpiękniejszy moment koncertu skutkuje niespodziewanie dużą dawką emocji – klawinet zaczyna tańczyć, a flet kłębić się w konwulsjach. Chwilę potem Magda przechodzi w stan lewitacji, z kolei Jim pomrukuje niczym groźny zwierz.

Zakończenie koncertu tkane jest z drobiazgów, okazjonalnie dość melodyjnych, bardzo filigranowych. Jakby muzycy odnajdywali ulubioną melodię z dzieciństwa.

 

Magda Mayas & Jim Denley 19 January 2025 (Red Raw, DL 2026). Magda Mayas – fortepian preparowany, klawinet oraz Jim Denley – flet, saksofon. Nagrane na żywo w Australii (?), styczeń 2025. Jedna improwizacja, 32 minut.



 

wtorek, 24 lutego 2026

Magda Mayas' Filamental in Murmur!


Oktet berlińskiej pianistki Magdy Mayas powraca! To trzecie ujawnienie formacji złożonej z sześciu instrumentów strunowych (w tym inside piano) i dwóch dętych.

Artyści tworzący Filamental muzykują/ improwizują mając przed obliczem swej nieograniczonej kreatywności każdorazowo pewną ideę, zasianą przez Mayas. Czasami nosi ona miano kompozycji, czasami jest pojęciem bardziej abstrakcyjnym, nienotyfikowanym w jakikolwiek sposób. W przypadku pierwszego albumu inspiracją było dwanaście fotografii rzeki, w kontekście nowego albumu, to wizja ptaków w kolektywnym locie (szmerze), pozornie chaotycznym, a jednak uporządkowanym. Dodajmy, iż drugi album oktetu był nietypowy (pandemiczny), albowiem każdy z artystów nagrał swoją ścieżkę dźwiękową osobno, a potem ulepiono z nich zwartą, ośmiopodmiotową narrację.

Z radością sięgamy zatem po dokumentację foniczną owego ptasiego lotu, jak zwykle w przypadku Filamental pięknego, soczyście akustycznego, udramatyzowanego metodami, których do końca nie znamy. Zwinnie zadekretowana improwizacja – zapewne mocą zjawisk metafizycznych - zdaje się być konsekwentnie prowadzona ku krainie wiecznej szczęśliwości.

  


Opowieść od samego początku realizowana jest metodami kolektywnymi. Klarnet i saksofon swobodnie oddychają, wataha strunowców wydaje szereg nieartykułowanych dźwięków, tworząc szeleszczącą i pulsującą magmę tajemniczej, bezkresnej akustyki. Narracja obtoczona jest mrokiem, ma charakter dość filigranowy, a frazy bardziej masywne stanowią wyjątek. Kameralny charakter formacji szczególnie uwidacznia się w locie wnoszącym. Bywa z kolei bardziej korpulentny w momentach kontrolowanego opadania. Pierwszy taki przykład mamy już w 5 minucie. Ptaki w swobodnym locie, zmyślnie kierowane instynktem stadnym.

W okolicach 10 minuty narracja intrygująco rozwarstwia się, słyszymy niemal pojedyncze frazy, a cisza wokół głęboko oddycha. Potem flow nabiera pewnej masy właściwej, lepiony z szorowanych i stukanych odgłosów. Wewnątrz strumienia fonii pojawia się coś na kształt rytmu, ale dość szybko zanika. Na dnie szemrają dęciaki, górą płyną filigranowe strunowce. Całość przypomina przez moment mroczną lewitację.

Tuż przed upływem drugiej dziesiątki minut muzycy zaczynają formować dron podszczypywany stemplami z klawiatury. Proces jednak dość szybko rozwarstwia się, stawiając drobne znaki zapytania o kierunek dalszej drogi. Na czoło forsują się teraz preparowane, dość gęste frazy smyczkowe. Nim narracja zastygnie w ciszy (w okolicach 25 minuty), muzycy ślą ku nam jeszcze delikatne fonie zarejestrowane w trakcie spaceru po łące zroszonej poranną mgłą.

Po chwili rzeczonej ciszy rozpoczyna się konstruowanie nowego, bardziej uporządkowanego wątku. Strunowce znów sięgają nieba, dęciaki szorują glazurę podłoża. Muzycy bawią się w didaskalia, nie dbając nadmiernie o linearność opowiadania. Drżą, rezonują i szeleszczą, aż w końcu jednoczą siły i budują niezbyt strome podejdzie pod finał spektaklu. Smyczki skaczą po strunach, dęte szeleszczą i prychają. Ostatnią prostą rysują matowo brzmiące frazy z klawiatury piana, sprawiając, iż powolnej narracji udaje się doczołgać do końcowego dźwięku.

 

Magda Mayas' Filamental Murmur (Relative Pitch, CD 2026). Zeena Parkins – harfa, Rhodri Davies – harfa, Magda Mayas – fortepian, Aimée Theriot – wiolonczela, Anthea Caddy – wiolonczela, Angharad Davies – skrzypce, Christine Abdelnour – saksofon altowy oraz Michael Thieke – klarnet. Nagrane w Exploratorium, Berlin, wrzesień 2024. Jeden utwór, 38 minut.



środa, 31 grudnia 2025

50 Reasons to Remember the Year 2025! Pięćdziesiąt powodów, by zapamiętać rok 2025!


Albums are presented in alphabetic order! Please notice that picture below doesn’t feature all honoured recordings!

Albumy prezentowane są w kolejności alfabetycznej! Proszę zauważyć, iż zdjęcie poniżej nie przedstawia wszystkich wyróżnionych nagrań!

 


Adam Gołębiewski & Dave Brown Dogs Light

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/03/adam-goebiewski-dave-brown-in-dogs-light.html

AMM with Sachiko M Testing

(not reviewed yet)

Angharad Davies & Burkhard Beins Meshes of the Evening

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/08/angharad-davies-burkhard-beins-meshes.html

Barbara Dang & Muzzix Michael Pisaro-Liu Tombstones II

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/06/the-circum-disc-fresh-outfit-manoeuvres.html

Benedict Taylor & Paweł Doskocz Welcome to our humble abode

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/benedict-taylor-pawe-doskocz-welcome-to.html

Biliana Voutchkova & Giorgos Varoutas Little Sae

(not reviewed yet)

Camila Nebbia, Gonçalo Almeida & Sylvain Darrifourcq Hypomaniac

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/camila-nebbia-goncalo-almeida-sylvain.html

Caroline Kraabel, Pat Thomas, John Edwards & Steve Noble Transgressive Coastlines

(not reviewed yet)

Constantin Herzog, Matthias Muche & Etienne Nillesen Anasýnthesi

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/10/herzog-muche-nillesen-play-anasynthesi.html

Daniel Thompson Violet

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/10/daniel-thompson-in-violet-and-duo.html

Das B Love

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/das-b-in-love.html

Derek Bailey & John Stevens The Duke of Wellington

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/09/derek-bailey-john-stevens-in-duke-of.html

Dirk Serries & Mark Wastell Dual Activity

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/06/dirk-serries-mark-wastell-in-dual.html

Dirk Serries Zonal Disturbances II

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/05/dirk-serries-in-zonal-disturbances.html

Éliane Radigue Asymptote Versatile (1963-64)

(not reviewed yet)

Insub Meta Orchestra Exhaustion/ Proliferation

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/02/insub-meta-orchestra-plays-exhaustion.html

John Edwards, Mike Gennaro & Alex Ward Activity

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/04/alex-ward-in-two-similar-trios.html

John Butcher & Angharad Davies Two Seasons

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/12/angharad-davies-john-butcher-during-two.html

John Butcher, Phil Durrant & Mark Wastell Poznań: Appropriate Density

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/08/the-confront-recordings-fresh-meals.html

Lawrence Casserley & Emil Karlsen Aspects of Memory

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/07/lawrence-casserley-emil-karlsen-and.html

Lava Quartet feat. Almut Kühne, Jordina Millà, Gonçalo Almeida & Wieland Möller Ethereal Chant

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/07/lava-quartet-in-ethereal-chant.html

Le GGRIL + DDK Diffraction

(not reviewed yet)

Les Marquises (Emilie Škrijelj & Tom Malmendier) Live in Nickelsdorf

(not reviewed yet)

Luís Vicente & Vasco Trilla Ghost Strata

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/the-portuguese-taste-makes-world-go.html

