Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Salvoandrea Lucifora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Salvoandrea Lucifora. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 października 2025

Anaïs Tuerlinckx i John Butcher na nowych albumach dokumentujących Call and Response 8. Spontaneous Music Festival


(informacja prasowa)

 

Dziewiąta odsłona poznańskiego Spontaneous Music Festival wystartowała z hukiem dokładnie we czwartek drugiego października. Jednym z rytuałów imprezy są nowe płyty z nagraniami zarejestrowanymi w trakcie edycji poprzedniej. Nie inaczej jest w tym roku. W piątek 3 października swoje światowe premiery mają albumy Spontaneous Live Series 016 i 017. Oba są już dostępne zarówno w formie plików elektronicznych, jak i na nośnikach fizycznych, tu tradycyjnie poręcznych płytach kompaktowych.

  


Na katalogowej szesnastce pomieszczono dwa festiwalowe sety, w jakich wystąpiła w roku ubiegłym belgijska pianistka Anaïs Tuerlinckx. W drugi dzień imprezy (dokładnie z piątek) improwizowała po raz pierwszy (a zatem w tzw. secie ad hoc) z niemieckim saksofonistą Jonasem Engelem. Ów zakochany w preparacji duet przez wielu uznany został za jedno z najbardziej spektakularnych wydarzeń ubiegłorocznej edycji Spontaneous Music Festival. Na albumie SLS 016 odnajdziemy również sobotni set pianistki, tym razem poczyniony w towarzystwie jej stałej partnerki artystycznej Andrei Ermke, wykorzystującej w trakcie scenicznej pracy dźwiękowej mini-dyski zawierające sample i fonie szeroko rozumianego otoczenia. Jak wspominano w festiwalowych relacjach prasowych:  od subtelnej ciszy do ceremonialnego hałasu – to była droga, jaką przebyły na scenie Dragona artystki z Berlina.

Spontaneous Live Series 016: Anaïs Tuerlinckx with Jonas Engel and Andrea Ermke Live at 8th Spontaneous Music Festival (Spontaneous Music Tribune, CD 2025). Anaïs Tuerlinckx – fortepian preparowany, Jonas Engel – saksofon altowy (pierwsza improwizacja), Andrea Ermke – mini discs, sample (druga improwizacja). Nagrane 4 i 5 października 2024, Dragon Social Club, Poznań. Dwa utwory, 56 minut.

https://spontaneousliveseries.bandcamp.com/album/spontaneous-live-series-016

 


Z kolei album cyklu oznaczony numerem katalogowym 017 zawiera finałowy set poprzedniej edycji festiwalu. Tak pisano o nim w relacjach prasowych: Finał imprezy przypadł w udziale Large Ensemble, dla którego notyfikację (scenariusz improwizacji) przygotował John Butcher. Koncert mienił się intrygującą, jakże zmienną dramaturgią. Tentet dzielił się raz za razem na duety, tria czy kwartety. Sięgał po atrybuty swobodnego jazzu, niuanse kameralistyki, miał też w części środkowej piękną ekspozycję dronową graną pełnym zestawem instrumentalnym. Dodajmy, iż na etapie produkcji albumu formacja – wedle woli saksofonisty - przejęła ostatecznie nazwę własną Dragon 10, a wykonany przez nią utwór Poznań Contours.  

Spontaneous Live Series: John Butcher’s Dragon 10 Live at 8th Spontaneous Music Festival (Spontaneous Music Tribune, CD 2025). John Butcher – saksofon tenorowy, sopranowy, notyfikacja graficzna, Mark Wastell - instrumenty perkusyjne, Phil Durrant - elektryczna mandolina, Luís Vicente - trąbka, Salvoandrea Lucifora – puzon, Adam Pultz Melbye – kontrabas, Ståle Liavik Solberg - perkusja, Anna Jędrzejewska - fortepian, Ksawery Wójciński - kontrabas oraz Ostap Mańko - skrzypce. Nagrane 6 października 2024, Dragon Social Club, Poznań. Jeden utwór, 29 minut.

https://spontaneousliveseries.bandcamp.com/album/spontaneous-live-series-017

 

 

 

wtorek, 8 października 2024

The report from Call and Response 8.Spontaneous Music Festival 2024!


Tegoroczna edycja poznańskiego święta muzyki improwizowanej miała dwóch głównych bohaterów, ale także całą resztę równie bohaterskich uczestników, w tym liczną i emocjonalnie reagującą publiczność.

Brytyjski saksofonista John Butcher rozpoczął w Poznaniu świętowanie 70-urodzin (których kulminacja nastąpi w londyńskim Cafe Oto w ostatni weekend tego miesiąca), z kolei protoplasta swobodnej improwizacji, onegdaj także współpracownik Butchera, perkusista John Stevens muzykuje w innej czasoprzestrzeni już od trzech dekad, ale on sam i jego dorobek artystyczny był każdego festiwalowego dnia należycie celebrowany. Pierwszy z headlinerów pojawił się na scenie aż czterokrotnie, ten drugi tylko raz – dzięki norweskiej realizacji telewizyjnej koncertu Spontaneous Music Ensemble z roku 1971, był za to wielokrotnie wspominany ze sceny w kontekście jego rewolucyjnych pomysłów na improwizowanie, zarówno w małych grupach, jak i dużych orkiestrach.



 

Czterodniowy maraton improwizacji rozpoczęła niebiletowana akcja w siostrzanym klubie Dragona – SARP Social Club. Cztery sety młodych artystów, do których definitywnie należy przyszłość gatunku. Były emocje, wysoki poziom artystyczny i zdecydowanie zadowolona publiczność, tu bardzo zróżnicowana zarówno wiekowo, jak i w kwestii oczekiwań wobec improwizowanego performansu.

Solowy set niemieckiego saksofonisty Jonasa Engela zdał się konsumować wszystkie zalety pierwszego dnia festiwalu. Były preparacje z wykorzystaniem werbla i metalowych akcesoriów, była pokaźna porcja saksofonu wbitego w elektronikę – z jednej strony wpadaliśmy się w wir post-electro, z drugiej w strumień podmuchów silnie sprężonego powietrza. Dla niektórych set Jonasa był za długi, ale jak sam muzyk skomentował w mediach społecznościowych – długie granie, to podstawa filozofii jego improwizacji. Dla odmiany set solowy argentyńskiej saksofonistki Sofii Salvo był ledwie 20-minutowy, w pełni akustyczny, ale równie ekspresyjny, o czym decydowało zarówno brzmienie barytonu, jak i niebywały temperament artystki. Program pierwszego dnia uzupełniły dwa lokalne składy improwizujące – poznański Czarnoziem (Dawid Dąbrowski na syntezatorze modularnym i Michał Giżycki na klarnet basowym i saksofonie sopranowym) oraz wrocławski Zdrój (Jakub Zasada na gitarze oraz Sebastiaan Janssen na perkusji). Z jednej strony mroczna, nisko osadzona improwizacja o intrygującej melodyce i dynamice, z drugiej post-punkowy ogień permanentnie łamanego rytmu. Jak się okazało stylistyka obu formacji nie była od siebie aż tak odległa, czego dowiódł ekspresyjny finał dnia, gdy do muzyków Zdroju dołączył Michał Giżycki.




Na pozostałe trzy festiwalowe dni przenieśliśmy się do klubu Dragon. Piątek podzielony został na dwie części. Najpierw, aż w trzech odsłonach, wysłuchaliśmy klasycznych dla Spontaneous Music Festival składów ad hoc, czyli pierwszych scenicznych spotkań artystów w zadanej konfiguracji personalnej. W pierwszej kolejności poszukające free jazzu trio Sofia Salvo (saksofon barytonowy), Anna Jędrzejewska (fortepian i elektronika) oraz Ståle Liavik Solberg (perkusja), które w trakcie rozwoju sytuacji dramaturgicznej intrygująco przesiąknęło kameralistyką i smakowitą nutą elektroakustyki. Potem zakochany w preparacji duet Jonas Engel (saksofon, trąbka, obiekty) i Anaïs Tuerlinckx (fortepian). Na koniec zaś najbardziej tu subtelny, wyciszony, pełen niuansów brzmieniowych duet Andrea Ermke (elektronika analogowa) i Ksawery Wójciński (kontrabas). Zwieńczeniem drugiego dnia był solowy występ Johna Butchera, najpierw na saksofonie tenorowym, potem sopranowym. Choć niżej podpisany wysłuchał w życiu wielu solowych koncertów saksofonowych, tak wyjątkowego – zarówno w kontekście brzmienia, jak i dramaturgii – być może jeszcze nie doświadczył. Trzydziestokilkuminutowy set jako dowód w sprawie, jak ważnym dla historii muzyki improwizowanej jest ten artysta.




Spontaniczna sobota pozbawiona był ad hocowych niespodzianek. Koncertowy dzień rozpoczął Adam Pultz Melbye setem solowym na kontrabasie wspomaganym akustycznym feedbackiem. Występ niebywałej urody rozpoczął się w trybie definitywnie minimalistycznym, zakończył niemal post-barokowym tańcem. Dodajmy, iż tego dnia Duńczyk prowadził także, przyjęte niemal entuzjastycznie, warsztaty dla młodych muzyków. Kolejnym wydarzeniem tego dnia był stale współpracujący ze sobą duet artystek, które poznaliśmy już dnia poprzedniego - Anaïs Tuerlinckx (fortepian preparowany) oraz Andrea Ermke (elektronika analogowa). Od subtelnej ciszy do ceremonialnego hałasu – to była droga, jaką przebyły na scenie Dragona artystki z Berlina. Trio Johna Butchera (saksofony), Marka Wastella (instrumenty perkusyjne) i Phila Durranta (elektryczna mandolina), to z kolei jeden z głównych momentów celebracji spuścizny po Johnie Stevensie. Skład nawiązujący zarówno w warstwie instrumentalnej, jak i dramaturgicznej do ostatniego składu Spontaneous Music Ensemble (z Johnem Butcherem!) spełnił chyba oczekiwania wszystkich – był niebywale różnorodny, a jednak zwarty, świetnie skonstruowany, pozbawiony zbytecznych akcji. Sobotni wieczór zwieńczył ekspresyjny, chwilami monumentalny spektakl free jazzu, nasączonego motoryką post-rocka – portugalsko-sycylijski kwartet Light Machina (João Valinho na perkusji, Luís Vicente na trąbce, Marcelo dos Reis na gitarze i Salvoandrea Lucifora na puzonie) zabrał nas w podróż zdobioną zarówno kolektywnymi, jak i indywidualnymi popisami improwizatorskimi.