Magda Mayas and Jim Denley One Another

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/09/magda-mayas-jim-denley-go-one-another.html

Manoeuvres Sentimentales Delightfully Deceitful

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/06/the-circum-disc-fresh-outfit-manoeuvres.html

Marcello Magliocchi, Adrian Northover & Domenico Saccente Over The Edge

(not reviewed yet)

Martin Küchen & Håkon Berre På Snurr

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/09/martin-kuchen-hakon-berre-pa-snurr.html

Matthias Müller & Andreas Willers Matthias Müller Andreas Willers

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/03/matthias-muller-andreas-willers-in-duo.html

Michel Doneda & Frédéric Blondy Points of Convergences

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/10/michel-doneda-frederic-blondy-in-points.html

Michel Doneda, Lê Quan Ninh & Núria Andorrà El retorn de l'escolta - A la memòria de Marianne Brull

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/08/doneda-ninh-andorra-el-retorn-de.html

Nour Symon Je suis calme et enragé·e

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/05/the-contemporary-counterpoint-dincise.html

Ontstopper Kollektief Unblocking

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/the-portuguese-taste-makes-world-go.html

Quatuor Bozzini/ Jürg Frey String Quartets

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/05/the-contemporary-counterpoint-dincise.html

Quentin Stokart & Tom Malmendier Mehin

(not reviewed yet)

Rodrigo Amado & Chris Corsano The Healing

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/09/rodrigo-amado-chris-corsano-into-healing.html

Sawt Out Fake Live in America

(not reviewed yet)

Sophie Agnel & John Butcher Rare

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/05/sophie-agnel-with-john-butcher-and-solo.html

Spontaneous Live Series D07: Don Malfon, Florian Stoffner & Vasco Trilla Live at 7th Spontaneous Music Festival 2023

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/06/spontaneous-live-series-is-also-digital.html

Spontaneous Live Series 016: Anaïs Tuerlinckx with Jonas Engel and Andrea Ermke Live at 8th Spontaneous Music Festival

Spontaneous Live Series 017: John Butcher’s Dragon 10 Live at 8th Spontaneous Music Festival

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/10/anais-tuerlinckx-i-john-butcher-na.html

Stefan Keune, Dirk Serries & Benedict Taylor Closer and Beyond

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/keune-serries-taylor-are-closer-and.html

Stefan Keune, Steve Noble & Dominic Lash Black Box

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/04/keune-noble-lash-in-black-box.html

Stefan Keune, Sandy Ewen & Damon Smith Two Felt-Tip Pens: Live At Moers

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/04/keune-ewen-smith-in-two-felt-tip-pens.html

Studio of Electroacoustic Improvisation Metal Boxes/ Amplifire

(not reviewed yet)

The Electrics Live in Vilnius

(not reviewed yet)

The Runcible Quintet Two

(not reviewed yet)

Tom Jackson & Daniel Thompson Dark Kitchen

(not reviewed yet)

Trashed Middle Aged Junksters Rituals Of Modern Decadence

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/11/discordian-records-fresh-outfit-live-at.html

Yodok III Nidarosdomen

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2025/12/yodok-iii-in-nidarosdomen.html

 



piątek, 28 listopada 2025

Das B in Love!


Kwartet Das B tworzą artyści, których cenimy niezwykle i nad których nagraniami, niezależnie od konfiguracji osobowej, pochylamy się z należytą starannością. Libańczyk Mazen Kerbaj, Niemka Magda Mayas i dwóch Australijczyków – Tony Buck i Mike Majkowski ujawniają się nam w czteroosobowym składzie bodaj po raz drugi. Tym razem sugerują tytułem, a także zapisem w albumowych credits, iż inspiracją dla nowego nagrania był pomnik jazzu, czyli A Love Supreme Johna Coltrane’a. Cytując ideę w szczegółach: Czerpiąc inspirację ze strukturalnych i dynamicznych elementów klasycznego albumu (…)  Das B całkowicie przeprojektowuje muzykę, a przy okazji skrupulatnie podważa pojęcie hołdu lub śpiewnika.

Miłośników talentów każdego z tych muzyków uspakajamy. Das B nie gra jazzu, nadal bazuje na swobodnej improwizacji (tu zapewne odrobinę predefiniowanej), a tytułowa Love, to być może przejaw ich miłości do oryginału. Jakkolwiek by tego faktu nie interpretować, ten 32-minutowy album wart jest każdej swojej sekundy, każdego zadęcia, szarpnięcia za struny, tudzież uderzenia w powierzchnię płaską. Doskonałe nagranie, co postaramy się za moment udokumentować słowami.

  


Love podzielona została na cztery części, przy czym ta trzecia jest najdłuższa i jako jedyna przekracza dziesięć minut. Na starcie pracuje kontrabasowy smyczek, ale muzyk nie unika także subtelnego szarpania za struny. Perkusista najpierw sprawdza sprężystość talerzy, delikatnie rezonuje, a potem inicjuje wątek rytmiczny, któremu będzie wierny niemal przez całe nagranie. Z trębackich wentyli, tudzież ekstremalnie wyciszonego piana wydobywają się tajemnicze dźwięki, które zdają się tworzyć rodzaj ambientowej powłoki, upstrzonej dętymi frazami, którym bliżej do brzmienia fletu niż trąbki. Całość, niesiona pozornie delikatnym strumieniem, nabiera nerwowości i zaczyna zadawać pytania, nie licząc na jakiekolwiek odpowiedzi. Pod koniec tej części dramatu trąbka frazuje już po swojemu, klecąc mantrę smutku i bólu.

Drugą odsłonę inicjuje repetująca struna kontrabasu, trąbka nuci coś pokrętnie melodyjnego, a piano płynie wprost z bardzo matowo i nisko brzmiącej klawiatury. Ze strony drummera zostaje bez zbędnej zwłoki zawiązany wątek rytmiczny. Narracja bazuje teraz na przewrotnym dysonansie. Akcja perkusisty nosi znamiona dość dynamicznej, frazy pozostałych muzyków płyną dużo spokojniejszymi strumieniami. W międzyczasie słyszymy także dźwięki inside piano.

Trzecia opowieść dokłada do wizerunki Miłości kolejne nowe tajemnice. Słyszymy rytmiczne uderzenia, które być może pochodzą wprost z fortepianowych strun, być może są jednak dziełem czarnoksiężnika z trąbką. Kontrabas drży, a potem nie bez udziału smyczka rytmicznie dygocze. Docierają do nas frazy z klawiatury piana, a perkusista, jakże by inaczej, aranżuje kolejny motyw rytmiczny. Jakby się spieszył, jakby czekał na niego ostatni tego wieczoru pociąg do domu. W drugiej fazie utworu już wiemy, że początkowe akcje percussion pochodziły od gruźlika trębacza. Gdy wybija ósma minuta najdłuższej opowieści, narracja gaśnie wprost na gryfie kontrabasu. Muzyk przez kolejne trzy minuty delikatnie szarpie za strunę i smaga ją minimalistycznie smyczkiem.

Końcowa narracja zdaje się stać w miejscu, kłębiąc się w sobie. Pozbawiona jest typowego dla poprzednich części rytmu. Trąbka kipi tajemniczą psychodelią, talerze, werbel i tomy drżą z zimna, od strony piana dochodzi jakiś tajemniczy śpiew, a smyczek kontrabasu rysuje niekończące się pętle. Mroczny rytuał Miłości dokonuje się na naszych oczach i w naszych uszach.

 

Das B Love (Thanatosis, CD/LP 2025). Mazen Kerbaj – trąbka, Magda Mayas – piano, Mike Majkowski – kontrabas oraz Tony Buck – perkusja. Nagrane w Brief Sand Studios, Berlin, październik 2022. Cztery utwory, 32 minuty.

 


piątek, 12 września 2025

Magda Mayas & Jim Denley go One Another!


W zasobach pamięci zewnętrznej Trybuny Muzyki Spontanicznej mości się całe mnóstwo letnich i już wczesnojesiennych nowości nowojorskiego The Relative Pitch Records. Większość z nich liczyć może na ciepłe słowo już niebawem, ale na razie pochylamy się tylko nad jedną z nich.

Niemiecka pianistka Magda Mayas i australijski dęty multiinstrumentalista (tu flecista) Jim Denley muzykowali już razem nie raz, a każde z ich dotychczasowych spotkań warte było grzechu skupionego odsłuchu i niosło ze sobą pokaźną porcję jakości. Nie inaczej rzecz się ma z ich świeżym albumem One Another. Bez zbędnej zwłoki zasiadamy zatem do odsłuchu i odczytu ich stylowego impro performansu.