Festiwalowa niedziela, to moment, gdy nazwiska Stevensa i Butchera były już odmieniane przez wszystkie przypadki. Zaczęliśmy od projekcji filmu, dokumentującego norweski koncert Spontaneous Music Ensemble z roku 1971 w składzie: John Stevens (instrumenty perkusyjne, trąbka kieszonkowa, głos), Ron Herman (kontrabas), Trevor Watts (saksofon sopranowy) i Julie Tippetts (gitara, głos). Potem zostaliśmy całkowicie uwiedzeni intuitywnym, perfekcyjnie skomunikowanym setem współpracujących ze sobą od dekady Johna Butchera (saksofony) i Ståle Liavika Solberga (perkusja). Po nich czekała nas chwila celebracyjnego oddechu w postaci dwóch setów ad noc, dodajmy setów równie udanych, jak spektakle piątkowe. Najpierw kwartet: João Valinho (perkusja), Anna Jędrzejewska (fortepian), Ksawery Wójciński (kontrabas) i Salvoandrea Lucifora (puzon), potem trio: Marcelo dos Reis (gitara), Ostap Mańko (skrzypce) oraz Adam Pultz Melbye (kontrabas). Pierwszy skład przejawiał ciągoty post-jazzowe, ale lubił tonować emocje, z kolei trio wychodząc z pozycji post-chamber sięgnęło niemal noise’owej estetyki.




Finał imprezy przypadł w udziale Large Ensemble, dla którego notyfikację (scenariusz improwizacji) przygotował John Butcher. Koncert mienił się intrygującą, jakże zmienną dramaturgią. Tentet dzielił się raz za razem na duety, tria czy kwartety. Sięgał po atrybuty swobodnego jazzu, niuanse kameralistyki, miał też w części środkowej piękną ekspozycję dronową graną pełnym zestawem instrumentalnym. Dodajmy, iż Large Ensemble obok lidera stworzyli: Mark Wastell (instrumenty perkusyjne), Phil Durrant (elektryczna mandolina), Luís Vicente (trąbka), Salvoandrea Lucifora (puzon), Adam Pultz Melbye (kontrabas), Ståle Liavik Solberg (perkusja), Anna Jędrzejewska (fortepian), Ksawery Wójciński (kontrabas) oraz Ostap Mańko (skrzypce).

Do zobaczenia za rok, jak zawsze w pierwszy weekend października!


Zdjęcie własne, nieobjęte ochroną praw autorskich:

(1) John

(2) Anaïs i Jonas

(3) Light Machina

(4) Large Ensemble (we fragmencie)



wtorek, 1 października 2024

Last Call for 8. Spontaneous Music Festival!


O ósmej edycji Spontaneous Music Festival stali bywalcy tych łamów wiedzą wszystko. Startujemy w najbliższy czwartek 3 października 2024 roku o godzinie 18.00 w SARP Social Club (dzień niebiletowany), a na kolejne trzy dni przenosimy się do Dragon Social Club (dni biletowane). Wszystko dzieje się w Poznaniu na Starym Rynku, tudzież jego najbliższej okolicy.

Poniżej prezentujemy pełny festiwalowy line-up (także z długo ukrywanymi składami ad hoc). Dołączamy także krótkie charakterystyki wszystkich artystów, jacy wystąpią na Festiwalu, doposażając je w linki do najbardziej interesujących nagrań.

Do zobaczenia!



 

Program Call and Response 8.Spontaneous Music Festival 2024

 

3 października, SARP Social Club (koncert niebiletowany)

18.00 Jonas Engel solo (saksofony i elektronika)

19.00 Czarnoziem: Dawid Dąbrowski (syntezator modularny), Michał Giżycki (klarnet basowy, saksofony)

20.00 Sofia Salvo solo (saksofon barytonowy)

21.00 Zdrój: Jakub Zasada (gitara), Sebastiaan Janssen (perkusja)

4 października, Dragon Social Club

18.00 Ad Hoc Trio: Sofia Salvo (saksofon barytonowy), Anna Jędrzejewska (fortepian), Ståle Liavik Solberg (perkusja)

19.00 Ad Hoc Duo: Jonas Engel (saksofony), Anaïs Tuerlinckx (fortepian)

20.00 Ad Hoc Duo: Andrea Ermke (elektronika), Ksawery Wójciński (kontrabas)

21.00 John Butcher solo (saksofony)

5 października, Dragon Social Club

11.00 Warsztaty dla muzyków (prowadzenie: Adam Pultz Melbye)

18.00 Adam Pultz Melbye solo (kontrabas FAAB)

19.00 Anaïs Tuerlinckx (fortepian preparowany), Andrea Ermke (elektronika)

20.00 Light Machina: João Valinho (perkusja), Luís Vicente (trąbka), Marcelo dos Reis (gitara), Salvoandrea Lucifora (puzon)

21.00 John Butcher (saksofony), Mark Wastell (instrumenty perkusyjne), Phil Durrant (elektryczna mandolina)

6 października, Dragon Social Club

16.00 Spontaneous Music Ensemble, Oslo 1971 (projekcja filmu): John Stevens (instrumenty perkusyjne, trąbka kieszonkowa), Ron Herman (kontrabas), Trevor Watts (saksofon sopranowy), Julie Tippetts (gitara, wokal)

18.00 John Butcher (saksofony), Ståle Liavik Solberg (perkusja)

19.00 Ad Hoc Quartet: João Valinho (perkusja), Anna Jędrzejewska (fortepian), Ksawery Wójciński (kontrabas), Salvoandrea Lucifora (puzon)

20.00 Ad Hoc Trio: Marcelo dos Reis (gitara), Ostap Mańko (skrzypce), Adam Pultz Melbye (kontrabas FAAB)

21.00 Large Ensemble: John Butcher (saksofony), Mark Wastell (instrumenty perkusyjne), Phil Durrant (elektryczna mandolina), Luís Vicente (trąbka), Salvoandrea Lucifora (puzon), Adam Pultz Melbye (kontrabas FAAB), Ståle Liavik Solberg (perkusja), Anna Jędrzejewska (fortepian), Ksawery Wójciński (kontrabas), Ostap Mańko (skrzypce)

 

Link do wydarzenia:

https://fb.me/e/3HtK8bRxM

 

Bilety:

Karnet na 3 dni: 200 zł normalny / 180 zł ulgowy*

Bilety jednodniowe: 80 zł normalny / 70 zł ulgowy*

Bilety do kupienia online >>> https://kbq.pl/136524

* po okazaniu ważnej legitymacji studenckiej, legitymacji uczniowskiej lub dowodu osobistego w przypadku 60+.

Organizatorami Festiwalu są Fundacja Mały Dom Kultury, Trybuna Muzyki Spontanicznej i Dragon Social Club.

Patronat medialny: Radio Afera, Jazzarium.pl, ImproSpot, Radio Jazzkultura.

Partner Festiwalu: Moon Hostels & Apartments

Zadanie współfinansowane ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego. Dofinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania. #poznanwspiera



 

John Butcher, wybitny brytyjski saksofonista, improwizator, odkrywca nowych lądów w dziedzinie freely improvised music. Choć jest młodszy o dekadę od ojców założycieli gatunku –Johna Stevensa, Evana Parkera, Trevora Wattsa czy Paula Rutherforda – wymienia się go z nimi jednym tchem, gdy chodzi o odpowiedzialność za kształt metod budujących idiom tego niebywałego zjawiska muzycznego. Dziś w glorii zasłużonego jubilata siedemdziesięciolatek zdaje się przypominać wszystkim o swoim indywidualnym wkładzie w skarbnicę naszej ukochanej estetyki – techniki rozszerzone, sonoryzm, elektroakustyka, a także sound-art, jeśli weźmiemy pod uwagę jego terenowe nagrania solowe, w których miejsce kreacji i jego walory akustyczne są równie ważne jak dźwięki tenoru i sopranu. Grywał ze wszystkimi, ale warto podkreślić jego niekończące się kontakty z kontynentalną improwizacją. W Polsce gra rzadko, choć sławetna Musica Genera ma w katalogu dwie genialne płyty z jego udziałem. W naszym Poznaniu zagrał raz, dokładnie 20 lat temu w Suszni Starego Browaru – z Anią Zaradny i Robertem Piotrowiczem. Jest wielu, dla których tamten spektakl wyznaczył kierunki muzycznych fascynacji na lata. Podczas festiwalu usłyszymy Johna solo, w duecie z Ståle Liavikiem Solbergiem, w trio z Markiem Wastellem i Philem Durrantem oraz jako lidera Large Ensemble na zakończenie festiwalu.

https://johnbutcher1.bandcamp.com/album/fluid-fixations

https://johnbutcher1.bandcamp.com/album/the-very-fabric

https://johnbutcher1.bandcamp.com/album/braids

https://johnbutcher1.bandcamp.com/album/a-new-distance

https://johnbutcher1.bandcamp.com/album/the-scenic-route

Phil Durrant, znamienity brytyjski multiinstrumentalista, improwizator, kompozytor, artysta sound-artu. Świat swobodnej improwizacji odkrywał jako skrzypek. Wraz z upływem lat coraz chętniej oddawał się eksperymentom elektroakustycznym i elektronicznym, ze szczególnym naciskiem na analogową estetykę. Od kilku lat najchętniej sięga po elektryczną mandolinę, bo jak sam twierdzi ten instrument ma najwięcej cierpliwości dla jego buzującej kreatywności. Jako skrzypek korzystający z elektroniki dał się poznać w wybitnej formacji trzyosobowej z Johnem Butcherem i Johnem Russellem. W latach 80. oraz 90. nagrali cztery wyśmienite albumy, kamienie milowe freely improvised music. Do dziś stale współpracuje z Trio Sowari - z Bernhardem Beinsem i Bernardem Denzlerem. Durrant to nieodzowny element brytyjskiej sceny free impro od czterech dekad. Ale bywa także artystą ze wszechmiar światowym, choćby prowadząc z przyjaciółmi ze wszystkich niemal kontynentów zjawiskową formację MIMEO - Music in Movement Electronic Orchesta. Phil grał w Polsce bodaj tylko raz, właśnie z rzeczoną załogą. Ten fakt wspaniale dokumentuje podwójny winyl "Wigry", opublikowany ponad dekadę temu przez Monotype Records. Na naszym festiwalu Phil zaprezentuje się w dwóch odsłonach - zagra w trio z Johnem Butcherem i Markiem Wastellem oraz będzie częścią projektu Large Ensemble podczas finału festiwalu.

https://beadrecords.bandcamp.com/album/live-studio

Mark Wastell, kolejny z naszych festiwalowych gości z Londynu zasługujący wyłącznie na wzniosłe komplementy. Improwizator, multiinstrumentalista, wydawca (Confront Recordings od końca lat 90.). Uczestnik londyńskiej sceny free improvised music od trzech dekad, członek wielu znamienitych, mniejszych lub większych formacji, od London Improvisers Orchestra przez Chris Burn Ensemble po prowadzoną przez niego samego The Seen. Przez lata kojarzony głównie z wiolonczelą, dziś zdaje się być nade wszystko perkusjonalistą. Jego aktualnym artystycznym idee fixe jest kultywowanie dorobku Johna Stevensa. Nawet grywa na elementach zestawu small drumkit wielkiego kreatora swobodnej improwizacji. Wiele wskazuje na to, iż po pięćdziesiątce stał się do Stevensa podobny także fizjonomicznie. Choć to niebywale, w Polsce zagra po raz pierwszy. Na naszym festiwalu Mark zagra w trio z Johnem Butcherem oraz Philem Durrantem. Artysta będzie również częścią Large Ensemble podczas finału festiwalu.

https://confrontrecordings.bandcamp.com/album/parallel-streams

https://confrontrecordings.bandcamp.com/album/amongst-english-men

https://confrontrecordings.bandcamp.com/album/edition-26-live

https://confrontrecordings.bandcamp.com/album/what-do-you-see-when-you-are-sleeping

Light Machina, kwartet, którym zachwycamy się od trzech lat, od momentu gdy pod szyldem Multikulti Project i Trybuny Muzyki Spontanicznej ukazała się ich debiutancka płyta.  Dla Marcelo Dos Reisa (gitara) i Luisa Vicente (trąbka), ten kwartet, to kolejny etap wieloletniej przyjaźni muzycznej. Grali razem przynajmniej w trzech innych kwartetach, w tym szczególnie w Europie lubianym Chamber 4. Także w kwartecie Points, który świetnie znamy z czarno-czerwonej serii iberyjskiej. Light Machina, to również sycylijski puzonista Salvoandrea Lucifora i portugalski młody wilk sceny free, perkusista João Valinho. Wszyscy razem kreują niebywały splot swobodnie improwizowanych dźwięków, czerpiąc inspiracje zarówno z post-jazzowych fraz, jak i estetyki rocka. Długie, skrupulatnie budowane narracje mienią się wyjątkowo smakowitą kolorystyką. Kwartet zagra dla nas w sobotę, ale każdy z muzyków pojawi się na scenie także w niedzielę – Lucifora, Dos Reis i Valinho zagrają w składach ad hoc, Vicente i Lucifora dołączą do Large Ensemble Johna Butchera.

https://multikultiproject.bandcamp.com/album/light-machina

Jonas Engel, młoda krew europejskiego, niepokornego saksofonu, wprost z niemieckiej Kolonii. Artysta wielu talentów. Jeden z tych, dla których pomysły w zakresie preparowania instrumentu, to prawdziwa studnia bez dna. Jak w tym obszarze bywa kreatywny, wiedzą ci, którzy byli w maju w Dragonie. Artystyczna droga Engela, to jednak nie tylko znęcanie się nad akustyką dęciaka. W trakcie eksperymentów solowych wpuszcza saksofonowe wyziewy w bezmiar elektroniki i tworzy niekończące się strumienie dętej polirytmii. Definitywnie lubi też open jazz, który uprawia w ramach własnej formacji Own Your Bones. Wydał w tym roku dwa doskonałe albumy z Asgerem Thomsenem - w duecie i trio. Otworzy festiwal występem solo z wykorzystaniem rzeczonej elektroniki. Z kolei drugiego dnia pokaże swoją muzyczną nieobliczalność w składzie ad hoc.

https://jonasengel.bandcamp.com/album/fogel

https://jonasengel.bandcamp.com/album/live-in-k-ln

"Czarnoziem – bardzo żyzna gleba o głębokim, czarnym poziomie próchnicznym, powstała pod roślinnością stepową ze skał bogatych w węglan wapnia. Jest charakterystyczna dla strefy półsuchej klimatu umiarkowanego ciepłego”. Być może z perspektywy tego roku, a może nawet lokalnie rozumianej wieczności, krajowa scena muzyki improwizowanej nie spłodziła lepszej płyty niż „Socha”. Album wyrosły wprost spod żyznych trzewi Czarnoziemu Michała Giżyckiego i Dawida Dąbrowskiego. Jego każdosekundowa adekwatność dramaturgiczna, kosmiczna synergia łącząca obu muzyków w procesie gęstej, ponadwymiarowej kreatywności, wreszcie zaskakująca komunikatywność w sferze muzyki, która – wszak swobodnie improwizowana – budzić by mogła wyzwania nieosiągalne dla wielu. I jeszcze jej sfera werbalna. Czyż improwizacja może nazywać się lepiej niż „Substancje smoliste”, „Zrywki Drew” albo „Nie ma co gasić”, no i jeszcze ten prawdziwie szalony „Pieruński taniec”. Cytując artystów wprost: od bezruchu, sonorystycznego minimalizmu, poprzez gęste magmowe drony, enigmatyczne linie melodyczne do dzikiego noise'u i ekstatycznego free. Czarnoziem zagra dla nas pierwszego dnia festiwalu.

https://gusstaffrecords.bandcamp.com/album/socha

Anaïs Tuerlinckx, belgijska pianistka, improwizatorka, artystka dźwiękowa. Od ponad półtorej dekady osiadła w Berlinie i tam rozwija swoje niezliczone talenty. Jej naczelną formą artykulacji są pianistyczne preparacje. Lubi schować się w pudle rezonansowym i stamtąd skutecznie zawładnąć publicznością. Nie stroni od hałasu i brzmień harshowych, nie unika wszakże subtelności i prawdziwie pianistycznej elegancji. Odkryta przez spontaniczne macki całkiem niedawno stała się miłością niemal wieczną. Jej tria z mistrzem niemieckiej improwizacji Burkhardem Beinsem na trwałe wryły się w nasze zwoje mózgowe. W jednym z nich uprawia muzykę ze swoją wieloletnią partnerką muzyczną Andreą Ermke. Ten duet zawładnie nami w trzeci dzień festiwalu. Dodatkowo Anaïs weźmie udział w składach ad hoc podczas drugiego dnia.

https://confrontrecordings.bandcamp.com/album/ensemble-a

https://confrontrecordings.bandcamp.com/album/au-cr-puscule

Andrea Ermke, artystka dźwięku, aktywna na eksperymentalnej scenie berlińskiej od ponad dwóch dekad. Swoje nieskończone zbiory sampli i nagrań terenowych archiwizuje na mini-dyskach. W trakcie koncertów to właśnie przy ich wykorzystaniu preparuje barwne, elektroakustyczne opowieści. Zaangażowana w wiele fascynujących kooperacji, m.in z Burkhardem Beinsem czy Chrisem Abrahamsem. Od lat współpracuje z Anaïs Tuerlinckx i to właśnie z nią zagra dla nas w sobotę. Dzień wcześniej wysłuchamy ją w secie ad hoc.

https://scatterarchive.bandcamp.com/album/stadthaus-ulm

Sofia Salvo, argentyńska saksofonista, zakochana ze wzajemnością w barytonie. Przyjedzie od nas z globalnego Berlina, co już samo w sobie daje rekomendację klasy artystycznej. Poznaliśmy ją w Dragonie ubiegłej wiosny, gdy współtworzyła free jazzowy kwartet u boku Colina Webstera. Jej dorobek fonograficzny poza rodzimym Buenos Aires, to ledwie kilka tytułów. Z jednej strony wspomniany, ognisty kwartet z Websterem, z drugiej solowa „Rotarota" wydana w Nowym Jorku przez renomowany Relative Pitch Records - to chyba te najbardziej wartościowe. Jako instrumentalistka Sofia nie jest niewolniczką preparacji. Lubi fizyczność saksofonu barytonowego, jego zdolność do kreowania wyjątkowych sytuacji brzmieniowych. Na festiwalu zagra dla nas set solowy we czwartek i szaleńczo zapowiadające się ad hoc trio w piątek.

https://relativepitchrecords.bandcamp.com/album/rotarota

Ståle Liavik Solberg, wybitny norweski perkusista i perkusjonalista, improwizator. W przeciwieństwie do swojego bardziej znanego rodaka, lepiej czuje się w swobodnie improwizowanej, ponadgatunkowej i eksperymentalnej narracji niż w ogniu free jazzowych starć. Całkiem zatem naturalnym są jego wieloletnie kooperacje z tuzami brytyjskiego free impro, z Johnem Russellem i Johnem Butcherem. Z tym ostatnim grywa zarówno w duecie, w trio (tu także Pat Thomas), jak i w jego dużych formacjach. Nie inaczej będzie też u nas. Zagra z Butcherem w duecie, a potem w ramach Large Ensemble. Na festiwalowej scenie pojawi się także już w piątek w strefie ad hoc, gdzie połączy siły z dwiema szalonymi improwizatorkami. Ale to niech na razie pozostanie tajemnicą. Dodajmy, iż Solberg nie grywał w Polsce zbyt często, ale ma tu dwa smakowite wydawnictwa. Onegdaj w trio z Alanem Silva i Mette Rasmussen, całkiem niedawno "Hullabaloo" z Fredem Lonbergiem- Holmem i Luisem Lopesem - to drugie oczywiście w czarno-czerwonej serii iberyjskiej Multikulti Project i Trybuny Muzyki Spontanicznej. Na naszym festiwale Solberg zagra trzykrotnie – w piątek w trio ad hoc i w niedzielę dwukrotnie z Johnem Butcherem, w duecie i w ramach Large Ensemble.