 




Album składa się z trzech kilkunastominutowych, swobodnych improwizacji, z których środkowa jest tą najdłuższą, ponad 18-minutową. Pierwsza z nich ma spokojne, niemal medytacyjne otwarcie. Z fletu sączy się suchy dron z ledwie słyszalną melodyką, struny piana uderzane pałeczkami (?) dygoczą w leniwym tańcu. Zaklinacz węży i grzesznica w kameralnym rytuale tajemniczej modlitwy. Akcje nabierają od czasu do czasu bardziej perkusjonalnego charakteru, łapią rytm lub brną w gęstym mule. Podejście pod finał improwizacji zdaje się być okazjonalnie bardziej intensywne. Flet wije się w konwulsjach, piano drży jak osika. Ozdobą ostatniej prostej są preparowane wydechy z wielkogabarytowego fletu.

Na starcie drugiej części flet świszcze zimnym powietrzem. Wszystko wokół niego rezonuje, także szmer dobywający się z wnętrza piana, pojawiają się strzępy melodii. Po pewnym czasie narracja nabiera pewnej mięsistości, nie stroni od incydentalnego hałasu o post-industrialnym posmaku. Zmiana goni teraz zmianę. Przez moment improwizacja jest jednolitym strumieniem szumu, potem nabiera upiornej melodyki, ale także zaskakującej mroczności. Flet dyszy, na strunach piana tańczą ołowiane kulki. Finał, to chóralny śpiew lepiony ze bezpowrotnie utraconych melodii.

Trzecia improwizacja w fazie początkowej przypomina tą drugą. Rezonujący szum, świszczące powietrze, echo pudła rezonansowego piana. Całość lepi się z czasem w upiorną kołysankę, ale zdaje się być nad wyraz minimalistyczna. Mrocznie, ale melodyjnie, nawet z samej klawiatury fortepianu. Przez moment intensywnie, ale na samej końcówce w tempie marsza pogrzebowego. Pianistka głęboko oddycha, flecista dogorywa ze śpiewem na ustach.

 

Magda Mayas and Jim Denley One Another (Relative Pitch Records, CD 2025). Magda Mayas – fortepian, obiekty oraz Jim Denley – flety. Nagrane w Tempe Jets, czerwiec 2023. Trzy improwizacje, 44 minuty.



piątek, 4 kwietnia 2025

Jane in Ether goes Oneiric!


Magda, Biliana i Miako zabierają nas do krainy czarów. Do wielkich kufrów pakują fortepian (a w zasadzie jego niebywale akustyczne wnętrze), skrzypce (nierozerwalnie w tym przypadku związane z głosem) i odtwarzacze, na których zarejestrowane są dźwięki, z pewnością przydatne w trakcie podróży. Ta będzie czteroetapowa, z czego odcinek trzeci, prawie dwudziestominutowy, wyniesie nas na orbitę okołoziemską, z której w ogóle nie będziemy chcieli wracać. The way of no return, to uzupełniający tytuł całego przedsięwzięcia, którego realizacja zajmie nam niepełne trzy kwadranse.



 

Pierwsze minuty oblepione są kurzem i szumem tajemniczych, dętych podmuchów. Rezonują struny skrzypiec i piana, o piaszczysty brzeg uderzają spokojne fale wystudzonego oceanu. Oniryczna aura kreuje strumień metalicznych, okazjonalnie melodyjnych dźwięków. Całość przypomina misterną plecionkę, a może unoszącą się w powietrzu jedwabną apaszkę dalekowschodniej stewardesy z zapomnianej reklamy linii lotniczych. Ta opowieść potrafi pęcznieć, nawarstwiać się, niemal skomleć, ale nie przestaje być ceremoniałem chwili nasączonym odrobiną zagadkowej etniczności.

Druga opowieść lepi się z dropnych porcji fonii wyszarpywanych zastanej rzeczywistości. Coś zgrzyta, skrzypi, syczy jak powiew mroźnego powietrza. Pojawiają się dźwięki z gardła i recytowane pół słówka. Drżą struny, z dna piana dociera matowa melodia. Rodzaj kołysanki, której niektóre elementy nie dają się przypisać do konkretnego źródła dźwięku. Pod koniec pianistka zdaje się grać głośniej, a skrzypaczka ciszej. Całość gaśnie pod ciężarem nadchodzącego zmroku.

Najistotniejszy odcinek podróży klecony jest z długich, choć ulotnych pociągnięć zwiotczałym pędzlem. Przypomina muzykę dawną, która napotyka na problemy świata współczesnego. Rytualna, cedzona przez zaciśnięte zęby melodia, rozpacz skrywana pod osłoną zmierzchu. Modlitwa udręczonych, zastygła medytacja, która formuje się w żałobną wokalizę. Najpiękniejsza, środkowa faza utworu wydaje się nad wyraz minimalistyczna. Uroda chwila, siła kreatywnego redukcjonizmu. Tuż po niej wchodzimy w chmurę szumów, jęków, zastygłych na gryfie skrzypiec post-melodii. Końcowa część epopei faluje, jest nerwowa, rozwarstwiona, pięknie wystudzona do niemal pojedynczych fraz, gasnących oddechów trzech niestrudzonych podróżniczek.

Początek ostatniego epizodu przypomina nagrania terenowe. Drobne, szemrzące fonie, szepczący głos, drżące struny, delikatnie stukające młoteczki fortepianu. Ta leniwa pożoga z czasem nabiega odrobiny życia – smyczek tańczy po strunach skrzypiec, recorder dostarcza brzmienia przypominające połamany flet, uderzane struny piana generują coś, co mogłoby być rytmem w innej czasoprzestrzeni. Akcja nabiera bladych rumieńców. Wydaje się przez moment odrobinę bardziej intensywna. Drgania, rezonanse i preparacje prowadzą nas ostatecznie na skraj ciszy. Z tej ostatniej po kilku chwilach wyłania się końcowy, niemal niemy krzyk rozpaczy. Bolesna, nienaturalnie rozciągnięta melodia, szybki wdech i bardzo długi wydech. Aż po ostatni dźwięk.

 

Jane in Ether Oneiric (Confront Recordings, CD 2025). Miako Klein – recorders, Magda Mayas – fortepian oraz Biliana Voutchkova – skrzypce, głos. Nagrane w Studio for Electroacoustic Music, Akademie der Kunst, Berlin, październik 2023. Cztery utwory, 42 minuty.



wtorek, 19 listopada 2024

Al Maslakh’ fresh and older: Thuluth! Hic Up! „A” Trio!


Bejrucki Al Maslakh, mimo życia w stanie permanentnej śmierci, ma się doskonale. Przynajmniej jako wydawnictwo.

Jak zwykle z wielką radością i przyjemnością zasiadamy do odsłuchu nowych albumów tego wyjątkowego przedsięwzięcia edytorskiego. Jak Libańczycy piszą od zawsze na okładkach swych płyt - Al Maslakh to UFO stworzone do publikowania muzyki, której nie da się publikować na libańskiej scenie artystycznej.

Dwa najnowsze albumy, to rejestracje berlińskie, także z udziałem muzyków lokalnych, które nie wymagają szczególnych rekomendacji, wszak to, jak samo wydawnictwo, równie wyjątkowa muzyka. Podobnie rzecz ma się z nagraniem flagowego okrętu sceny libańskiej „A” Trio, które powraca do nas z rejestracją koncertową z niedalekiej Słowenii. Ten akurat album ukazał się dwa lata temu, i to pod sztandarami labelu niemieckiego, ale jego związek z Al Maslakh wydaje się oczywisty.

So, welcome to Beirut!



 

Thuluth (Magda Mayas, Ute Wassermann & Raed Yassin) One Third Of The Sun (CD 2024)

Magda Mayas – fortepian, obiekty, Ute Wassermann – głos, obiekty oraz Raed Yassin – kontrabas, obiekty. Nagrane w Morphine Raum, Berlin, styczeń 2022. Trzy utwory, 41 minut.