https://multikultiproject.bandcamp.com/album/hullabaloo

https://trostrecords.bandcamp.com/album/volatile-object

Adam Pultz Melbye, duński kontrabasista, dziś rezydujący głównie w Berlinie. Artysta wielkiego formatu. Zaczynał od wykuwania idiomu lokalnego jazzu w Kopenhadze, obecnie artysta definitywnie multimedialny - wytrawny improwizator, niebanalny kompozytor, intrygujący sound-artowiec. Rok temu grał w Dragonie z triem Flamingo i zdecydowanie nas oczarował - zarówno sposobem prowadzenia narracji, jak i brzmieniem instrumentu, który nazywa się FAAB, co w języku Szekspira oznacza "feedback-actuated augmented bass". W ujęciu fonograficznym szczególnie zachwyca swoim ostatnim albumem solowym "Wade", ulepionym zarówno z kontrabasowych dronów, akustycznego feedbacku, jak i wyjątkowo smakowicie skompilowanych odgłosów wielkiego Berlina. Na naszym festiwalu poprowadzi warsztaty, zagra set solo, wystąpi w pewnej formacji ad hoc, wreszcie współtworzył będzie wielki finał imprezy w Large Ensemble Johna Butchera.

https://adampultz.bandcamp.com/album/wade

Anna Jędrzejewska, polska artystka tysiąca sztuk, niekończących się proweniencji, niepoliczalnych talentów. Ze spontanicznego punktu widzenia najbardziej interesuje nas jako wytrawna improwizatorka i pianistka, a także artystka biegła w każdej sferze współczesnej elektroniki. Taką ją znamy choćby z formacji Copy of Pianodrum czy Figa. Każdym swoim ujawnieniem scenicznym gwarantuje jakość i emocje świetnie kreowanej dramaturgii. Grała na festiwalu spontanicznym trzy lata temu. Dwa z trzech setów uwiecznione zostały na płycie Spontaneous Live Series. Teraz zagra w składach ad hoc, a przede wszystkim będzie pianistycznym filarem Large Ensemble Johna Butchera.

https://torfrecords.bandcamp.com/album/duet-obustronny

Ksawery Wójciński, kontrabasista ze wschodniej Wielkopolski, silnie związany zarówno z Poznaniem (raczej kiedyś), jak i Warszawą (raczej teraz). Muzyk, bez którego trudno sobie wyobrazić scenę free jazzową w Polsce ostatnich kilkunastu lat. Partner legend gatunku, jakie nas odwiedzały onegdaj, choćby Marco Eneidi'ego czy Charlesa Gayle’a. W ostatnich latach najbardziej jednak urzekł nas swoją solową płytą nagraną w konińskiej Wieży Ciśnień. Artysta niebywale wszechstronny, świetnie czujący się także w formule ekspresyjnego folku. Dla nas zagra dwukrotnie w setach ad hoc, będzie także jedną z dwóch kontrabasowych nóg Large Ensemble Johna Butchera.

https://antennanongrata.bandcamp.com/album/ksawery-w-jci-ski-tower-of-pressure

Ostap Mańko – poznański skrzypek ukraińskiego pochodzenia działający w obszarach muzyki akademickiej, nowej, elektroakustycznej, improwizowanej. Ze spontanicznego punktu widzenia najbardziej interesujące są jego muzyczne podróże z takimi formacjami jak Sepia Ensemble (Poznań), Constanty (Lwów), duet Dąbrowski/Mańko, Drogi Krajowe czy Poznańska Orkiestra Improwizowanej. Na naszym festiwalu występował nie tylko jako członek tej ostatniej załogi, ale także istotny współtwórca Tonus Orchestra, Spontaneous Degenerative Orchestra, czy wreszcie Guilherme Rodrigues’ Spontaneous Orchestra. Wszystkie te spektakle dostępne są na albumach Spontaneous Live Series – odpowiednio pod numerami katalogowymi 005, 008 i 009. W tym roku także będzie uczestniczył w dużym formacie festiwalowym – zagra w Large Ensemble Johna Butchera, a kilka chwil wcześniej w pewnym intrygująco zapowiadającym się ad hoc trio.

https://spontaneousliveseries.bandcamp.com/album/spontaneous-live-series-009

Zdrój, polsko-holenderski improwizujący duet na gitarę (Jakub Zasada) i perkusję (Sebastiaan Janssen) z Wrocławia. Zespół współtworzy stale fermentującą społeczność muzyków wokół Salki (Kurws, Ukryte Zalety Systemu, Przepych, Atol Atol Atol). W kwietniu ukazała się ich druga płyta "Koleiny". Duet porusza się w stylistyce instrumentalnego free punku z elementami krautrocka i noise'u, udowadniając, że swobodna improwizacja to bardziej idea, niż ujęty w ramy gatunek muzyczny. Jeśli koniecznie chcielibyśmy wskazać tu jakiś konkretny punkt historii gatunku, to wczesne, jakże surowe dokonania legendy punk rocka – holenderskiej formacji The Ex rodzą w naszych głowach jakże przyjemne skojarzenia. Duet zagra dla nas pierwszego dnia festiwalu.

https://zdroj.bandcamp.com/album/koleiny

 

 

 

piątek, 16 sierpnia 2024

Call and Response 8. Spontaneous Music Festival 2024 startuje 3 października


(informacja prasowa)

 

Ósma edycja poznańskiego Spontaneous Music Festival zaaranżuje czas miłośników spontanicznych dźwięków tradycyjnie w pierwszy weekend października.

Edycja nazwana „Call and Response” zapowiada się wyjątkowo z tysiąca powodów. Będzie aż czterodniowa, nastawiona na szerokie spektrum słuchaczy. Zaprezentujemy muzykę improwizowaną zakorzenioną w nieskończonej liczbie gatunków, w wykonaniu nie tylko młodych, wschodzących gwiazd sceny, ale także prawdziwych mistrzów, w tym brytyjskiego saksofonisty Johna Butchera, który wraz z nami obchodzić będzie swoje 70. urodziny. Z Londynu przyjadą do nas dwie inne znamienite postacie europejskiej muzyki kreatywnej – perkusjonalista (także wiolonczelista) Mark Wastell i mandolinista (kiedyś skrzypek) Phil Durrant.




Festiwal będzie też okazją do upamiętnienia 30. rocznicy śmierci współtwórcy gatunku, jedynego w swoim rodzaju artysty Johna Stevensa, człowieka bez którego nic, co spontaniczne nie byłoby możliwe. Zwłaszcza tu w Poznaniu, gdzie etykieta „spontaniczny” zdaje się firmować wiele przedsięwzięć muzycznych. Dodajmy, iż nazwa tegorocznej edycji to określenie jednej z metod twórczych, które Stevens na stale wpisał w historię muzyki kreatywnej. Na sobotni wieczór zaplanowany jest koncert trójki Brytyjczyków, których stale współpracująca formacja (bez nazwy własnej) wprost nawiązuje do estetyki ostatniej Spontaneous Music Ensemble, zarówno w ujęciu instrumentalnym, jak i personalnym. Przypomnijmy, że John Butcher był członkiem najważniejszej grupy w historii muzyki swobodnie improwizowanej w latach 1992–94.

Pośród anonsowanych wyżej młodych gniewnych nie zabraknie muzyków z Półwyspu Iberyjskiego (ekscytujący kwartet Light Machina z udziałem perkusisty João Valinho, trębacza Luísa Vicente, gitarzysty Marcelo dos Reisa i puzonisty Salvoandrei Lucifory) oraz silnej reprezentacji Berlina i jego skandynawskich okolic, jak zwykle w dalece międzynarodowym wydaniu. Do Dragona przyjadą na dwudniowe pobyty -– duński kontrabasista Adam Pultz Melbye, niemiecki saksofonista Jonas Engel, belgijska pianistka Anaïs Tuerlinckx, niemiecka operatorka urządzeń elektronicznych Andrea Ermke, argentyńska saksofonistka Sofia Salvo, wreszcie norweski perkusista Ståle Liavik Solberg.

Reprezentacja krajowa będzie równie mocna – punk rockowy Zdrój (Jakub Zawada na gitarze i Sebastiaan Janssen na perkusji), elektroakustyczny Czarnoziem (Michał Giżycki na saksofonach oraz klarnecie basowym i Dawid Dąbrowski na syntezatorze modularnym), a także grono muzyków, których świetnie znamy ze scen poznańskich, a którzy cudownie wkleją się we wszelkie międzynarodowe formacje „ad hoc” i będą współtworzyć wielki finał imprezy – pianistka Anna Jędrzejewska, kontrabasista Ksawery Wójciński oraz skrzypek Ostap Mańko.

Organizatorzy planują dwa bloki koncertowe, które wypełnią w całości formacje stworzone „ad hoc”, a zatem pierwsze spotkania sceniczne w zadanej konfiguracji personalnej. Jeden blok będzie miał miejsce w piątek, drugi zaś w niedzielę. Ostateczne składy zaprezentowane zostaną szerokiej publiczności w ostatniej chwili.

Zwieńczeniem czterodniowego wydarzenia będzie występ festiwalowej orkiestry, nazwanej Large Ensemble. Międzynarodowy tentet poprowadzi John Butcher. On sam w Poznaniu wystąpi aż czterokrotnie – solo, w duecie, w trio i w ramach wspomnianej orkiestry.

Cztery dni (w tym ten pierwszy niebiletowany!), kilkanaście koncertów, warsztaty dla muzyków, które poprowadzi Adam Pultz Melbye oraz prezentacja filmu/koncertu „Spontaneous Music Ensemble, Oslo 1971” – będzie się działo! Zapraszamy do Poznania od 3 do 6 października 2024 roku!

 

Program Call and Response 8.Spontaneous Music Festival 2024


3 października, SARP Social Club (koncert niebiletowany)

18.00 Jonas Engel solo (saksofony i elektronika)

19.00 Czarnoziem: Dawid Dąbrowski (syntezator analogowy), Michał Giżycki (klarnet basowy, saksofony)

20.00 Sofia Salvo solo (saksofon barytonowy)

21.00 Zdrój: Jakub Zasada (gitara), Sebastiaan Janssen (perkusja)


4 października, Dragon Social Club

18.00 Ad Hoc Zone: Jonas Engel, Sofia Salvo, Anaïs Tuerlinckx, Andrea Ermke, Anna Jędrzejewska, Ksawery Wójciński (szczegóły w terminie późniejszym)

21.00 John Butcher solo (saksofony)


5 października, Dragon Social Club

11.00 Warsztaty dla muzyków

18.00 Adam Pultz Melbye solo (kontrabas FAAB)

19.00 Anaïs Tuerlinckx (fortepian preparowany), Andrea Ermke (elektronika)

20.00 Light Machina: João Valinho (perkusja), Luís Vicente (trąbka), Marcelo dos Reis (gitara), Salvoandrea Lucifora (puzon)

21.00 John Butcher (saksofony), Mark Wastell (instrumenty perkusyjne), Phil Durrant (elektryczna mandolina)


6 października, Dragon Social Club

16.00 Spontaneous Music Ensemble, Oslo 1971 (projekcja filmu)

18.00 John Butcher (saksofony), Ståle Liavik Solberg (perkusja)

19.00 Ad Hoc Zone: Adam Pultz Melbye, João Valinho, Marcelo dos Reis, Anna Jędrzejewska, Ksawery Wójciński, Ostap Mańko (szczegóły w terminie późniejszym)

21.00 Large Ensemble: John Butcher (saksofony), Mark Wastell (instrumenty perkusyjne), Phil Durrant (elektryczna mandolina), Luís Vicente (trąbka), Salvoandrea Lucifora (puzon), Adam Pultz Melbye (kontrabas FAAB), Ståle Liavik Solberg (perkusja), Anna Jędrzejewska (fortepian), Ksawery Wójciński (kontrabas), Ostap Mańko (skrzypce)

 

 

Bilety:

Karnet na 3 dni (piątek-niedziela): 200 zł normalny / 180 zł ulgowy*

Bilety jednodniowe: 80 zł normalny / 70 zł ulgowy*

Bilety do kupienia online >>> https://kbq.pl/136524

* po okazaniu ważnej legitymacji studenckiej, legitymacji uczniowskiej lub dowodu osobistego w przypadku 60+.

 

Organizatorami Festiwalu są Fundacja Mały Dom Kultury, Trybuna Muzyki Spontanicznej i Dragon Social Club.

Patronat medialny: Radio Afera, Jazzarium.pl, ImproSpot, Radio Jazzkultura.

Partner Festiwalu: Moon Hostels & Apartments

Zadanie współfinansowane ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego. Dofinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania. #poznanwspiera 



piątek, 2 lutego 2024

The January/ February’ Round-up: The Laws of William Bonney! Webster! Still Dancing! Standards Combustion! Brûlez les meubles! Lucifora! Ohlmeier & Klein! Kołodziejczyk & Mac! An-hoer! Dead Neanderthals!


Styczeń przeleciał w tempie Komety Haleya z turbodoładowaniem, wobec powyższego nasza ulubiona forma słownej interakcji, czyli comiesięczna zbiorówka świeżych recenzji płytowych, ujawnia się światu dopiero na początku kolejnego miesiąca. Cóż, nikt nie jest doskonały! Zapraszamy zatem na wydanie styczniowo-lutowe, które wcale nie wyklucza pojawienia się dodatkowej paczki recenzji pod koniec bieżącego miejsca. Bądźcie czujni!

Grudniową zbiorówkę rozpoczynaliśmy dwoma albumami holenderskich freaków spod ciemnej gwiazdy zwanej Dead Neanderthals. Dziś dla odmiany masywni, i jak zwykle groźni, Kokke i Aquarius tradycyjną ep-ką sylwestrową zakończą naszą opowieść. Nim to jednak nastąpi czeka nas ogląd pozostałych dziewięciu piorunujących realizacji, tych nieco bardziej skoncentrowanych na procesie improwizacji.

Zaczniemy amerykańsko-niemieckim kwartetem saksofonowym, który przez lata nagrywał na kaseciaku swoje nielegalne sesje, a teraz postanowił je niespodziewanie upublicznić. Potem czekają nas dwie swobodne improwizacje ze Zjednoczonego Królestwa, personalnie w niezwykle imponującej komitywie. W dalszej części zbiorówki duża porcja jazzu: francuskie, ogniste eksploracje klasyków free (Dark Tree Records powraca!), kanadyjski kwartet zrównoważonego post-fussion, dwa nagrania kategorii open wydane w Holandii – międzynarodowy kwartet i niemiecki duet, wreszcie duet krajowy, który zaczyna bardzo eksperymentalnie, ale kończy w jazzie. A nim załomocą wspomniani na wstępie Dead Neanderthals, czeka nas jeszcze zaskakująca historia elektroniczna ze słowem mówionym wprost z Gdańska.

So, welcome to heaven and hell of free improvisation!



 

Joachim Zoepf/ Stefan Keune/ Martin Speicher/ Jeffrey Morgan The Laws of William Bonney Saxophone Quartet 1993-2007 (Acheulian Handaxe Records, CD 2023)

Lokalizacje nieznane, 1993-2007: Stefan Keune – sopranino, saksofon tenorowy, Jeffrey Morgan – saksofon altowy, Martin Speicher – sopranino, saksofon altowy oraz Joachim Zoepf – saksofon sopranowy, barytowy. Jedenaście improwizacji, 46 minut.

Czterech saksofonistów, trzech Niemców i Amerykanin, przez kilkanaście lat okazjonalnie improwizowało w warunkach domowych, a jeden z nich – ten najmłodszy, Stefan Keune - rejestrował owe dzikie sesje na magnetofonie kasetowym. Przyjęli nazwę, która jest prawdziwym nazwiskiem znanej postaci świata masowej rozrywki, czyli Billa The Kida. Po latach odkryli owe taśmy i postanowili je wydać. Nagrania mają chwilami sub-doskonałe, wręcz punkowe brzmienie, zwłaszcza te najstarsze, sycą się wszakże gigantycznymi emocjami i są na tyle wyśmienite, iż bez trudu trafiły na naszą listę 50 powodów, dla których warto było zapamiętać rok ubiegły.

W wielu utworach tego wspominkowego albumu, zwłaszcza tych najstarszych, dominują brzmienia najlżejszych saksofonów (sopranino i sopranowego), których szczebioty, krzyki i post-melodyjne zaśpiewy generują niebywałe porcje ekspresji. Kwartet startuje z pozycji free jazzu, ucieka w zakamarki swobodnej improwizacji, ale tez bez trudu łapie też kameralny oddech. Bywa, że każdy z saksofonistów pracuje tu w innym tempie, prezentuje odmienny temperament, stosuje inne techniki artykulacji, także te rozszerzone, ale ich ekspozycje zawsze znajdują wspólny mianownik. W secie nagrań z roku 1993 najciekawiej wypada trzeci utwór, w trakcie którego muzycy odbywają długą podróż od mrocznych preparacji po wrzask free jazzu, czasami przyjmując formę efektownego, ptasiego wielogłosu. Nagrania z lat 1998 i 2006, to raczej krótsze formy, czasami sprawiające wrażenie ekstraktów z większych ekspozycji. By nasycić ucho dłuższymi formami sięgać trzeba po dwie końcowe improwizacje z roku 2007, które zdają się stanowić crème de la crème całego albumu. Muzycy powściągają tu swoją ekspresję, koncertują się na budowaniu mrocznego klimatu post-egzystencjalnej zadumy.



 

Colin Webster Textural Studies (A New Wave Of Jazz, LP/DL 2023)

Oude Klooster, Brecht, Belgia, luty 2023: Colin Webster – saksofon altowy. Dwanaście improwizacji, 34 minuty.

Nasz ulubiony brytyjski saksofonista popełnił już wiele płyt solowych. Grywał na nich zarówno na barytonie, jak alcie, i wydaje się, że zeksplorował wszystkie dostępne światu techniki preparacji instrumentu dętego, drewnianego. W najnowszych studiach nad teksturą dźwięku – tu altowego – muzyk stawia na pewną dramaturgiczną prostotę. Webster nie tyle pracuje tu nad brzmieniem, ile bawi się formą. A efekt jest co najmniej doskonały.

Pierwsza i czwarta improwizacja, to zdaje się ta sama bajka – zwierzęcy ryk saksofonu na gęstym pogłosie, konsumujący mięsisty wydech i chwile strwożonej ciszy. W drugiej opowieści narracja dla odmiany sprawia wrażenie niezwykle lekkiej, niczym łabędzi śpiew o poranku, formując się w dron sycony oddechem cyrkulacyjnym. W trzeciej części tańczą gołe dysze, zaś w piątej znów wita nas oddychający, tu nieco melodyjny dron. W kolejnych odsłonach słyszymy świt zimnego powietrza dobywający się przez dziurkę od klucza i syrenę statku parowego - rodzaj leniwego drona w wysokim rejestrze, który łapie rezonans. W części ósmej muzyk zbliża do granicy hałasu, kreując niemal folkowo brzmiący skowyt. W kolejnych utworach dostajemy rezonującą porcję melodii, rodzaj ceremonialnej zabawy w dźwięk i ciszę, wreszcie dronową post-kołysankę, która przypomina borowanie zęba. Finałowa, dwunasta improwizacja także przyjmuje formę drona – tu definitywnie pożegnalnego, tęskliwego, rozkołysanego, ale nie sennego.