Ta trójka improwizuje wspólnie od pewnego czasu pod szyldem Jedna Trzecia, a album zwany Jedna Trzecia Słońca jest ich debiutem fonograficznym. To wyjątkowo intrygująca magma dźwięków lepiona z rezonujących dronów preparowanego fortepianu i traktowanego głównie smyczkiem kontrabasu oraz głosu, który w ferworze definitywnie cielesnych improwizacji zdaje się nie mieć jakichkolwiek ograniczeń, tak dramaturgicznych, jak i brzmieniowych.

Pierwsza improwizacja trwa pełne dwadzieścia minut i jest dramą rozpisaną na role, poszczególne etapy i dobrze ukonstytuowane zwroty akcji. Początek lepiony jest z drobnych, ulotnych fraz – drżą struny piana, smyczek głęboko oddycha, a smutna wokaliza dopełnia obrazu. Z jednej strony gra na małe pola, rwane strzępy fonii i gardłowe burczenie, z drugiej coraz rozleglejsze plamy rezonansu, za które na tym etapie podróży odpowiada cała trójka. Owa modlitewna trwoga bywa chwilami niebywale filigranowa, delikatna niczym puch, ale gdy narasta, gdy pęcznieje każdym kolejnym dźwiękiem, szczególnie smyczka, wydaje się jeszcze bardziej urokliwa. Z czasem w tej spokojnie kreowanej opowieści pojawia się więcej akcentów perkusjonalnych, a delikatny głos, wsparty już podwójnym rezonansem, zdaje się nam nieść tajemnicze, ale ważne treści.

Druga i trzecia improwizacja trwają po mniej więcej dziesięć minut. Pierwszą z nich prowadzi modulowany głos, który plamy rezonansu wprowadza w stan hibernowanego rozkołysania. Ute przypomina teraz ledwie wybudzonego niedźwiedzia, Magda pracuje na klawiaturze, która tonie w tumanach kurzu, z kolei Raed, oblepiony włosiem smyczka, wspina się na palce. Końcowa improwizacja niesie nam zdecydowanie największą porcję ekspresji i ładunku dźwiękowego. Wokalistka scatuje na sporej dynamice, intensywność akcji pianistki zwiastuje nadchodzącą burzę, kontrabasista piłuje zaś struny, a jego instrument brzmi niczym wyswobodzona z jakichkolwiek więzów dramaturgicznych altówka. W fazie uspokojenia toniemy w chmurze szumów, szmerów i drobnych szarpnięć. Po czasie wszystko świszcze niczym dęte akcesorium, a flażolety basu stanowią dodatkową atrakcję. Finał zdaje się być dość emocjonalną, repetytywną medytacją – dźwięki dzwonków, gwizdy, kocie miałczenia, wspólnie rozciągane struny fortepianu, kontrabasu i głosu.



 

Hic Up (Marina Cyrino, Tony Elieh, JD Zazie & Matthias Koole) Fuchsia Fever (CD 2024)

Marina Cyrino – amplifikowany flet, Tony Elieh – bas, elektronika, JD Zazie – turntable, CDJs oraz Matthias Francisco Koole – gitara, elektronika. Nagrane w Morphine Raum, Berlin, październik 2022. Cztery improwizacje, 40 minut.

Gorączka Fuchsia, to spotkanie definitywnie elektroakustyczne, pełne zmyślnej dramaturgii i nieustannych zmian. Dodatkowo świetnie zbilansowane, stworzone kolektywnie, nastawione na głębokie słuchanie i niebanalne interakcje. Dwa wielominutowe sety bogate są tu w dźwięki, których źródeł pochodzenia możemy jedynie domniemywać. Lubimy takie sytuacje!

Wystudzony początek wiele tu obiecuje. Tworzą go drobne, elektroakustyczne frazy, dudniący małym rytmem bas i … lejąca się woda. Zgodnie z anonsem improwizacja rozkwita porcjami nowych zdarzeń – zarówno tymi ledwie słyszalnymi, jak i masywnymi przepięciami mocy. Smugi szemrzącej elektroniki na spowolnieniu, kłęby sucho brzmiącego fletu na dynamice i ciągłe basowe inkrustacje, zarówno dronowe, jak i incydentalnie post-jazzowe, nawet w klimatach fussion. W połowie ponad dwudziestominutowej opowieści impakt syntetyki wydaje się słabnąć i od tego momentu sprowadzać jedynie do drobnych spiętrzeń i iskrzeń, tudzież efektownych plam ambientu. Finał seta jest bardzo filigranowy, ale jakby na przekór tezie recenzenta znów obleczony poświatą post-akustyki.

Druga opowieść, kilka minut krótsza, budzi się w ciszy, tkana jest z drobiazgów generowanych głównie na gryfach obu instrumentów strunowych. Muzycy wydają się nawlekać struny na szpule plamiącej elektroakustyki. Z czasem improwizacja nabiera podskórnej rytmiki, ale znów podlega ciągłej zmianie sytuacji scenicznej. Raz narracja płynie silnie elektronicznym strumieniem, innym razem pięknie zanurza się w post-akustyce drżącej przestrzeni. Ponownie natrafiamy na intrygującą ekspozycję fletu, wspartą elektroniczną mikro pulsacją. Przez kilka chwil pozostajemy w burzy piaskowej, a niedługo potem w chmurze intensywnych szumów i szmerów. Coś chrobocze, ktoś szarpie na struny, w górze wyją syreny alarmowe. Nie bez znaczenia dla dramaturgii są także intrygujące zabawy z rytmem, szyte syntetycznym ściegiem. Bogata w wydarzenia opowieść kona w strudze szmerów, być może całkiem akustycznego pochodzenia.



 

"A" Trio The Binding Third (Unrock, LP 2022)

Mazen Kerbaj – trąbka, Sharif Sehnaoui – gitara akustyczna oraz Raed Yassin – kontrabas. Nagranie koncertowe, Sound Disobedience Festival, Ljubljana, Słowenia, marzec 2019.

Kerbaj, Sehnaoui i Yassin grają razem kilkanaście lat, wydali kilka wspaniałych albumów, ale każdy z nich wydaje się inny od pozostałych. Ten słoweński, sprzed pięciu lat, to najpewniej porcja definitywnie agresywnych fraz. Jakby muzycy wyszli na scenę pełni gniewu i determinacji, by wywrzeć na słuchaczach naprawdę piorunujące wrażenie. Bez wątpienia, cel swój osiągnęli!

Koncert trwa dwa kwadranse i kilka minut, a na płycie jest nieprzerwanym ciągiem dźwięków … z krótką przerwą na zmianę strony winyla. W tyglu zdarzeń pojawiamy się jakby nieproszeni – wszystko tu drży, pulsuje i dygocze z nieznanych powodów. Pomiędzy strunami basu i gitary prawdopodobnie umieszczone są pałeczki perkusyjne oraz inne przedmioty, które wprawiane w ruch powodują nieuchronne palpitacje serca. Narracja ma rytm, wewnętrzną muskulaturę, syci się frazami perkusjonalnymi, choć w arsenale „A” Trio nie ma i nigdy nie było perkusji. Ów akustyczny noise, niemal post-industrialny zgiełk uformowany w dość jednorodny dron winien budzić grozę i tak dokładnie się dzieje! W strugach drżącego błota raz za razem pojawiają się jęki, tudzież niedźwiedzie westchnienia trąbki. Preparowany blaszak nie zbacza jednak z drogi, jego flow trzyma rytm.

W okolicach dziesiątej minuty improwizacja zdaje się gubić swą rytmiczną powłokę. Nie zmienia to faktu, iż wszyscy po obu stronach sceny dygoczą z zimna i przestrachu. Narracja z wolna staje się zgrzytliwa, sycona rezonansem, trębackim chrobotaniem i post-perkusyjnymi uderzeniami. Tymczasem po szybkim obrocie krążka na drugą stronę powracamy do miejsca zbrodni. Leniwy post-industrial sączy się teraz niczym krew z głębokiej rany. Znów wszystko drży, rzęzi i rezonuje. Całość przypomina dygot emocji charakterystyczny dla wczesnych nagrań AMM. Muzycy często powtarzają frazy, a po dwudziestej drugiej minucie znów nasilają akcje perkusjonalne. Brzmią niczym dobosz na pogrzebie ludzkości. Swoje dokłada kropelkującą trąbka. Można odnieść wrażenie, że na powrót znajdujemy się w smudze drona, jaki towarzyszył nam na początku koncertu. Niespodziewanie w strudze zła pojawiają się frazy gitary traktowanej nieco bardziej konwencjonalnie. To mantra piękna i grozy. Jeszcze większym zaskoczeniem jest przepoczwarzenie się strumienia narracji w trębackie solo, po chwili wsparte głębokim, basowym smyczkiem. Ten ostatni zaczyna żłobić bruzdę w ziemi i będzie towarzyszyć improwizacji aż do jej ostatniego tchnienia. W międzyczasie trio nabiera marszowego kroku i zdaje się iść po zalegające na hałdach śmierci złote runo. Końcową prostą bogaci jeszcze perkusjonalna akcja gitarzysty. Słuchając muzyki libańskiej nie sposób nie być w Bejrucie, nawet jeśli oddychasz berlińskim powietrzem. 

 

 

wtorek, 3 września 2024

Splitter Orchester plays splitter musik!


Berlińska Splitter Orchester to zjawisko unikatowe nawet w świecie dużych, improwizujących formacji. Niemalże stały skład, regularne spotkania, prace i koncerty, często na pograniczu teatralnych performansów, a wokół tego nieustający ferment twórczy. Załoga pracuje kolektywnie, zdaje się nie mieć organów przywódczych, wspaniale integruje berlińskie środowisko improwizatorów, kompozytorów, tudzież performerów. Dużą wagę przykłada do sfery konceptualnej swych muzycznych ujawnień, zdaje się pod tym względem balansować na pograniczu muzyki współczesnej, nade wszystko jest wszakże zgrają wspaniałych, kreatywnych muzyków.

Z innymi tego typu przedsięwzięciami być może łączy ją jedynie to, że dokumentacja fonograficzna ich kilkunastoletniej działalności nie jest szczególnie obfita. Potrójny album, po który za moment sięgniemy, to ledwie czwarta pozycja w dyskografii Splitterów.

Album splitter musik dokumentuje nagrania z lat 2019-2020, doskonale pokazując, czym dla SO jest programowy konceptualizm, który poprzedza proces improwizacji lub ogarnia ją od pierwszej do ostatniej sekundy. Pomysł na pierwszy album opiera się na sposobie rozmieszczenia muzyków w stosunku do publiczności w tajemniczym, owalnym obiekcie, wyposażonym w koliste balkony, drugi krążek jest symultanicznym miksem nagrań solowych poszczególnych członków orkiestry, trzeci wreszcie nagrany został nad rzeką (muzycy i publiczność na przeciwległych jej brzegach) i konsumuje także wszelkie dostępne dźwięki otoczenia (pieczołowicie zbierane przez mikrofony i urządzania radiowe). 



 

Vortex

Okrągły obiekt, który na zdjęciu przypomina nietypową salę koncertową - publiczność umieszczona po środku, z kolei rozbudowana armia muzykantów na balkonach, nad publicznością, wokół niej. Muzycy improwizują wedle scenariusza, którego szczegółów nie znamy, być może takowy w ogóle nie powstał. Istnieje duże prawdopodobieństwo, iż dźwięki wydawane przez kilkudziesięcioosobowy skład są na żywo porządkowane przez akcesoria mikserskie. Wnikliwa analiza okładki płyty dostarcza nam szczegółowych informacji o rozmieszczeniu artystów na owalnym balkonie, ale akurat tym aspektem koncertu nie będzie się teraz zajmować (niechże dociekliwość słuchacza w tej kwestii będzie wystarczającą zachętą do zakupu albumu na urokliwie wydanym nośniku fizycznym).

Spektakl trwa tu niemal pełną godzinę zegarową, a jego początek wyznaczają fale minimalistycznych ekspozycji dętych, strunowych, a po chwili subtelnych, blaszanych śpiewów, nerwowo kontrapunktowanych przez bliżej niezidentyfikowaną frakcję instrumentalną. Wielki aparat wykonawczy nabiera tu mocy, ale wciąż kroczy w leniwym tempie, raz po raz powracając do drobnego, niemal indywidualnego frazowania. W okolicach 12 minuty ma miejsce pierwsza kulminacja, która szybko rozpływa się w migoczące plejady short-cuts, płynące prawdopodobnie od wszystkich uczestników tej dźwiękowej celebracji. Tymczasem w tle pracuje wataha elektroakustycznych urządzeń tajemniczej proweniencji.

Kolejna kulminacja, tuż przed upływem 20 minuty, dostarcza jeszcze większych emocji – brzmi niemal post-industrialnie. Wokół drży echo, a selektywny dźwięk orkiestry sprawia, że bez trudu wyławiamy w potoku fonii frazy niemal każdego instrumentu. Tuż przed upływem drugiego kwadransa Splitterzy popadają w mroczny bezruch. Mikrofrazowanie dość sprawnie przekształca się w jeszcze mroczniejszą medytację, budowaną rozległymi strumieniami fonii.

Dalsza faza spektaklu stawia na interakcje w podgrupach. Dęte dyskutują, strunowce pojękują, pojawiają się głosy i akcenty perkusjonalne. Tym razem narracja nie szuka kulminacji, bliżej jej do ciszy, bazuje na lewitujących repetycjach, inkrustowanych blaszanymi śpiewami. Dopiero ostatni kwadrans koncertu przynosi bardziej żwawe akcje. Przez moment mamy wrażenie, że orkiestra gra tu pełną mocą, ale flow dość szybko przekształca się w filuterne gry na instrumenty zasilane prądem zmiennym. W potoku ponownie niezbyt intensywnych zdarzeń pojawiają się pierwsze, pożegnalne melodie, oniryczne post-kołysanki, które wieńczą żywot koncertu w rozległej chmurze szumów.

 

Imagine Splitter

Członkowie orkiestry zostali poproszeni o nagranie solowej improwizacji o zadanym czasie trwania. W trakcie procesu twórczego mieli sobie wyobrażać, czym jest dla nich idea Splitter. Nagrania zainspirował, a potem zlepił w nieprzerwany, ponad czterdziestominutowy ciąg zdarzeń fonicznych klarnecista Kai Fagaschinski. Efekt konceptu i pracy post-produkcyjnej zdaje się wykraczać poza nasze wyobrażenia o tym, czym może być zlepek solowych improwizacji. Słyszymy wielką orkiestrę, która starannie buduje swoją ekspozycję, raz za razem inkrustując ją indywidualnymi, dźwiękowymi perełkami. I znów okładka albumu podpowiada nam, kto w zaaranżowanym spektrum spektaklu odpowiada za dany strumień dźwiękowy, jakbyśmy ponownie znaleźli się na wspólnym koncercie, który dzieje się tu i teraz. Definitywnie Imagine Splitter, to podróż niezwykła.

Od startu flow wyimaginowanej Splitter drży i emanuje dźwiękową intensywnością. Dęte pomruki, elektroakustyczna pulsacja, szeleszczące talerze, dygoczące kontrabasy, wreszcie mrowie zdarzeń z nie do końca rozpoznanych źródeł dźwięków. Całość zdaje się być podszyta tajemniczym, wewnętrznym nerwem rytmu, a wszyscy uczestnicy spektaklu pozostawać w stadium permanentnego dialogu. Fauna i flora improwizacji w rozkwicie! Po upływie dziesiątej minuty opowieść delikatnie się wystudza i przechodzi w fazę elektroakustycznych dygresji. Potem następuje faza bardziej intensywnych interakcji, doposażona w efektowną ekspozycję klarnetu kontrabasowego, a także gitarowe wtręty budowane na subtelnej amplifikacji. Akcja goni tu akcję, a każda fraza rezonuje z frazą bezpośrednio ją poprzedzającą. Oniryczne post-melodie i kontrabasowe chrobotania tuż przed upływem 30 minuty formują tu krótkotrwałą kulminację, która bezboleśnie odnajduje się w chmurze akustycznych, wystudzonych fraz i pulsującego tła gasnącej elektroniki.

Rozkołysana post-akustyka króluje na wyimaginowanej scenie przez kilka długich minut. Matowe melodie, nerwowe kontrapunkty i niemal kompulsywne napięcie związane z nieuchronnym końcem szyją ścieg ostatniej prostej. Plamy elektroakustyki, drżące perkusjonalia, dęte drony i preparacje lepią się w końcowy supeł mikrozdarzeń o niespotykanej urodzie.