 

Kraabel/ Reed/ Thompson Still Dancing (Empty Birdcage Records, CD 2023)

Iklectik, Londyn, maj 2019: Caroline Kraabel – saksofon altowy, głos, szuranie po podłodze (surface sounds), Max Reed – taniec, głos, surface sounds oraz Daniel Thompson – gitara akustyczna. Dwie improwizacje, 52 minuty.

Wciąż tańcząc, to performatywny spektakl na oszczędne dźwięki saksofonu i gitary, dźwięki przesuwania stóp pod podłodze, wreszcie okazjonalnie używane głosy ludzkie. Definitywnie nieprzeładowany ekspresją, budujący wątki narracyjne, które szybko tracą żywot, skupiony na nieco teatralnym kreowaniu sytuacji dramaturgicznej. Być może ów koncert (bez publiczności?) byłby ciekawszy, gdyby można go było zobaczyć. Dyktat minimalizmu zaprzysiężony przez artystów powoduje też, iż słuchacz preferujący instrumentalne, silniej interakcyjne improwizacje może się czuć w takim środowisku akustycznym nieco znużony.  

Pierwsza improwizacja trwa dwanaście minut, w trakcie których zjawisko wartkiej akcji zdaje się nie występować. Momenty, w których gitara inicjuje repetycją bardziej aktywne działania, a saksofon śle na raz więcej niż jeden wydech należą tu do rzadkości. Gdy takie sytuacje mają jednak miejsce poziom naszego zadowolenia z odsłuchu zdecydowanie rośnie. Rola tancerza, performera, który interferuje z podłożem stanowi tu tło i nie wydaje się kreować specjalnych interakcji z dźwiękami instrumentalnymi. W trakcie drugiej, prawie 40 minutowej opowieści schemat jest podobny. Dominują krótkie frazy, zdania urywane w pół słowa i dźwięki ginące w ciszy. Muzycy sprawiają wrażenie, jakby dobrze czuli się w swoim towarzystwie, ale to, co trafia do uszu słuchacza wydaje się być ledwie namiastką akcji dramaturgicznej. Narracja często osiąga tu poziom ciszy (choćby w 12 minucie), ale miewa też fazy bardziej intrygujących spiętrzeń. Choćby tych kilka chwil po 30 minucie, które śmiało możemy uznać za najciekawszy moment spektaklu. Samo zakończenie także dostarcza kilku instrumentalnych akcji w duecie gitara-saksofon. Z kolei ostatnia prosta usłana jest dźwiękami stóp przemieszczających się po podłodze otwartej przestrzeni Iklectik.



 

Daunik Lazro/ Benjamin Duboc/ Mathieu Bec Standards Combustion (Dark Tree Records, CD 2023)

Les Instants Chavirés, Montreuil, Francja, listopad 2022: Daunik Lazro – saksofon tenorowy, Benjamin Duboc kontrabas oraz Mathieu Bec – perkusja. Dziewięć kompozycji (Ayler, Lacy, Shorter, Coltrane, Lazro i dwie wspólne tria), 42 minuty.

Z radością odnotowujemy powrót do świata żywych naszego ulubionego francuskiego labelu, a nasze szczęście jest tym większe, iż na zgrabnym, kompaktowym dysku odnajdujemy mocarzy francuskiego free impro i post-jazzu, Lazro i Duboca, tu muzykujących z wyjątkowo bystrym drummerem Bec’iem. Okazja spotkania jest definitywnie koncertowa, a na warsztacie muzyków wspaniałe evergreeny amerykańskiego free jazzu (z drobnym uzupełnieniem w postaci twórczości własnej Francuzów)! Dodajmy jeszcze, iż Lazro gra tu na saksofonie tenorowym (zwykliśmy go słuchać na barytonowym), a czyni to z gracją młodzieńca, któremu jakże daleko do prawie osiemdziesięciu wiosen, jakie ma obecnie francuski saksofonista.

Album otwiera nieśmiertelne Ghosts Aylera. Saksofon zdaje się tu być wyjątkowo rozśpiewany, a wtóruje mu matowo brzmiąca sekcja rytmu, która ma także kilka chwil tylko dla siebie. Na drugi strzał nerwowa post-ballada Lacy’ego Deadline. Odnotujmy w niej akcję na smyczku oraz świetną robotę drummera. Kolejny Ayler, to Mothers, który płynie tu rozhuśtaną sekcją i nad wyraz nostalgicznym saksofonem. Świetnie improwizuje Lazro, choć zdaje się, że pracuje na wdechu. Nefertiti Shortera grane jest wyważonym, marszowym krokiem. Temat wraz z saksofonem śpiewa także smyczek. W wydaniu francuskim, to wyjątkowo cool-jazzowa jazda. W dalszej kolejności kompozycja Lazro, która dodaje albumowi niespodziewanie kameralny, by nie rzec post-barokowy sznyt. Płytę uzupełniają dwa dynamiczne, niemal polirytmiczne utwory podpisane przez trójkę Francuzów oraz dwa klasyki Coltrane’a. Vigil grany jest jedynie w duecie, bez kontrabasu, z kolei Love pięknie reasumuje ów smakowity album - melodyjny saksofon osadzony tu został na wyjątkowo gęstym brzmieniu kontrabasu.

 


Brûlez les meubles Crayonnage (Circum-Disc, CD 2024)

Miejsce nieznane, luty 2023: Louis Beaudoin-de la Sablonnière – gitara, Éric Normand – bas elektryczny, Jonathan Huard – wibrafon oraz Tom Jacques – perkusja. Dwanaście utworów, 62 minuty.

Z formacją z Quebecu spotykaliśmy się na ogół w formule gitara-bas-perkusja, teraz dostajemy dodatkowo wibrafon, który wnosi do stonowanego post-fussion Kanadyjczyków element twórczego fermentu i okazjonalnie zaskakująco mroczne brzmienia. Album zdecydowanie dedykujemy słuchaczom usytuowanym bliżej jazzu środka, ale z dużą przyjemnością wskażemy poniżej fragmenty, które warte są zainteresowania również bardziej wymagającej publiki.

Na płycie odnajdujemy dziesięć rozbudowanych kompozycji i dwie niespełna minutowe, bardzo melodyjne miniatury. Dramaturgia całości zdaje się opierać na intrygującym początku (trzy pierwsze części), rozkołysanej, wręcz balladowej części środkowej, która śmiało mogłaby być poddana działaniu edytorskiego skalpela i najbardziej wartościowej części końcowej (ostatnie cztery części z wyłączeniem awizowanej miniatury), która nie szczędzi nam psycho-rockowych akcji i niebanalnych zdarzeń dźwiękowych. We wspomnianych utworach otwarcia podobać się może swoboda budowania narracji, pewna programowa niespieszność, melodyka gitary, precyzja basowych pętli narracyjnych, oniryczne plamy wibrafonu i łamane metra perkusji. Z kolei w utworach zawartych w drugiej części albumu docenić należy pewną gatunkową różnorodność, której stymulantem jest nade wszystko gitarzysta. Słyszymy dalekie echa americany, posmak bluesa, rozpylane w każdym zakamarku narracji ślady psychodelii i rockowego anturażu. Udanym podsumowaniem albumu jest najdłuższa, ostatnia część - od posmaku lekkiej kwasowości, porcje pogłosu i wibrafonowej nostalgii po prawdziwie rockowe emocje w trakcie dynamicznej finalizacji.

 


Salvoandrea Lucifora Quartet Drifters (TryTone Records, CD 2023)

Wisselord Studio1, Amsterdam, grudzień 2022: Marta Warelis – fortepian, Omer Govern – kontrabas, Marcos Baggiani – perkusja oraz Salvoandrea Lucifora – puzon, kompozycje. Dwa utwory, 55 minut.

Przed nami definitywnie międzynarodowy, ale jakże amsterdamski kwartet z udziałem m.in. naszej ulubionej polskiej pianistki, a także włoskiego puzonisty, którego świetnie pamiętamy z kwartetu Light Machina, a który jest tu szefem przedsięwzięcia. Rządzi w obszarze podmiotu wykonawczego, jest też autorem długich, interesująco rozbudowanych, silnie jazzowych opowieści. Na albumie kwartetu dzieje się wiele, ale też sporo jest konserwacją kompozytorskiej notyfikacji.

Pierwszy utwór trwa dwa kwadranse, drugi jest ledwie o kilka minut krótszy. W rolę introduktorki pieśni otwarcia wciela się pianistka. Reszta muzyków dołącza po dwóch minutach i wspólnie kreują swobodny open jazz bez pretensji do błądzenia po zakamarkach notyfikacji. Narracja prowadzona jest bardzo precyzyjnie, skrzy się zwinną dramaturgią, na etapie rozwinięcia nie szczędzi nam akcji w podgrupach. Pośród duetów szczególnie podobać się może dynamiczna akcja puzonu i perkusji. Nie mniej ciekawe jest trio bez puzonu, które sugeruje free jazz, ale ostatecznie ucieka w umiarkowanie mroczną opowieść spuentowaną solową ekspozycją pianistki. Druga narracja startuje na gryfie kontrabasu i dość szybko osiąga stadium całkiem energetycznej opowieści. Pojawienie się smyczka nadaje jej nieco kameralnego, czy nawet post-klasycznego sznytu. Tu opowieść ma dwa punkty przystankowe. Po pierwszym z nich artyści szukają harmonii i melodii, nawet pewnej taneczności, po drugim uciekają w otchłań dźwięków preparowanych, długich, posuwistych, szemrzących fraz. Album wieńczy wątek post-balladowy, znów doposażony w adekwatną porcję melodyki.



 

Lothar Ohlmeier & Tobias Klein Left Side Right (TryTone Records, CD 2024)

Berlin, 2022: Lothar Ohlmeier – klarnet basowy, saksofon tenorowy oraz Tobias Klein – klarnet basowy, saksofon altowy. Pięć improwizacji, 52 minuty.