 

PAS

Tu sytuacja dramaturgiczna jest jeszcze bardziej intrygująca. Berlińska Szprewa, okolice Petersburg Arts Space. Na jednym brzegu orkiestra, na drugim publiczność (jesteśmy w trakcie pierwszego lata pandemii!). Trzecim niezwykle istotnym elementem spektaklu jest samo miasto, jego życie foniczne, ludzie odgłosy i wszystko, co tworzy miejski mikroklimat. Muzycy wyposażeni są w urządzenia do absorbowania tych dźwięków i wtłaczania ich w przebieg orkiestrowej ekspozycji. Mają także hydrofony, a zatem interesuje ich również sfera dźwiękowa samej rzeki. Tym razem koncert zdaje się być precyzyjnie zaplanowany. Dla posiadaczy albumu w formie fizycznej kolejna wartość dodana – mapa zdarzenia! W głównym nucie rzeki opis poszczególnych ekspozycji muzycznych orkiestry, na jej skrajach akcje dźwiękowe, jakie dostarcza otoczenie. Całość trwa prawie 80 minut i trzyma nas w napięciu, niczym wysokogatunkowy horror.

Ów outdoor performance otwiera osobiście Berlin! Szum rzeki, ludzkie rozmowy, szmer miejskiego hałasu. Jedyne dźwięki orkiestry, to perkusjonalia. Obie sfery mają tu swój rytm, swoją metodę na przetrwanie. W okolicach 5 minuty do życia budzą się klarnety, instrumenty blaszane i kolejne perkusjonalia, tworząc intrygujące, dźwiękowe continuum. Po 10 minucie czeka nas elektroakustyczna nawałnica, którą zdaje się wzbudzać hałas przelatującego samolotu, a także dźwięki statku. Opowieść pulsuje, a akustyka instrumentów lepi się do gołej skóry miasta. Instrumentalne drony splatają się z miejską fonią, a słuchacz ma spory problem ze wskazaniem, która ze stron zdarzenia odpowiedzialna jest za dany dźwięk. Sama muzyka wydaje się być na tym etapie podróży bardzo delikatna, jakby przeniesiona z opuszczonej filharmonii wprost w wir rzeki. Sami muzycy wtłaczają w nurt główny narracji sporo przypadkowych dźwięków, stając się jakby kolejnym element berlińskiego zgiełku. Oba podmioty wykonawcze koncertu wchodzą w intrygujące interakcje – psy gadają z tubą, perkusyjne talerze lecą wraz ptactwem szerokim sklepieniem nieba. W 22 minucie nasi podróżnicy napotykają na deszcz post-akustycznych usterek. Orkiestra łapie teraz wiatr w żagle – blaszane pulsują, perkusje nadymają się, a wokół panoszy się mrowie gwizdów i świstów, powodując, iż opowieść nabiera masy i głośności. Coś na kształt rytmu, basowe plamy i miejskie gadanie dopełniają jakże już bogate spektrum dźwiękowe koncertu.

Tuż przed końcem drugiego kwadransa opowieść gaśnie niemal do poziomu ciszy. Drobne akcje i reakcje szyją teraz nową historię. Długie i krótkie frazy instrumentalne imitują ptasie odgłosy, szumy, zgrzyty i garść syntetycznych dronów snują swoje wątki. Miasto odczuwa coraz bardziej nerwowy step Splittera - wrony głośno kraczą, a szum wody narasta. Wszystko, co tworzy teraz flow pęcznieje, nadyma się, tworząc prawdziwie przemysłowy zgiełk. Tymczasem kameralne interludium szybko przenosi nas w świat perkusyjnej polirytmii. Swoje dokłada tętniące życiem miasto. W okolicach 50 minuty w ów perkusyjny szum wkraczają dumnie instrumenty dęte, szyjąc intrygę za intrygą. Po kolejnych kilku minutach w strumieniu głównym opowiadania pojawiają się tajemnicze dźwięki, które zdają się być zbierane z samego dna rzeki. Leje się woda, ale wszystko drży i pulsuje, podsycane frazami basowymi. Na kwadrans przed końcem, oliwy do ognia dolewa elektronika kreując definitywnie post-industrialny chaos chwili. Opowieść gęstnieje, nabiera brudu w szprychy, ale wytraca tempo. Niemal lewituje przerażone okolicznościami koniecznej w tym wypadku finalizacji. Narracja rozpływa się w drobiazgi i migotliwe umiera pozostawiając na pustej scenie jedynie odgłosy miasta.

 

Splitter Orchester splitter musik (hyperdelia.com, 3CD 2024)

Splitter Orchester: Liz Allbee – trąbka, Boris Baltschun – syntezator analogowy, Burkhard Beins –instrumenty perkusyjne, Anthea Caddy – wiolonczela, bas elektryczny, Anat Cohavi – klarnet, Mario de Vega – elektronika, Axel Dörner – trąbka, Kai Fagaschinski – klarnet, Robin Hayward – tuba, Steve Heather – instrumenty perkusyjne, Chris Heenan – klarnet kontrabasowy, Mike Majkowski – kontrabas, elektronika, Magda Mayas - clavinet, harmonium, Matthias Müller – puzon, Andrea Neumann - inside piano, mikser, hydrofony, Morten Joh – instrumenty perkusyjne, Simon James Phillips – organy, fortepian, Korg CX3, Jules Reidy – gitara, Ignaz Schick – elektronika, gramofony, Michael Thieke – klarnet, Clayton Thomas – kontrabas, Sabine Vogel – flety, hydrofony, Biliana Voutchkova – skrzypce, Marta Zapparoli - tape decks, hydrofony, odbiorniki radiowe, anteny.

CD1 Vortex: nagranie koncertowe, Silent Green, Berlin, listopad 2019. CD2 Imagine Splitter: nagrania solowe dokonane w trakcie pandemicznego lockdownu, zmiksowane przez Kaia Fagaschinskiego. CD3 PAS: nagrane na żywo nad rzeką Szprewą, okolice Petersburg Arts Space, Berlin, sierpień 2020. Łączny czas trzech improwizacji - 177 minut. 

 

 


wtorek, 11 czerwca 2024

Magda Mayas' Filamental plays Ritual Mechanics!


Nowojorski label The Relative Pitch Records zdaje się nie ustawać w walce o miano przodownika pracy w nowożytnym świecie muzyki improwizowanej. Stali Czytelnicy tych łamów wiedzą o tym doskonale, bo niemal każda nowa pozycja w katalogu wytwórni jest tu komentowana.

Słowo się rzekło, wiosna roku bieżącego dostarcza aż dziesięć nowych krążków z logo RP. W bieżącym tygodniu wszystkie je omówimy. Dziś w ramach dobrego początku zapraszamy na odczyt i odsłuch albumu, który z zestawu nowości wydaje się najciekawszy, w piątek zaś czeka nas degustacja pozostałych dziewięciu albumów.



 

Berlińskiej pianistce, improwizatorce i kompozytorce Magdzie Mayas towarzyszymy od lat i staramy się nie pomijać jakiegokolwiek z jej wydawnictw. Z większym składem, który Mayas zwykła nazywać Filamental, spotkaliśmy się trzy lata temu, przy okazji monumentalnego dzieła Confluence, inspirowanego … zdjęciami dużych rzek europejskich w różnych stadiach turbulencji. Za wykon kompozycji był wtedy odpowiedzialny oktet strunowo-dęty, wsparty klawiaturą fortepianu.

Dziś artystka powraca ze składem skonfigurowanym w identyczny sposób, z tą drobną różnicą, iż ona sama pracuje na pianie elektrycznym (w pierwszym utworze) i harmonium (w drugim). Ale co być może bardziej istotne, muzycy nie wykonali tym razem kompozycji wspólnie, albowiem każdy z nich rejestrował własną ścieżkę indywidualnie (jedynie Mayas nagrywała wspólnie ze skrzypaczką Angharad Davies). Powstało zatem siedem ścieżek, których miksowania podjął się Tony Buck, muzyk tysiąca talentów, z jednej strony perkusista australijskiej legendy sceny overgenre, czyli The Necks, z drugiej wieloletni partner Mayas w duecie The Spill, a także w innych impro incydentach. On sam w roku ubiegłym zlepił z wielu wątków instrumentalnych (tu akurat wszystkie wykonał osobiście) album Environmental Studies, który bezwzględnie nas zachwycił i trafił na coroczną listę best –off. Sznyt Buckowskiego budowania muzycznej mozaiki zdaje się być na nowej płycie Mayas dalece dostrzegalny/ słyszalny. I wespół ze wszystkim elementami dzieła sprawia, iż nagranie, nad którym dziś nadstawiamy uszy śmiało zasługuje na miano wyśmienitej.

Sytuacja dramaturgiczna na nieistniejącej scenie wyimaginowanego koncertu Filamental jest następująca: na przeciwległych flankach posadowione są instrumenty dęte – saksofon altowy i klarnet, pomiędzy nimi dźwięki generuje pięć instrumentów strunowych – dwie harfy, dwie wiolonczele i skrzypce oraz instrument kompozytorki - najpierw rhodes, potem harmonium. Pierwszy utwór trwa tu dwadzieścia minut, drugi jest dłuższy o dwie minuty.

Otwarcie pierwszej kompozycji lepi się z fraz strunowych – delikatnych szarpnięć i smukłych arco w tembrze na ogół preparowanym. Wokół panoszy się chmura szumów i szmerów (zapewne dętych) i uspakajające frazy elektrycznego piana. Narracja zdaje się mieć tendencje wzrostowe, incydentalnie formuje się w krótkotrwałe crescenda, bywa także ulotna, mglista i delikatna niczym dźwięki gamelanu skąpanego porannym opadem atmosferycznym. Od czasu do czasu opowieść zdobiona jest pewną konstrukcją rytmiczną, ledwie zasugerowaną, niemal filigranową. Domniemujemy, iż jest to efekt pracy rhodes. Całość przypomina wielką pajęczynę akcji i wystudiowanych interakcji, która płynie swobodnie, niespiesznie, dalece intrygująco. Dźwięki, jakie generuje Mayas wydają się tu być dramaturgicznym komentarzem, teatralnym chórem, stygmatyzującym, ale też porządkującym wydarzenia i studzącym emocje, jakie powstają na strunach i w dętych tubach. Tam bowiem dzieje się naprawdę wiele – preparowane frazy altu i klarnetu, mnogość akcji arco & pizzicato. Mniej więcej od trzynastej minuty narracja spowalnia, jakby zanurzała się w onirycznej chmurze niedopowiedzenia. Przyjmuje postać leniwej medytacji, która skrzy się urokliwym brzmieniem każdego z ośmiu instrumentów, doposażonym tajemniczym, niemal dalekowschodnim posmakiem.

Drugą kompozycję znów otwierają strunowce, tym razem wszakże w pozie post-perkusjonalnej. Klarnet i saksofon budują krótkotrwałe drony, a głosem decydującym zdaje się być gęsta plama harmonium, rozlewająca się po pełnym spektrum dźwiękowym spektaklu. Opowieść z jednej strony wydaje się być bardziej płynna, mocniej ustrukturyzowana, z drugiej znów tworzą ją plejady short-cuts generowane przez siedem instrumentów i masywny głos harmonium, które nie odzywa się często, ale gdy już wyda z siebie przeciągłe westchnienie, sieje popłoch na scenie i przywołuje wszystkich do porządku. Narracja skrzy się tu wyjątkową urodą, zarówno na poziomie nerwowych akcji oktetu, jak i wytłumionych, rozległych plam post-ambientu, jakie od czasu do czasu wytwarzają się jakby pomiędzy akcjami instrumentalnymi. Z nowych elementów warto odnotować drobne ekspozycje harfowe, które wnoszą do bogatego już arsenału artystycznych środków wyrazu pewien post-klasyczny sznyt. W okolicach szesnastej minuty opowieść napotyka na drobny fragment ciszy, po czym buduje się jakby od nowa. Szumią dęte tuby, szemrzą małe struny, a powrót harmonium, mimo tłustego brzmienia, wydaje się być teraz bardziej kojący. Finał utworu lepi się z drobnych fraz, które choć gasną, wciąż niosą ze sobą spory bagaż emocji.

 

Magda Mayas' Filamental Ritual Mechanics (The Relative Pitch Records, CD 2024). Christine Abdelnour – saksofon altowy, Anthea Caddy – wiolonczela, Angharad Davies – skrzypce, Rhodri Davies – harfa, Magda Mayas - rhodes, harmonium, kompozycja, Zeena Parkins – harfa, Aimée Theriot-Ramos – wiolonczela oraz Michael Thieke – klarnet. Nagrane w różnych miejscach i momentach kosmicznej czasoprzestrzeni. Dwa utwory, 42 minuty.



wtorek, 1 marca 2022

Mayas, Buck & Butcher! And their glints!


Nie dalej, jak dekadę dni temu rozpisywaliśmy się na tych łamach o nowych lub prawie nowych nagraniach z udziałem brytyjskiego saksofonisty Johna Butchera. To właśnie wtedy dostrzegliśmy, iż pewien luksemburski label upublicznił jednego dnia (1 stycznia 2022 r.) aż pięć winylowych krążków ze swobodnymi improwizacjami, czynionymi z aktywnym udziałem wspomnianego muzyka. Wtedy opisaliśmy dwie z nich, dziś czas na trzecią odsłonę serialu!

Niemiecka pianistka Magda Mayas i australijski drummer Tony Buck z legendą europejskiego free impro grywali nie raz, nie dwa razy, zatem nowe ujawnienie tria nie powinno stanowić dla nikogo zaskoczenia. I nie stanowi – piękna to bowiem płyta! Zapraszamy na odczyt i odsłuch.

 


Trójka wybitnej klasy improwizatorów zaprasza tu na spektakl naznaczony ciągłymi zmianami, dalece niebanalny pod względem struktury dramaturgicznej, a także bardzo efektowny brzmieniowo. Jeśli z perspektywy całości mielibyśmy wskazać pewne role, jakie muzycy wyznaczyli sobie w tej swobodnej, jakże spontanicznej kreacji, to nie sposób nie zauważyć wiodącej roli dramaturgicznej pianistki, która w wielu momentach zdaje się skutecznie pociągać za sznurki. Mający rockowy nerw perkusista dba tu nade wszystko o stymulowanie lub destymulowanie poziomu dynamiki, zaś saksofonista często przyjmuje rolę komentującego, czekającego na to, co zaproponują partnerzy. Jeśli sięga po saksofon sopranowy często lepi się do strumienia dźwiękowego piana i perkusji, jeśli gra na tenorze, bywa, iż z ochotą przejmuje na kilka chwil ośrodek dowodzenia.

Na starcie improwizacja, jak to często bywa, koncentruje się na drobiazgach, szuka ciszy wokół siebie i nieśmiało wysuwa macki potencjalnej dramaturgii. Drżące talerze, pocierane struny piana, skromne prychanie saksofonu. Aura otwarcia zdaje się być dalece perkusjonalna, albowiem ze strony pianistki płynie sporo fraz, które mają swoją pokrętną rytmikę. Magda zdaje się jednocześnie uprawiać inside piano i pozostawać w stałym kontakcie z klawiaturą. Perkusja drga swoim tempem, saksofon zaś kwili po ptasiemu - soczysty, wygłodzony sopran. Po 7 minucie dynamika zdaje się rosnąć, ale muzycy nie przestają dbać o szczegóły, generować drobne frazy, które tworzą zwartą, bystrą narrację. Piano wciąż zaskakuje brzmieniem, potrafi nawet w dynamicznej sytuacji tworzyć oniryczny klimat wokół własnej ekspozycji. Opowieść kołysze się na wietrze i chętnie przyjmuje postać duetu perkusjonalnego, który czeka na moment, w którym saksofonista sięgnie po tenor i wyznaczy w zadanym interwale kierunek dalszej improwizacji. Tak dzieje się niedługo potem, a samo pokonywanie wzniesienia artyści sycą sporą porcją emocji. W okolicach 14 minuty mamy do czynienia z krótkim solo perkusji, które zostaje niezwłocznie skomentowane preparowanymi dźwiękami piana i pijanymi zaśpiewami dęciaka. Ten piękny moment, jakże efektownie brzmiący, staje się zaczynem kolejnego szczytu narracyjnego, pachnącego już pełnokrwistym free jazzem, stymulowanego powykręcaną rytmiką drummingu. Na finał pierwszej części winyla muzycy schodzą w czerstwy rezonans, przez moment preparują bez udziału saksofonu.