Dęty front kwartetu Dalgoo, który znamy z koncertu w poznańskim Dragonie, prezentuje się tu w rozbudowanej ekspozycji duetowej na dwa klarnety basowe i nieco rzadziej wykorzystywane saksofony. Swobodne improwizacje, nieśpieszne, bazujące na jazzowym timingu, skoncentrowane na klarownym brzmieniu instrumentów i artyści sięgający po tzw. techniki rozszerzone ledwie w kilku mniej kluczowych momentach spektaklu. Sporo zadumy, pewnej pokoleniowej refleksji i po prostu ładnych dźwięków.

Trzy pierwsze improwizacje trwają po kilkanaście minut, być może są odrobinę przegadane, ale dzięki temu ich klimat pozostaje z nami na dłużej. Z kolei dwie końcowe, to łącznie ledwie siedem minut z sekundami. Pierwsza, trzecia i czwarta improwizacja, to dialog dwóch klarnetów basowych. Garść półsłówek, ale i morze długich, niemal dronowych ekspozycji. Spokój, melodia, rodzaj egzystencjalnej refleksji. Czasami akcja przypomina dwa leniwe słonie opalające się w słońcu, innym razem artyści brną na nisko ugiętych kolach przez gęste zarośla. W drugiej z klarnetowych opowieści pojawia się więcej nerwowych ruchów, trochę preparowanych fraz, ale i urokliwa, zwiewna taneczność. Puenta tej historii jest jednak mroczna, na poły kameralna. W ostatniej z klarnetowych części narracja zdaje się być wyjątkowo spokojna, a muzycy zrelaksowani. W trakcie drugiego utworu na płycie muzycy korzystają z saksofonów. Poruszają się dość żwawo, nie szczędząc nam kąśliwych uśmiechów i interakcji godnych miana free jazzowych. Finałowa koda trwa niewiele ponad dwie minuty i dla odmiany stanowi rozmowę klarnetu basowego z saksofonem. Tu tempo wydaje się być dość dziarskie, a miny artystów dalece roześmiane.

 


Malwina Kołodziejczyk & Sebastian Mac Wanderlust (Scatter Archive, DL 2023)

Quality Studio, Warszawa, październik 2022: Malwina Kołodziejczyk – saksofon, elektronika oraz Sebastian Mac – gitara elektryczna. Siedem improwizacji, 33 minuty.

Improwizowane spotkanie artystów związanych m.in. z Cracow Improvisers Orchestra zaczyna się w sposób bardziej niż intrygujący. Preparowany saksofon wspierany przez elektronikę i gitara swobodnie tańcząca na pick-up’ach tworzą narrację bogatą w dźwiękowe niespodzianki, nie stroniącą od medytacji budowanej powtarzanymi frazami instrumentu strunowego. W kolejnej odsłonie po stronie gitarzysty pojawiają się akcenty percussion, z kolei saksofonistka pogłębia swoje preparacje, znajdując w przestrzeni ustnika miejsce na dźwięki gardłowe. Opowieść płynie tu wysokim wzgórzem, a gitara szuka oparcia w rytmie.

Trzecia historia rodzi się w chmurze szumów, szmerów, dźwięków równie hydraulicznych, jak mechanicznych. Pracują saksofonowe dysze, skwierczą gitarowe przetworniki. Nagle w połowie improwizacji dostajemy się w smugę czystych fraz obu instrumentalistów, a opowieść zdecydowanie obiera kierunek na jazz! W kolejnych utworach artyści serwują nam intrygujące otwarcia, po czym, głównie z woli gitarzysty, przenoszą nas w obszar szeroko pojętego, improwizowanego jazzu. Piąty utwór przypomina piosenkę z tekstem, choć bez śpiewu, a kolejny, niespełna minutowy, zdaje się być pełnokrwistą eksplozją fire music. Spory dysonans niesie pieśń zamknięcia. Tu gitarowe sekwencje zostają skonfrontowane z rytmiczną, ale dość inwazyjną elektroniką. Jedynym ratunkiem dla gitarzysty staje się tedy … podsycona synkopą repetycja.



 

An-hoer Sepr.online.works (Kolokpo Records, LP 2023)

Gdańsk, czas nieznany: An-hoer (Wojciech Unterschuetz, Piotr Bratoszewski – wszelkie dźwięki elektroniczne, zapewne także głosy) oraz goście: Paweł Szamburski – bęben (A1), Adam Wika - akordeon, slide bass (A2), Piotr Żakowiecki - wokal (A2), Maria Bagińska - wokal (B1). Osiem utworów, 43 minuty.

W ramach kontynuacji wątków krajowych zapraszamy na … słuchowisko radiowe. Bazą muzyczną jest tu elektronika w dalece przyswajalnym, równie mrocznym, jak melodyjnym wydaniu. W jej otoczeniu pojawia się słowo mówione, które zdaje się pełnić rolę istotnego elementu dramaturgicznego. Recytacja w języku ukraińskim (?) oraz cytaty z Ericha Marii Remarque’a i Leszka Szumana, to definitywnie intrygujące punkty zapalne na ośmiotrakowym albumie. Sama ścieżka dźwiękowa raczej na to miano nie zasługuje, przynajmniej z punktu widzenia medium skoncentrowanego na muzyce improwizowanej.

Sam początek obiecuje wiele. Dubowo brzmiący rytm wybijany na akustycznym bębnie udanie prowadzi szczątkowe frazy strunowe, jakby doprawione odrobiną prądu. W drugiej części mamy ów domniemany język ukraiński i dość rozbudowane instrumentarium w postaci basu, akordeonu i syntezatorów. Pierwszą stronę żółtego winyla uzupełnia piosenka z wokalem w łagodnej estetce post-electro oraz długa ekspozycja elektroniczna, której głównym zdaniem jest chyba dotarcie do dwudziestej minuty na stronie. Po przewróceniu krążka na drugą stronę dostajemy się w strefę oddziaływania tekstu Remarque’a, który podany jest kobiecym głosem, a zlustrowany wojennie brzmiącą elektroniką. Kolejna część jest instrumentalna, a jej głównym daniem frazy przypominające piano. Zaraz potem cytat z Życia po śmierci, doposażony niepokojącym, nerwowym backgroundem fonicznym. Album domyka krótka koda w formie szemranego ambientu.



 

Dead Neanderthals Ordo Dracul Demo (Bandcamp’ self-released, Kaseta/DL 2023)

White Noise Studio, Nijmegen, czas nieznany: Otto Kokke – syntezator, Rene Aquarius – perkusja oraz Marlon Wolterink – bas. Dwa utwory, 21 minut.

Słowo się rzekło, zatem na koniec wielkie boom! Nasi konceptualni, meta jazzowi post-punkowcy od pewnego czasu gustują w muzykowaniu z udziałem gościa. Tym razem w tej roli ich … stały producent, który w rękach dzierży masywną basówkę. Dwie petardy w umiarkowanie szybkim tempie i o umiarkowanie brudnym brzmieniu trwają tu dokładnie po 10 minut i 39 sekund (w kraju Dead Neanderthals nic nie jest pozostawione przypadkowi) i wypełniają dwie strony kasety. Ep-ka w pliku jak zawsze udostępniona została w ostatni dzień roku za darmo, a za wspomnianą kasetę trzeba było zapłacić pół euro (czas przeszły dokonany, nakład wyczerpał się niemal natychmiastowo!).

Sytuacja dramaturgiczna jest tu następująca - rockowe metrum cztery na cztery, delikatnie siarczyste brzmienie basu, który też krwawi rockiem i syntezator wyposażony w pewną ulotną, jak zwykle dość czerstwą, falującą melodykę. W połowie utworu następuje krótkie interludium z samotnym syntezatorem. Po restarcie linia basu wydaje się być delikatnie zmodyfikowana, po czym wraca do stanu początkowego. Drugi utwór jest wolniejszy, przypomina melodyjny i nieco … przyspieszony doom metal. Prosta figura rytmiczna basu, równie nieskomplikowany step perkusji i kolejna porcja melodyki syntezowa, tym razem jakby odrobinę bardziej molowa. W dalszej części nasze zasłuchane w jednostajny rytm uszy zdają się słyszeć drobne spowolnienie, może także dramaturgiczne ugięcie kolan. Nagranie kończy się prawdziwą burzą z piorunami i rzęsistą ulewą. To wszystko dzieje się wszakże po całkowitym wygaszeniu strumienia dźwiękowego.



 

poniedziałek, 3 maja 2021

Valinho, Vicente, Dos Reis and Lucifora as Light Machina!


Ceremoniał otwarcia przypada w udziale samotnemu puzonowi. Duży blaszak kłębi się w sobie, podśpiewuje, stukają mu mechanizmy, a na dnie tuby rodzi się wątek, melodia strudzonego wędrowca, której ostrze zaczepnie kieruje się ku milczącym współtowarzyszom podróży. W połowie drugiej minuty syczeć zaczyna gitarowy amplifikator, a zaraz potem pierwsze, bardzo basowe dźwięki wydaje sama gitara. W tle pracują talerze, tworząc mgławice pięknych dźwięków. Zachowanie puzonu zwiastuje nadciągającą burzę, o tym samym zdają się świadczyć pierwsze frazy dostarczane przez trąbkę. Tak oto liquid quartet delikatnie żłobi koryto narracyjne - misterna plecionka perkusjonalii, gitarowy półtrans, ciche, relaksacyjne dialogi blaszaków. Dalszy przebieg pierwszej improwizacji bazuje na minimalistycznej gitarze, która trzyma meta rytm i kilku popisowych frazach trąbki. Narracja dociera na drobne wzniesienie i skrzy się rozkwitającą gitarą, skwapliwie wypełniającą przestrzeń, jaką pozostawił milczący puzon.