Na drugiej stronie czarnej płyty pojawiamy się bez sekundy zawahania. Piano brzmi tu niczym zepsuty klawesyn, obok płynie rozhuśtany sopran i bardzo aktywna perkusja, która po niedługiej chwili zabiera saksofon na duetowy szczyt z dużą dawką emocji. Powrót piana i preparowanych fraz szybko łagodzi tu obyczaje i otwiera kolejny interwał samych akustycznych cudowności. Najpierw Magda, potem John, na końcu Tony sycą improwizację niemal wyłącznie spektakularnymi dźwiękami, czyniąc ów moment bodaj najbardziej udanym fragmentem całości. Po 7 minucie znów mamy krótkie solo drummerskie, które dość szybko zamienia się w trio, poszukujące kolejnych nieznanych dźwięków. Tuba i struny piana lepią się do siebie, a kolejna porcja koślawej dynamiki perkusji wynosi opowieść na smukłe wzniesienie. Po 13 minucie artyści bardzo skutecznie szukają ciszy, opowieść zdaje się tu być konglomeratem echa, szmerów i szumiących strumieni dźwiękowych. Taka mroczna ballada trwa dłuższą chwilę. Przez moment można odnieść wrażenie, że muzycy zdecydują się jeszcze na drobną salwę ekspresji (bo wrócił tenor!), ale to jedynie pozór. Ich energia zdaje się rozpływać w metalicznym echu. Finał skrzy się subtelnościami, oddechem ciszy i pełną koncentracją, sprawiającą, iż ostatni dźwięk idealnie wieńczy to smakowite dzieło.

 

Magda Mayas/ Tony Buck/ John Butcher glints (Ni-Vu-Ni-Connu, LP 2022). Magda Mayas – fortepian, John Butcher – saksofon tenorowy i sopranowy oraz Tony Buck –perkusja. Berlin, ausland, 30 listopada, 2019. Jedna improwizacja podzielona na dwie strony winyla, czas trwania – 44:25.



piątek, 31 grudnia 2021

50 Reasons to Remember the Year 2021! Pięćdziesiąt Powodów, by Zapamiętać Rok 2021!


Albums are presented in alphabetic order! Please notice that picture below doesn’t feature all honoured recordings!

Albumy prezentowane są w kolejności alfabetycznej! Proszę zauważyć, iż zdjęcie poniżej nie przedstawia wszystkich wyróżnionych nagrań! 

 


Adoct  Ouvre-Glace

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/04/peter-orins-and-other-tall-and-fresh.html

Agustí Fernández & Sarah Claman  Dandelion

(not reviewed yet)

AMM  Industria

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/04/amm-in-museu-industrial-da-baia-do-tejo.html

Barre Phillips/ John Butcher/ Ståle Liavik Solberg  We met - and then

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/06/phillips-butcher-solberg-we-met-and-then.html

Benedict Taylor & Dirk Serries  Live Offerings 2019

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/03/benedict-taylor-dirk-serries-three-live.html

Chamber 4  Dawn to Dusk

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/08/chamber-4-dawn-to-dusk.html

Cirera/Oswald/Nästesjö  I'm a Biker

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/04/cirera-oswald-nastesjo-granular.html

Consorts  Distinctions

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/06/dominic-lash-spoonhunt-and-three-new.html

Cranes: Matthias Müller/ Eve Risser/ Christian Marien  Formation < Deviation

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/05/cranes-filamental-mrs-quartet-ensemble.html

Cyclone Trio  The Clear Revolution

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/04/cyclone-trio-bothen-3-nimitta-hackett.html

Daniel Thompson & Colin Webster hakons ea

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/12/daniel-thompson-colin-webster-hakons-ea.html

Dog Star (Almeida, Gibson, Melo Alves, Trilla, Vicente)  Dog Star

(not reviewed yet)

Edwards/ Lisle/ Serries & Webster  Peck and Fleet

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/05/edwards-lisle-serries-webster-in-strong.html

El Pricto/ Discordian Community Ensemble  Live At Mixtur Festival

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/10/discordian-community-ensemble-builder.html

El Pricto/Discordian Community Ensemble  Three Poems By Aleister Crowley​/​Tzim​-​Tzum

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/03/discordian-community-ensemble-in-audio.html

El Pricto - Electric Guitar Quintet (version 2020), Spontaneous Live Series 007  Live at 4th Spontaneous Music Festival

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/search?updated-max=2021-10-05T08:48:00-07:00&max-results=5&start=20&by-date=false

El Pricto & Degenerative Spontaneous Orchestra, Spontaneous Live Series 008  Live at 4th Spontaneous Music Festival

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/search?updated-max=2021-10-05T08:48:00-07:00&max-results=5&start=20&by-date=false

Evan Parker Electro-Acoustic Ensemble  Warszawa 2019

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/06/evan-parker-electro-acoustic-ensemble.html

Fail Better!  The Fall

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/03/fail-better-during-fall.html

George Hadow & Dirk Serries  Chapel

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/11/serries-in-two-fresh-duos-acoustic-with.html

Hung Mung  The Art Of Chaos

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/05/the-barcelona-art-of-chaos-hung-mung.html

Ikizukuri + Susana Santos Silva  Suicide Underground Orchid

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/04/ikizukuri-susana-santos-silva-in.html

Jane In Ether  Spoken/ Unspoken

(not reviewed yet)

João Madeira/ Mário Rua/ Luís Vicente  Trio

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/07/this-is-our-portuguese-language-amado.html

John Edwards & Dirk Serries  Melancholia

(not reviewed yet)

Kodian Trio  Live at BRÅKFest

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/02/colin-webster-in-three-bodies-as-kodian.html

Le GGRIL  Sommes

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/12/le-ggril-sommes-birthday-postcard.html

Light Machina (Valinho, Vicente, dos Reis, Lucifora)  Light Machina

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/05/valinho-vicente-dos-reis-and-lucifora.html

Luís Lopes Lisbon Berlin Quartet  Sinister Hypnotization

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/07/luis-lopes-quartet-from-lisbon-berlin.html

Luis Vicente & Vasco Trilla  Made of Mist

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/08/vicente-trilla-made-of-mist.html

Magda Mayas' Filamental  Confluence

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/05/cranes-filamental-mrs-quartet-ensemble.html

Matthias Müller/ El Pricto/ Vasco Trilla/ Wojtek Kurek/ Witold Oleszak/ Jasper Stadhouders,  Spontaneous Live Series 006 Live at 4th Spontaneous Music Festival

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/search?updated-max=2021-10-05T08:48:00-07:00&max-results=5&start=20&by-date=false

Mia Zabelka & Glen Hall  The Quantum Violin

(not reviewed yet)

Michel Doneda, Frederic Blondy & Tetsu Saitoh  Spring Road 16

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/11/michel-doneda-frederic-blondy-tetsu.html

Nate Wooley  Mutual Aid Music

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/06/nate-wooley-mutual-aid-music-has-history.html

Nuits (Clor, Lesecq, Malmendier & Škrijelj)  Latitudes

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/05/clor-lesecq-malmendier-skrijelj-nuits.html

Paulina Owczarek & Aleksander Wnuk  Komentarz eufemistyczny

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/12/antenna-non-grata-three-very-fresh.html

Paulina Owczarek & Peter Orins  You Never Know

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/09/paulina-owczarek-peter-orins-you-never.html

Paulina Owczarek & Witold Oleszak  Mono No Aware

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/10/paulina-owczarek-witold-oleszak-mono-no.html

Rodrigo Amado Nothern Liberties  We Are Electric

(not reviewed yet)

Stefan Keune/ Erhard Hirt/ Hans Schneider/ Paul Lytton  XPACT II

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/06/keune-hirt-schneider-and-lytton-as.html

Superimpose with John Butcher, Sofia Jernberg & Nate Wooley

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/08/superimpose-with-john-butcher-sofia.html

Tàlveg  As it fades

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/04/cirera-oswald-nastesjo-granular.html

Timothée Quost  Flatten The Curve

(not reviewed yet)

Tom Jackson & Colin Webster  The Other Lies

(not reviewed yet)

Vasco Furtado/ Salome Amend/ Luise Volkmann  Aforismos

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/12/phonogram-unit-three-trios-aforismos.html

Vasco Trilla  Unmoved Mover

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/03/the-liquid-phicus-reviriego-and-trilla.html

Voltaic Trio  290421

https://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/12/phonogram-unit-three-trios-aforismos.html

Yves Charuest & Benedict Taylor  Knotted Threads

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/07/yves-charuest-benedict-taylor-knotted.html

Ytterlandet  66°33′48.7″ N

http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/2021/11/ytterlandet-from-6633487-n.html