 


Kolejny etap podroży rozpoczyna się na suchym werblu. Obok pierwsze znaki życia dają preparowany puzon i gitara, która znów szuka niskich częstotliwości, a także trąbka, której wentyle syczą i delikatnie skrzeczą. Znów improwizacja budowana jest bardzo skrupulatnie, czasami z wyjątkowo drobnych elementów. Orszak owych frapujących dźwięków ciągnie ku górze puzon, a dobra robota gitary cały ich strumień istotnie zagęszcza. Nie bez znaczenia jest także matowe, ale pęczniejące tło perkusjonalii. Pikanterii całości dodają zmysłowe dialogi obu instrumentów blaszanych. W dalszej fazie kilkunastominutowej opowieści w rolę mąciciela dobrego nastroju wciela się gitara, która sieje ferment, brudzi brzmienie i sprawia, iż flow kwartetu, zwłaszcza po wybiciu szóstej minuty, można już określić jako całkiem głośny i intensywny. Zauważmy, iż to ekspresja bliższa rozimprowizowanego post-rocka niż ognistego free jazzu. Blaszaki kipią emocjami, gitara brzmi znów bardzo basowo, a nietypowo powykręcany drumming (przez moment pozostający nawet w solowej ekspozycji) dodatkowo eskaluje napięcie. Kolejne emocje nie każą na siebie czekać - puzon i trąbka snują zmysłowe frazy na wydechu, a gitara dorzuca błyskotliwe ornamenty, godne post-klasycznego flamenco. W tym cudnym rozgardiaszu dramaturgicznym pojawia się także smyczek, który wynosi misterium niestandardowych zachowań scenicznych na jeszcze wyższy poziom. Rozłożysta, niemal epicka opowieść gaśnie z woli gitary, ale nim to nastąpi, dostajemy jeszcze garść wyjątkowo śpiewnych, blaszanych dźwięków.

Finałowa, najdłuższa pieśń Machiny Światła zaczyna się w tubach blaszaków. Puzon i trąbka kroczą spokojnym, ale intrygująco tanecznym krokiem. Bystrze łapią echo, zawłaszczają przestrzeń sali koncertowej niemal na wyłączność. Perkusja budzi się do życia po drugiej minucie, podrzucając garść dynamiki i całkiem sporo emocji. Opowieść pachnie tu post-free jazzem i czeka na przerwanie milczenia przez gitarę. Ta ostatnia wchodzi do gry dopiero pod koniec piątej minuty. Od razu rozstawia wszystkich po kątach brudnym, na poły rockowym, ponownie odrobinę basowym brzmieniem. Puzon zabiera się w tę przebieżkę (nawet przez moment błyskotliwie szczytuje), trąbka dla odmiany postanawia poczekać, cóż wyniknie z aktualnych wydarzeń scenicznych. Powraca dopiero w połowie dziewiątej minuty i śpiewa bolesne frazy, czyniąc to jakby o tempo wolniej niż reszta muzyków. W niczym to jednak nie przeszkadza, by tę fazę koncertu określić mianem całkiem ognistej. W połowie jedenastej minuty opowieść przygasa z woli gitary, która rysuje kilka post-klasycznych bohomazów, a w tle słyszymy świszczący wiatr z blaszanych tub i backgroundowy drumming. Klimat improwizacji zdaje się obracać o 180 stopni w dowolnej skali. Przez moment flow prowadzony jest przez gitarę jedynie w towarzystwie perkusji. Narracja pęcznieje, a powrót blaszanych łobuziaków ciekawie stygmatyzuje ją pewną wspólną, tajemniczą melodyką. Sam finał koncertu wydaje się być wyjątkowo rozchełstany, uroczo niestaranny, z gitarą, która szuka post-rockowych, meta psychodelicznych fraz, z perkusją, która płynie pełnym strumieniem mocy, wreszcie z przekrzykującymi się blaszakami. Końcowy ogień narracji zdaje się smakować jeszcze bardziej niż ten wcześniejszy, a ugaszony zostaje z saperską precyzją, niemal na raz.

 

Light Machina (Multikulti Project/ Spontaneous Music Tribune Series, CD 2021). João Valinho  - perkusja, Luís Vicente – trąbka, Marcelo dos Reis – gitara elektryczna oraz Salvoandrea Lucifora – puzon. Nagranie koncertowe, Salão Brazil, Coimbra, 1 marca 2020 roku. Trzy improwizacje, 41:22.

 

Uwaga! Autor recenzji jest współproducentem tej płyty!

 

niedziela, 4 kwietnia 2021

Dwie portugalskie nowości iberyjskiej serii Multikulti i Trybuny Muzyki Spontanicznej – Light Machina i Ikizukuri + Susana Santos Silva!


(Informacja prasowa)

 

Iberyjska seria wydawnicza z muzyką improwizowaną, prowadzona przez oficynę Multikulti Project i Trybunę Muzyki Spontanicznej, rozpoczęła właśnie piąty rok życia. Dodajmy, iż samo Multikulti Project kończy w tym roku 25 lat, a jego założyciel Tomasz Konwent całkiem niedawno obchodził bardzo okrągłe urodziny. Najlepszym sposobem, by należycie uczcić każdą z tych okoliczności, z pewnością mogą być nowe wydawnictwa płytowe.

Dokładnie na dzień 2 kwietnia 2021 roku zaplanowana jest światowa premiera dwóch płyt z muzyką powstałą na Półwyspie Iberyjskim, tym razem, w obu przypadkach w Portugalii – pierwsza w Coimbrze, druga w Porto.

 


Pod pozycją katalogową 023 poznańska inicjatywa wydawnicza proponuje nowy kwartet Light Machina, w którego szeregach odnajdujemy dwa doskonale rozpoznawalne nazwiska na europejskiej scenie muzyki improwizowanej – portugalskiego trębacza Luisa Vicente i jego rodaka, gitarzystę Marcelo Dos Reisa. Dla pierwszego z nich to już szósta obecność w Spontaneous Music Tribune Series, dla tego drugiego – dokładnie … druga. Obaj muzycy grali tu choćby w świetnie przyjętym przez krytyków i publiczność kwartecie Points. Czteroosobowy skład Light Machina uzupełniają bardzo młodzi, ale już rozchwytywani przez starszych muzyków, adepci swobodnej improwizacji – włoski puzonista Salvoandrea Lucifora oraz portugalski perkusista João Valinho. Na krążku bez tytułu muzycy proponują nam trzy chwilami niezwykle transowe, ale wyważone przez względem ekspresji improwizacje, dla których precyzyjne określenie konotacji gatunkowych zdaje się czynnością niewykonalną. Być może odnajdujemy tu więcej post-rockowych emocji niż free jazzowych grepsów, jakiekolwiek fani obu stylistyk winni w Light Machina dostrzec ważny przedmiot swoich zainteresowań. Nagranie zarejestrowano w trakcie koncertu, jaki miał miejsce trzynaście miesięcy temu w jednym z najważniejszych miejsc na mapie portugalskiej muzyki - Salão Brazil w Coimbrze.

W liner notes, napisanym przez António Branco, czytamy m.in.:

„(…) Słyszymy tu twórcze interakcje pomiędzy różnymi osobowościami muzycznymi, które dążą do wspólnego celu, bez narzucania się, ale i jakiegokolwiek osłabiania swojej pozycji. Czterej muzycy (plus cisza) oddają się krzyżowemu ogniu bodźców, akcji i reakcji, równoważąc dotychczasowe współsprawstwo ekscytacją związaną z budowaniem nowych relacji.  (…) W celu poszerzania możliwości instrumentów muzycy stosują różne techniki, które nie są celem samym w sobie, ale narzędziem do budowania dynamiki i atmosfery. Rezultatem jest ciągłe odkrywanie nowego i „coś”, czego na szczęście nie da się sklasyfikować, ani opisać słowami”.

https://multikultiproject.bandcamp.com/album/light-machina

 


Jeśli w przypadku Light Machina wspominaliśmy o post-rockowych emocjach i braku gatunkowych punktów odniesienia, to cóż można rzec o formacji Ikizukuri??? Post-punkowa, wulgarna gitara basowa w rękach Portugalczyka Gonçalo Almeidy (jeśli pamiętamy Low Vertigo, świetnie wiemy, co nam grozi!), rockowa, ekspresyjna perkusja we władaniu kolejnego Portugalczyka Gustavo Costy (muzyk wrzuca do tygla emocjonujących zdarzeń także akcenty elektronicznej post-produkcji, a nawet strzępy plądrofonii!), wreszcie para rozgadanych instrumentów dętych, siejących popłoch potokami psychodelii, tu w rękach fachowców najwyższej klasy – niemieckiego saksofonisty Juliusa Gabriela (którego znamy choćby z dużych składów Barry’ego Guya, ale tu prezentującego bardzo odmienne oblicze) i portugalskiej trębaczki Susany Santos Silvy, która na fantastycznie zatytułowanej płycie „Suicide Underground Orchid” pełni rolę gościa na pełnych prawach wykonawczych.

Muzyka Ikizukuri stawia na emocje, buduje narrację opartą na rockowej pracy basu i perkusji oraz na paradygmacie permanentnej improwizacji saksofonu sopranowego i trąbki. Kreuje opowieść, która uzbrojona w post-elektroniczną poświatę, niespodziewanie prowadzi nas także na spotkanie z fussion jazzem, przywołując skojarzenia z muzyką, jaką Miles Davis grywał w pierwszej połowie lat 70. ubiegłego stulecia. Zresztą w tym potoku szalonych dźwięków każdy odnajdzie coś dla siebie. Dodajmy, iż nagrania powstały w roku ubiegłym w Porto, w klubie Sonoscopia.

W liner notes napisanym przez Margaridę Azevedo czytamy m.in. :

„Urodzona i wyhodowana w podziemiu - to główne cechy rzadkiej rośliny zwanej Suicide Underground Orchid, zupełnie takiej samej, jak to nagranie. Ikizukuri wnosi do tej płyty różnorodne nastroje: improwizację, free jazz, rock i metal. Susana Santos Silva stanowi zaś nowy składnik odżywczy, który karmi i rozwija potencjał tej samobójczej, podziemnej orchidei (…). Błędnym jest myślenie, iż w 2020 roku byliśmy tylko świadkami globalnego chaosu. Z przypadkowego spotkania narodziła się też ta płyta. Muzycy prowadzą tu płynny dialog, rozmawiają własny językiem, generują dźwięki, który obudzą nasze zmysły w 2021 roku.”

https://multikultiproject.bandcamp.com/album/suicide-underground-orchid